wtorek, 20 maja 2014

rozdział 2 "Wow, nowa dziewczyna w szatni...

Spotykasz ją, a ona ucieka ci niczym Kopciuszek i na nowo zaczynasz jej szukać.


Młody mężczyzna stał jeszcze przez moment. Myślał o dziewczynie, którą potrącił. Widział w jej oczach zagubienie i smutek. Pragnął dowiedzieć się, co było tego powodem. Czuł, że jej wygląd nie pasuje do jej charakteru. Marzył, by jeszcze raz ją zobaczyć, poznać, porozmawiać. To spotkanie go zaczarowało. Nie myślał, że kiedykolwiek coś takiego mu się zdarzy. Roztargniony wrócił do załatwiania spraw związanych z podpisaniem nowego kontraktu, które przerwało mu to niezwykłe i dziwne spotkanie.

~*~

Biegłam jeszcze kawałek nie mogąc przestać o nim myśleć. Jego brązowe oczy były magiczne, a jego spojrzenie sprawiało, że rozpłynęłabym się bez zbędnych słów. Było w nim coś, o czym nie będzie mi łatwo zapomnieć. Już dawno nie czułam czegoś podobnego, a może ja nigdy tego nie doznałam. Doszłam wreszcie do upragnionego celu. Zostawiłam dokumenty i wróciłam do gabinetu, a później razem z tatą do domu. Siedziałam w jeszcze pustym pokoju i rozmyślałam o dzisiejszym dniu. Nawet nie poczułam, kiedy zasnęłam.
Rano wstałam z obolałym kręgosłupem. Przysięgam już nigdy nie zasnę oparta o ścianę albo na tej twardej podłodze. Ubrałam się, zeszłam na dół, by zjeść śniadanie i pojechać z tatą do pracy. Może nie znałam się na piłce, ale pragnęłam dostać się do tej drużyny. Chcę pokazać wszystkim, że mogę być w tym dobra. Chciałabym również poznać te dziewczyny, co prawda ich styl jest fatalny, ale coś mnie w nich intrygowało. Gdy tylko dojechaliśmy wysiadłam z samochodu i pobiegłam wprost do recepcji. Czekałam na sekretarkę, która łaskawie zjawiła się tam po 15 minutach. Ale oczywiście co się stało? Tych durnych wyników jeszcze nie było. Ich tempo jest wprost zadziwiające. Aż trudno uwierzyć, że to klub piłkarski. Zdenerwowana wróciłam do gabinetu ojca.

Każdy dzień mijał mi tak samo. Dom - sprawdzanie, czy się dostałam - siedzenie godzinami w gabinecie - dom. Przy okazji rodzice zapisali mnie do jakiegoś liceum. Matematyka po hiszpańsku to pewnie jeszcze większa czarna magia. Do szkoły mam zacząć chodzić za dwa tygodnie.
Tydzień później, jak co dzień pojechałam z tatą, by zobaczyć wyniki. W recepcji odebrałam koperty- swoją i Adama. Co by było gdyby tak przez przypadek podarła mi się jego koperta. Oczywiście mówię czysto teoretyczne. Żebyście nie myśleli, że jestem potworem. No dobra, jestem potworem. Ręce trzęsły się mi ze strachu. Od kiedy ja się tak przejmuję sportem? Zaniosłam ją do gabinetu, położyłam na biurku i powiedziałam cicho do ojca.
- Otwórz.- wziął kopertę, wyciągnął kartki i zaczął czytać w myślach.
- I co? - spytałam podekscytowana.
- Sama zobacz. - odpowiedział tata z kamienną twarzą.
,, [...] Uprzejmie informujemy, iż pani Emilia Borkowska dostała się do żeńskiej drużyny piłki nożnej FC Barcelona Femina [...]"
Nie wiem czemu, ale momentalnie zaczęłam skakać i biegać po całym gabinecie z radości. Trochę dziwna reakcja, jak na kogoś, kto nie lubi piłki. Skoro już się tam dostałam to może pora na zmiany. Ostatni tydzień dał mi sporo do myślenia. Chyba rzeczywiście przesadzałam z makijażem i ubraniami. Razem ze zmianą wyglądu otworzę nowy rozdział tutaj, w Barcelonie, a o tym złym, polskim zapomnę. Zebrałam dokumenty, wzięłam torebkę i oznajmiając ojcu, że nie wiem kiedy wrócę wyszłam z gabinetu. Ruszyłam w kierunku najbliższej galerii handlowej. Weszłam do środka i aż oniemiałam z wrażenia. Tyle tu pięknych sukienek... Emilio opanuj się, nie po to tu przyszłaś. Koniec z tandetą, od dziś jestem inną osobą. Usiadłam na jednej z ławek, wzięłam kopertę do ręki i od nowa zaczęłam czytać ważne pismo. "[...] zaczyna pani już w najbliższy poniedziałek [...]". Wciąż na nie mogę w to uwierzyć. Jakim cudem to zrobiłam, nikt normalny nie porawałby się na to. Do odważnych świat należy. Zaśmiałam się pod nosem. Muszę wszystko zmienić. Zaczniemy od tego siana. Przeczesałam włosy. Wstałam i udałam się do salonu fryzjerskiego. Usiadłam w fotelu rozpoczynając dialog z miłą fryzjerką. 
- To co robimy z włosami?- spytała około dwudziestoparolatka.
- Obcinamy i zmieniamy kolor na mój naturalny.- odpowiedziałam z uśmiechem.
Zaczęła się metamorfoza. Byłam nieco przerażona. To prawda bałam się tego, co mogę zobaczyć. Po wszystkim odsłonięto lustro. Byłam w szoku. Blond siano zniknęło z mojej głowy, teraz widnieje tam jasny brąz. Poza tym ich długość... Wcześniej były po pas, a teraz trochę za ramiona. Zapłaciłam po czym kontynuowałam metamorfozę. Nawet zdjęłam tipsy. Wchodziłam do kolejnych sklepów, kupując nowe ubrania. Pierwszy raz od roku miałam na sobie t-shirt oraz jeansy. Co za ironia losu. To miasto kompletnie mnie zmieniło, a to dopiero tydzień. Poza tym moją głowę zaprzątały myśli o klubie. Wciąż nie mogę w to uwierzyć... Nawet kupiłam korki. Tak z innej beczki, kto normalny je wymyślił? Okropnie się w nich chodzi, choć można się przyzwyczaić. Już miałam wracać do domu, gdy przechodziłam obok kawiarni. Postanowiłam wstąpić na chwilę na ciastko i mrożoną kawę. Delektowałam się rozmyślając o tych brązowych oczach przypadkowego mężczyzny. Dlaczego nie mogę o nich zapomnieć? Widzę je codziennie przed snem, o poranku, pod prysznicem, wszędzie... Popatrzyłam na zegarek. Była już 15.00 więc ruszyłam w drogę powrotną do domu.
Weszłam do mieszkania, gdzie czekali zniecierpliwieni rodzice. Spojrzeli na mnie i chyba doznali wielkiego szoku.
- Wooooow. Jaka ty ładna jesteś.- powiedział zdziwiony Adam. Na bycie miłym mu się zebrało. Oh! Ale ty jesteś sympatyczny. Przestań udawać.
- Gdzie ty byłaś tyle czasu? Nie ważne. Później nam wszystko opowiesz. Zaraz jedziemy po meble wybierzesz sobie jakieś do pokoju.- powiedziała mama. Nareszcie, jeszcze kilka nocy na podłodze, a mój kręgosłup nie nadawałby się do niczego.
- Już, już czekajcie tylko zostawię zakupy.
Po kilku godzinach wróciliśmy do domu wyładowani różnego rodzaju farbami, taśmami i innymi przedmiotami potrzebnymi do remontu. Ruszyłam na górę. Umyłam się i położyłam spać.
Następnego dnia obudził mnie huk kruszonego betonu. To tata zaczął z rana burzyć jedną ze ścian. Hello?! Kto normalny zaczyna przebudowę o 8.00 rano. No tak, przecież to moja kochana rodzinka... 
Remont trwał 4 dni. Weszłam do swojego odnowionego pokoju. Jasne kolory, idealnie pasujące meble, a na środku jednej ze ścian herb mojego nowego klubu - FC Barcelony. Szybko podeszłam do łóżka i położyłam się na nim. Efekt końcowy był lepszy niż bym się tego spodziewała.
Przez kolejne dni żyłam ciekawością, zaniepokojeniem i radością. Ale moją największą obawą było to jak zareagują te dziewczyny z szatni. Przeczytałam w internecie chyba wszystkie wiadomości o piłce. Nawet nauczyłam się co to jest spalony! Robię postępy. Jesteście ze mnie dumni? Poza tym zaczynam naukę w liceum. Kolejne wyzwanie, które jest nie do pokonania.

- Wstawaj!- usłyszałam i zaraz poczułam uderzenie poduszką. Adam momentalnie wybuchnął śmiechem.
- Oszalałeś?!- krzyknęłam. Co ten idiota znów wymyślił? Mówiłam, że go nienawidzę?
- Rodzice czekają. Ubieraj się. Szybko!- powiedział dalej się śmiejąc.
- Już. - odpowiedziałam zaspanym głosem.
Wstałam powoli z łózka przeciągając się niczym rasowa kotka. Ubrałam luźny t-shirt oraz jeansowe szorty. Spakowałam strój, buty na trening i plecak do szkoły. Zjadłam śniadanie i wraz bratem oraz tatą udaliśmy się w stronę budynku liceum. Po godzinie byliśmy na miejscu, przy okazji zaliczając wszystkie korki w mieście. Infrastruktury drogowej tylko pozazdrościć. Choć w porównaniu z Warszawą jest dużo, dużo lepiej. Wysiadłam z samochodu, zarzucając na ramię plecak. Torbę treningową zabrał tata. Po szkole miałam ją od niego odebrać. Weszłam do środka, a zewsząd usłyszałam hiszpański. Nie mam nic do tego języka, ale tyle słów ze wszystkich stron to dla mnie za dużo. Usiadłam pod salą i czekałam na rozpoczęcie się lekcji. Pierwszy raz aż tak stresowałam się w szkole. Ludzie zaczynali się schodzić. Nie denerwowało mnie to, lecz ich wzrok. Czułam się dziwnie. Jak maskotka lub bluzka na wieszaku. Każdy musiał na mnie spojrzeć. Czy ja się czymś od nich różnię? Może jestem kosmitą. Tak, to by wszystko tłumaczyło. Już miałam wypowiedzieć w ich stronę kilka niemiłych epitetów, gdy pojawił się przed nami nauczyciel matematyki. Świetnie się zaczyna...

Pierwszy dzień w szkole jakoś przeżyłam. Nie było rewelacyjnie, ale nie mogę też narzekać. Rozmawiałam z kilkoma chlopcami. Dziewczyny były jakieś dziwne. Spoglądały na mnie bez słowa. Postanowiłam się nimi nie przejmować i w ten oto sposób mam kilku kolegów. Doszłam właśnie do Ciutat Esportiva. To mój pierwszy dzień i mam nadzieję, że będzie dobrze. Udałam się w stronę szatni, po drodze zabierając od taty torbę ze strojem. Weszłam do środka, a wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę. O ho! Znów to samo. Wow, nowa dziewczyna w szatni... Czy ja jestem nową kolekcją od Chanel lub Armaniego? To prawda zmieniłam nieco swój wygląd, ale to chyba nie powód do takich spojrzeń. Mam nadzieje, że to się kiedyś skończy. Cześć z nich widziałam dzisiaj w szkole, w dodatku chodzę z nimi do klasy. Podeszłam do pustej szafki i zaczęłam się przebierać. Wiązałam właśnie korki, gdy podeszła do mnie szatynka średniego wzrostu.
- To ty byłaś tu tydzień temu?- spytała z uśmiechem. To chyba był szczery uśmiech, chyba, że jest taką dobrą aktorką.
- Tak.- odpowiedziałam też się uśmiechając.
- Widzę, że się dostałaś. Jestem Lona i pełnię tu role kapitana.- powiedziała o swoim "tytule" pokazując króliczki.
- Emilka, miło mi.- przedstawiłam się im. W końcu wypadało to zrobić. Od dzisiaj gramy w jednej drużynie.
- Ja jestem Daniell.- podeszła inna niewysoka,  ładna szatynka, a za nimi reszta drużyny i zaczęły się przedstawiać. Lona spojrzała na zegar. Była już 15.50, a my siedziałyśmy jeszcze w szatni.
- Ej, szybko na boisko bo karne kółka będziemy robić!- krzyknęła.
Wybiegłyśmy z przebieralni, na szczęście udało nam się być tuż przed trenerem. Przyszedł spóźniony jakieś pięć minut, a my zaczęłyśmy się śmiać. Poprosił mnie do siebie. Nieco zestresowana i z obawą, że już zrobiłam coś źle, powoli do niego podeszłam.
- To jest Emilia. Będzie od dzisiaj z wami trenować. Mam nadzieje, że już się poznałyście i pomożecie jej się zaklimatyzować.- powiedział do drużyny, a z mojego serca właśnie spadł głaz. Nie kamień, ogromy głaz.
- Na początek 15 kółek. Emilia zostań na chwile.- lekko zdziwiona wróciłam do trenera.
-Widzę, że zmieniłaś trochę wygląd. Teraz naprawdę wyglądasz jak piłkarka. Ale nie ma czasu na gadanie, biegnij do reszty i rozgrzewaj się. Od dzisiaj zaczynasz ciężką harówkę.
Słowa Alonso trochę mnie zdziwiły. Choć przyznam, że były bardzo miłe. Warto było zmienić swój styl. Ruszyłam w stronę nowej drużyny. 
Przez cały trening dziewczyny pilnie mnie obserwowały, zapewne chciały zobaczyć z kim będą musiały grać. Osobiście byłam z siebie bardzo zadowolona. Nie wiedziałam, że potrafię aż tak dobrze grać. Wróciłyśmy do szatni. Pierwsze co zrobiłam to klapnęłam na ławce. Wyciągnęłam ręcznik z torby i usłyszałam głos Dnaiell. 
- Lona chyba masz konkurencję.- zaśmiała się. Spojrzałam na Lonę, Lona na mnie i obie parsknęłyśmy głośnym śmiechem. Założę się, że słyszało nas pół ośrodka.
- To może uczcimy jakoś twój pierwszy trening?- spytała Noelle
- No zgódź się Emi. Chyba możemy tak  na ciebie mówić?- krzyknęła Daniell z drugiego końca pomieszczenia.
-Oczywiście, nie musisz się pytać. A co do wyjścia to nie wiem...- zawahałam się
- Nie daj się prosić.- drążyła dalej temat Noelle.
- No dobrze, dobrze. Tylko pójdę zanieść torbę do gabinetu taty.- zgodziłam się. Najwyższa pora poznać lepiej te dziewczyny. Muszę znać swojego sprzymierzeńca lub wroga.
- Twój tata tu pracuje?- spytała jedna z dziewczyn.
- Tak od niedawna. Ale to już później wam opowiem.
Po wyjściu z szatni pobiegłam do gabinetu ojca, zostawiłam torbę i oznajmiłam, że wychodzę.


Dziewczyny zabrały mnie na plażę. Rozłożyłyśmy ręczniki i usiadłyśmy.
- Skąd jesteś? Jak tu trafiłaś?- spytała jedna z koleżanek. 
Moja mina z uśmiechu zmieniła się w lekki grymas na samo wspomnienie. Nie chciałam pamiętać tego, co ostatnio działo się w moim życiu. Głównie Przemka i Wiktorii.
- Przyjechałam z Polski.- dziewczyny popatrzyły na mnie zdziwione. Czyżby nie wiedziały o istnieniu takiego państwa. - Tak to jest w Europie.- zaśmiałam się i pokazałam im kraj na mapie w telefonie.- Wracając do tematu. Mój tata dostał bardzo korzystną ofertę pracy. Jest teraz fizjoterapeutą pierwszej drużyny. Musiałam porzucić dawne życie i przyjechać tu.- tłumaczyłam.
- Nie było ci smutno...- Przerwały jednej z dziewczyn krzyki. Piłkarki, które były najdłużej w zespole poznały te głosy. Obróciłam się i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Mój ukochany braciszek właśnie tu idzie. Co za idiota. Wszędzie muszę go widzieć, jakby czas w domu mi nie starczał.
- Co ty tutaj robisz?- spytałam zdziwiona.
- Miałem właśnie pytać o to samo.- naszą rozmowę przerwała Daniell.
- Emi może nam przedstawisz kolegę?
- Jego? Szkoda gadać.- zaśmiałam się głośno. Uwierz dziewczyno, nie chcesz go znać... Oj nie chcesz. - To mój brat bliźniak, Adam. A to jest Daniell.
- Bardzo miło mi cię poznać.- Adam jak zwykle był szarmancki. Szarmancki?! To kretyn, on nie potrafi taki być. No może trochę przesadziłam... Ciekawe, czy tylko ja zauważyłam, jak na siebie patrzą.
- To może ja nie będę wam przeszkadzać- odrzekłam z uśmiechem, odeszłam i usiadłam na ręczniku. Reszta ludzi przyglądająca się nietypowemu zdarzeniu, rozproszyła się po plaży.
Grałyśmy właśnie w siatkówkę plażową, gdy poczułam jak ktoś mnie podnosi. Nie zdążyłam zareagować bo już po chwili leżałam cała w wodzie. Spojrzałam w górę, a nade mną stało dwóch przystojnych Hiszpanów, którzy śmiali się ze mnie wniebogłosy. Spojrzałam na piasek i zobaczyłam, jak mój kretyn obejmuje Daniell, oni też mieli ze mnie niezły ubaw. Super. Tak na dobry początek leżę w wodzie, a dwie drużyny śmieją się ze mnie. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że ja nie pozostaję nigdy dłużna. Szybko wymyśliłam pewnien plan.
- Pomożecie mi wstać?- wyciągnęłam do nich ręce. Byli tacy naiwni... Teraz to ja pociągnęłam ich  do wody, a sama wstałam. Zrewanżowałam się im pięknym za nadobne. Znowu wszyscy śmiali się, tak głośno, że ludzie siedzący najbliżej nas przenieśli się w inne miejsce.
Wieczór upłynął nam (tak dobrze myślicie, spędziłam go również w towarzystwie brata. Robię postępy prawda?) bardzo szybko. Spakowałam rzeczy z zamiarem powrotu, jednak podeszłam jeszcze do Adama, aby mu to oznajmić. Może nie jest między nami najlepiej, ale bądź co bądź nie chcę żeby się martwił.
- Wracam do domu. Idziesz, czy zostajesz?- spytałam, a Adam popatrzył na Daniell, wstał, pociągnął mnie kawałek dalej.
- Odprowadzę ją i wrócę sam. Ale mam nadzieje, że ty sama nie wracasz?- nasze ostatnie słowa usłyszeli Enrique i Diego. Ci sami, którzy wrzucili mnie do wody.
- My cię odprowadzimy!- usłyszeliśmy krzyk. Roześmiałam się pod nosem.
- Widzisz braciszku, nie musisz się o mnie bać.- odpowiedziałam pewna siebie.- To lecę, do zobaczyska w domu!- odeszłam razem z parą młodych Hiszpanów. Całą drogę gadaliśmy, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Na koniec wymieniliśmy się numerami telefonu. Pożegnali się ze mną przytuleniem po czym weszłam do domu.
W domu zrobiłam sobie coś do jedzenia i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam myśleć o dzisiejszym dniu. Tyle się działo. Niesamowite, ale zaczyna mi się tu podobać. Poznałam tyle świetnych osób. Mam nawet kolegów w Barcy B, a to podobno druga drużyna. Tylko się ze mnie nie śmiejcie, że tego nie wiem. Dopiero się uczę. Po odświeżeniu się, położyłam się na łóżku, przymykając powieki. W myślach ujrzałam te piękne brązowe oczy... Należące do tego chłopaka z korytarza. Nie rozumiem, dlaczego nie mogę przestać o nim myśleć. Moje rozmyślania przerwał Adam, który wbiegł do mojego pokoju niczym huragan. Hello?! Czy ty nie wiesz, że się puka? Nie wiesz o istnieniu drzwi?
- Możemy pogadać?- spytał bez owijania w bawełnę. Jaka nagła zmiana. Nie mówi do mnie z pogardą. Cóż chyba dam mu szansę. Niech się chłopak wykaże.
- No jak już tu wparowałeś to siadaj. Co się stało?
- Chodzi mi o Daniell. No bo... bo...
- Mhm...- Chyba wiem po co tu przyszedł. Jak zawsze bezinteresowny.
- Kurde chyba się zakochałem.- parsknęłam śmiechem. Serio?! Nie wierzę w to.
-Ty i miłość? Pamiętasz te wszystkie laski w Polsce...
- To było kiedyś. Teraz to co innego. Po za tym poczułem takie dziwne uczucie jak na mnie spojrzała.- produkował się, a mi przypomniały się te cudne oczy. Emilia hamuj się. Błagam. 
- Czy ty mnie słuchasz? - pomachał mi dłonią przed oczami.
- Tak, tak słucham. Mów dalej.- odpowiedziałam...
Rano obudziłam się przytuliła do... Zaraz, zaraz ja spadam wtulona w Adama. To się nie dzieje naprawdę. Przegadaliśmy całą noc. Pierwszy raz zdarzyło nam się coś takiego. Zazwyczaj nasze rozmowy to kłótnie, albo wymiany ostrych spojrzeń. Adam opowiedział mi o piłce i FC Barcelonie, ja natomiast mówiłam mu o Daniell, z którą złapałam niezły kontakt. Podczas drogi na plażę nasze usta prawie się nie zamykały. Nie powiedziałam mu natomiast o tych magicznych tęczówkach. Dotknęłam ekranu telefonu i omal nie spadłam z łóżka. Była 7.00, a za godzinę mamy lekcje. Szturchnęłam Adama w ramię.
- Wstawaj, już 9.00 zaraz się spóźnimy!
- Co? Która?!- poderwał się.
Zaczął się zamęt. Biegaliśmy po całym domu, by się ogarnąć. Zdążyliśmy złapać tylko kanapkę przed wyjściem. Tego dnia musieliśmy iść pieszo, a mamy tam spory kawałek drogi. Idąc wspominaliśmy jeszcze naszą nocną rozmowę. Lekcje nie minęły nadwyraz zaskakująco. No może poza tym, że dziewczyny były dla mnie miłe, a nawet Daniell usiadła ze mną w ławce. Na trening poszłam wraz z Adamem. Gdy doszliśmy i rozdzieliliśmy się przed korytarzami. Trening zaczął się punktualnie. Nic nadzwyczajnego się nie działo. Po wszystkim umówiłam się z Daniell. 
Poszłyśmy do jakiejś kawiarenki. Zamówiłyśmy ogromne lody z polewą czekoladową i owocami. Rozmawiałyśmy ze sobą kilka godzin. Oczywiście temat Adama też się wkradł. Nie było mi to zbytnio na rękę ponieważ dopiero teraz zaczynaliśmy się dogadywać. Fernández zwierzyła mi się, że mój brat jej się podoba. Lampka zapaliła mi się w głowie. Akcja swatka rozpoczęta. Napisałam mu SMSa, a ten pojawił się już po dziesięciu minutach. Daniell zarumieniła się, gdy dosiadł się do naszego stolika. Pożegnałam się z nimi i ruszyłam w kierunku wyjścia. Przekraczałam właśnie próg, lecz zatrzymał mnie uścisk mojego nadgarstka. Obróciłam się i ujrzałam brata.
- Dziękuje za wszystko. Oboje wiemy, że nie musiałaś tego robić.- uśmiechnął się i mnie przytulił. Nagły przypływ emocji w stosunku do mnie. To jakieś podejrzane.
- Jeszce nie masz za co.- zaśmiałam się ciepło. Kibicowałam im z całego serca, mimo że Adam wyrządził mi wiele złego. Chciałam żeby był szczęśliwy. Chociaż on... 
Wyszłam z kawiarni, aby udać się z powrotem do ośrodka. Ciekawe, czy ja mogłabym wyglądać jak on, z moim nieznajomym.
W gabinecie od razu usiadłam za zasłonką. Nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa. Grunt, że nic nie widać. Opowiedziałam ojcu o treningu i dziewczynach. Oczywiście byłam powściągliwa. Nagle w gabinecie pojawił się jeden z piłkarzy. Moje serce zaczęło szybciej bić. Nie widziałam go, nie znałam. Ale miałam takie wrażenie, że po drugiej stronie zasłonki siedzi ktoś sławny.
- Witaj, co się stało?
- Ach szkoda gadać...- zażartował mimo bólu. Jego głos wskazywał na dość młody wiek. Wytłumaczył fizjoterapeucie zaistniałą sytuację i zapewne pokazał miejsce urazu.
- Nie za dobrze to wygląda. Myślę, że będziesz stopował jakiś tydzień.
- No nie...- odpowiedział zmartwiony, a ja cicho chichotałam. On był naprawdę zabawny.
- Tato może pójdę, nie przeszkadzam ci?- powiedziałam. Nie chciałam być problemem.
- Nie, zostań. Nie musisz wychodzić.- odpowiedział ojciec. Zabieg trwał już ponad pół godziny, a mi znudziło się już kręcenie na krześle.
- Tato ja wychodzę. Wrócę do domu pieszo. Już nie wytrzymam z nudów.- wzięłam torbę i wyszłam zza zasłonki. Nagle zobaczyłam jego... tego, który nie pozwalał mi racjonalnie myśleć o niczym innym, jak tylko o tych magicznych oczach. Zaczerwieniłam się i wybiegłam bez słowa. To nie możliwe. Chłopak, którego spotkałam na korytarzu jest piłkarzem... 

~*~

A on, śmiejący się podczas rozmowy z terapeutą nagle posmutniał. Mimo radykalnej zmiany wyglądu poznał ją. To była ta dziewczyna... ta, którą widział kilka dni temu pod recepcją. Teraz wyglądała o niebo lepiej niż podczas ich pierwszego spotkania. Na jego nieszczęście sytuacja znów się powtórzyła. Ona wybiegła bez słowa, a on... ani nie miał odwagi, ani czasu, by się do niej odezwać.
- To pańska córka?- spytał z zaciekawieniem.
- Tak. Zaczęła tu treningi kilka dni temu i wpada do mnie od czasu do czasu.- Odparł pan Bartosz.
- Czyli jest piłkarką?- Coraz bardziej zaczynała mu się podobać. Czyżby łączyła ich wspólna pasja?
- Nie nazwałbym tak tego. Nigdy nie znała się na piłce. Postanowiliśmy z żoną ją tu zapisać bo była nieodpowiedzialna. Poza tym w jej wyglądzie już widać zmiany, niestety w charakterze jeszcze nie bardzo... Ale nie będę cię zanudzał moim życiem.- wytłumaczył - To koniec zabiegu, do zobaczenia jurto.- odparł ściągając rękawiczki.
- Nie zanudzał mnie pan.- zaśmiał się piłkarz. Ojciec Emilii wcale go nie zanudzał wręcz przeciwnie, był zadowolony, że dowiedział się czegoś o nieznajomej. Czuł mieszane uczucia. Był smutny, bo nie mógł grać, ale szczęśliwy z faktu, że zobaczył tajemniczą dziewczynę.
- Poczekaj jeszcze moment. Muszę wypełnić twoją kartę. Przypomnij mi, jak się nazywasz i możesz iść.
- Lionel Messi. Do zobaczenia.- wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi. Przed gabinetem czekał jego zmartwiony przyjaciel.
- Stary co to za dziewczyna, która wybiegła?- spytał zdziwiony i zaciekawiony Pique.
- To ta, o której ci opowiadałem tydzień temu.
- Czemu z nią nie porozmawiałeś?
- Na początku jej nie widziałem, a później spojrzała na mnie i wybiegła.
- Musisz ją odnaleźć.
- Wiem, że ten rehabilitant jest jej ojcem. Jutro też mam zabieg...





~~~~

No i jest 2 rozdział. Obiecałam, że zadedykuje go Paulinie i Kubie. Słowa dotrzymuje i was pozdrawiam :D Miał być szybciej, ale nastąpiły małe problemy z internetem. Wyszedł trochę długi i średnio mi się podoba.
Zapraszam do zostawiania komentarzy. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz