środa, 25 lutego 2015

Rozdział 12 "Nie wiem kim była ta kobieta"

Trud­no jest dać ko­lejną szansę dru­giej oso­bie, lecz cza­sem oka­zuje się, że naj­trud­niej jest ją dać sa­memu sobie. 

Niedziela dzień lenia, niestety nie w moim przypadku. Obudziłam się przed południem. Przetarłam oczy, a na szafce obok zobaczyłam śniadanie. Uśmiechnęłam się lekko, po czym wzięłam do ręki kubek z ciepłym kakao. Widać ktoś niedawno mi je przyniósł. Zjadłam kanapkę z dżemem figowym oraz wypiłam czekoladowe mleko. Ten dzień zaczął się wyjątkowo dobrze. Podreptałam do łazienki, aby z bestii stać się piękną. Gdy byłam już gotowa, a na moim ramieniu zawisła torba treninowa, z tacą, na której zostało jeszcze kilka kanapek zeszłam na dół. W kuchni siedział tata ze wzrokiem wbitym w ekran laptopa. Na dźwięk moich kroków odwrócił się i uśmiechnął.
- Smakowało?- spytał.
- Bardzo, to ty zrobiłeś?
- Sam, bez niczyjej pomocy.- odparł dumnie. - Idziesz na trening?
- Tak, zaczynam za półtorej godziny.
- Jeśli chcesz mogę cię podrzucić.- zaproponował.
- Może innym razem. Świeże powietrze dobrze mi zrobi. Muszę przemyśleć parę spraw.- posłałam mu uśmiech po czym skierowałam do wyjścia.
Pod Ciutat Esportiva byłam pół godziny przed treningiem. Szczerze mówiąc nie miałam ochoty tam iść. W szatni naskoczy na mnie Lona, a na treningu będzie chamska. Wolałam tego uniknąć. Weszłam do jednej z łazienek, które znajdowały się przy głównym korytarzu i tam się przebrałam. Z torbą na ramieniu oraz korkami w dłoni weszłam na boisko. Było zupełnie pusto, a na środku leżały rozrzucone piłki. Pozostawiłam rzeczy obok wejścia, zawiązałam korki i ruszyłam w ich stronę. Podrzuciłam jedną z nich kilka razy kończąc wbiciem do pustej bramki. Wyjęłam ją i wróciłam na poprzednie miejsce. Podrzuciłam piłkę, aby wbić ją z przewrotki. Niestety trafiłam w nad poprzeczkę. Szłam w stronę bramki, by wyjąć futbolówkę i spróbować jeszcze raz, gdy usłyszałam klaskanie. Obróciłam się w lewo po czym ujrzałam Leo. Szedł w moją stronę z nieśmiałym uśmiechem. Moje serce stanęło. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Wciąż czuję się zraniona, a w głowie mam mętlik.
- Witaj Emi. Źle to robisz.- powiedział zabierając po drodze piłkę. - Musisz wysoko podrzucić, a następnie delikatnie się wybić i kopnąć. Pamiętaj, aby mocno skręcić biodra.- poklepał się po nich. - Zobacz.- wykonał to co powiedział, a ja stałam wpatrzona w każdy jego ruch. - Teraz ty spróbuj.- zwrócił się do mnie idąc z piłką. Nieśmiało ją odebrałam.
- To dla mnie za trudne.- powiedziałam.
- Ja ci pomogę. Stań tutaj.- dotknął moich bioder i przysunął do siebie, po czym jakby nigdy nic stanął obok mnie. - Podrzut.- instuował mnie, a ja pilnie wykonywałam jego polecenia. - Wybicie, teraz.- wykonałam jego polecenie, lecz zamiast wpakować piłkę do siatki, leżałam cała obolała na murawie. Nachylił się nade mną, spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam troskę. - Nic ci nie jest?- natychmiast spytał.
- Wszystko w porządku.- blado się uśmiechnęłam. - Spróbuję jeszcze raz.- wstałam z ziemi, otrzepując się z trawy.
- Pamiętaj o biodrach to od nich wszystko zależy.- powiedział po raz ostatni. Podrzuciłam piłkę, wybiłam się i kopnęłam futbolówkę mocno skręcając biodra. Oparłam na ziemię, patrząc jak leci, a następnie zatrzymuje się w siatce. Wstałam z ziemi poprawiając strój.
- Wyszło idealnie. Chodź, pokażę ci jeszcze coś.- pociągnął mnie za rękę. Wyjął piłkę i zaczął tłumaczyć. Mówił i mówił, a ja śmiałam się z niego. Widziałam jak bardzo to kocha.
- Śmiejesz się ze mnie?- spytał łapiąc mnie za biodra i przysuwając do siebie.
- Ja? Ależ skądże.- odparłam chichocząc. Pierwszy raz jego dotyk mi nie przeszkadzał. Staliśmy tak patrząc sobie w oczy, gdy nagle usłyszeliśmy chrząknięcie. Spojrzałam w prawo i już wiedziałam, że mój horror na nowo powrócił.
- To nie jest miejsce na twoje schadzki. Tutaj się gra w piłkę.- powiedziała Lona podchodząc bliżej.
- No co ty, a ja myślałam, że to restauracja i przyszłam zjeść trawę na obiad...- powiedziałam ironicznie. Już nie mogłam jej znieść. Wydostałam się z uścisku Leo, podeszłam bliżej niej, zakładając ręce na biodra. - Daruj sobie. Powoli stajesz się nudna.
- Dobrze, że ty nie jesteś nudna. Nie wiem co on w tobie widzi. Może ten tandetny wygląd...- zaśmiała się kpiąco. O nie, teraz przesadziłaś. Mam tego dosyć. Nie będziesz mnie poniżała przy ludziach.
- Lona hamuj się.- uspokajała ją Isabel.
- Po pierwsze to nie twój interes. Po drugie spójrz na siebie, a po trzecie jesteś zazdrosna. Jeśli chcesz weź go sobie, ale nie wiem, czy on będzie chciał taką podłą jędzę, jak ty.- wskazałam palcem na Leo.
- Ja zazdrosna?- prychnęła. - Myślałam, że masz lepszy gust. Wyglądałeś na bardziej inteligentnego.- powiedziała do Messiego, który niemal kipiał ze złości. - Ile jej płacisz? 100 euro, a może 200? Dziwka.
- Przegięłaś.- syknęłam jej prosto w twarz. - Podła zdzira...- nagle podszedł do mnie Leo i objął w pasie.
- Kim jesteś żeby tak mówić? Kim jesteś żeby ją oceniać? Kim do jasnej cholery jesteś żeby mnie oceniać?!- krzyknął. Pierwszy raz widziałam go tak wściekłego. - Ja ci powiem kim jesteś. Jesteś nikim. Nie potrafisz pogodzić się z faktem, że jesteś najsłabszym punktem tej drużyny, że są lepsze dziewczyny. To ty im ciążysz. Pierwszy raz od kilku lat mogłyście wygrać z Realem i to tak spektakularnie, ale ty wolałaś poświęcić gola dla swojej podwyższonej ambicji. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej osoby, jak ty i zastanawiam się czy mam się śmiać czy płakać. Nie wiem jakim cudem jesteś kapitanem, ale ja już dawno wyrzuciłbym cię z drużyny. Nie chciałem się wtrącać, ale musiałem, gdy nazwałaś moją dziewczynę dziwką. Mała rada na przyszłość, przemyśl swoje zachowanie bo twoja kariera szybko się skończy.
- Ale Leo źle mnie zrozumiałeś...- próbowała coś powiedzieć.
- Dla ciebie jestem pan Messi. I wszystko zrozumiałem doskonale.- wtem na boisko wszedł Alonso popatrzył na wszystkich po czym przywitał się z Leo. Piłkarz wyszeptał mi, że musi już iść i zniknął. Trener zarządził zebranie więc usiadłyśmy w kole, a on między nami.
- Jak zauważyłyście w tym sezonie wiele się zmieniło. Wy również. W piątek pierwszy raz od trzech lat wygraliśmy z Realem. Wczoraj podjąłem ważną decyzję, a słuchając waszej kłótni utwierdziłem się w niej. Lona oddaj opaskę.
- Ale trenerze...
- Powiedziałem żebyś ją oddała.- powtórzył ostro, a ona ją zdjęła. Wziął ją do ręki i mówił dalej. - Dostanie ją dziewczyna, która jest tu tyle samo czasu, a posiada lepsze umiejętności i lepszy kontakt z ludźmi. Daniell, zostałaś nowym kapitanem.- rzucił jej opaskę, a ja natychmiast wstałam i poszłam uściskać. - Borkowska to nie koniec uścisków. Gratuluję świetnego debiutu, oby tak dalej, ale nie o tym teraz. Zostajesz wicekapitanem.- stanęłam w miejscu z otwartymi ustami.
- Zamknij buzię bo cię gardło rozboli, mamy dopiero luty.- zaśmiał się.
- Ale ja?- spytałam z niedowierzaniem. - Przecież jestem tu najkrócej.
- Nie zgadzam się. To jakiś żart.- wtrąciła się Lona.
- Ty siedź cicho bo możesz wylecieć. Trzecim kapitanem zostaje Noelle, a czwartym Lorena. Jeszcze jedno Lona wypadasz z pierwszego składu.
- Trenerze!- krzyknęła przerywając mu.
- Mówiłem siedź cicho. Postanowiłem o tym zaraz po meczu. Nie rozumiem jak można stracić taką szansę i nie wykonać podania. Tak się nie zachowuje gracz z pierwszego składu. Jakieś pytania?- popatrzył na nas. - Skoro ich nie macie to zaczynamy trening.
Podczas treningu nic nadzwyczajnego się nie działo. Pomijając chamskie zachowanie Lony w stosunku do mnie. Popychanie, podcinanie, szturchanie... Mam dosyć tej dziewczyny. Za każdym razem Alonso zwracał jej uwagę, ale ona jak widać nic sobie z tego nie robiła. Po zakończeniu ćwiczeń zabrałam torbę i wraz z dziewczynami poszłam do szatni. Postawiłam ją przy szafce, a zaraz potem zaczęło się to co zawsze.
- Jesteś podła...- zaczęła mówić Lona, lecz przerwałam jej.
- Nie zaczynaj. Mało ci jeszcze? Twoje zachowanie jest nudne, skończ z tym.- powiedziałam, po czym obróciłam się i zaczęłam przebierać.

 Jako pierwsza wyszła z pomieszczenia, a wzrok dziewczyn powędrował na mnie.
- Chciałyśmy ci pogratulować meczu,  opaski oraz stanowczości w stosunku do Lony.
- Dziękuję, ale nie rozmawiajmy o niej.
- Mamy do ciebie jeszcze jedno pytanie.
- Wal śmiało.- zaśmiałam się.
- Jak poznałaś Leo? Niewiarygodne, że z nim jesteś.
- Poznaliśmy się tutaj pod recepcją. Szłam z dokumentami, a on mnie potrącił. Papiery wypadły mi z rąk, oboje zaczęliśmy je zbierać i spojrzeliśmy sobie w oczy. Później uciekłam, a kilka dni później spotkaliśmy się w gabinecie mojego taty. Miał kontuzję i przyszedł na zabiegi. Odnalazł mnie, zaproponował spotkanie, a później to już się samo potoczyło.- uśmiechnęłam się szeroko. Zaczęły coś do mnie mówić, lecz na chwilę wyłączyłam się z rozmowy. - Co powiecie na wspólne opicie naszego sukcesu? Alkoholu nie kupimy, ale sok...
- Świetny pomysł.- przytaknęły z uśmiechami. Gdy wszystkie się przebrały wyszłyśmy z ośrodka kierując się w stronę sklepu. Kapitanki, w tym ja, kupiłyśmy soki oraz plastikowe kubeczki, a następnie udałyśmy się na murek, który rozciągał się wzdłuż wybrzeża. Nalałam każdej soku, a później wzniosłyśmy toast.
- Za kolejne takie mecze!- krzyknęłam.
- Za nasze kapitanki!- dodała Carmen.
- Za takie towarzystwo, bez Lony!- dorzuciła Daniell.
- Aby zawsze było tak, jak teraz!- zakończyła Isabel i zderzyłyśmy się kubkami.
Resztę dnia spedziłyśmy razem. Śmiechom i toastom nie było końca. Już dawno nie czułam się tak dobrze w towarzystwie dziewczyn. Do domu wróciłam kilka minut przed dwudziestą. Zrzuciłam z ramion torbę i opadłam na niską szafkę, która stała w przedpokoju. Rozwiązywałam sznurówki, gdy w progu pojawiła się matka.
- Gdzieś ty byłaś cały dzień?- spytała podniesionym tonem. - Pewnie szlajałaś się z tym całym Leo. Ja dziecka nie będę wychowywać.
- Za taką mnie masz?! Świetnie! Własna matka traktuje mnie jak puszczalską.
- Anno przesadziłaś.- podszedł do nas ojciec.
- Nie chcę zostać babcią w tym wieku, chyba że ty masz inne zdanie.
- Nasza córka jest odpowiedzialną kobietą.- ominęłam matkę i przytuliłam się do taty, szeptając dziękuję.
- Od kiedy jej tak bronisz?
- Od kiedy zauważyłem, że nie ma w nas oparcia.- zaczynali się kłócić więc chciałam skorzystać z okazji i uciec do pokoju.
- A ty gdzie się wybierasz?! Jeszcze z tobą nie skończyłam. Masz szlaban. Nie będziesz się spotykała z tym piłkarzem.
- Co?! Chyba kpisz sobie ze mnie. Nienawidzę cię!- krzyknęłam biegnąc w stronę pokoju. Rzuciłam torbę, jak zawsze za drzwi i położyłam się na łóżku skulając się w kulkę. Łzy wraz z tuszem kapały na białą pościel, lecz nie zamierzłam przestawać. Nie wiem kim była ta kobieta, ale napewno nie moją matką. Kim jest żeby tak na mnie krzyczeć?! Przecież jest przed dwudziestą, nie wróciłam późno, nie piłam alkoholu, nie paliłam. Mam serdecznie dość tej kobiety. Jak zawsze, gdy jest dobrze coś musi popsuć. Z dołu słyszałam krzyki, ale nic z nich nie rozumiałam. Chwilę później zapadła idealna cisza, a do mojego pokoju wszedł tata. Zobaczył mnie na łóżku i szybko podszedł, mocno przytulając.
- Spokojnie wszystko będzie dobrze, zobaczysz ułoży się.- głaskał mnie po głowie.
- Dzisiejszy dzień był naprawdę dobry, tylko ona jak zawsze musiała wszystko popsuć. Zostałam wicekapitanem.- powiedziałam próbując powstrzymać łzy.
- Naprawdę? Jestem z ciebie bardzo dumny.- mocniej mnie przytulił i ucałował w czoło. - A jeśli chodzi o matkę, gdy zajdzie potrzeba rozwiodę się z nią.
- Nie mogę na to pozwolić.- szybko odpowiedziałam.
- A ja nie mogę pozwolić, aby się tak zachowywała.
- Ja wcale nie byłam u Leo, byłam z dziewczynami na murku, piłyśmy sok, bo oblewałyśmy naszą wygraną.- czułam w środku, że muszę mu powiedzieć, jak było. Musiałam się wytłumaczyć, inaczej nie dawałoby mi to spokoju.
- Fajnie, że swiętujecie wygraną.- pocałował mnie w czoło i siedzieliśmy wtuleni w siebie. Moje łzy, choć przestały już tak szybko lecieć, wciąż spływały po moich policzkach, robiąc ślady, by spaść na jasnoniebieską koszulę taty.
- Zniszczyłam ci koszulę.- powiedziałam, gdy miał już wychodzić.
- Nic się nie stało, kupię drugą. A ty nie płacz. Dużo ładniej wyglądasz z uśmiechem na twarzy.- po tych słowach mimowolnie się uśmiechnęłam, a tata wyszedł. Słońce powoli chowało się za horyzontem, a ja leżałam na łóżku wpatrzona w nie i myślałam o zachowaniu matki...

  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz