czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 13 "Co mam zrobić żeby wszystko wróciło do normy?"

Zwyk­le je­den ból pot­ra­fi uśmie­rzyć in­ny. 
Na krótko.
W za­leżności, który silniejszy. 

Dzisiaj mamy jakąś wycieczkę wiec mogłam spać trochę dłużej, jednak znając mój mózg obudziłam się po piątej. Owinęłam się kocem i wyszłam na balkon. Usiadłam na podłodze i patrzyłam jak wschodzi słońce. Koniecznie musicie to zobaczyć. Wschód jest sto razy piękniejszy niż zachód. Po drodze zabrałam z biurka telefon i słuchawki. Wyłączyłam ulubioną piosenkę i delektowałam się tą chwilą. Między innymi dla takich właśnie momentów kocham życie. Wtedy pokazuje jakie jest piękne. Siedziałam tam dość długo. Słyszałam jak miasto się budzi. Coraz więcej samochodów i pieszych, na plaży również przybywało ludzi. Większość z nich wybrała się na poranny jogging lub spacer. Przechodziło nawet kilka par uśmiechających się do siebie. Patrząc na szczęśliwych ludzi, ja sama czułam się szczęśliwsza. Teoretycznie miałam wszystko rodzinę, chłopaka, przyjaciół, pieniądze. A praktycznie nie miałam matki, a z tatą dopiero zaczynam rozmawiać, Leo niby był, ale coś w środku sprawia, że boję się do niego zbliżyć. Moje zaufanie podupadło. Przyjaciół mam, ale kręci się Lona, która tylko czeka na moje potknięcie. A pieniądze, one szczęścia nie dają. Zapomniałam jeszcze o piłce, tutaj też daje o sobie znać Lona. Cóż jak widać moje idealne życie wcale takie nie jest, ale przywykłam. Od zawsze tak było i najwidoczniej tak już musi być. Część osób rodzi się na wygranej pozycji, a ja urodziłam się w środku tego biegu zwanego "życiem". Moje rozmyślania przerwał budzik. Wyłączyłam go i zeszłam na dół, w kuchni kręciła się matka. Nie patrząc na nią zabrałam banana po czym powędrowałam do pokoju. Zjadłam go, a później przygotowałam do wyjścia. Gdy byłam już gotowa spakowałam do torebki najważniejsze rzeczy i ze słuchawkami w uszach wyszłam z domu. Z uśmiechem na twarzy mijałam kolejne uliczki, aby po dwudziestu minutach zatrzymać się pod budynkiem szkoły. Na placu nie było nikogo, pomijając woźnego Josepha, który kombinował coś przy schodach. Usiadłam na ławce, po czym zamknęłam oczy, rozkoszując się muzyką. Nagle poczułam ciężar na swoich kolanach. Uniosłam powieki i zobaczyłam Diego oraz Enrique, którzy okupują moje nogi. Zaśmiałam się głośno i kazałam im złazić.
- Jesteście za cieżcy.- jęknęłam. Popatrzyli na siebie głośno się śmiejąc. - Nienawidzę was.- założyłam ręce na piersi.
- Już się nie gniewaj panno Messi.- Diego popatrzył na mnie błagalnie.
- Co?!- krzyknęłam zarzucając ich z siebie i wstając na równe nogi.
- Spokojnie wszyscy już o tym wiedzą.
- Cholera jasna.- syknęłam.
- Wyrażaj się.- zwrócił się do mnie Enrique udając naszą nauczycielkę od hiszpańskiego. Po prostu nie mogłam się nie roześmiać. - Gratuluję piątkowego meczu.
- A dziękuję, dziękuję.
- Zaliczyć taki debiut. Pewnie jest o tobie gorąco w całej Katalonii.
- Katalonii? Całym świecie.- poprawił przyjaciela Diego. Pokręciłam bezsilnie głową. - Nasza malutka Emi stała się gwiazdą.
- Od razu gwiazdą. Rozpoznawalną osobą.
- Nie bądź taka skromna.- zaśmiał się. - Ej Enri, już nie mamy u niej szans.
- Wybrała Messiego. Z góry byliśmy skazani na przegraną.- żartowali.
- Ale ja zawsze będę was kochać, oczywiście jak braci.- przytuliłam ich obu naraz. Uwielbiam tę dwójkę. Zawsze potrafią mnie pocieszyć. Są niesamowici i w sumie to oni nauczyli mnie grać. To im zawdzięczam sukces.
- No proszę, proszę, kogo my tu mamy.- naszą sielankę przerwała Lona.
- Daruj sobie.- odwróciłam się do niej.
- Leo wie, co robisz w szkole? Chyba nie byłby zadowolony.
- Nic ci do tego.- syknęłam.
- Zostaw ją. Wszyscy wiemy, że jej zazdrościsz. Chciałabyś być na jej miejscu, od dawna się w nim kochasz. To już nie jest sympatia do idola, to chora fascynacja.- powiedział jej prosto w twarz Diego, a ona uniosła głowę i odeszła na bok. Wtedy zrozumiałam wszystko. Ona jest zakochana w Messim. Jest tą psychofanką, czy jakoś tak.
- Dziękuję za pomoc.
- Nie ma za co. Od tego masz braci.- zaśmialiśmy się, a ja potargałam ich włosy. Sprawiło mi to małą trudność bo wzrostem nie grzeszę, a oni są naprawdę wysocy. Założę się, że mają ponad 190 centymetrów. Oczywiście nie pozostali mi dłużni.
- Co robicie z moją biedną Emi?- zaśmiała się Daniell podchodząc do nas. W sumie byliśmy taką klasową, i nie tylko, grupą przyjaciół. Na przerwach zawsze razem, gdy mieliśmy łączone treningi też razem, wtedy tylko dołączał do nas Adam, a Dani częściowo odpływała.
Gdy cała klasa się zebrała, wychowawczyni przeliczyła nas po czym wsiedliśmy do autokaru. Nasza święta czwórca zajęła ostatnie miejsca.
Wróciłam do domu po czwartej, totalnie wykończona. Za dwie godziny mam trening, a moje zapasy sił wynoszą okrągłe 0. Zabrali nas do jakiegoś skansenu i kazali chodzić za przewodnikiem. Nudy, jak nigdy. Gdy wraz z Daniell zaczęłam jęczeć, że bolą nas nogi, chłopcy wzięli nas na barana i zaczęli nosić. Nigdy nie zapomnę miny naszej wychowawczyni. Bezcenne. - Postawcie je, zaraz się połamiecie, zadzwonię po rodziców... I tak dalej. Kocham tę kobietę... Mam nadzieję, że czujecie ten sarkazm, który gdyby mógł wypłynąłby niczym Nil do Morza Śródziemnego, lub Wisła do Bałtyku. Emilia, jakie ty tworzysz porównania, niedługo zostaniesz Kochanowskim.
Matki nie było w domu więc spokojnie mogłam się wylegiwać na sofie, jedząc kanapki i nie czekając na opiepsz. Uwielbiam ten stan. Gdy spakowałam torbę, wyszłam z domu zamykając go na klucz i poszłam na przystanek. Jako, że nie miałam siły postawić chociażby kroku, postawiłam dzisiaj na komunikację miejską. Rzadko zdarza mi się jej używać, ale w dni takie jak ten dziękuję Bogu, że istnieje. W Esportiva byłam za piętnaście szósta. Od razu skierowałam się do szatni. Przebrałam się dość szybko i poszłam na boisko. Na miejscu zastałam Daniell rozmawiającą z moim bratem, który kilka minut temu zakończył swój trening. Zapewne zdawała mu relacje z wycieczki. Postanowiłam im nie przeszkadzać więc odeszłam trochę dalej i zaczęłam podbijać piłkę, wykonując różne tricki. Ostatnio bardzo często tak robię, gdy mi się nudzi. Niedużo czasu mi to zajęło, bo pojawił się Alonso. Jak zawsze przywitał nas z uśmiechem po czym zawołał do siebie.
- Gdzie Lona?- spytał rozglądając się. - Nie ważne.- wzruszył ramionami. - Mam dla was myślę dobrą wiadomość. Dzisiaj ćwiczycie z pierwszym zespołem. Przejdziemy na ich boisko, zaraz powinni tam czekać.- po tych słowach zrobiło mi się gorąco. Jak to z pierwszym zespołem? Przecież on tam będzie, wszyscy będą na nas patrzeć, a ja nie potrafię udawać, że jest okej, gdy tak właśnie nie jest. Szłyśmy właśnie na sąsiednie boisko. Dziewczyny tarikotały jak najęte, a ja zamyślona nawet ich nie słuchałam. Zapewne cieszyły się, że poznają Xaviego, Iniestę, czy chociażby Messiego, a ja już ich znałam. Znałam i lubiłam, a nawet z nimi trenowałam. Z zamyślenia wyrwał mnie głos trenera.
- Tylko bez romansów.- zaśmiał się. - Emilia to się tyczy szczególnie ciebie.
Również się uśmiechnęłam, lecz nie było czasu na odpowiedź bo weszliśmy na murawę. Chłopcy nie byli zdziwieni więc Martino musiał ich wcześniej powiadomić. Trenerzy przywitali się, a później nas przedstawili. Gdy skończyła się ta szopka mieliśmy pięć minut czasu wolnego. Stałam bezmyślnie wpatrując się w logo Barcelony, które stąd było świetnie widoczne, gdy ktoś przerzucił mnie przez ramię. Och! Nie, znowu to samo.
- Neymar puść mnie, proszę.- jęknęłam.
- Zaraz.- zbył nie, normalnie mnie zbył.
- Emilia, co ja ci mówiłem!- usłyszałam krzyk trenera.
- Trenerze, ale to nie ja.- odpowiedziałam usprawiedliwiając się. Brazylijczyk zatrzymał się, postawił mnie i objął ramieniem. Nareszcie mogłam poczuć grunt pod nogami. - Ej kolego, co tu robi ta ręka?- spytałam chwytając jego palca.
- Puść to boi.
- Ty nie chciałeś mnie postawić.
- Ale to co innego.
- No dobrze, ale jeśli jeszcze raz to zrobisz to połamię ci wszystkie palce, ręce i nogi, a jak będę miała dobry humor to jeszcze kark.- zaśmiałam się niczym morderca w filmach akcji.
- Leo zabierz ją ode mnie.- Neymar przestawił mnie, niemal pakując w ramiona Lio. Objął mnie w pasie i położył głowę na moim ramieniu. Lekko drgnęłam. Mój organizm wciąż reaguje na jego dotyk. Na ustach raz malowało mi się zamieszanie raz uśmiech. Trenerzy zarządzili zbiórkę, w tym momencie dziękowałam za to Bogu. Puścił mnie, a ja mogłam spokojnie oddalić się od niego i przemyśleć całą tą sytuację.
- Rozgrzewka jak zawsze, a później dobierzecie się w pary i wykonacie kilka ćwiczeń.- oznajmili, a my zaczęliśmy biegać. Starałam się być w tłumie, aby go nie spotkać. Tak unikałam go, ale nie potrafiłam zrobić niczego innego. Widziałam, że go ranię, lecz sama bałam się jego dotyku. To dla mnie zbyt trudne. Za szybko się to dzieje. Widziałam, że na mnie patrzył, tym swoim smutnym, jaki i czułym spojrzeniem.
Rozgrzewka się zakończyła, podbiegłam do Daniell i zajęłam ją sobie jako parę. Stałyśmy obok siebie, gdy on do nas podszedł. Znów serce zaczęło mi szybciej bić. Czułam te słynne motylki, ale nie mogłam się przełamać.
- Pozwolisz zagrać mi z twoją przyjaciółką? Myślę, że Neymar nie będzie narzekał.- spytał jej, a ona popatrzyła na mnie. Widziałam, że się waha. Była rozdarta.
- Idź, będzie dobrze.- szepnęłam jej do ucha. Skinęła głową i pobiegła do Brazylijczyka. Przywitali się ciepło, a my staliśmy jak dwa słupy soli. Ciszę panującą między nami przerwał głos Alonso, który podyktował nam ćwiczenie. Musieliśmy stać dość blisko siebie więc znów miałam problem.
- Emi porozmawiajmy.- przerwał ciszę, która zapadła na nowo.
- Dobrze.- odparłam próbując się skupić.
- Widzę, co się dzieje. Nie chcesz rozmawiać, a mojego dotyku unikasz, jak ognia. Nie wiem co mam robić, byś zmieniła zdanie.
- Leo.- zaczęłam, lecz musiałam zebrać myśli. - Możesz uznać mnie za kretynkę i największą egoistkę, ale ja się najzwyczajniej boję. Boje się twojego dotyku, słów. Boję się, że znów zostać zraniona. Nie chcę już cierpieć.- rozpłakałam się siadając na murawę, w miejscu, w którym stałam. Zrobił to samo.
- Emi nie płacz. Ja cię rozumiem. To ja wszystko spiepszyłem. To moja wina, a twoje reakcje są normalne.- przysunął się i mnie przytulił. Wtedy go potrzebowałam, potrzebowałam czyjegoś ciepła, a on był najbliżej. - Chciałbym coś zmienić, ale nie wiem jak? Co mam zrobić żeby wszystko wróciło do normy?
- Po prostu bądź przy mnie. Ostatnio zbyt dużo się dzieje, a ja już przestaję sobie z tym radzić.- mocniej się w niego wtuliłam. Słyszałam, jak szybko bije jego serce. Czułam się winna za taki stan rzeczy, jaki teraz między nami jest.
- Codziennie marzę żeby cię zobaczyć, a gdy cię widzę, marzę żeby cię przytulić, a gdy cię przytulę lub choćby dotknę pragnę poczuć twoje ciepłe usta na swoich, ale wtedy ty odchodzisz. Zostawiasz mnie samego ze świadomością, że jestem okropny.- oddaliłam się na chwilę, by móc spojrzeć w jego brązowe tęczówki, które kochałam, i które teraz wypełniały łzy. Zrozumiałam, że nie mogę go ranić, a łudzenie się, że dam radę nie ma sensu.
- Leoś ja już nie mogę patrzeć, jak cierpisz, ale sama nie potrafię sobie poradzić. Zapomnijmy o wszystkim co było między nami tak będzie lepiej, dla nas obojga. Przepraszam.- pocałowałam po raz ostatni i pobiegłam. Po drodze wpadłam na Neymara. Spojrzał na mnie i puścił. Wiedział, że zatrzymanie mnie, nic tu nie pomoże. Słyszałam Leo, który biegł za mną i krzyczał, ale niedługo. Wbiegłam do szatni zabrałam torbę po czym wyszłam. Robiłam wszystko jak najszybciej żeby nie mógł mnie dogonić. Uciekałam stamtąd. Uciekłam, jak tchórz od problemów. Wolałam udawać, że ich nie ma niż stawić im czoła. Zachowałam się jak pieprzony tchórz! Biegłam przemierzając kolejne ulice Barcelony, cała zapłakana. Łzy spływały mi po policzkach coraz szybciej i szybciej. Zatrzymałam się w parku, przez który wiedzie droga do domu. Usiadłam na ławce i podkuliłam nogi pod samą brodę. Siedziałam, płakałam i nie potrafiłam przestać. Nagle podeszła do mnie mała dziewczynka, pociągnęła za moją koszulkę. Szybko otarłam łzy, a ona popatrzyła na mnie w skupieniu.
- Pani to Emilka?- spytała nie zmieniając kierunku wzroku.
- Tak, to ja. A ty jak masz na imię?- posłałam jej wymuszony uśmiech, na nic innego nie było mnie stać. Zajęła miejsce obok mnie. Widocznie nad czymś myślała.
- Charlota. Dlaczego pani płacze?
- Nie płaczę, łzy zaczęły mi lecieć jak biegłam z treningu i nie jestem pani.- zaśmiałam się do niej. Wyglądała na pięcio, może sześciolatkę, ale była bardzo mądra.
- Nie prawda.- założyła ręce na piersi. - Płaczesz bo stało się coś bardzo, bardzo smutnego. Nie jesteś już z Leo?
- Widzisz w życiu tak czasem bywa, że raz czuje się do kogoś ogromne uczucie, a później coś się dzieje i uczucie, mimo że nie znika bardzo nas boli.
- To znaczy, że Leo jest zły?- posadziłam ją sobie na kolanach. Nie chciałam żeby tak myślał. Był jej idolem, jak pewnie większości dzieci w tym wieku. Poza tym Leo jest wzorem... Prawie.
- Nie, oczywiście, że nie. On jest idolem setek tysięcy ludzi na całym świecie. Takich małych, jak ty lub takich dużych jak ja, albo twoja mama. To że nam nie nie udało, nie oznacza, że fani mają przestać go kochać...
- Ale ty już go nie kochasz.- przerwała mi.
- Nadal go kocham, ale nie możemy być razem.
- Czemu?- spytała przechylając główkę.
- Czasem bywa tak, że gdy ludzie są ze sobą kłócą się lub nawzajem ranią, a gdy się rozstają stają się lepsi.
- Czyli jeśli kogoś bardzo kochamy, ale się z tą osobą kłócimy i ranimy to lepiej jest odejść.
- Właśnie tak Charloto.- uśmiechnęłam się do niej ciepło.
- Jesteś bardzo fajna. Już wiem dlaczego Leo pokochał właśnie ciebie.- mocno się do mnie przytuliła. - Ciebie też kocham, tak jak Leo. Obiecuję, że przyjdę na twój mecz.
- A ja obiecuję, że strzelę dla ciebie bramkę.
- Naprawdę, dla mnie?- spytała patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Dla ciebie. Umówmy się, że prześlę ci buziaka.- powtórzyłam. -  A teraz mi powiedz, czy nie powinnaś wracać do domu?
- Powinnam, ale chyba się zgubiłam.
- Zaraz zaprowadzę cię do domku. Powiedz na jakiej mieszkasz ulicy?- dziewczyna podyktowała mi adres. Dobrze wiedziałam, gdzie to jest. W sumie niedaleko mnie. Wzięłam ją na ręce. Gdy szłyśmy, wtulona w moją szyję zasnęła. Weszłam do kamienicy której, adres mi podała i zapukała do drzwi nr 34. Po chwili otworzyła mi kobieta na oko miała trzydzieści lat.
- Znalazłam pani córkę.- powiedziałam, a ona zaprosiła mnie do środka. Skierowała mnie do pokoju dziewczynki, a ja ją tam położyłam.
- Gdzie była? Cały dzień jej szukamy. Zadzwonię do męża, że jest już w domu bezpieczna.- Wybrała numer i zadzwoniła.
- Była w parku, obok boiska.- odpowiedziałam, gdy zakończyła rozmowę.
- Tyle razy jej mówiłam żeby tam nie zostawała. Nie wiem dlaczego tak kocha piłkę.
- Nie da się zrozumieć miłości do piłki, ja sama się o tym przekonałam. Jeśli będzie chciała grać, nich to robi. Proszę ją we wszystkim wspierać. Mają państwo naprawę mądrą i śliczną córeczkę. Charlota jest niesamowita. Chciałbym jej coś podarować.- zdjęłam z siebie koszulkę treningową, złożyłam na niej podpis pod czym założyłam bluzkę, w której wyszłam na trening. - Przepraszam, ale muszę już wracać do domu.- powiedziałam zakładając torbę na ramię.
- Jeszcze raz pani dziękuję. Jesteśmy pani dłużnikami do końca życia.
- Wystarczy, że zrobicie państwo to o co was poprosiłam.- uśmiechnęłam się. Naciskałam klamkę, gdy ona się odezwała.
- Już wiem skąd panią kojarzę. Jest pani piłkarką i dziewczyną Lionela Messiego. Od weekendu mała jest panią zachwycona.
- To miłe.- uśmiechnęłam się po raz ostatni i wyszłam.
Wróciłam do domu. Taty nie było, matka jak zawsze sprzątała, a Adam siedział u siebie. Weszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Okryłam się kołdrą, wtulona w poduszkę zaczęłam cicho płakać. Nie chciałam, by ktokolwiek mnie słyszał...




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz