Wracają złe wspomnienia, to właśnie one mogą zniszczyć, coś nad czym pracowałeś.
- Jak wy wyglądacie... Gdzie wy byliście?
- Na imprezie po meczu.- krzyknął Adam. Słychać było, że plątał mu się język. Zamknij się idioto bo pogorszysz sytuację.
- Czy ty jesteś pijany?! Emilia, jak zwykle się nim nie zajęłaś.- krzyczeli zbulwersowani rodzice. Oczywiście ja się nim nie zajęłam, jak zwykle ta sama gatka.
- Czy ja wyglądam na jego niańkę? Mam tego dosyć. Niech on sam o siebie dba. Czy on ma pięć lat? Nie, ma prawie osiemnaście!
- Jak ty się do nas odzywasz?!
- Mam tego dosyć! Idę na górę, jak wam przejdzie to możecie do mnie przyjść.
- Masz szlaban.- po tych słowach weszłam do pokoju trzaskając drzwiami. Mam dosyć takiego traktowania. Od kiedy pamiętam muszę uważać nie tylko na siebie, ale też na Adama. Do cholery on ma ponad siedemnaście lat. Niech zacznie o siebie dbać. Chodziłam po pokoju próbując się w jakiś sposób uspokoić, jednak z marnym skutkiem. Aż do momentu, kiedy wpadłam na genialny pomysł. To była jedyna możliwość na wyładowanie złości bez użycia czyjejś twarzy.
Założyłam strój sportowy i buty, w torbę spakowałam korki oraz piłkę. Wyszłam z domu pisząc SMSa do Daniell. "Wychodzisz ze mną na boisko?". Za chwilę otrzymałam odpowiedź "Ok, zaraz tam będę". Była dopiero 9.00 a ja już szłam grać w piłkę, lecz była to jedyną metoda na wżycie się. Fernández uczyła mnie kiwać, dryblować i wykonywać lepsze rzuty rożne. Zmęczone usiadłyśmy z boku boiska. Weszłam na Facebooka, aby sprawdzić, czy dzieje się coś ciekawego. Ale to co tam zobaczyłam zupełnie mnie zaskoczyło. Ujrzałam siebie całującą Leo po wczorajszym meczu. Chyba pora, aby ona się o tym dowiedziała. Skoro jest moją przyjaciółką musi o tym wiedzieć.
- Daniell...- zaczęłam, lecz to nie było tak proste, jak mogłoby się wydawać. - Muszę ci coś powiedzieć...
Tak rozpoczęłam opowiadać Hiszpance o swoim życiu. Przyszedł też moment, by wspomnieć o Leo.- No bo wiesz, wtedy, jak wybiegłam, byłam na spotkaniu z Leo Messim.
- Z kim?! Żartujesz, prawda?-zawahała się. Spuściłam głowę i pokręciłam przecząco. Na potwierdzenie moich słów pokazałam jej nasze zdjęcie z wczorajszego meczu. Nie mogła w to uwierzyć, oswajała się z tą myślą podczas, gdy ja kontynuowałam opowieść. Doszłam do imprezy. Łzy pojawiły się w moich oczach, a Daniell przytuliła się do mnie.
- Z kim?! Żartujesz, prawda?-zawahała się. Spuściłam głowę i pokręciłam przecząco. Na potwierdzenie moich słów pokazałam jej nasze zdjęcie z wczorajszego meczu. Nie mogła w to uwierzyć, oswajała się z tą myślą podczas, gdy ja kontynuowałam opowieść. Doszłam do imprezy. Łzy pojawiły się w moich oczach, a Daniell przytuliła się do mnie.
- Spokojnie, nie przejmuj się.- próbowała mnie pocieszyć, lecz na marne. Rozpłakałam się w środku dnia, w miejscu gdzie co chwila ktoś przechodzi.
- Ale to jeszcze nie koniec...- zaczęłam. Opowiedziałam jej o konkursie i rozmowie z Shakirą. Wypowiedziałam ostatnie zdanie, gdy nagle rozdzwonił się jej telefon.
Zakończyła rozmowę, a mnie jakby oświeciło. Ja tu ryczę i niszczę jej urodziny.
- Zapoznałam zupełnie o twoich urodzinach. Wszystkiego najlepszego skarbie.- powiedziałam, mocniej się do niej przytulając.
- Dziękuje.- odpowiedziała dając mi buziaka w policzek.
- Ale zapomniałam o prezencie.
- Nic się nie stało.- zaśmiała się.
Spojrzałam na zegarek, spędziłyśmy na orliku trzy godziny, a przecież jestem umówiona na zakupy z Shaki.
- Ja muszę się zbierać, za godzinę mam czekać pod domem Pique.- zakończyłam i przytuliłam przyjaciółkę na pożegnanie.
- Ale to jeszcze nie koniec...- zaczęłam. Opowiedziałam jej o konkursie i rozmowie z Shakirą. Wypowiedziałam ostatnie zdanie, gdy nagle rozdzwonił się jej telefon.
- Hej
- Część
- Masz ochotę dziś, gdzieś wyjść. Mam dla ciebie niespodziankę.
- No dobrze.
- O 18.00 będę pod twoim domem.
Zakończyła rozmowę, a mnie jakby oświeciło. Ja tu ryczę i niszczę jej urodziny.
- Zapoznałam zupełnie o twoich urodzinach. Wszystkiego najlepszego skarbie.- powiedziałam, mocniej się do niej przytulając.
- Dziękuje.- odpowiedziała dając mi buziaka w policzek.
- Ale zapomniałam o prezencie.
- Nic się nie stało.- zaśmiała się.
Spojrzałam na zegarek, spędziłyśmy na orliku trzy godziny, a przecież jestem umówiona na zakupy z Shaki.
- Ja muszę się zbierać, za godzinę mam czekać pod domem Pique.- zakończyłam i przytuliłam przyjaciółkę na pożegnanie.
- Jeszcze raz dziękuje za rozmowę.
- Nie ma za co, baw się dobrze.
- Ty również z Adamem.
Pożegnałyśmy się i po czym udałam się w stronę domu. Na miejscu wzięłam prysznic, przebrałam się, nałożyłam delikatny makijaż i wyszłam w stronę willi Gerarda i Shakiry.
Na miejsce doszłam kilka minut przed czasem. Zadzwoniłam dzwonkiem, drzwi otworzył mi Pique.
- Wchodź, zapraszam.- uśmiechnął się. Widziałam, że zrobił to z ogromnym trudem. Zawołał piosenkarkę, która kilka sekund później witała się ze mną.
- Nie ma za co, baw się dobrze.
- Ty również z Adamem.
Pożegnałyśmy się i po czym udałam się w stronę domu. Na miejscu wzięłam prysznic, przebrałam się, nałożyłam delikatny makijaż i wyszłam w stronę willi Gerarda i Shakiry.

Na miejsce doszłam kilka minut przed czasem. Zadzwoniłam dzwonkiem, drzwi otworzył mi Pique.
- Wchodź, zapraszam.- uśmiechnął się. Widziałam, że zrobił to z ogromnym trudem. Zawołał piosenkarkę, która kilka sekund później witała się ze mną.
- Gotowa?
- Jasne.
-No to wychodzimy. Gerard będę późno. Kilka godzin później byłyśmy już w szale zakupowym. Chodziłyśmy z jednego butiku do drugiego. Trochę za tym tęskniłam, ale tylko odrobinkę. Kupiłyśmy kilka modnych ubrań. Zmęczone usiadłyśmy w jednej z kawiarni.
- Jak się czujesz, lepiej trochę?- spytała z troską.
- Nie jest dobrze, ale lepiej.- uśmiechnęłam się, a raczej próbowałam.
- Gerard dziś z nim rozmawiał, ale nie chciał mi nic powiedzieć, był bardzo tajemniczy.
- Nie ważne, dam mu kilka dni. Ja sobie przemyślałam kilka spraw i on też dobrze żeby sobie to przemyślał.
- No dobrze nie rozmawiamy o tym. Jak ci się podoba w Barcelonie?
- Jest pięknie, ludzie są mili i uśmiechnięci, słońce ciągle świeci, prawie jak w snach.- bawiłyśmy się świetnie, a czas płynął nam bardzo szybko. Była 19.40 czyli najwyższa pora wracać do domu. Przekroczyłam próg swojego domu jednak nikogo w nim nie zastałam. A to dziwne. Pierwszy raz zdarzyło się coś takiego. Poszłam na górę i włączyłam laptopa. Na szczęście nigdzie nie znalazłam zdjęcia z Lio. Mam nadzieję, że mało osób je widziało. To mogłoby się źle skończyć. Surfowałam po internecie. Nim się obejrzałam była 22.00. Zdziwiłam się samotnością w domu. W sumie było mi to na rękę. Nie musiałam oglądać ich twarzy. Co zapewne doprowadziłoby mnie do białej gorączki. Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i położyłam spać...
- Jasne.
-No to wychodzimy. Gerard będę późno. Kilka godzin później byłyśmy już w szale zakupowym. Chodziłyśmy z jednego butiku do drugiego. Trochę za tym tęskniłam, ale tylko odrobinkę. Kupiłyśmy kilka modnych ubrań. Zmęczone usiadłyśmy w jednej z kawiarni.
- Jak się czujesz, lepiej trochę?- spytała z troską.
- Nie jest dobrze, ale lepiej.- uśmiechnęłam się, a raczej próbowałam.
- Gerard dziś z nim rozmawiał, ale nie chciał mi nic powiedzieć, był bardzo tajemniczy.
- Nie ważne, dam mu kilka dni. Ja sobie przemyślałam kilka spraw i on też dobrze żeby sobie to przemyślał.
- No dobrze nie rozmawiamy o tym. Jak ci się podoba w Barcelonie?
- Jest pięknie, ludzie są mili i uśmiechnięci, słońce ciągle świeci, prawie jak w snach.- bawiłyśmy się świetnie, a czas płynął nam bardzo szybko. Była 19.40 czyli najwyższa pora wracać do domu. Przekroczyłam próg swojego domu jednak nikogo w nim nie zastałam. A to dziwne. Pierwszy raz zdarzyło się coś takiego. Poszłam na górę i włączyłam laptopa. Na szczęście nigdzie nie znalazłam zdjęcia z Lio. Mam nadzieję, że mało osób je widziało. To mogłoby się źle skończyć. Surfowałam po internecie. Nim się obejrzałam była 22.00. Zdziwiłam się samotnością w domu. W sumie było mi to na rękę. Nie musiałam oglądać ich twarzy. Co zapewne doprowadziłoby mnie do białej gorączki. Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i położyłam spać...
~*~
Poszła na górę, a ja bez słowa wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i ze zdenerwowania uderzyłem ręką o kierownicę wyładowując swoją złość. Oparłem o nią głowę, a jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. Ogarnij się Leo. Nie możesz o niej myśleć. Zraniła mnie jak Manita. Muszę zapomnieć. Przekręciłem kluczyk w stacyjce, odpaliłem samochód i z piskiem opon ruszyłem z podjazdu. Wszedłem do domu trzaskając drzwiami. Pierwsze kroki skierowałem do barku. Otworzyłem go i wyjąłem kilka butelek oraz szklankę. Usiadłem na kanapie, włączając telewizor. Zacząłem oglądać jakiś durnowaty program. W sumie nie wiem o co w nim chodziło. Postawiłem szklankę zapełniając ją alkoholem. Dziś Messi pijemy za to cholerne szczęście w miłości. Twoje zdrowie. Uniosłem ją od ust upijając spory łyk. Na co moja twarz zareagowała skrzywieniem. Lałem szklankę za szklanką. Co raz bardziej upijając się. I po co się tak starałem?! Żeby było tak, jak rok temu? Miłość nie ma sensu. Tylko piłka ma sens. Wtedy przed recepcją myślałem, że... nawet nie wiem co myślałem. Widziałem w jej oczach ból, chęć bycia inną osobą lepszą, ale dziś... ach, Messi naiwny jesteś. Myślałem, że jestem rozsądniejszy. Po prostu jestem idiotą. Myślałem, pijąc dalej...
Założę się, że było dobrze po dwunastej, gdy ktoś zapukał do moich drzwi. Kogo tu do cholery znowu niesie?! Dajcie mi spokój. Pukanie nie ustępowało, a wręcz nasilało się. Jęknąłem głośno i obolały wstałem z kanapy.
- Kto tam?- spytałem z ogromnym bólem głowy.- Ja.- usłyszałam głos Pique. No tak, kogo innego mogłem się spodziewać.
- Nie ma mnie.
- Otwórz!
- Nie ma mnie.- powtórzyłem
- Jak zwykle uparty.- Gerard nacisnął klamkę i nim się obejrzałem stał już w środku. Kultury trochę. Czego ja wymagam od Pique. Uch!
- Stary coś ty robił całą noc? Dobra już widzę.-powiedział patrząc na puste butelki leżące wokół kanapy.
- Mówiłem, że mnie nie ma.
- Może byś tu posprzątał.
- Nie mam czasu.- odpowiedziałem kładąc się na sofę. Nie miałem ochoty ani siły na głębsze rozmowy. Chciałem tylko świętego spokoju.
- Znów będziesz się nad sobą użalał? Weź się w garść.- wygłaszał te swoje morały jednocześnie przynosząc mi wodę i tabletki na kaca. - Weź.
- Nie chcę. To nie ma sensu.
- Ogarnij się. Wiem, że ją kochasz, idź do niej i jej to powiedz.
- Nie kocham. Będzie jak Manita.
- Gdybyś jej nie kochał, nie wyglądałbyś tak teraz. Skąd wiesz? Po Manicie widać było, że leci na kasę. A ona? Ona cię nawet nie znała. Pokochała takiego jakim jesteś.
- Nie mów mi o niej. Widziałeś wczoraj co zrobiła, wszystkie wspomnienia wróciły. Nie mam siły, ani ochoty przechodzić tego samego po raz kolejny.
- Stary, ale ty już to przechodzisz. Szalejesz na jej punkcie niesamowicie. Za kilkanaście minut Shaki wraca że spotkania z Emilką możesz pójść ze mną i jej powiedzieć, że przepraszasz...- przerwałem mu wzburzony.
- Za co mam przepraszać, hmm?!
- Zachowujesz się jak dzieciak, może masz 24 lata, ale twoje zachowanie tego nie pokazuje. Ubieraj się i idziesz ze mną...
- Nie.- odpowiedziałem kategorycznie.
- Na trening.
- Powiedz, że jestem chory.
- Uparty jesteś. Jak cię znienawidzi, wtedy już będzie za późno.
- Zraniła mnie, a ty mówisz, że mnie znienawidzi. Słuchaj mnie czasem. Gerard kocham ją, ale tak cholernie się boję, boję się, że będzie jak rok temu z Manitą. Nie mam na to siły.- wykrzyczałem przyjacielowi wszystkie swoje żale.
- To zrób coś, a nie siedzisz zalany w trupa na kanapie i kłamiesz. Dziś powiem trenerowi, że cię nie będzie, ale ostatni raz kryje ci dupę, pamiętaj - ostatni.
- Dobra, dobra.
Gerard wyszedł, a ja wróciłam do poprzedniej czynności. Czyli do leżenia na kanapie. Jednak nie było to najprzyjemniejsze uczucie. Ból rozsadzał mi głowę od środka. Zaraz oszaleję!
~*~
Dni mijały mi powoli, można powiedzieć bardzo powoli. Wstawałam, przebierałam się i bez słowa wychodziłam z domu. Nie miałam ochoty na rozmowę z ludźmi, którzy ranią mnie na każdym kroku i nie zauważają tego. Na treningach byłam bardzo skupiona, a raczej próbowałam być. Rozmawiałam z dziewczynami, ale najwięcej z Daniell. Z jednej strony byłam szczęśliwa bo nikt nie zauważył mojego zdjęcia z Leo. Z drugiej tęskniłam i myślałam o nim każdego dnia. Wiem, że go zraniłam, ale każdy ma prawo do błędu. Chciałam mu powiedzieć, ale on nie chciał mnie słuchać. Nie będę robiła tego na siłę. Nie chce to nie.
Całe dnie spędzałam na boisku, przez co bardziej poznałam Diego i Enrique, z którymi dawno nie rozmawiałam, co było moim sporym błędem. Można powiedzieć, że stali się moimi męskimi przyjaciółmi. Czułam, że mogę na nich polegać. Ja pomagałam im z chemią i fizyką, a oni uczyli mnie grać. Ćwiczenia z nimi bardzo dużo mi dały. Wiem, że teraz gram lepiej... Lepiej?! Gram świetnie, nie chcąc się chwalić, oczywiście. Wracając do lekcji. Nie mówiłam wam chyba o mojej poprawie. Więc od jakiegoś czasu moje oceny polepszyły się i to nie mało. Oj Hiszpanio zmieniłaś mnie na lepszą. Sama się nie poznaję...
~*~
Każdego dnia siedziałem z telefonem w dłoniach i myślałem nad rozmową z Emi. Biłem się z myślami. Chciałem do niej zadzwonić, a zaraz potem byłem wściekły.
Aż do czwartku rano. Tegoż oto dnia dostałem propozycje od zarządu, która mogła zmienić tą sytuację.
~*~
Każdego dnia siedziałem z telefonem w dłoniach i myślałem nad rozmową z Emi. Biłem się z myślami. Chciałem do niej zadzwonić, a zaraz potem byłem wściekły.
Aż do czwartku rano. Tegoż oto dnia dostałem propozycje od zarządu, która mogła zmienić tą sytuację.
Wszedłem do gabinetu prezydenta klubu witając się z nim uściskiem ręki.
- Prosił pan żebym przyszedł.
- Siadaj. Mam prośbę nie do odrzucenia. Czy mógłbyś dziś pójść na trening dziewczyn. Opowiesz im, jak wyglądają wasz mecze od strony szatni, pokarzesz kilka tricków, doradzisz... Wiesz o co chodzi.
- Oczywiście. O której?
- O 16.00 czyli za pół godziny. Z góry dziękuje.
- Nie ma problemu, dla mnie to przyjemność.- wstałem ruszając w kierunku drzwi.
- Do widzenia Leo. Tylko się nie spóźnij.
- Spokojnie, do widzenia.
- Prosił pan żebym przyszedł.
- Siadaj. Mam prośbę nie do odrzucenia. Czy mógłbyś dziś pójść na trening dziewczyn. Opowiesz im, jak wyglądają wasz mecze od strony szatni, pokarzesz kilka tricków, doradzisz... Wiesz o co chodzi.
- Oczywiście. O której?
- O 16.00 czyli za pół godziny. Z góry dziękuje.
- Nie ma problemu, dla mnie to przyjemność.- wstałem ruszając w kierunku drzwi.
- Do widzenia Leo. Tylko się nie spóźnij.
- Spokojnie, do widzenia.
Wyszedłem z gabinetu udając się w stronę korytarza. Usiadłem na jednej z ławek i zacząłem myśleć. Jednak ta chwila nie trwała długo. Już po pięciu minutach otrzymałem telefon od trenera Alonso. Wstałem, udając się spokojnym krokiem w stronę boiska...
~*~
~*~
Jak zwykle przed treningiem siedziałyśmy w szatni czekając na jego rozpoczęcie.
- Ej, słyszeliście nową plotkę o Leo Messim? Podobno ma dziewczynę.- powiedziała Lona. Daniell spojrzała na mnie, a mi momentalnie zrobiło się gorąco. Czyżby o wszystkim wiedziały? Myślałam, że nikt o tym nie wie.
- Coś słyszałam, ale to na pewno plotka, nie pamiętasz już ile ich tworzą brukowce.- odpowiedziała inna z dziewczyn.
- To głupota. On nie ma czasu na dziewczyny, jest zajęty grą.- powiedziała inna.
- Skąd możecie to wiedzieć. Przecież go nie znacie, nie spędzacie z nim czasu. Prawdę zna tylko on i ta dziewczyna, o ile istnieje.- tym razem to ja zabrałam głos.
- Oj tam, oj tam, nie ważne. To jego życie, ale chyba musimy już wychodzić.- zakończyła temat Daniell. Ruszyłyśmy na murawę. Trening się zaczął i przebiegał, jak zawsze, lecz tylko do pewnego momentu. Trener wykonał telefon. Niby to normalne. Ale mówił szeptem, a to ze względu na jego ton głosu było bardzo dziwne.
- Dziewczyny, podejdzie na chwilę.- krzyknął, a my zdążyły do niego przebiec. Nagle obok Alonso pojawił się pewien piłkarz. Niewysoki, szczupły, lecz dobrze zbudowany. - Założę się, że znacie tego pana. Oto Leo Messi przed wami. Będzie wam dziś pomagał na treningu.- dziewczyny prawie rzuciły się na idola, a ja stałam nieruchomo. Przepraszam bardzo, czy to jest jakiś żart?! Nie mam zamiaru z nim grać, rozmawiać, nawet na niego patrzeć. Niedoczekanie...
- Spokojnie dziewczyny, z każdą z was porozmawia.- próbował je uspokajać. Czym wy się tak podniecacie? Człowiek, jak każdy inny. No może z małym wyjątkiem. Ma śliczne brązowe oczy... Stop! Zatrzymaj mózg bo zaczynasz od nim marzyć. Pora się ogarnąć.
- No właśnie, dajcie mi chwilę.- zaśmiał się Leo. Poczułam małe ukucie w sercu. Przyznam, brakowało mi tego głosu, tego śmiechu. Najnormalniej w świecie tęskniłam za nim.
- Ej, słyszeliście nową plotkę o Leo Messim? Podobno ma dziewczynę.- powiedziała Lona. Daniell spojrzała na mnie, a mi momentalnie zrobiło się gorąco. Czyżby o wszystkim wiedziały? Myślałam, że nikt o tym nie wie.
- Coś słyszałam, ale to na pewno plotka, nie pamiętasz już ile ich tworzą brukowce.- odpowiedziała inna z dziewczyn.
- To głupota. On nie ma czasu na dziewczyny, jest zajęty grą.- powiedziała inna.
- Skąd możecie to wiedzieć. Przecież go nie znacie, nie spędzacie z nim czasu. Prawdę zna tylko on i ta dziewczyna, o ile istnieje.- tym razem to ja zabrałam głos.
- Oj tam, oj tam, nie ważne. To jego życie, ale chyba musimy już wychodzić.- zakończyła temat Daniell. Ruszyłyśmy na murawę. Trening się zaczął i przebiegał, jak zawsze, lecz tylko do pewnego momentu. Trener wykonał telefon. Niby to normalne. Ale mówił szeptem, a to ze względu na jego ton głosu było bardzo dziwne.
- Dziewczyny, podejdzie na chwilę.- krzyknął, a my zdążyły do niego przebiec. Nagle obok Alonso pojawił się pewien piłkarz. Niewysoki, szczupły, lecz dobrze zbudowany. - Założę się, że znacie tego pana. Oto Leo Messi przed wami. Będzie wam dziś pomagał na treningu.- dziewczyny prawie rzuciły się na idola, a ja stałam nieruchomo. Przepraszam bardzo, czy to jest jakiś żart?! Nie mam zamiaru z nim grać, rozmawiać, nawet na niego patrzeć. Niedoczekanie...
- Spokojnie dziewczyny, z każdą z was porozmawia.- próbował je uspokajać. Czym wy się tak podniecacie? Człowiek, jak każdy inny. No może z małym wyjątkiem. Ma śliczne brązowe oczy... Stop! Zatrzymaj mózg bo zaczynasz od nim marzyć. Pora się ogarnąć.
- No właśnie, dajcie mi chwilę.- zaśmiał się Leo. Poczułam małe ukucie w sercu. Przyznam, brakowało mi tego głosu, tego śmiechu. Najnormalniej w świecie tęskniłam za nim.
- Wracajcie do treningu. My porozmawiajmy i każdą dziewczynę będziemy osobno do siebie prosić.- powiedział głośno Alonso. Tak też się stało. Ćwiczyłyśmy spokojnie, a oni każdą po kolei zabierali 'na stronę'. Przyszedł czas i na mnie. Byłam ostatnia, co zdecydowanie było mi na rękę. Jak już mówiłam. Nie mam zamiaru z nim rozmawiać.
- Emilia!
- Nigdzie nie idę.- krzyknęłam do trenera odbijając futbolówkę i robiąc dookoła świata. Tego też nauczyli mnie Enrique i Diego.
- Emilia, ja ci karzę przyjść, to nie jest prośba.- podeszłam do nich. Powoli kroszek za kroczkiem nie spiesząc się wcale. A co mi tam, zagram na zwłokę. Stanęłam naprzeciwko nich nie patrząc na piłkarza.
- Pokaż co potrafisz.- kontynuował trener. Czy ja jestem na castingu do top model, że mówią do mnie jak do zabawki. Pokaż co potrafisz! Siad! Aport! Leżeć! Popatrzyłam na nich wrogo i położyłam piłkę na boisku. A teraz patrz piłkarzyku. Strzeliłam karnego, pokazałam kilka sztuczek. Po wszystkim wzięłam futbolówkę do rąk i uderzając nią o klatkę piersiową piłkarza oddałam mu ją mocnym ruchem. Na koniec ukłoniłam się nisko chcąc pokazać swoją wyższość.
- Trochę więcej szacunku. Co się dziś z tobą dzieje?- spytał mocno wzburzony Alonso na co wzruszyłam ramionami.
- Nic się nie stało. Chodź zagramy.- zaproponował. Pff... Ja mam z tobą grać? Wypowiedziałam się już na ten temat.
- Nie mam ochoty.
- Teraz nie masz ochoty, tak...- przerwałam mu zabierając futbolówkę i stawiając ją na środku boiska. Sprowokował mnie! Jak to mówią: kobieta zmienną jest.
- No dobrze, 1 na 1.- odparłam obojętnie, a on uśmiechnął się i pochylił się w moją stronę. Nie zapędzasz się? To, że zgodziłam się z tobą zagrać nie zmienia faktu, że jestem zła.
- Emilia!
- Nigdzie nie idę.- krzyknęłam do trenera odbijając futbolówkę i robiąc dookoła świata. Tego też nauczyli mnie Enrique i Diego.
- Emilia, ja ci karzę przyjść, to nie jest prośba.- podeszłam do nich. Powoli kroszek za kroczkiem nie spiesząc się wcale. A co mi tam, zagram na zwłokę. Stanęłam naprzeciwko nich nie patrząc na piłkarza.
- Pokaż co potrafisz.- kontynuował trener. Czy ja jestem na castingu do top model, że mówią do mnie jak do zabawki. Pokaż co potrafisz! Siad! Aport! Leżeć! Popatrzyłam na nich wrogo i położyłam piłkę na boisku. A teraz patrz piłkarzyku. Strzeliłam karnego, pokazałam kilka sztuczek. Po wszystkim wzięłam futbolówkę do rąk i uderzając nią o klatkę piersiową piłkarza oddałam mu ją mocnym ruchem. Na koniec ukłoniłam się nisko chcąc pokazać swoją wyższość.
- Trochę więcej szacunku. Co się dziś z tobą dzieje?- spytał mocno wzburzony Alonso na co wzruszyłam ramionami.
- Nic się nie stało. Chodź zagramy.- zaproponował. Pff... Ja mam z tobą grać? Wypowiedziałam się już na ten temat.
- Nie mam ochoty.
- Teraz nie masz ochoty, tak...- przerwałam mu zabierając futbolówkę i stawiając ją na środku boiska. Sprowokował mnie! Jak to mówią: kobieta zmienną jest.
- No dobrze, 1 na 1.- odparłam obojętnie, a on uśmiechnął się i pochylił się w moją stronę. Nie zapędzasz się? To, że zgodziłam się z tobą zagrać nie zmienia faktu, że jestem zła.
- Spotkaj się dziś ze mną. W tej kawiarni na rogu. Po treningu będę na ciebie czekał.- wyszeptał mi do ucha. Poczułam jego ciepły, miętowy oddech ma szyi i niemal rozpłynęłam się na środku boiska. Opanuj się bo jeszcze ktoś coś zauważy.
- Gramy!- krzyknęłam wybijając piłkę, którą po chwili mi odebrał, sprytnie mnie okiwał i kopnął do siatki. Leo 1, Emilia 0. Nie podoba mi się to... Swoją drogą zdolna bestia z niego.
Wyjęłam futbolówkę z siarki znowu położyłam ją na środku.
- Zacznij.- powiedziałam szybko. A co mi tam, niech stracę. Piłkarz kopnął piłkę, lecz ja szybko go zablokowałam odbierając ją i nim się podniósł ja dobiegłam do jego bramki, spokojnie zmierzyłam i wpakowałam piłkę w prawe okienko. Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie z zadzadroscią?! Serio? Co prawda tylko ja zabgałam z nim sparing, który zakończył się wynikiem 3:3. Jedynie Daniell stała z boku i chyba się ze mnie śmiała. No wiesz, co? Śmiać się z przyjaciółki. Zna mnie dość dobrze i zapewne była rozbawiona moim 'wrogim' zachowaniem. Trening się zakończył, a my znów zaczęłyśmy gadać. Ale z nas plociuchy.
- Emi powiedz mi, jak to jest? Jesteś tu najkrócej, grasz prawie najlepiej i jeszcze sam Leo Messi zagrał z tobą mini mecz.- spytała Noelle.
- Ma się to coś.- zaśmiałam się głośno, a reszta dziewczyn dołączyła do mnie. Skromność to moje drugie imię, nieprawdaż? Przebrałam się i wyszłam. Przypomniałam sobie o propozycji Leo. Zaryzykuję, zobaczę co ma mi do powiedzenia. Stanęłam przed drzwiami kawiarenki, wzięłam głęboki oddech. Będzie, co będzie. Złapałam za klamkę i otworzyłam drzwi. Rozejrzałam się do okoła znajdując go przy jednym stolików.
- Czeka pan na kogoś?- spytałam. Dlaczego jestem taka miła? Powinnam być wściekła. Usiadłam po drugiej stronie próbując zachować poważny wyraz twarzy.
- Na pewną panią, ale widzę, że już przyszła. Zamówić ci coś?
- Nie dziękuje. Przyszłam, jak prosiłeś.
- Skoro nic nie zamawiasz to może pójdziemy się przejść?
- No dobrze...- odpowiedziałam. Czy on za każdym razem zaprasza mnie do kawiarni żeby iść na spacer? Logika faceta...
Doszliśmy na plaże w to samo miejsce co za pierwszym razem. Między nami panowała niezręczna cisza, Leo rozłożył koc.
- Musimy porozmawiać...- zaczął. Co ty nie powiesz? Może będziesz milczał jeszcze przez kilka dni. Nie krępuj się, śmiało.
- Chciałam to zrobić dwa tygodnie temu, ale ty nie chciałeś mnie wysłuchać...- powiedziałam obojętnie.
- Tak, to prawda. Pozwól, że teraz ja ci coś wyjaśnię. Rok temu rozstałem się z dziewczyną. Na początku było miło. Bardzo ją kochałem, aż do czasu. Wszystko zaczęło się na jednej z imprez po meczu, tak jak ostatnio. Zaczęła pić z chłopakami. Coraz więcej i więcej, prawie co noc była na imprezie. Tamtego dnia, jak zobaczyłem cię pijącą, wystraszyłem się, że będziesz taka jak ona. Wiem każdy może się napić, ale powróciły do mnie wspomnienia... bardzo bolesne. Gdy przychodziła zalana to robiła mi ciągle awantury. Mówiła, że ją zdradzam z fankami. Bardzo mnie to bolało. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Wróciłem dzień wcześniej że zgrupowania z Argentyny. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ją na kanapie z jakimś obcym facetem...- przerwał. Powstrzymywał uczucia. Niby nie był z tą dziewczyną już rok, ale nadal wzbudzało to w nim złe emocje. Usiadłam tak, by spojrzeć mu w oczy. Już nie mogłam być na niego zła. Zrozumiałam wszystko. Mimo to zrobiło mi się przykro, że tak szybko mnie ocenił.
- Rozumiem, ale powiedz mi. Dlaczego myślisz, że będę taka jak ona?
- Sam nie wiem. Dlatego tak bardzo boję się zaangażować.
- Wiesz, bo ja też muszę ci coś powiedzieć. Jak byłam jeszcze w Polsce zachowywałam się okropnie. Prawdą było to co mówił Adam na tej imprezie. Takich konkursów było nawet kilkanaście jednej nocy. Dla mnie najlepszą imprezą była ta, po której mało pamiętałam. Co tydzień to samo. Wszystko zmieniło się wraz z moim przyjazdem do Barcelony. To było pierwszego dnia, gdy dowiedziałam się, że muszę grać w piłkę. Załamałam się więc zadzwoniłam do mojej dawnej przyjaciółki, by się jej wypłakać. Usłyszałam, jak rozmawiała z moim byłym chłopakiem. Mówili, że ich olałam, że są parą. Załamałam się. Moje życie w dwa dni obróciło się o 180 stopni. Wtedy postanowiłam pójść na testy sprawnościowe do drużyny, zdałam je, zmieniłam swój wygląd. Z tandetnej blondynki stałam się taka, jaka jestem teraz. Tamtej nocy zaraz po tym nieszczęśliwym konkursie przyszłam żeby ci to powiedzieć, ale ty milczałeś. Wolałam żebyś na mnie krzyczał, a ty nie zareagowałeś. Wiesz, jak okropnie się czułam przez ostatnie tygodnie? Trzymałam się tylko dzięki piłce. Codzienne wychodziłem z Diego i Enrique grać. To oni nauczyli mnie tego co dzisiaj widziałeś, a mogłeś to być ty...- nagle mi przerwał.
- Czyli ty chciałaś żebym cię czegoś nauczył, czekałaś na mój telefon, a ja? Ja myślałem tylko sobie. Jestem dupkiem, nie zasługuje na ciebie.- powiedział i zaczął wstawać. Że co?! W ostatniej chwili złapałam rękaw jego bluzy przez co znowu usiadł. Zbliżyłam do niego swoją twarz i nieśmiało musnęłam jego wargi. Dopiero teraz zrozumiałam, jak bardzo za nim tęskniłam. Brakowało mi jego dotyku.
- Wiesz, że bardzo cię kocham?- powiedział wpatrując się w moje oczy, w których pojawiły się łzy. Otarłam je rękawem swojej ciepłej, błękitnej bluzy. Leo delikatnie pocałował mnie w policzek, a ja mocno się w niego wtuliłam. Wyciągnęłam rękę i pokazałam mały palec.
- Obiecajmy sobie, że będziemy o wszystkim rozmawiać, że teraz będzie para siempre.- on uczynił ten sam gest. Zahaczył swój palec.
- Na zawsze.- zbliżył swoją twarz, tak że dzieliło nas zaledwie kilka milionów i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Siedzieliśmy na plaży kilka godzin. Pływaliśmy chwilę w morzu, potem głównie rozmawialiśmy na bliżej nie określone tematy. Opowiadałam mu o swoim życiu w Polsce, a on o trudnym dzieciństwie i chorobie. Oparłam się o jego tors, a w odpowiedzi objął mnie ramieniem. Czułam się przy nim szczęśliwa i bezpieczna.
- Widziałeś to zdjęcie z meczu?
- Tak, to ja kazałem je usunąć.
- Dziękuje. Nie wstydzę się związku z tobą, ale nie chce żeby cały świat o tym wiedział.- od razu wyjaśniłam.
- Myślę tak samo, ale prędzej, czy później wszyscy się dowiedzą.- dodał.
- Gramy!- krzyknęłam wybijając piłkę, którą po chwili mi odebrał, sprytnie mnie okiwał i kopnął do siatki. Leo 1, Emilia 0. Nie podoba mi się to... Swoją drogą zdolna bestia z niego.
Wyjęłam futbolówkę z siarki znowu położyłam ją na środku.
- Zacznij.- powiedziałam szybko. A co mi tam, niech stracę. Piłkarz kopnął piłkę, lecz ja szybko go zablokowałam odbierając ją i nim się podniósł ja dobiegłam do jego bramki, spokojnie zmierzyłam i wpakowałam piłkę w prawe okienko. Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie z zadzadroscią?! Serio? Co prawda tylko ja zabgałam z nim sparing, który zakończył się wynikiem 3:3. Jedynie Daniell stała z boku i chyba się ze mnie śmiała. No wiesz, co? Śmiać się z przyjaciółki. Zna mnie dość dobrze i zapewne była rozbawiona moim 'wrogim' zachowaniem. Trening się zakończył, a my znów zaczęłyśmy gadać. Ale z nas plociuchy.
- Emi powiedz mi, jak to jest? Jesteś tu najkrócej, grasz prawie najlepiej i jeszcze sam Leo Messi zagrał z tobą mini mecz.- spytała Noelle.
- Ma się to coś.- zaśmiałam się głośno, a reszta dziewczyn dołączyła do mnie. Skromność to moje drugie imię, nieprawdaż? Przebrałam się i wyszłam. Przypomniałam sobie o propozycji Leo. Zaryzykuję, zobaczę co ma mi do powiedzenia. Stanęłam przed drzwiami kawiarenki, wzięłam głęboki oddech. Będzie, co będzie. Złapałam za klamkę i otworzyłam drzwi. Rozejrzałam się do okoła znajdując go przy jednym stolików.
- Czeka pan na kogoś?- spytałam. Dlaczego jestem taka miła? Powinnam być wściekła. Usiadłam po drugiej stronie próbując zachować poważny wyraz twarzy.
- Na pewną panią, ale widzę, że już przyszła. Zamówić ci coś?
- Nie dziękuje. Przyszłam, jak prosiłeś.
- Skoro nic nie zamawiasz to może pójdziemy się przejść?
- No dobrze...- odpowiedziałam. Czy on za każdym razem zaprasza mnie do kawiarni żeby iść na spacer? Logika faceta...
Doszliśmy na plaże w to samo miejsce co za pierwszym razem. Między nami panowała niezręczna cisza, Leo rozłożył koc.
- Musimy porozmawiać...- zaczął. Co ty nie powiesz? Może będziesz milczał jeszcze przez kilka dni. Nie krępuj się, śmiało.
- Chciałam to zrobić dwa tygodnie temu, ale ty nie chciałeś mnie wysłuchać...- powiedziałam obojętnie.
- Tak, to prawda. Pozwól, że teraz ja ci coś wyjaśnię. Rok temu rozstałem się z dziewczyną. Na początku było miło. Bardzo ją kochałem, aż do czasu. Wszystko zaczęło się na jednej z imprez po meczu, tak jak ostatnio. Zaczęła pić z chłopakami. Coraz więcej i więcej, prawie co noc była na imprezie. Tamtego dnia, jak zobaczyłem cię pijącą, wystraszyłem się, że będziesz taka jak ona. Wiem każdy może się napić, ale powróciły do mnie wspomnienia... bardzo bolesne. Gdy przychodziła zalana to robiła mi ciągle awantury. Mówiła, że ją zdradzam z fankami. Bardzo mnie to bolało. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Wróciłem dzień wcześniej że zgrupowania z Argentyny. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ją na kanapie z jakimś obcym facetem...- przerwał. Powstrzymywał uczucia. Niby nie był z tą dziewczyną już rok, ale nadal wzbudzało to w nim złe emocje. Usiadłam tak, by spojrzeć mu w oczy. Już nie mogłam być na niego zła. Zrozumiałam wszystko. Mimo to zrobiło mi się przykro, że tak szybko mnie ocenił.
- Rozumiem, ale powiedz mi. Dlaczego myślisz, że będę taka jak ona?
- Sam nie wiem. Dlatego tak bardzo boję się zaangażować.
- Wiesz, bo ja też muszę ci coś powiedzieć. Jak byłam jeszcze w Polsce zachowywałam się okropnie. Prawdą było to co mówił Adam na tej imprezie. Takich konkursów było nawet kilkanaście jednej nocy. Dla mnie najlepszą imprezą była ta, po której mało pamiętałam. Co tydzień to samo. Wszystko zmieniło się wraz z moim przyjazdem do Barcelony. To było pierwszego dnia, gdy dowiedziałam się, że muszę grać w piłkę. Załamałam się więc zadzwoniłam do mojej dawnej przyjaciółki, by się jej wypłakać. Usłyszałam, jak rozmawiała z moim byłym chłopakiem. Mówili, że ich olałam, że są parą. Załamałam się. Moje życie w dwa dni obróciło się o 180 stopni. Wtedy postanowiłam pójść na testy sprawnościowe do drużyny, zdałam je, zmieniłam swój wygląd. Z tandetnej blondynki stałam się taka, jaka jestem teraz. Tamtej nocy zaraz po tym nieszczęśliwym konkursie przyszłam żeby ci to powiedzieć, ale ty milczałeś. Wolałam żebyś na mnie krzyczał, a ty nie zareagowałeś. Wiesz, jak okropnie się czułam przez ostatnie tygodnie? Trzymałam się tylko dzięki piłce. Codzienne wychodziłem z Diego i Enrique grać. To oni nauczyli mnie tego co dzisiaj widziałeś, a mogłeś to być ty...- nagle mi przerwał.
- Czyli ty chciałaś żebym cię czegoś nauczył, czekałaś na mój telefon, a ja? Ja myślałem tylko sobie. Jestem dupkiem, nie zasługuje na ciebie.- powiedział i zaczął wstawać. Że co?! W ostatniej chwili złapałam rękaw jego bluzy przez co znowu usiadł. Zbliżyłam do niego swoją twarz i nieśmiało musnęłam jego wargi. Dopiero teraz zrozumiałam, jak bardzo za nim tęskniłam. Brakowało mi jego dotyku.
- Wiesz, że bardzo cię kocham?- powiedział wpatrując się w moje oczy, w których pojawiły się łzy. Otarłam je rękawem swojej ciepłej, błękitnej bluzy. Leo delikatnie pocałował mnie w policzek, a ja mocno się w niego wtuliłam. Wyciągnęłam rękę i pokazałam mały palec.
- Obiecajmy sobie, że będziemy o wszystkim rozmawiać, że teraz będzie para siempre.- on uczynił ten sam gest. Zahaczył swój palec.
- Na zawsze.- zbliżył swoją twarz, tak że dzieliło nas zaledwie kilka milionów i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Siedzieliśmy na plaży kilka godzin. Pływaliśmy chwilę w morzu, potem głównie rozmawialiśmy na bliżej nie określone tematy. Opowiadałam mu o swoim życiu w Polsce, a on o trudnym dzieciństwie i chorobie. Oparłam się o jego tors, a w odpowiedzi objął mnie ramieniem. Czułam się przy nim szczęśliwa i bezpieczna.
- Widziałeś to zdjęcie z meczu?
- Tak, to ja kazałem je usunąć.
- Dziękuje. Nie wstydzę się związku z tobą, ale nie chce żeby cały świat o tym wiedział.- od razu wyjaśniłam.
- Myślę tak samo, ale prędzej, czy później wszyscy się dowiedzą.- dodał.
- Wiem, ale nie jestem jeszcze na to gotowa.
- Nie rozmawiamy o tym. Za kilka miesięcy mam zgrupowanie, jedziesz ze mną do Argentyny?
- Bardzo bym chciała, ale nie wiem, czy rodzice mi pozwolą... Kiedy to będzie?
- Chyba 28 maja.
- No to idealnie, bo 20 kończę 18 lat.
- Świetnie. Skoro rozmawiamy o piłce, to może masz ochotę wybrać się do mnie na trening?
- No nie wiem, nie wiem.- powiedziałam ironicznie.- Co będę z tego miała?
- Zobaczysz mnie.- zaśmiał się.
- Kusząca propozycja... to kiedy?
- Jutro o 17.00.
- Mogę zabrać ze sobą Daniell?
- Oczywiście.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie. Nagle zadzwonił mój telefon. Matka. Znów to samo. Pozazdrościć wyczucia czasu.
- Nie rozmawiamy o tym. Za kilka miesięcy mam zgrupowanie, jedziesz ze mną do Argentyny?
- Bardzo bym chciała, ale nie wiem, czy rodzice mi pozwolą... Kiedy to będzie?
- Chyba 28 maja.
- No to idealnie, bo 20 kończę 18 lat.
- Świetnie. Skoro rozmawiamy o piłce, to może masz ochotę wybrać się do mnie na trening?
- No nie wiem, nie wiem.- powiedziałam ironicznie.- Co będę z tego miała?
- Zobaczysz mnie.- zaśmiał się.
- Kusząca propozycja... to kiedy?
- Jutro o 17.00.
- Mogę zabrać ze sobą Daniell?
- Oczywiście.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie. Nagle zadzwonił mój telefon. Matka. Znów to samo. Pozazdrościć wyczucia czasu.
- Kiedy masz zamiar wrócić do domu?
- Nieważne, teraz to was interesuje?
- Jak ty się do mnie odzywasz?
- Jak? Powinnam już dawno to zrobić.
Kończąc zdanie rozłączyłam się. Nagle ich obchodzę? Całe życie mieli mnie gdzieś. Liczył się tylko Adam. A teraz sobie o mnie przypomnieli?
- Może jednak cię odwiozę?- spytał, patrząc na mnie z troską.
- Jeszcze nie.- rozpłakałam się i znowu przytuliłam do chłopaka. - Leo powiedz mi, dlaczego to ja mam takiego pecha. Od kiedy pamiętam muszę zajmować się sobą i Adamem. Przecież on ma tyle lat, co ja. Nie nam już siły.
- Skarbie, nie przejmuj się.- pocałował mnie w czoło.- To nie twoja wina. Starasz się. Jeśli chcesz odwiozę cię do domu, jeśli nie, możesz nocować u mnie.
- Nie, lepiej nie. Wtedy dopiero będzie awantura. Posiedźmy jeszcze chwilę i odwieziesz mnie.
- Jak sobie życzysz.- powiedział próbując rozweselić atmosferę. Posiedzieliśmy jeszcze moment i zaczęliśmy zbierać się z plaży. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Stanęliśmy pod drzwiami.
- Lepiej już idź, jak cię tu zobaczą będą wściekli. Wydaje mi się, że przestaną cię lubić.- dałam mu buziaka w policzek. On odszedł machając, a ja zrobiłam to samo i weszłam do środka.
- Gdzie byłaś?
- Na treningu.
- Tyle godzin?!
- Teraz was obchodzę, tak?
- Nie zaczynaj. Siadaj mamy dość ważną wiadomość, którą musimy ci przekazać.- W tym domu wspólne siedzenie przy stole mogło oznaczać jedynie złą wiadomość. Usiedliśmy i zaczęli jeść. Ja natomiast spędzałam bawiąc się widelcem, dzięki któremu poznawałam anatomię sałatki.
- Lecimy do Polski.- powiedział ojciec, a ja zakrztusiłam się pomidorkiem koktajlowym.
- Co?! Znowu przeprowadzka?!- krzyknęłam zdziwiona nie mogąc pohamować emocji. Nie mogą mi tego zrobić. Ucieknę do Leo, przysięgam ucieknę do niego.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz