Mieć świadomość, że złodziej, który skradł Twoje serce, ukradnie i jutro, i pojutrze, i całą przyszłość. I nigdy... Nigdy nie stanie się mordercą miłości, jaką go darzysz. Lecz i Ty niewzruszenie kradnij jego cenne chwile, pocałunki, objęcia, minuty na rozmowie o niczym. Łamcie to siódme przykazanie! Bylebyście tylko byli szczęśliwi. Dziś... Jutro... Zawsze...
Obudziły mnie promienie słońca, które uparcie wpadały przez niedokładnie zasunięte zasłony. Powoli otworzyłam najpierw jedno oko, później drugie i ujrzałam twarz Lio, na której widniał delikatny uśmiech. Ziewnęłam przecierając piąstkami zaspane oczy. Dopiero teraz dotarło do mnie, co się wczoraj stało. Najpierw impreza, która skończyła się nad ranem, później pocałunek, a dalej to już się samo potoczyło. Przespałam się z Messim... Nigdy wcześniej nie wyobrażałam sobie tej chwili, ale zdecydowanie była jedną z najlepszych w moim życiu. Był delikatny, a zarazem bardzo czuły. Taki, jak zawsze. A najważniejsze, że był po prostu mój.
Wyswobodziłam się z jego uścisku, jednocześnie wydostając się spod kołdry, tak, aby go nie obudzić. Włożyłam bieliznę oraz koszulę piłkarza, którą miał cały wczorajszy wieczór. Poszłam do kuchni, gdzie zrobiłam szybkie bułeczki według przepisu babci.
Wyjęłam je z pieca, delikatnie odkładając na talerz, aby się nie poparzyć, gdy poczułam ręce obejmujące moje biodra wraz z pocałunkiem w szyję. Mimowolnie odchyliłam głowę, rozkoszując się chwilą przyjemności.
- Dzień dobry kochanie.- przywitał mnie jego niski zaspany głos.
- Cześć...- odwróciłam się w jego stronę i nim zdążyłam dokończyć zdanie, czułam jego ciepłe wargi na swoich. Moje dłonie wylądowały na jego nagim torsie. Nie mogłam się powstrzymać, aby nie dotknąć jego umięśnionego ciała. Zaczęło robić się niebezpiecznie, więc odsunęłam się na niewielką odległość. - Siadaj do stołu. Zrobiłam bułeczki według przepisu babci.- uśmiechnęłam się, a on skradł mi krótki pocałunek, a następnie wykonał moje polecenie.
Ugryzłam bułkę po raz kolejny, a Leo szeroko się uśmiechnął. Myślałam, że wybuchnie śmiechem.
- Jesteś cała w Nutelli.- wstał ze swojego miejsca, podchodząc bliżej mnie. Wziął serwetkę ze stosiku, który przygotowałam na wszelki wypadek. Wyczyścił moją twarz, a na moich policzkach pojawiły się rumieńce. - Jesteś słodka z tym rumieńcem.- cicho się zaśmiał, a ja znów zalałam się czerwienią.
- Przestań.- teatralnie założyłam ręce na piersi. - Perfidnie działasz na mój organizm.- stwierdziłam z udawanym oburzeniem.
- Nie, ja tylko dostrzegam piękno mojej narzeczonej.- pociągnął mnie za dłoń tak, że udało mi się wstać. Przyparł mnie do ściany, sprytnie zagradzając wszystkie drogi mojej ewentualnej ucieczki. Patrzył wzrokiem pełnym pożądania. Przygryzłam dolną wargę. Złączył nasze usta w pocałunku, który trwałby dość długo i nie wiadomo jak zakończył, gdyby nie nagły odgłos otwieranych drzwi. Odskoczyliśmy od siebie niczym poparzeni. Nie zdążyliśmy zająć naszych miejsc, gdy w kuchni pojawił się zadowolony z życia Adam.
- Hej siostra.- uśmiechnął się szeroko. - Bułeczki według przepisu babci!- ucieszył się, zasiadając przy stole. Nie zwracał uwagi na to, co działo się wokół, po prostu zaczął je jeść.
- Adam, co ty tutaj robisz?
- Przyszedłem w odwiedziny.- odpowiedział z pełną buzią i dopiero teraz zaczął się rozglądać. Jego twarz przyjęła dziwne skupienie. - Ale chyba wpadłem nie w porę.- podrapał się po karku. Wraz Leo spojrzeliśmy po sobie.
- Jak już tu jesteś to zostań.- wzruszyłam ramionami. - Napewno przyszedłeś tylko w odwiedziny?
- No dobra, nie tylko. Matka kazała mi cię sprawdzić.- powiedział cicho, jakby bał się mojej reakcji. Wcale mu się nie dziwiłam.
- Jeszcze jej mało?!- krzyknęłam, a u mojego boku pojawił się Argentyńczyk, obejmując mnie ramieniem.
- Spokojnie.- wyszeptał mi do ucha.
- Nie martw się i tak nie miałem zamiaru mówić jej wszystkiego. Powiem, że wszystko jest w porządku i się uczysz.- uśmiechnął się pokrzepiająco, czym dodał mi otuchy. - Swoją drogą, mogłybyście się pogodzić. Ustąp jej, niech chociaż myśli, że jej się udało.
- Nie.- pokręciłam głową. - Nawet mnie o to nie proś. Dobrze wiesz ile razy i jak się w stosunku do mnie zachowywała.- zamrugałam, aby pozbyć się łez, które zaczęły zbierać się pod moimi powiekami.
- Jesteście równie uparte.- pokręcił głową z dezaprobatą. - Nie będę wam już przeszkadzał i przepraszam, że wpadłem tak bez zapowiedzi.- pocałował mnie w policzek, a z Leo uścisnął dłoń i tyle go widzieliśmy. Drzwi trzasnęły, a ja opadłam z sił. Całe szczęście, że obok stał Lio, który natychmiast mnie złapał i zaniósł do salonu. Posadził mnie na kanapie, a następnie poszedł do szklankę wody. Podał mi ją, klękając przede mną i obejmując moje dłonie swoimi.
- Powinnaś coś z tym zrobić. Widzę, jak bardzo to przeżywasz.- powiedział z ogromną troską w głosie. Przez moment patrzyłam na jego poważną twarz.
- To nie zależy jedynie ode mnie.- wyszeptałam, próbując zatrzymać łzy. Otworzyłam usta, aby wypowiedzieć kolejne zdanie, ale nie potrafiłam. Dolna warga zaczęła mi drgać, a na policzkach pojawiły się słone kropelki. Leo natychmiast usiadł obok i mocno mnie przytulił. Wiedział, że teraz potrzebowałam chwili dla siebie. To co działo się z moim ciałem było bardzo dziwne. Chciałam nienawidzić matki, ale nie potrafiłam. Bardzo mocno ją kochałam, przecież nosiła mnie dziewięć miesięcy pod sercem, była gdy pierwszy raz szłam do szkoły i... I na tym zakończyła się jej rola. Z każdym rokiem było coraz gorzej. Stawałam się dla niej nikim, tak bynajmniej to wyglądało. Niech ktoś rozsądny mi powie, ileż można być dla kogoś tylko przedmiotem? Ile zniewagi można wytrzymać? Dlaczego nie mogłam mieć matki takiej, jak mają wszystkie dziewczyny?
Poczułam na policzku palec Leo, którym starł moje łzy. Wtuliłam się mocniej w jego ciało, a on gładził moje plecy. Każdy jego gest był teraz obdarzony dodatkową troską. Cieszyłam się, że mam kogoś przy sobie w takiej chwili. Potrzebowałam wsparcia.
- Cichutko, jestem przy tobie.- powtarzał.
- Wiem Leoś i bardzo ci za to dziękuję.- uniosłam lekko kąciki ust posyłając mu cień uśmiechu.
Całą niedzielę spędziłam z Leo. Po kilku godzinach humor mi się poprawił, właśnie za sprawą piłkarza, który próbował spakować moją walizkę. Podeszłam do niego i zaczęłam poprawiać swoje rzeczy.
- Zaczekaj.- zaśmiałam się. - Tu się nie zmieści tyle ubrań. Muszę wziąć drugą walizkę.- sięgnęłam pod łóżko, aby ją wyciągnąć.
- W zasadzie starczy ci jedna. Kupimy ci coś w Brazylii.
- Nawet o tym nie myśl.- spojrzałam na niego wrogo. - Zbyt wiele mi kupujesz.- stwierdziłam wymijając go i sięgając po kolejne ubrania.
- Przesadzasz...- machnął ręką. - Doskonale wiesz, że nie jest to dla mnie problemem, a jedynie przyjemnością.- odłożył na bok bluzki, które trzymałam w dłoniach. - Wybierz tylko niezbędne rzeczy i nie próbuj udawać bo i tak sprawdzę, co zabierasz.- wskazał na mnie z uśmiechem, po czym pocałował mnie, aż zabrakło mi tchu. Zaśmiał się cicho, a ja założyłam ręce na piersi i wykręciłam się do niego plecami.
- Przestań.- powiedziałam z udawanym oburzeniem.
- Ale co?- obrócił mnie w swoją stronę i przyciągnął bliżej siebie. Położyłam dłonie, na jego nagim torsie, tak jeszcze nie zdążył założyć koszuli, w której ciągle byłam ja. - Nie wiem o co ci chodzi.- znów mnie pocałował.
- O to.- powiedziałam, rozłączając nasze wargi.
- O to?- spytał i znów to zrobił. Zrobiłam obrażoną minę.
- Dobrze wiesz, jak na mnie działasz.- założyłam ręce na piersi. - Wykorzystujesz mnie.
- Wiem.- zaśmiał się głośno. - I bardzo mi to schlebia.- upadliśmy na łóżko, a on zawisnął nade mną. Przez dłuższy moment patrzyliśmy w swoje oczy. Leo położył się obok, obejmując mnie ramieniem. Oboje wpatrywaliśmy się w biały podwieszany sufit. - Zastanawiałaś się kiedyś, co by było gdybyśmy się nie znali?- spytał poważnie. Oparłam się na łokciu, aby móc na niego spojrzeć. Jego wzrok skupiał się w bliżej nieokreślonym punkcie.
- Skąd takie pytanie?
- Wiesz, ja się zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że nie wiem, jak mogłem bez ciebie żyć. To całe spotkanie pod recepcją, a później w gabinecie twojego ojca to najlepsze co do tej pory mnie spotkało.- wciąż mu się przyglądałam. Delikatnie mnie do siebie przyciągnął, przez co na nim leżałam. Wtuliłam się w niego, chcąc poczuć ciepło jego ciała. Zawsze mnie uspokajało. Czułam się wtedy bezpieczna i niczego się już nie bałam. - Jesteś moim największym skarbem.- ujął moją dłoń, na której widniał złoty pierścionek i złożył na niej pocałunek.
- Nie żałujesz, że tak szybko się oświadczyłeś?- spytałam niepewnie.
- Nie i zrobiłbym to ponownie.- odpowiedział z pewnością w głosie.
- Nie możesz być prawdziwy.-westchnęłam, a po policzku spłynęła mi łza. - Jesteś zbyt idealny. Tacy mężczyźni nie istnieją.
- Skarbie, nie płacz.- ucałował mnie w głowę. - Jak widzisz jestem prawdziwy.- zaśmiał się cicho. - Mogę cię nawet uszczypnąć.- z uśmiechem na ustach wykonał gest. Momentalnie roześmiałam się.
- Muszę dokończyć pakowanie.- westchnęłam na samą myśl.
- Pomogę ci, a później idziemy na najlepsze lody w Barcelonie.
- Zaczekaj.- zaśmiałam się. - Tu się nie zmieści tyle ubrań. Muszę wziąć drugą walizkę.- sięgnęłam pod łóżko, aby ją wyciągnąć.
- W zasadzie starczy ci jedna. Kupimy ci coś w Brazylii.
- Nawet o tym nie myśl.- spojrzałam na niego wrogo. - Zbyt wiele mi kupujesz.- stwierdziłam wymijając go i sięgając po kolejne ubrania.
- Przesadzasz...- machnął ręką. - Doskonale wiesz, że nie jest to dla mnie problemem, a jedynie przyjemnością.- odłożył na bok bluzki, które trzymałam w dłoniach. - Wybierz tylko niezbędne rzeczy i nie próbuj udawać bo i tak sprawdzę, co zabierasz.- wskazał na mnie z uśmiechem, po czym pocałował mnie, aż zabrakło mi tchu. Zaśmiał się cicho, a ja założyłam ręce na piersi i wykręciłam się do niego plecami.
- Przestań.- powiedziałam z udawanym oburzeniem.
- Ale co?- obrócił mnie w swoją stronę i przyciągnął bliżej siebie. Położyłam dłonie, na jego nagim torsie, tak jeszcze nie zdążył założyć koszuli, w której ciągle byłam ja. - Nie wiem o co ci chodzi.- znów mnie pocałował.
- O to.- powiedziałam, rozłączając nasze wargi.
- O to?- spytał i znów to zrobił. Zrobiłam obrażoną minę.
- Dobrze wiesz, jak na mnie działasz.- założyłam ręce na piersi. - Wykorzystujesz mnie.
- Wiem.- zaśmiał się głośno. - I bardzo mi to schlebia.- upadliśmy na łóżko, a on zawisnął nade mną. Przez dłuższy moment patrzyliśmy w swoje oczy. Leo położył się obok, obejmując mnie ramieniem. Oboje wpatrywaliśmy się w biały podwieszany sufit. - Zastanawiałaś się kiedyś, co by było gdybyśmy się nie znali?- spytał poważnie. Oparłam się na łokciu, aby móc na niego spojrzeć. Jego wzrok skupiał się w bliżej nieokreślonym punkcie.
- Skąd takie pytanie?
- Wiesz, ja się zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że nie wiem, jak mogłem bez ciebie żyć. To całe spotkanie pod recepcją, a później w gabinecie twojego ojca to najlepsze co do tej pory mnie spotkało.- wciąż mu się przyglądałam. Delikatnie mnie do siebie przyciągnął, przez co na nim leżałam. Wtuliłam się w niego, chcąc poczuć ciepło jego ciała. Zawsze mnie uspokajało. Czułam się wtedy bezpieczna i niczego się już nie bałam. - Jesteś moim największym skarbem.- ujął moją dłoń, na której widniał złoty pierścionek i złożył na niej pocałunek.
- Nie żałujesz, że tak szybko się oświadczyłeś?- spytałam niepewnie.
- Nie i zrobiłbym to ponownie.- odpowiedział z pewnością w głosie.
- Nie możesz być prawdziwy.-westchnęłam, a po policzku spłynęła mi łza. - Jesteś zbyt idealny. Tacy mężczyźni nie istnieją.
- Skarbie, nie płacz.- ucałował mnie w głowę. - Jak widzisz jestem prawdziwy.- zaśmiał się cicho. - Mogę cię nawet uszczypnąć.- z uśmiechem na ustach wykonał gest. Momentalnie roześmiałam się.
- Muszę dokończyć pakowanie.- westchnęłam na samą myśl.
- Pomogę ci, a później idziemy na najlepsze lody w Barcelonie.
Wchodzilimy właśnie do samolotu. Za kilka godzin będziemy w Buenos Aries, a później brat Leo ma nas zabrać do Rosario. Kilka dni spędzimy u rodziny Messich, a na koniec Brazylia i mundial. Na samą myśl uśmiech pojawiał się na moich ustach. Lecz żeby nie było tak kolorowo, nasz samolot był opóźniony cztery godziny. Wszystko za sprawą dużych wiatrów, które uporczywie utrudniały życie podróżnym.
Całe szczęście siedzimy już w fotelach. Oparłam głowę o ramię Argentyńczyka.
- Już nie mogę się doczekać. Koniecznie musisz zobaczyć kilka miejsc.- wyczułam w jego głosie niezwykłe podekscytowanie. Cieszył się, że wreszcie zobaczę miasto, w którym przeżył dzieciństwo. Nie dziwię mu się, ja równie mocno przeżywałam jego pobyt w Polsce.
- Ja też. Wiesz Leoś...- zatrzymałam na chwilę głos. - Mam złe przeczucia.- wypuściłam głośno powietrze z płuc.
- Nie masz się czym martwić. Samolotami latałaś, moją rodzinę znasz. Wszystko będzie dobrze.- pocałował mnie w czubek głowy, a ja na niego spojrzałam. Złączyłam na chwilę nasze wargi, po czym znów się o niego oparłam. Poczułam, jak powieki stają się coraz cięższe, aż w końcu zasnęłam. Śniło mi się, że matka przychodzi do mnie i przeprasza za wszystko, co zrobiła do tej pory źle, a ja oczywiście jej wybaczam. Później był ślub, ale nie Leo ze mną, a Neymara z Igą. Wyglądała ślicznie, z resztą jak zawsze. Szczerze mówiąc, jest piękną kobietą i dziwię się, dlaczego wciąż jest sama. Może Brazylijczyk niedługo to zmieni. Bardzo bym się cieszyła z tego powodu. Pasują do siebie, a poza tym od pierwszego spotkania mają się ku sobie.
Nagle poczułam okropny ból, który zaczął przeszywać moją klatkę piersiową, a później całe ciało. Nie zdążyłam otworzyć oczu, mocno ścianęłam dłoń Leo, a na koniec moje ciało stało się jakieś zaskakująco lekkie...
Całe szczęście siedzimy już w fotelach. Oparłam głowę o ramię Argentyńczyka.
- Już nie mogę się doczekać. Koniecznie musisz zobaczyć kilka miejsc.- wyczułam w jego głosie niezwykłe podekscytowanie. Cieszył się, że wreszcie zobaczę miasto, w którym przeżył dzieciństwo. Nie dziwię mu się, ja równie mocno przeżywałam jego pobyt w Polsce.
- Ja też. Wiesz Leoś...- zatrzymałam na chwilę głos. - Mam złe przeczucia.- wypuściłam głośno powietrze z płuc.
- Nie masz się czym martwić. Samolotami latałaś, moją rodzinę znasz. Wszystko będzie dobrze.- pocałował mnie w czubek głowy, a ja na niego spojrzałam. Złączyłam na chwilę nasze wargi, po czym znów się o niego oparłam. Poczułam, jak powieki stają się coraz cięższe, aż w końcu zasnęłam. Śniło mi się, że matka przychodzi do mnie i przeprasza za wszystko, co zrobiła do tej pory źle, a ja oczywiście jej wybaczam. Później był ślub, ale nie Leo ze mną, a Neymara z Igą. Wyglądała ślicznie, z resztą jak zawsze. Szczerze mówiąc, jest piękną kobietą i dziwię się, dlaczego wciąż jest sama. Może Brazylijczyk niedługo to zmieni. Bardzo bym się cieszyła z tego powodu. Pasują do siebie, a poza tym od pierwszego spotkania mają się ku sobie.
Nagle poczułam okropny ból, który zaczął przeszywać moją klatkę piersiową, a później całe ciało. Nie zdążyłam otworzyć oczu, mocno ścianęłam dłoń Leo, a na koniec moje ciało stało się jakieś zaskakująco lekkie...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz