Jedyne co mi się ciśnie na usta, gdy patrzę na swoje odbicie w lustrze to: "tchórz".
Przez ostatnie dwa tygodnie nie robiłam nic. Byłam cieniem samej siebie. Chodziłam do szkoły, gdzie ludzie podchodzili i nieustannie pytali o Leo. Miałam tego serdecznie dosyć. Przecież ja też mam swoje życie, nie spędzam z nim czasu 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Przyjaciele bardzo się o mnie martwili, cieszyłam się, że nie jestem z Adamem w klasie. Na przerwach udawałam, że jest dobrze, a w domu płakałam, gdy go nie było. Na treningi nie przychodziłam. Alonso naprawdę się na mnie zdenerwował, ale nie mogłam się tam pojawić. Podobno Messi czekał na mnie po kilku treningach. Nie chciałam go spotkać, nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Raniłam go, ale w końcu o mnie zapomni.
Szłam właśnie powolnym krokiem w kierunku Ciutat Esportiva. Dziś był ostatni trening przed meczem, który miał się jutro odbyć, wiec dobrze byłoby się pokazać. Patrzyłam jak zaczyna się wiosna. Wszystko wokoło rozkwita, pięknieje. Tylko nie ja, ja staje się coraz gorszym człowiekiem raniąc ukochaną osobę. Weszłam do szatni, a oczy dziewczyn skierowały się na mnie. Powoli przeszłam do swojej szafki. Przebrałam się, zawiązałam korki i siedziałam z telefonem w dłoni przeglądając nasze wspólne zdjęcia. Do środka weszła Lona, jak zawsze z cwaniackim uśmieszkiem.
- Patrzcie państwo, a któż to się pojawił? Nasza księżniczka.- zaczęła swoją gadke. Wstałam podeszłam do niej i najnormalniej uderzyłam ją w twarz, po czym bez słowa wyszłam. Teraz już nad sobą nie panowałam i nawet nie próbowałam tego robić. Byłam na nią wściekła. Nie miała prawa wtrącać się w moje sprawy. Nic o mnie nie wiedziała. Od razu udałam się na murawę, gdzie był już Alonso ze swoimi asystentami. Odrazu mnie dostrzegł. Podszedł bliżej, widziałam jak kipi ze złości.
- Musimy porozmawiać.
- Wiem trenerze.- poszliśmy w najbardziej ustronne miejsce, jakie było możliwe. Stałam ze spuszczoną głową, wpatrując się w jasnozieloną trawę.
- Co ty wyrabiasz?! Uciekasz z treningu, nie pokazujesz się przez dwa tygodnie, nie dając nawet znaku życia i pojawisz się nagle. Powinienem wydalić cię z drużyny.
- Nie proszę... Ja wszystko nadrobię.
- W to nie wątpię. Zostajesz, ale potraktuj to jak ostrzeżenie, pierwsze i ostatnie. A teraz mów o co chodzi. Leo był tu kilka razy, przesiedział cały trening bo myślał, że się pojawisz.
- To bardzo trudne.
- Mamy jeszcze sporo czasu. Siadaj i opowiadaj.- powiedział już spokojnie. Usiedliśmy na trawie, a on objął mnie ramieniem. Zaczęłam opowiadać mu wszystko od początku, od pojawienia się Manity z dokładnymi szczegółami. Alonso był dla mnie kimś w rodzaju drugiego ojca. Zawsze mogłam mu wszystko powiedzieć. Oczywiście rozpłakałam się, a on podał mi chusteczki. - To rzeczywiście trudna sprawa. Spróbuję z nim porozmawiać, a teraz zaczynamy. Mamy mecz do wygrania i oczywiście liczę na ciebie.
- Zobaczymy co da się zrobić.- puściłam mu oczko po czym wstaliśmy i dołączyliśmy do reszty. Trening był dla mnie bardzo ciężki. Być może z powodu mojej długiej nieobecności. Starałam się dawać z siebie wszystko. Muszę jutro zagrać.
Po powrocie do domu odrazu poszłam do pokoju. Wyjęłam piłkę i zaczęłam ją podbijać. Przyłapywałam się na tym, że zaczynam to robić, gdy mam problem i muszę odreagować. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. Znów zaczęłam myśleć. Gdy choć przez kilka minut nie myślę o swoim zachowaniu, nagle zaczynam to robić i zajmuje mi to kilkanaście minut więcej. W kółko to samo.
- Patrzcie państwo, a któż to się pojawił? Nasza księżniczka.- zaczęła swoją gadke. Wstałam podeszłam do niej i najnormalniej uderzyłam ją w twarz, po czym bez słowa wyszłam. Teraz już nad sobą nie panowałam i nawet nie próbowałam tego robić. Byłam na nią wściekła. Nie miała prawa wtrącać się w moje sprawy. Nic o mnie nie wiedziała. Od razu udałam się na murawę, gdzie był już Alonso ze swoimi asystentami. Odrazu mnie dostrzegł. Podszedł bliżej, widziałam jak kipi ze złości.
- Musimy porozmawiać.
- Wiem trenerze.- poszliśmy w najbardziej ustronne miejsce, jakie było możliwe. Stałam ze spuszczoną głową, wpatrując się w jasnozieloną trawę.
- Co ty wyrabiasz?! Uciekasz z treningu, nie pokazujesz się przez dwa tygodnie, nie dając nawet znaku życia i pojawisz się nagle. Powinienem wydalić cię z drużyny.
- Nie proszę... Ja wszystko nadrobię.
- W to nie wątpię. Zostajesz, ale potraktuj to jak ostrzeżenie, pierwsze i ostatnie. A teraz mów o co chodzi. Leo był tu kilka razy, przesiedział cały trening bo myślał, że się pojawisz.
- To bardzo trudne.
- Mamy jeszcze sporo czasu. Siadaj i opowiadaj.- powiedział już spokojnie. Usiedliśmy na trawie, a on objął mnie ramieniem. Zaczęłam opowiadać mu wszystko od początku, od pojawienia się Manity z dokładnymi szczegółami. Alonso był dla mnie kimś w rodzaju drugiego ojca. Zawsze mogłam mu wszystko powiedzieć. Oczywiście rozpłakałam się, a on podał mi chusteczki. - To rzeczywiście trudna sprawa. Spróbuję z nim porozmawiać, a teraz zaczynamy. Mamy mecz do wygrania i oczywiście liczę na ciebie.
- Zobaczymy co da się zrobić.- puściłam mu oczko po czym wstaliśmy i dołączyliśmy do reszty. Trening był dla mnie bardzo ciężki. Być może z powodu mojej długiej nieobecności. Starałam się dawać z siebie wszystko. Muszę jutro zagrać.
Po powrocie do domu odrazu poszłam do pokoju. Wyjęłam piłkę i zaczęłam ją podbijać. Przyłapywałam się na tym, że zaczynam to robić, gdy mam problem i muszę odreagować. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. Znów zaczęłam myśleć. Gdy choć przez kilka minut nie myślę o swoim zachowaniu, nagle zaczynam to robić i zajmuje mi to kilkanaście minut więcej. W kółko to samo.
Wstałam około 12, do meczu mam jeszcze cztery godziny. Lada moment powinien zadzwonić Alonso z wiadomością, czy zagram w pierwszym składzie. Dziś nie było to tak pewne jak ostatnio. Po odświeżeniu się i poprawie wyglądu zeszłam na dół. Rodzice siedzieli w kuchni. Tata przeglądał gazetę, a matka robiła coś przy blacie. Nie interesowało mnie to zbytnio. Usiadłam przy stole kładąc na nim łokcie.
- Gotowa jesteś?- spytał tata odkładając prasę.
- Nie, nawet nie wiem czy dziś zagram.
- Napewno Javier postawi na ciebie. Jestem tego pewien.
- Od kiedy jesteście na "ty"?- nagle rozdzwonił się mój telefon. Szybko go wyjęłam i odebrałam. Rozmowa była zwięzła. Odłożyłam telefon po czym przytuliłam tatę, o mały włos nie dusząc go przy tym. - Gram od pierwszej minuty!
- Świetnie! Będę trzymał za ciebie kciuki prosto z trybun.- po krótkiej rozmowie wróciłam do pokoju po spakowaną wcześniej torbę. Zarzuciłam ją na ramię po czym z powrotem zeszłam za dół.
- Wychodzę!- krzyknęłam z przedpokoju.
- Ale masz jeszcze dwie godziny.
- Chcę się przespacerować.- odpowiadam i opuściłam mieszkanie.
Kręciłam się od Camp Nou do Mini Estadi i z powrotem. Szłam właśnie obok dużego stadionu, gdy zobaczyłam dobrze znaną mi postać. Schowałam się za jednym z zaparkowanych tam samochodów wciąż patrząc w tamtą stronę. Serce mnie bolało, że tak go potraktowałam, ale nie mogłam inaczej. Wiedziałam, że cierpi. Nie chciałam tego. Myślałam, że tak będzie lepiej. Ale, jak już zauważyliście, myślenie nie jest moją mocną stroną. Usiadł na krawężniku i patrzył na ekran telefonu. Zauważyłam, jak łza kapie z jego policzka na urządzenie. Serce mi pękło. Dlaczego moje życie polega na ciągłym ramieniu się. Raz ludzie mnie, jak Wiktoria, matka, a raz ja. Zupełnie jak teraz, ranię osobę, którą kocham. Leo na to nie zasłużył. Jestem potworem. Spojrzałam na wyświetlacz. 15.20 pora się zbierać, przecież muszę się jeszcze rozgrzać. Niewiele myśląc wstałam, a on akurat spojrzał w moją stronę. Starł łzy z policzków, już miał coś powiedzieć, lecz ja znów uciekłam. Tak jestem tchórzem! Skryłam się w szatni, gdzie nic mi już nie groziło. Przebrałam się, zawiązałam korki i z mocno bijącym sercem czekałam na koleżanki. Zamieniłyśmy kilka zadań po czym poszłyśmy na rozgrywkę.
Była 79' na boisku remis 0:0. Bardzo chciałyśmy wygrać, ale na tą chwilę wydawało się to nierealnie. Bezsensownie biegałyśmy za piłką aż straciłyśmy nadzieje. Chodziłam nieopodal bramki przeciwniczek szukając jakiejś dobrej pozycji. Wystarczyłaby nam jedna, szybka akcja, aby ustalić wynik meczu. Obróciłam głowę w prawo i zobaczyłam Carmen biegnącą w moją stronę, zaczęłam się rozpędzać, a sekundę później dostałam piękne podanie. Przebiegłam kilka metrów i oddałam piłkę Isabel, która jak zawsze pilnowała lewego skrzydła. Ona natomiast rozciągnęła grę przerzucając futbolówkę na prawo do Daniell, ta wymierzyła i dośrodkowała, a mi pozostało zakończyć akcję wbiciem piłki do siatki. Kopnęłam ją mocno, a ludzie na trybunach podnieśli się i skandowali moje imię. Przebiegłam kilka metrów od bramki po czym prosto do kamery posłałam buziaka. Moja dedykacja wyświetliła się na ekranach. Zadedykowałam gola Charlocie, tak jak obiecałam. Założę się, że skakała teraz z radości po trybunach. Chwila ta nie trwała długo, gdyż poczułam na sobie ciężar dziewczyn. Wszystkie cieszyłyśmy się z tego gola, który jak się okazało był jedynym, jaki padł dzisiejszego dnia. Zebrałyśmy kolejne trzy punkty i podniosłyśmy naszą pozycję w tabeli z 8 na 7. Stałam w tunelu oparta o ścianę. Już dawno się przebrałam, ale miałam ochotę jeszcze tu pobyć. Zauważyłam małą postać biegnącą w moją stronę. Rzuciła się w moją ramiona, a ja ją podniosłam.
- Dziękuję Emi.- pocałowała mnie w policzek.
- Nie ma za co. Jak ci się podobało?- spytałam.
- Jak dorosnę zostanę piłkarką, jak ty. Jesteś super.
- Cieszę się. Widzę, że masz moją koszulkę. Zostawiłam ją wczoraj, gdy spałaś.
- Mama mi o tym powiedziała.
- A pro po, jesteś tu z kimś?- przejęłam się.
- Tak, tatuś ze mną przyszedł.- wskazała palcem na mężczyznę stojącego niedaleko nas. Podeszłam do niego, aby się przywitać, wciąż trzymając małą na rękach.
- Dziękujemy pani.
- Nie ma za co. Jestem Emilia, nie pani.
- Conrado. Mała cały dzień czekała na mecz.
- Miło mi to słyszeć.- zarumieniłam się.
- Chyba cię bardzo polubiła. Wymieńmy się numerami może będziesz chciała się z nią zobaczyć, albo ona z tobą.- zaproponował.
- Myślę, że to dobry pomysł.- po zapisaniu numerów ruszyliśmy w drogę do wyjścia.
- My już musimy iść. Charli pożegnaj się z Emilią.
- Do zobaczenia Emi.- znów pocałowała mnie w policzek, a ja ucałowałam jej czoło i zmierzwiłam włosy.
- Do zobaczenia.- powiedziałam, gdy odchodzili, machając przy tym w ich stronę. Usiadłam na krawężniku przed wejściem i cieszyłam się wygraną. Nagle ktoś podszedł do mnie, a ja szybko się odwróciłam w jego stronę.
- Dobry wieczór, mógłbym zadać pani kilka pytań?- był to mężczyzna, dość wysoki, na oko miał dwadzieścia pięć lat, może trochę więcej. Był dziennikarzem z tutejszej gazety.
- Jasne.- podniosłam się z ziemi i uśmiechnęłam. Przedstawił mi się więc, zrobiłam to samo. Gdy byłam gotowa włączył dyktafon.
- Na początku chciałbym pogratulować pani wygranej.
- Dziękuję, ale to zasługa dziewczyn, nie moja. Ja tylko zakończyłam akcję.
- Nie dość, że piękna to jeszcze skromna.- zaczerwieniłam się, jestem tego pewna. - Świat usłyszał o pani dwa tygodnie temu po ukazaniu się w jednej z lokalnych gazet zdjęcia z Lionelem Messim, później cała Hiszpania, albo nawet Europa żyła pani niesamowitym debiutem. Nie często zdarza się, takie rozpoczęcie kariery, w dodatku w damskiej drużynie. Jak długo gra pani w piłkę? Jak zaczęła się pani przygoda z tym sportem?
- Moja przygoda z piłką zaczęła się we wrześniu, gdy dowiedziałam się, że wyjeżdżam z Polski. Po przyjeździe do Barcelony rodzice oznajmili nam, że musimy trenować, nie miałam wyboru. Z czasem pokochałam ten sport, a teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia. Jak pan się domyśla, gram kilka miesięcy.
- To niesamowite. Nigdy wcześniej nie miała pani kontaktu z piłką? Czy była ona u pani w domu?
- Nienawidziłam tego sportu. Zawsze zastanawiłam się, co ludzie widzą w niej widzą. Teraz już wiem.- zaśmiałam się.- Futbol od zawsze był u mnie w domu. Mój tata kocha ten sport i to właśnie on zaszczepił miłość do FC Barcelony mojemu bratu. Razem zasiadali przed telewizorem i oglądali każdy mecz.
- Skoro tak dobrze znają zespół, rozumiem, że znają również Leo?
- Tak, to prawda. Mój brat jest jego wielkim fanem. Zawsze marzył żeby się z nim spotkać.
- A jednak to pani spotkała się z nim pierwsza, czy jednak poznaliście się przez pani brata?
- Leo poznałam w Ciutat Esportiva, tego dnia, gdy odbywały się testy sprawnościowe. Wpadliśmy na siebie, dokumenty, które niosłam rozsypały się wokół mnie i taki właśnie był początek. Później ja zmieniłam w swoim życiu wszystko, zaczynając od wyglądu, a po tygodniu znów się spotkaliśmy.
- Wiele dziewczyn marzy o takim spotkaniu, tym bardziej, że to Leo Messi.
- Spokojnie, ja go wtedy jeszcze nie znałam. Jak wcześniej panu wspominałam, nienawidziłam piłki. Leo był dla mnie zupełnie obcym człowiekiem, takim jak każdy na ulicy. To właśnie w nim pokochałam.
- Dzisiaj po strzelaniu gola w niespotykany sposób zadedykowała go pani. Czy mamy rozumieć, że to dla niego?
- Nie, tym razem bramka była dla Charloty. Pięciolatki, którą poznałam w parku. Jest niezwykłą dziewczynką. Obiecałam jej i jak widać słowa dotrzymałam.- zaśmiałam się.
- To miłe z pani strony. Jest sobotni wieczór, a pani siedzi na krawężniku przed Mini Estadi. Gdzie Leo, nie chcieliście uczcić sukcesu razem?
- Tak jakoś wyszło.
- Czyżby to oznaczało kryzys?
- Powiem panu stare, polskie przysłowie, a może i wy je znacie. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem.- zaśmiałam się. Nerwowo, ale zawsze coś. Trafił na najgorszy temat. - Chyba muszę wracać do domu.
- To jeszcze jedno pytanie. Co chciałaby pani przekazać fanom?
- To ja mam jakiś fanów?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Oczywiście, jest ich setki, jak nie tysiące. Koszulki z pani nazwiskiem rozchodzą się w zawrotnym tempie.
- To miłe.
- Jeszcze jedno, już ostatnie pytanie, obiecuję. Czy numer na koszulce jest jakoś związany z Leo?
- To czysty przypadek. Gdy przyszłam do klubu akurat ten się zwolnił, był jeszcze 26, ale wolałam ten. Przepraszam, ale już naprawdę muszę iść.
- Dziękuję bardzo. Dobranoc.
- Dziękuję.- odpowiedziałam i jak najszybciej stamtąd odeszłam. W oczach powoli zaczynały zbierać mi się zły. Wróciłam do domu z nadzieją, że spokojnie wypłaczę się w poduszkę, lecz mogłam tylko o tym pomarzyć. Gdy przekroczyłam próg matka oznajmiła mi, że tata chce mi coś ważnego powiedzieć i żebym wyszła na taras. Tak jak kazała mi zrobić tak postąpiłam. Zaraz po pojawieniu się na tarasie usłyszałam otwieranie butelki i wystrzał korka od szampana. Z butelką w dłoni stał tata, a obok niego Adam z kieliszkami. Rozlali alkohol do naczyń po czym podzielili między naszą trójkę. Matka w tym czasie stała za oknem i sprzątała ze stołu.
- Gratuluję kolejnego meczu.- przytulił mnie tata.
- Ja też. Nie wiedziałam, że moja siostra jest taka dobra.- To samo zrobił Adam.
- Dziękuję wam bardzo, bardzo, bardzo.- roześmiałam się, a z oczu poleciało mi kilka łez szczęścia.
Wieczór spędzałam na tarasie w towarzystwie męskiej części naszej rodziny, świetnie się bawiąc. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam się tak dobrze. Cieszę się, że ich mam...
- Gotowa jesteś?- spytał tata odkładając prasę.
- Nie, nawet nie wiem czy dziś zagram.
- Napewno Javier postawi na ciebie. Jestem tego pewien.
- Od kiedy jesteście na "ty"?- nagle rozdzwonił się mój telefon. Szybko go wyjęłam i odebrałam. Rozmowa była zwięzła. Odłożyłam telefon po czym przytuliłam tatę, o mały włos nie dusząc go przy tym. - Gram od pierwszej minuty!
- Świetnie! Będę trzymał za ciebie kciuki prosto z trybun.- po krótkiej rozmowie wróciłam do pokoju po spakowaną wcześniej torbę. Zarzuciłam ją na ramię po czym z powrotem zeszłam za dół.
- Wychodzę!- krzyknęłam z przedpokoju.
- Ale masz jeszcze dwie godziny.
- Chcę się przespacerować.- odpowiadam i opuściłam mieszkanie.
Kręciłam się od Camp Nou do Mini Estadi i z powrotem. Szłam właśnie obok dużego stadionu, gdy zobaczyłam dobrze znaną mi postać. Schowałam się za jednym z zaparkowanych tam samochodów wciąż patrząc w tamtą stronę. Serce mnie bolało, że tak go potraktowałam, ale nie mogłam inaczej. Wiedziałam, że cierpi. Nie chciałam tego. Myślałam, że tak będzie lepiej. Ale, jak już zauważyliście, myślenie nie jest moją mocną stroną. Usiadł na krawężniku i patrzył na ekran telefonu. Zauważyłam, jak łza kapie z jego policzka na urządzenie. Serce mi pękło. Dlaczego moje życie polega na ciągłym ramieniu się. Raz ludzie mnie, jak Wiktoria, matka, a raz ja. Zupełnie jak teraz, ranię osobę, którą kocham. Leo na to nie zasłużył. Jestem potworem. Spojrzałam na wyświetlacz. 15.20 pora się zbierać, przecież muszę się jeszcze rozgrzać. Niewiele myśląc wstałam, a on akurat spojrzał w moją stronę. Starł łzy z policzków, już miał coś powiedzieć, lecz ja znów uciekłam. Tak jestem tchórzem! Skryłam się w szatni, gdzie nic mi już nie groziło. Przebrałam się, zawiązałam korki i z mocno bijącym sercem czekałam na koleżanki. Zamieniłyśmy kilka zadań po czym poszłyśmy na rozgrywkę.
Była 79' na boisku remis 0:0. Bardzo chciałyśmy wygrać, ale na tą chwilę wydawało się to nierealnie. Bezsensownie biegałyśmy za piłką aż straciłyśmy nadzieje. Chodziłam nieopodal bramki przeciwniczek szukając jakiejś dobrej pozycji. Wystarczyłaby nam jedna, szybka akcja, aby ustalić wynik meczu. Obróciłam głowę w prawo i zobaczyłam Carmen biegnącą w moją stronę, zaczęłam się rozpędzać, a sekundę później dostałam piękne podanie. Przebiegłam kilka metrów i oddałam piłkę Isabel, która jak zawsze pilnowała lewego skrzydła. Ona natomiast rozciągnęła grę przerzucając futbolówkę na prawo do Daniell, ta wymierzyła i dośrodkowała, a mi pozostało zakończyć akcję wbiciem piłki do siatki. Kopnęłam ją mocno, a ludzie na trybunach podnieśli się i skandowali moje imię. Przebiegłam kilka metrów od bramki po czym prosto do kamery posłałam buziaka. Moja dedykacja wyświetliła się na ekranach. Zadedykowałam gola Charlocie, tak jak obiecałam. Założę się, że skakała teraz z radości po trybunach. Chwila ta nie trwała długo, gdyż poczułam na sobie ciężar dziewczyn. Wszystkie cieszyłyśmy się z tego gola, który jak się okazało był jedynym, jaki padł dzisiejszego dnia. Zebrałyśmy kolejne trzy punkty i podniosłyśmy naszą pozycję w tabeli z 8 na 7. Stałam w tunelu oparta o ścianę. Już dawno się przebrałam, ale miałam ochotę jeszcze tu pobyć. Zauważyłam małą postać biegnącą w moją stronę. Rzuciła się w moją ramiona, a ja ją podniosłam.
- Dziękuję Emi.- pocałowała mnie w policzek.
- Nie ma za co. Jak ci się podobało?- spytałam.
- Jak dorosnę zostanę piłkarką, jak ty. Jesteś super.
- Cieszę się. Widzę, że masz moją koszulkę. Zostawiłam ją wczoraj, gdy spałaś.
- Mama mi o tym powiedziała.
- A pro po, jesteś tu z kimś?- przejęłam się.
- Tak, tatuś ze mną przyszedł.- wskazała palcem na mężczyznę stojącego niedaleko nas. Podeszłam do niego, aby się przywitać, wciąż trzymając małą na rękach.
- Dziękujemy pani.
- Nie ma za co. Jestem Emilia, nie pani.
- Conrado. Mała cały dzień czekała na mecz.
- Miło mi to słyszeć.- zarumieniłam się.
- Chyba cię bardzo polubiła. Wymieńmy się numerami może będziesz chciała się z nią zobaczyć, albo ona z tobą.- zaproponował.
- Myślę, że to dobry pomysł.- po zapisaniu numerów ruszyliśmy w drogę do wyjścia.
- My już musimy iść. Charli pożegnaj się z Emilią.
- Do zobaczenia Emi.- znów pocałowała mnie w policzek, a ja ucałowałam jej czoło i zmierzwiłam włosy.
- Do zobaczenia.- powiedziałam, gdy odchodzili, machając przy tym w ich stronę. Usiadłam na krawężniku przed wejściem i cieszyłam się wygraną. Nagle ktoś podszedł do mnie, a ja szybko się odwróciłam w jego stronę.
- Dobry wieczór, mógłbym zadać pani kilka pytań?- był to mężczyzna, dość wysoki, na oko miał dwadzieścia pięć lat, może trochę więcej. Był dziennikarzem z tutejszej gazety.
- Jasne.- podniosłam się z ziemi i uśmiechnęłam. Przedstawił mi się więc, zrobiłam to samo. Gdy byłam gotowa włączył dyktafon.
- Na początku chciałbym pogratulować pani wygranej.
- Dziękuję, ale to zasługa dziewczyn, nie moja. Ja tylko zakończyłam akcję.
- Nie dość, że piękna to jeszcze skromna.- zaczerwieniłam się, jestem tego pewna. - Świat usłyszał o pani dwa tygodnie temu po ukazaniu się w jednej z lokalnych gazet zdjęcia z Lionelem Messim, później cała Hiszpania, albo nawet Europa żyła pani niesamowitym debiutem. Nie często zdarza się, takie rozpoczęcie kariery, w dodatku w damskiej drużynie. Jak długo gra pani w piłkę? Jak zaczęła się pani przygoda z tym sportem?
- Moja przygoda z piłką zaczęła się we wrześniu, gdy dowiedziałam się, że wyjeżdżam z Polski. Po przyjeździe do Barcelony rodzice oznajmili nam, że musimy trenować, nie miałam wyboru. Z czasem pokochałam ten sport, a teraz nie wyobrażam sobie bez niego życia. Jak pan się domyśla, gram kilka miesięcy.
- To niesamowite. Nigdy wcześniej nie miała pani kontaktu z piłką? Czy była ona u pani w domu?
- Nienawidziłam tego sportu. Zawsze zastanawiłam się, co ludzie widzą w niej widzą. Teraz już wiem.- zaśmiałam się.- Futbol od zawsze był u mnie w domu. Mój tata kocha ten sport i to właśnie on zaszczepił miłość do FC Barcelony mojemu bratu. Razem zasiadali przed telewizorem i oglądali każdy mecz.
- Skoro tak dobrze znają zespół, rozumiem, że znają również Leo?
- Tak, to prawda. Mój brat jest jego wielkim fanem. Zawsze marzył żeby się z nim spotkać.
- A jednak to pani spotkała się z nim pierwsza, czy jednak poznaliście się przez pani brata?
- Leo poznałam w Ciutat Esportiva, tego dnia, gdy odbywały się testy sprawnościowe. Wpadliśmy na siebie, dokumenty, które niosłam rozsypały się wokół mnie i taki właśnie był początek. Później ja zmieniłam w swoim życiu wszystko, zaczynając od wyglądu, a po tygodniu znów się spotkaliśmy.
- Wiele dziewczyn marzy o takim spotkaniu, tym bardziej, że to Leo Messi.
- Spokojnie, ja go wtedy jeszcze nie znałam. Jak wcześniej panu wspominałam, nienawidziłam piłki. Leo był dla mnie zupełnie obcym człowiekiem, takim jak każdy na ulicy. To właśnie w nim pokochałam.
- Dzisiaj po strzelaniu gola w niespotykany sposób zadedykowała go pani. Czy mamy rozumieć, że to dla niego?
- Nie, tym razem bramka była dla Charloty. Pięciolatki, którą poznałam w parku. Jest niezwykłą dziewczynką. Obiecałam jej i jak widać słowa dotrzymałam.- zaśmiałam się.
- To miłe z pani strony. Jest sobotni wieczór, a pani siedzi na krawężniku przed Mini Estadi. Gdzie Leo, nie chcieliście uczcić sukcesu razem?
- Tak jakoś wyszło.
- Czyżby to oznaczało kryzys?
- Powiem panu stare, polskie przysłowie, a może i wy je znacie. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem.- zaśmiałam się. Nerwowo, ale zawsze coś. Trafił na najgorszy temat. - Chyba muszę wracać do domu.
- To jeszcze jedno pytanie. Co chciałaby pani przekazać fanom?
- To ja mam jakiś fanów?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Oczywiście, jest ich setki, jak nie tysiące. Koszulki z pani nazwiskiem rozchodzą się w zawrotnym tempie.
- To miłe.
- Jeszcze jedno, już ostatnie pytanie, obiecuję. Czy numer na koszulce jest jakoś związany z Leo?
- To czysty przypadek. Gdy przyszłam do klubu akurat ten się zwolnił, był jeszcze 26, ale wolałam ten. Przepraszam, ale już naprawdę muszę iść.
- Dziękuję bardzo. Dobranoc.
- Dziękuję.- odpowiedziałam i jak najszybciej stamtąd odeszłam. W oczach powoli zaczynały zbierać mi się zły. Wróciłam do domu z nadzieją, że spokojnie wypłaczę się w poduszkę, lecz mogłam tylko o tym pomarzyć. Gdy przekroczyłam próg matka oznajmiła mi, że tata chce mi coś ważnego powiedzieć i żebym wyszła na taras. Tak jak kazała mi zrobić tak postąpiłam. Zaraz po pojawieniu się na tarasie usłyszałam otwieranie butelki i wystrzał korka od szampana. Z butelką w dłoni stał tata, a obok niego Adam z kieliszkami. Rozlali alkohol do naczyń po czym podzielili między naszą trójkę. Matka w tym czasie stała za oknem i sprzątała ze stołu.
- Gratuluję kolejnego meczu.- przytulił mnie tata.
- Ja też. Nie wiedziałam, że moja siostra jest taka dobra.- To samo zrobił Adam.
- Dziękuję wam bardzo, bardzo, bardzo.- roześmiałam się, a z oczu poleciało mi kilka łez szczęścia.
Wieczór spędzałam na tarasie w towarzystwie męskiej części naszej rodziny, świetnie się bawiąc. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam się tak dobrze. Cieszę się, że ich mam...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz