Nic nie trwa wiecznie, niebezpieczne, jest wierzyć, że coś trwa wiecznie.*
Minęły 2 tygodnie. Dni do meczu, na który dostałam wejściówki płynęły z zawrotną prędkością. W ciągu tego czasu spotkałam się z Leo jeszcze kilka razy.
- Gotowa jesteś?
- No czekaj, co się gorączkujesz.- W całym domu słychać było nasze wrzaski.
- Już, wychodzimy.
- Nareszcie...
Ruszyliśmy w stronę Camp Nou. Gdy doszliśmy, zobaczyliśmy olbrzymi stadion o bordowo-granatowych barwach. Robił ogromne wrażenie. Był piękny. Znaleźliśmy swoje miejsca, jak się okazało w loży VIP. Siadając widzieliśmy wszystkie Wag's. O matko! Czy tam siedzi Shakira?! Czy ona się mi przygląda? Zaraz zemdleję. Nagle dostałam SMSa "Przyjdź pod szatnie. L". Migiem ruszyłam w to miejsce, gdy doszłam Leo już na mnie czekał. Oparty o ścianę bawił się telefonem, na mój widok uśmiechnął się i podbiegł w moją stronę.
- Chodź.- złapał mnie za rękę i pociągnął do schowka na miotły. Staliśmy w półciemnym pomieszczeniu. Co on chce ze mną zrobić? Błagam nie bądź gwałcicielem albo seryjnym mordercą. Byłam trochę wystraszona, lecz to uczucie minęło, gdy przytulił się do mnie.
- Mam coś dla ciebie.- wyciągnął zza pleców ładnie opakowane pudełko.- Otwórz, proszę.- wzięłam je do reki i wykonałam to o co prosił. W środku znajdowała się klubowa koszulka z napisem "Messi 10". Jednak największym zaskoczeniem był napis przy kołnierzyku "Para siempre" znaczący - na zawsze. Wzruszyłam się, a jedna łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz- powiedział przytulając mnie i ocierając łzę.
- To ze szczęścia.- odpowiedziałam mocniej się w niego wtulając.
- Chciałbym ci coś powiedzieć.- jąkał się ze stresu. Nawet zaczął wyłamywać palce. Przestań, nie lubię tego. Powiedz mi to w końcu bo oszaleję. - Ale nie wiem jak mam to zrobić... Kocham cię. -mówiąc ostatnie zdanie spojrzał mi głęboko w oczy. Chyba się przesłyszałam. On mnie kocha! Miałam ochotę zacząć krzyczeć, skakać i biegać.
- Może to głupie, bo znamy się tak krótko, ale... ja ciebie też.- przysunął mnie do siebie tak, że dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Objął moją twarz dłonią i złożył na ustach czuły pocałunek. Byłam w siódmym niebie. To nie mogło dziać się naprawdę. Marzyłam, by ta chwila nigdy się nie skończyła. Niestety za kilkanaście minut mecz... Wyszliśmy z pomieszczenia, udałam się do łazienki, aby zmienić koszulkę i wróciłam na miejsce.
- Skąd to masz?- spytał zaciekawiony Adam. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Pokazałam palcem na piłkarza, który wchodził własnie na murawę i uśmiechnęłam się szeroko.
- Od niego.- Leo spojrzał na trybuny i puścił do mnie oczko, a ja mu pomachałam.
Sędzia dmuchnął w gwizdek zaczynając mecz. Akcja była wartka, ciekawa i bardzo emocjonująca, co widać było po Adamie. Cieszył się każdym przejęciem i jednocześnie tłumaczył mi wszystko co się działo na boisku. Pierwsza polowa zakończyła się wynikiem 0:0. Podczas przerwy podeszła do nas Shakira.
- Hej, jestem Shaki. To o tobie Leo nam opowiadał.- Zaraz, zaraz co?! Podchodzi do mnie sama Shakira i mówi, że Leo o mnie opowiadał. Chyba umrę. Tu się dzieje zbyt dużo, jak na tak krótki czas.
- Nie płacz- powiedział przytulając mnie i ocierając łzę.
- To ze szczęścia.- odpowiedziałam mocniej się w niego wtulając.
- Chciałbym ci coś powiedzieć.- jąkał się ze stresu. Nawet zaczął wyłamywać palce. Przestań, nie lubię tego. Powiedz mi to w końcu bo oszaleję. - Ale nie wiem jak mam to zrobić... Kocham cię. -mówiąc ostatnie zdanie spojrzał mi głęboko w oczy. Chyba się przesłyszałam. On mnie kocha! Miałam ochotę zacząć krzyczeć, skakać i biegać.
- Może to głupie, bo znamy się tak krótko, ale... ja ciebie też.- przysunął mnie do siebie tak, że dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Objął moją twarz dłonią i złożył na ustach czuły pocałunek. Byłam w siódmym niebie. To nie mogło dziać się naprawdę. Marzyłam, by ta chwila nigdy się nie skończyła. Niestety za kilkanaście minut mecz... Wyszliśmy z pomieszczenia, udałam się do łazienki, aby zmienić koszulkę i wróciłam na miejsce.
- Skąd to masz?- spytał zaciekawiony Adam. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Pokazałam palcem na piłkarza, który wchodził własnie na murawę i uśmiechnęłam się szeroko.
- Od niego.- Leo spojrzał na trybuny i puścił do mnie oczko, a ja mu pomachałam.
Sędzia dmuchnął w gwizdek zaczynając mecz. Akcja była wartka, ciekawa i bardzo emocjonująca, co widać było po Adamie. Cieszył się każdym przejęciem i jednocześnie tłumaczył mi wszystko co się działo na boisku. Pierwsza polowa zakończyła się wynikiem 0:0. Podczas przerwy podeszła do nas Shakira.
- Hej, jestem Shaki. To o tobie Leo nam opowiadał.- Zaraz, zaraz co?! Podchodzi do mnie sama Shakira i mówi, że Leo o mnie opowiadał. Chyba umrę. Tu się dzieje zbyt dużo, jak na tak krótki czas.
- To... to chyba ja.- zaśmiałam się nerwowo.
- Po meczu robimy małą imprezę z Gerardem, mam nadzieje, ze wpadniecie ty i twój...
- To mój brat, zresztą widać podobieństwo.- przyciągnęłam go do siebie po czym zaśmialiśmy się głośno. - To jak braciszku idziemy?
- Jeszcze się pytasz? Oczywiście.
- To świetnie, będziemy na was czekali.
Rozmowę przerwał nam gwizdek sędziego, obwołujący początek drugiej polowy. Wczułam się w mecz i reagowałam jak każdy na tym stadionie. Nawet śpiewałam przyśpiewki. Marnie bo marnie. Ale liczą się dobre chęci. Była 66 minuta, gdy Leo wpakował piłkę do siatki. Ludzie na trybunach poderwali się i skandowali "Messi! Messi! Messi", a my przyłaczyliśmy się do nich. Dwie minuty później sytuacja powtórzyła się. Tym razem bramkę strzelił Neymar. Mecz ciągle trzymał w napięciu. Było kilka akcji, które mogły zagrozić wynikowi, lecz w 89 minucie Argentyńczyk znowu strzelił gola, po czym podbiegli do niego koledzy z drużyny i zaczęli się cieszyć. Za chwile sędzia odgwizdał koniec meczu, a szczęśliwi piłkarze zaszli z boiska. Piłkarz podszedł do trybun, a ja zbiegłam w w jego stronę. Dzieliła nas tylko barierka. Nachyliłam się i pocałowałam Leo. W tym czasie Adam zobaczywszy całe zdarzenie stal z otwartymi ustami, jak zamurowany. Lio pomógł mi zejść na murawę i razem z nim, trzymając się za ręce weszliśmy do tunelu.
- Wiesz, że jestem z ciebie bardzo dumna?
- Czym sobie na to zasłużyłem?
- Tymi pięknymi golami.- powiedziałam z rozbawieniem w głosie.
- Idziesz do Shaki i Gerarda?
- Tak, będę z Adamem.
- Czekajcie tu na mnie za 15 minut.- pokiwałam twierdząco głową.
Piłkarz odszedł zamykając za sobą drzwi do szatni, z której dobiegały okrzyki radości, a ja poszłam po Adama.
Zgodnie z umową czekaliśmy na Leo pod szatnią.
- Co to było, to na boisku?- spytał lustrując mnie wzrokiem. No i się zaczęło...
- Ale co?- próbowałam udawać głupią.
- Ty i Messi. Nie wierzę...
- Co w tym dziwnego?
- Nic, porostu się dziwie, ze jesteś z najlepszym piłkarzem na świecie. Od razu wiedziałem, ze przyjazd tu będzie świetną przygodą.
- Interesujesz się mną, lepiej powiedz jak z Daniell.- odbiłam piłeczkę.
- Powiem ci szczerze, że mam pewne plany co do niej.
- Mmm... ciekawe, ciekawe...
- Jutro ma urodziny i z tej okazji chciałbym zabrać ją na plaże, na której będzie dużo palących się lampionów, tort i szampan.
- Normalnie cię nie poznaję. Ja nic nie powiem, buzia na kłódkę.- zaśmiałam się i już nie moglibyśmy dokończyć rozmowy, bo z szatni wyszedł Leo.
- Gotowi?
- Jasne!
Weszliśmy na parking i wsiedliśmy do samochodu. Adam usiadł w fotelu pasażera tuż obok swojego idola, a ja byłam skazana na tylne siedzenie. Czy ty sobie nie pozwalasz na za wiele?! Dzięki komu tu jesteś drogi Adamie? Przypomnieć ci. Leo wjechał do dzielnicy, w której znajdował się dom Pique. Zaparkował pod ogromną willą, zapukał do drzwi. Otworzyła nam Shakira.
- Nareszcie jesteście, zapraszam.- weszliśmy do środka, momentalnie wszyscy piłkarze podeszli do nas. Przez moment poczułam się jak eksponat w muzeum, albo zwierzę w zoo.
- A co to za piękna pani?- usłyszeliśmy w wejściu. Moje policzki zapewne przybrały kolor buraka.
- To Emilka, sorry Ney, ale jest ze mną.- zaśmiał się Leo - A to jest jej brat, Adam. Gra w Barcy B.
- Hej.- przywitał się z niedowierzaniem. Pierwszy raz widzi swoich idoli i jeszcze jest z nimi na imprezie.
- uuu Leo to konkurencja ci rośnie.- kontynuował Brazylijczyk. Adam momentalnie wybuchł śmiechem.
- Ja następcą mistrza... nie w tym wcieleniu. Ale ty masz jakieś szanse.- odpowiedział Polak, a Leo delikatnie się zawstydził i wziął mnie za rękę.
- Chodź bo się głupotą od nich zarazisz.- wybuchłam śmiechem.
- Za to Adam idzie z nami.- krzyknęli chórem piłkarze. I odeszli. Zostaliśmy sami, jednak ta chwila nie trwała długo. Nagle pojawiła się Shakira i Gerard.
- Siema gołąbeczki!- krzyknął mężczyzna i znacząco poruszył brawami. Czyżbym o czymś nie wiedziała?
- Pique ogarnij się.- odpowiedziała jego partnerka. - Chyba chciał w ten sposób powiedzieć, że wam gratuluje i rzeczy powodzenia.
- Dziękujemy.- odpowiedziałam uśmiechając się do piosenkarki.
- Mam takie małe pytanie. Znalazłabyś jutro trochę czasu? Chciałabym cię zabrać na zakupy, jeśli się zgodzisz, oczywiście.
- Pewnie, że znajdę czas.- odparłam bez namysłu. O mój Boże, czy wy to słyszycie? Shakira zaprasza mnie na zakupy. Nie mogę w to uwierzyć.
- Świetnie. Pogadamy potem. No Gerard spadamy.- odeszli, a ja obróciłam się w stronę Leo.
- Idziemy tańczyć!
- Ale ja nie umiem.
- Umiesz, ja cię nauczę.- naciskałam. Chwilę później byliśmy już na parkiecie i wirowaliśmy w tańcu. Przetańczyliśmy ze sobą kilka piosenek, lecz musieliśmy chwilę odpocząć. Chłopak przyniósł przyniósł mi coś do picia.
- Mówiłeś, że nie umiesz tańczyć.
- No, bo to prawda.
- Skoro to się nazywa brak talentu do tańca to ja jestem Leo Messi
- W takim razie, jesteś pięknym Messim.- zaśmialiśmy się oboje.
- Idę poszukać Adama.
- Zaczekaj pójdę z tobą.
Ruszyliśmy i znaleźliśmy go siedzącego w kuchni, pijanego oraz grającego w karty z drużyną. Mężczyźni śmiali się że wszystkiego, a wokół nich leżało kilka pustych butelek.
- O! Emilka, chodź do mnie.- krzyknął w moją stronę. Już w jego głosie słyszałam, że jest nawalony w trzy dupy. W domu będzie awantura. Lepiej się tam dziś nie pokazywać.
- Adam, jak ty wrócisz do domu?- załamałam się.
- Będziecie spali u nas.- powiedział Pique. Uważaj bo to takie proste.
- No właśnie. Wyluzuj!- krzyknął mój bliźniak.
- Lepsze to niż słuchanie morałów matki.- powiedziałam pod nosem i odeszłam. Znowu poszliśmy na parkiet, jednak tym razem leciała wolna piosenka. Piłkarz położył dłonie na moich biodrach, a ja objęłam rękami jego szyję. Wpatrywał się moje w oczy, a ja nie mogłam się powstrzymać, aby nie zrobić tego samego. Kołysaliśmy się w spokojny rytm piosenki. Później zatańczyliśmy kilka szybszych kawałków. Gdy nagle podszedł do nas całkiem pijany Adam.
- Ej, siostra napijmy się.- zaproponował
- Nie.- uciełam krótko. Nie mogłam do tego dopuścić, nie w towarzystwie Messiego.
- No dawaj. Wymiękasz? Nie pamiętasz tych imprez w Polsce?
- Kiedyś to było kiedyś.- nagle cały tłum zaczął krzyczeć- Dawaj, dawaj, dawaj... Pozostało mi tylko się zgodzić. Jeden kieliszek chyba nie zaszkodzi, prawda. Zasiadłam z bratem do stołu.
- Leo leje.- krzyknął Alexis, który był 'sędzią', a piłkarz wziął butelkę w dłoń i jednym ruchem napełnił wszystkie kieliszki. Siedziałam naprzeciw niego, wpatrując się z wściekłością. Przed nami stała nalana wódka.
- 3...2...1... pijemy!- krzyknął Pique. Po raz ostatni spojrzałam na Argentyńczyka, miał smutną minę. Było już za późno żeby się wycofać. Zaczęłam przechylać kieliszek za kieliszkiem.
- Wygrywa Emi!- krzyknął Alexis unosząc moją rękę niczym sędzia zawodnikowi na ringu po wygranej walce. - Leo, ale sobie laskę wybrałeś.- kontynuował. Jednak Messi stał z boku ze smutkiem w oczach. Mimo wygranej nie byłam z siebie dumna. Odszedł do innego pokoju. Po chwili podeszłam do niego, nachyliłam się, by go przytulić, a on odsunął się milcząc.
- Powiesz mi o co chodzi.- spytałam, lecz on tkwił wpatrzony w ścianę przed sobą.
- Aha... czyli teraz nie będziesz się do mnie odzywał...- on dalej nie reagował.- Dobrze, ja nie będę naciskać, nie chcesz rozmawiać, to nie. A przyszłam tu żeby ci coś wyjaśnić, jak widać na próżno.- odeszłam, a piłkarz nawet się nie spojrzał. Czyli teraz będziemy się unikać. Po co mnie w sobie rozkoszowałeś? Teraz zostawisz mnie bo raz się napiłam, tak? Dziecinada. Gdzieś w tłumie znalazłam Shakirę.
- Shaki pokarzesz mi, gdzie mam spać?
- Oczywiście, chodź za mną.
Poszłyśmy na górę. Kolumbijka pokazała mi pokoik i łazienkę, naszykowała pościel oraz ręczniki. Wychodziła właśnie z pokoju, lecz zatrzymała się zawróciła.
- Pokłóciliście się, prawda?- spytała. W moich oczach pojawiły się łzy. Gdy zaczęło mi na nim zależeć, on tak po prostu przestał się do mnie odzywać. Chciałam mu opowiedzieć o moim życiu w Polsce, ale nawet nie dał mi szansy. Naprawdę...
- Słyszysz mnie?
- Tak, tak. Przepraszam zamyśliłam się.
- Siadaj, muszę ci coś powiedzieć. Znam Leo jak mało kto. W końcu jest przyjacielem Gerarda i częstym gościem w naszym domu. Daj mu trochę czasu. Ma trudny charakter. Jest zamknięty w sobie, skryty. Jestem w szoku, że w ogóle z nim jesteś. Nie ma śmiałości do kobiet, poprzednia dziewczyna bardzo go zraniła. Gdy przyjdzie czas, on się do ciebie odezwie, daj mu go trochę. On już taki jest.- wytłumaczyła mi wszystko.
- Mhm... Rozumiem, ale ta jego obojętność. Wolałabym żeby krzyczał, a on nawet na mnie nie spojrzał.
- Wiem, że to trudne, ale spróbuj. Mam nadzieję, że jutrzejsze zakupy są aktualne? Ja już idę, śpij dobrze.
- Nic innego mi nie pozostało. Oczywiście, że aktualne. Dziękuje, do jutra.- zakończyłam, Shaki pocałowała mnie w czoło i wyszła. Zostałam całkiem sama, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Nie potrafiłam udawać, że nic się się stało. Zranił mnie i to bardzo. A miało być para siempre...
Rano zwlekłam się z łóżka. Męczył mnie straszny ból głowy i morderczy kac. Na samą myśl o wczorajszych wydarzeniach chciało mi się płakać, jednak nie mogłam pokazać po sobie tej słabości. Przebrałam się i zeszłam na dół. W salonie zobaczyłam kilku piłkarzy śpiących na kanapie, Adam natomiast, spał na podłodze mocno przytulony do Gerarda. Podeszłam do nich na paluszkach i lekko trąciłam nogą bliźniaka. Ten zląkł się.
- Wstawaj, musimy wracać do domu.- szepnęłam do niego.
- Ale mnie głowa boli.- jęknął. Trzeba było więcej wypić. Jak rodzice zobaczą go w takim stanie to chyba mnie zabiją.
- Nic dziwnego. Ogarnij się trochę, a ja ci przyniosę coś do picia.- weszłam do kuchni, w której siedziała już Kolumbijka, pijąca poranną kawę.
- Nie śpisz już? Ja przyszłam tylko się napić i spadamy do domu.
- Co tak szybko? Nie napijesz się ze mną kawy?
- Musimy wracać do domu, rodzice będą wściekli. Leo nie ma, prawda?
- Niestety nie, jak wróciłam wczoraj od ciebie z góry, to już go nie widziałam. Przyjedź do mnie o 13.00 to pojedziemy na zakupy.
- Dobrze, a teraz to naprawdę idę.- wymusiłam uśmiech.
Ruszyłam w stronę drzwi, przy okazji zabierając ze sobą brata. Bylibyśmy już blisko domu.
- Znowu będę miała przez ciebie problemy.
- Oj, nie ważne...- jęknął Adam, tak bardzo bolała go głowa. Jak zwykle przejmował się tylko czubkiem własnego nosa. Dlaczego mu zaufałam? Wciąż jest takim samym idiotą, jak dawniej. Nic się nie zmieniło.
- Ważne, ważne.- kończąc te słowa znaleźliśmy się pod domem. Otworzyłam drzwi...
- Po meczu robimy małą imprezę z Gerardem, mam nadzieje, ze wpadniecie ty i twój...
- To mój brat, zresztą widać podobieństwo.- przyciągnęłam go do siebie po czym zaśmialiśmy się głośno. - To jak braciszku idziemy?
- Jeszcze się pytasz? Oczywiście.
- To świetnie, będziemy na was czekali.
Rozmowę przerwał nam gwizdek sędziego, obwołujący początek drugiej polowy. Wczułam się w mecz i reagowałam jak każdy na tym stadionie. Nawet śpiewałam przyśpiewki. Marnie bo marnie. Ale liczą się dobre chęci. Była 66 minuta, gdy Leo wpakował piłkę do siatki. Ludzie na trybunach poderwali się i skandowali "Messi! Messi! Messi", a my przyłaczyliśmy się do nich. Dwie minuty później sytuacja powtórzyła się. Tym razem bramkę strzelił Neymar. Mecz ciągle trzymał w napięciu. Było kilka akcji, które mogły zagrozić wynikowi, lecz w 89 minucie Argentyńczyk znowu strzelił gola, po czym podbiegli do niego koledzy z drużyny i zaczęli się cieszyć. Za chwile sędzia odgwizdał koniec meczu, a szczęśliwi piłkarze zaszli z boiska. Piłkarz podszedł do trybun, a ja zbiegłam w w jego stronę. Dzieliła nas tylko barierka. Nachyliłam się i pocałowałam Leo. W tym czasie Adam zobaczywszy całe zdarzenie stal z otwartymi ustami, jak zamurowany. Lio pomógł mi zejść na murawę i razem z nim, trzymając się za ręce weszliśmy do tunelu.
- Wiesz, że jestem z ciebie bardzo dumna?
- Czym sobie na to zasłużyłem?
- Tymi pięknymi golami.- powiedziałam z rozbawieniem w głosie.
- Idziesz do Shaki i Gerarda?
- Tak, będę z Adamem.
- Czekajcie tu na mnie za 15 minut.- pokiwałam twierdząco głową.
Piłkarz odszedł zamykając za sobą drzwi do szatni, z której dobiegały okrzyki radości, a ja poszłam po Adama.
Zgodnie z umową czekaliśmy na Leo pod szatnią.
- Co to było, to na boisku?- spytał lustrując mnie wzrokiem. No i się zaczęło...
- Ale co?- próbowałam udawać głupią.
- Ty i Messi. Nie wierzę...
- Co w tym dziwnego?
- Nic, porostu się dziwie, ze jesteś z najlepszym piłkarzem na świecie. Od razu wiedziałem, ze przyjazd tu będzie świetną przygodą.
- Interesujesz się mną, lepiej powiedz jak z Daniell.- odbiłam piłeczkę.
- Powiem ci szczerze, że mam pewne plany co do niej.
- Mmm... ciekawe, ciekawe...
- Jutro ma urodziny i z tej okazji chciałbym zabrać ją na plaże, na której będzie dużo palących się lampionów, tort i szampan.
- Normalnie cię nie poznaję. Ja nic nie powiem, buzia na kłódkę.- zaśmiałam się i już nie moglibyśmy dokończyć rozmowy, bo z szatni wyszedł Leo.
- Gotowi?
- Jasne!
Weszliśmy na parking i wsiedliśmy do samochodu. Adam usiadł w fotelu pasażera tuż obok swojego idola, a ja byłam skazana na tylne siedzenie. Czy ty sobie nie pozwalasz na za wiele?! Dzięki komu tu jesteś drogi Adamie? Przypomnieć ci. Leo wjechał do dzielnicy, w której znajdował się dom Pique. Zaparkował pod ogromną willą, zapukał do drzwi. Otworzyła nam Shakira.
- Nareszcie jesteście, zapraszam.- weszliśmy do środka, momentalnie wszyscy piłkarze podeszli do nas. Przez moment poczułam się jak eksponat w muzeum, albo zwierzę w zoo.
- A co to za piękna pani?- usłyszeliśmy w wejściu. Moje policzki zapewne przybrały kolor buraka.
- To Emilka, sorry Ney, ale jest ze mną.- zaśmiał się Leo - A to jest jej brat, Adam. Gra w Barcy B.
- Hej.- przywitał się z niedowierzaniem. Pierwszy raz widzi swoich idoli i jeszcze jest z nimi na imprezie.
- uuu Leo to konkurencja ci rośnie.- kontynuował Brazylijczyk. Adam momentalnie wybuchł śmiechem.
- Ja następcą mistrza... nie w tym wcieleniu. Ale ty masz jakieś szanse.- odpowiedział Polak, a Leo delikatnie się zawstydził i wziął mnie za rękę.
- Chodź bo się głupotą od nich zarazisz.- wybuchłam śmiechem.
- Za to Adam idzie z nami.- krzyknęli chórem piłkarze. I odeszli. Zostaliśmy sami, jednak ta chwila nie trwała długo. Nagle pojawiła się Shakira i Gerard.
- Siema gołąbeczki!- krzyknął mężczyzna i znacząco poruszył brawami. Czyżbym o czymś nie wiedziała?
- Pique ogarnij się.- odpowiedziała jego partnerka. - Chyba chciał w ten sposób powiedzieć, że wam gratuluje i rzeczy powodzenia.
- Dziękujemy.- odpowiedziałam uśmiechając się do piosenkarki.
- Mam takie małe pytanie. Znalazłabyś jutro trochę czasu? Chciałabym cię zabrać na zakupy, jeśli się zgodzisz, oczywiście.
- Pewnie, że znajdę czas.- odparłam bez namysłu. O mój Boże, czy wy to słyszycie? Shakira zaprasza mnie na zakupy. Nie mogę w to uwierzyć.
- Świetnie. Pogadamy potem. No Gerard spadamy.- odeszli, a ja obróciłam się w stronę Leo.
- Idziemy tańczyć!
- Ale ja nie umiem.
- Umiesz, ja cię nauczę.- naciskałam. Chwilę później byliśmy już na parkiecie i wirowaliśmy w tańcu. Przetańczyliśmy ze sobą kilka piosenek, lecz musieliśmy chwilę odpocząć. Chłopak przyniósł przyniósł mi coś do picia.
- Mówiłeś, że nie umiesz tańczyć.
- No, bo to prawda.
- Skoro to się nazywa brak talentu do tańca to ja jestem Leo Messi
- W takim razie, jesteś pięknym Messim.- zaśmialiśmy się oboje.
- Idę poszukać Adama.
- Zaczekaj pójdę z tobą.
Ruszyliśmy i znaleźliśmy go siedzącego w kuchni, pijanego oraz grającego w karty z drużyną. Mężczyźni śmiali się że wszystkiego, a wokół nich leżało kilka pustych butelek.
- O! Emilka, chodź do mnie.- krzyknął w moją stronę. Już w jego głosie słyszałam, że jest nawalony w trzy dupy. W domu będzie awantura. Lepiej się tam dziś nie pokazywać.
- Adam, jak ty wrócisz do domu?- załamałam się.
- Będziecie spali u nas.- powiedział Pique. Uważaj bo to takie proste.
- No właśnie. Wyluzuj!- krzyknął mój bliźniak.
- Lepsze to niż słuchanie morałów matki.- powiedziałam pod nosem i odeszłam. Znowu poszliśmy na parkiet, jednak tym razem leciała wolna piosenka. Piłkarz położył dłonie na moich biodrach, a ja objęłam rękami jego szyję. Wpatrywał się moje w oczy, a ja nie mogłam się powstrzymać, aby nie zrobić tego samego. Kołysaliśmy się w spokojny rytm piosenki. Później zatańczyliśmy kilka szybszych kawałków. Gdy nagle podszedł do nas całkiem pijany Adam.
- Ej, siostra napijmy się.- zaproponował
- Nie.- uciełam krótko. Nie mogłam do tego dopuścić, nie w towarzystwie Messiego.
- No dawaj. Wymiękasz? Nie pamiętasz tych imprez w Polsce?
- Kiedyś to było kiedyś.- nagle cały tłum zaczął krzyczeć- Dawaj, dawaj, dawaj... Pozostało mi tylko się zgodzić. Jeden kieliszek chyba nie zaszkodzi, prawda. Zasiadłam z bratem do stołu.
- Leo leje.- krzyknął Alexis, który był 'sędzią', a piłkarz wziął butelkę w dłoń i jednym ruchem napełnił wszystkie kieliszki. Siedziałam naprzeciw niego, wpatrując się z wściekłością. Przed nami stała nalana wódka.
- 3...2...1... pijemy!- krzyknął Pique. Po raz ostatni spojrzałam na Argentyńczyka, miał smutną minę. Było już za późno żeby się wycofać. Zaczęłam przechylać kieliszek za kieliszkiem.
- Wygrywa Emi!- krzyknął Alexis unosząc moją rękę niczym sędzia zawodnikowi na ringu po wygranej walce. - Leo, ale sobie laskę wybrałeś.- kontynuował. Jednak Messi stał z boku ze smutkiem w oczach. Mimo wygranej nie byłam z siebie dumna. Odszedł do innego pokoju. Po chwili podeszłam do niego, nachyliłam się, by go przytulić, a on odsunął się milcząc.
- Powiesz mi o co chodzi.- spytałam, lecz on tkwił wpatrzony w ścianę przed sobą.
- Aha... czyli teraz nie będziesz się do mnie odzywał...- on dalej nie reagował.- Dobrze, ja nie będę naciskać, nie chcesz rozmawiać, to nie. A przyszłam tu żeby ci coś wyjaśnić, jak widać na próżno.- odeszłam, a piłkarz nawet się nie spojrzał. Czyli teraz będziemy się unikać. Po co mnie w sobie rozkoszowałeś? Teraz zostawisz mnie bo raz się napiłam, tak? Dziecinada. Gdzieś w tłumie znalazłam Shakirę.
- Shaki pokarzesz mi, gdzie mam spać?
- Oczywiście, chodź za mną.
Poszłyśmy na górę. Kolumbijka pokazała mi pokoik i łazienkę, naszykowała pościel oraz ręczniki. Wychodziła właśnie z pokoju, lecz zatrzymała się zawróciła.
- Pokłóciliście się, prawda?- spytała. W moich oczach pojawiły się łzy. Gdy zaczęło mi na nim zależeć, on tak po prostu przestał się do mnie odzywać. Chciałam mu opowiedzieć o moim życiu w Polsce, ale nawet nie dał mi szansy. Naprawdę...
- Słyszysz mnie?
- Tak, tak. Przepraszam zamyśliłam się.
- Siadaj, muszę ci coś powiedzieć. Znam Leo jak mało kto. W końcu jest przyjacielem Gerarda i częstym gościem w naszym domu. Daj mu trochę czasu. Ma trudny charakter. Jest zamknięty w sobie, skryty. Jestem w szoku, że w ogóle z nim jesteś. Nie ma śmiałości do kobiet, poprzednia dziewczyna bardzo go zraniła. Gdy przyjdzie czas, on się do ciebie odezwie, daj mu go trochę. On już taki jest.- wytłumaczyła mi wszystko.
- Mhm... Rozumiem, ale ta jego obojętność. Wolałabym żeby krzyczał, a on nawet na mnie nie spojrzał.
- Wiem, że to trudne, ale spróbuj. Mam nadzieję, że jutrzejsze zakupy są aktualne? Ja już idę, śpij dobrze.
- Nic innego mi nie pozostało. Oczywiście, że aktualne. Dziękuje, do jutra.- zakończyłam, Shaki pocałowała mnie w czoło i wyszła. Zostałam całkiem sama, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Nie potrafiłam udawać, że nic się się stało. Zranił mnie i to bardzo. A miało być para siempre...
Rano zwlekłam się z łóżka. Męczył mnie straszny ból głowy i morderczy kac. Na samą myśl o wczorajszych wydarzeniach chciało mi się płakać, jednak nie mogłam pokazać po sobie tej słabości. Przebrałam się i zeszłam na dół. W salonie zobaczyłam kilku piłkarzy śpiących na kanapie, Adam natomiast, spał na podłodze mocno przytulony do Gerarda. Podeszłam do nich na paluszkach i lekko trąciłam nogą bliźniaka. Ten zląkł się.
- Wstawaj, musimy wracać do domu.- szepnęłam do niego.
- Ale mnie głowa boli.- jęknął. Trzeba było więcej wypić. Jak rodzice zobaczą go w takim stanie to chyba mnie zabiją.
- Nic dziwnego. Ogarnij się trochę, a ja ci przyniosę coś do picia.- weszłam do kuchni, w której siedziała już Kolumbijka, pijąca poranną kawę.
- Nie śpisz już? Ja przyszłam tylko się napić i spadamy do domu.
- Co tak szybko? Nie napijesz się ze mną kawy?
- Musimy wracać do domu, rodzice będą wściekli. Leo nie ma, prawda?
- Niestety nie, jak wróciłam wczoraj od ciebie z góry, to już go nie widziałam. Przyjedź do mnie o 13.00 to pojedziemy na zakupy.
- Dobrze, a teraz to naprawdę idę.- wymusiłam uśmiech.
Ruszyłam w stronę drzwi, przy okazji zabierając ze sobą brata. Bylibyśmy już blisko domu.
- Znowu będę miała przez ciebie problemy.
- Oj, nie ważne...- jęknął Adam, tak bardzo bolała go głowa. Jak zwykle przejmował się tylko czubkiem własnego nosa. Dlaczego mu zaufałam? Wciąż jest takim samym idiotą, jak dawniej. Nic się nie zmieniło.
- Ważne, ważne.- kończąc te słowa znaleźliśmy się pod domem. Otworzyłam drzwi...
~~~
* Sidney Polak "Otwieram wino".
* Sidney Polak "Otwieram wino".




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz