niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 8 "Księżniczka"


Kiedy wyliczam dary, które dostałam od losu... Ciebie liczę podwójnie.


Migiem obróciłam się i ujrzałam, Leo, który leżał na ziemi.
- Tak się cieszysz na mój widok?- próbował żartować, zwijając się z bólu. Natychmiast pochyliłam się i mocno go przytuliłam. Świetnie Emilia, świetnie. Pobiłaś własnego chłopaka. Gratuluję inteligencji.
- Przepraszam, nie spodziewałam się ciebie, w dodatku o tej godzinie.- szybko zaczęłam się tłumaczyć.
- Chciałem zrobić ci niespodziankę.
- Zrobiłeś ogromną, ale ja wszystko popsułam, jak zawsze...
- Nic się przecież nie stało. Widzisz.- powiedział wstając z lotniskowej podłogi.
- Cały poobijany będziesz.- powiedziałam wstając razem z nim i sprawdzając, czy wszystko jest w porządku. - Poza tym nigdy nie zarobiłabym tyle żeby zapłacić za twoje ubezpieczenie.
- Przecież gram w piłkę, przyzwyczaiłem się. Na każdym meczu jestem podcinany i tak dalej. A za ubezpieczenie nie musiałabyś płacić.
Wzięłam walizkę po czym skierowaliśmy się w stronę wyjścia.
- Może jednak chcesz żebym to ja cię odwiózł?- zaproponował.
- Chciałabym, ale wiesz jacy oni są. Spotkajmy się jutro, dobrze?
- Uch...  dobrze. Skoro nie mogłaś przyjść na tamten trening to może pójdziesz ze mną jutro?
- Pomyślę...- opowiedziałam dając ukochanemu buziaka w policzek. Wsiadłam do taksówki, w której czekała już cała rodzina.
- Ile można na ciebie czekać?!- zaczęła swój wywód matka. Jeśli nie dojedzie w całości to wiedzcie, że to nie ja ją zabiłam. No dobra, to będę ja, ale policja nie musi o niczym wiedzieć. Zaśmiałam się pod nosem ze swojego toku myślenia. Chyba powinnam się leczyć na głowę.
- Mogliście powiedzieć, że to taki problem. Leo by mnie odwiózł, a nie teraz robicie awantury. Może lepiej byłoby, gdyby mnie tu nie było.
- O nie. Nie będziesz jeździła z obcymi mężczyznami. W dodatku po nocy. 
Spojrzałam na nich, potem na Adama, który powstrzymywał się przed nagłym wybuchem śmiechu. Mi też przychodziło to z ogromnym trudem. Fakt, nie powiedziałam im o związku z Leo. Gdybym to zrobiła ojciec, by go chyba zabił, a tego nie chcę. Dojechaliśmy do domu, od razu poszłam spać. Jutro spędzam cały dzień z Leo, więc muszę być wypoczęta. Nigdy nie wiadomo, co może się stać. 
Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu to spojrzenie na ekran telefonu. Ujrzałam na nim SMSa od Leo. Oznajmił mi w nim, że będzie na mnie czekał o 11.00. Spojrzałam na zegarek po czym spadłam z łóżka. Była 10.30, a ja jeszcze leżałam. Nigdy w życiu nie wyrobię się w pół godziny. Bynajmniej nie w tym życiu. Podniosłam się z ziemi i pobiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy. Nie miałam czasu na dobieranie stylizacji, nawet nie zrobiłam delikatnego makijażu. Może to lepiej. Dzisiejsze słońce świeciło wyjątkowo mocno. Zbiegłam do kuchni. Z lodówki wyjęłam kefir i upiłam kilka łyków. Niestety nie dane mi było dokończenie mojego "śniadania". A wszystko za sprawą samochodu, który zatrzymał się właśnie pod moim domem. Założyłam buty po czym bez słowa rodzicom wyszłam z domu. Leo jak zawsze stał oparty o samochód, patrząc w moją stronę.
- Hej piękna.- zaczął, a ja się zarumieniłam. Leo 1, Emilia 0.
- Witaj królu futbolu.- zawstydził mnie więc nie mogłam pozostać mu dłużna. Po moich słowach spalił buraka.  Przywitaliśmy się dając sobie buziaka w policzek i wsiedliśmy do samochodu. Emilia 1:1 Lio.
- Nie mów tak. Oboje dobrze wiemy, że kłamiesz.- zaśmiał się wciąż zawstydzony. I kto by pomyślał, że on może być taki wstydliwy.
- Gdzie ty mnie tak rano zabierasz?- zmieniłam temat.
- Dziś przygotowałem dzień niespodzianek.
- Oby nie takich, jak wczoraj na lotnisku.- zaśmiałam się głośno, na co on zareagował tym samym.
- O nie!- podsumował. 
Kierował w skupieniu, a ja rozmyślałam opierając głowę o szybę i wpatrując się w widoki za nią. Słońce świeciło dzisiaj, jak nigdy wcześniej. Nawet Hiszpanie, którzy zawsze mają uśmiechy na ustach dzisiaj byli bardziej weseli. Zakochałam się w tym kraju. Katalonia jest piękna, a jej stolica to istne cudo. Nie wyobrażam sobie wyjazdu stąd. Chyba zostanę tu już na zawsze. Paradoks życia - nie chcesz wyjeżdżać, a potem okazuje się, że to najlepsze co cię do tej pory spotkało. Czuję się szczęśliwa i w pełni spełniona. No może do pełni szczęścia brakuje mi tylko gry w meczach mojej drużyny, ale i to niedługo się zmieni. Alonso powiedział, że za dwa, trzy tygodnie odbędzie się mój debiut. Już nie mogę się doczekać. Wracając do mojego szczęścia. Jest ono jeszcze większe dzięki piłkarzowi, który siedzi obok i kieruje. Zabawne jest to, że jesteśmy razem zaledwie kilka miesięcy, a przeżyliśmy tyle, co niektóre pary w rok. Mimo to bardzo go kocham. Nie obchodzą mnie jego sława i pieniądze. Kocham go za to jaki jest, nie musi udawać kogoś innego po prostu taki mi w zupełności odpowiada. Nawet nie zwróciłam uwagi, gdy Leo zaparkował nieopodal plaży. Pomachał mi ręką przed nosem, a ja ocknęłam się z zamyślenia. Usiedliśmy na piasku. Oparłam głowę o jego obojczyki, a on objął mnie silnym ramieniem. Przez ten tydzień brakowało mi jego dotyku. Zawsze był czuły i delikatny. Nigdy nie robił niczego nie siłę. Nawet nasz pierwszy pocałunek taki był.
- Tęskniłem, wiesz?- mocniej mnie przytulił.
- Ja za tobą też. Kiedyś cię ze sobą zabiorę, zobaczysz Polskę. Pokażę ci Warszawę, Kraków, Wrocław i inne miasta...
- Poza tym słyszałem, że Polki to najładniejsze kobiety...- uderzyłam go w ramię.
- Ej!- dodałam udając obrażoną.
- Przecież ja już znalazłem swoją.- powiedział całując mnie w czoło i przeczesując moje włosy.
Po trzech cudownie spędzonych godzinach znów wsiedliśmy do samochodu. Tym razem zatrzymaliśmy się pod ogromną willą. Chyba większą niż Shakiry i Gerarda. Była piękna, a mi oczy wypadły z orbit.
- Jak ci się podoba?- spytał otwierając drzwi.
- Ty tu mieszkasz?- spytałam. Nic do mnie nie docierało. Byłam pod wrażeniem.
- Tak.- zaśmiał się. - Ja już u ciebie byłem, teraz czas na ciebie. Tylko jest jeden problem. Nie będziemy sami. Przyjechała do mnie rodzina z Argentyny.
- Nie za szybko żeby poznać twoją rodzinę? Boję się trochę. A co jeśli mnie nie zaakceptują?- zapytałam pełna obaw. Taka była prawda. Leo kochał swoją rodzinę. Jest dla niego najważniejsza. Mam wrażenie, że za szybko chce żebym poznała jego rodziców. Co będzie jeśli mnie nie zaakceptują? 
- Ty jesteś tak samo ważna, jak oni. Jestem przekonany, że od razu cię polubią. Mam nadzieje, że ty ich też.- przytulił mnie do siebie, gdy staliśmy przed drzwiami. 
- Poza tym zobacz, jak ja wyglądam.- wskazałam na swój strój, który nie był najpiękniejszy. To wszystko z braku czasu o poranku. 
- Pięknie, jak zawsze. A teraz chodź i nie marudź, poznasz ich.- pocałował mnie w czoło po czym splótł nasze palce i ciągnąc mnie za sobą wszedł do domu. Dreptałam za nim zawstydzona i jednocześnie zestresowana. Kurcze, już dawno się tak nie stresowałam. Poza tym podziwiałam każdy centymetr tego domu. Był piękny, zapewne zaprojektowany przez najlepszych architektów w Hiszpanii lub co więcej na całym świecie. Wypuściłam głośno powietrze na co ona się tylko roześmiał.
- Podoba ci się?- spytał zatrzymując się w przejściu.
- Pamiętam, że gdy byłam małą dziewczynką zawsze przed snem marzyłam, że będę mieszkała w takim domu. Jest niesamowity. 
- Miło mi, że ci się podoba.
Weszliśmy do kuchni i przy stole ujrzałam kilka osób, które jadły obiad. Ze stresu mocniej zacisnęłam nasze palce.
- Już wróciłeś? Miałeś być dopiero wieczorem.- odwróciła się w naszą stronę kobieta w średnim wieku, która wyglądała na miłą.
- Zaszła mała zmiana. Chciałbym żebyście kogoś poznali.- uśmiechnął się do nich, a później od mnie. - To jest Emilka, moja dziewczyna.
- Dzień dobry.- przywitałam się, jak przystało na dobrze wychowaną osobę.
- Dzień dobry, jestem Celia mama Lio.- odpowiedziała obdarowując mnie szczerym i ciepłym uśmiechem. - To jego tata Jorge, bracia Rodrigo i Matias oraz siostra, Maria.- przedstawiła wszystkich. Po czym podeszła i przytuliła mnie. To samo uczyniła reszta rodziny. Nie wierzyłam w to co się działo. Oni naprawdę byli tacy, jak opisywał ich Leo. Zupełne przeciwieństwo do moich. - Zjesz z nami?- spytała po przywitaniu.
- Dziękuje, ale nie chcę przeszkadzać.- odparłam nadal zmieszana. Wciąż się ich wstydziłam. Nie pojęte było dla mnie to jak miło mnie przywitali. Przecież w ogóle mnie nie znali. Spojrzałam na Leo, którego chyba przepełniała duma. Wydaje mi się, że był szczęśliwy. 
- Nie daj się namawiać i tak zrobiłam więcej.- zachęcała mnie dalej. Nie mogłam  się jej oprzeć więc się zgodziłam. Nałożyła mi na talerz porcję już nie pamiętam czego. Mniejsza o to, było pyszne. Oczywiście pani Messi była niczym moja babcia i kłóciła się ze mną o ilość jedzenia. Wygrała. Usiadłam pomiędzy Leo, a Rodrigo, który bez przerwy mi się przyglądał. Nie była to zbyt komfortowa sytuacja, ale żeby nie wyjść na chamską nic nie mówiłam. Zauważył to najmłodszy z braci Messi, który pod nosem podśmiewał się ze mnie.
- Jesteś z Barcelony?- spytała głowa rodziny, pan Jorge.
- Nie, jestem z Polski.- na moje słowa wszyscy zmarszczyli brwi. - To takie państwo na wschodzie Europy. Niedawno wiele się tam zmieniło. Obalono komunizm i tak dalej. Nie będę państwa zanudzać.- odparłam. Musiałam wymyślić coś, dzięki czemu mogli skojarzyć Polskę.
- Rzeczywiście, słyszałam o tym niedawno w szkole.- dodała szybko Maria.
Około 16.00 pożegnałam się z rodziną Leo po czym udaliśmy się do Ciutat Esportiva na trening pierwszej drużyny. W samochodzie myślałam tylko o popołudniu spędzonym w towarzystwie Messich. Świetnie się z nimi bawiłam. Opowiadali mi o wszystkim. O Argentynie, o małym Lionelu, co było bardzo zabawne. Zabawniejsze jednak były jego reakcje i to jak robił się cały czerwony wypowiadając słowa "mamo przestań, ona nie chce o tym słuchać" na co ja odpowiadałam "wręcz przeciwnie, to bardzo ciekawa historia". Ta rodzina jest niesamowita. Moi rodzice nawet do pięt im nie dorastają, no może tata trochę. Nim spostrzegłam zatrzymaliśmy się pod szatnią.
- Gotowa jesteś na spotkanie z dzikusami?- spytał z szerokim uśmiechem.
- Mam się bać?- zaśmiałam się nerwowo.
- Raczej nie. Choć istnieje ryzyko, że zarażą cię wścieklizną - odpowiedział rozbawiony. Wszedł do szatni, a ja sama zostałam na korytarzu. Usiadłam na ławce pod ścianą powracając do zajęcia, które ostatnimi czasy było moim ulubionym. Mianowicie do myślenia. Po piętnastu minutach wyszedł z pomieszczenia w towarzystwie kilku kolegów.
- No hej piękna. Nie masz może siostry bliźniaczki?- przywitał mnie Neymar, a ja o mały włos nie wybuchłam śmiechem.
- Mam tylko brata bliźniaka.- odpowiedziałam. - Ale on ma już dziewczynę.- tym razem nie wytrzymam i parsknęłam śmiechem, a wszyscy razem ze mną.
- Neymar, ile razy mam ci powtarzać, że ona jest ze mną.- powiedział żartobliwie Leo. Chyba wyczuwam zazdrość w twoim głosie.
- Dobra, dobra spokojnie.- zaśmiał się Brazylijczyk.- Przyszedłem się tylko przywitać. Ale pamiętaj, jakby coś jestem wolny.- puścił mi oczko i przytulił. Nie przeszkadzają mi takie zachowania. Przywykłam do otwartości latynosów i potwierdzam to, co o nich mówią. Są niezwykle ciepli oraz ze wszystkimi się przytulają. Nie mogę też pominąć faktu, że kochają płeć piękną.
- Pamiętasz nas?- spytało kilku innych.
- No oczywiście. Jak mogłabym zapomnieć.- uśmiechnęłam się. Po tej krótkiej wymianie zdań ruszyliśmy na boisko. Leo splótł nasze palce i z uśmiechem szedł w wyznaczone miejsce. Gdy doszliśmy wraz z Neymarem Sanchezem i Pique odprowadził nie na trybuny. Odchodząc Gerard wypowiedział słowa, których kompletnie nie rozumiem.
- Wiedzieliśmy, że to się tak skończy.
Czy on mam mi za złe, że jestem z Leo? A może chodzi mu o coś innego? Nic nie rozumiem, a on nawet nie był łaskaw mi wyjaśnić. Cóż, to jest Pique, jego nikt nie ogarnie. Moje rozmyślenia przerwało pojawienie się na boisku Gerardo Martino, który zaczął im coś tłumaczyć. Po zakończeniu dość długiego wywodu zapewne na temat przebiegu dzisiejszych ćwiczeń piłkarze zabrali się do rozgrzewki. Ich trening niczym nie różnił się od naszego. Pomijając fakt, że patrzę właśnie na gwiazdy światowego futbolu. Uważnie śledziłam ich poczynania, gdy w pewnym momencie trener musiał wyjść, a do mnie podbiegł Alexis. Nie pytając o nic wziął mnie za rękę i zaprowadził na środek boiska. Czułam się nieco skrępowana, jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Podeszłam do Leo i skryłam się w jego ramionach zakrywając skutecznie swoją czerwoną twarz. 
- Tyle słodyczy, że zaraz nie wytrzymam.- zaśmiał się Neymar.
- Ktoś tu jest zazdrosny.- powiedział ironiczne Gerard.
- Ja? Nigdy.
- U Emilii w drużynie jest wiele ładnych dziewczyn.- stwierdził Messi, a ja czując, że nie jestem już czerwona podniosłam głowę. - Ty jesteś najpiękniejsza.- dodał szepcząc mi do ucha. Moja twarz znów zmieniła kolor na czerwony. Czy oni muszą tak mnie zawstydzać?
- Dobra, koniec tego. Ścigamy się!- krzyknął Marc. Leo załamał się, a ja popatrzyłam najpierw na niego, a później na innych pytającym wzrokiem. Mam zacząć się bać?
- Dobierają się w pary, noszą 'na barana' i to są te ich całe wyścigi.- wytłumaczył mi Argentyńczyk zanim zdążyłam spytać.
- Wystartujmy.- poprosiłam patrząc na niego niczym kot ze Shreka.
- Uch...-zawahał się. - Nie, nie wiem, no dob...- już miał się zgodzić, gdy podszedł do nas Pique.
- Zajęta!- krzyknął Hiszpan biorąc mnie za rękę i unosząc ją do góry. Roześmiałam się głośno patrząc na minę Leo.
- No widzisz już nie musisz się że mną męczyć.- posłałam mu buziaka.
- Nie męczysz, myślę, że z Gerardem wygrasz.- odpowiedział uśmiechnięty. Mimo wszystko wyczułam w jego głosie odrobinę zazdrości. Jakie to słodkie. Ustawiliśmy się na linii wzdłuż bramki. Zasady były dość proste. Dobieraliśmy się w pary po czym jedna osoba brała drugą "na barana". Wygrywa ten, kto jako pierwszy przekroczy linię obok bramki naprzeciwko.


- Gotowi... Start!- krzyknął sędzia. Sytuacja musiała wyglądać mega komicznie. Marc nosił Cristiana, Pique mnie, Cesc Alexisa, a Dani Neymara. Biegaliśmy po całym boisku, co jakiś czas zmieniając swoje miejsca. Do mety pozostało nam jedenaście metrów. Wiem bo poznałam po miejscu do strzelania karnych. Moja piłkarska edukacja nie poszła na marne. Walka dopiero się zaczęła. Geri przyspieszył i po chwili tańczyliśmy taniec szczęścia. Mało brakowało, a bylibyśmy trzecią para, ale Gerard chyba to zaplanował i użył swoich długich nóg. Swoją drogą na miejscu Shaki miałabym kompleksy.
- Wygraliśmy!- przybiłam mu piątkę.
- Kto jest mistrzem?! My!- cieszyliśmy się w najlepsze, gdy nagle usłyszeliśmy krzyk trenera. Odebrało mi możliwość wykonania jakiegokolwiek ruchu. Jakby wszystkie moje siły w sekundę wparowały z ciała.
- Co wy najlepszego wyrabiacie?!- odezwał się ponownie, a ja szybko wróciłam na poprzednie miejsce. Nie chciałam narazić się na jego gniew bo przecież nigdy nic nie wiadomo. Leo puścił do mnie oczko przez co trochę się rozluźniłam. Do końca treningu siedziałam wpatrując się w piłkarzy. Obserwowałam każdy ich ruch. Chciałam się nauczyć czegoś więcej. Od kiedy jestem w Barcelonie ciągle chcę coś poznawać i uczyć się nowych rzeczy. To miasto zmieniło mnie nie do poznania. W sumie to jestem szczęśliwa z tego powodu. Gdy wspominam siebie kilka miesięcy temu to aż mnie szlag trafia. Jak mogłam być takim "pustakiem?". Po zakończeniu treningu poszłam wraz z chłopakami. Zostałam przed szatnią mimo ich próśb. Bałam się tam wejść, może oni tam tańczą nago tańce godowe, albo nie wiadomo co jeszcze. Aż strach pomyśleć. Z nudów zaczęłam czytać opisy pod zdjęciami wiszącymi na ścianie. Niespodziewanie podszedł do mnie Tata Martino. Serce podeszło mi do gardła. Zaraz zacznie na mnie krzyczeć lub co więcej zabije mnie za przerwanie treningu...
- Czekasz na Leo?- spytał podchodząc bliżej. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Może zacznie na mnie krzyczeć, gdy potwierdzę. W końcu Messi to kluczowy zawodnik.
- Tak.- odpowiedziałam niepewnie.
- Od razu wiedziałem.- powiedział podniesionym nosem. - Zbyt często nie przyprowadza on swoich dziewczyn na trening. Ostatni raz była tu taka jedna około rok temu, ale nie przypadła mi do gustu, chyba każdemu z chłopców.- dzwrócił się do mnie, lecz nasz dialog przerwał Messi wychodzący z szatni. 
- Do zobaczenia.- pożegnał się z nami po czym odszedł, jak mniemam do swojego gabinetu. Leo przytulił mnie do siebie.
- To gdzie jedziemy dalej?- zapytał po chwili.
- Jakieś propozycje?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- W takim razie porywam cię do kina. Na jaki film chcesz iść?
- Myślę, że "Transtendencja" z Johny'm Deep'em byłaby fajna.- odparłam nieco zastanawiając się długo.
- Już się bałem, że pójdziemy na jakąś nudną komedię romantyczną.- powiedział z ulgą.
- Nie przepadam za nimi.- dodałam po czym udaliśmy się na parking i wsiedliśmy do samochodu. Piłkarz ruszył, a już po pół godzinie byliśmy pod budynkiem jednej z miejscowych galerii handlowych. Wybraliśmy seans, który teoretycznie już się zaczął, ale wiadomo reklamy, reklamy i jeszcze raz reklamy. Spokojnie kupiliśmy popcorn i udaliśmy się na swoje miejsca. Przez cały seans byłam w objęciach swojego chłopaka. O kurcze, jak to świetnie brzmi. Leo Messi moim chłopakiem. W sumie dla mnie był zwykłym  człowiekiem, jak miliardy innych na świecie, pomijając fakt, że właśnie dlatego go kochałam. Nie obnosił się ze swoją sławą, wręcz starał się ukrywać. Film się zakończył, a co za tym idzie zapalono światła. Nagle usłyszeliśmy szepty po czym wszystkie oczy zwróciły się w naszą stronę. SOS! SOS! SOS! Wyczuwam problemy. Leo złapał mnie za rękę i ile sił w nogach zaczęliśmy uciekać przed tłumem podekscytowanych kibiców. W dodatku przed salą spotkaliśmy paparazzi, którzy przyłączyli się do reszty. W taki oto sposób pół kina biegło za nami, aby otrzymać autograf mojego chłopaka. Biegaliśmy przez pół galerii, a dziki tłum udało nam się zgubić wchodząc do schowka sprzątaczek, w którym było mnóstwo płynów i mopów. Pocałowałam go w policzek. 
- Z tobą nigdy nie da się nudzić.- oboje się zaśmialiśmy.
- Pamiętasz, miesiąc temu w takim schowku.- powiedział po czym przytulił mnie do swojego ciepłego ciała.
- Pamiętam, ta koszulka jest porządnie schowana, by nigdy się nie zgubiła.- oznajmiłam mocniej się wtulając.
- Kocham cię.- oznajmił mi z niezwykłą czułością w głosie po czym złożył na moich ustach czuły pocałunek. 
- Ja ciebie też.- próbowałam odpowiedzieć przez co przerwyałam nasze pocałunki. 
- Przeszkadzasz.- oznajmił i się roześmiał. Niedługo po tym kroki ucichły, a my dyskretnie wyszliśmy z pomieszczenia i niemal biegiem wsiedliśmy do samochodu.
- Późno już.- stwierdziłam będąc już w aucie.
- Zawieść cię do domu?- spytał z troską.
- Chciałabym jeszcze z tobą pobyć, ale ten czas tak szybko płynie. Zatrzymajmy go.- po tych słowach pocałował mnie namiętnie. 
- I udało mi się go choć na chwilę zatrzymać?- spytał na co pokiwałam twierdząco głową. - Jeśli chcesz to jutro też po ciebie przyjadę. Ale trochę później, bo rodzina wylatuje do Argentyny.
- Tak szybko? Myślałam, że jeszcze się spotkamy. Polubiłam ich. Nawet bardzo.
- Naprawdę polubiłaś moją rodzinę?
- Są świetni, masz dużo lepszych rodziców niż ja.
Piłkarz odpalił samochód i ruszyliśmy w drogę. Po kilkunastu minutach byliśmy już pod moim domem. Nie miałam ochoty tam wchodzić. Najchętniej zostałabym z Leo i nigdzie się nie ruszyła.
- Dziękuje za cudowny dzień.- powiedziałam dając mu buziaka w policzek.
- Nie ma za co.- uśmiechnął się. - Pamiętaj, że będę jutro.- wyszłam z samochodu, pomachałam mu i weszłam do domu. W środku zastałam Adama obejmującego Daniell, który usłyszawszy odgłos zamykanych drzwi szybko wziął rękę od Hiszpanki. Myślałeś, że nic nie widziałam? Ha! Widziałam wszystko. 
- Spokojnie to tylko ja.- oznajmiłam.
- Nie strasz mnie.
- Gdzie rodzice?- spytałam idąc do kuchni i nalewając soku do szklanki. Adam wszedł za mną.
- Nie wiem, wyszli. Daniell dziś u nas nocuje.
- Jeśli Daniell ma u nas nocować to przygotuj pościel w pokoju gościnnym.- odparłam wskazując palcem na pomieszczenie.
- Skąd wiesz, gdzie będzie spała.- poruszył znacząco brwiami.
- Adam.- oburzyła się Hiszpanka i pokazała mu język.
- Ja przygotuje już tą pościel.- dodałam zostawiając ich samych.
- Dzięki siostra.- krzyknął, gdy byłam już na piętrze.
Poszłam na górę. Naszykowałam posłanie oraz ręcznik dla przyjaciółki, udałam się do swojego pokoju. Usłyszałam dźwięk SMS-a. Leo życzył mi dobrej nocy...

Obudziłam się po jedenastej. Leniwie zwlekłam się z łóżka. Kochałam soboty, w które nie muszę nic robić. W piżamie i z artystycznym nieładem na głowie zeszłam do kuchni. Przy stole ujrzałam Adama i Daniell, którzy głupio się do siebie szczerzyli. Postawiłam miseczkę z musli na stole i usiadłam na swoim miejscu. 
- Jak się spało?- spytałam. W końcu ktoś musi przerwać tą niezręczną ciszę. Hiszpanka spojrzała na Adama i oboje zaśmiali się. Czyżby to coś znaczyło. Nie... Wolę o tym nie myśleć. - Dobra, nie pytam.- śniadanie przebiegło w krępującej ciszy. 
Kilka godzin później przyjechał po mnie Lio. Zadzwonił do drzwi, a ja je otworzyłam. Stał schowany za ogromnym bukietem czerwonych róż. Wystawił głowę nad kwiaty. 
- Mam coś dla ciebie.- Oznajmił z szerokim uśmiechem.
- Nie da się nie zauważyć. Piękne, dziękuje.- Podziękowałam mu również posłając mu uśmiech.
- Może buziak za to?- spytał pokazując palcem na policzek, gdzie po chwili znajdowały się moje usta. Spryciarz!
- Teraz lepiej?- spytałam.
- O wiele lepiej.- odpowiedział z dumą.
- Wchodź, włożę tylko kwiaty do wazonu i możemy wychodzić. Weszliśmy do kuchni, w której siedzieli Daniell i Adam. Popatrzyłam na minę zdziwionej Fernández. Wstała i podeszła do Leo. Musiałam się bardzo powstrzymać, aby nie zacząć się śmiać. 
- Jeju, stoję tak blisko. Lona byłaby wściekła.
- Mam być zazdrosny?- zaśmiał się mój brat.
- Chyba nie masz o co. Kocham tylko twoją siostrę.- oznajmił Lio, przytulając mnie do siebie.
- Oj, słodzisz.- odpowiedziałam i skryłam się we włosach, aby nikt nie zauważył mojej czerwonej twarzy. Po wystawieniu kwiatów do wazonu pojechaliśmy do Ciutat Esportiva. Tak, jak poprzedniego dnia siedziałam na trybunach przypatrując się wszystkiemu, co się tam działo. Nie było to nic nadzwyczajnego. Rozgrzewka, podania, sparing. Nic wielkiego więc pogrążyłam się zamyśleniu. Zabawne, że jeszcze kilka tygodni temu wyśmiewałam piłkarzy. Myślałam, że to zgraja tępych bezmózgów biegających 90 minut za piłką, by trafić do prostokąta. Tymczasem to ja codziennie po lekcjach biegam za piłką i przygotowuję się do mojego pierwszego meczu. Czuję w nich brateńczą duszę, lecz najbardziej lubię pewnego dość niskiego Argentyńczyka, którego brązowe oczy codziennie od nowa mnie czarują. Zabawne, że zwykła nastolatka z Polski jest ze światowej klasy zawodnikiem. Lionel Messi, jak twierdzi cześć społeczeństwa najlepszy piłkarz na świecie jest moim lekarstwem na każdy smutek. 
Po treningu zaprosił mnie do siebie. W międzyczasie zrobiliśmy zakupy, z których przyrządziliśmy zapiekankę. Świetnie nie przy nim bawiłam nawet podczas wykonywania codziennych czynności...

~*~

Po zjedzeniu zapiekanki, która wyszła nam całkiem nieźle, usiedliśmy na kanapie. Włączyłem jakiś film, a Emi oparła się o mnie. Film przestał mnie interesować. Liczyła się tylko ona. Siedząca obok mnie siedemnastolatka z Polski. Dzięki niej czułem się komuś potrzebny. Nie wiem, jak to zrobiła, ale dziękuje jej za to. Jest niesamowita. Jest między nami dość spora różnica wieku, ale nie zauważamy tego. Jest bardzo dojrzała, jak na swój wiek. Jest dużo mądrzejsza od niektórych, czasem starszych dziewczyn. Film się zakończył, a ja spojrzałem na nią. Jej oczy były zamknięte, a kąciki ust lekko uniesione w górę. Ostrożnie wziąłem ją na ręce i zaniosłam do swojej sypialni. Moja księżniczka musi mieć wszystko, co najlepsze, a dla mnie jedna noc w pokoju gościnnym nie zrobi różnicy. Położyłem ją delikatnie, tak aby się nie obudziła. Zbliżałem się do drzwi, gdy usłyszałem jej cichy, zaspany głos.
- Nie wychodź, połóż się obok mnie.- usiadła i poprosiła. Mimo, że tego pragnąłem nie mogłem się zgodzić. Nie chciałem, aby źle o mnie pomyślała.
- Na pewno? Będzie ci nie wygodnie.- uniosłem lekko kąciki ust. - Ja będę spał w gościnnym.
- Ale to twoja sypialnia. To ty powienieś tu spać, nie ja.
- Przecież nic się nie stanie, jak od czasu do czasu spędzę noc w innym pokoju.
- Nie kłóć się ze mną i marsz do łóżka.- wskazała na nie, a ja naprawę starałem się nie roześmiać. - Mam ci jeszcze zaproszenie wysłać?- spytała zakładając ręce na piersi. Zapewne nie byłoby to tak zabawne, gdyby nie fakt, że mówiąc zaspanym głosem chciała być groźna. 
- No dobrze. Ja pójdę się przebrać do tamtej łazienki, a ty wybierz sobie z szafy coś mojego. Tam jest kolejna łazienka.- wskazałem na drzwi. Wyszedłem z pomieszczenia, aby się przebrać. Gdy wróciłem Emilka jeszcze się przebierała. Po chwili wyszła z łazienki, spojrzałem na nią... Stop! Leo wstrzymaj wyobrazinię. Szła w jednej z moich wyjazdowych koszulek, która sięgała jej do połowy uda. Stanęła naprzeciwko łóżka spoglądając na mnie i kładąc ręce na biodrach.
- Mógłbyś się ubrać. Rozpraszasz mnie.- zaśmiała się. Dopiero po dłuższej chwili, spostrzegłem o co jej chodzi. Zapomniałem założyć koszulki. Cóż takie już moje przyzwyczajenie. Uśmiechnąłem się szeroko, próbując udawać głupiego. 
- Nie wiem o co ci chodzi. 
- Specjalnie mnie prowokujesz. 
- Ja?! Skądże.- zaśmiałem się, a ona pokręciła głową. - Ale skoro tak ci to przeszkadza to już się ubieram.- wstałem i włożyłem jakąś koszulkę. W tym czasie Emi zakopała się w kołdrze. Dołączyłem do niej. Położyła na mnie głowę, a ja szeroko się uśmiechnąłem. No dobrze, szczerzyłem się jak głupi do sera. To nie moja wina, że tak za nią szaleję.
- Dobranoc Leo.- podniosła głowę słodko się przy tym uśmiechając. 
- Dobranoc skarbie.- pocałowałem ją w czubek głowy. Bałem się wykonać jakikolwiek ruch. Nie chciałem, aby odebrała to jako coś niestosownego. Emilka zasnęła dość szybko, podczas gdy ja nie spałem i wciąż o niej myślałem. Nie wyobrażałem sobie jej kolejnej straty. W środku nocy zrobiło mi się gorąco więc zdjąłem koszulkę. Cóż, ciężko jest zmienić swoje przyzwyczajenia. 

~*~

Obudziłam się wtulona w Leo. Spał więc postanowiłam się nie ruszać, aby go nie obudzić. Sama nie wiem, dlaczego zaproponowałam mu spanie w jednym łóżku. Nie chcę wyjść na łatwą, ale to było takie spontaniczne.
- Witaj księżniczko.- z rozmyślań ocknął mnie jego głos po czym poczułam jego usta na swoim czole.
- Nie jestem księżniczką.
- Dla mnie jesteś.
- Księżniczki nie grają w piłkę tylko siedzą w domu i ładnie pachną. 
- W mojej bajce księżniczka gra w piłkę w dodatku w tym samym klubie, co ja.- tym oto argumentem mnie zniszczył. Założyłam ręce na piersi. - Już się nie obrażaj. Nie chcesz być księżniczką samego Lionela Messiego?- zaśmiał się. 
- Chcę.- również się zaśmiałam. Naszą kłótnię w zasadzie o nic przerwał dzwonek do drzwi. 
- Pique. Jak zawsze ze swoim świetnym wyczuciem czasu. Założę się, że zaraz się tu pojawi.- stwierdził Leo. Rzeczywiście czekaliśmy, lecz pukanie nie ustępowało, a Gerarda wciąż nie było w środku. Messi leniwie podniósł się z łóżka, dając mi przy tym buziaka w policzek po czym zaczął schodzić po schodach. Ruszyłam zaraz za nim. Otworzył drzwi, a to co tam zobaczył chyba mocno go zszokowało...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz