W miłości trzeba się napracować. Ona przychodzi do nas sama nie wiadomo skąd i dlaczego, ale to wszystko, co dla nas robi. Później musimy zajmować się nią sami.
Od mojego powrotu do Barcelony minęło dwa tygodnie. Życie powróciło do swojego dawnego biegu. Wszystko pozostało takie samo, może poza czymś co łączy Leo i mnie. Od kiedy w pełni mu wybaczyłam nasza więź, jakby była mocniejsza. Na każdym kroku okazujemy sobie, nasze uczucie. Jeśli chodzi o moją piłkarską karierę, zagrałam już kolejne dwa mecze, a w środę czeka nas liga mistrzów. Lecimy do Paryża, aby zmierzyć się z PSG. Nie będzie to dla mnie najprostsze zadanie zważając, że w ich bramce stoi Iga, którą bardzo polubiłam. W dodatku za niecały miesiąc mam w szkole egzaminy maturalne, które muszę zdać, aby pójść na studia. Gdy tylko mam wolną chwilę siadam z książkami i kuję materiał.
- Najmocniej przepraszam.- usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Trącił mnie łokciem, czym wyrwał mnie z zamyślenia.
- Nic się nie stało.- uśmiechnęłam się, a on odszedł. Zapomniałam wam powiedzieć, że siedzę na trybunach, oczekując na mecz ukochanego. Od kilku dni chodzi zdenerwowany i żyje w swoim świecie. Nie wiem z czego to wynika, ale może tak odreagowuje stres. Podniosłam się z krzesełka, gdy na trybunach zrobiła się wrzawa. Piłkarze wychodzili na boisko. Obok naszych barcelończyków zatrzymali się zawodnicy Manchesteru City. Wiem, że w tej drużynie gra najlepszy przyjaciel Leo - Kun. Niestety jeszcze nie dane mi było go poznać, choć wiele o nim słyszałam.
Pierwsza połowa kończyła się w szarych barwach dla Blaugrany, bowiem przegrywali 0:1. Przez całą przerwę rozmawiałam z Shaki, która była dzisiaj z Milanem. Dawno się nie widziałyśmy, więc była to świetna okazja do nadrobienia czasu. Po piętnastu minutach piłkarze z powrotem wybiegli na boisko.
To był już siódmy strzał przeciwników na naszą bramkę, jednak udało im się go obronić. Chłopcy przejęli piłkę i pobiegli z kontrą. Akcja była wyjątkowo szybka. Trzy, może cztery podania, a później strzał Neymara i moment oczekiwania, czy uda się ją obronić, czy nie. Całe Camp Nou podniosło się z miejsc, krzycząc i wiwatując na cześć strzelca. Znajomi rzucili się na niego, mocno go ściskając. Każdy cieszył się z bramki, która dawała nam jeszcze szansę na wygraną.
Do końca meczu zostało niecałe dziesięć minut, teraz to my ciągle byliśmy na połowie przeciwnika. Zrobiło się zamieszanie niedaleko bramki, nawet nie zauważyłam, kiedy Leo został sfaulowany. Leżał na murawie, trzymając się za lewą nogę. Podbiegł do niego mój tata, nie zapominajmy, że jest fizjoterapeutą, i wraz z klubowym lekarzem, nachylili się nad nim. Sprawdzili bolące miejsce, a następnie popsikali magicznym sprayem i piłkarz mógł powrócić do gry. Wraz z Xavim stanęli, aby wykonać rzut wolny. Szeptali coś, a ja niemal zaczęłam obgryzać paznokcie. Leo oddalił się, jeszcze raz spojrzał na bramkę i piłkę po czym oddał strzał. Kibice znów zaczęli wiwatować. Zawodnicy przytulili strzelca, a on, gdy tylko go zostawili pokazał "E". Zadedykował mi bramkę, a ja prawie udusiłam Shakirę. Niesamowicie się z tego cieszyłam.
Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla naszych. Wszystkie partnerki piłkarzy zeszły do nich na murawę, więc ja też musiałam to zrobić. Osobiście za tym nie przepadam, ale w tamtej chwili chciałam podziękować Leo za dedykacje. Podbiegłam do niego, mocno go przytulając.
- Dziękuję bardzo.
- To jeszcze nie wszystko.- oznajmił, a ja posłałam mu pytające spojrzenie. Uklęknął na jednym kolanie.
- Nie wygłupiaj się, wstawaj.- zaśmiałam się, nie rozumiejąc sytuacji, w której się znalazłam. Pokręcił przecząco głową, dając mi znak, że nie wykona mojego polecenia.
- Może to nie jest bardzo romantyczne miejsce...- widziałam w jego oczach zdenerwowanie. Wziął głęboki oddech. - Emi, wyjdziesz za mnie?- spytał wreszcie, a ja zamarłam. Byłam w takim szoku, że nawet nie potrafię go opisać. To tak, jakbym zobaczyła Obamę tańczącego kankana w różowej sukni w paryskim pubie. Zakryłam usta dłonią, a do moich oczu napłynęły łzy. Wszystko działo się w ułamkach sekund. Zauważyłam jego zdenerwowanie.
- Wstań, bo wszyscy na nas patrzą.- powiedziałam próbując powstrzymać uczucia. Wiem, że było to z mojej strony trochę brutalne, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać. Podniósł się ze spuszczoną głową. Zapewne myślał, że się nie zgodzę, choć nic takiego jeszcze nie powiedziałam. Rzuciłam mu się na szyję i przestałam się powstrzymywać.
- Oczywiście, że za ciebie wyjdę.- pisnęłam przytulając go mocno. Był niesamowicie zdezorientowany.
- Czyli tak?- spytał, a ja skinęłam głową. - Ty mała kłamczucho.- zaśmiał się i pocałował przy wszystkich.
- Uważaj bo jeszcze mogę zmienić zdanie.- pogroziłam mu palcem. W tym czasie wziął moją dłoń i włożył na palec piękny pierścionek.
- Teraz już nie.- dodał po czym powtórnie mnie pocałował. Na boisku rozległy się gwiazdy piłkarzy. Zaśmiałam się pod nosem, a chwilę później zaczęto nam gratulować. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Zostałam jego narzeczoną. Pamiętam to jak przez mgłę, nie wiem kto, co do mnie mówił. Przytakiwałam i dziękowałam. Poczułam, jak ktoś ciągnie mnie w swoją stronę, nim zdążyłam zareagować stałam już obok Leo. Naprzeciwko nas stał brunet, wzrostem i posturą podobny do mojego narzeczonego.
- Nareszcie mogę was poznać. Emi to jest Sergio, Kun to jest właśnie Emilia.- uśmiechnął się, a my podaliśmy sobie dłonie.
- Miło cię wreszcie poznać.
- Wreszcie?
- Wiele o tobie słyszałem.- oznajmił, a ja posłałam Leo mordercze spojrzenie. - Spokojnie, znam wszystkie twoje zalety.- zaśmiał się, tłumacząc i jednocześnie próbując ratować przyjaciela.
- Ja o tobie też wiele słyszałam.- powiedziałam nie będąc mu dłużna.
- Przepraszam, ale muszę iść. Jeszcze dzisiaj wracamy do Manchesteru.
- Wpadnij do mnie kiedyś.- zaproponował Leo. Pożegnaliśmy się z Argentyńczykiem, który po chwili zniknął w tunelu. Zostaliśmy sami, piłkarze również zeszli z boiska. Zarzuciłam mu ręce na szyję i patrzyłam w jego oczy.
- Jak ty to wykombowałeś?- powiedziałam z zachwytem.
- Na wszystko trzeba mieć sposób.- zaśmiał się.
- Jesteś szalony!- krzyknęłam ma cały stadion.
- I za to mnie kochasz.
- Nie tylko za to...- nie dokończyłam zdania, gdyż delikatnie musnął moje usta. - Wciąż twierdzę, że to było szalone. Znamy się dopiero kilka miesięcy.
- Nie obchodzi mnie to. Przeżyliśmy więcej, niż stare dobre małżeństwo. Nie musimy brać ślubu od razu. Możemy czekać ile będziesz chciała.
- Kurcze nie chcę być postrzegana jak małolata, ale ja cię naprawdę kocham.- powiedziałam ze łzami szczęścia w oczach.
- Nie będziesz. Dla mnie jesteś mądrzejsza od tych dziewczyn, które mają po dwadzieścia trzy lata.
- Cieszę się, że cię mam.
- Ja też.- spojrzałam na niego, a on złączył nasze usta w długim pocałunku...
Dzisiejsza pobudka napewno nie należała do najlepszych. Do mojego pokoju wpadł Adam w towarzystwie taty i zaczęli rzucać we mnie poduszkami. Spojrzałam na nich, jak na niespełna rozumu, a oni zaczęli się śmiać. Wepchnęli się do mojego dużego łóżka.
- Siostra, jak to jest być narzeczoną samego Messiego?
- Wiesz, nie czuję żadnej różnicy. Ale szczerze mówiąc to boję się tłumu jego fanek, które pewnie będą chciały wydrapać mi oczy.- zaśmiałam się.
- Mam nadzieję, że ślubu jeszcze nie planujesz.- rzekł poważnie tata.
- Jasne, że nie. Narazie mam siedemnaście lat i całe życie przed sobą. Leo zapewnił mnie, że poczeka ile będę chciała.- uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- To dobrze.- usłyszałam w jego głosie ogromną ulgę.
- Ja ci mówię, będą z tego dzieci.- zaśmiał się głośno Adam, za co dostał ode mnie po głowie. - Ała!
- Co na to matka?- spytałam niepewnie. Tata westchnął, a ja już wiedziałam, że to nie wróży niczego dobrego.
- Anna...- podrapał się po głowie. - Wiesz, jaka jest. Martwi się o ciebie...
- Tak jasne...- burknęłam pod nosem.
- Jest w szoku, mama chce dla ciebie dobrze.
- Nie akceptuje go, prawda?- spytałam będąc już pewna, uczuć matki do mojego narzeczonego.
- Powiedzmy, że mu nie ufa.Twierdzi, że jest dużo starszy od ciebie i cię wykorzysta.
- Dlaczego tak na niego patrzcie? On nie naciska, a ja się nie spieszę.
- Skończmy się martwić . Jesteśmy w Hiszpanii, tu każdy jest optymistą.- wtrącił Adam, za co byłam mu niezmiernie wdzięczna. - Gotowa na ligę mistrzów?- tracił mnie łokciem w brzuch.
- Jak zawsze. Mam nadzieję, że będziecie mi kibicowali przed telewizorem.
- Możesz być o to pewna.- potargał moje i tak rozsypane włosy.
Spędziłam z nimi prawie całe przedpołudnie. Dużo rozmawialiśmy, a oni nawet nie śnili żeby wyjść z mojego ciepłego łóżeczka. Około południa postanowiłam wyjść na spacer. Miałam ochotę na zaczerpnięcie trochę świeżego powietrza. Na dworze robiło się coraz cieplej. Nie ma się w sumie czemu dziwić, jest połowa kwietnia, a niedługo zaczynają się wakacje. Już nie mogę się doczekać, aż wyjdę ze szkoły i spędzę całe dwa miesiące na nic nie robieniu. W sumie to nie ma o tym nawet mowy. W sierpniu zaczyna się presezon, a ja nie mogę zgubić formy. Założyłam buty i wyszłam. Intuicyjne skierowałam się na la Rambla. Uwielbiałam tą ulicę, jest tam mnóstwo pozytywnych osób, dzięki którym od razu człowiek zaczyna na wszystko patrzeć z optymizmem. A że czułam się tak jak ci ludzie, poszłam zagrażać innych. Spacerowałam powolnym krokiem z okularami przeciwsłonecznymi na nosie, gdyż dzisiejsze słońce świeciło wyjątkowo mocno. Kupiłam sobie rurki z kremem i zajadałam się nimi, gdy poczułam dotyk na swoich plecach. Migiem się obróciłam, z tyłu zobaczyłam kilkoro dzieci, w różnym przedziale wiekowym, które patrzyły na mnie jak na obrazek. Uśmiechnęłam się do nich ciepło, aby nabrali trochę odwagi.
- Pani Emilko, możemy autograf?- spytał chłopiec, na oko miał sześć lat.
- Ode mnie?- spytałam zaskoczona, a oni pokiwali zgodnie głowami, wystawiając notesy, kartki, a nawet ręce. Odebrałam od nich marker i złożyłam kilka podpisów oraz zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia, po czym się pożegnaliśmy. Ruszyłam w dalszą drogę. Postanowiłam odpocząć na pobliskiej ławce. Usiadłam, zamykając oczy, aby móc lepiej się zrelaksować. Mój spokój jednak nie trwał zbyt długo, gdyż poczułam jak ktoś uparcie zasłania mi słońce. Otworzyłam oczy i ujrzałam Leo, który patrzył na mnie, jakby coś kombinował. Usiadł obok mnie po czym przywitał długim pocałunkiem. Mimowolnie się uśmiechnęłam. To już nie moja wina, jak jego widok działa na mój organizm.
- Co ty tutaj robisz?- spytałam po chwili.
- Jestem na spacerze. Szukałem prezentu dla siostry, ale nie mogę nic tu znaleźć. To jak studnia bez dna.- załamał się, podpierając głowę na dłoniach, a łokcie na udach. Muszę przyznać, że wyglądał jak małe dziecko, które jest niepocieszone bo ktoś zabrał mu zabawkę. Był uroczy przez co miałam ochotę zacząć się śmiać.
- Pomogę ci, ale najpierw powiedz mi czego szukasz.
- Sęk w tym, że sam nie wiem.- wstałam i pociągnęłam go za rękę.
- Chodź pomogę ci.- uśmiechnęłam się do niego. Nic nie odpowiedział, jedynie spojrzał na mnie błagalnie.
Odwiedziliśmy chyba ze sto sklepów, od zwykłych butików do jubilera. Całe szczęście udało nam się kupić piękną bransoletkę z białego złota z różowymi kamieniami. Oboje byliśmy wykończeni. Leo w ramach podziękowań zabrał mnie na obiad do jakiejś restauracji. Uparcie twierdziłam, że to nie był dla mnie kłopot i sprawiło mi to wielką przyjemność, z resztą tak było. Ale on również szedł w zaparte, że musi mi jakoś podziękować. Dla świętego spokoju zgodziłam się. Dania, które tam podali były przepyszne, a deser... Niesamowity. Później poszliśmy na plażę i siedzimy tam do teraz.
- Za dwa dni wyjeżdżasz.- westchnął. - Nawet nie zdążyłem nacieszyć się nową narzeczoną. Wymyślę coś na twój powrót.
- Wystarczy, że mnie odwiedzisz.- uśmiechnęłam się. - Doskonale wiesz, że mi nie jest wiele potrzeba.
- Wiem, wiem.- pocałował mnie w czubek głowy. - O której masz samolot do Paryża?
- O 9.00, ale dla...- przerwałam, aby przez chwilę pomyśleć. - Nawet nie próbuj przychodzić na lotnisko.- pogroziłam mu palcem. Ujął moja dłoń i zaczął się jej przyglądać. Przez moment zachowywał się jak obłąkany, ale wyraźnie się nad czymś zastanawiał.
- Ja? Przychodzić na lotnisko? Nie... Swoją drogą ten pierścionek pięknie wygląda na twoim palcu.- oznajmił. Spojrzałam na niego, a później zaczęłam analizować wygląd biżuterii. Od wczoraj nawet nie miałam czasu żeby go obejrzeć. Rzeczywiście był piękny. Zrobiony został ze złota, a jako oczko użyto diamentu, który mienił się różnymi barwami.
- Musiałeś wydać na to fortunę. Nie wiem, czy powinnam go brać.
- Przestań... Jego cena nie ma znaczenia. Poza tym nie kupiłem go. Jak byłem jeszcze małym chłopcem babcia podarowała mi go mówiąc "Leosiu chcę żebyś podarował go kobiecie, gdy będziesz pewny, że to ta jedyna." wtedy jeszcze nie rozumiałem sensu jej słów, ale zapamiętałem je do teraz.- poczułam jak pod powiekami robi mi się wilgotno.
- Twoja babcia musiała być cudowną kobietą.- oparłam głowę o jego ramię.
- To prawda, taka właśnie była. Ten pierścionek przechodzi co kilka pokoleń. Dziadek dostał go od babci i podarował swojej żonie, a teraz ja mogę ci go podarować.
- Obiecuję, że będę nosiła go z dumą.- powiedziałam, a po moim policzku spłynęły łzy. Nie mogłam ich powstrzymać. Nie spodziewałam się, że wiąże się z nim taka tradycja.
- Zobacz na wewnątrzną stronę.- dodał, a ja go zdjęłam i zaczęłam oglądać. - Każda kolejna osoba to nowy graw. My też tu jesteśmy.
Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Stałam się częścią rodziny Messich, ale teraz zaczęłam się bać. Co jeśli nasz związek się rozpadnie? Będzie, co ma być. Narazie jestem z nim szczęśliwa i to się liczy...
- Siostra, jak to jest być narzeczoną samego Messiego?
- Wiesz, nie czuję żadnej różnicy. Ale szczerze mówiąc to boję się tłumu jego fanek, które pewnie będą chciały wydrapać mi oczy.- zaśmiałam się.
- Mam nadzieję, że ślubu jeszcze nie planujesz.- rzekł poważnie tata.
- Jasne, że nie. Narazie mam siedemnaście lat i całe życie przed sobą. Leo zapewnił mnie, że poczeka ile będę chciała.- uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- To dobrze.- usłyszałam w jego głosie ogromną ulgę.
- Ja ci mówię, będą z tego dzieci.- zaśmiał się głośno Adam, za co dostał ode mnie po głowie. - Ała!
- Co na to matka?- spytałam niepewnie. Tata westchnął, a ja już wiedziałam, że to nie wróży niczego dobrego.
- Anna...- podrapał się po głowie. - Wiesz, jaka jest. Martwi się o ciebie...
- Tak jasne...- burknęłam pod nosem.
- Jest w szoku, mama chce dla ciebie dobrze.
- Nie akceptuje go, prawda?- spytałam będąc już pewna, uczuć matki do mojego narzeczonego.
- Powiedzmy, że mu nie ufa.Twierdzi, że jest dużo starszy od ciebie i cię wykorzysta.
- Dlaczego tak na niego patrzcie? On nie naciska, a ja się nie spieszę.
- Skończmy się martwić . Jesteśmy w Hiszpanii, tu każdy jest optymistą.- wtrącił Adam, za co byłam mu niezmiernie wdzięczna. - Gotowa na ligę mistrzów?- tracił mnie łokciem w brzuch.
- Jak zawsze. Mam nadzieję, że będziecie mi kibicowali przed telewizorem.
- Możesz być o to pewna.- potargał moje i tak rozsypane włosy.
Spędziłam z nimi prawie całe przedpołudnie. Dużo rozmawialiśmy, a oni nawet nie śnili żeby wyjść z mojego ciepłego łóżeczka. Około południa postanowiłam wyjść na spacer. Miałam ochotę na zaczerpnięcie trochę świeżego powietrza. Na dworze robiło się coraz cieplej. Nie ma się w sumie czemu dziwić, jest połowa kwietnia, a niedługo zaczynają się wakacje. Już nie mogę się doczekać, aż wyjdę ze szkoły i spędzę całe dwa miesiące na nic nie robieniu. W sumie to nie ma o tym nawet mowy. W sierpniu zaczyna się presezon, a ja nie mogę zgubić formy. Założyłam buty i wyszłam. Intuicyjne skierowałam się na la Rambla. Uwielbiałam tą ulicę, jest tam mnóstwo pozytywnych osób, dzięki którym od razu człowiek zaczyna na wszystko patrzeć z optymizmem. A że czułam się tak jak ci ludzie, poszłam zagrażać innych. Spacerowałam powolnym krokiem z okularami przeciwsłonecznymi na nosie, gdyż dzisiejsze słońce świeciło wyjątkowo mocno. Kupiłam sobie rurki z kremem i zajadałam się nimi, gdy poczułam dotyk na swoich plecach. Migiem się obróciłam, z tyłu zobaczyłam kilkoro dzieci, w różnym przedziale wiekowym, które patrzyły na mnie jak na obrazek. Uśmiechnęłam się do nich ciepło, aby nabrali trochę odwagi.
- Pani Emilko, możemy autograf?- spytał chłopiec, na oko miał sześć lat.
- Ode mnie?- spytałam zaskoczona, a oni pokiwali zgodnie głowami, wystawiając notesy, kartki, a nawet ręce. Odebrałam od nich marker i złożyłam kilka podpisów oraz zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia, po czym się pożegnaliśmy. Ruszyłam w dalszą drogę. Postanowiłam odpocząć na pobliskiej ławce. Usiadłam, zamykając oczy, aby móc lepiej się zrelaksować. Mój spokój jednak nie trwał zbyt długo, gdyż poczułam jak ktoś uparcie zasłania mi słońce. Otworzyłam oczy i ujrzałam Leo, który patrzył na mnie, jakby coś kombinował. Usiadł obok mnie po czym przywitał długim pocałunkiem. Mimowolnie się uśmiechnęłam. To już nie moja wina, jak jego widok działa na mój organizm.
- Co ty tutaj robisz?- spytałam po chwili.
- Jestem na spacerze. Szukałem prezentu dla siostry, ale nie mogę nic tu znaleźć. To jak studnia bez dna.- załamał się, podpierając głowę na dłoniach, a łokcie na udach. Muszę przyznać, że wyglądał jak małe dziecko, które jest niepocieszone bo ktoś zabrał mu zabawkę. Był uroczy przez co miałam ochotę zacząć się śmiać.
- Pomogę ci, ale najpierw powiedz mi czego szukasz.
- Sęk w tym, że sam nie wiem.- wstałam i pociągnęłam go za rękę.
- Chodź pomogę ci.- uśmiechnęłam się do niego. Nic nie odpowiedział, jedynie spojrzał na mnie błagalnie.
Odwiedziliśmy chyba ze sto sklepów, od zwykłych butików do jubilera. Całe szczęście udało nam się kupić piękną bransoletkę z białego złota z różowymi kamieniami. Oboje byliśmy wykończeni. Leo w ramach podziękowań zabrał mnie na obiad do jakiejś restauracji. Uparcie twierdziłam, że to nie był dla mnie kłopot i sprawiło mi to wielką przyjemność, z resztą tak było. Ale on również szedł w zaparte, że musi mi jakoś podziękować. Dla świętego spokoju zgodziłam się. Dania, które tam podali były przepyszne, a deser... Niesamowity. Później poszliśmy na plażę i siedzimy tam do teraz.
- Za dwa dni wyjeżdżasz.- westchnął. - Nawet nie zdążyłem nacieszyć się nową narzeczoną. Wymyślę coś na twój powrót.
- Wystarczy, że mnie odwiedzisz.- uśmiechnęłam się. - Doskonale wiesz, że mi nie jest wiele potrzeba.
- Wiem, wiem.- pocałował mnie w czubek głowy. - O której masz samolot do Paryża?
- O 9.00, ale dla...- przerwałam, aby przez chwilę pomyśleć. - Nawet nie próbuj przychodzić na lotnisko.- pogroziłam mu palcem. Ujął moja dłoń i zaczął się jej przyglądać. Przez moment zachowywał się jak obłąkany, ale wyraźnie się nad czymś zastanawiał.
- Ja? Przychodzić na lotnisko? Nie... Swoją drogą ten pierścionek pięknie wygląda na twoim palcu.- oznajmił. Spojrzałam na niego, a później zaczęłam analizować wygląd biżuterii. Od wczoraj nawet nie miałam czasu żeby go obejrzeć. Rzeczywiście był piękny. Zrobiony został ze złota, a jako oczko użyto diamentu, który mienił się różnymi barwami.
- Musiałeś wydać na to fortunę. Nie wiem, czy powinnam go brać.
- Przestań... Jego cena nie ma znaczenia. Poza tym nie kupiłem go. Jak byłem jeszcze małym chłopcem babcia podarowała mi go mówiąc "Leosiu chcę żebyś podarował go kobiecie, gdy będziesz pewny, że to ta jedyna." wtedy jeszcze nie rozumiałem sensu jej słów, ale zapamiętałem je do teraz.- poczułam jak pod powiekami robi mi się wilgotno.
- Twoja babcia musiała być cudowną kobietą.- oparłam głowę o jego ramię.
- To prawda, taka właśnie była. Ten pierścionek przechodzi co kilka pokoleń. Dziadek dostał go od babci i podarował swojej żonie, a teraz ja mogę ci go podarować.
- Obiecuję, że będę nosiła go z dumą.- powiedziałam, a po moim policzku spłynęły łzy. Nie mogłam ich powstrzymać. Nie spodziewałam się, że wiąże się z nim taka tradycja.
- Zobacz na wewnątrzną stronę.- dodał, a ja go zdjęłam i zaczęłam oglądać. - Każda kolejna osoba to nowy graw. My też tu jesteśmy.
Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Stałam się częścią rodziny Messich, ale teraz zaczęłam się bać. Co jeśli nasz związek się rozpadnie? Będzie, co ma być. Narazie jestem z nim szczęśliwa i to się liczy...
Nadeszła środa, a ja od szóstej biegałam po domu, aby spakować ostatnie rzeczy. Nie jechałyśmy na długo, ale wolałam być przygotowana. Jak to mówią: przezorny zawsze ubezpieczony. Zaniosłam małą walizkę, zahaczając o kuchnię. Przy stole siedział tata, pijący poranną kawę, gotowy do odwiezienia mnie na lotnisko.
- Usiądź bo wykończysz się nerwowo.- zaśmiał się, patrząc na mnie znad okularów. Zmroziłam go wzrokiem. - Spokojnie już się nie odzywam.- uniósł ręce w geście poddania, a ja nie mogłam się nie zaśmiać. - Jeśli nie chcesz się spóźnić to musimy już jechać.- dopił czarny napój po czym oboje wstaliśmy.
Na el Prat byliśmy już pół godziny później. Pożegnałam się z tatą, a on odjechał. Rozmawiałam z dziewczynami, gdy usłyszałam swoje imię. Na początku zlekceważyłam wołanie, lecz gdy nie ustępowało odwróciłam cię niemal krzycząc "czego?!". Całe szczęście, że się powstrzymałam.
- Leo?! Co ty tutaj robisz? Mówiłam ci, nie przychodź.- zdziwiłam się jego obecnością.
- Ale nie mogłem bez pożegnania.- objął mnie w talii i przysunął do siebie. Chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, po czym złączył nasze wargi. Poczułam łzy, które zaczęły zbierać się pod moimi powiekami. Wiedziałam, że tak to się skończy. Rozpłaczę się na lotnisku. Nie znoszę pożegnań. Zdaję sobie sprawę, że będę tęskniła i dlatego nie chcę się z nikim bliskim żegnać.
- Dlaczego to zrobiłeś?- spytałam, ocierając łzy rękawem za dużej bluzy z herbem klubu.
- Nie wiedziałem, że aż tak to przeżyjesz.- przytulił mnie mocno. - Przepraszam.- szepnął opierając brodę, na mojej głowie.
- Nic się nie stało, ale lotniska tak właśnie na mnie działają.- oznajmiłam, a z głośników rozległ się głos speakerki, która zapraszała nas do samolotu. Pożegnał mnie krótkim pocałunkiem i z walizką w dłoni powędrowałam do tunelu.
Lot minął nam niezwykle szybko. Grałyśmy w makao, pokera i inne karciane gry. W Paryżu byliśmy już godzinę później. Od razu wsiadłyśmy do autokaru, który zawiózł nas prosto do hotelu. Trener zameldował nas, po czym poszłyśmy do pokoi. Ja dzieliłam go tylko z Daniell, co mnie niezmiernie cieszyło. Postawiłyśmy walizki na samym środku i pognałyśmy zająć łóżka. Tutaj właśnie zaczyna się pierwsza zabawna historia. Okazało się, że mamy ogromne łoże małżeńskie. Zaczęłyśmy się głośno śmiać, a następnie rzuciłyśmy się na nie. Leżałyśmy w różne strony mając jedynie obok siebie głowy i patrząc w sufit. Dani wzięła głęboki oddech.
- Jak się czujesz jako przyszła pani Messi?- spytała poważnie.
- Nie widzę żadnej różnicy pomiędzy narzeczoną, a dziewczyną.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Tak bardzo ci zazdroszczę.- westchnęła. Podparłam się na łokciu i popatrzyłam na nią.
- Niedługo ty też będziesz cieszyła jak ja. Założę się, że wy pierwsi weźmiecie ślub.
- Czyli jeszcze niczego nie planujecie?- zapytała, a ja zaprzeczyłam ruchem głowy, po czym znów się położyłam.
- Powiedział, że zaczeka na mnie, ile będę chciała.- westchnęłam. - Cieszę się, że go mam.
Rozmawiałyśmy przez kolejne trzy godziny, po których zeszłyśmy na obiad. Opowiedziałam jej o tradycji związanej z pierścionkiem. Była równie zachwycona, jak ja wczoraj. Po zjedzeniu posiłku wyszłyśmy na ławkę przed hotelem, aby pobyć na świeżym powietrzu. Niedługo potem pojechałyśmy na trening, który miał nas przygotować do meczu. Na stadionie pojawiłyśmy się godzinę przed spotkaniem, gdyż musiałyśmy rozgrzać mięśnie. Po zakończeniu ćwiczeń dziewczyny zaczęły coś szeptać więc, ja zaczęłam nasłuchiwać i wypatrywać osobę, o której mówiły. Podszedł do nas dość wysoki mężczyzna o ciemnych włosach związanych u góry. Rozglądał się chwilę, jakby kogoś szukał.
- Ty.- wskazał na mnie palcem.
- Ja?- zrobiłam duże oczy. Kim on był i czego ode mnie chciał? Widziałam go pierwszy raz.
- Ty jesteś Emilia?- spytał, na co skinęłam głową. - Zlatan Ibrahimowić.- podał mi dłoń. - Ale wystarczy Ibra.- zaśmiał się.
- Emilia.- wudukałam. - Skąd mnie znasz?
- Powiedzmy, że mamy wspólnych znajomych.- puścił do mnie oczko.
- Leo.-zaśmiałam się. - Czy on ma przyjaciół na całym świecie?
- Tego nie wiem, ale w Paryżu kilku się znajdzie.
- Przysięgam, że zrobię mu kiedyś krzywdę.- pokręciłam bezradnie głową. - Jak długo namawiał cię żebyś tu przyszedł?
- Nie namawiał, przyszedłem z własnej woli, żeby zobaczyć tą słynną laskę Messiego.- zaśmiał się głośno, przez co spiorunowałam go wzrokiem. - Dobra, dobra, tylko mnie nie pobij. Mam nadzieję, że uda mi się wyciągnąć cię na jakąś imprezę? W końcu musisz mieć jakieś wspomnienia z Francji.
- Przecież cię nie znam.- wzruszyłam ramionami.
- Nie znasz boskiego Zalatana? Panie Boże, co się dzieje?- uniósł ręce w geście modlitwy. - Zgadzasz się?
- Jeszcze pomyślę, a teraz musimy się przebrać.- wymieniłam go i wraz z dziewczynami poszłam do szatni.
Stałyśmy w tunelu, gotowe to wyjścia na murawę, chwilę później pojawiły się zawodniczki PSG. Dostrzegłam wśród nich, znajomą postać, ona również mnie zobaczyła, gdyż natychmiast ruszyłyśmy biegiem w swoją stronę.
- Emi!
- Iga!
- Spodziewałam się ciebie.- zaśmiała się.
- A ja ciebie nie. Dlaczego nic nie powiedziałaś?
- Możliwe, że zapomniałam. Ale nie mówmy o mnie. Jak czujesz się jako przyszła pani Messi? Nawet nie zadzwoniłaś.- trąciła mnie biodrem. - Muszę się na ciebie obrazić.
- Przepraszam, ale nie miałam czasu.
- Leo tak cię zajął?- poruszyła zabawnie brwiami.
- Iga!- teatralnie się oburzyłam. - Po prostu przygotowywałyśmy się do meczu. Od powrotu do Barcelony nie mam na nic czasu. Treningi i szkoła. Wymyślili sobie jakieś egzaminy, które zdaję w przyszłym tygodniu, więc trzymaj za mnie kciuki.
- Możesz na to liczyć, ale musimy się już ustawiać, zaraz zaczynamy. Zobaczymy, czy jesteś tak dobra, jak zareklamowała cię Anka i czy pokonasz najlepszą bramkarkę we Francji.- puściła mi oczko.
- Widzę, że skromność mieszkańców Paryża to ich cecha rozpoznawcza.
- Poznałaś tu kogoś?
- Tylko Zalatana.
- Ibrahimowicia?
- Nie, Kowalskiego.- zaśmiałam się. - Oczywiście, że jego.- Nie dokończyłam, ponieważ obok nas stanęli sędziowie. Pożegnałam Igę, po czym ustawiłyśmy się w rzędach.
- Usiądź bo wykończysz się nerwowo.- zaśmiał się, patrząc na mnie znad okularów. Zmroziłam go wzrokiem. - Spokojnie już się nie odzywam.- uniósł ręce w geście poddania, a ja nie mogłam się nie zaśmiać. - Jeśli nie chcesz się spóźnić to musimy już jechać.- dopił czarny napój po czym oboje wstaliśmy.
Na el Prat byliśmy już pół godziny później. Pożegnałam się z tatą, a on odjechał. Rozmawiałam z dziewczynami, gdy usłyszałam swoje imię. Na początku zlekceważyłam wołanie, lecz gdy nie ustępowało odwróciłam cię niemal krzycząc "czego?!". Całe szczęście, że się powstrzymałam.
- Leo?! Co ty tutaj robisz? Mówiłam ci, nie przychodź.- zdziwiłam się jego obecnością.
- Ale nie mogłem bez pożegnania.- objął mnie w talii i przysunął do siebie. Chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, po czym złączył nasze wargi. Poczułam łzy, które zaczęły zbierać się pod moimi powiekami. Wiedziałam, że tak to się skończy. Rozpłaczę się na lotnisku. Nie znoszę pożegnań. Zdaję sobie sprawę, że będę tęskniła i dlatego nie chcę się z nikim bliskim żegnać.
- Dlaczego to zrobiłeś?- spytałam, ocierając łzy rękawem za dużej bluzy z herbem klubu.
- Nie wiedziałem, że aż tak to przeżyjesz.- przytulił mnie mocno. - Przepraszam.- szepnął opierając brodę, na mojej głowie.
- Nic się nie stało, ale lotniska tak właśnie na mnie działają.- oznajmiłam, a z głośników rozległ się głos speakerki, która zapraszała nas do samolotu. Pożegnał mnie krótkim pocałunkiem i z walizką w dłoni powędrowałam do tunelu.
Lot minął nam niezwykle szybko. Grałyśmy w makao, pokera i inne karciane gry. W Paryżu byliśmy już godzinę później. Od razu wsiadłyśmy do autokaru, który zawiózł nas prosto do hotelu. Trener zameldował nas, po czym poszłyśmy do pokoi. Ja dzieliłam go tylko z Daniell, co mnie niezmiernie cieszyło. Postawiłyśmy walizki na samym środku i pognałyśmy zająć łóżka. Tutaj właśnie zaczyna się pierwsza zabawna historia. Okazało się, że mamy ogromne łoże małżeńskie. Zaczęłyśmy się głośno śmiać, a następnie rzuciłyśmy się na nie. Leżałyśmy w różne strony mając jedynie obok siebie głowy i patrząc w sufit. Dani wzięła głęboki oddech.
- Jak się czujesz jako przyszła pani Messi?- spytała poważnie.
- Nie widzę żadnej różnicy pomiędzy narzeczoną, a dziewczyną.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Tak bardzo ci zazdroszczę.- westchnęła. Podparłam się na łokciu i popatrzyłam na nią.
- Niedługo ty też będziesz cieszyła jak ja. Założę się, że wy pierwsi weźmiecie ślub.
- Czyli jeszcze niczego nie planujecie?- zapytała, a ja zaprzeczyłam ruchem głowy, po czym znów się położyłam.
- Powiedział, że zaczeka na mnie, ile będę chciała.- westchnęłam. - Cieszę się, że go mam.
Rozmawiałyśmy przez kolejne trzy godziny, po których zeszłyśmy na obiad. Opowiedziałam jej o tradycji związanej z pierścionkiem. Była równie zachwycona, jak ja wczoraj. Po zjedzeniu posiłku wyszłyśmy na ławkę przed hotelem, aby pobyć na świeżym powietrzu. Niedługo potem pojechałyśmy na trening, który miał nas przygotować do meczu. Na stadionie pojawiłyśmy się godzinę przed spotkaniem, gdyż musiałyśmy rozgrzać mięśnie. Po zakończeniu ćwiczeń dziewczyny zaczęły coś szeptać więc, ja zaczęłam nasłuchiwać i wypatrywać osobę, o której mówiły. Podszedł do nas dość wysoki mężczyzna o ciemnych włosach związanych u góry. Rozglądał się chwilę, jakby kogoś szukał.
- Ty.- wskazał na mnie palcem.
- Ja?- zrobiłam duże oczy. Kim on był i czego ode mnie chciał? Widziałam go pierwszy raz.
- Ty jesteś Emilia?- spytał, na co skinęłam głową. - Zlatan Ibrahimowić.- podał mi dłoń. - Ale wystarczy Ibra.- zaśmiał się.
- Emilia.- wudukałam. - Skąd mnie znasz?
- Powiedzmy, że mamy wspólnych znajomych.- puścił do mnie oczko.
- Leo.-zaśmiałam się. - Czy on ma przyjaciół na całym świecie?
- Tego nie wiem, ale w Paryżu kilku się znajdzie.
- Przysięgam, że zrobię mu kiedyś krzywdę.- pokręciłam bezradnie głową. - Jak długo namawiał cię żebyś tu przyszedł?
- Nie namawiał, przyszedłem z własnej woli, żeby zobaczyć tą słynną laskę Messiego.- zaśmiał się głośno, przez co spiorunowałam go wzrokiem. - Dobra, dobra, tylko mnie nie pobij. Mam nadzieję, że uda mi się wyciągnąć cię na jakąś imprezę? W końcu musisz mieć jakieś wspomnienia z Francji.
- Przecież cię nie znam.- wzruszyłam ramionami.
- Nie znasz boskiego Zalatana? Panie Boże, co się dzieje?- uniósł ręce w geście modlitwy. - Zgadzasz się?
- Jeszcze pomyślę, a teraz musimy się przebrać.- wymieniłam go i wraz z dziewczynami poszłam do szatni.
Stałyśmy w tunelu, gotowe to wyjścia na murawę, chwilę później pojawiły się zawodniczki PSG. Dostrzegłam wśród nich, znajomą postać, ona również mnie zobaczyła, gdyż natychmiast ruszyłyśmy biegiem w swoją stronę.
- Emi!
- Iga!
- Spodziewałam się ciebie.- zaśmiała się.
- A ja ciebie nie. Dlaczego nic nie powiedziałaś?
- Możliwe, że zapomniałam. Ale nie mówmy o mnie. Jak czujesz się jako przyszła pani Messi? Nawet nie zadzwoniłaś.- trąciła mnie biodrem. - Muszę się na ciebie obrazić.
- Przepraszam, ale nie miałam czasu.
- Leo tak cię zajął?- poruszyła zabawnie brwiami.
- Iga!- teatralnie się oburzyłam. - Po prostu przygotowywałyśmy się do meczu. Od powrotu do Barcelony nie mam na nic czasu. Treningi i szkoła. Wymyślili sobie jakieś egzaminy, które zdaję w przyszłym tygodniu, więc trzymaj za mnie kciuki.
- Możesz na to liczyć, ale musimy się już ustawiać, zaraz zaczynamy. Zobaczymy, czy jesteś tak dobra, jak zareklamowała cię Anka i czy pokonasz najlepszą bramkarkę we Francji.- puściła mi oczko.
- Widzę, że skromność mieszkańców Paryża to ich cecha rozpoznawcza.
- Poznałaś tu kogoś?
- Tylko Zalatana.
- Ibrahimowicia?
- Nie, Kowalskiego.- zaśmiałam się. - Oczywiście, że jego.- Nie dokończyłam, ponieważ obok nas stanęli sędziowie. Pożegnałam Igę, po czym ustawiłyśmy się w rzędach.
Takich nerwów nie przeżyłam już dawno. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do dziewczyn z Paryża. Co było widoczne w statystykach. Miały większe posiadanie piłki, więcej rożnych i najważniejsze - przewagę jednego gola. Było nam bardzo ciężko. Te pierwsze 45 minut spedziłyśmy na obronie własnej bramki.
W drugiej połowie byłyśmy odmienione. Zaczęłyśmy odbierać im piłkę, więcej podawać i nacierać na ich bramkę. Paryżanki przestały sobie radzić, a my coraz bardziej naciskałyśmy. Dopiero w 76 minu odmieniłyśmy losy meczu. Wszystko dzięki pięknej akcji zaciętej przez Noelle spod bramki, a zakończonej kopnięciem Loreny. Wyrównałyśmy wynik, dzięki czemu miałyśmy jeszcze szansę na wygraną. Dziewczyny stały w polu karnym, a ja wykonywałam rzut rożny. Dośrodkowałam, zrobiło się zamieszanie, chwilę później rozległ się gwizdek sędziego. Szybko tam pobiegłam. Zobaczyłam Daniell leżącą na murawie. Trzymała się za kostkę niemal krzycząc z bólu. Dziewczyny kłóciły się z arbitrem, a do Hiszpanki podbiegli klubowi lekarz i rehabilitant. Podeszłam do reszty, aby je trochę uspokoić. Zaczynało robić się nerwowo. Sędzia wyjął żółtą kartkę i pokazał ją jednej z Francuzek. Oburzona odeszła. Mężczyzna oznajmił nam, że będzie wykonywany rzut karny. Ustawił piłkę na linii jedenastego metra, wtem przebiegła do nas Ines z instrukcjami od Alonso.
- Emilia wykonujesz karnego!
- Co?! Ja nie mogę.
- Musisz. Alonso ci kazał, zapomnij, że to twoja koleżanka z reprezentacji. Teraz liczy się drużyna. Daj z siebie wszystko.- oznajmiła po czym wszyscy się rozeszli. Zostałam tam sama, nie rozumiejąc do końca tego, co właśnie się dzieje. Podeszłam do piłki. Dotknęłam ją, przekręciłam i odeszłam, aby wziąć rozbieg. Nie pamiętam co się wtedy działo. Moment od rozbiegu do krzyków tłumów, jakby nie istniał. Nie wiem jak to zrobiłam, gdzie kopnęłam. Dziewczyny rzuciły się w moją stronę. Wyściskały mnie mocno i odbiegłyśmy od bramki, aby wznowić mecz. Lecz nie dane nam to było, gdyż usłyszałyśmy gwizdek kończący spotkanie. Zadowolone skierowałyśmy się w stronę tunelu.
- Młoda, zaczekaj.- usłyszałam krzyk w języku ojczystym. Odwróciłam się i zobaczyłam Igę idącą w moją stronę. - Faktycznie jesteś tak dobra, jak o tobie mówią.- zaśmiała się.
- Nie prawda.- pokręciłam przecząco głową. - To był tylko karny.
- Ale jaki! Pierwszy raz widziałam taki sposób kopnięcia. Nie miałam nawet szans na jego obronę.
- Przestań. Chodź wymienimy się koszulkami.- zaproponowałam. Iga przystała na moją propozycję i po chwili wracałam z jej koszulką w dłoni.
Gdy tylko weszłam do pokoju, od razu rozdzwonił się mój telefon. Dzwoniący musiał mieć niezłe wyczucie czasu. Położyłam się na łóżku i odebrałam, wzdychając przy tym. W słuchawce usłyszałam krzyk, który miał być śpiewem hymnu ligi mistrzów, czyli "the champions". Spróbujcie to sobie wyobrazić. Zaśmiałam się głośno.
- Gratulacje!
- Dziękuję.
- Piękny mecz.
- Piękny? Chyba chciałeś powiedzieć tragiczny. Widziałeś pierwszą połowę?
- Nie przesadzaj. To była rozgrzewka.- usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Zapewne wychodził na taras. - Teraz mogę porozmawiać z tobą na spokojnie. Tęsknię.- westchnął.
- Ja też. Ale już jutro wracam. Jeszcze tylko jedna noc.- powiedziałam pocieszającym tonem. - Poznałam tutaj twojego kolegę.
- Ibra?- zaśmiał się.
- Tak.- odpowiedziałam tym samym. - Zaprosił mnie na imprezę.
- No to ładnie. Zlatan już mi narzeczoną podrywa.
- Ej!- udałam obrażoną. - Wcale nie. Bo ja sama nie wiem czy chcę iść. Poza tym wciąż nie wiem co z Daniell.- westchnęłam ze smutkiem. - Martwię się o nią.
- Zobaczysz wszystko będzie dobrze.- w tym właśnie momencie usłyszałam jak otwierają się drzwi od naszego pokoju. W progu ujrzałam Hiszpankę z grymasem na twarzy i zabandażowaną kostką. Rzuciłam telefon na łóżko i natychmiast do niej podbiegłam. Przytuliłam ją mocno.
- Jak się czujesz?
- Podobno to tylko skręcenie. 3 tygodnie bez piłki.- pomogłam jej usiąść na łóżku. - Nie wytrzymam.- jęknęła.
- Dasz radę, Adam ci pomoże.- puściłam do niej oczko i poruszyłam brwiami, za co oberwałam łokciem w żebra.
Do Barcelony wróciłyśmy już kolejnego popołudnia. Na imprezę z Zlatanem nie poszłam, ale spotkałam się z nim w kawiarence pod hotelem. Ustaliliśmy, że wraz z Leo odwiedzimy go w Paryżu i wtedy pójdźemy do klubu. W sumie zabawny z niego gość.
Jak się okazało na lotnisku czekał na mnie Lio. Gdy tylko go zobaczyłam podbiegłam i wtuliłam się w niego. Resztę dnia spędziliśmy razem, a w domu czekali na mnie Adam z tatą oraz ptysie, które zjadłam z ogromną przyjemnością.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz