piątek, 30 maja 2014

rozdział 4 "On jest niemożliwy".

Znajdź w swoim życiu choć trochę optymizmu i rozdawaj go przypadkowym ludziom. 

Siedziałam w szatni kręcąc telefonem lub sprawdzając godzinę.
- Powiesz mi co się dzieje?
- Nieważne.
- Nie, "nie ważne" tylko gadaj. Po treningu zabieram cię do naszej ulubionej kawiarni.
Daniell próbowała wypytać mnie o powód mojego rozbicia. Jednak nie mam najprostszego charakteru i wydobycie ze mnie jakiejś informacji o stanie mojej psychiki to nielada wyczyn. Cały trening Hiszpanka przyglądała mi się, dobrze to widziałam. Z resztą dzisiejsze ćwiczenia to tragedia. Byłam rozkojarzona, w dodatku nie myślałam, większość moich podań było niecelne. Za karę trener kazał mi biegać 10 kółek. Nagroda pocieszenia na poprawę humoru. Brawo panie Alonso.
- Przebieraj się szybko.
- Ja nigdzie nie idę.
- Idziesz i nie ma odmowy.- powiedziała stanowczo. 
Wchodziłyśmy właśnie do kawiarni, gdy spojrzałam na miejsce pierwszego oficjalnego spotkania z Leo. Przypomniałam sobie wszystko. Okropnie go potraktowałam, a on przecież tak się dla mnie starał. Łza zakręciła mi się w oku. Zamrugałam kilka razy, aby się jej pozbyć. Po wejściu zajęłyśmy nasz ulubiony stolik.
- Podać coś paniom?- spytał jeden z przystojnych kelnerów.
- Dla mnie latte, a dla tej pani duże, czekoladowe ciastko na poprawę humoru.
- Już się robi.- odpowiedział uśmiechając się do mnie zalotnie. Na podryw mu się zebrało. Jakbym miała mało swoich problemów. Ja myślałam tylko o jednej osobie i o moim okropnym zachowaniu. Daniell próbowała się czegoś dowiedzieć, ale na marne. Spuściłam głowę. Dochodzę do wniosku, że moje dłonie są bardzo interesujące... 
- Powiesz mi w końcu co się dzieje?
- Nic takiego.- wymamrotałam.
- Jak nic? Przez cały trening myślałaś o niebieskich migdałach. Nawet Alonso to zauważył.
- No bo... bo poznałam kogoś...
Świetnie... Jak zaczęłam się zwierzać to przyszedł kelner. Podał kawę Daniell i stawiając czekoladowe ciastko wsunął dyskretnie małą karteczkę " czekam na telefon 543 182 739". Spojrzałam na niego, jak na obłąkaniego. Uważaj bo się doczekasz. 
- Ty to masz branie. Enrique, Diego teraz on.
- Ja? Ty jesteś lepsza. W końcu jesteś z moim bratem.- pierwszy raz tego dnia pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Emilia robisz postępy, brawo.
- Właśnie nie dokończyłaś...
- Nie ma czego dokańczać.
- Uch. Czy ja muszę z ciebie wszystko wyciągać?- podniosła na mnie głos. Ups... Chyba zdenerwowałam Daniell. Swoją drogą, nie wiedziałam, że ona jest taka stanowcza.
- No, bo ostatnio kogoś poznałam. Zabrał mnie wczoraj na plażę. Było bardzo miło i w ogóle, dopóki nie zadzwoniła do mnie matka. Zdenerwowałam się na nią i go źle potraktowałam. Byłam strasznie oschła, a on tak się starał. Nawet przygotował piknik.
- Kim on jest?
- O kurde, zapomniałam.- Daniell spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. - Napisał mi wczoraj, jak szłam spać, żebyśmy się spotkali po treningu, a ja zapomniałam...
- To biegnij, szybko.
- A ty?
-Nie martw się o mnie, zadzwonię po Adama.- Wstałam z miejsca i zaczęłam biec w stronę Ciutat Esportiva. Nagle poczułam, jak coś we mnie uderza i upadam na ziemię... 

~*~

Wyjeżdżłem właśnie z parkingu. Byłem zdenerwowany i zmęczony. Czekałem na nią pół godziny, a ona nawet nie raczyła przyjść. Po co się łudziłem, że ona też coś do mnie czuje. Jestem idiotą. Nagle poczułem, jak w coś uderzam, a raczej w kogoś. Przez dłuższą chwilę myślałem, że to żart. Wysiadłam z samochodu i ujrzałem ją na chodniku. Na szczęście była przytomna. Wziąłem ją na ręce i zawiozłem do najlepszego szpitala w Barcelonie. 
Czekałem przed salą już którąś godzinę z kolei. Gdzie ten cholerny lekarz?! Ile można robić kilka badan?! Ręce trzęsły mi się ze strachu o nią. Wciąż nie mogłem uwierzyć w zaistniałą sytuację. Nie raz jeździłem zdenerwowany, ale pierwszy raz w życiu kogoś potrąciłem. Chodziłem nerwowo po korytarzu. Emocje wewnątrz mnie aż kipiały. W głębi białego, nieprzyjemnego korytarza ujrzałem ją. Podbiegłem do niej, tak szybko, jak tylko potrafię. Widząc, że może chodzić i jest "cała i zdrowa" uniosłem ją okręcając wokół siebie.
 -Ał...- syknęła próbując się uśmiechnąć.
- Przepraszam zapomniałem- spuściłem głowę. Gratulacje geniuszu. - Wiadomo co ci jest?
- Tak to tylko kilka stłuczeń. Za 3 dni znikną. Ale ja już muszę iść.
- Nie na mowy, ostatnio cię puściłem i jak się to skończyło? Podwiozę cię.- zaśmialiśmy się oboje.
- No dobrze, dobrze. Niech ci będzie.-Wyszliśmy ze szpitala, otworzyłem drzwi do samochodu i delikatnie pomogłem jej wsiąść do środka. Przez całą drogę wpatrywała się w widoki za oknem. Miałem szczęście, że nie przyłapała mnie na spoglądani na nią ukradkiem. Była naprawdę piękna.
- Jesteśmy na miejscu.
- Może pomogę ci wysiąść?
- Nie trzeba dam sobie sama rade.
- Trzeba!- wyskoczyłem z samochodu, otworzyłem drzwi, wziąłem ją delikatnie na ręce i zaprowadziłem pod dom.
- Może wejdziesz?- spytała z uśmiechem.
- Nie, może innym razem...
- Nie daj się prosić.- przerwała mi. Weszliśmy i od progu krzyknęła - Mamo już jestem i przyprowadziłam gościa.-  po tych słowach w przejściu pojawili się zaciekawieni rodzice dziewczyny.
- Leo?- mina naszego fizjoterapeuty była niesamowita. Nigdy jej nie zapomnę.
- Witam doktorze.- uśmiechnąłem się.
- No, to mamo poznaj Leo, bo tata już go zna. To mój kolega.
- Witam serdecznie.- powiedziałem całując jednocześnie rękę pani Borkowskiej.
- Dość tych czułości, bo poczuje się zazdrosna.- zaśmiała się głośno. Oj, nie masz najmniejszych powodów. - My idziemy na górę. Jak przyjdzie Adam to powiedz mu niech wpadnie, mam dla niego niespodziankę.- wszyscy spojrzeliśmy z ciekawością na Emilkę, po czym udaliśmy się do jej pokoju. 

~*~

Otworzyłam drzwi, a Leo stanął z otwartymi ustami.
- Tak bardzo lubisz Barce?
- Dopiero zaczynam wdrążać się w temat piłki, a ten herb to napływ mojej artystycznej weny.- zaśmiałam się otwierając jednocześnie drzwi na balkon.
- Chodź, pokarze ci coś.- wzięłam go za rękę i zaprowadziłam na zewnątrz. - Zobacz, poznajesz to miejsce?- pokazałam palcem na plażę.
- To jest to miejsce, w którym wczoraj byliśmy...- kończąc zdanie objął mnie w pasie. Byłam w szoku, ale starałam się to ukryć. Spojrzałam w jego oczy jednocześnie zatracając się w nich. Leo schowaj oczy, są zbyt piękne. Niestety tę cudowną chwilę przerwał mój brat, który jak zwykle wszedł bez pukania. Naucz się pukać no! Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. 
- Kazałaś mi przy...przy...jść.- nie mógł wypowiedzieć żadnego słowa na widok gościa w moim pokoju.
- No to masz niespodziankę...- Adam spojrzał na mnie i aż usiadł z wrażenia na środku podłogi. Po chwili jednak piłkarz podszedł do niego i pomógł wstać.
- Sorry za reakcje, ale zawsze marzyłem o tej chwili, jednak miała ona wyglądać nieco inaczej.
- Spoko, przyzwyczaiłem się.- zaśmiał się.
- Podpiszesz mi się na koszulce?
- Oczywiście.
Adam pobiegł po T-shirt ulubionej drużyny z nazwiskiem idola, a ten złożył na nim autograf. Podekscytowany chłopak wyszedł z pokoju, zostawiając nas samych. Leo spojrzał na mnie dziwnym spojrzeniem.
- Przepraszam, ale to było jego marzenie...- zaczęłam, lecz on mi przerwał.
- Nic się nie stało, nie przepraszaj. Taki mam zawód.- powiedział wychodząc na balkon z widokiem na morze. Poszłam w jego ślady zatrzymując się przy barierce. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Moje serce zaczęło szybciej bić, a w brzuchu czułam coś dziwnego. Czyżby to były te słynne motylki? Spojrzał mi w oczy i nieśmiało musnął moje usta. Było niesamowicie. Jego usta są idealne, tak jak on. Poczułam się wyjątkowo. 
- Teraz ja przepraszam, za ten wypadek. Naprawdę nie chciałam nawet nie wiem jak to się stało...
- Nie musisz przepraszać. Nic mi nie jest.- przerwałam, uśmiechając się do niego.
- Muszę to nie jest "byle co". W zamian zapraszam cię jutro na kolację, będę tu o 19.00.
- Ale.. ale spójrz tylko... jak ja wyglądam.
- Nie ma żadnych "ale", wyglądasz pięknie.- powiedział dając mi buziaka w policzek, a ja zarumieniłam się. Leo przestań tak na mnie działać.
- O której kończysz jutro trening?- spytał zaciekawiony
- Hmm...  chyba o 17, a co?-
- A nic, ale muszę już uciekać. Twoi rodzice nie będą zadowoleni.
Zeszliśmy na dół. Odprowadziłam go pod samą furtkę. Na pożegnanie pomachałam mu, gdy wsiadał do samochodu. Wróciłam do swojego pokoju po czym położyłam się na łóżku. Dotknęłam ust i uśmiechnęłam się. On jest niemożliwy. Tak po prostu mnie pocałował i teraz nie mogę przestać o tym myśleć. Oj, Leo co ty ze mną zrobiłeś?

Dziś wstałam o 7.00. Szybko się ubrałam i niemal wybiegłam z domu. Mało brakowało, a spóźniłabym się na lekcje. Minęły mi one bardzo szybko, choć siedziałam na krześle jakby ktoś wysypał na nie dwa pudełka szpilek. Zaraz po pojawieniu się w Ciutat weszłam do szatni, w której było prawej pusto. Zobaczyłam tam tylko Daniell siedzącą obok mojej szafki. 
- I jak randka?- spytała znacząco. Moja droga, czy ty mi coś sugerujesz?
- Nie widzisz cała w siniakach jestem.- zaśmiałam się.
- Co się stało?- spytała przejęta podchodząc do mnie. Opowiedziałam jej całą historię pomijając jeden mały szczegół. Może nie taki mały, ale ominęłam jego imię i nazwisko. Nie chciałam się tym chwalić bo i nie ma czym. Zapewne was to dziwi, ale ja nie potrzebowałam rozgłosu. Trening przebiegł bez zakłóceń. Schodziłyśmy własnie z boiska zajęte rozmową, gdy zobaczyłam znajomą postać. Uśmiechnęłam się szeroko, jak chora psychicznie. Moje serce tańczyło właśnie sambę, a razem z nim wirowały motyle w brzuchu. Wzięłam telefon i wysłałam do niego SMS-a. "Czekaj na mnie, zaraz będę". Weszłyśmy do szatni, przebrałam się najszybciej jak umiałam i wyszłam z pomieszczenia po czym do niego podbiegłam. Chciałam dać mu buziaka w policzek, lecz on niespodziewanie przekręcił głowę i nim spostrzegłam tkwiliśmy w delikatnym pocałunku. Swoją drogą nieźle to sobie wykombinował. 
- Niespodzianka!- krzyknął z szerokim uśmiechem.
- Najlepsza w ostatnim czasie.- odparłam.
Po krótkiej rozmowie Leo niestety musiał iść na zabiegi, a ja wróciłam do domu by się trochę przygotować. Musiałam jakoś wyglądać, tym bardziej, że wieczór spędzałam w towarzystwie nie byle kogo bo samego Leo Messiego.

Zdenerwowana biegałam po całym domu. Przebierałam się chyba dziesięć razy, aby w końcu postawić na klasykę. Włożyłam beżową koszulę i czarną spódniczkę.
"Czekam L."
"Już zakładam buty".
Wymieniliśmy kilka SMSów po czym zeszłam na dół i wyszłam z domu. Stał oparty o samochód. Wyglądał po prostu idealnie. Miał na sobie eleganckie spodnie, białą koszulę i marynarkę.
- Pięknie wyglądasz- powiedział dając mi buziaka w policzek.
- Ty też niczego sobie.- odpowiedziałam zauroczona jego wyglądem.
Otworzył mi drzwi, jak przystało na dżentelmena po czym sam wsiadł i ruszyliśmy w stronę najlepszej restauracji w Barcelonie. Zatrzymaliśmy się pod budynkiem, szofer otworzył nam drzwi, wziął kluczyki od Leo i odjechał na parking. Było mi trochę głupio, jeszcze nikt nigdy nie był moim szoferem. Usiedliśmy, jak się domyślam, przy wcześniej zarezerwowanym stoliku. Oczywiście nie obyło się bez spojrzeń przypadkowych gości w stronę Messiego. 
- Czy ciebie to nie denerwuje, te wszystkie spojrzenia?- spytałam zaciekawiona.
- Wiesz, po pewnym czasie się do tego przyzwyczaiłem, taka praca. Ale nie rozmawiajmy już o moim zawodzie. Mam coś dla ciebie.- powiedział nieśmiało i położył na stoliku kopertę. - Wiem, że to nie jest prezent marzeń, ale mam nadzieje, że przyjdziesz razem z Adamem.- odebrałam ją i otworzyłam.
- Bilety na Champion League. Super, nareszcie zobaczę cię w akcji i jeszcze się czegoś nauczę.- odpowiedziałam podekscytowana. Pierwszy raz zobaczę mecz na żywo. Zamówiliśmy dania, rozmawialiśmy i jedliśmy. Czas mijał nam szybko i przyjemnie. Zanim się obejrzeliśmy było już bardzo późno. Leo odwiózł mnie do domu. Przyznam, że smutno mi było przerywać ten wieczór. Gdy wysiedliśmy zaczynało padać. Mój pierwszy deszcz w Hiszpanii. Był ciepły i przyjemny. Miałam właśnie przechodzić przez furtkę, gdy poczułam delikatny uścisk na nadgarstku, który sprawił, że się obróciłam, a on pocałował mnie namiętnie, tak jak w komediach romantycznych. Wsiadł do samochodu, a ja uśmiechnęłam się przygryzając dolną wargę. Właśnie całowałam się z Lionelem Messim tak na poważnie...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz