sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 16 "Mam dla ciebie propozycję."

Żad­na wiel­ka miłość nie umiera do końca. Możemy strze­lać do niej z pis­to­letu lub za­mykać w naj­ciem­niej­szych za­kamar­kach naszych serc, ale ona jest spryt­niej­sza – wie, jak przeżyć. 

Promienie porannego słońca nie dawały mi spać. Poza tym czułam jeszcze dziwne uczucie, jakby ktoś mi się przyglądał. Powoli otworzyłam najpierw jedno oko, później drugie, by ujrzeć brata wraz z przyjaciółka i krzyknąć ze strachu. Oni tylko roześmiali się ze mnie.
- Co wy tu robicie? Jakim prawem przerywacie mój sen?- spytałam przecierając zaspane oczy.
- Już nie mogliśmy wytrzymać z ciekawości. Co się wczoraj wydarzyło?- spytała Daniell.
- Nic takiego.- powiedziałam beznamiętnie i przekręciłam się na drugi bok.
- Jak to nic takiego, skoro rozmawiałaś w bieliźnie z Messim. Poza tym co on tu robił?
- Oddał mój telefon. Pewnie zapomniałam go zabrać z kieszeni jego bluzy.- z każdym słowem wplątywałam się w coraz większe kłopoty i tylko czekałam kiedy zasypią mnie pytaniami. Stało się tak niemal natychmiast. Byłam zmuszona wszystko im opowiedzieć. Pominęłam jedynie fakt rozrywkowego trenera, w końcu mu to obiecałam. Po moim dość długim monologu Daniell rzuciła się na mnie i zaczęła ściskać.
- Tak się cieszę, że się pogodziliście. Swoją drogą to Alonso jest niezłym intrygantem. Nie spodziewałam się tego po nim.
- Ja też nie. Nieźle to sobie obmyślił.
- W końcu jest trenerem, musi wymyślać taktyki.- zaśmiała się, a ja dołączyłam do niej. Nasze śmiechy przerwał dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na ekran, aby zobaczyć kto dzwoni. Numer nieznany. Odebrałam, nigdy nie wiadomo, czy nie jest to coś ważnego. W razie gdyby to był operator sieci zawsze mogę się rozłączyć.
- Halo?
- Halo, dzień dobry. Czy dodzwoniłem się do Emilii Borkowskiej?
- Tak, przy telefonie.
- Witaj, nazywam się Roman Jaszczak i jestem trenerem reprezentacji Polski kobiet. Mam dla ciebie propozycję. Myślę, że nie do odrzucenia.- zaśmiał się.
- W takim razie słucham.- również się uśmiechnęłam.
- Chciałbym zaproponować ci grę w mojej drużynie. Narazie na próbę. Zobaczymy, jak będziesz się spisywała, a dalej pomyślimy.
- Dziękuję, ale skąd się pan o mnie dowiedział?
- Mam znajomości.- zaśmiał się do słuchawki. - Poza tym obejrzałem twoje dotychczasowe mecze i jestem pod wrażeniem. To zgadzasz się?
- Chyba tak, znaczy tak. Zgadzam się.
- Świetnie. Zgrupowanie zaczynamy we wtorek w Warszawie.
- Będę napewno.
- W takim razie do zobaczenia.
- Do widzenia.- rozłączył się, a ja odłożyłam telefon na łóżko i zaczęłam skakać. Brat oraz przyjaciółka dziwnie się na mnie patrzyli, ale mnie to wcale nie obchodziło. Kurcze, będę grała w reprezentacji Polski!
- Emi, co się stało?
- Dostałam powołanie do reprezentacji!- krzyknęłam i rzuciłam się na nich, aby ich wyściskać.
- Gratulacje, ale puść bo nad udusisz.- zaśmiał się głośno Adam.
- Już, już.- na chwilę odeszłam, lecz po kilku sekundach znów zaczęłam ich ściskać. Moją radość przerwało pojawienie się matki w drzwiach mojego pokoju.
- Wróciliśmy kilka minut temu, tata pojechał odrazu do pracy. Skąd tu tyle radości?- spytała zupełnie nie wykazując żadnych emocji.
- Cieszymy się sobą.- odpowiedziałam. - Przepraszam, ale muszę się ubrać.- wreszcie zostawiłam przyjaciół w spokoju i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej jeansowe rurki oraz dużą bluzę z logiem nike. Wszyscy się rozeszli, a ja poszłam do łazienki, aby się przebrać. Po założeniu ubrań, przeczesałam włosy i związałam w luźnego koka. Zeszłam na dół, założyłam buty i nic nie mówiąc wyszłam z domu. Był już marzec, a na dworze kilkunasto stopniowa temperatura. Zupełna odmiana w porównaniu z Polską. Swoje kroki skierowałam do ośrodka. Wciąż tryskałam radością, lecz moja matka perfekcyjnie ochłodziła to uczucie. Zaraz po przekroczeniu progu radość do mnie powróciła. Szłam podskakując i śpiewając piosenki. Gdy doszłam do wyznaczonego celu odrazu udałam się do gabinetu ojca. Koniecznie muszę mu o tym powiedzieć. Bez pukania wbiegłam do środka. Znów zastałam Neymara. Nie myśląc o tym, zmierzałam w stronę ojca z szerokim od ucha do ucha uśmiechem.
- Tato, dziś rano dzwonił trener reprezentacji Polski kobiet. Zaprosił mnie na trening!- krzyknęłam, a on natychmiast mnie przytulił.
- Słońce, gratuluję.
- A ja mogę się dołączyć?- spytał Brazylijczyk, który wstał z leżanki. Tata posłał mu wrogie spojrzenie, a on odbił mnie z rąk swojego lekarza i zamknął w swoich ramionach. - Ja też gratuluję.- uśmiechnął się.
- Neymar, ty może już sobie idź. Skończyliśmy dzisiejszą sesję. Widzimy się jutro o tej samej porze.
- Jasne, jasne doktorze.- skinął głową i mnie puścił. Na pożegnanie pocałował mnie w policzek. Chyba zrobił to umyślnie, aby jeszcze bardziej zdenerwować mojego ojca. Mina taty była przezabawna. Po tym wszystkim wyszedł. Zostaliśmy we dwójkę. Ja i tata.
- Jeszcze raz gratuluję. Jestem z ciebie bardzo dumny.- znów mnie przytulił. - Ale uważaj na niego.
- Tato... To jest tylko kolega.
- O Leo też mówiłaś, że to kolega.
- Ale Leo to zupełnie inna sytuacja.
- Nie podobają mi się ci chłopcy. Są bogaci, sławni...
- I mogą mieć każdą, pobawią się tobą... Bla, bla, bla. Spokojnie jestem już duża, poradzę sobie.- zaśmiałam się patrząc na niego. - Poza tym to naprawdę mili ludzie. Nie różnią się od nas niczym. Nie rozmawiajmy o nich.
- Masz rację. Kiedy zaczynasz zgrupowanie?
- We wtorek mam być w Warszawie.
- To już za trzy dni. Musisz powiadomić Javiera.
- Wiem tato. Między innymi po to przyszłam. Dziś dał nam wolne i trening mamy dopiero jutro, ale wolę powiedzieć mu dzisiaj. Nie wiesz, gdzie go spotkam?
- Być może jest na boisku. Miał mieć dzisiaj zastępczy trening z dziewczynami do lat szesnastu.
- W takim razie uciekam. Do zobaczenia w domu.- pocałowałam go w policzek i wyszłam. Znów skocznym krokiem szłam w stronę boisk treningowych. Zauważyłam trenera na boisku numer 3 i odrazu tam pobiegłam.
- Dzień dobry!- krzyknęłam radośnie, a ten wystraszony obrócił się w moją stronę.
- Witaj.- uśmiechnął się. - Nie mamy dzisiaj treningu, więc co cię do mnie sprowadza?
- Przenoszę dobre wieści.
- W takim razie zamieniam się w słuch.- spojrzał na mnie, a następnie na dziewczyny. - Nie przerywamy ćwiczeń. Teraz podania.- wydał polecenie.
- Zaproszono mnie na zgrupowanie kadry narodowej. Świetnie wieści, prawda?
- Dla kogo świetne, dla tego świetne. Ja będę musiał znaleźć za ciebie zastępstwo.- mimo wszystko uśmiechnął się do mnie.
- Ale trenerze...
- No jedź.- zaśmiał się do mnie głośno. - Będziemy tęsknili, ale damy radę. Gratulacje.- przytulił mnie. - Moja dziewczyna.
- Pana trenerze, pana. W końcu to trener mnie znalazł. Ciekawe, co bym teraz robiła, gdybym wtedy nie poszła na testy.
- Najprawdopodobniej chodziłabyś po galeriach handlowych w poszukiwaniu nowych sukienek.- spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. - No co?! Wciąż cię pamiętam z tego dnia. Widziałem cię, jak wchodziłaś do budynku, jeszcze przed testami. Blondynka, makijaż, wysokie obcasy.
- Niech mi trener nie przypomina. Dawno i nieprawda.
- Masz rację. Teraz jesteś najlepiej zapowiadającą się piłkarką napewno w całej Hiszpanii, jak nie Europie, albo na całym świecie.
- Przesada.- zawstydziłam się, a moje policzki nabrały koloru buraka.
- Pewnie nie masz przy sobie butów?
- Zapasową parę powinnam mieć w gabinecie taty.
- To biegnij po nie i zagrasz z nimi. Już kilka razy dziewczyny o ciebie pytały.- po tych słowach migiem ruszyłam po korki. Przyniosłam je na boisko i w mgnieniu oka mieniem swoje bordowe air force'y na nie.
- Gotowa!- zasalutowałam do trenera.
- Dziewczyny podejdźcie!- zawołał. - Emilia Borkowska, zawodniczka mojej drużyny. Chciałyście z nią poćwiczyć i oto proszę.- zaśmiał się. - Na początku dobierzecie składy, w tym czasie Emi się rozgrzeje.- oznajmił, a ja zaczęłam robić to o czym mówił. Zdjęłam bluzę i biegałam tylko w białej bokserce oraz jeansach. Mimo wszystko nie było tak źle.
Po pół godzinie i kilku przebiegniętych kilometrach zeszłam, aby trochę odpocząć. Usiadłam na murawie, wzięłam jeden z przygotowanych wcześniej bidonów do ręki i zaczęłam pić. Po chwili wokół mnie usiadły dziewczyny.
- Emi, jak to się stało, że już po kilku meczach jesteś tak rozpoznawalna?
- Nie czuję nie rozpoznawalna.
- Ale wszyscy o tobie mówią.
- Naprawdę? A co mówią?
- Głównie to o Leo i o twojej genialnej formie oraz talencie. Jak długo grasz? Masz niezwykły poziom.
- I tak mi nie uwierzycie.- zaśmiałam się i machnęłam ręką.
- No powiedz...
- No dobrze, zaczęłam grać w połowie września. Wtedy przeprowadziłam się z Polski do Barcelony.
- Niemożliwe... W pół roku nauczyć się tak grać. Szacunek.
- Ale powiem wam coś jeszcze, wcześniej nienawidziłam piłki i niemal zostałam zmuszona do odbycia testów sprawnościowych.
- Emi, a mogę spytać o coś jeszcze?
- Jasne pytaj.
- Jaki jest Leo Messi?
- Messi powiadasz... Lio jest skromny, delikatny, miły, uczynny, kocha swoich przyjaciół, a cała drużyna to jedna, wielka rodzina, ale żebyście nie myślały, że jest taki idealny ma też wady. Największa to opór. Mówię wam czasem jest gorzej się z nim dogadać niż z Barackiem Obamą.
- Dobrze całuje?
- Ej! Na to wam nie odpowiem.- zaśmiałam się głośno, a one mi zawtórowały.
- Wracamy do treningu!- krzyknął trener wchodząc na boisko. Wydał im polecenie, a następnie usiadł obok mnie. - Jak myślisz jest tu twoja zastępczyni?
- Trenerze, przecież one wszystkie są lepsze ode mnie. Nie jestem aż tak dobra.
- Uwierz mi, jesteś. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale masz niezwykły potencjał. To dzięki tobie nasza pozycja podniosła się o jedno miejsce. To dla nas wiele znaczy. Dziewczyny już dawno nic nie wygrały, a ty dałaś im nadzieje.
- Robię tylko to, co do mnie należy.
- Wiesz co cię łączy z Leo? Wasza skromność. Oboje jesteście światowej klasy zawodnikami.- zaśmiałam się głośno po usłyszeniu jego słów.
- Jego poziom i mój poziom to dwie różne bajki. On gra kilkanaście lat, a ja kilka miesięcy.- objął mnie ramieniem.
- Cieszę się, że postawiłem na ciebie. Warto było się kłócić.
- Co?!
- Nie patrz tak. Nasze rozmowy na twój temat trwały naprawdę długo. Miałaś bardzo dobre wyniki. W całej historii klubu wyprzedziłaś wszystkie zawodniczki.
- Jak to możliwe?
- Nikt z nas tego nie wie, a twoje badania analizowaliśmy kilka razy.
- Czy mógł mieć na to fakt, że byłam cheerleaderką?
- Częściowo tak.- spojrzałam na ekran telefonu, trochę mi się tutaj zeszło.
- Trenerze, muszę już wracać. Miałam wyjść na godzinę, a zrobiło się trzy.- zaśmiałam się.
- W takim razie do zobaczenia.
- Do widzenia.- powiedziałam idąc z butami w dłoni i w korkach. Weszłam do gabinetu, aby je zmienić po czym wyszłam i ruszyłam w kierunku domu. Skocznym krokiem szłam w stronę domu. Byłam właśnie w parku, gdy usłyszałam słodki, dziecięcy głosik. Ktoś mnie wolał. Odwróciłam się i zobaczyłam małą szatynkę w barcelońskiej koszulce.
- Charlota, część.- ukucnęłam bok niej, a ona podbiegła i mnie przytuliła. - Co słychać? Sama tutaj jesteś?
- Jestem z mamusią. Wiesz, że tata zapisał mnie na piłkę? Super, prawda?
- Prawda, prawda.
- Zagramy kiedyś razem w drużynie?
- Raczej nie, bo ja już będę stara.- zaśmiałam się. - Ale oczywiście możesz zawsze do mnie zadzwonić, a ja napewno zgodzę się na grę z tobą.
- A zagrasz ze mną teraz?
- Jasne, masz piłkę?
- Mam.- wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę boiska.
Spędziłam z Charlotą prawie godzinę. Jestem pod wrażeniem tej dziewczynki. Ja chyba nigdy w życiu nie miałam tyle energii. Momentami biegała nawet szybciej niż ja bym potrafiła. W przyszłości chciałabym mieć takie dziecko. Gdy doszłam do domu mój uśmiech zmienił się w obojętność. Nienawidziłam tam przebywać w sumie tylko ze względu na matkę. Wiele razy starałam się ją zaakceptować jednak ona zawsze zrobi coś, że mi się odechciewa.
- Gdzieś ty była tyle godzin? Dlaczego nie powiedziałaś, że wychodzisz? Ile ty masz lat?- podniosła głos, gdy tylko przekroczyłam próg.
- Byłam u taty, chciałam się mu pochwalić. I mam prawie osiemnaście lat, a ty nie musisz o niczym wiedzieć.- Nie byłam jej dłużna, również zaczęłam krzyczeć.
- Jak ty się do mnie odzywasz? Jestem twoją matką!
- Kim jesteś?! Bo wiesz, chyba się przesłyszałam. Ty nazywasz się moją matką?!
- Co powiedziałaś?!
- Bardzo dobrze słyszałaś! Ty masz tylko jedno dziecko, Adama. Ja jestem dla ciebie nikim. W ogóle mnie nie doceniasz! Czuję się jak zbędny ciężar. Wiesz jak to jest?! Założę się, że nie masz pojęcia.
- Przecież pochwaliłam cię po ostatnim meczu.
- Z łaski? Dziękuję, ale wolę szczere gratulacje. Mówiąc o ostatnim meczu masz na myśli mój debiut? Nie wiem, czy wiesz ale ja już grałam dwa. Nawet cię na nich nie było. Dla twojej wiadomości we wtorek wylatuję do Polski na zgrupowanie. Ale to też cię pewnie nie interesuje.- minęłam ją i ruszyłam w stronę pokoju.
- Emilia! Wracaj do mnie, jeszcze nie skończyłam z tobą rozmowy.
- Ale ja skończyłam.
- Emilia! Powiedziałam coś!
- Nie masz prawa mi rozkazywać. Jesteś dla mnie obcą osobą.- zamknęłam się w pokoju, wyjęłam walizkę i zaczęłam się pakować. Zostało mi trzy dni więc polecę wcześniej, w końcu dziadkowie mnie nie wyrzucą. Bynajmniej mam taką nadzieję. Nie zwracając uwagi na nic, po prostu wrzucałam ubrania do walizki. Później spakowałam kosmetyczkę, wrzuciłam ją do środka i zasunęłam swoją torbę na kółkach. Wsłuchałam się, czy ktoś jest w domu. Matka zaraz po naszej kłótni wyszła. Zniosłam bagaż, założyłam buty i wyszłam zamykając drzwi na klucz. Odrazu skierowałam się do Ciutat. Ojciec kończy pracę dopiero za dwie godziny więc powinnam zdążyć.
Zapukałam do gabinetu.
- Proszę chwilę poczekać.- usłyszałam po czym usiadłam na krzesełku. Po kilkunastu minutach wyszedł jakiś młody piłkarz, a ja weszłam do środka. Spojrzał na walizki i bardzo się zdziwił.
- Tato kup mi bilet do Warszawy.- powiedziałam powstrzymując się od płaczu.
- Przecież miałaś lecieć dopiero we wtorek rano.
- Nie mogę wrócić z tobą do domu.
- Pokłóciłaś się z matką?- spytał, a ja kiwnęłam głową. - Dobrze kupię ci ten bilet, a później uprzedzę dziadków.- pocałował mnie w czoło. Zabrał swoje rzeczy i zamknął gabinet. Wsiadłam do samochodu, a on zapakował mój bagaż po czym odjechaliśmy. Na el Prat tata kupił mi bilet na najbliższy lot, który na moje szczęście planowany był za dwie godziny. Ustawiłam się w kolejce do odprawy paszportowej, a on stanął ze mną.
- Obiecaj, że będziesz na siebie uważać.- powiedział, a ja zauważyłam w jego oczach łzy. Powstrzymywał się, aby nie pokazać swojej słabości.
- Obiecuję.- uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego. - Trzymajcie się.
- Pozdrów babcię i dziadka.
- Dobrze.- zaczęłam iść bo kolejka coraz bardziej się zmniejszała.
- Emilka zaczekaj jeszcze chwilę.- zawołał. Odwróciłam się i dostrzegłam łzę, która spływała po jego policzku. - Wiedz, że jestem dumy z powodu, że mam taką córkę. Przepraszam, że tak późno to dostrzegłem.
- Dziękuję tato.- przytuliłam go najmocniej jak potrafię po czym wraz z walizką przekroczyłam bramkę. Dalej już jakoś poszło. Wszystko działo się tak szybko. Nawet nie pamiętam kiedy usiadłam w fotelu. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam spokojne piosenki. Miałam ochotę płakać. W tamtej chwili nie myślałam o niczym i nikim, jak tylko o ucieczce.
W Polsce byłam kilka minut przed 23. Gdy szłam z bagażem dziadkowie już na mnie czekali. Byłam wdzięczna ojcu za tak sprawne zorganizowanie tego wszystkiego. Odrazu wpadłam w ramiona ukochanych babci i dziadka.
- Emilka, jak ty wyrosłaś. W dodatku wypiękniałaś.
- Oj babciu...
- Już nie bądź taka skromna, babcia ma rację. O tym porozmawiamy później. Wracamy do domu, bo pewnie jesteś zmęczona podróżą.- zabrałam swoją walizkę i ruszyliśmy do samochodu. W domu byliśmy już po pół godzinie. Babcia naszykowała mi pościel i łóżko, a ja szybko się przebrałam w bluzkę z herbem Barcelony oraz krótkie spodenki, które należą do innej piżamy. Położyłam się do łóżka i po niespełna pięciu minutach zasnęłam. Byłam wykończona całym tym dzisiejszym dniem...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz