Jak co dzień wyszłam z domu i udałam się w kierunku szkoły. Jak zwykle niesamowicie mi się tam nudziło, nauczyciel matematyki wykazał się niezwykłą głupotą robiąc nam kolejną kartkówka, z której i tak dostanę jedynkę. Nienawidzę go, mimo że co drugi dzień robi nam kartkówkę to jeszcze wystawił mi zagrożenie na koniec semestru. Pozazdrościć inteligencji. Dzień dobry, nazywam się Zenon Kowalczyk i jestem idiotą. W dodatku mój ukochany ojczulek popsuł moje plany. Razem w Wiktorią miałyśmy iść na zakupy zaraz po lekcjach. Ale, nie... Po co?! Lepiej zadzwonić i krzyczeć żebym wracała do domu. Pierwsze co zobaczyłam po przekroczeniu progu to niezliczona ilość kartonów wypełnionych naszymi rzeczami. O ho! Co on znowu wymyślili?! Czy powinnam zacząć się bać?
Usiedliśmy do obiadu, samo to nie mogło wróżyć nic dobrego. Tę okropną ciszę przerwał tata.
- Musimy porozmawiać.- powiedział. Mama wiedziała, o co chodziło, widziałam to po jej minie. Popatrzyłam to na Adama to na rodziców. Nie podoba mi się to. Oj bardzo mnie się to nie podoba...
- Przeprowadzamy się.- oznajmił, a ja omal nie zadławiłam się kawałkiem rukoli, którą właśnie miałam w ustach.
- Jak to? gdzie?- Adam wyrwał się pierwszy.
- Dostałem propozycję lepiej płatnej pracy jako fizjoterapeuta pierwszego zespołu FC Barcelony. Jutro o 12.00 mamy samolot. - wytłumaczył spokojnie jedząc obiad.
Adamowi zaświeciły się oczy, zawsze marzył by tam wyjechać, trenować i poznać piłkarzy.
- Przeprowadzamy się.- oznajmił, a ja omal nie zadławiłam się kawałkiem rukoli, którą właśnie miałam w ustach.
- Jak to? gdzie?- Adam wyrwał się pierwszy.
- Dostałem propozycję lepiej płatnej pracy jako fizjoterapeuta pierwszego zespołu FC Barcelony. Jutro o 12.00 mamy samolot. - wytłumaczył spokojnie jedząc obiad.
Adamowi zaświeciły się oczy, zawsze marzył by tam wyjechać, trenować i poznać piłkarzy.
A ja? Ja byłam w ogromnym szoku. To jakiś marny żart. Czy to jest ukryta kamera?! Halo! Możecie już się pokazać. Prawie się nabrałam. Zaczęłam się śmiać pod nosem. Nie mogę zostawić Przemka i Wiki. Tutaj jest nam wygodnie. A mój hiszpański to jakaś kpina. Nie widzę tam przyszłości.
-Wszystko jest już załatwione. Dom, w którym będziemy mieszkać i szkoła.- odparła mama. Wspierała go. Dlaczego nie sprzeciwiła mu się. Jak zawsze...
Wstałam od stołu i nic nie mówiąc uciekłam do pokoju. Co za okropni ludzie. Jak mogli mi to zrobić?! Nienawidzę ich! Skryłam głowę w moją puchatą, różową poduszkę. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Wiktorii. Musiałam się komuś wygadać. A ona jest moją przyjaciółką. Tylko jej mogę zaufać. Po piętnastu minutach zjawiła się w moim pokoju. Zaczęłyśmy rozmawiać. Nasz dialog kręcił się wkoło przeprowadzki do Barcelony. Pocieszała mnie jak tylko mogła, ale na nic jej się to zdawało. Byłam załamana, a moje serce pękało...
Obudziłam się jakoś po 7.00. Na dobry początek spadam z łóżka. Doczłapałam się jakoś do łazienki i stanęłam przed lustrem. Niemal krzyknęłam widząc tego potwora. Moje oczy były zapuchnięte od płaczu, a twarz blada niczym ściana. Jak ja to zatuszuję?! Może mam dobry podkład, ale to jest jakiś dramat! Ubrałam się, nałożyłam makijaż, spakowałam ostatnie rzeczy i zeszłam do kuchni. Nalałam soku do szklanki, raczyłam się nim próbując nie myśleć o tej katastrofie. Rodzice oraz Adam biegali po domu upewniając się, czy aby napewno wszystko wzięli.
Obudziłam się jakoś po 7.00. Na dobry początek spadam z łóżka. Doczłapałam się jakoś do łazienki i stanęłam przed lustrem. Niemal krzyknęłam widząc tego potwora. Moje oczy były zapuchnięte od płaczu, a twarz blada niczym ściana. Jak ja to zatuszuję?! Może mam dobry podkład, ale to jest jakiś dramat! Ubrałam się, nałożyłam makijaż, spakowałam ostatnie rzeczy i zeszłam do kuchni. Nalałam soku do szklanki, raczyłam się nim próbując nie myśleć o tej katastrofie. Rodzice oraz Adam biegali po domu upewniając się, czy aby napewno wszystko wzięli.
Spojrzałam na zegarek, wybiła 10.00. Właśnie moje życie się rujnuje. Emilia Borkowska od teraz najbardziej nieszczęśliwe dziecko. Wsiedliśmy do wcześniej zamówionej taksówki. Po jakimś czasie byliśmy na lotnisku. Oczywiście swoje musieliśmy odstać w warszawskich korkach. Usiadłam na krzesełku z kapryśną miną. Zapewne wyglądałam jak naburmuszone dziecko. Zaraz, zaraz taka była prawda. Siedziałam obrażona na cały świat z rękoma założonymi na piersi. Znudzona obróciłam głowę. Przetarłam oczy nie mogąc uwierzyć w to co widzę. Przede mną stali Wiki i Przemek. Czy mówiłam już, że ich kocham?
- Co ty tu robicie?- spytałam natychmiastowo podnosząc się z miejsca.
-Przyjechaliśmy się pożegnać- odpowiedziała.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?- oburzył się. Spuściłam głowę. Wiem, że powinnam to zrobić, ale najzwyczajniej w świecie bałam się jego straty. Kocham go mocno i wydaję mi się, że to ten jedyny.
-Bałam się.- odrzekłam zgodnie z prawdą.
-Przecież będziemy rozmawiać na skype i odwiedzać się. Fakt nie będzie łatwo, ale się uda.- podszedł i przytulił mnie mocno.
- Naprawde? -spytałam z niedowierzaniem.
-Tak.- odpowiedział bez chwili namysłu. - A teraz leć już, bo się spóźnisz.
-Przyjechaliśmy się pożegnać- odpowiedziała.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?- oburzył się. Spuściłam głowę. Wiem, że powinnam to zrobić, ale najzwyczajniej w świecie bałam się jego straty. Kocham go mocno i wydaję mi się, że to ten jedyny.
-Bałam się.- odrzekłam zgodnie z prawdą.
-Przecież będziemy rozmawiać na skype i odwiedzać się. Fakt nie będzie łatwo, ale się uda.- podszedł i przytulił mnie mocno.
- Naprawde? -spytałam z niedowierzaniem.
-Tak.- odpowiedział bez chwili namysłu. - A teraz leć już, bo się spóźnisz.
Pocałował mnie czule, a do moich oczu napłynęły łzy. Otarłam je delikatnie chusteczką. Nie chciałam się rozmazać. W końcu jestem w towarzystwie tysięcy ludzi i mojego ukochanego. Wzięłam w dłoń mój bagaż podręczny i zaczęłam iść w stronę bramki. Tuż przy niej odwróciłam się do przyjaciół machając dłonią, na co oni odpowiedzieli mi pokrzepiającym uśmiechem...
~~~~~~~~
Jest to mój pierwszy blog i pierwszy post, z góry przepraszam za błędy. Liczę, że będzie się miło czytać i zachęcam do zostawiania komentarzy :)
~~~~~~~~
Jest to mój pierwszy blog i pierwszy post, z góry przepraszam za błędy. Liczę, że będzie się miło czytać i zachęcam do zostawiania komentarzy :)
Blog jest w trakcie poprawy. Po przeczytaniu go doszłam do wniosku, że to jakaś tragedia i musze to zrobić. Główną zmianą jest narracja. Poprzednio była trzecioosobowa, ale uznałam, że pierwszoosobowa lepiej będzie tutaj pasowała. Poza tym poprawiam te okropne błędy językowe. Co prawda mogą się one pojawić i tutaj (błędy językowe to mój znak rozpoznawczy xd) ale nie będzie ich aż tyle.
Rozdziały będą się pojawiały, jak tylko je poprawię. Nie ustala konkretnego dnia bo mogłabym nie zdążyć. Obecnie piszę blog o Thiago więc nie mam za dużo czasu. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz