sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 17 "Nie kupię żadnych garnków, nie biorę pożyczek, nie pomagam biednym, do widzenia."

Życie jest niep­rze­widy­wal­ne. Szy­kuje dla mnie nies­podzian­ki choć nie mam urodzin. 

Obudziłam się kilka minut po 11. Poczułam cudowny zapach przepysznych naleśników babci. Podobno dodawała jakiś tajemniczy składnik, którego nikomu nie chciała wyjawić. Być może dlatego miały tak nieziemski smak. Ziewnęłam i przyciągnęłam się we wszystkie strony po czym ruszyłam w kierunku kuchni. Gdy tam doszłam zobaczyłam babunię, która piekła wyżej wymienione placki. Usiadłam przy stole zastawionym najróżniejszymi dżemami oraz konfiturami jej roboty. Możecie wierzyć lub nie, ale jest świetną kucharką, jak i gospodynią, a jej dzieła to istne cuda. Masz ochotę jeść i nigdy nie przestawać.
- Jak się spało? Wypoczęłaś po podróży?
- Spałam dobrze, jak nigdy od dłuższego czasu. Chyba tego mi brakowało.
- Przygotowałam twoje ulubione naleśniki.- postawiła obok mnie talerz.
- Dziękuję babciu.- odpowiedziałam po czym zaczęłam zaczęłam smarować je dżemem i jeść.
- Tata nie za wiele nam powiedział o twoim przyjeździe. Jedynie tyle żebyśmy odebrali cię z lotniska. Stało się coś poważnego?
- Nie babciu, to nic takiego. Pokłóciłam się z matką. Poza tym i tak bym przyleciała za dwa dni, bo zaczynam zgrupowanie z polską kadrą piłki nożnej kobiet.
- Jednak wciąż grasz.
- Nawet nie spodziewałam się, że tak to pokocham.
- O co tym razem pokłóciłaś się z Anną?
- O wszystko, powiedziałam jej to co od dawna leżało mi na sercu.
- Mówiłam Bartkowi żeby się z nią nie wiązał.
- Nie ma sensu rozpamiętywać. W sumie dzięki nim jesteśmy my - Adam i ja.
- No już nie ważne. Co będziesz dziś robiła?
- Wyjdę na starówkę, dawno mnie tu nie było. Musze koniecznie to nadrobić. Pospaceruję, pomyślę.

~*~

Strasznie się cieszyłem, że ją odzyskałem. Jest dla mnie całym światem i szczerze powiedziawszy nie wiem, co bym teraz robił, gdyby miał nie wybaczyła. Ten mecz koszykówki wszystko zmienił, a czas spędzony później był jeszcze lepszy. Tęskniłem za nią i mimo że jeszcze nie mogłem jej swobodnie przytulić cieszyłem się każdym jej uśmiechem, a nawet spojrzeniem. Przy niej wszystko nabierało kolorowych barw. Dzisiaj miałem w planach zabrać ją do jednego z najpiękniejszych miejsc, jakie znam w Barcelonie. Chciałem by wszystko wróciło do normy.
- A ty co się tak śmiejesz, jak głupi do sera?
- Nie przeszkadzaj mu. Pewnie planuje randkę.
- Żebyś wiedział, takie właśnie mam plany.
- To się spóźniłeś.
- Jak to?
- Od rana krążą plotki, że wyjechała z miasta. Co prawda nikt jej nie widział, ani na lotnisku, ani na treningu, który przecież skończył się godzinę temu. W dodatku Alonso jest jakiś zły. Chodzi po ośrodku i nerwowo szepta coś pod nosem.- po słowach Gerarda niemal wybiegłem z szatni. W mokrych włosach i niekompletnie ubranym wpadłem jak oszalały do gabinetu doktora Borkowskiego. Spojrzał na mnie znad okularów.
- Czy to prawda, że Emilia wyjechała?
- Po co chcesz to wiedzieć?
- Bo ją kocham i się martwię.- patrzył na mnie jeszcze przez moment. Chyba bił się z myślami.
- Naprawdę kochasz moją córkę?
- Tak.
- Ale będziesz się o nią troszczył?
- Oczywiście, jest moim oczkiem w głowie.
- Ach, chyba mogę ci to powiedzieć... Emilia wyjechała do Polski. Pokłóciła się z matką.
- Wróci?
- O to się nie martw. Powinna pojawić się tu za kilka dni może kilkanaście. Jutro zaczyna zgrupowanie.
- Dostała powołanie?
- Tak, wczoraj nad ranem.
- Panie doktorze mam ogromną prośbę.
- Słucham.
- Gdzie ona teraz jest? Poda mi pan adres?
- Wykluczone.
-Ale doktorze...
- Nie. Nie jestem moją córką, ja aż tak ci nie ufam.
- Ale...
- Żadnych "ale"...

~*~

Resztę dnia spędzałam na spacerowaniu po Warszawie. Odwiedziłam wszystkie bliskie mi miejsca. Uwielbiam Hiszpanię, ale tutaj są miejsca, które kocham. Mimo że wiele złych wspomnień w nich zostawiłam. Teraz już wiem, że stałam się lepszym człowiekiem. Nie jestem tą samą Emilią, którą byłam jeszcze na początku września. Jestem nową Emilią, zdecydowanie lepszą. Po powrocie do domu dziadków zjadłam jakąś kolację, wzięłam prysznic, obejrzałam z nimi film i poszłam spać. Moje nogi zaczęły się domagać odpoczynku. Faktem było, że przeszłam ponad dwadzieścia kilometrów.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Przykryłam głowę poduszką i starałam się zasnąć, jednak uporczywe pukanie nie ustępowało. Nikt wcześniej nie otworzył, co znaczyło jedynie, że zostałam sama. Pewnie dziadkowie poszli na targ. Zerwałam się z łóżka i mocno wzburzona podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, tak to było bezmyślne z mojej strony, ale chciałam mieć święty spokój.
- Babci i dziadka nie ma w domu. Nie kupię żadnych garnków, nie biorę pożyczek, nie pomagam biednym, do widzenia.- chciałam zatrząsnąć drzwi, jednak coś mnie zatrzymało. Wcześniej nawet nie spojrzałam kto taki stoi przed nimi. Ujrzałam kilku piłkarzy, którzy mieli dość dziwne miny. Zapewne z powodu mojego języka.
- Co?- pierwszy odezwał się Alexis.
- Myślałam, że to jacyś naciągacze. Ale zaraz, zaraz co wy tu robicie?!- krzyknęłam wystraszona.
- Przylecieliśmy cię odwiedzić. Pozwól, że wejdziemy. Na dworze jest bardzo zimno.- wepchnęli się do środka i rozleźli po całym domu niczym mrówki.
- Skąd w ogóle macie mój adres?
- Ma się znajomości, choć łatwo nie było.
- Przecież nie możecie tu zostać. Dziadkowie będą źli.
- To tylko kilka nocy. Zostaniemy z tobą, aż do zakończenia zgrupowania.- powiedział Neymar, grzebiąc w lodówce. Zamknęłam drzwiczki, a potem usłyszałam odgłos zamykanych drzwi wejściowych. To nie wróżyło nic dobrego. Wybiegłam z kuchni i zobaczyłam dziadków ze zdziwieniem wymalowanym na twarzach.
- Przepraszam was, ja się ich zupełnie nie spodziewałam.- szybko zaczęłam się tłumaczyć. - Oni już idą.- próbowałam wypchnąć, już nie pamiętam, którego piłkarza.
- Zaraz, zaraz czy na naszej kanapie siedzi Messi, Xavi i Andres?- spytał dziadek, a oni na dźwięk swoich imion wyjrzeli z kanapy w naszą stronę. Zakłopotałam się i to porządnie.
- Tak...- odpowiedziałam pełna obaw.
- Powiedz, że mam przewidzenia. Wiem, że jestem stary, ale chyba nie aż tak żeby mieć takie halucynacje.
- Dziadku, ale oni tu siedzą naprawdę.- wyjaśniłam, a oni wstali z sofy. - Mój dziadek Stanisław, a to Xavi, Andres i Leo. To jeszcze nie koniec w kuchni jest Neymar, Gerard, Alexis, Cristian oraz Marc.
- Skąd oni się tu wzięli?
- Sama tego nie wiem.
- Emi, co on mówi?- szturchnął mnie Messi. Powtórzyłam mu nasza rozmowę po hiszpańsku, a po czym wszyscy zaczęli ściskać moich dziadków.
Sytuacja była nie do ogarnięcia. Gdy udało mi się uspokoić piłkarzy kazałam im wejść do mojego pokoju i w spokoju tam na mnie czekać. Wraz z dziadkami usiadłam przy stole w kuchni. Wytłumaczyłam im zaistniałą sytuację, której w sumie ja sama nie rozumiałam. Babcia i dziadek zgodzili się na pobyt piłkarzy w ich domu. Był tylko jeden problem. W dziesiątkę musieliśmy spać w moim tymczasowym pokoju. Weszłam tak i zobaczyłam piłkarzy, grzebiących w moich szafkach.
- Co wy robicie?!
- Ej chodźcie tutaj! Musicie to zobaczyć.- roześmiany Neymar zawołał kolegów, a oni zaraz się tam zebrali i zaczęli się głośno śmiać. Wepchnęłam się między nich po czym zobaczyłam album ze swoimi zdjęciami.
- Patrzcie jaka królowa.
- O A tutaj jest myszką Miki.
- Ojej jaka słodka.- wyrawałam im zbiór fotografii.
- Ej!- jęknęli razem ze zrezygnowaniem.
- Nie patrzcie na to! To było dawno.- zabrałam album i wyniosłam go z pokoju.
- Emi, co można tu zwiedzić?
- Ty chyba oszalałeś! Zwiedzać mu się zachciało. Nie czujesz jak jest zimno?
- Mamy początek marca, to jest dość wysoka temperatura, jak na tą porę roku.- powiedziałam niczym wykształcony meteorolog.
- To tu może być jeszcze zimniej?- zatrząsł się Gerard.
- Tak Geri.- zaśmiałam się z jego reakcji. Spojrzałam na zegarek. Była już 11.00, a za godzinę zaczynam pierwszy trening z reprezentacją. Głupio by było się spóźnić już pierwszego dnia. Jak oszalała zaczęłam przeciskać się przez piłkarzy, aby dojść do szafy. Ośmiu facetów w tak małym pomieszczeniu to nie jest dobry pomysł. Pobiegłam do łazienki, w dziesięć minut ubrałam się i odprwiłam poranną toaletę. Wróciłam do pokoju po torbę, do której spakowałam korki. Strój miałam dopiero dostać.
- Emi, dlaczego tak biegasz?
- Za niecałą godzinę muszę być na stadionie, a znając warszawską komunikację miejską, zajmie mi to ponad pół godziny.- mówiłam wychodząc z pokoju. - Babciu wychodzę na trening. Zostawiam wam tych dzikusów pod opieką. Mam nadzieje, że dacie sobie z nimi radę.- krzyknęłam do dziadków  zakładając buty oraz kurtkę. Zapewne gdyby usłyszeli, jak ich nazwałam miałabym przechlapane, ale teraz to ja miałam nad nimi przewagę. W końcu żaden z nich nie znał polskiego. - Zostajecie tutaj. Nawet nie ważcie się opuszczać mieszkania, to po pierwsze. Po drugie byłoby to z waszej strony bardzo nierozsądne, zważając na waszą popularność i ilość legionistów.- pouczyłam ich po czym wyszłam. Biegiem pognałam na przystanek autobusowy.
Po kilku przesiadkach dotarłam na miejsce. Do treningu pozostało mi prawie piętnaście minut. Weszłam do szatni, gdzie nie było już nikogo. Obok pustej szafki leżał strój. Domyśliłam się, że to dla mnie, migiem się w niego przebrałam, założyłam korki i wybiegłam na murawę. Na środku boiska dziewczyny bawiły się piłką. Dwie z nich na mój widok odeszły z grupy i podbiegły do mnie.
- Hej, ale się długo nie widziałyśmy.- pierwsza przytuliła mnie Ania, a później Ola.
- Cześć.- przywitałam ich krótko.
- Widzę, że jednak Romek cię powołał. Warto było się postarać.
- O co chodzi? To wasza sprawka?
- Nasza? My nie mamy z tym nic wspólnego.- wyczułam ironię w głosie Anki.
- Michalska raz, dwa gadaj co jest grane.- zaśmiałam się.
- Nieważne. Zbieramy się stąd. Dawaj piłkarzyno, pokopiesz z nami.- wzięły mnie pod ręce i zaprowadziły na środek. - Ej laski chodźcie na moment. Muszę wam kogoś przedstawić.- dziewczyny zebrały się wokół nas, a ja czułam się jak eksponat muzealny, lub co gorsza przedmiot na licytacji. - To jest Emilka, gra w Barcy. Słabeusz.- zaśmiała się, po czym zapoznała mnie z imionami zawodniczek.
- Iga, nasz bramkarz i kapitan.- podam jej rękę.
- Emilia.
- Znam cię.- zaśmiała się. - Może nie gram w lidze hiszpańskiej, ale dobrze wiem, co się tam dzieje. Cała zachodnia Europa cię zna. W końcu dziewczyna Messiego to ogólnoświatowa sensacja.
- No nie...- jęknęłam. - Tylko z tego jestem znana?
- Oczywiście, że nie. Ale każdy jest pod wrażeniem słynnej Polki. Z resztą nie ważne.- trąciła mnie biodrem. - Romek idzie.- szepnęła.
- Witam was drogie panie. Widziałyście może taką szatynkę? Będzie z wami grała.- przywitał się i zapytał idąc w naszą stronę. Anka wypchnęła mnie z tłumu, a ja omal nie wpadłam na trenera.
- Przepraszam.- natychmiast powiedziałam, po czym spojrzałam wrogo na Michalską. Zaśmiała się ze mnie i pokazała język.
- Mniemam, że to ty jesteś Emilia Borkowska.
- To ja.
- Witaj w naszej drużynie. Jak widzę zapoznałaś się już z koleżankami, w takim razie zaczynamy trening.- klasnął w dłonie, wydał polecenie, a my zaczęłyśmy się rozgrzewać.
Jeszcze nigdy tak dobrze nie bawiłam się na treningu. Dziewczyny są znakomite, a Romek, bo tak potajemnie nazywają go zawodniczki, jest przezabawny. Ćwiczenia Alonso, przy tych tutaj to tortury. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Mimo wszystko uwielbiam Javiera.
- Emi, znasz wszystkich piłkarzy?- spytała Baśka, gdy byłyśmy w szatni.
- Jeśli chodzi o pierwszy skład to tak, w sumie w Barcy B też mam kilku znajomych. A dlaczego pytasz?
- Znasz Neymara?
- Kto by go nie znał.- zaśmiałam się. - Pozytywny człowiek.
- Jak przyjedziemy skopać wam tyłki w lidze mistrzów, to nas z nim poznasz.- parsknęła śmiechem Iga.
- Jak bardzo chcesz ich poznać?- spytałam, mając już w głowie pewien pomysł.
- No tak, jak każdy.- odpowiedziała nerwowo. - No dobra, bardzo chcę go poznać.- trochę się zawstydziła.
- Da się to zrobić, nawet teraz.- zawiązałam buty, po czym założyłam kurtkę przewieszając torbę przez ramię. - Jeśli chcecie poznać tych debili to chodźcie ze mną.- zaproponowałam.
- Robisz sobie z nas żarty.
- Nie chcecie to nie.- wzruszyłam ramionami, chcąc otworzyć drzwi do szatni.
- Zaczekaj!- krzyknęłay Anka i Iga. Wykonałam ich prośbę, po czym opuściłyśmy obiekt.
Byłyśmy już w połowie drogi, gdy rozdzwonił się mój telefon. Neymar, ocho to nie wróży nic dobrego. Szybko odebrałam.
- Co znów zrobiliście?- spytałam po hiszpańsku.
- Dlaczego od razu musimy coś robić.
- To co się stało?
- Zgubiliśmy się.- zaśmiał się nerwowo.
- Co?!- krzyknęłam na cały autobus, a ludzie tam będący popatrzyli na mnie jak na wariatkę. - Gdzie jesteście?
- Skąd mam to wiedzieć?! Gdybym wiedział to bym do ciebie nie dzwonił.
- Ok, zachowajmy spokój.- wzięłam kilka głębokich oddechów. -Teraz mnie posłuchaj. Podejdź do najbliższej niebieskiej tabliczki, która znajduje się na budynku i przeczytaj.
- Ale nie znam polskiego.
- Nie musisz znać. Przeliteruj, a ja was znajdę.
- Ej Geri znalazłeś już tą tabliczkę?- krzyknął.
- Tak, chodź tutaj.
- Przestańcie krzyczeć bo was ktoś rozpozna. Tak w ogóle to kto tam jest?
- Ja, Pique, Alexis, Tello, Bartra.- wymienił.
- Zacznij literować.
- N,O,W,Y, teraz jest takie S z kreseczką na górze.
- Już wiem gdzie jesteście. Zaraz tam będę.- oznajmiłam, rozłączając się.
- Dziewczyny zmiana planów. Jedziemy na Nowy Świat. Ci debile się zgubili.- westchnęłam, wysiadając z autobusu. - 519 tam dojedziemy?
- Na krakowskim przedmieściu wysiądziemy.- wytłumaczyła mi Anka.
- To oni są w Warszawie?
- Tak, przylecieli dziś rano.- opowiedziałam im całą historię po czym wysiadłyśmy na starówce. Niemal biegłyśmy, szukając ich w każdym zaułku.
- Nareszcie!- krzyknęłam. Stali na rogu Chmielnej i Nowego Światu. - Dlaczego mnie nie słuchacie.- podbiegłam, przytulając ich. - Wiecie co mogło się stać?
- Wszystko jest w porządku.
- Alexis mylisz się. Po pierwsze ktoś mógł was potrącić, Warszawa to nie Barcelona. Po drugie ogarnijcie się jakoś. Macie szczęście, że nikt was nie rozpoznał. Wracamy do domu.- pociągnęłam Neymara za ramię, a reszta ruszyła za nami. Po kilku przesiadkach i godzinie jazdy byliśmy w domu moich dziadków. Wraz z grupą nieokrzesanych piłkarzy odwiedziły nas moje nowe koleżanki.
- Strajk!
- Full! Ha! Wygrałem!
- Blefowałeś!
- Gramy od nowa.
Usłyszałam głosy pozostałych piłkarzy i mojego dziadka. Chwila, chwila mój dziadek zna hiszpański? Coraz ciekawiej się robi. Stop, moment! Czy oni grają właśnie w pokera?! Rzuciłam buty, po czym pobiegłam do salonu. Zobaczyłam Dziadka, Xaviego, Iniestę oraz Leo, a na środku leżała kupka pieniędzy oraz kluczyki do samochodu. Co tu się dzieje?! Czy to jest ukryta kamera?! Jasna cholera! Widząc mnie w progu, zapewne byłam czerwona jak burak, ale to u mnie normalne gdy się złoszczę, odłożyli karty na stół i zamilki.
- Gdzie babcia?
- Wyszła do sąsiadki. Widzę, że ich przyprowadziłaś. Udało im się dotrzeć na stadion?
- Tak na Nowy Świat... Znalazłam ich przy Chmielnej. Tak w ogóle to co się tutaj dzieje?
- A tak gramy dla relaksu.
- Dla relaksu mówisz... To co tu robi ten stosik pieniędzy?
- Oj nie złość się.- Leo przyciągnął mnie do siebie, tak że usiadłam na jego kolanach. - To tylko gra, a twój dziadek to niezły gracz. Ma 100 tys. Euro i mój samochód.
- Przecież w ostatniej grze to ty wygrałeś.
- To prawda.- uśmiechnął się szeroko.
- Ale nie odzyskałeś nic.
- Wygrałem możliwość bycia z tobą. Twój dziadek to przebiegły gość. Powiedział mi, że jego wnuczka jest wyjątkowa i nie może być z byle kim.
- Dziadku zagrałeś o mnie?
- Nie Emi, zagrałem o twoją przyszłość. Leo to dobry chłopak, chciałem go trochę sprawdzić.- puścił do mnie oczko. - Na początku nawet nie chciał się na to zgodzić. Bo jak można grać o coś takiego, ale zdołałem go namówić. Nie miej nam tego za złe.- powiedział po polsku, bym tylko ja do zrozumiała. Spojrzałam na Leo, który z uśmiechem mnie obejmował. Faktycznie to zwykła gra, a takie głupie nagrody się nie liczą.
- Dobrze.- uśmiechnęłam się do niego... Mam dziwne przeczucie, że o czymś zapomniałam... Szlag by to trafił! Zapomniałam o dziewczynach. Natychmiast poderwałam się z miejsca, po czym wyprowadziłam je za ręce.
- Panowie chciałabym żebyście kogoś poznali. To jest Iga, a to Ania.- wskazałam na nie. Zobaczyłam, jak spojrzenia Neymara i Igi się przecinają. O kurcze oni nie sobie spodobali! Chyba znalazłam nową misję. Zeswatam ich.- pisnęłam w myślach. Zapewne na moich ustach pojawił się głupkowaty uśmieszek, ale nie potrafiłam zatrzymać uczuć...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz