sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 7 " Patrzcie kto wrócił".

Nie proszę Cię, byś mi ma­lował życie chaosem kłopotów. Sa­ma mam od­po­wied­nie ku te­mu kredki.

- Nie, tym razem jedziemy w odwiedziny do babci. Za tydzień obchodzi urodziny.- odpowiedziała matka.
- Na ile?- zapytał także zdziwiony Adam.
- Na dwa, góra trzy tygodnie.
- Kiedy mamy wylot?
- Jutro o 11.00
- Dlaczego tak późno nam mówicie?
- Myśleliśmy, że się ucieszycie, szczególnie ty Emilia.
Wstałam od stołu, odkładając talerz na blat i powędrowałam do pokoju. Wyjęłam telefon, wybrałam numer do Lio i kliknęłam zieloną słuchawkę. Odebrał po dwóch sygnałach.

  •  Leo muszę ci coś powiedzieć. Jutro wylatuje do Polski.
  •  Co, dlaczego?
  •  Spokojnie to tylko na kilka dni. Wrócę niedługo. Moja babcia ma urodziny.
  •  Skarbie, jak ja bez ciebie wytrzymam tyle czasu?
  •  Dasz radę, zawsze dajesz.
  •  Dopiero się pogodziliśmy, a ty już wyjeżdżasz. O której masz wylot?
  •  Przecież będę codziennie dzwoniła. O 11.00. Ale nie przyjeżdżaj na lotnisko, to będzie bardziej bolesne.
  •  No dobrze... Będę tęsknił.
  •  Ja też i to bardzo.

Rozłączyłam się.

  •  Halo.
  •  Daniell jutro wylatujemy do Polski na kilka dni.
  •  Co?
  •  Nasza babcia ma urodziny.
  •  Ach... Smutno będzie bez ciebie i tego mojego głupka też.
  •  Spokojnie niedługo wrócimy.
  •  Pogadamy jutro.
  •  Papa.
Moją głowę przepełniały myśli, ale nie miałam teraz na to czasu. Musiałam spakować walizkę. Po włożeniu ostatnich rzeczy i zasunięciu suwaka padnięta położyłam się na łóżko. Nawet nie pamiętam, jak szybko zasnęłam. Był środek nocy, gdy usłyszałam, jak coś uderza w okno. Wystraszona i układając sobie w głowie różne scenariusze tego co mogło się stać wstałam migiem i wyszłam na balkon, aby się rozejrzeć. To co zobaczyłam ogromnie mnie zszokowało. 
- Leo? Co ty tu robisz o 2 w nocy?- Pod moim balkonem stał piłkarz z gitarą. Zaczął śpiewać. Nie wierzyłam, w to co właśnie miało miejsce.
Every time I look at you, baby, I see something new
That takes me higher than before and makes me want you more
I don't wanna sleep tonight, dreamin's just a waste of time
When I look at what my life's been comin' to
I'm all about lovin' you.*

- Oszalałeś, prawda?- zaśmiałam się, jednocześnie ocierając łzy wzruszenia.
- Już dawno, na twoim punkcie. Nie pozwoliłaś się pożegnać na lotnisku to musiałem coś wymyślić.
Krzyknął ostatnie zdania i posłał mi buzaka. Uśmiechnęłam i pomachałam mu na pożegnanie. Położyłam się na łóżku, z uśmiechem napisałam SMSa "Wiesz, że jesteś kochany?". Po chwili otrzymałam odpowiedź "Wiem, kocham cię, pamiętaj". "Zawsze będę pamiętała". Napisałam ostatnią wiadomość i położyłam się spać.
Wstałam, gdy pozostali domownicy krzątali się po domu w poszukiwaniu ostatnich rzeczy do spakowania. Rodzice zamówili taksówkę i pojechaliśmy na lotnisko. Samolot mieliśmy punktualnie, a w Polsce byliśmy po kilku godzinach.
Wyszliśmy z portu lotniczego, a ja już tęskniłam za Hiszpanią. Nie wiedziałam, że tak łatwo można się przywiązać do innego państwa. Nie chciałam wracać do tego gorszego rozdziału życia.
Pojechaliśmy do domu babci.
- Witajcie kochani. Ale się za wami stęskniliśmy.- przywitali nas dziadkowie dając buziaki  w policzek. Tęskniłam za ich ciepłymi uśmiechami. 
- Emilia, jak ty pięknie wyglądasz, dużo lepiej niż kiedy wyjeżdżaliście.
- Oj babciu, bez przesady.- zawstydziłam się.
- Babcia ma rację. A ty Adam, jak wyrosłeś, jakie mięśnie masz.- dodał dziadek.
- No muszę się wam pochwalić, że gram w piłkę nożną w najlepszym klubie w Hiszpanii.
- Ooo to gratulujemy. Ale nie stójmy tak w przejściu. Wchodźcie.
Dziadkowie zaprosili nas do środka i zasiedliśmy przy wspólnej kawie.
- Czemu nie mówiliście, że przylatujecie.- spytała babcia
- Chcieliśmy wam zrobić niespodziankę.- odpowiedział ojciec.
Wyszłam z pomieszczenia i wybrałam numer do Leo. Chciałam mu powiedzieć, że już doleciałam i wszystko we mną w porządku.


  •  Jestem już na miejscu. Jak tam?
  •  Źle, nawet bardzo.
  •  Stało się coś?- spytałam zaniepokojona.
  •  Tak, nie ma cię tutaj.
  •  Jeju, ale mnie wystraszyłeś. Myślałam, że coś poważnego się stało.
  •  No stało się, już za tobą tęsknię.
  •  Spokojnie za kilka dni wracam. Zadzwonię później ok?
  •  No dobrze...

Rozłączyliśmy się po czym wróciłam do stołu.
- Emilka mogłabyś pójść do sklepu, bo w lodówce jest pusto. Nie spodziewaliśmy się was, a zakupy mieliśmy zrobić jutro.
- Dobrze babciu.- zgodziłam się bez namysłu. Lubilam robić im zakupy.
Spacerowałam po mieście, a chłodne listopadowe powietrze drażniło moje policzki, które robiły się czerwone. Weszłam do sklepu i kupiłam wszystkie nakazane produkty. Wracałam właśnie do domu, gdy zobaczyłam znajome postaci po drugiej stronie ulicy. Szybko odwróciłam wzrok. Tylko nie to. Dlatego właśnie teraz? Czy ja nie mogę żyć w spokoju? Tydzień bez przygód, tygodniem straconym. Modliłam się, aby nikt się nie odezwał, jednak na marne. Niestety usłyszałam po chwili krzyk.
- Patrzcie kto wrócił! 
- Siema, stęskniłaś się za nami.
- Emilia tutaj, woow.
Podbiegli krzycząc za mną, a starałam się iść dalej i nie zwracać na nich uwagi.
- Nie zaczekasz na nas?
Usłyszałam i poczułam jak ktoś przypiera mnie do zimnej ściany. Podniosłam głowę i aż oniemiałam. Po tym wszystkim muszę znosić jego twarz. Czułam na sobie jego ciało, co nie było zbyt przyjemne.
- Zostaw mnie.- powiedziałam stanowczo. Próbowałam się wyrwać, lecz on mocniej przycisnął mnie do ściany. Ciarki przeszły przez całe moje ciało. Bałam się...
- Już od nas idziesz. Nie pochwalisz się nowym chłopakiem. Zostawiłaś mnie dla niego?! Oj, nieładnie, nieładnie.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Nie?- Przemek wyjął telefon i pokazał skreen zdjęcia, na którym całuję Leo. Zbladłam. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Nie wiem czego mam się spodziewać. Przemek jest nie obliczalny. 
- Dalej nic nie pamiętasz?- spytał drwiąco.
- A ty nie pamiętasz, jak dzień po moim wyjeździe mówiłeś Wiktorii, że jestem nie ważna, że jestem egoistką. Wszystko słyszałam. Być takimi idiotami, jak wy. Nawet nie wiedzieliście, że odebraliście mój telefon.
- Co powiedziałaś?- Chłopak dostał szału, gdyby mógł płonąłby ze złości. Nagle poczułam okropny ból, syknęłam i położyłam dłoń na policzku, aby zniwelować pieczenie. Jak mogłam z nim być. Sama siebie nie rozumiem. Uderzył mnie! O nie! Nie będziesz tak ze mną pogrywał. Zamachnęłam się i oddałam mu w twarz otwartą dłonią. Rozluźnił uścisk dzięki czemu udało mi się stamtąd uciec. Nie wiem, jak długo biegłam, pamiętam tylko tyle, że chciałam dotrzeć do domu jak najszybciej. Chciałam żeby to piekło już się skończyło. Weszłam niepostrzeżenie, zostawiłam zakupy na stole w kuchni i udałam się do pokoju, który dzieliłam przez kilka dni z Adamem. Usiadłam na łóżku, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Nie obchodziło mnie już nic. Po prostu musiałam pobyć w samotności. Nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Dopiero poukładałam życie, a tu znowu jakieś problemy. Najważniejsze żeby Leo o niczym się nie dowiedział. Nie wiem dlaczego. Po prostu nie chcę, aby się w to mieszał. Starłam łzy i ruszyłam do łazienki. Z apteczką w dłoni usiadłam na wannie. Wyjęłam gazik, który chwilę później nasączyłam wodą utlenioną i przyłożyłam do rozciętej wargi. Syknęłam z bólu. Tą bolesną sytuację przerwał mój dzwoniący telefon. Spojrzałam na ekran, odrzucając połączenie. Nie może on tym wiedzieć. To nie skończyłoby się dobrze. Wiem, że powinien znać prawdę, ale wstydzę się tego. Czuję się poniżona. Dostałam w twarz od byłego chłopaka, za którym pół roku temu skoczyłabym w ogień. Nie spodziewałabym się, że kiedykolwiek będę w tak poniżającej i wstydliwej sytuacji. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na czarny ekran telefonu. Wybrałam numer i zadzwoniłam do najbliższej mi osoby. Wyszłam na balkon. Chciałam odetchnąć świeżym, chłodnym, polskim powietrzem. Poza tym bałam się, że ktoś może mnie usłyszeć.
  •  Halo
  •  Daniell? 
  •  Emi? Co się stało. Mówisz jakbyś płakała. 
  •  Obiecaj, że nikt się nie dowie, błagam.-mówiłam przez łzy.
  •  Dobrze, ale mów szybko.- popędzała mnie.
  • Wyszłam po zakupy, a w drodze powrotnej spotkałam...- głos mi się załamał. Nie potrafiłam jej tego powiedzieć. 
  • Kogo spotkałaś?
  • Prze... Przemek, Wiktoria i inni stali po drugiej stronie ulicy. Zaczepili mnie. On ma zdjęcie moje i Leo... Uderzył mnie...- mówiłam bez sensu pojedyncze zdania. Próbowałam się uspokoić, jednak nie wychodziło mi to. 
  •  Co za dupek. Leo już wie?- powiedziała zdenerwowana.
  •  Nie, nic mówiłam mu nic...-zawahałam się.
  • Masz mu zaraz powiedzieć.- rozkazała. 
  • Nie.- odparłam stanowczo. 
  • Chcesz żebym ja to zrobiła? Wtedy nie będzie tak miło.- ostrzegała.
  • Dobrze powiem mu, ale jak wrócę do Barcelony. Jeszcze zrobi jakieś głupstwo.
  • Musisz powiedzieć mu jak najszybciej. Masz czas do jutra, jeśli tego nie zrobisz, sama pofatyguję się do jego domu i o wszystkim mu powiem.
  •  Nie możesz tego zrobić.
  • A właśnie, że mogę. Jestem twoją przyjaciółką i muszę ci pomagać.
  • Przez takie zachowanie tylko pogorszysz sytuację. Daj mi kilka dni. Muszę to przemyśleć. 
  • Masz dwa dni.- oznajmiła, a ja przytaknęłam.

Rozłączyła się. Odwróciłam się w stronę drzwi i zobaczyłam Adama, który niemal kipiał ze złości. Pobiegłam za nim,  gdy tylko spostrzegłam, że chce wyjść. W ostatniej chwili złapałam go za rękaw. 
- Gdzie idziesz?
- Do tego dupka, musi zapłacić za to, co ci zrobił.
- Adam uspokój się.
- Puść mnie!- wyrwał się z mojego uścisku.
- Nie! Nie pozwolę ci zrobić jakiejś głupoty.
- Teraz to ty jesteś ważniejsza.
- Nie mów tak.
- Ale to prawda. Jak myślisz, co zrobiłby Leo, gdyby tu był?!- spytał, a ja wtuliłam się w niego. Potrzebowałam wsparcia, a nie mordobicia. 
- Ale nie ma go tutaj.
- Dlatego ja muszę się o ciebie zatroszczyć. Jesteś moją małą siostrunią, którą kocham.- oznajmił, a mi zapradło dech w piersiach. Powiedział, że mnie kocha. Pierwszy raz usłyszałam takie słowa od mojego brata. Rozpłakałam się, mocniej w niego wtulając.
- Jesteś okropny, ale dziękuje, że się martwisz.
- Obiecuję, że już więcej nie będziesz miała problemów przeze mnie.- pocałował mnie w czubek głowy, gładziąc dłonią moje włosy.
- Przecież nie mam.
- Nie oszukuj się. Rodzice są dla ciebie okropni od kilku tygodni.
- Nie ważne...
- Kurde, czy ty zawsze musisz tak mówić?! Martwisz się o innych, a o siebie nie dbasz. Powinnaś zacząć to dostrzegać.
- Gadasz pierdoły.
- Nie dasz sobie nic powiedzieć. Uparta jesteś.
- Tak jak ty.- zaśmiałam się. Wróciliśmy do pokoju i usiedliśmy na łóżku.
- Leo będzie zazdrosny.
- O ciebie?! Jesteś moim bratem, głupku.
- Sama jesteś głupkiem.
Zaczęliśmy się bić. Nie wierzę w to co się z nami dzieje. To jakaś iluzja. 
Byłam tak wyczerpana, że nie pamiętam kiedy zasnęłam. W środku nocy obudził mnie dzwonek telefonu. Spojrzałam na ekran, łzy napłynęły mi do oczu. Nie potrafiłam go ranić. Ale bałam się mu powiedzieć. Kliknęłam czerwoną słuchawkę. Chwilę później otrzymałam SMSa "Nie wiem co się stało, ale będę czekał, aż mi powiesz.". Moją głowę przepełniały myśli, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. Obróciłam telefonem kilka razy i wybrałam numer. Musiałam mu to powiedzieć. 
  •  Wiesz jak się martwiłem.- usłyszałam, gdy tylko odebrał. Momentalnie zrobiło mi się głupio. 
  •  Domyślam się...
  •  Powiesz mi, co się stało?
  •  Lio, ja się boję. 
  •  Pamiętaj, że mi możesz powiedzieć o wszystkim...- uspokajał. 
  •  Ale obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego.
  •  Obiecuję, ale mów.
  • Wyszłam po zakupy bo babcia mnie poprosiła. Wracałam właśnie ze sklepu, gdy...- przerwałam. - Napewno nie zrobisz nic głupiego? 
  • Nie zrobię.
  • Spotkałam Przemka, Wiktorię i innych.- rozpłakałam się. 
  • Emi, nie płacz...- usłyszałam w słuchawce jego zmartwiony głos.
  • Przycisnął mnie do ściany i... I uderzył. Potem ja uderzyłem go w twarz i uciekłam...- zakończyłam, ale bałam się jego reakcji. 
  •  Zabije tego s...
  •  Leo! Siadaj, pamiętasz co mi obiecałeś?- przerwałam mu. Nigdy wcześniej nie słyszałam go tak złego. Założę się, że chodził nerwowo po domu. 
  •  Ale nie mogę tak siedzieć bezczynnie wiedząc, że coś ci się może stać.
  • Spokojnie, Adam będzie ze mną wszędzie wychodził. Nie mam 5 lat, poradzę sobie. 
  • Kupuję bilet i przylatuję do Polski. Za kilka godzin będę w Warszawie. Chopin czy Modlin? 
  • Oszalałeś?! Nie możesz tu przyjechać. Przecież nie przeżyjesz jednej doby, a moi dziadkowie nie będą szczęśliwi z twojego widoku w ich domu. Nie będziesz miał życia. Twoi kibice są wszędzie.- zaczęłam swój monolog. 
  • Ty jesteś najważniejsza. Chopin czy Modlin?- powtórzył pytanie 
  • Żadne. Jeśli nie zostaniesz w Barcelonie możesz zapomnieć, że mnie poznałeś. Bo już nigdy się do ciebie nie odezwę.
  •  To szantaż. Jesteś okropna. Dlaczego mi to robisz? Przecież nie dam sobie rady. Będę się o ciebie martwił. 
  • Jak już mówiłam jest ze mną Adam. Nic mi nie grozi, a za kilka dni znów będę w Hiszpanii. 
  • O ile ten idiota wcześniej cię nie zabije. 
  • Nie mów tak. Bądź, co bądź był moim chłopakiem. 
  • Przypomnij mi, kto cię dzisiaj uderzył? 
  • Jesteś okropny... Mogłam ci nie mówić.
  • Bardzo dobrze zrobiłaś, przynajmniej będę wiedział kogo oskarżyć, jak nie zobaczę cię na lotnisku. 
  • Skończmy ten temat. Zadzwonię jutro.- zakończyłam i nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się.

Jak on mnie czasami denerwuje! Musiałam się rozłączyć bo mogłabym nie wytrzymać. Jestem już dużą dziewczynką. Poradzę sobie sama. Wróciłam na łóżko, okrywając się kołdrą i wtulając w brata zasnęłam.
Wstałam około południa. Nareszcie się wyspałam. Od początku października, czyli przeprowadzki do Barcelony, nie mogę się porządnie wyspać. Na dole wszyscy byli już po śniadaniu.
- O wstałaś. Ile można spać?- przyczepiła się do mnie matka. Jak zawsze życzliwa i miła. Normalnie do rany przyłóż.
- Daj jej spokój, niech odpocznie. Tam musi wcześnie wstawać do szkoły. Niech tu sobie pośpi dłużej. Widzę, że jedna rzecz się w waszej rodzinie nie zmieniła.- skarciła ją teściowa.
- Nie rozumiem mamo, o czym mówisz.
- Mówię o tym, że nierówno traktujecie dzieci. Dla Emilki jesteście bardzo surowi, a dla Adama wręcz przeciwnie.
- Wydaje ci się mamo.
- Nie. Każdy to widzi. Emilko, co byś zjadła na śniadanie?
- Zrobię sobie płatki.
- To ja ci pomogę.
- Nie trzeba, babciu. Dam sobie sama radę. Do zawsze radzę sobie sama. Przywykłam.
- Dobrze, dobrze.- babcia zawahała się przez moment.- Podejdź no tu do mnie.
Zdziwiona podeszłam bliżej. Nie wiedziałam, o co mogło chodzić.
- Co ty masz na ustach?
- To?- wskazałam palcem. No to już wszystko wiem. A teraz wymyśl jakieś kłamstwo na poczekaniu. - To od piłki.- To powinno przejść... Raczej.
- Od czego?- zdziwiła się. To ona o niczym nie wie?
- Ja też gram w piłkę nożną w tym samym klubie co Adam, tylko w damskiej drużynie.
- Dziewczyna i gra w piłkę. Do czego to doszło. Wy młodzi i te wasze pomysły.
- Oj, bez przesady. Mam tam dużo znajomych i szkołę.
Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść śniadanie. Podobno to najważniejszy posiłek dnia. Nagle podbiegł do mnie Adam, składając na moim policzku powitalnego buziaka i kradnąc mi łyżkę płatków. Udałam oburzenie na co głośno się zaśmiał.
- Emilka, idziesz ze mną na boisko?- spytał z torbą na ramieniu.
- Nie wiem...- zawahałam się. Bałam się wyjść z domu. Wiadomo co temu idiocie strzeli do głowy.
- Spokojnie, będzie okej.- uspokajał mnie.
- Dobrze tylko zjem i się przebiorę.- oznajmiłam wciąż pełna obaw.
Przez całą drogę śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak prawdziwe rodzeństwo. Zawsze mówiłam, że wolałabym nie mieć brata. A tu taka niespodzianka. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego. Bardzo mi pomaga. Zaczynam odkrywać w nas podobieństwo.
Byliśmy na boisku i czekaliśmy na kolegów Adama, którzy jak zwykle się spóźniali. Typowe. A gdy już się pojawili zaczęli rozmawiać, ale nie słyszałam o czym. Tylko piąte przez dziesiąte. 

~*~

- Ej, stary. Kto to?  Dobra jest...- zachwycił się Oskar.
- Nie pamiętacie jej? Przecież to moja siostra Emilka.
- A ona nie była hm... No... Ten... Pusta?!- zakłopotał się Piotrek.
- Wiesz, dużo się zmieniło od tamtej pory. Gra w damskiej drużynie Barcy. A ja gram w Barcy B. Sam jeszcze tego nie pojmuję. 
- Gratulacje stary.
- Byłeś już na meczu?
- Nawet w loży VIP- zachwycił się. - Zgadnijcie  kogo tam poznałem.
- Leo.- palnął od niechcenia Dawid.
- Żeby tylko. Poznałem wszystkich. Nawet Shakirę.
- Żartujesz, prawda?!
- Ja bym kłamał?- żartowali sobie koledzy.
- Jak przylecimy to nas zabierzesz, przekonamy się. Umowa stoi?- stwierdził Kuba podając rękę Adamowi. 
- Stoi.- uścisnął ją. 
- Dobra pogadamy później, idziemy grać?- zniecierpliwił się Michał.
- No już. Emilka grasz?- spytał Adam, a koledzy spojrzeli się na niego dziwnie
- Jasne.
Podzielili się na drużyny. Dziewczyna położyła piłkę na środku boiska i zaczęła się rywalizacja. Na początku nikt jej nie podawał, jednak któryś z chłopców bez możliwości innego ruchu zagrał w jej stronę. Ona przyjęła piłkę, okiwała dwóch innych i strzeliła gola. Koledzy Adama zatrzymali się z wrażenia. Dalej gra dla Emilii była ciekawsza, cały czas dostawała podania, a każdy przeciwnik był o nią zazdrosny. Po kilkunastu minutach gry usiedli, by odpocząć.

~*~ 

Gra była męcząca i początkowo nie zapowiadała się dla mnie miło. Nikt nie chciał mi podawać, lecz gdy strzeliłam gola rozruszali się trochę.
- Ile lat grasz?- spytał Michał
- Dwa miesiące.
- Ile?- zakrztusił się Piotrek, pijący wodę.
- No dwa miesiące.- powtórzyłam.
- Stary, siostrę to ty masz zaje...- Oskar spotkał się z wrogim spojrzeniem Adama. Nawet zabawnie to wyglądało. - Zajefajną.- dokończył.
- Uważaj bo się zakochasz.- odpowiedział mój dumny brat. Uważaj bo z dumy zostaniesz pawiem. Wszyscy zaczęli się śmiać. Nagle podszedł do nas Przemek, a moje serce stanęło. Tylko nie on...
- Znowu się spotykamy.- spojrzałam na niego lekko przerażona, lecz nie chciałam mu tego pokazać.
- Nikt cię tu nie zapraszał.- odpowiedziałam mocnym głosem.
- Może trochę więcej szacunku, co?- On chce szacunku, on?! Dobre sobie.
- Może byś stąd spadał. Ona nie chce z tobą rozmawiać.- wtrącił się Adam, który prawie płonął ze złości.
- Ty się nie odzywaj. Widzę, że imprezy zamieniłaś na sport. To przez tego twojego piłkarzynę?- drwił ze mnie dalej, a ja w środku poczułam jakąś moc. Momentalnie wstałam z ziemi i z całej siły, a jej przez treningi mam nie mało, kopnęłam go tam, gdzie mężczyzn boli najbardziej. Upadł na ziemię, a ja stanęłam nad nim, odczuwając wyważenie. Ciekawa jestem, co teraz powiesz?
- Nie będziesz drwił, ani z niego, ani ze mnie. Leo osiągnął więcej niż tylko zdołasz w ciągu całego swojego życia. Zrozumiałeś, czy mam powtórzyć?- Jego mina przypominała kota na pustyni, który nie ogarnia tej kuwety. Bezcenne, mówię wam, musicie kiedyś spróbować. Polecam.
- Pytam się czy zrozumiałeś?- krzyknęłam dalej będąc wściekła. On tylko potwierdzająco skinął głową. Tak ma być!
- To ma być ostatni raz, kiedy się widzimy. Kiedyś mną pomiatałeś, ale teraz ten, jak go nazwałeś piłkarzyna, nauczył mnie szacunku do samej siebie. Nie masz prawa go oczerniać, nigdy. Nawet w jednym procencie nie jesteś taki, jak on i nigdy nie będziesz.- wykrzyczałam podnosząc głowę po czym bez słowa odeszłam.

~*~

Byliśmy w szoku. Przemek podniósł się z ziemi, wyglądał przekomicznie. Jego mina była nie do opisania. Spojrzał się na nas jak morderca. Przez chwilę myślałem, że nas pozabija. Na jego miejscu też bym to zrobił. Odszedł, a my wybuchliśmy głośnym, niepohamowanym śmiechem. 
- Ona nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.- podsumowałem.
- Stary, o jakim Leo ona mówiła.- spytał Kuba,  który zawsze był spostrzegawczy. Zawahałem się. I co ja mam im teraz powiedzieć. Hej, moja siostra jest dziewczyną Lionela Messiego. Chyba wzięliby mnie za idiotę.
- Ode mnie z drużyny.- szybko coś wymyśliłem i modliłem się żeby nie zauważyli, że skłamałem.
- A spoko.
- Gramy dalej?
- Ja już pójdę, spotkamy się jutro.- ogromny kamień właśnie spadł mi z serca. Pożegnałem się i jak najszybciej wróciłem do domu. W środku nie zastałem nikogo. Było zupełnie pusto. Zadziwiło mnie to. Dziadków zawsze ktoś odwiedzał, ten dom nigdy nie stał pusty. Z kieszeni wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Emi. Martwię się o nią. Nie wiadomo, co temu idiocie strzeli do głowy. Mogłem z nią pójść, a tak to siedzę tu sam i się zamartwiam. Nagle usłyszałem otwierające się drzwi, gdzie od razu podbiegłem. Stała w progu cała i zdrowa. Poczułem ulgę po czym bez namysłu podszedłem mocno ją przytulając.
- Dlaczego nie odbierałaś?- spytałem po chwili.
- Dzwoniłeś? Nie zauważyłam.
- Wiesz jak się martwiłem.
- Bez przesady. Tak w ogóle to od kiedy jesteś taki czuły?- spytała śmiejąc się.
- Dla ciebie od wczoraj, dla Daniell od zawsze.- Odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Rzeczywiście tak było. Dzięki znajomości z Fernández bardzo się zmieniłem.
- Słodko, ale puszczaj już.- zaśmiała się.
- Nie puszczę, zaraz cię zgniotę.- zażartowałem łaskocząc siostrę.
- Głupi jesteś.- powiedziała głośno się śmiejąc. Uwielbiam ją torturować. Kilka minut zabrało jej wydostanie się z mojego uścisku po czym poszła do kuchni, usiadła na krześle i wzięła ogromnego łyka jakiegoś napoju, który stał na stole. Oparłem się o ścianę jednocześnie na nią patrząc. Nie poznaję nas. Oboje się zmieniliśmy. Cieszyłem się na wieść o przeprowadzce do stolicy Katalonii, ale teraz już wiem, że powinienem cieszyć się bardziej. To niesamowite co dzieje się ostatnimi czasy w naszym życiu. Najzabawniejsze jest to, że nigdy nie pomyślałbym, że będę miał tak dobry kontakt z Emilką. Stała się moją małą siostrunią, którą chcę się opiekować do końca życia.
- Kiedy my się tak zbliżyliśmy do siebie...
- Nawet nie wiem...- rozmyślaliśmy razem.

~*~

Przyjęcie urodzinowe się udało. Babcia była zadowolona z prezentów, a każdej osobie opowiadała o nas i o tym, jak bardzo jest z nas dumna. W sumie jej w to wierzę w przeciwieństwie do moich rodziców. Do dnia dzisiejszego odzywają się do mnie "służbowo". Codziennie starałam się dzwonić do Daniell oraz Leo. Wysyłałam im również zdjęcia. Chciałam im choć w jednym procencie pokazać Polskę. To wciąż moja ojczyzna.
Nadszedł dzień wylotu do Hiszpanii. Siedziałam jak na szpilkach, już nie mogłam się doczekać kiedy wylondujemy na lotnisku el Prat. Gdy wybiła 18.00 byłam prze szczęśliwa. Nareszcie wracałam do przyjaciół i tego "lepszego" życia. Tęsknię za nimi, już nie mogę się doczekać, kiedy ich zobaczę. Ojciec zamówił taksówkę, a po godzinie byliśmy na lotnisku. Odprawę przeszliśmy bez problemu. Kilka minut po 20 wystartowaliśmy. Jak zwykle miałam szczęście i moje miejsce przypadało obok starszej kobiety, która bez przerwy na mnie patrzyła. Kobieto, czy ty Polki nie widziałaś?! Mam coś na twarzy? Brudna jestem? Byłam tak ciekawa, że przejrzałam się w telefonie. 
- Proszę zapiąć pasy za chwilę lądujemy.- usłyszałam miły głos stewardessy. Nareszcie!  Bogu dzięki. Lądowaliśmy więc mogłam się przyjrzeć Barcelonie, która nawet nie zamierzała zasypiać. Kocham to miasto. Przeprowadzka to najlepsze, co podarowali mi rodzice. Wysiadłam z samolotu, czując na sobie powiew świeżego, katalońskiego powietrza. Brakowało mi tego... Udałam się do luku bagażowego po odbiór walizki. Nagle poczułam, jak ktoś łapie mnie w pasie. Zamarłam. Uspokój się, przecież to nie może być Przemek. Nie tracąc ani sekundy uderzyłam tę osobę łokciem w brzuch. Usłyszałam jękniecie... 


~~~
No to mamy 7 rozdział. Zostawiam was w małej niepewności. :D
Tekst pochodzi z piosenki Bon Jovi - "All about loving you".
Bon Jovi - All about loving you

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz