Moje serce usłyszało, co mówiło jego serce i poczuło się szczęśliwe.
Ten kilkanaście dni minęło nadwyraz spokojnie. Porównując je do poprzedniego miesiąca można spokojnie stwierdzić, że nie działo się nic ciekawego. Szkoła, treningi, dom i tak w koło. Sytuacja z Leo, tak jak stała w miejscu, tak stoi. Żadnej zmiany. Z tatą nadrabiam stracony czas, a matka coraz częściej się z nim kłóci. Od sobotniego meczu Lona nie pojawiła się więcej w klubie. Widziałam ją raz, w niedzielę, jak szła z wypakowaną po brzegi torbą. Krąży plotka, że zrezygnowała. Nie wiem ile w tym prawdy, może tylko przepisała się do innego klubu.
- Borkowska!- usłyszałam krzyk, który wyrwał mnie z zamyślenia. Natychmiast poderwałam się z ziemi i wstałam niemal na baczność. - Tylko żartowałem.- powiedział Alonso nie mogąc opanować śmiechu.
- Trenerze to nie było śmieszne.- założyłam ręce na piersi.
- Uwierz, było. A twoja mina... po prostu bezcenna.- powoli przestawał się śmiać. - Mam dla ciebie propozycje.
- Jaką?
- Mam kilka wejściówek na mecz koszykówki. Wybierzesz się? Mi samemu będzie nudno, a taka osoba jak ty idealnie wypełni mój czas. Oczywiście możesz zabrać ze sobą tatę i Adama.
- Skoro pan nalega.- zaśmiałam się. - Kiedy?
- Dzisiaj o 20.30.
- Co?! Dlaczego mówi mi pan o tym dopiero teraz przecież...
- Wiedziałem, że się zgodzisz. Zobaczymy się przed stadionem.- przerwał mi po czym puścił oczko. - Tak w ogóle to dlaczego jesteś gotowa prawie godzinę przed rozpoczęciem treningu?
- Nie miałam ochoty na powrót do domu. Pomyślałam, że od razu po lekcjach przyjadę tutaj.
- W sumie dobrze się składa. Chodź usiądziemy.- wskazał kilka krzeseł obok boiska, które były przeznaczone dla sztabu szkoleniowego, gdzie chwile później siedzieliśmy. Wziął głęboki oddech. - Rozmawiałem z nim. Jest w strasznym stanie. Jak zapewne widziałaś w dwóch ostatnich meczach siedział na ławce.
- To wszystko moja wina...
- Nie obwiniaj się bo nie o to w tym chodzi. Opowiedział mi wszystko ze swojego punktu widzenia. On myśli, że to jego wina, ty myślisz, że twoja. W taki sposób nie dojdziecie do porozumienia. Wiesz, co w całej rozmowie najbardziej mnie zdziwiło. Zaczął płakać. Nawet tego nie ukrywał. Czy przez te dwa tygodnie, coś się w tobie zmieniło?
- Nic, nabrałam tylko większego dystansu. Już nie płaczę codziennie... Płaczę co trzy dni.- przytulił mnie, gdy zobaczył zbierające się w moich oczach łzy.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Jesteśmy na dobrej drodze.- pokrzepiająco się uśmiechnął. - Otrzyj łzy, szkoda takich ładnych oczu.- powiedział wyjmując chusteczki. - Tymczasem ja muszę iść do prezesa, jak zwykle będzie się czepiał. Widzimy się za pół godziny.- jeszcze raz posłał mi uśmiech i zniknął. Postanowiłam pójść do taty. Po krótkim marszu zapukałam do gabinetu i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Zobaczyłam Neymara podczas zabiegu pola magnetycznego.
- Może przyjdę później, nie chcę przeszkadzać.- powiedziałam kierując się do wyjścia.
- Nie przeszkadzasz.- odpowiedzieli chórem.
- Zaraz kończymy, siadaj.- dodał tata.
- W sumie przyszłam tylko spytać, czy pójdziesz ze mną na mecz koszykówki.
- Dzisiaj nie mogę.- odparł ze smutkiem. - Obiecałem mamie kolację.
- A Adam?- spytałam z nadzieją.
- On jest umówiony z Daniell, tak mi się obiło o uszy. Do końca zostało siedem minut. Wyjdę zanieść dokumenty, a ty go pilnuj.- wskazał najpierw na mnie, a potem na Brazylijczyka. - Bo nie potrafi usiedzieć minuty bez ruchu.- po tych słowach wyszedł. Pomiędzy nami zapadła niezręczna cisza. Siedzieliśmy tak dobre trzy minuty.
- Nawet się nie przywitałaś.- zaśmiał się, przerywając ją.
- Cześć.
- Kipisz od emocji. Zupełnie, jak tamten.- uniosłam pytająco brew. - Chodzi smutny, prawie z nikim nie rozmawia.
- To wszystko moja wina.
- A tych słów już nie mogę słuchać. Ciągle to powtarza. Emi porozmawiajcie, oboje się męczycie więc może to coś zmieni.
- Chciałabym, ale nie mogę. Niby mu wybaczyłam, ale coś w środku nie pozwalało mi na cieszenie się jego dotykiem. Nie wiem, czy to strach, a może tylko moja wyobraźnia. Naprawdę nie wiem, ale to było silniejsze ode mnie. Neymar, ja już nie mam siły.
- Spokojnie maleńka, ja ci pomogę.
- A może ty pójdziesz ze mną na ten mecz?
- Wiesz, ja też dzisiaj jestem zajęty. Innym razem napewno się skuszę.
- Szkoda.- wzruszyłam ramionami.
- Ej, maleńka uśmiechnij się. Chciałbym cię jeszcze o coś spytać.
- Co takiego? Tylko nie proś mnie o rękę. Jestem niepełnoletnia.- zaśmiałam się.
- Wiesz, że bardzo chętnie, ale nie o tym mowa. Zapomnij o tym co ci powiedziałem wtedy w szatni. Głupio wyszło.- podrapał się po karku.
- Wymazane, zapomniane.
- Przyjaźń?
- Przyjaźń.- Podeszłam do łóżka i przytuliłam go, maszyna oznajmiła koniec zabiegu, a do gabinetu wrócił tata.
- Co tu się dzieje?
- Panie doktorze proszę o rękę pańskiej córki.- zaśmiał się widząc minę ojca.
- Nie żartuj tak bo chyba byś stąd żywy nie wyszedł.- wskazał na niego palcem. - Zmiana miejsca. Kilka ćwiczeń fizycznych. Zaraz pójdziemy na siłownię.
- To ja się zmywam. Do zobaczenia.- pocałowałam Neymara w policzek i wybiegłam. Nareszcie stało się coś pozytywnego. Z całego natłoku zmartwień wyszedł promień nadziei. Może moje życie wreszcie nabierze kolorów. Wróciłam na boisko. Do rozpoczęcia treningu pozostało kilkanaście minut. Wzięłam piłkę i zaczęłam nią żąglować.
Trening minął jak zawsze. Rozgrzewka ćwiczenia, sparingi.
Wróciłam do domu w towarzystwie Dani. Całą drogę śmiałyśmy się tak głośno, że zapewne słyszało nas pięć najbliższych ulic. W domu spostrzegłam, że mam półtorej godziny. Umyłam się, przebrałam, zrobiłam delikatny makijaż i włosy. Byłam gotowa po godzinie. Spakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Doszłam na stadion pięć minut przed rozpoczęciem. Przy okazji nabawiłam się zadyszki. Trener czekał na mnie przed wejściem z biletami. Weszliśmy i szybko udaliśmy się na nasze miejsca.
Mecz był bardzo ciekawy, a akcja wartka. Podobało mi się. Zawsze lubiłam koszykówkę, nawet gdy byłam tandetną blondynką. Czasem siadałam w nocy z laptopem na kolanach i oglądałam NBA. Trwała właśnie przerwa po zakończeniu pierwszej części. Dyskutowaliśmy z trenerem na temat naszej pozycji w la Liga, gdy pojawiły się obok nas dwie znajome postaci.
- Dzień dobry, panie Alonso. Jak miło pana spotkać.- rozpoczął rozmowę Neymar.
- Witaj, ciebie również. Jak wam się podoba mecz?
- Ciekawy.- odpowiedziała bezuczuciowo osoba u boku Brazylijczyka.
- A wam?- dodała barcelońska "11".
- Też się podoba.- odparłam równie emocjonalnie, jak towarzysz Neymara.
- Ney, masz ochotę na coś do picia. Chodź kupimy coś.- powiedział trener, na co tamten z chęcią przystał. Zostaliśmy sami. Żadne z nas nie było na tyle odważne żeby się odezwać lub choćby spojrzeć na drugiego. Staliśmy wpatrzeni w cheerleaderki, które tańczyły na boisku. Ale żadne z nas nie skupiało się na tym.
- Jak ci się podoba?- spytałam, chcąc przerwać niezręczne uczucie panujące między nami.
- Ale mecz czy dziewczyny?
- I to i to.
- Mecz bardzo ciekawy, ale wśród dziewczyn brakuje pięknej Polki.- pierwszy raz na mnie spojrzał. Widziałam w jego oczach mnóstwo uczuć. W tamtej chwili pragnęłam zabrać mu ten ból. - A ty co sądzisz?
- Mam to samo zdanie co ty, ale z małą różnicą. Mi się one nie podobają. Za mało energii. Wiem co mówię w liceum byłam kapitanką szkolnych cheerleaderek.
- Serio?
- Mhm.- No i na tym zakończyła się jakże ciekawa wymiana zdań pomiędzy nami. Już nie potrafimy ze sobą rozmawiać.
- Moim zdaniem oni zaplanowali to spotkanie.- przerwał milczenie, które znów zapadło na kilka minut. Przeanalizowałam całą tą sytuację i doszłam do tego samego wniosku. Oni to uknuli! Że ja się nie domyśliłam.
- Faktycznie, nie zauważyłam tego wcześniej.
- Skoro i tak tu jesteśmy to może...
- Porozmawiamy.- dokończyłam przerywając mu, a on pokiwał głową. - Muszę ci dużo wyjaśnić.- zaczęłam. - Wiele myślałam o tym wszystkim i wciąż nie wiem co zrobić. Chcę ci wyjaśnić to na boisku.- popatrzył na mnie z... Nadzieją? Tak to była nadzieja. - Widzisz, wybaczyłam ci, ale coś w środku nie pozwala mi się do ciebie zbliżyć. Boję się twojego dotyku, a może to tylko wyobraźnia. Nie wiem. Ale przepraszam cię za cały ból jaki ci sprawiłam. Jestem stworzona do ranienia bliskich osób...
- Nie mów tak, oboje wiemy, że to nie prawda. Jesteś naprawdę niesamowitą dziewczyną. Nie miałaś szczęścia w życiu. Ja też muszę ci coś powiedzieć. Cholernie za tobą tęsknię. Najbardziej brakuje mi twojego uśmiechu.- Nie panując nad sobą uśmiechnęłam się, co później wywołało na mojej twarzy rumieniec. - Z Manitą nie miałem kontaktu od tamtego wydarzenia . Już mnie nie nachodzi. Jak widać pojawiła się tylko po to, by zrobić zamieszanie i znowu zniknąć. Nie czuję się dobrze z faktem, że mnie pocałowała. Widzisz, wtedy szedłem pod prysznic, ona niemal wepchnęła się do domu. Mieliśmy tylko porozmawiać, a dalej już wiesz co się stało. Nie spodziewałem się tego, tak samo jak ty tego widoku. Wiem, że to musiało wyglądać strasznie. W sumie nie mam nic więcej na swoje usprawnienie...
- Rozumiem cię. Oboje zawiniliśmy i musimy to przyznać. Żadne z nas nie jest bez winy. Ja już dawno ci wybaczyłam, ale teraz ty musisz mi obiecać, że nigdy więcej nie dopuścisz do takiej sytuacji. Wiem, że masz mnóstwo fanek i czasem nie można za nie odpowiadać.
- Obiecuję.- bez namysłu przytuliłam się do niego. Stał zdziwiony i chyba nie mógł w to uwierzyć, lecz moment później objął mnie silnymi ramionami i sprawił, że znów poczułam się bezpieczna. Nawet nie zauważyliśmy kiedy skończyła się przerwa.
- Przez pewien czas mogę być dla ciebie oschła. Nie zawsze będę się przy tobie czuła komfortowo, ale nie przejmuj się tym to powinno minąć.
- A ja spróbuję powstrzymać się do nagłych gestów. Choć przyznam ci może się to okazać zbyt trudne.- zaśmiał się. Jeju, znów usłyszałam ten jego dźwięczny śmiech. Tak bardzo mi tego brakowało. - Pewnie nie wiesz, że byłem na twoim ostatnim meczu.
- Nie widziałam cię.
- Piękna dedykacja.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się.
- Następna może być dla mnie?
- Jak uda mi się coś strzelić. Wiesz, że prasa znów zacznie pisać na nasz temat.
- Niedługo im się to znudzi, choć... Może się nie znudzić. Ty jesteś piłkarką, ja piłkarzem, chyba nie ma takich par.- obróciłam się do tyłu i zobaczyłam Neymara i Alonso, którzy przybijali piątki i szeroko się uśmiechali.
- Zaplanowsliście to.- wskazałam na nich palcem.
- To nie ja!- Brazylijczyk uniósł ręce w geście niewinności.
- Obiecałem.- wzruszył ramionami trener po czym wszyscy się zaśmialiśmy.
Mecz zakończył się wygraną naszych 104:98. Następnie udaliśmy się do baru. Kulturalnie wypiliśmy po drinku, ja oczywiście w tajemnicy przed rodzicami. Później sączyłam sok pomarańczowy. Panowie, jak to panowie, skończyli po kilku, ale mi to w ogóle nie przeszkadzało. Świetnie się z nimi bawiłam. Nawet nie wiedziałam, że trener jest taki rozrywkowy. Obiecałam mu, że nikomu nie powiem o dzisiejszym wieczorze. Wróciłam do domu bardzo późno, bowiem było kilka minut po północy. Gdyby matka wiedziała, dałaby mi szlaban do końca życia. Na szczęście nie było jej w domu. Szłam do pokoju po drodze zdejmując z siebie ubrania. Byłam wykończona, a nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Niechętnie zeszłam i je otworzyłam.
- Zapomniałaś...- w progu stał Leo z moim telefonem. Przez chwilę stałam patrząc na niego i nie rozumiejąc dlaczego nie dokończył. - Ładnie wyglądasz.- przejechał mnie wzrokiem od góry do dołu. Jasna cholera! Zapomniałam, że jestem w bieliźnie! Szybko zakryłam się jedną z kurtek, wiszących nieopodal. - Wiesz, mi taki strój w ogóle nie przeszkadza. Nie mam nic przeciwko.
- Lio idź sobie, jesteś trochę pijany zaczynasz bredzić.
- Dobrze, już dobrze tylko mnie nie bij. Do zobaczenia Emi.
- Do zobaczenia.- Chyba nie usłyszał mojego pożegnania bo zaczął wracać do domu. Zamknęłam drzwi i usiadłam opierając się o nie, przy czym zamknęłam oczy. Usłyszałam kaszlnięcie, uniosłam powieki i zobaczyłam mojego brata obejmującego Daniell.
- Dlaczego siedzisz pod drzwiami w bieliźnie i rozmawiasz z Messim? O co tu chodzi?
- Opowiem wam rano. Wybaczcie, ale marzę o swoim łóżku i ciepłej kołdrze.- Wstałam i jak gdyby nigdy nic udałam się do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku z szerokim uśmiechem. To wszystko to chyba sen...
- Borkowska!- usłyszałam krzyk, który wyrwał mnie z zamyślenia. Natychmiast poderwałam się z ziemi i wstałam niemal na baczność. - Tylko żartowałem.- powiedział Alonso nie mogąc opanować śmiechu.
- Trenerze to nie było śmieszne.- założyłam ręce na piersi.
- Uwierz, było. A twoja mina... po prostu bezcenna.- powoli przestawał się śmiać. - Mam dla ciebie propozycje.
- Jaką?
- Mam kilka wejściówek na mecz koszykówki. Wybierzesz się? Mi samemu będzie nudno, a taka osoba jak ty idealnie wypełni mój czas. Oczywiście możesz zabrać ze sobą tatę i Adama.
- Skoro pan nalega.- zaśmiałam się. - Kiedy?
- Dzisiaj o 20.30.
- Co?! Dlaczego mówi mi pan o tym dopiero teraz przecież...
- Wiedziałem, że się zgodzisz. Zobaczymy się przed stadionem.- przerwał mi po czym puścił oczko. - Tak w ogóle to dlaczego jesteś gotowa prawie godzinę przed rozpoczęciem treningu?
- Nie miałam ochoty na powrót do domu. Pomyślałam, że od razu po lekcjach przyjadę tutaj.
- W sumie dobrze się składa. Chodź usiądziemy.- wskazał kilka krzeseł obok boiska, które były przeznaczone dla sztabu szkoleniowego, gdzie chwile później siedzieliśmy. Wziął głęboki oddech. - Rozmawiałem z nim. Jest w strasznym stanie. Jak zapewne widziałaś w dwóch ostatnich meczach siedział na ławce.
- To wszystko moja wina...
- Nie obwiniaj się bo nie o to w tym chodzi. Opowiedział mi wszystko ze swojego punktu widzenia. On myśli, że to jego wina, ty myślisz, że twoja. W taki sposób nie dojdziecie do porozumienia. Wiesz, co w całej rozmowie najbardziej mnie zdziwiło. Zaczął płakać. Nawet tego nie ukrywał. Czy przez te dwa tygodnie, coś się w tobie zmieniło?
- Nic, nabrałam tylko większego dystansu. Już nie płaczę codziennie... Płaczę co trzy dni.- przytulił mnie, gdy zobaczył zbierające się w moich oczach łzy.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Jesteśmy na dobrej drodze.- pokrzepiająco się uśmiechnął. - Otrzyj łzy, szkoda takich ładnych oczu.- powiedział wyjmując chusteczki. - Tymczasem ja muszę iść do prezesa, jak zwykle będzie się czepiał. Widzimy się za pół godziny.- jeszcze raz posłał mi uśmiech i zniknął. Postanowiłam pójść do taty. Po krótkim marszu zapukałam do gabinetu i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Zobaczyłam Neymara podczas zabiegu pola magnetycznego.
- Może przyjdę później, nie chcę przeszkadzać.- powiedziałam kierując się do wyjścia.
- Nie przeszkadzasz.- odpowiedzieli chórem.
- Zaraz kończymy, siadaj.- dodał tata.
- W sumie przyszłam tylko spytać, czy pójdziesz ze mną na mecz koszykówki.
- Dzisiaj nie mogę.- odparł ze smutkiem. - Obiecałem mamie kolację.
- A Adam?- spytałam z nadzieją.
- On jest umówiony z Daniell, tak mi się obiło o uszy. Do końca zostało siedem minut. Wyjdę zanieść dokumenty, a ty go pilnuj.- wskazał najpierw na mnie, a potem na Brazylijczyka. - Bo nie potrafi usiedzieć minuty bez ruchu.- po tych słowach wyszedł. Pomiędzy nami zapadła niezręczna cisza. Siedzieliśmy tak dobre trzy minuty.
- Nawet się nie przywitałaś.- zaśmiał się, przerywając ją.
- Cześć.
- Kipisz od emocji. Zupełnie, jak tamten.- uniosłam pytająco brew. - Chodzi smutny, prawie z nikim nie rozmawia.
- To wszystko moja wina.
- A tych słów już nie mogę słuchać. Ciągle to powtarza. Emi porozmawiajcie, oboje się męczycie więc może to coś zmieni.
- Chciałabym, ale nie mogę. Niby mu wybaczyłam, ale coś w środku nie pozwalało mi na cieszenie się jego dotykiem. Nie wiem, czy to strach, a może tylko moja wyobraźnia. Naprawdę nie wiem, ale to było silniejsze ode mnie. Neymar, ja już nie mam siły.
- Spokojnie maleńka, ja ci pomogę.
- A może ty pójdziesz ze mną na ten mecz?
- Wiesz, ja też dzisiaj jestem zajęty. Innym razem napewno się skuszę.
- Szkoda.- wzruszyłam ramionami.
- Ej, maleńka uśmiechnij się. Chciałbym cię jeszcze o coś spytać.
- Co takiego? Tylko nie proś mnie o rękę. Jestem niepełnoletnia.- zaśmiałam się.
- Wiesz, że bardzo chętnie, ale nie o tym mowa. Zapomnij o tym co ci powiedziałem wtedy w szatni. Głupio wyszło.- podrapał się po karku.
- Wymazane, zapomniane.
- Przyjaźń?
- Przyjaźń.- Podeszłam do łóżka i przytuliłam go, maszyna oznajmiła koniec zabiegu, a do gabinetu wrócił tata.
- Co tu się dzieje?
- Panie doktorze proszę o rękę pańskiej córki.- zaśmiał się widząc minę ojca.
- Nie żartuj tak bo chyba byś stąd żywy nie wyszedł.- wskazał na niego palcem. - Zmiana miejsca. Kilka ćwiczeń fizycznych. Zaraz pójdziemy na siłownię.
- To ja się zmywam. Do zobaczenia.- pocałowałam Neymara w policzek i wybiegłam. Nareszcie stało się coś pozytywnego. Z całego natłoku zmartwień wyszedł promień nadziei. Może moje życie wreszcie nabierze kolorów. Wróciłam na boisko. Do rozpoczęcia treningu pozostało kilkanaście minut. Wzięłam piłkę i zaczęłam nią żąglować.
Trening minął jak zawsze. Rozgrzewka ćwiczenia, sparingi.
Wróciłam do domu w towarzystwie Dani. Całą drogę śmiałyśmy się tak głośno, że zapewne słyszało nas pięć najbliższych ulic. W domu spostrzegłam, że mam półtorej godziny. Umyłam się, przebrałam, zrobiłam delikatny makijaż i włosy. Byłam gotowa po godzinie. Spakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. Doszłam na stadion pięć minut przed rozpoczęciem. Przy okazji nabawiłam się zadyszki. Trener czekał na mnie przed wejściem z biletami. Weszliśmy i szybko udaliśmy się na nasze miejsca.
Mecz był bardzo ciekawy, a akcja wartka. Podobało mi się. Zawsze lubiłam koszykówkę, nawet gdy byłam tandetną blondynką. Czasem siadałam w nocy z laptopem na kolanach i oglądałam NBA. Trwała właśnie przerwa po zakończeniu pierwszej części. Dyskutowaliśmy z trenerem na temat naszej pozycji w la Liga, gdy pojawiły się obok nas dwie znajome postaci.
- Dzień dobry, panie Alonso. Jak miło pana spotkać.- rozpoczął rozmowę Neymar.
- Witaj, ciebie również. Jak wam się podoba mecz?
- Ciekawy.- odpowiedziała bezuczuciowo osoba u boku Brazylijczyka.
- A wam?- dodała barcelońska "11".
- Też się podoba.- odparłam równie emocjonalnie, jak towarzysz Neymara.
- Ney, masz ochotę na coś do picia. Chodź kupimy coś.- powiedział trener, na co tamten z chęcią przystał. Zostaliśmy sami. Żadne z nas nie było na tyle odważne żeby się odezwać lub choćby spojrzeć na drugiego. Staliśmy wpatrzeni w cheerleaderki, które tańczyły na boisku. Ale żadne z nas nie skupiało się na tym.
- Jak ci się podoba?- spytałam, chcąc przerwać niezręczne uczucie panujące między nami.
- Ale mecz czy dziewczyny?
- I to i to.
- Mecz bardzo ciekawy, ale wśród dziewczyn brakuje pięknej Polki.- pierwszy raz na mnie spojrzał. Widziałam w jego oczach mnóstwo uczuć. W tamtej chwili pragnęłam zabrać mu ten ból. - A ty co sądzisz?
- Mam to samo zdanie co ty, ale z małą różnicą. Mi się one nie podobają. Za mało energii. Wiem co mówię w liceum byłam kapitanką szkolnych cheerleaderek.
- Serio?
- Mhm.- No i na tym zakończyła się jakże ciekawa wymiana zdań pomiędzy nami. Już nie potrafimy ze sobą rozmawiać.
- Moim zdaniem oni zaplanowali to spotkanie.- przerwał milczenie, które znów zapadło na kilka minut. Przeanalizowałam całą tą sytuację i doszłam do tego samego wniosku. Oni to uknuli! Że ja się nie domyśliłam.
- Faktycznie, nie zauważyłam tego wcześniej.
- Skoro i tak tu jesteśmy to może...
- Porozmawiamy.- dokończyłam przerywając mu, a on pokiwał głową. - Muszę ci dużo wyjaśnić.- zaczęłam. - Wiele myślałam o tym wszystkim i wciąż nie wiem co zrobić. Chcę ci wyjaśnić to na boisku.- popatrzył na mnie z... Nadzieją? Tak to była nadzieja. - Widzisz, wybaczyłam ci, ale coś w środku nie pozwala mi się do ciebie zbliżyć. Boję się twojego dotyku, a może to tylko wyobraźnia. Nie wiem. Ale przepraszam cię za cały ból jaki ci sprawiłam. Jestem stworzona do ranienia bliskich osób...
- Nie mów tak, oboje wiemy, że to nie prawda. Jesteś naprawdę niesamowitą dziewczyną. Nie miałaś szczęścia w życiu. Ja też muszę ci coś powiedzieć. Cholernie za tobą tęsknię. Najbardziej brakuje mi twojego uśmiechu.- Nie panując nad sobą uśmiechnęłam się, co później wywołało na mojej twarzy rumieniec. - Z Manitą nie miałem kontaktu od tamtego wydarzenia . Już mnie nie nachodzi. Jak widać pojawiła się tylko po to, by zrobić zamieszanie i znowu zniknąć. Nie czuję się dobrze z faktem, że mnie pocałowała. Widzisz, wtedy szedłem pod prysznic, ona niemal wepchnęła się do domu. Mieliśmy tylko porozmawiać, a dalej już wiesz co się stało. Nie spodziewałem się tego, tak samo jak ty tego widoku. Wiem, że to musiało wyglądać strasznie. W sumie nie mam nic więcej na swoje usprawnienie...
- Rozumiem cię. Oboje zawiniliśmy i musimy to przyznać. Żadne z nas nie jest bez winy. Ja już dawno ci wybaczyłam, ale teraz ty musisz mi obiecać, że nigdy więcej nie dopuścisz do takiej sytuacji. Wiem, że masz mnóstwo fanek i czasem nie można za nie odpowiadać.
- Obiecuję.- bez namysłu przytuliłam się do niego. Stał zdziwiony i chyba nie mógł w to uwierzyć, lecz moment później objął mnie silnymi ramionami i sprawił, że znów poczułam się bezpieczna. Nawet nie zauważyliśmy kiedy skończyła się przerwa.
- Przez pewien czas mogę być dla ciebie oschła. Nie zawsze będę się przy tobie czuła komfortowo, ale nie przejmuj się tym to powinno minąć.
- A ja spróbuję powstrzymać się do nagłych gestów. Choć przyznam ci może się to okazać zbyt trudne.- zaśmiał się. Jeju, znów usłyszałam ten jego dźwięczny śmiech. Tak bardzo mi tego brakowało. - Pewnie nie wiesz, że byłem na twoim ostatnim meczu.
- Nie widziałam cię.
- Piękna dedykacja.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się.
- Następna może być dla mnie?
- Jak uda mi się coś strzelić. Wiesz, że prasa znów zacznie pisać na nasz temat.
- Niedługo im się to znudzi, choć... Może się nie znudzić. Ty jesteś piłkarką, ja piłkarzem, chyba nie ma takich par.- obróciłam się do tyłu i zobaczyłam Neymara i Alonso, którzy przybijali piątki i szeroko się uśmiechali.
- Zaplanowsliście to.- wskazałam na nich palcem.
- To nie ja!- Brazylijczyk uniósł ręce w geście niewinności.
- Obiecałem.- wzruszył ramionami trener po czym wszyscy się zaśmialiśmy.
Mecz zakończył się wygraną naszych 104:98. Następnie udaliśmy się do baru. Kulturalnie wypiliśmy po drinku, ja oczywiście w tajemnicy przed rodzicami. Później sączyłam sok pomarańczowy. Panowie, jak to panowie, skończyli po kilku, ale mi to w ogóle nie przeszkadzało. Świetnie się z nimi bawiłam. Nawet nie wiedziałam, że trener jest taki rozrywkowy. Obiecałam mu, że nikomu nie powiem o dzisiejszym wieczorze. Wróciłam do domu bardzo późno, bowiem było kilka minut po północy. Gdyby matka wiedziała, dałaby mi szlaban do końca życia. Na szczęście nie było jej w domu. Szłam do pokoju po drodze zdejmując z siebie ubrania. Byłam wykończona, a nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Niechętnie zeszłam i je otworzyłam.
- Zapomniałaś...- w progu stał Leo z moim telefonem. Przez chwilę stałam patrząc na niego i nie rozumiejąc dlaczego nie dokończył. - Ładnie wyglądasz.- przejechał mnie wzrokiem od góry do dołu. Jasna cholera! Zapomniałam, że jestem w bieliźnie! Szybko zakryłam się jedną z kurtek, wiszących nieopodal. - Wiesz, mi taki strój w ogóle nie przeszkadza. Nie mam nic przeciwko.
- Lio idź sobie, jesteś trochę pijany zaczynasz bredzić.
- Dobrze, już dobrze tylko mnie nie bij. Do zobaczenia Emi.
- Do zobaczenia.- Chyba nie usłyszał mojego pożegnania bo zaczął wracać do domu. Zamknęłam drzwi i usiadłam opierając się o nie, przy czym zamknęłam oczy. Usłyszałam kaszlnięcie, uniosłam powieki i zobaczyłam mojego brata obejmującego Daniell.
- Dlaczego siedzisz pod drzwiami w bieliźnie i rozmawiasz z Messim? O co tu chodzi?
- Opowiem wam rano. Wybaczcie, ale marzę o swoim łóżku i ciepłej kołdrze.- Wstałam i jak gdyby nigdy nic udałam się do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku z szerokim uśmiechem. To wszystko to chyba sen...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz