Miłość nie stoi w miejscu, nie czeka jak kamień; trzeba ją stworzyć - jak chleb - przez cały czas trzeba ją stwarzać na nowo.
Dzisiejszy dzień miałam spędzić z Leo. Miał być cały tylko dla nas. Od mojego powrotu z Paryża, czyli ponad dwóch tygodni, nie mamy dla siebie czasu. Oni grają w lidze hiszpańskiej, lidze mistrzów i Copa del Ray. My również jesteśmy zajęte. Po wczorajszym wygranym spotkaniu nasza pozycja podniosła się o jedno miejsce, z czego jesteśmy bardzo dumne. W dodatku poza treningami i lekcjami cały mój wolny czas zajmowała nauka do egzaminu, który odbędzie się już za dwa dni. Nie jestem zadowolona z powodu, że muszę zaprzestać naukę, ale obiecałam mu i muszę dotrzymać słowa.
Rzeczywiście cały dzień spędziliśmy razem. Zaczęliśmy od spaceru, później był obiad, siedzenie na plaży aż do teraz, gdy właśnie przekraczamy próg domu Leo. Na dworze zapadał już mrok, a my postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Usiadłam na kanapie, a on polecił mi wybrać jakiś film, a sam zniknął w kuchni.
~*~
Cieszyłem się, że wreszcie mogę spędzić czas z Emi. Od kilku tygodni praktycznie się nie widujemy. Od czasu do czasu mijamy się w Ciutat i tyle. Tęskniłem za nią, więc zaproponowałem spędzenie całego dnia razem. Na początku trochę marudziła, lecz po krótkich namowach się zgodziła.
Gdy zapadał zmrok, doszliśmy do wniosku, że chcielibyśmy obejrzeć jakiś film. W tym celu udaliśmy się do mojego domu. Zostawiłem ją na kanapie z kilkoma pudełkami z płytami oraz otwartą na ekranie telewizora wypożyczalnią. Sam udałem się do kuchni, aby przygotować coś do picia i popcorn. Do salonu wróciłem po pięciu minutach. Zobaczyłem ją leżącą na sofie i zwiniętą w kulkę. Przytulała poduszkę, a na jej ustach widniał delikatny uśmiech. Wyglądała niczym mała dziewczynka, która śni o wycieczce do Disneylandu. Delikatnie ją uniosłem i powędrowałem z nią na górę. Położyłem ją na łóżku zdejmując jej pudrowy sweterek, a następnie przykryłem ją kołdrą. Sam się przebrałam i położyłem obok niej. Przekręciła się cicho mrucząc, po czym wtulona w moje ramię śniła dalej. Przez dłuższy czas spoglądałem na nią i myślałem. Tyle się między nami wydarzyło. Trudny początek, potem kłótnia, a na koniec Manita. Nasze miesięczne rozstanie sprawiło, że teraz jesteśmy do siebie bardziej przywiązani. Poza tym mam obok siebie cudowną narzeczoną, którą bardzo kocham. Przy niej czuję się szczęśliwy.
Gdy zapadał zmrok, doszliśmy do wniosku, że chcielibyśmy obejrzeć jakiś film. W tym celu udaliśmy się do mojego domu. Zostawiłem ją na kanapie z kilkoma pudełkami z płytami oraz otwartą na ekranie telewizora wypożyczalnią. Sam udałem się do kuchni, aby przygotować coś do picia i popcorn. Do salonu wróciłem po pięciu minutach. Zobaczyłem ją leżącą na sofie i zwiniętą w kulkę. Przytulała poduszkę, a na jej ustach widniał delikatny uśmiech. Wyglądała niczym mała dziewczynka, która śni o wycieczce do Disneylandu. Delikatnie ją uniosłem i powędrowałem z nią na górę. Położyłem ją na łóżku zdejmując jej pudrowy sweterek, a następnie przykryłem ją kołdrą. Sam się przebrałam i położyłem obok niej. Przekręciła się cicho mrucząc, po czym wtulona w moje ramię śniła dalej. Przez dłuższy czas spoglądałem na nią i myślałem. Tyle się między nami wydarzyło. Trudny początek, potem kłótnia, a na koniec Manita. Nasze miesięczne rozstanie sprawiło, że teraz jesteśmy do siebie bardziej przywiązani. Poza tym mam obok siebie cudowną narzeczoną, którą bardzo kocham. Przy niej czuję się szczęśliwy.
Słońce wpadało przez źle zamknięte rolety, ogrzewając przy tym nasze twarze. Nie śpię już od godziny, przyglądam się mojej narzeczonej i myślę... Narzeczona... Pięknie to brzmi. Wiele osób pytało mnie, czy nie pospieszyłem się z tym krokiem, lecz ja wiem, że Emilia jest tego warta. Mocno ją kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niej. To co działo się jeszcze dwa miesiące temu to był istny koszmar. Ale teraz może być już tylko lepiej.
Spojrzałem na jej twarz. Powoli otworzyła powieki po czym przetarła je piąstkami i ziewnęła.
- Widzę, że moja śpiąca królewna już wstała.
- Co się stało? Nic nie pamiętam.
- Poszedłem po sok, a gdy wróciłem ty już spałaś. Przeniosłem cię tutaj. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, że tu spałem.
- Dziękuje, ja miałabym mieć coś przeciwko?- zaśmiała się cicho, słodko marszcząc przy tym nosek. - To wszystko przez te egzaminy. Całe noce zarywam żeby się uczyć. Wracam do domu z treningu i od razu otwieram książki.
- Za bardzo się przemęczasz.- założyłem kosmyk jej włosów za ucho.
- Bez przesady.- machnęła ręką, kładąc się na moje ramię.
- Zobaczysz będą z tego kłopoty. Dziś nie będziesz się uczyła. Masz dzień wolny.- zarządziłem.
- Ale muszę...
- Nie musisz i koniec.- pocałowałem ją w czoło.
- Jesteś uparty.- założyła ręce na piersi.
- I vice versa.- zaśmiałem się, a ona skradła mi krótki pocałunek.
Obiecałem jej wolny dzień i słowa dotrzymałem. Po wyjściu spod kołdry zeszliśmy do kuchni, gdzie zrobiłem szybkie śniadanie oraz poranną kawę. Jedliśmy kanapki, gdy rozdzwonił się jej telefon. Natychmiast go odebrała.
- Halo?... Spokojnie jestem u Leo... Nie martw się, wrócę wieczorem... Rodzice wiedzą, że mnie nie było?... Całe szczęście... To idź. Papa...- rozłączyła się. Z przebiegu rozmowy wywnioskowałem, że dzwonił Adam. Chyba był zmartwiony.
- Leo jesteś tam?- zamrugałem kilka razy powiekami, gdy pomachała przed moją twarzą.
- Jestem, jestem. Zamyśliłem się.
- A o czym tak myślałeś?- zapytała wstając od stołu.
- O mojej pięknej narzeczonej.- również wstałem, a gdy szła w stronę zlewu, aby włożyć tam naczynia, objąłem ją w pasie i przysunąłem do siebie. - Gdzie mam cię dziś porwać?
- Najlepiej gdzieś daleko.- zaśmiała się cicho. - Leo pożyczysz mi bluzkę? Ta mnie denerwuje.- zapytała, na co od razu przystałem.
Po zmianie przez nią górnej części garderoby wsiedliśmy do samochodu i ruszyłem w stronę obwodnicy miasta.
- Halo?... Spokojnie jestem u Leo... Nie martw się, wrócę wieczorem... Rodzice wiedzą, że mnie nie było?... Całe szczęście... To idź. Papa...- rozłączyła się. Z przebiegu rozmowy wywnioskowałem, że dzwonił Adam. Chyba był zmartwiony.
- Leo jesteś tam?- zamrugałem kilka razy powiekami, gdy pomachała przed moją twarzą.
- Jestem, jestem. Zamyśliłem się.
- A o czym tak myślałeś?- zapytała wstając od stołu.
- O mojej pięknej narzeczonej.- również wstałem, a gdy szła w stronę zlewu, aby włożyć tam naczynia, objąłem ją w pasie i przysunąłem do siebie. - Gdzie mam cię dziś porwać?
- Najlepiej gdzieś daleko.- zaśmiała się cicho. - Leo pożyczysz mi bluzkę? Ta mnie denerwuje.- zapytała, na co od razu przystałem.
Po zmianie przez nią górnej części garderoby wsiedliśmy do samochodu i ruszyłem w stronę obwodnicy miasta.
~*~
On rzeczywiście zabierał mnie gdzieś daleko. Myślałam, że to będzie tylko żart, a jak się okazało siedzimy w samochodzie już od dwóch i pół godziny. Kilka razy próbowałam wydobyć z niego jakieś informacje, jednak on milczy. Nie reaguje na nic!
- Daleko jeszcze?- spytałam, a on spojrzał na mnie ukradkiem zza okularów przeciwsłonecznych.
- Maksymalnie dwadzieścia minut.- cwaniacko się uśmiechnął.
- Czuję się porwana.
- I o to chodzi.
- Nie lubię cię.- teatralnie założyłam ręce na piersi i odwróciłam wzrok wbijając go w obrazy znajdujące się za szybą. Samochód się zatrzymał i poczułam jego dłoń na swoim udzie. Próbowałam udawać, że nie robi to na mnie żadnej różnicy, co mi się udało. Kilka sekund później samochód znów ruszył. Leo podgłośnił muzykę i śpiewał piosenki. Odwróciłam się jeszcze bardziej, by nie widział, że się z niego śmieję i sama podśpiewuję tekst.
- Jesteśmy.- oznajmił po niedługim czasie. Wysiadł z auta po czym otworzył moje drzwi. - Panie przodem.- ukłonił się niczym rasowy dżentelmen. Pokręciłam głową ze śmiechem. Rozejrzałam się do koła. Było pięknie. Ze wszystkich stron otaczały nas zabytkowe kamieniczki. Zauroczyłam się tym miejscem. Chwilę później Leo objął mnie w pasie i przysunął do siebie. - Jak ci się podoba?- spytał opierając brodę o moje ramię.
- Jest pięknie.- uśmiechnęłam się. - Gdzie jesteśmy?
- W Walencji.- oznajmił po czym wziął mnie na ręce i powędrował na rynek.
- Nie musiałeś mnie tu zabierać. Barcelona w pełni by mi wystarczyła.- oznajmiłam czując wyrzuty sumienia. Poświęcił dla mnie całym dzień, mimo że dzisiaj ma trening.
- Miałem zabrać cię do Madrytu, ale chyba nie starczyłoby nam czasu.
- Do Madrytu? Jesteś szalony.- pisnęłam. Postawił mnie na ziemi, gdy byliśmy obok małej, klimatycznej kawiarenki.
- Dla ciebie wszystko.
- Rozpieszczasz mnie i w przyszłości stanę się starą, zrzędliwą babą.- zaśmiałam się głośno, a on mi zawtórował. Usiedliśmy na dworze przy wolnym stoliku. Kilka par oczu zwróciło się w naszą stronę, a chwilę później podeszła do nas blond włosa kelnerka. Była dość ładna. Wpatrywała się w Leo, słodko trzepocząc rzęsami. Miałam ochotę ją rozszarpać. Nie żebym była zazdrosna... Co to, to nie! Ja po prostu nie lubię słodkich blondynek.
- Skarbie co ci zamówić?- zapytał, chyba już któryś raz. Dopiero teraz wytrąciłam się z zamyślenia.
- Karmelowe frapuccino.- oznajmiłam cicho, znów oddalając się w krainę wyobraźni. Nie wiem, czy wam mówiłam, ale mam ochotę coś jej zrobić... Muszę to poważnie przemyśleć. To mogłaby być dobra zabawa...
Siedziałam zamyślona mieszając cukier w cukierniczce. Nie wiem ile czasu minęło, gdy dostaliśmy kawy. Zabraliśmy je na wynos i ruszyliśmy w dalszą drogę. Leo chwycił moją dłoń, lecz ja ją zabrałam. Zatrzymaliśmy się w wąskiej uliczce z prze pięknymi kamienicami. Patrzył na mnie zdziwiony.
- Coś się stało?
- Nie, nic się nie stało.- odparłam bez żadnych uczuć.
- Może źle się czujesz?- zadawał kolejne pytania, co zaczynało mnie denerwować.
- Nie, wszystko w porządku. Chodźmy już.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Emi...
- Spytaj się tej blondynki z kawiarni.- odparłam nieco ukazując swoją złość, której nie mogłam powstrzymać. Ruszyłam dalej, a on podążył za mną. Dogonił mnie, łapiąc w pasie i przypierając do ściany. Spoglądał na mnie z uwagą, jakby dokładnie nad czymś myślał.
- Jesteś zazdrosna.- zaśmiał się.
- Ja?- prychnęłam. - Ja, zazdrosna?- zaśmiałam się gorzko.
- Jesteś o mnie zazdrosna.- powtórzył z szerokim uśmiechem na ustach.
- Nie jestem.- dalej szłam w zaparte. Nigdy nie byłam o niego zazdrosna i teraz też nie jestem.
- Moja złośnica.- przysunął mnie od siebie i na krótko złączył nasze wargi. Wplotłam dłonie w jego włosy. - Nie musisz być zazdrosna, jestem tylko twój.- powiedział między krótkimi pocałunkami. - Chodź, mam ci tyle do pokazania.- splótł nasze palce i powędrowaliśmy dalej.
- Daleko jeszcze?- spytałam, a on spojrzał na mnie ukradkiem zza okularów przeciwsłonecznych.
- Maksymalnie dwadzieścia minut.- cwaniacko się uśmiechnął.
- Czuję się porwana.
- I o to chodzi.
- Nie lubię cię.- teatralnie założyłam ręce na piersi i odwróciłam wzrok wbijając go w obrazy znajdujące się za szybą. Samochód się zatrzymał i poczułam jego dłoń na swoim udzie. Próbowałam udawać, że nie robi to na mnie żadnej różnicy, co mi się udało. Kilka sekund później samochód znów ruszył. Leo podgłośnił muzykę i śpiewał piosenki. Odwróciłam się jeszcze bardziej, by nie widział, że się z niego śmieję i sama podśpiewuję tekst.
- Jesteśmy.- oznajmił po niedługim czasie. Wysiadł z auta po czym otworzył moje drzwi. - Panie przodem.- ukłonił się niczym rasowy dżentelmen. Pokręciłam głową ze śmiechem. Rozejrzałam się do koła. Było pięknie. Ze wszystkich stron otaczały nas zabytkowe kamieniczki. Zauroczyłam się tym miejscem. Chwilę później Leo objął mnie w pasie i przysunął do siebie. - Jak ci się podoba?- spytał opierając brodę o moje ramię.
- Jest pięknie.- uśmiechnęłam się. - Gdzie jesteśmy?
- W Walencji.- oznajmił po czym wziął mnie na ręce i powędrował na rynek.
- Nie musiałeś mnie tu zabierać. Barcelona w pełni by mi wystarczyła.- oznajmiłam czując wyrzuty sumienia. Poświęcił dla mnie całym dzień, mimo że dzisiaj ma trening.
- Miałem zabrać cię do Madrytu, ale chyba nie starczyłoby nam czasu.
- Do Madrytu? Jesteś szalony.- pisnęłam. Postawił mnie na ziemi, gdy byliśmy obok małej, klimatycznej kawiarenki.
- Dla ciebie wszystko.
- Rozpieszczasz mnie i w przyszłości stanę się starą, zrzędliwą babą.- zaśmiałam się głośno, a on mi zawtórował. Usiedliśmy na dworze przy wolnym stoliku. Kilka par oczu zwróciło się w naszą stronę, a chwilę później podeszła do nas blond włosa kelnerka. Była dość ładna. Wpatrywała się w Leo, słodko trzepocząc rzęsami. Miałam ochotę ją rozszarpać. Nie żebym była zazdrosna... Co to, to nie! Ja po prostu nie lubię słodkich blondynek.
- Skarbie co ci zamówić?- zapytał, chyba już któryś raz. Dopiero teraz wytrąciłam się z zamyślenia.
- Karmelowe frapuccino.- oznajmiłam cicho, znów oddalając się w krainę wyobraźni. Nie wiem, czy wam mówiłam, ale mam ochotę coś jej zrobić... Muszę to poważnie przemyśleć. To mogłaby być dobra zabawa...
Siedziałam zamyślona mieszając cukier w cukierniczce. Nie wiem ile czasu minęło, gdy dostaliśmy kawy. Zabraliśmy je na wynos i ruszyliśmy w dalszą drogę. Leo chwycił moją dłoń, lecz ja ją zabrałam. Zatrzymaliśmy się w wąskiej uliczce z prze pięknymi kamienicami. Patrzył na mnie zdziwiony.
- Coś się stało?
- Nie, nic się nie stało.- odparłam bez żadnych uczuć.
- Może źle się czujesz?- zadawał kolejne pytania, co zaczynało mnie denerwować.
- Nie, wszystko w porządku. Chodźmy już.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Emi...
- Spytaj się tej blondynki z kawiarni.- odparłam nieco ukazując swoją złość, której nie mogłam powstrzymać. Ruszyłam dalej, a on podążył za mną. Dogonił mnie, łapiąc w pasie i przypierając do ściany. Spoglądał na mnie z uwagą, jakby dokładnie nad czymś myślał.
- Jesteś zazdrosna.- zaśmiał się.
- Ja?- prychnęłam. - Ja, zazdrosna?- zaśmiałam się gorzko.
- Jesteś o mnie zazdrosna.- powtórzył z szerokim uśmiechem na ustach.
- Nie jestem.- dalej szłam w zaparte. Nigdy nie byłam o niego zazdrosna i teraz też nie jestem.
- Moja złośnica.- przysunął mnie od siebie i na krótko złączył nasze wargi. Wplotłam dłonie w jego włosy. - Nie musisz być zazdrosna, jestem tylko twój.- powiedział między krótkimi pocałunkami. - Chodź, mam ci tyle do pokazania.- splótł nasze palce i powędrowaliśmy dalej.
Dzień upłynął mi bardzo miło. Świetnie się bawiłam i muszę przyznać, że potrzebowałam odpoczynku. Ten dzień mógłby się nigdy nie kończyć. Siedzieliśmy na ciepłej plaży wtuleni w siebie pijąc przy tym mrożoną kawę. Rozmawialiśmy lub po prostu milczeliśmy. Krótko mówiąc cieszyliśmy się swoją obecnością, a cały otaczający nas świat nie istniał.
Leżałam na udach Leo z zamkniętymi oczami, a on przeczesywał moje włosy lub głaskał mnie po plecach. Mało brakowało, a zasnęłabym tam. Było mi tak przyjemnie, lecz niespodziewanie ktoś zakłócił nasz spokój. Uniosłam powieki i zobaczyłam dwójkę małych dzieci. Zawstydzone lekko się do nas uśmiechały. Zmieniłam pozycję na siedzącą, aby być prawie równa z nimi.
- Cześć.- uśmiechnęłam się do nich z zamiarem dodania im otuchy.
- Cześć Emilka.- odpowiedzieli chórem.
- Wiedzę, że już mnie znacie. Ja też chciałbym was poznać. Powiecie mi jak się nazywacie?
- Ja jestem Camilo, a to jest Rosario.
- Bardzo ładne imiona.- podałam im dłoń, którą uścisnęli. Widziałam jak kątem oka spoglądali na Messiego. - Wiecie kto tam za mną siedzi?- zadałam pytanie retoryczne. W odpowiedzi pokiwali twierdząco główkami.
- To Leo Messi.- odpowiedziała dziewczynka.
- Dokładnie.- potwierdziłam. - I pewnie chcecie z nim zdjęcie, co?- na to pytanie również pokiwali twierdząco. - To chodźcie ładnie go poprosimy.- uśmiechnęłam się do nich. Obróciłam się w stronę narzeczonego, a dzieci zrobiły kilka kroków. - Leoś poznałam właśnie taką miłą dwójkę dzieci, oni bardzo by chcieli zdjęcie z tobą. Zgodzisz się?- puściłam do niego oczko.
- Oczywiście.- uśmiechnął się szeroko, a przedszkolaki pisnęli. Gdybym potrafiła opisać ich radość w danym momencie... Nie mam słów, które mogłyby to wyrazić.
Zrobiłam im kilka pamiątkowych fotografii po czym i ja zostałam przez nich zaproszona do zdjęć. Po chwili dzieciaki odeszły, a my stwierdziliśmy, że powinniśmy już wracać do domu. Do Barcelony mieliśmy jeszcze jakieś trzy do czterech godzin, a akurat teraz są największe korki.
Leżałam na udach Leo z zamkniętymi oczami, a on przeczesywał moje włosy lub głaskał mnie po plecach. Mało brakowało, a zasnęłabym tam. Było mi tak przyjemnie, lecz niespodziewanie ktoś zakłócił nasz spokój. Uniosłam powieki i zobaczyłam dwójkę małych dzieci. Zawstydzone lekko się do nas uśmiechały. Zmieniłam pozycję na siedzącą, aby być prawie równa z nimi.
- Cześć.- uśmiechnęłam się do nich z zamiarem dodania im otuchy.
- Cześć Emilka.- odpowiedzieli chórem.
- Wiedzę, że już mnie znacie. Ja też chciałbym was poznać. Powiecie mi jak się nazywacie?
- Ja jestem Camilo, a to jest Rosario.
- Bardzo ładne imiona.- podałam im dłoń, którą uścisnęli. Widziałam jak kątem oka spoglądali na Messiego. - Wiecie kto tam za mną siedzi?- zadałam pytanie retoryczne. W odpowiedzi pokiwali twierdząco główkami.
- To Leo Messi.- odpowiedziała dziewczynka.
- Dokładnie.- potwierdziłam. - I pewnie chcecie z nim zdjęcie, co?- na to pytanie również pokiwali twierdząco. - To chodźcie ładnie go poprosimy.- uśmiechnęłam się do nich. Obróciłam się w stronę narzeczonego, a dzieci zrobiły kilka kroków. - Leoś poznałam właśnie taką miłą dwójkę dzieci, oni bardzo by chcieli zdjęcie z tobą. Zgodzisz się?- puściłam do niego oczko.
- Oczywiście.- uśmiechnął się szeroko, a przedszkolaki pisnęli. Gdybym potrafiła opisać ich radość w danym momencie... Nie mam słów, które mogłyby to wyrazić.
Zrobiłam im kilka pamiątkowych fotografii po czym i ja zostałam przez nich zaproszona do zdjęć. Po chwili dzieciaki odeszły, a my stwierdziliśmy, że powinniśmy już wracać do domu. Do Barcelony mieliśmy jeszcze jakieś trzy do czterech godzin, a akurat teraz są największe korki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz