Radość jest jak kamień, który wrzucony do wody zatacza coraz większe kręgi.
Obudził mnie stukot kropel deszczu, które spadały na parapet. Poczułam dziwną swobodę ruchów i powoli otworzyłam powieki. Rozejrzałam się wokoło, lecz nigdzie nie zauważyłam piłkarzy. Przez moment pomyślałam, że może wrócili do Hiszpanii. Lecz to było raczej niemożliwe, mówili, że lecą ze mną. Przeciągnęłam się w każdą stronę i z artystycznym nieładem na głowie wyszłam z pokoju. Usłyszałam jak naczynia obijają się o siebie, już wiedziałam, gdzie podziali się moi goście. Tylko jak udało im się wejść do królestwa mojej babci. Nawet mi rzadko zdarzało się tam coś gotować. Chcąc zobaczyć, co się tam dzieje, skierowałam się do kuchni. Stanęłam w przejściu, uważnie się im przyglądając. Wyglądali mega zabawnie, szczególnie Neymar w fartuszku babci. Zachichotałam cichutko, co zwróciło na mnie ich uwagę. Dziewięć par oczu zwróciło się na mnie, a ja natychmiast pozbyłam się uśmiechu.
- Śmiejesz się z nas?!- Brazylijczyk wskazał na mnie czymś, co miało służyć zapewne do przewracania naleśników.
- Ney, naleśnik ci się pali!- pokazałam palcem na patelnię, chwilę później napastnik wyrzucał resztki spalonego ciasta. Babcia wepchnęła się między nich i zabrała patelnię zdezorientowanemu piłkarzowi.
- Wyjdźcie mi stąd.- pogroziła im palcem, a ja głośno się zaśmiałam. Wiedziałam, że tak to się skończy. W mieszkaniu rozległ się jęk zawiedzenia.
Cały dzień spędziłam w towarzystwie piłkarzy. Było to świetnie spędzone kilka godzin. Około 18 ze spakowaną torbą wyszłam na stadion. Gramy dzisiaj w eliminacjach do mistrzostw Świata. Zapewne nie zagram dziś nawet minuty, ale cieszę się, że chociaż zobaczę jak to wygląda "od szatni". Jeszcze nie zgrałam się z drużyną więc, nie mogę oczekiwać stałego miejsca. Może kiedyś przyjdzie na mnie taki czas. Nie będę się tym teraz przejmować. Dzisiaj przed nami Norweszki. Kilka razy były już w finale, więc napewno nie obędzie się bez problemów.
Dziewczyny stały w tunelu, gotowe do wyjścia na murawę. Podeszłam do nich, aby życzyć im powodzenia. Uścisnęłam je, po czym z resztą rezerwowych usiadłam na ławce. Niedługo później pojawiły się na murawie. Zagrano hymny obu państw, kapitanki wybrały połowy i spotkanie mogło się rozpocząć.
Zdecydowanie nie był to ich mecz, bynajmniej nie pierwsza połowa, która zakończyła się wynikiem 1:0 dla gości. Bramka padła w dwudziestej trzeciej minucie, po kontrze. Nie byłam szczęśliwa z tego powodu, ale nie tylko ja. Wszystkie byłyśmy przybite. W szatni dziewczyny dostały musztrę, i po piętnastu minutach z powrotem wybiegły na boisko pełne woli walki. Miałam dość bezczynności. Najchętniej zagrałabym z nimi.
Siedziałam na fotelu i szczerze mówiąc byłam już znudzona. Dziewczyny rzeczywiście się starały, ale brak im było świeżości. Nagle trener podszedł do ławki.
- Borkowska, rozgrzewaj się.- zwrócił się do mnie, a ja gdybym mogła spadłabym z krzesła. Byłam w szoku, nie spodziewałam się tego. Posłusznie wykonałam jego polecenie. Zdjęłam kurtkę i poszłam biegać wzdłuż bocznej linii. Po kilku minutach weszłam na boisko, zastępując Amelię. Nie wiem ile czasu minęło, straciłam jego poczucie wraz z podniesieniem się z ławki. Niedługo potem biegłam z piłką, dwie Norweszki zablokowały mnie więc okiwałam jedną z nich i podałam do Anki, która nadbiegała ze środka. Bez problemu ją przyjęła, przebiegła jeszcze kilka metrów i wpakowała futbolówkę do siatki. Podbiegłam do niej jako pierwsza, rzucając się jej na szyję. Była 78 minuta i remis 1:1. Jeszcze miałyśmy szanse. Wystarczy jedna dobra akcja. Chwilę później przeciwniczki przystąpiły do kontrataku. Jedna z nich skierowała piłkę do naszej bramki, lecz dzięki wspaniałej interwencji Igi pozostał stary wynik. Minęło dziesięć minut, a my nie potrafiłyśmy wykreować żadnej sensownej akcji. Nagle zobaczyłam Olę z piłką, po mojej lewej. Podała do Sylwii, a ta do Michalskiej. Ostatnia skierowała piłkę wprost pod moje nogi. Byłam sam na sam z bramkarką. Nie pozostało mi nic innego jak strzał. Kopnęłam futbolówkę lekko ją podkręcając i patrzyłam na tor jej lotu. Zatrzepotała w siatce, a na trybunach rozległa się wrzawa. Zrobiłam salto, a kilka sekund później poczułam na sobie ciężar koleżanek. Wszystkie mi gratulowały. Gdy zrobiło się luźnej podbiegłam do kamery pokazując "L" ułożone z palców. Bramkę zadedykowałam Leo, tak jak mu obiecałam. Trzy minuty później sędzia odgwizdał koniec. Dziewczyny podniosły mnie i zaczęły podrzucać.
- Hip hip? Hura! Hip hip? Hura!- słyszałam ich krzyk radości. Nagle obok nich ujrzałam znajomych piłkarzy. Nie byli to Lewandowski, czy Szczęsny, byli to moi przyjaciele. Współzawodniczki postawiły mnie na ziemi. Niewiele myśląc pobiegłam do Leo i skoczyłam na niego oplatając jego biodra nogami, a szyję ramionami. Nie czekałam aż coś powie, bez namysłu go pocałowałam. Wśród tych wszystkich ludzi, kamer i fleszy. Nie liczyło się nic, po prostu byłam szczęśliwa. Rozłączyłam nasze usta, chwilę patrząc na jego minę. Był zaskoczony, ale byłam pewna, że pozytywnie.
- Zadedykowałam ci bramkę.- uśmiechnęłam się, stając na murawie.
- Widziałem, dziękuję.- pocałował mnie w policzek. Nasza romantyczna chwila nie trwała długo, gdyż dziewczyny pociągnęły mnie za koszulkę do szatni. Usiadłam na podłodze, opierając głowę o szafkę.
- Jesteś genialna.
- To dzięki tobie nam się udało.- usłyszałam głosy, które były skierowane do mnie.
- Co?!- spytałam oderwana od rzeczywistości.
- Emilia jesteś geniuszem.- podeszła do mnie Anka, po czym położyła się na moich nogach. - Takiej osoby nam tu brakowało.
- Bez przesady.- machnęłam ręką.
- Nie bądź taka skromna. Ja już widziałam cię w akcji podczas meczu z nami. Nie wiem gdzie byłaś przez wcześniejsze lata, ale to szczęście, że cię mamy.- uśmiechnęła się, patrząc na mnie.
- Michalska przystopuj z kompletami bo popadnę w samozachwyt.- potargałam jej włosy. Zmroziła mnie wzrokiem, a ja głośno się zaśmiałam.
- Nie wiem, czy wiesz, ale jutro będziesz sławna.
- Ja?
- Nie, ja.- przekręciła oczami. - Pocałowałaś Messiego na oczach tysięcy ludzi!
- Ups...- to jedyne co potrafiłam powiedzieć. Zupełnie o tym zapomniałam. - Całe szczęście, że jutro wracam do Hiszpanii.
- W takim razie idziemy zaszaleć.- Iga rzuciła we mnie ręcznikiem, który wyjęła ze swojej torby, aby wytrzeć włosy po kąpieli.
- Przepraszam, ale ja chyba nie dam rady.
- Nie ma mowy. Idziesz z nami, czy tego chcesz, czy nie.
- Ale...
- Idź się umyj, umaluj bo do domu wracamy tylko żeby odłożyć torby.- drużynowa "1" popchnęła mnie po prysznic.
- Ale ja nie mogę...- jęknęłam. - Co ja z nimi zrobię?
- Zabierzesz ich z nami.
- Jak wy to sobie wyobrażacie? Dziewięciu piłkarzy z Barcelony w warszawskim klubie.
- Faktycznie, nie za dobry pomysł.- zamyśliła się Iga.
- To zrobimy domówkę na szybko. W sumie jest nas sporo, będziemy w swoim gronie.- zaproponowała Michalska z pianą na głowie. - U mnie, czy u ciebie?- zwróciła się do bramkarki. - Podaj mi ręcznik!
- Do ciebie jest bliżej.- stwierdziła rzucając chłonnym materiałem. Ja również zakręciłam wodę i owinęłam się szczelnie ręcznikiem. Nagle zadzwonił mój telefon. Nim zdążyłam do niego dobiec, Iga przyłożyła go do ucha. - Halo... Nie, to nie Emilka... Tak Iga... Myją się... Nie Neymar, nie możecie wejść... Nie proś, bo i tak się nie zgodzę... Nawet nie próbuj... Co?!... Nie!... Jeszcze pięć minut... Nasze pięć minut jest długie? Ciekawa jestem, ile czasu układasz włosy... Uważaj bo ci uwierzę... Czekajcie tam spokojnie, bo mamy dla was propozycję... Nie striptiz... Jesteś nienormalny...- zakończyła rozmowę, a ja już nie mogłam wytrzymać. Śmiałam się tak głośno, że zaczął mnie boleć brzuch. - Ruchy dziewczynki, panowie czekają.- klasnęła w ręce. Gotowe byłyśmy już piętnaście minut później. Całą grupą wyszłyśmy z szatni. Pogratulowali mi meczu, gdyż wcześniej nie mieli okazji.
- Panowie co powiecie na małą imprezę?- zgodnie pokiwali głowami. - W takim razie idziemy.- uśmiechnęła się Michalska i ruszyła w stronę wyjścia.
W domu piłkarki byliśmy może pół godziny później. Po drodze zrobiliśmy małe zakupy.
- Pytanie czy wyzwanie?- spojrzał na mnie Pique. Właśnie gramy w butelkę, a ja jestem postawiona pod ścianą.
- Pewnie odda ciuchy.- zagwizdał Alexis, za co spiorunowałam go wzrokiem. Faktycznie nie wiedziałam co robić. Jeśli zgodzę się na pytanie, Gerard spyta o Leo i pikantne szczegóły, których w zasadzie nie ma. Na samą myśl o wyzwaniu przechodzą mnie ciarki, ale jeśli się nie zdecyduję będę musiała zapewne oddać bluzkę, a tego nie chcę. Nagle Neymar zaczął naśladować werble.
- Siedź cicho bo dołożę ci książek.- powiedziałam do piłkarza, który miał na głowie kilka grubych tomów encyklopedii. Spojrzałam na Leo, który leżał owinięty kocem niczym koron. Uśmiechnął się, aby dodać mi otuchy.
- Okej wyzwanie.- zadecydowałam. Spojrzałam na Pique, od razu pożałowałam swojego wyboru.
- Idziesz do szafy z Bartrą.- zaśmiał się głośno, ruszając znacząco brwiami.
- Nie! Nie zgadzam się! Odwołaj to!- zaczął krzyczeć Leo. Spojrzałam na Bartrę, a on na mnie, byliśmy przerażeni. - Ona nie będzie wchodziła do żadnej szafy.- Przysunęłam się do Gerarda i oparłam głowę o jego ramię.
- Geri nie bądź taki.- zatrzepotałan rzęsami. Widziałam, że zaczął ze sobą walczyć. - Proszę, proszę, proszę...
- Nie mogę ci ustąpić chyba, że wymyślę coś gorszego.- przez chwilę zastanawiał się nad nowym wyzwaniem, a ja czułam się jakbym zaraz szła na pewną śmierć. - Okej, nie będziesz siedziała w szafie. Wyjdź na ulicę i umyj ręce w kałuży krzycząc "Nie mam w domu kranu".- Spojrzałam na niego wzrokiem, który gdyby mógł zabiłby go w minutę. W sumie lepsze to niż siedzenie z Marciem w szafie. Nie żebym miała coś do Bartry, co to, to nie. Jest świetnym chłopakiem, ale oboje mamy drugie połówki i nie chcę żeby coś sobie pomyśleli. Mogłyby wyniknąć z tego nieporozumienia.
Wyszliśmy przed blok, gdzie zgodnie z obietnicą myłam ręce, krzycząc, że nie mam w domu kranu. Mieliśmy szczęście, że nikt z sąsiadów nie zadzwonił na policję, w takim przypadku izba wytrzeźwień byłaby tej nocy nasza. Popatrzyłam na znajomych, którzy głośno się śmiali. Nawet Leo mógł wyjść bez koca.
- Jeszcze tego pożałujesz.- wskazałam palcem na Gerarda, który prawie leżał na ziemi. Wróciliśmy do mieszkania, gdzie mogliśmy dokończyć grę. Tym razem to ja miałam szczęście, mogąc kręcić butelką. Mocno zakręciłam przedmiotem, który po dość długim czasie zatrzymał się na Pique. Uśmiechnęłam się cwaniacko, pocierając o siebie dłonie.
- No Geri co wybierasz, pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie.- długo się nie zastanawiał, a ja miałam już mały plan.
- Anka masz może jeszcze kota?- spytałam blondynki.
- Mam.- odpowiedziała zdezorientowana.
- W takim razie Geri zjedz trochę karmy.- posłałam mu złowieszczy uśmiech, a gospodyni przyniosła kilka suchych chrupek. - Smacznego.- wziął jedno do ręki, obejrzał z każdej strony po czym włożył do buzi.
- Wiecie, że to nie jest takie złe. Ma trochę specyficzny smak, ale gdybym głodował...- Wszyscy głośno się roześmialiśmy. Tej nocy śmiechom i żartom nie było końca.
- Ney, naleśnik ci się pali!- pokazałam palcem na patelnię, chwilę później napastnik wyrzucał resztki spalonego ciasta. Babcia wepchnęła się między nich i zabrała patelnię zdezorientowanemu piłkarzowi.
- Wyjdźcie mi stąd.- pogroziła im palcem, a ja głośno się zaśmiałam. Wiedziałam, że tak to się skończy. W mieszkaniu rozległ się jęk zawiedzenia.
Cały dzień spędziłam w towarzystwie piłkarzy. Było to świetnie spędzone kilka godzin. Około 18 ze spakowaną torbą wyszłam na stadion. Gramy dzisiaj w eliminacjach do mistrzostw Świata. Zapewne nie zagram dziś nawet minuty, ale cieszę się, że chociaż zobaczę jak to wygląda "od szatni". Jeszcze nie zgrałam się z drużyną więc, nie mogę oczekiwać stałego miejsca. Może kiedyś przyjdzie na mnie taki czas. Nie będę się tym teraz przejmować. Dzisiaj przed nami Norweszki. Kilka razy były już w finale, więc napewno nie obędzie się bez problemów.
Dziewczyny stały w tunelu, gotowe do wyjścia na murawę. Podeszłam do nich, aby życzyć im powodzenia. Uścisnęłam je, po czym z resztą rezerwowych usiadłam na ławce. Niedługo później pojawiły się na murawie. Zagrano hymny obu państw, kapitanki wybrały połowy i spotkanie mogło się rozpocząć.
Zdecydowanie nie był to ich mecz, bynajmniej nie pierwsza połowa, która zakończyła się wynikiem 1:0 dla gości. Bramka padła w dwudziestej trzeciej minucie, po kontrze. Nie byłam szczęśliwa z tego powodu, ale nie tylko ja. Wszystkie byłyśmy przybite. W szatni dziewczyny dostały musztrę, i po piętnastu minutach z powrotem wybiegły na boisko pełne woli walki. Miałam dość bezczynności. Najchętniej zagrałabym z nimi.
Siedziałam na fotelu i szczerze mówiąc byłam już znudzona. Dziewczyny rzeczywiście się starały, ale brak im było świeżości. Nagle trener podszedł do ławki.
- Borkowska, rozgrzewaj się.- zwrócił się do mnie, a ja gdybym mogła spadłabym z krzesła. Byłam w szoku, nie spodziewałam się tego. Posłusznie wykonałam jego polecenie. Zdjęłam kurtkę i poszłam biegać wzdłuż bocznej linii. Po kilku minutach weszłam na boisko, zastępując Amelię. Nie wiem ile czasu minęło, straciłam jego poczucie wraz z podniesieniem się z ławki. Niedługo potem biegłam z piłką, dwie Norweszki zablokowały mnie więc okiwałam jedną z nich i podałam do Anki, która nadbiegała ze środka. Bez problemu ją przyjęła, przebiegła jeszcze kilka metrów i wpakowała futbolówkę do siatki. Podbiegłam do niej jako pierwsza, rzucając się jej na szyję. Była 78 minuta i remis 1:1. Jeszcze miałyśmy szanse. Wystarczy jedna dobra akcja. Chwilę później przeciwniczki przystąpiły do kontrataku. Jedna z nich skierowała piłkę do naszej bramki, lecz dzięki wspaniałej interwencji Igi pozostał stary wynik. Minęło dziesięć minut, a my nie potrafiłyśmy wykreować żadnej sensownej akcji. Nagle zobaczyłam Olę z piłką, po mojej lewej. Podała do Sylwii, a ta do Michalskiej. Ostatnia skierowała piłkę wprost pod moje nogi. Byłam sam na sam z bramkarką. Nie pozostało mi nic innego jak strzał. Kopnęłam futbolówkę lekko ją podkręcając i patrzyłam na tor jej lotu. Zatrzepotała w siatce, a na trybunach rozległa się wrzawa. Zrobiłam salto, a kilka sekund później poczułam na sobie ciężar koleżanek. Wszystkie mi gratulowały. Gdy zrobiło się luźnej podbiegłam do kamery pokazując "L" ułożone z palców. Bramkę zadedykowałam Leo, tak jak mu obiecałam. Trzy minuty później sędzia odgwizdał koniec. Dziewczyny podniosły mnie i zaczęły podrzucać.
- Hip hip? Hura! Hip hip? Hura!- słyszałam ich krzyk radości. Nagle obok nich ujrzałam znajomych piłkarzy. Nie byli to Lewandowski, czy Szczęsny, byli to moi przyjaciele. Współzawodniczki postawiły mnie na ziemi. Niewiele myśląc pobiegłam do Leo i skoczyłam na niego oplatając jego biodra nogami, a szyję ramionami. Nie czekałam aż coś powie, bez namysłu go pocałowałam. Wśród tych wszystkich ludzi, kamer i fleszy. Nie liczyło się nic, po prostu byłam szczęśliwa. Rozłączyłam nasze usta, chwilę patrząc na jego minę. Był zaskoczony, ale byłam pewna, że pozytywnie.
- Zadedykowałam ci bramkę.- uśmiechnęłam się, stając na murawie.
- Widziałem, dziękuję.- pocałował mnie w policzek. Nasza romantyczna chwila nie trwała długo, gdyż dziewczyny pociągnęły mnie za koszulkę do szatni. Usiadłam na podłodze, opierając głowę o szafkę.
- Jesteś genialna.
- To dzięki tobie nam się udało.- usłyszałam głosy, które były skierowane do mnie.
- Co?!- spytałam oderwana od rzeczywistości.
- Emilia jesteś geniuszem.- podeszła do mnie Anka, po czym położyła się na moich nogach. - Takiej osoby nam tu brakowało.
- Bez przesady.- machnęłam ręką.
- Nie bądź taka skromna. Ja już widziałam cię w akcji podczas meczu z nami. Nie wiem gdzie byłaś przez wcześniejsze lata, ale to szczęście, że cię mamy.- uśmiechnęła się, patrząc na mnie.
- Michalska przystopuj z kompletami bo popadnę w samozachwyt.- potargałam jej włosy. Zmroziła mnie wzrokiem, a ja głośno się zaśmiałam.
- Nie wiem, czy wiesz, ale jutro będziesz sławna.
- Ja?
- Nie, ja.- przekręciła oczami. - Pocałowałaś Messiego na oczach tysięcy ludzi!
- Ups...- to jedyne co potrafiłam powiedzieć. Zupełnie o tym zapomniałam. - Całe szczęście, że jutro wracam do Hiszpanii.
- W takim razie idziemy zaszaleć.- Iga rzuciła we mnie ręcznikiem, który wyjęła ze swojej torby, aby wytrzeć włosy po kąpieli.
- Przepraszam, ale ja chyba nie dam rady.
- Nie ma mowy. Idziesz z nami, czy tego chcesz, czy nie.
- Ale...
- Idź się umyj, umaluj bo do domu wracamy tylko żeby odłożyć torby.- drużynowa "1" popchnęła mnie po prysznic.
- Ale ja nie mogę...- jęknęłam. - Co ja z nimi zrobię?
- Zabierzesz ich z nami.
- Jak wy to sobie wyobrażacie? Dziewięciu piłkarzy z Barcelony w warszawskim klubie.
- Faktycznie, nie za dobry pomysł.- zamyśliła się Iga.
- To zrobimy domówkę na szybko. W sumie jest nas sporo, będziemy w swoim gronie.- zaproponowała Michalska z pianą na głowie. - U mnie, czy u ciebie?- zwróciła się do bramkarki. - Podaj mi ręcznik!
- Do ciebie jest bliżej.- stwierdziła rzucając chłonnym materiałem. Ja również zakręciłam wodę i owinęłam się szczelnie ręcznikiem. Nagle zadzwonił mój telefon. Nim zdążyłam do niego dobiec, Iga przyłożyła go do ucha. - Halo... Nie, to nie Emilka... Tak Iga... Myją się... Nie Neymar, nie możecie wejść... Nie proś, bo i tak się nie zgodzę... Nawet nie próbuj... Co?!... Nie!... Jeszcze pięć minut... Nasze pięć minut jest długie? Ciekawa jestem, ile czasu układasz włosy... Uważaj bo ci uwierzę... Czekajcie tam spokojnie, bo mamy dla was propozycję... Nie striptiz... Jesteś nienormalny...- zakończyła rozmowę, a ja już nie mogłam wytrzymać. Śmiałam się tak głośno, że zaczął mnie boleć brzuch. - Ruchy dziewczynki, panowie czekają.- klasnęła w ręce. Gotowe byłyśmy już piętnaście minut później. Całą grupą wyszłyśmy z szatni. Pogratulowali mi meczu, gdyż wcześniej nie mieli okazji.
- Panowie co powiecie na małą imprezę?- zgodnie pokiwali głowami. - W takim razie idziemy.- uśmiechnęła się Michalska i ruszyła w stronę wyjścia.
W domu piłkarki byliśmy może pół godziny później. Po drodze zrobiliśmy małe zakupy.
- Pytanie czy wyzwanie?- spojrzał na mnie Pique. Właśnie gramy w butelkę, a ja jestem postawiona pod ścianą.
- Pewnie odda ciuchy.- zagwizdał Alexis, za co spiorunowałam go wzrokiem. Faktycznie nie wiedziałam co robić. Jeśli zgodzę się na pytanie, Gerard spyta o Leo i pikantne szczegóły, których w zasadzie nie ma. Na samą myśl o wyzwaniu przechodzą mnie ciarki, ale jeśli się nie zdecyduję będę musiała zapewne oddać bluzkę, a tego nie chcę. Nagle Neymar zaczął naśladować werble.
- Siedź cicho bo dołożę ci książek.- powiedziałam do piłkarza, który miał na głowie kilka grubych tomów encyklopedii. Spojrzałam na Leo, który leżał owinięty kocem niczym koron. Uśmiechnął się, aby dodać mi otuchy.
- Okej wyzwanie.- zadecydowałam. Spojrzałam na Pique, od razu pożałowałam swojego wyboru.
- Idziesz do szafy z Bartrą.- zaśmiał się głośno, ruszając znacząco brwiami.
- Nie! Nie zgadzam się! Odwołaj to!- zaczął krzyczeć Leo. Spojrzałam na Bartrę, a on na mnie, byliśmy przerażeni. - Ona nie będzie wchodziła do żadnej szafy.- Przysunęłam się do Gerarda i oparłam głowę o jego ramię.
- Geri nie bądź taki.- zatrzepotałan rzęsami. Widziałam, że zaczął ze sobą walczyć. - Proszę, proszę, proszę...
- Nie mogę ci ustąpić chyba, że wymyślę coś gorszego.- przez chwilę zastanawiał się nad nowym wyzwaniem, a ja czułam się jakbym zaraz szła na pewną śmierć. - Okej, nie będziesz siedziała w szafie. Wyjdź na ulicę i umyj ręce w kałuży krzycząc "Nie mam w domu kranu".- Spojrzałam na niego wzrokiem, który gdyby mógł zabiłby go w minutę. W sumie lepsze to niż siedzenie z Marciem w szafie. Nie żebym miała coś do Bartry, co to, to nie. Jest świetnym chłopakiem, ale oboje mamy drugie połówki i nie chcę żeby coś sobie pomyśleli. Mogłyby wyniknąć z tego nieporozumienia.
Wyszliśmy przed blok, gdzie zgodnie z obietnicą myłam ręce, krzycząc, że nie mam w domu kranu. Mieliśmy szczęście, że nikt z sąsiadów nie zadzwonił na policję, w takim przypadku izba wytrzeźwień byłaby tej nocy nasza. Popatrzyłam na znajomych, którzy głośno się śmiali. Nawet Leo mógł wyjść bez koca.
- Jeszcze tego pożałujesz.- wskazałam palcem na Gerarda, który prawie leżał na ziemi. Wróciliśmy do mieszkania, gdzie mogliśmy dokończyć grę. Tym razem to ja miałam szczęście, mogąc kręcić butelką. Mocno zakręciłam przedmiotem, który po dość długim czasie zatrzymał się na Pique. Uśmiechnęłam się cwaniacko, pocierając o siebie dłonie.
- No Geri co wybierasz, pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie.- długo się nie zastanawiał, a ja miałam już mały plan.
- Anka masz może jeszcze kota?- spytałam blondynki.
- Mam.- odpowiedziała zdezorientowana.
- W takim razie Geri zjedz trochę karmy.- posłałam mu złowieszczy uśmiech, a gospodyni przyniosła kilka suchych chrupek. - Smacznego.- wziął jedno do ręki, obejrzał z każdej strony po czym włożył do buzi.
- Wiecie, że to nie jest takie złe. Ma trochę specyficzny smak, ale gdybym głodował...- Wszyscy głośno się roześmialiśmy. Tej nocy śmiechom i żartom nie było końca.















