niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 24 "To hiszpański sen, z którego nie chcę się obudzić."

Po­całunek to mi­lion słów,

które chciałabym Ci po­wie­dzieć w jed­nej sekundzie"

Nadszedł ten wyjątkowy dzień, na który czeka chyba każdy nastolatek. Dzisiaj mija osiemnaście lat od moich narodzin. Jak każdy młody człowiek, tak i ja z bratem organizowaliśmy imprezę. Zaprosiliśmy najbliższych znajomych, lecz okazało się, że jest ich zbyt dużo, aby zmieścić ich w moim mieszkaniu. Postanowiliśmy wynająć klub przy plaży. W Barcelonie było już bardzo ciepło, więc jedna noc w blasku księżyca nie sprawi nam problemów. Na organizację imprezy wydałam prawie całe wynagrodzenie z klubu za kwiecień. Narazie nie zarabiam kokosów, ale tata powiedział mi, że chodzą pogłoski, iż we wrześniu podpiszę nowy kontrakt z całkiem ładną sumką. Nie myślcie, że jestem matrailistką. Oczywiście nie pieniądze są najważniejsze. W piłkę mogłabym grać nawet za darmo.
Na plaży mieliśmy pojawić się godzinę wcześniej, aby sprawdzić, czy wszystko jest przygotowane, jak powinno. Była 17.30, czyli miałam jeszcze dwie i pół godziny do rozpoczęcia. Poczynając od rana z każdą godziną denerwowałam się coraz bardziej. Wracając do obliczania czasu... Ale ze mnie matematyczka. Kto by pomyślał. Powoli musiałam zacząć się przygotowywać. Poszłam do łazienki, gdzie wzięłam dość długą, odprężającą kąpiel. Następnie wysuszyłam włosy i zakręciłam je w fale, zrobiłam makijaż, a gdy skończyłam doprowadzać twarz do stanu używalności, poszłam do pokoju, by założyć sukienkę, kupioną dwa dni temu, specjalnie na tę okazję. Moim zdaniem była piękna i już nie mogłam się doczekać kiedy ją ubiorę. Poradziłam sobie z nią bez problemów. Z pudełka wyjętego z głębi szafy wyjęłam parę czarnych szpilek na platformie z paseczkiem przy kostce. Do kopertówki schowałam wszystkie potrzebne rzeczy i już miałam wychodzić, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Natychmiast pobiegłam je otworzyć. W progu stał Adam, który zaraz wpakował się do mieszkania. Spojrzał na mnie kilka razy z góry na dół i z powrotem.
- Coś nie tak?- spytałam.
- Wyglądasz pięknie i gdybym nie był twoim bratem, już byłabyś moja.- obrócił mnie kilka razy, śmiejąc się przy tym. Poczułam, jak moje policzki oblewa czerwień. Puścił moją dłoń i powędrował w głąb mieszkania. Tak Adam, czuj się jak u siebie. Po co pytać o zdanie. Ciekawe czy pomyślał co by było gdyby po salonie chodził jakiś mężczyzna w bokserkach. Oczywiście żartuję (mam nadzieję, że wyczuliście moje niezwykłe poczucie humoru).
- Adam za pół godziny musimy być w klubie.- oznajmiłam, a on zbył mnie zwykłym "wiem", po czym zasiadł przed laptopem. Wyszukał coś, a następnie przywołał mnie do siebie.
- Wszystkie portale plotkarskie o nas piszą.
- Zostaw te bzdury. Zaraz się spóźnimy.- próbowałam go popędzić, lecz on na nic nie reagował i czytał jakiś artykuł.
- Zamów taksówkę, a ja to doczytam i możemy wychodzić.- odpowiedział machając ręką w moją stronę. Nie zdążyłam wykręcić numeru telefonu do jednej z barcelońskich korporacji, gdy powtórnie zadzwonił dzwonek do drzwi. Pobiegłam tam i je otworzyłam. W progu stał Leo ubrany w jasnoróżową koszulę z podwiniętymi rękawami oraz krótkie spodenki. Stał bez ruchu wpatrując się chyba w każdy skrawek mojego ciała. Czułam się jednocześnie niezręcznie i bosko. Pomachałam mu przed twarzą, aby się ocknął. Zareagował kilkukrotnym zamruganiem powiekami. Wszedł do środka, gdzie niemal natychmiast wpił się w moje wargi. Całował mnie tak, że aż prawie zabrakło mi tchu. Przerwało nam chrząknięcie Adama. Stał w przejściu do salonu z rękoma założonymi na biodrach. Leo przywitał się z nim uściskiem dłoni.
- Idź czytać te swoje artykuły.- oznajmiłam wskazując palcem na salon. Zaśmiał się, po czym wrócił do poprzedniej czynności. Zaprosiłam Lio do kuchni, gdzie zaczęłam wyjmować szklanki z szafek.
- Zostaw to.- oznajmił przytulając mnie od tyłu. - To nie będzie potrzebne.- dodał obracając mnie w swoją stronę. - Mam dla ciebie skromny podarunek.- zza pleców wyjął prostokątne czerwone pudełko. Od razu domyśliłam się, że jest to biżuteria. Zrobiło mi się głupio, bo nigdy nie lubiłam jak wydawał na mnie pieniądze. Kupował mi drogie rzeczy, a ja nie miałam nic w zamian. - Otwórz.- popatrzyłam na niego niepewnie, a następnie na pudełko. Uchyliłam wieczko i ukazał mi się piękny naszyjnik. Był zrobiony raczej z białego złota i wysadzany czarnymi kamieniami. Zamknęłam pudełko. - Nie mogę tego przyjąć.- skierowałam je w stronę piłkarza, a on spojrzał na mnie zdezorientowany. - To musiało kosztować fortunę.- dodałam.
- Kupiłem to specjalnie dla ciebie. Nie możesz mi tego oddać.- pokręcił głową.
- Ale Leoś to jest zbyt drogi prezent.- powtórzyłam swoją argumentację.
- Myślałem, że ci się spodoba...- spuścił głowę, spoglądając w podłogę. Podniosłam jego podbródek, tak by mógł na mnie patrzeć.
- Bardzo mi się podoba, ale nie mogę ciągle obarczać cię kosztami. Zawsze kupujesz mi obiad, kawę, a teraz jeszcze to. Oczywiście naszyjnik jest śliczny, ale...
- To przyjmij go i zrób mi tą przyjemność.- przerwał mi, czym sprawił, że zaczęłam się wahać.
- Dobrze.- westchnęłam. Piłkarz z uśmiechem otworzył pudełeczko i wyjął biżuterię. Położył ją na moim dekolcie. Podniosłam włosy, by łatwiej było mu ją zapiąć. Chwilę później piękny naszyjnik wisiał na mojej szyi, a jego usta łączyły się z tylną częścią tego miejsca. Odchyliłam głowę, czując przyjemne ciarki. Leo potrafił świetnie wykorzystać słabość jaką do niego mam.
Na plażę dotarliśmy o 19,  nie spóźniliśmy się tylko dzięki Leo, który zawiózł tam brata i mnie. Załatwiliśmy formalności, sprawdziliśmy wszystko i pół godziny przed rozpoczęciem imprezy, gotowi czekaliśmy na gości.
Witaliśmy się z kolejnymi osobami, które tej nocy miały nam towarzyszyć. Składali nam życzenia i wręczali prezenty. Cieszyłam się, że tą wyjątkową noc spędzę z bliskimi osobami. Uwielbiałam ich.
Siedziałam właśnie przy barze pijąc słodkiego, kolorowego drinka. Nagle tłum się rozsunął, a z niego wyszły dwie młode dziewczyny z papierowym czapeczkami na głowie, przy tym głośno śpiewając mi "sto lat". Zaśmiałam się zeskakując z wysokiego krzesełka. Przytuliłam je mocno na powitanie.
- Tak się cieszę, że was widzę.
- My też.- zaśmiała się blondynka.
- Swoją drogą to muszę się na was obrazić.- pogroziłam im palcem. - Powiedziałyście, że was nie będzie.
- Chciałyśmy zrobić ci niespodziankę.
- I wam się udało.
- Hola belleza señorita!- krzyknął biegnący w naszą stronę Neymar. Najpierw przywitał się z Anką, a później przytulił oraz pocałował w policzek Igę. Mimo że było dość ciemno, zauważyłam jak dziewczyna się rumieni. Pociągnął ją za rękę, nawet nie pytając o zdanie i zaprowadził na parkiet, gdzie zaczęli tańczyć.
- Ty też uważasz, że on i ona...- spytałam Michalskiej, gdy obie patrzyłyśmy na przyjaciółkę.
- Zdecydowanie tak.- nachyliła się, aby szepnąć mi coś do ucha. - Chodzą pogłoski, że w przyszłym sezonie Iga ma grać u was.- powiedziała, a ja zaczęłam się zastanawiać.
- Bardzo możliwe.- potwierdziłam. Usiadłyśmy przy barze, a Ania zamówiła słodki trunek. - Noelle odchodzi do Anglii więc będzie nam brakowało bramkarza. Sądzisz, że PSG zgodzi się na transfer?
- Może być ciężko, ale w tym roku kończy się jej kontrakt, poza tym jeśli Barcelona wyłoży za nią ładną sumę to ją sprzedadzą.- niespodziewanie obok nas pojawił się Jonathan dos Santos.
- Emi, co to za ładna pani siedzi obok ciebie?- spytał patrząc na nią.
- Ta ładna pani to Ania i jest moją koleżanką z reprezentacji.- oznajmiłam z szerokim uśmiechem. Podczas zgrupowania dużo rozmawiałyśmy i zwierzyła mi się, że bardzo długo nie była w związku, więc dlaczego by nie poznać ich ze sobą. Jona to miły chłopak, a Michalska napewno jest w jego typie. Do naszej małej grupki podszedł Leo z szerokim uśmiechem. Przywitał się z Anką, a mnie złapał za rękę.
- Wybaczcie, ale porywam moją piękną narzeczoną.- zaśmiał się do pozostałej dwójki i pociągnął mnie na parkiet. Nie zdążyliśmy nawet zatańczyć do piosenki, która właśnie leciała, gdy dj zmienił utwór na wolniejszy. Messi przysunął mnie do siebie, obejmując w pasie. Ja natomiast zarzuciłam ręce na jego szyję i w ten sposób kołysaliśmy się w spokojny rytm muzyki. Patrzyliśmy się sobie w oczy, a cały świat przestał dla nas istnieć. Mogliśmy milczeć, a mimo to czuliśmy się niesamowicie. Leo nachylił się nade mną, jeszcze przez chwilę mi się przyglądając.
- Wyglądasz dzisiaj wyjątkowo pięknie.- szepnął, następnie musnął moje usta. Poczułam jak mocno go kocham oraz nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Stał się mi bardzo bliski. Kto by pomyślał, że za sprawą zwykłego potrącenia nasza znajomość tak się rozwinie. A ja głupia nie chciałam się przeprowadzać.
Tańczyliśmy już kolejną szybką piosenkę z rzędu, a obok nas pojawiła się Iga z Neymarem. Ich spojrzenia się krzyżowały. Ona patrzyła na niego ze stresem, ale i radością, a on spoglądał na nią wzrokiem pożądania. Nie tego jednorazowego, a pragnienia bliskości i uczucia z jej strony. Idealnie do siebie pasowali, lecz wyglądali jakby  bali się o tym powiedzieć. Byłam pewna, że muszę im w tym pomóc.
- Nasz Ney chyba wpadł w sidła miłości.- zaśmiałam się do Leo, wskazując mu parę.
- Myślisz, że on tak na poważnie? Że wreszcie znajdzie kogoś na dłużej?- spojrzał w ich stronę.
- Jestem tego pewna. Zobacz jak na siebie patrzą, jak się dotykają...- wyliczałam, gdy poczułam, jak ręka piłkarza zjeżdża na moje pośladki, a następnie mnie do siebie przysuwa.
- Tak dotyka?- spytał z cwaniackim uśmieszkiem. - Tak całuje?- pytał składając pocałunek na mojej szyi. - Tak pragnie?- zachłannie wpił się w moje usta. To co zrobił bardzo mnie zaskoczyło. Zupełnie się tego po nim nie spodziewałam. Byłam w szoku, ale nie twierdzę, że mi się nie podobało... Bo podobało i to bardzo. Nagle ktoś mnie uniósł, czym przeszkodził nam w tej cudownej chwili. Rozejrzałam się i zobaczyłam Enrique, który niósł mnie na środek parkietu. Obok niego kroczył dumny Diego. Postawił mnie na środku obok Adama, który był równie zdezorientowany jak ja. Nagle wszyscy zaczęli nam po polsku śpiewać sto lat, a ja ze wzruszenia się popłakałam. Wtuliłam się w brata, a gdy skończyli wjechał piękny tort. Była równo północ, a ja cieszyłam się wraz ze znajomymi. Było pięknie.
- Pora na chrzciny!- krzyknął Diego przerzucając mnie przez swoje ramię. Enrique oraz Daniell złapali Adama za ręce i nogi i wraz w bagażami w naszej postaci pobiegli do morza, do którego nas wrzucili. Mój makijaż oraz sukienkę szlag trafił, mimo to śmiałam się jak głupia.

Impreza zakończyła się po piątej. Wszyscy goście opuścili już lokal, w którym pozostała nas czwórka - ja, Adam, Daniell i Leo. Właściwie to z górą prezentów siedzieliśmy na plaży w oczekiwaniu na taksówkę. Opierałam się o obojczyki piłkarza, a przyjaciółka wraz z moim bratem wyglądali niemal identycznie.
- Adam wracasz do domu?- przerwałam ciszę. Nie zdążył odpowiedzieć, bo przerwała mu Hiszpanka.
- Narazie nie...- zachichotała. Mogłam się domyślić, co się będzie działo więc postanowiłam o nic więcej nie pytać, jak i nie komentować.
Taksówka zjawiła się już piętnaście minut później. Torby włożyliśmy do bagażnika, a sami wsiedliśmy do środka. Byłam wykończona, ale szczęśliwa. Ta noc była niesamowita i jeśli moje życie mam spędzić w gronie tych ludzi to z chęcią w to wchodzę. Potrafią mnie rozbawić, jak i wysłuchać. Jednym słowem są wspaniali. Wiem, że powtórzę to kolejny raz, lecz cieszę się z przeprowadzki. Ten szalony pomysł taty przerodził się w coś magicznego. To hiszpański sen, z którego nie chcę się obudzić.
Tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam kiedy wysiadł brat z przyjaciółką, a my Zatrzymaliśmy się pod kamienicą. Leo zapłacił, podzieliliśmy się torbami i weszliśmy na pierwsze piętro, gdzie mieściło się moje mieszkanie. Z trudem udało mi się otworzyć drzwi. Przekręciłam klucz, łokciem nacisnęłam klamkę i kopnęłam je, gdyż brakowało mi ręki, którą mogłabym je popchnąć.
- Gdzie mam to zostawić?
- Postaw w salonie, jutro się tym zajmę.- odpowiedziałam piłkarzowi idąc do kuchni. Wyjęłam dwie szklanki, nalałam do nich soku pomarańczowego, a gdy Argentyńczyk zjawił się obok mnie podałam mu jedną. Wypiliśmy napój w idealnej ciszy, delektując się jego smakiem.
- Powinienem już wracać.- westchnął odkładając szklankę i ruszając do drzwi.
- Leo!- zawołałam, gdy był w przedpokoju. Obrócił się, a ja podeszłam bliżej. - Dziękuję, że cały czas przy mnie byłeś.- uśmiechnęłam się kładąc dłoń na jego policzku. Delikatnie złączyłam nasze wargi.
- Nie masz za co.- odpowiedział przerywając. W skupieniu mu się przyglądałam. Nie chciałam żeby mnie opuszczał. Chciałam go mieć już na zawsze przy sobie. Wspięłam się na palce tym razem zachłannie go całując. Nie sprzeciwiał się temu, a oddawał każdy z nich. Przyparł mnie do ściany, a ja położyłam ręce na jego torsie. Schodził z pocałunkami coraz niżej, przez co rozpływałam się coraz bardziej. Panował nad moim ciałem lepiej niż ja sama. Z małą pomocą objęłam jego biodra nogami. Powoli kierował się do sypialni, a gdy wreszcie tam dotarł ułożył mnie delikatnie na łóżku. Zawisnął nade mną. Wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem.
- Jesteś taka piękna... Nie wiem, jak ludzie mogli cię tak bardzo ranić. Obiecuję, że już nikt nigdy ci tego nie zrobi. Kocham cię Emi...- szeptał dotykając moich policzków nosem.
- Leo bo ja... Ja jeszcze... To znaczy... No wiesz...- jąkałam się. Nie potrafiłam wypowiedzieć żadnego logicznego zdania. Przerwał moją gadaninę pocałunkiem.
- Wiem Emiś. Wystarczy jedno twoje słowo, a przestanę i zaczekam ile będziesz chciała.- powiedział z troską. Uniosłam się, aby złączyć nasze usta, czym chciałam pokazać mu swoją decyzję. Przejechał dłonią po moim udzie, co wywołało we mnie ciarki.
- Leoś ja się...- szepnęłam przerywając.
- Spokojnie skarbie pamiętaj, że wystarczy jedno twoje słowo.- powrócił do poprzedniej czynności. Rozpiął zamek mojej sukienki, a ja odpinałam guziczki jego koszuli, którą chwilę później rzuciłam gdzieś w kąt pokoju. Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Moment później sukienka leżała w bliżej nieokreślonym miejscu.
- Kocham cię...- szeptał zmieniając miejsca pocałunków. Wplotłam palce w jego ciemne włosy.
- Ja ciebie też Leoś.- szepnęłam odchylając głowę, gdy całował moją szyję. Teraz nie liczyło się nic poza nami...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz