niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 8 "Księżniczka"


Kiedy wyliczam dary, które dostałam od losu... Ciebie liczę podwójnie.


Migiem obróciłam się i ujrzałam, Leo, który leżał na ziemi.
- Tak się cieszysz na mój widok?- próbował żartować, zwijając się z bólu. Natychmiast pochyliłam się i mocno go przytuliłam. Świetnie Emilia, świetnie. Pobiłaś własnego chłopaka. Gratuluję inteligencji.
- Przepraszam, nie spodziewałam się ciebie, w dodatku o tej godzinie.- szybko zaczęłam się tłumaczyć.
- Chciałem zrobić ci niespodziankę.
- Zrobiłeś ogromną, ale ja wszystko popsułam, jak zawsze...
- Nic się przecież nie stało. Widzisz.- powiedział wstając z lotniskowej podłogi.
- Cały poobijany będziesz.- powiedziałam wstając razem z nim i sprawdzając, czy wszystko jest w porządku. - Poza tym nigdy nie zarobiłabym tyle żeby zapłacić za twoje ubezpieczenie.
- Przecież gram w piłkę, przyzwyczaiłem się. Na każdym meczu jestem podcinany i tak dalej. A za ubezpieczenie nie musiałabyś płacić.
Wzięłam walizkę po czym skierowaliśmy się w stronę wyjścia.
- Może jednak chcesz żebym to ja cię odwiózł?- zaproponował.
- Chciałabym, ale wiesz jacy oni są. Spotkajmy się jutro, dobrze?
- Uch...  dobrze. Skoro nie mogłaś przyjść na tamten trening to może pójdziesz ze mną jutro?
- Pomyślę...- opowiedziałam dając ukochanemu buziaka w policzek. Wsiadłam do taksówki, w której czekała już cała rodzina.
- Ile można na ciebie czekać?!- zaczęła swój wywód matka. Jeśli nie dojedzie w całości to wiedzcie, że to nie ja ją zabiłam. No dobra, to będę ja, ale policja nie musi o niczym wiedzieć. Zaśmiałam się pod nosem ze swojego toku myślenia. Chyba powinnam się leczyć na głowę.
- Mogliście powiedzieć, że to taki problem. Leo by mnie odwiózł, a nie teraz robicie awantury. Może lepiej byłoby, gdyby mnie tu nie było.
- O nie. Nie będziesz jeździła z obcymi mężczyznami. W dodatku po nocy. 
Spojrzałam na nich, potem na Adama, który powstrzymywał się przed nagłym wybuchem śmiechu. Mi też przychodziło to z ogromnym trudem. Fakt, nie powiedziałam im o związku z Leo. Gdybym to zrobiła ojciec, by go chyba zabił, a tego nie chcę. Dojechaliśmy do domu, od razu poszłam spać. Jutro spędzam cały dzień z Leo, więc muszę być wypoczęta. Nigdy nie wiadomo, co może się stać. 
Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu to spojrzenie na ekran telefonu. Ujrzałam na nim SMSa od Leo. Oznajmił mi w nim, że będzie na mnie czekał o 11.00. Spojrzałam na zegarek po czym spadłam z łóżka. Była 10.30, a ja jeszcze leżałam. Nigdy w życiu nie wyrobię się w pół godziny. Bynajmniej nie w tym życiu. Podniosłam się z ziemi i pobiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy. Nie miałam czasu na dobieranie stylizacji, nawet nie zrobiłam delikatnego makijażu. Może to lepiej. Dzisiejsze słońce świeciło wyjątkowo mocno. Zbiegłam do kuchni. Z lodówki wyjęłam kefir i upiłam kilka łyków. Niestety nie dane mi było dokończenie mojego "śniadania". A wszystko za sprawą samochodu, który zatrzymał się właśnie pod moim domem. Założyłam buty po czym bez słowa rodzicom wyszłam z domu. Leo jak zawsze stał oparty o samochód, patrząc w moją stronę.
- Hej piękna.- zaczął, a ja się zarumieniłam. Leo 1, Emilia 0.
- Witaj królu futbolu.- zawstydził mnie więc nie mogłam pozostać mu dłużna. Po moich słowach spalił buraka.  Przywitaliśmy się dając sobie buziaka w policzek i wsiedliśmy do samochodu. Emilia 1:1 Lio.
- Nie mów tak. Oboje dobrze wiemy, że kłamiesz.- zaśmiał się wciąż zawstydzony. I kto by pomyślał, że on może być taki wstydliwy.
- Gdzie ty mnie tak rano zabierasz?- zmieniłam temat.
- Dziś przygotowałem dzień niespodzianek.
- Oby nie takich, jak wczoraj na lotnisku.- zaśmiałam się głośno, na co on zareagował tym samym.
- O nie!- podsumował. 
Kierował w skupieniu, a ja rozmyślałam opierając głowę o szybę i wpatrując się w widoki za nią. Słońce świeciło dzisiaj, jak nigdy wcześniej. Nawet Hiszpanie, którzy zawsze mają uśmiechy na ustach dzisiaj byli bardziej weseli. Zakochałam się w tym kraju. Katalonia jest piękna, a jej stolica to istne cudo. Nie wyobrażam sobie wyjazdu stąd. Chyba zostanę tu już na zawsze. Paradoks życia - nie chcesz wyjeżdżać, a potem okazuje się, że to najlepsze co cię do tej pory spotkało. Czuję się szczęśliwa i w pełni spełniona. No może do pełni szczęścia brakuje mi tylko gry w meczach mojej drużyny, ale i to niedługo się zmieni. Alonso powiedział, że za dwa, trzy tygodnie odbędzie się mój debiut. Już nie mogę się doczekać. Wracając do mojego szczęścia. Jest ono jeszcze większe dzięki piłkarzowi, który siedzi obok i kieruje. Zabawne jest to, że jesteśmy razem zaledwie kilka miesięcy, a przeżyliśmy tyle, co niektóre pary w rok. Mimo to bardzo go kocham. Nie obchodzą mnie jego sława i pieniądze. Kocham go za to jaki jest, nie musi udawać kogoś innego po prostu taki mi w zupełności odpowiada. Nawet nie zwróciłam uwagi, gdy Leo zaparkował nieopodal plaży. Pomachał mi ręką przed nosem, a ja ocknęłam się z zamyślenia. Usiedliśmy na piasku. Oparłam głowę o jego obojczyki, a on objął mnie silnym ramieniem. Przez ten tydzień brakowało mi jego dotyku. Zawsze był czuły i delikatny. Nigdy nie robił niczego nie siłę. Nawet nasz pierwszy pocałunek taki był.
- Tęskniłem, wiesz?- mocniej mnie przytulił.
- Ja za tobą też. Kiedyś cię ze sobą zabiorę, zobaczysz Polskę. Pokażę ci Warszawę, Kraków, Wrocław i inne miasta...
- Poza tym słyszałem, że Polki to najładniejsze kobiety...- uderzyłam go w ramię.
- Ej!- dodałam udając obrażoną.
- Przecież ja już znalazłem swoją.- powiedział całując mnie w czoło i przeczesując moje włosy.
Po trzech cudownie spędzonych godzinach znów wsiedliśmy do samochodu. Tym razem zatrzymaliśmy się pod ogromną willą. Chyba większą niż Shakiry i Gerarda. Była piękna, a mi oczy wypadły z orbit.
- Jak ci się podoba?- spytał otwierając drzwi.
- Ty tu mieszkasz?- spytałam. Nic do mnie nie docierało. Byłam pod wrażeniem.
- Tak.- zaśmiał się. - Ja już u ciebie byłem, teraz czas na ciebie. Tylko jest jeden problem. Nie będziemy sami. Przyjechała do mnie rodzina z Argentyny.
- Nie za szybko żeby poznać twoją rodzinę? Boję się trochę. A co jeśli mnie nie zaakceptują?- zapytałam pełna obaw. Taka była prawda. Leo kochał swoją rodzinę. Jest dla niego najważniejsza. Mam wrażenie, że za szybko chce żebym poznała jego rodziców. Co będzie jeśli mnie nie zaakceptują? 
- Ty jesteś tak samo ważna, jak oni. Jestem przekonany, że od razu cię polubią. Mam nadzieje, że ty ich też.- przytulił mnie do siebie, gdy staliśmy przed drzwiami. 
- Poza tym zobacz, jak ja wyglądam.- wskazałam na swój strój, który nie był najpiękniejszy. To wszystko z braku czasu o poranku. 
- Pięknie, jak zawsze. A teraz chodź i nie marudź, poznasz ich.- pocałował mnie w czoło po czym splótł nasze palce i ciągnąc mnie za sobą wszedł do domu. Dreptałam za nim zawstydzona i jednocześnie zestresowana. Kurcze, już dawno się tak nie stresowałam. Poza tym podziwiałam każdy centymetr tego domu. Był piękny, zapewne zaprojektowany przez najlepszych architektów w Hiszpanii lub co więcej na całym świecie. Wypuściłam głośno powietrze na co ona się tylko roześmiał.
- Podoba ci się?- spytał zatrzymując się w przejściu.
- Pamiętam, że gdy byłam małą dziewczynką zawsze przed snem marzyłam, że będę mieszkała w takim domu. Jest niesamowity. 
- Miło mi, że ci się podoba.
Weszliśmy do kuchni i przy stole ujrzałam kilka osób, które jadły obiad. Ze stresu mocniej zacisnęłam nasze palce.
- Już wróciłeś? Miałeś być dopiero wieczorem.- odwróciła się w naszą stronę kobieta w średnim wieku, która wyglądała na miłą.
- Zaszła mała zmiana. Chciałbym żebyście kogoś poznali.- uśmiechnął się do nich, a później od mnie. - To jest Emilka, moja dziewczyna.
- Dzień dobry.- przywitałam się, jak przystało na dobrze wychowaną osobę.
- Dzień dobry, jestem Celia mama Lio.- odpowiedziała obdarowując mnie szczerym i ciepłym uśmiechem. - To jego tata Jorge, bracia Rodrigo i Matias oraz siostra, Maria.- przedstawiła wszystkich. Po czym podeszła i przytuliła mnie. To samo uczyniła reszta rodziny. Nie wierzyłam w to co się działo. Oni naprawdę byli tacy, jak opisywał ich Leo. Zupełne przeciwieństwo do moich. - Zjesz z nami?- spytała po przywitaniu.
- Dziękuje, ale nie chcę przeszkadzać.- odparłam nadal zmieszana. Wciąż się ich wstydziłam. Nie pojęte było dla mnie to jak miło mnie przywitali. Przecież w ogóle mnie nie znali. Spojrzałam na Leo, którego chyba przepełniała duma. Wydaje mi się, że był szczęśliwy. 
- Nie daj się namawiać i tak zrobiłam więcej.- zachęcała mnie dalej. Nie mogłam  się jej oprzeć więc się zgodziłam. Nałożyła mi na talerz porcję już nie pamiętam czego. Mniejsza o to, było pyszne. Oczywiście pani Messi była niczym moja babcia i kłóciła się ze mną o ilość jedzenia. Wygrała. Usiadłam pomiędzy Leo, a Rodrigo, który bez przerwy mi się przyglądał. Nie była to zbyt komfortowa sytuacja, ale żeby nie wyjść na chamską nic nie mówiłam. Zauważył to najmłodszy z braci Messi, który pod nosem podśmiewał się ze mnie.
- Jesteś z Barcelony?- spytała głowa rodziny, pan Jorge.
- Nie, jestem z Polski.- na moje słowa wszyscy zmarszczyli brwi. - To takie państwo na wschodzie Europy. Niedawno wiele się tam zmieniło. Obalono komunizm i tak dalej. Nie będę państwa zanudzać.- odparłam. Musiałam wymyślić coś, dzięki czemu mogli skojarzyć Polskę.
- Rzeczywiście, słyszałam o tym niedawno w szkole.- dodała szybko Maria.
Około 16.00 pożegnałam się z rodziną Leo po czym udaliśmy się do Ciutat Esportiva na trening pierwszej drużyny. W samochodzie myślałam tylko o popołudniu spędzonym w towarzystwie Messich. Świetnie się z nimi bawiłam. Opowiadali mi o wszystkim. O Argentynie, o małym Lionelu, co było bardzo zabawne. Zabawniejsze jednak były jego reakcje i to jak robił się cały czerwony wypowiadając słowa "mamo przestań, ona nie chce o tym słuchać" na co ja odpowiadałam "wręcz przeciwnie, to bardzo ciekawa historia". Ta rodzina jest niesamowita. Moi rodzice nawet do pięt im nie dorastają, no może tata trochę. Nim spostrzegłam zatrzymaliśmy się pod szatnią.
- Gotowa jesteś na spotkanie z dzikusami?- spytał z szerokim uśmiechem.
- Mam się bać?- zaśmiałam się nerwowo.
- Raczej nie. Choć istnieje ryzyko, że zarażą cię wścieklizną - odpowiedział rozbawiony. Wszedł do szatni, a ja sama zostałam na korytarzu. Usiadłam na ławce pod ścianą powracając do zajęcia, które ostatnimi czasy było moim ulubionym. Mianowicie do myślenia. Po piętnastu minutach wyszedł z pomieszczenia w towarzystwie kilku kolegów.
- No hej piękna. Nie masz może siostry bliźniaczki?- przywitał mnie Neymar, a ja o mały włos nie wybuchłam śmiechem.
- Mam tylko brata bliźniaka.- odpowiedziałam. - Ale on ma już dziewczynę.- tym razem nie wytrzymam i parsknęłam śmiechem, a wszyscy razem ze mną.
- Neymar, ile razy mam ci powtarzać, że ona jest ze mną.- powiedział żartobliwie Leo. Chyba wyczuwam zazdrość w twoim głosie.
- Dobra, dobra spokojnie.- zaśmiał się Brazylijczyk.- Przyszedłem się tylko przywitać. Ale pamiętaj, jakby coś jestem wolny.- puścił mi oczko i przytulił. Nie przeszkadzają mi takie zachowania. Przywykłam do otwartości latynosów i potwierdzam to, co o nich mówią. Są niezwykle ciepli oraz ze wszystkimi się przytulają. Nie mogę też pominąć faktu, że kochają płeć piękną.
- Pamiętasz nas?- spytało kilku innych.
- No oczywiście. Jak mogłabym zapomnieć.- uśmiechnęłam się. Po tej krótkiej wymianie zdań ruszyliśmy na boisko. Leo splótł nasze palce i z uśmiechem szedł w wyznaczone miejsce. Gdy doszliśmy wraz z Neymarem Sanchezem i Pique odprowadził nie na trybuny. Odchodząc Gerard wypowiedział słowa, których kompletnie nie rozumiem.
- Wiedzieliśmy, że to się tak skończy.
Czy on mam mi za złe, że jestem z Leo? A może chodzi mu o coś innego? Nic nie rozumiem, a on nawet nie był łaskaw mi wyjaśnić. Cóż, to jest Pique, jego nikt nie ogarnie. Moje rozmyślenia przerwało pojawienie się na boisku Gerardo Martino, który zaczął im coś tłumaczyć. Po zakończeniu dość długiego wywodu zapewne na temat przebiegu dzisiejszych ćwiczeń piłkarze zabrali się do rozgrzewki. Ich trening niczym nie różnił się od naszego. Pomijając fakt, że patrzę właśnie na gwiazdy światowego futbolu. Uważnie śledziłam ich poczynania, gdy w pewnym momencie trener musiał wyjść, a do mnie podbiegł Alexis. Nie pytając o nic wziął mnie za rękę i zaprowadził na środek boiska. Czułam się nieco skrępowana, jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Podeszłam do Leo i skryłam się w jego ramionach zakrywając skutecznie swoją czerwoną twarz. 
- Tyle słodyczy, że zaraz nie wytrzymam.- zaśmiał się Neymar.
- Ktoś tu jest zazdrosny.- powiedział ironiczne Gerard.
- Ja? Nigdy.
- U Emilii w drużynie jest wiele ładnych dziewczyn.- stwierdził Messi, a ja czując, że nie jestem już czerwona podniosłam głowę. - Ty jesteś najpiękniejsza.- dodał szepcząc mi do ucha. Moja twarz znów zmieniła kolor na czerwony. Czy oni muszą tak mnie zawstydzać?
- Dobra, koniec tego. Ścigamy się!- krzyknął Marc. Leo załamał się, a ja popatrzyłam najpierw na niego, a później na innych pytającym wzrokiem. Mam zacząć się bać?
- Dobierają się w pary, noszą 'na barana' i to są te ich całe wyścigi.- wytłumaczył mi Argentyńczyk zanim zdążyłam spytać.
- Wystartujmy.- poprosiłam patrząc na niego niczym kot ze Shreka.
- Uch...-zawahał się. - Nie, nie wiem, no dob...- już miał się zgodzić, gdy podszedł do nas Pique.
- Zajęta!- krzyknął Hiszpan biorąc mnie za rękę i unosząc ją do góry. Roześmiałam się głośno patrząc na minę Leo.
- No widzisz już nie musisz się że mną męczyć.- posłałam mu buziaka.
- Nie męczysz, myślę, że z Gerardem wygrasz.- odpowiedział uśmiechnięty. Mimo wszystko wyczułam w jego głosie odrobinę zazdrości. Jakie to słodkie. Ustawiliśmy się na linii wzdłuż bramki. Zasady były dość proste. Dobieraliśmy się w pary po czym jedna osoba brała drugą "na barana". Wygrywa ten, kto jako pierwszy przekroczy linię obok bramki naprzeciwko.


- Gotowi... Start!- krzyknął sędzia. Sytuacja musiała wyglądać mega komicznie. Marc nosił Cristiana, Pique mnie, Cesc Alexisa, a Dani Neymara. Biegaliśmy po całym boisku, co jakiś czas zmieniając swoje miejsca. Do mety pozostało nam jedenaście metrów. Wiem bo poznałam po miejscu do strzelania karnych. Moja piłkarska edukacja nie poszła na marne. Walka dopiero się zaczęła. Geri przyspieszył i po chwili tańczyliśmy taniec szczęścia. Mało brakowało, a bylibyśmy trzecią para, ale Gerard chyba to zaplanował i użył swoich długich nóg. Swoją drogą na miejscu Shaki miałabym kompleksy.
- Wygraliśmy!- przybiłam mu piątkę.
- Kto jest mistrzem?! My!- cieszyliśmy się w najlepsze, gdy nagle usłyszeliśmy krzyk trenera. Odebrało mi możliwość wykonania jakiegokolwiek ruchu. Jakby wszystkie moje siły w sekundę wparowały z ciała.
- Co wy najlepszego wyrabiacie?!- odezwał się ponownie, a ja szybko wróciłam na poprzednie miejsce. Nie chciałam narazić się na jego gniew bo przecież nigdy nic nie wiadomo. Leo puścił do mnie oczko przez co trochę się rozluźniłam. Do końca treningu siedziałam wpatrując się w piłkarzy. Obserwowałam każdy ich ruch. Chciałam się nauczyć czegoś więcej. Od kiedy jestem w Barcelonie ciągle chcę coś poznawać i uczyć się nowych rzeczy. To miasto zmieniło mnie nie do poznania. W sumie to jestem szczęśliwa z tego powodu. Gdy wspominam siebie kilka miesięcy temu to aż mnie szlag trafia. Jak mogłam być takim "pustakiem?". Po zakończeniu treningu poszłam wraz z chłopakami. Zostałam przed szatnią mimo ich próśb. Bałam się tam wejść, może oni tam tańczą nago tańce godowe, albo nie wiadomo co jeszcze. Aż strach pomyśleć. Z nudów zaczęłam czytać opisy pod zdjęciami wiszącymi na ścianie. Niespodziewanie podszedł do mnie Tata Martino. Serce podeszło mi do gardła. Zaraz zacznie na mnie krzyczeć lub co więcej zabije mnie za przerwanie treningu...
- Czekasz na Leo?- spytał podchodząc bliżej. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Może zacznie na mnie krzyczeć, gdy potwierdzę. W końcu Messi to kluczowy zawodnik.
- Tak.- odpowiedziałam niepewnie.
- Od razu wiedziałem.- powiedział podniesionym nosem. - Zbyt często nie przyprowadza on swoich dziewczyn na trening. Ostatni raz była tu taka jedna około rok temu, ale nie przypadła mi do gustu, chyba każdemu z chłopców.- dzwrócił się do mnie, lecz nasz dialog przerwał Messi wychodzący z szatni. 
- Do zobaczenia.- pożegnał się z nami po czym odszedł, jak mniemam do swojego gabinetu. Leo przytulił mnie do siebie.
- To gdzie jedziemy dalej?- zapytał po chwili.
- Jakieś propozycje?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- W takim razie porywam cię do kina. Na jaki film chcesz iść?
- Myślę, że "Transtendencja" z Johny'm Deep'em byłaby fajna.- odparłam nieco zastanawiając się długo.
- Już się bałem, że pójdziemy na jakąś nudną komedię romantyczną.- powiedział z ulgą.
- Nie przepadam za nimi.- dodałam po czym udaliśmy się na parking i wsiedliśmy do samochodu. Piłkarz ruszył, a już po pół godzinie byliśmy pod budynkiem jednej z miejscowych galerii handlowych. Wybraliśmy seans, który teoretycznie już się zaczął, ale wiadomo reklamy, reklamy i jeszcze raz reklamy. Spokojnie kupiliśmy popcorn i udaliśmy się na swoje miejsca. Przez cały seans byłam w objęciach swojego chłopaka. O kurcze, jak to świetnie brzmi. Leo Messi moim chłopakiem. W sumie dla mnie był zwykłym  człowiekiem, jak miliardy innych na świecie, pomijając fakt, że właśnie dlatego go kochałam. Nie obnosił się ze swoją sławą, wręcz starał się ukrywać. Film się zakończył, a co za tym idzie zapalono światła. Nagle usłyszeliśmy szepty po czym wszystkie oczy zwróciły się w naszą stronę. SOS! SOS! SOS! Wyczuwam problemy. Leo złapał mnie za rękę i ile sił w nogach zaczęliśmy uciekać przed tłumem podekscytowanych kibiców. W dodatku przed salą spotkaliśmy paparazzi, którzy przyłączyli się do reszty. W taki oto sposób pół kina biegło za nami, aby otrzymać autograf mojego chłopaka. Biegaliśmy przez pół galerii, a dziki tłum udało nam się zgubić wchodząc do schowka sprzątaczek, w którym było mnóstwo płynów i mopów. Pocałowałam go w policzek. 
- Z tobą nigdy nie da się nudzić.- oboje się zaśmialiśmy.
- Pamiętasz, miesiąc temu w takim schowku.- powiedział po czym przytulił mnie do swojego ciepłego ciała.
- Pamiętam, ta koszulka jest porządnie schowana, by nigdy się nie zgubiła.- oznajmiłam mocniej się wtulając.
- Kocham cię.- oznajmił mi z niezwykłą czułością w głosie po czym złożył na moich ustach czuły pocałunek. 
- Ja ciebie też.- próbowałam odpowiedzieć przez co przerwyałam nasze pocałunki. 
- Przeszkadzasz.- oznajmił i się roześmiał. Niedługo po tym kroki ucichły, a my dyskretnie wyszliśmy z pomieszczenia i niemal biegiem wsiedliśmy do samochodu.
- Późno już.- stwierdziłam będąc już w aucie.
- Zawieść cię do domu?- spytał z troską.
- Chciałabym jeszcze z tobą pobyć, ale ten czas tak szybko płynie. Zatrzymajmy go.- po tych słowach pocałował mnie namiętnie. 
- I udało mi się go choć na chwilę zatrzymać?- spytał na co pokiwałam twierdząco głową. - Jeśli chcesz to jutro też po ciebie przyjadę. Ale trochę później, bo rodzina wylatuje do Argentyny.
- Tak szybko? Myślałam, że jeszcze się spotkamy. Polubiłam ich. Nawet bardzo.
- Naprawdę polubiłaś moją rodzinę?
- Są świetni, masz dużo lepszych rodziców niż ja.
Piłkarz odpalił samochód i ruszyliśmy w drogę. Po kilkunastu minutach byliśmy już pod moim domem. Nie miałam ochoty tam wchodzić. Najchętniej zostałabym z Leo i nigdzie się nie ruszyła.
- Dziękuje za cudowny dzień.- powiedziałam dając mu buziaka w policzek.
- Nie ma za co.- uśmiechnął się. - Pamiętaj, że będę jutro.- wyszłam z samochodu, pomachałam mu i weszłam do domu. W środku zastałam Adama obejmującego Daniell, który usłyszawszy odgłos zamykanych drzwi szybko wziął rękę od Hiszpanki. Myślałeś, że nic nie widziałam? Ha! Widziałam wszystko. 
- Spokojnie to tylko ja.- oznajmiłam.
- Nie strasz mnie.
- Gdzie rodzice?- spytałam idąc do kuchni i nalewając soku do szklanki. Adam wszedł za mną.
- Nie wiem, wyszli. Daniell dziś u nas nocuje.
- Jeśli Daniell ma u nas nocować to przygotuj pościel w pokoju gościnnym.- odparłam wskazując palcem na pomieszczenie.
- Skąd wiesz, gdzie będzie spała.- poruszył znacząco brwiami.
- Adam.- oburzyła się Hiszpanka i pokazała mu język.
- Ja przygotuje już tą pościel.- dodałam zostawiając ich samych.
- Dzięki siostra.- krzyknął, gdy byłam już na piętrze.
Poszłam na górę. Naszykowałam posłanie oraz ręcznik dla przyjaciółki, udałam się do swojego pokoju. Usłyszałam dźwięk SMS-a. Leo życzył mi dobrej nocy...

Obudziłam się po jedenastej. Leniwie zwlekłam się z łóżka. Kochałam soboty, w które nie muszę nic robić. W piżamie i z artystycznym nieładem na głowie zeszłam do kuchni. Przy stole ujrzałam Adama i Daniell, którzy głupio się do siebie szczerzyli. Postawiłam miseczkę z musli na stole i usiadłam na swoim miejscu. 
- Jak się spało?- spytałam. W końcu ktoś musi przerwać tą niezręczną ciszę. Hiszpanka spojrzała na Adama i oboje zaśmiali się. Czyżby to coś znaczyło. Nie... Wolę o tym nie myśleć. - Dobra, nie pytam.- śniadanie przebiegło w krępującej ciszy. 
Kilka godzin później przyjechał po mnie Lio. Zadzwonił do drzwi, a ja je otworzyłam. Stał schowany za ogromnym bukietem czerwonych róż. Wystawił głowę nad kwiaty. 
- Mam coś dla ciebie.- Oznajmił z szerokim uśmiechem.
- Nie da się nie zauważyć. Piękne, dziękuje.- Podziękowałam mu również posłając mu uśmiech.
- Może buziak za to?- spytał pokazując palcem na policzek, gdzie po chwili znajdowały się moje usta. Spryciarz!
- Teraz lepiej?- spytałam.
- O wiele lepiej.- odpowiedział z dumą.
- Wchodź, włożę tylko kwiaty do wazonu i możemy wychodzić. Weszliśmy do kuchni, w której siedzieli Daniell i Adam. Popatrzyłam na minę zdziwionej Fernández. Wstała i podeszła do Leo. Musiałam się bardzo powstrzymać, aby nie zacząć się śmiać. 
- Jeju, stoję tak blisko. Lona byłaby wściekła.
- Mam być zazdrosny?- zaśmiał się mój brat.
- Chyba nie masz o co. Kocham tylko twoją siostrę.- oznajmił Lio, przytulając mnie do siebie.
- Oj, słodzisz.- odpowiedziałam i skryłam się we włosach, aby nikt nie zauważył mojej czerwonej twarzy. Po wystawieniu kwiatów do wazonu pojechaliśmy do Ciutat Esportiva. Tak, jak poprzedniego dnia siedziałam na trybunach przypatrując się wszystkiemu, co się tam działo. Nie było to nic nadzwyczajnego. Rozgrzewka, podania, sparing. Nic wielkiego więc pogrążyłam się zamyśleniu. Zabawne, że jeszcze kilka tygodni temu wyśmiewałam piłkarzy. Myślałam, że to zgraja tępych bezmózgów biegających 90 minut za piłką, by trafić do prostokąta. Tymczasem to ja codziennie po lekcjach biegam za piłką i przygotowuję się do mojego pierwszego meczu. Czuję w nich brateńczą duszę, lecz najbardziej lubię pewnego dość niskiego Argentyńczyka, którego brązowe oczy codziennie od nowa mnie czarują. Zabawne, że zwykła nastolatka z Polski jest ze światowej klasy zawodnikiem. Lionel Messi, jak twierdzi cześć społeczeństwa najlepszy piłkarz na świecie jest moim lekarstwem na każdy smutek. 
Po treningu zaprosił mnie do siebie. W międzyczasie zrobiliśmy zakupy, z których przyrządziliśmy zapiekankę. Świetnie nie przy nim bawiłam nawet podczas wykonywania codziennych czynności...

~*~

Po zjedzeniu zapiekanki, która wyszła nam całkiem nieźle, usiedliśmy na kanapie. Włączyłem jakiś film, a Emi oparła się o mnie. Film przestał mnie interesować. Liczyła się tylko ona. Siedząca obok mnie siedemnastolatka z Polski. Dzięki niej czułem się komuś potrzebny. Nie wiem, jak to zrobiła, ale dziękuje jej za to. Jest niesamowita. Jest między nami dość spora różnica wieku, ale nie zauważamy tego. Jest bardzo dojrzała, jak na swój wiek. Jest dużo mądrzejsza od niektórych, czasem starszych dziewczyn. Film się zakończył, a ja spojrzałem na nią. Jej oczy były zamknięte, a kąciki ust lekko uniesione w górę. Ostrożnie wziąłem ją na ręce i zaniosłam do swojej sypialni. Moja księżniczka musi mieć wszystko, co najlepsze, a dla mnie jedna noc w pokoju gościnnym nie zrobi różnicy. Położyłem ją delikatnie, tak aby się nie obudziła. Zbliżałem się do drzwi, gdy usłyszałem jej cichy, zaspany głos.
- Nie wychodź, połóż się obok mnie.- usiadła i poprosiła. Mimo, że tego pragnąłem nie mogłem się zgodzić. Nie chciałem, aby źle o mnie pomyślała.
- Na pewno? Będzie ci nie wygodnie.- uniosłem lekko kąciki ust. - Ja będę spał w gościnnym.
- Ale to twoja sypialnia. To ty powienieś tu spać, nie ja.
- Przecież nic się nie stanie, jak od czasu do czasu spędzę noc w innym pokoju.
- Nie kłóć się ze mną i marsz do łóżka.- wskazała na nie, a ja naprawę starałem się nie roześmiać. - Mam ci jeszcze zaproszenie wysłać?- spytała zakładając ręce na piersi. Zapewne nie byłoby to tak zabawne, gdyby nie fakt, że mówiąc zaspanym głosem chciała być groźna. 
- No dobrze. Ja pójdę się przebrać do tamtej łazienki, a ty wybierz sobie z szafy coś mojego. Tam jest kolejna łazienka.- wskazałem na drzwi. Wyszedłem z pomieszczenia, aby się przebrać. Gdy wróciłem Emilka jeszcze się przebierała. Po chwili wyszła z łazienki, spojrzałem na nią... Stop! Leo wstrzymaj wyobrazinię. Szła w jednej z moich wyjazdowych koszulek, która sięgała jej do połowy uda. Stanęła naprzeciwko łóżka spoglądając na mnie i kładąc ręce na biodrach.
- Mógłbyś się ubrać. Rozpraszasz mnie.- zaśmiała się. Dopiero po dłuższej chwili, spostrzegłem o co jej chodzi. Zapomniałem założyć koszulki. Cóż takie już moje przyzwyczajenie. Uśmiechnąłem się szeroko, próbując udawać głupiego. 
- Nie wiem o co ci chodzi. 
- Specjalnie mnie prowokujesz. 
- Ja?! Skądże.- zaśmiałem się, a ona pokręciła głową. - Ale skoro tak ci to przeszkadza to już się ubieram.- wstałem i włożyłem jakąś koszulkę. W tym czasie Emi zakopała się w kołdrze. Dołączyłem do niej. Położyła na mnie głowę, a ja szeroko się uśmiechnąłem. No dobrze, szczerzyłem się jak głupi do sera. To nie moja wina, że tak za nią szaleję.
- Dobranoc Leo.- podniosła głowę słodko się przy tym uśmiechając. 
- Dobranoc skarbie.- pocałowałem ją w czubek głowy. Bałem się wykonać jakikolwiek ruch. Nie chciałem, aby odebrała to jako coś niestosownego. Emilka zasnęła dość szybko, podczas gdy ja nie spałem i wciąż o niej myślałem. Nie wyobrażałem sobie jej kolejnej straty. W środku nocy zrobiło mi się gorąco więc zdjąłem koszulkę. Cóż, ciężko jest zmienić swoje przyzwyczajenia. 

~*~

Obudziłam się wtulona w Leo. Spał więc postanowiłam się nie ruszać, aby go nie obudzić. Sama nie wiem, dlaczego zaproponowałam mu spanie w jednym łóżku. Nie chcę wyjść na łatwą, ale to było takie spontaniczne.
- Witaj księżniczko.- z rozmyślań ocknął mnie jego głos po czym poczułam jego usta na swoim czole.
- Nie jestem księżniczką.
- Dla mnie jesteś.
- Księżniczki nie grają w piłkę tylko siedzą w domu i ładnie pachną. 
- W mojej bajce księżniczka gra w piłkę w dodatku w tym samym klubie, co ja.- tym oto argumentem mnie zniszczył. Założyłam ręce na piersi. - Już się nie obrażaj. Nie chcesz być księżniczką samego Lionela Messiego?- zaśmiał się. 
- Chcę.- również się zaśmiałam. Naszą kłótnię w zasadzie o nic przerwał dzwonek do drzwi. 
- Pique. Jak zawsze ze swoim świetnym wyczuciem czasu. Założę się, że zaraz się tu pojawi.- stwierdził Leo. Rzeczywiście czekaliśmy, lecz pukanie nie ustępowało, a Gerarda wciąż nie było w środku. Messi leniwie podniósł się z łóżka, dając mi przy tym buziaka w policzek po czym zaczął schodzić po schodach. Ruszyłam zaraz za nim. Otworzył drzwi, a to co tam zobaczył chyba mocno go zszokowało...


sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 7 " Patrzcie kto wrócił".

Nie proszę Cię, byś mi ma­lował życie chaosem kłopotów. Sa­ma mam od­po­wied­nie ku te­mu kredki.

- Nie, tym razem jedziemy w odwiedziny do babci. Za tydzień obchodzi urodziny.- odpowiedziała matka.
- Na ile?- zapytał także zdziwiony Adam.
- Na dwa, góra trzy tygodnie.
- Kiedy mamy wylot?
- Jutro o 11.00
- Dlaczego tak późno nam mówicie?
- Myśleliśmy, że się ucieszycie, szczególnie ty Emilia.
Wstałam od stołu, odkładając talerz na blat i powędrowałam do pokoju. Wyjęłam telefon, wybrałam numer do Lio i kliknęłam zieloną słuchawkę. Odebrał po dwóch sygnałach.

  •  Leo muszę ci coś powiedzieć. Jutro wylatuje do Polski.
  •  Co, dlaczego?
  •  Spokojnie to tylko na kilka dni. Wrócę niedługo. Moja babcia ma urodziny.
  •  Skarbie, jak ja bez ciebie wytrzymam tyle czasu?
  •  Dasz radę, zawsze dajesz.
  •  Dopiero się pogodziliśmy, a ty już wyjeżdżasz. O której masz wylot?
  •  Przecież będę codziennie dzwoniła. O 11.00. Ale nie przyjeżdżaj na lotnisko, to będzie bardziej bolesne.
  •  No dobrze... Będę tęsknił.
  •  Ja też i to bardzo.

Rozłączyłam się.

  •  Halo.
  •  Daniell jutro wylatujemy do Polski na kilka dni.
  •  Co?
  •  Nasza babcia ma urodziny.
  •  Ach... Smutno będzie bez ciebie i tego mojego głupka też.
  •  Spokojnie niedługo wrócimy.
  •  Pogadamy jutro.
  •  Papa.
Moją głowę przepełniały myśli, ale nie miałam teraz na to czasu. Musiałam spakować walizkę. Po włożeniu ostatnich rzeczy i zasunięciu suwaka padnięta położyłam się na łóżko. Nawet nie pamiętam, jak szybko zasnęłam. Był środek nocy, gdy usłyszałam, jak coś uderza w okno. Wystraszona i układając sobie w głowie różne scenariusze tego co mogło się stać wstałam migiem i wyszłam na balkon, aby się rozejrzeć. To co zobaczyłam ogromnie mnie zszokowało. 
- Leo? Co ty tu robisz o 2 w nocy?- Pod moim balkonem stał piłkarz z gitarą. Zaczął śpiewać. Nie wierzyłam, w to co właśnie miało miejsce.
Every time I look at you, baby, I see something new
That takes me higher than before and makes me want you more
I don't wanna sleep tonight, dreamin's just a waste of time
When I look at what my life's been comin' to
I'm all about lovin' you.*

- Oszalałeś, prawda?- zaśmiałam się, jednocześnie ocierając łzy wzruszenia.
- Już dawno, na twoim punkcie. Nie pozwoliłaś się pożegnać na lotnisku to musiałem coś wymyślić.
Krzyknął ostatnie zdania i posłał mi buzaka. Uśmiechnęłam i pomachałam mu na pożegnanie. Położyłam się na łóżku, z uśmiechem napisałam SMSa "Wiesz, że jesteś kochany?". Po chwili otrzymałam odpowiedź "Wiem, kocham cię, pamiętaj". "Zawsze będę pamiętała". Napisałam ostatnią wiadomość i położyłam się spać.
Wstałam, gdy pozostali domownicy krzątali się po domu w poszukiwaniu ostatnich rzeczy do spakowania. Rodzice zamówili taksówkę i pojechaliśmy na lotnisko. Samolot mieliśmy punktualnie, a w Polsce byliśmy po kilku godzinach.
Wyszliśmy z portu lotniczego, a ja już tęskniłam za Hiszpanią. Nie wiedziałam, że tak łatwo można się przywiązać do innego państwa. Nie chciałam wracać do tego gorszego rozdziału życia.
Pojechaliśmy do domu babci.
- Witajcie kochani. Ale się za wami stęskniliśmy.- przywitali nas dziadkowie dając buziaki  w policzek. Tęskniłam za ich ciepłymi uśmiechami. 
- Emilia, jak ty pięknie wyglądasz, dużo lepiej niż kiedy wyjeżdżaliście.
- Oj babciu, bez przesady.- zawstydziłam się.
- Babcia ma rację. A ty Adam, jak wyrosłeś, jakie mięśnie masz.- dodał dziadek.
- No muszę się wam pochwalić, że gram w piłkę nożną w najlepszym klubie w Hiszpanii.
- Ooo to gratulujemy. Ale nie stójmy tak w przejściu. Wchodźcie.
Dziadkowie zaprosili nas do środka i zasiedliśmy przy wspólnej kawie.
- Czemu nie mówiliście, że przylatujecie.- spytała babcia
- Chcieliśmy wam zrobić niespodziankę.- odpowiedział ojciec.
Wyszłam z pomieszczenia i wybrałam numer do Leo. Chciałam mu powiedzieć, że już doleciałam i wszystko we mną w porządku.


  •  Jestem już na miejscu. Jak tam?
  •  Źle, nawet bardzo.
  •  Stało się coś?- spytałam zaniepokojona.
  •  Tak, nie ma cię tutaj.
  •  Jeju, ale mnie wystraszyłeś. Myślałam, że coś poważnego się stało.
  •  No stało się, już za tobą tęsknię.
  •  Spokojnie za kilka dni wracam. Zadzwonię później ok?
  •  No dobrze...

Rozłączyliśmy się po czym wróciłam do stołu.
- Emilka mogłabyś pójść do sklepu, bo w lodówce jest pusto. Nie spodziewaliśmy się was, a zakupy mieliśmy zrobić jutro.
- Dobrze babciu.- zgodziłam się bez namysłu. Lubilam robić im zakupy.
Spacerowałam po mieście, a chłodne listopadowe powietrze drażniło moje policzki, które robiły się czerwone. Weszłam do sklepu i kupiłam wszystkie nakazane produkty. Wracałam właśnie do domu, gdy zobaczyłam znajome postaci po drugiej stronie ulicy. Szybko odwróciłam wzrok. Tylko nie to. Dlatego właśnie teraz? Czy ja nie mogę żyć w spokoju? Tydzień bez przygód, tygodniem straconym. Modliłam się, aby nikt się nie odezwał, jednak na marne. Niestety usłyszałam po chwili krzyk.
- Patrzcie kto wrócił! 
- Siema, stęskniłaś się za nami.
- Emilia tutaj, woow.
Podbiegli krzycząc za mną, a starałam się iść dalej i nie zwracać na nich uwagi.
- Nie zaczekasz na nas?
Usłyszałam i poczułam jak ktoś przypiera mnie do zimnej ściany. Podniosłam głowę i aż oniemiałam. Po tym wszystkim muszę znosić jego twarz. Czułam na sobie jego ciało, co nie było zbyt przyjemne.
- Zostaw mnie.- powiedziałam stanowczo. Próbowałam się wyrwać, lecz on mocniej przycisnął mnie do ściany. Ciarki przeszły przez całe moje ciało. Bałam się...
- Już od nas idziesz. Nie pochwalisz się nowym chłopakiem. Zostawiłaś mnie dla niego?! Oj, nieładnie, nieładnie.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Nie?- Przemek wyjął telefon i pokazał skreen zdjęcia, na którym całuję Leo. Zbladłam. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Nie wiem czego mam się spodziewać. Przemek jest nie obliczalny. 
- Dalej nic nie pamiętasz?- spytał drwiąco.
- A ty nie pamiętasz, jak dzień po moim wyjeździe mówiłeś Wiktorii, że jestem nie ważna, że jestem egoistką. Wszystko słyszałam. Być takimi idiotami, jak wy. Nawet nie wiedzieliście, że odebraliście mój telefon.
- Co powiedziałaś?- Chłopak dostał szału, gdyby mógł płonąłby ze złości. Nagle poczułam okropny ból, syknęłam i położyłam dłoń na policzku, aby zniwelować pieczenie. Jak mogłam z nim być. Sama siebie nie rozumiem. Uderzył mnie! O nie! Nie będziesz tak ze mną pogrywał. Zamachnęłam się i oddałam mu w twarz otwartą dłonią. Rozluźnił uścisk dzięki czemu udało mi się stamtąd uciec. Nie wiem, jak długo biegłam, pamiętam tylko tyle, że chciałam dotrzeć do domu jak najszybciej. Chciałam żeby to piekło już się skończyło. Weszłam niepostrzeżenie, zostawiłam zakupy na stole w kuchni i udałam się do pokoju, który dzieliłam przez kilka dni z Adamem. Usiadłam na łóżku, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Nie obchodziło mnie już nic. Po prostu musiałam pobyć w samotności. Nie miałam ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Dopiero poukładałam życie, a tu znowu jakieś problemy. Najważniejsze żeby Leo o niczym się nie dowiedział. Nie wiem dlaczego. Po prostu nie chcę, aby się w to mieszał. Starłam łzy i ruszyłam do łazienki. Z apteczką w dłoni usiadłam na wannie. Wyjęłam gazik, który chwilę później nasączyłam wodą utlenioną i przyłożyłam do rozciętej wargi. Syknęłam z bólu. Tą bolesną sytuację przerwał mój dzwoniący telefon. Spojrzałam na ekran, odrzucając połączenie. Nie może on tym wiedzieć. To nie skończyłoby się dobrze. Wiem, że powinien znać prawdę, ale wstydzę się tego. Czuję się poniżona. Dostałam w twarz od byłego chłopaka, za którym pół roku temu skoczyłabym w ogień. Nie spodziewałabym się, że kiedykolwiek będę w tak poniżającej i wstydliwej sytuacji. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na czarny ekran telefonu. Wybrałam numer i zadzwoniłam do najbliższej mi osoby. Wyszłam na balkon. Chciałam odetchnąć świeżym, chłodnym, polskim powietrzem. Poza tym bałam się, że ktoś może mnie usłyszeć.
  •  Halo
  •  Daniell? 
  •  Emi? Co się stało. Mówisz jakbyś płakała. 
  •  Obiecaj, że nikt się nie dowie, błagam.-mówiłam przez łzy.
  •  Dobrze, ale mów szybko.- popędzała mnie.
  • Wyszłam po zakupy, a w drodze powrotnej spotkałam...- głos mi się załamał. Nie potrafiłam jej tego powiedzieć. 
  • Kogo spotkałaś?
  • Prze... Przemek, Wiktoria i inni stali po drugiej stronie ulicy. Zaczepili mnie. On ma zdjęcie moje i Leo... Uderzył mnie...- mówiłam bez sensu pojedyncze zdania. Próbowałam się uspokoić, jednak nie wychodziło mi to. 
  •  Co za dupek. Leo już wie?- powiedziała zdenerwowana.
  •  Nie, nic mówiłam mu nic...-zawahałam się.
  • Masz mu zaraz powiedzieć.- rozkazała. 
  • Nie.- odparłam stanowczo. 
  • Chcesz żebym ja to zrobiła? Wtedy nie będzie tak miło.- ostrzegała.
  • Dobrze powiem mu, ale jak wrócę do Barcelony. Jeszcze zrobi jakieś głupstwo.
  • Musisz powiedzieć mu jak najszybciej. Masz czas do jutra, jeśli tego nie zrobisz, sama pofatyguję się do jego domu i o wszystkim mu powiem.
  •  Nie możesz tego zrobić.
  • A właśnie, że mogę. Jestem twoją przyjaciółką i muszę ci pomagać.
  • Przez takie zachowanie tylko pogorszysz sytuację. Daj mi kilka dni. Muszę to przemyśleć. 
  • Masz dwa dni.- oznajmiła, a ja przytaknęłam.

Rozłączyła się. Odwróciłam się w stronę drzwi i zobaczyłam Adama, który niemal kipiał ze złości. Pobiegłam za nim,  gdy tylko spostrzegłam, że chce wyjść. W ostatniej chwili złapałam go za rękaw. 
- Gdzie idziesz?
- Do tego dupka, musi zapłacić za to, co ci zrobił.
- Adam uspokój się.
- Puść mnie!- wyrwał się z mojego uścisku.
- Nie! Nie pozwolę ci zrobić jakiejś głupoty.
- Teraz to ty jesteś ważniejsza.
- Nie mów tak.
- Ale to prawda. Jak myślisz, co zrobiłby Leo, gdyby tu był?!- spytał, a ja wtuliłam się w niego. Potrzebowałam wsparcia, a nie mordobicia. 
- Ale nie ma go tutaj.
- Dlatego ja muszę się o ciebie zatroszczyć. Jesteś moją małą siostrunią, którą kocham.- oznajmił, a mi zapradło dech w piersiach. Powiedział, że mnie kocha. Pierwszy raz usłyszałam takie słowa od mojego brata. Rozpłakałam się, mocniej w niego wtulając.
- Jesteś okropny, ale dziękuje, że się martwisz.
- Obiecuję, że już więcej nie będziesz miała problemów przeze mnie.- pocałował mnie w czubek głowy, gładziąc dłonią moje włosy.
- Przecież nie mam.
- Nie oszukuj się. Rodzice są dla ciebie okropni od kilku tygodni.
- Nie ważne...
- Kurde, czy ty zawsze musisz tak mówić?! Martwisz się o innych, a o siebie nie dbasz. Powinnaś zacząć to dostrzegać.
- Gadasz pierdoły.
- Nie dasz sobie nic powiedzieć. Uparta jesteś.
- Tak jak ty.- zaśmiałam się. Wróciliśmy do pokoju i usiedliśmy na łóżku.
- Leo będzie zazdrosny.
- O ciebie?! Jesteś moim bratem, głupku.
- Sama jesteś głupkiem.
Zaczęliśmy się bić. Nie wierzę w to co się z nami dzieje. To jakaś iluzja. 
Byłam tak wyczerpana, że nie pamiętam kiedy zasnęłam. W środku nocy obudził mnie dzwonek telefonu. Spojrzałam na ekran, łzy napłynęły mi do oczu. Nie potrafiłam go ranić. Ale bałam się mu powiedzieć. Kliknęłam czerwoną słuchawkę. Chwilę później otrzymałam SMSa "Nie wiem co się stało, ale będę czekał, aż mi powiesz.". Moją głowę przepełniały myśli, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. Obróciłam telefonem kilka razy i wybrałam numer. Musiałam mu to powiedzieć. 
  •  Wiesz jak się martwiłem.- usłyszałam, gdy tylko odebrał. Momentalnie zrobiło mi się głupio. 
  •  Domyślam się...
  •  Powiesz mi, co się stało?
  •  Lio, ja się boję. 
  •  Pamiętaj, że mi możesz powiedzieć o wszystkim...- uspokajał. 
  •  Ale obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego.
  •  Obiecuję, ale mów.
  • Wyszłam po zakupy bo babcia mnie poprosiła. Wracałam właśnie ze sklepu, gdy...- przerwałam. - Napewno nie zrobisz nic głupiego? 
  • Nie zrobię.
  • Spotkałam Przemka, Wiktorię i innych.- rozpłakałam się. 
  • Emi, nie płacz...- usłyszałam w słuchawce jego zmartwiony głos.
  • Przycisnął mnie do ściany i... I uderzył. Potem ja uderzyłem go w twarz i uciekłam...- zakończyłam, ale bałam się jego reakcji. 
  •  Zabije tego s...
  •  Leo! Siadaj, pamiętasz co mi obiecałeś?- przerwałam mu. Nigdy wcześniej nie słyszałam go tak złego. Założę się, że chodził nerwowo po domu. 
  •  Ale nie mogę tak siedzieć bezczynnie wiedząc, że coś ci się może stać.
  • Spokojnie, Adam będzie ze mną wszędzie wychodził. Nie mam 5 lat, poradzę sobie. 
  • Kupuję bilet i przylatuję do Polski. Za kilka godzin będę w Warszawie. Chopin czy Modlin? 
  • Oszalałeś?! Nie możesz tu przyjechać. Przecież nie przeżyjesz jednej doby, a moi dziadkowie nie będą szczęśliwi z twojego widoku w ich domu. Nie będziesz miał życia. Twoi kibice są wszędzie.- zaczęłam swój monolog. 
  • Ty jesteś najważniejsza. Chopin czy Modlin?- powtórzył pytanie 
  • Żadne. Jeśli nie zostaniesz w Barcelonie możesz zapomnieć, że mnie poznałeś. Bo już nigdy się do ciebie nie odezwę.
  •  To szantaż. Jesteś okropna. Dlaczego mi to robisz? Przecież nie dam sobie rady. Będę się o ciebie martwił. 
  • Jak już mówiłam jest ze mną Adam. Nic mi nie grozi, a za kilka dni znów będę w Hiszpanii. 
  • O ile ten idiota wcześniej cię nie zabije. 
  • Nie mów tak. Bądź, co bądź był moim chłopakiem. 
  • Przypomnij mi, kto cię dzisiaj uderzył? 
  • Jesteś okropny... Mogłam ci nie mówić.
  • Bardzo dobrze zrobiłaś, przynajmniej będę wiedział kogo oskarżyć, jak nie zobaczę cię na lotnisku. 
  • Skończmy ten temat. Zadzwonię jutro.- zakończyłam i nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się.

Jak on mnie czasami denerwuje! Musiałam się rozłączyć bo mogłabym nie wytrzymać. Jestem już dużą dziewczynką. Poradzę sobie sama. Wróciłam na łóżko, okrywając się kołdrą i wtulając w brata zasnęłam.
Wstałam około południa. Nareszcie się wyspałam. Od początku października, czyli przeprowadzki do Barcelony, nie mogę się porządnie wyspać. Na dole wszyscy byli już po śniadaniu.
- O wstałaś. Ile można spać?- przyczepiła się do mnie matka. Jak zawsze życzliwa i miła. Normalnie do rany przyłóż.
- Daj jej spokój, niech odpocznie. Tam musi wcześnie wstawać do szkoły. Niech tu sobie pośpi dłużej. Widzę, że jedna rzecz się w waszej rodzinie nie zmieniła.- skarciła ją teściowa.
- Nie rozumiem mamo, o czym mówisz.
- Mówię o tym, że nierówno traktujecie dzieci. Dla Emilki jesteście bardzo surowi, a dla Adama wręcz przeciwnie.
- Wydaje ci się mamo.
- Nie. Każdy to widzi. Emilko, co byś zjadła na śniadanie?
- Zrobię sobie płatki.
- To ja ci pomogę.
- Nie trzeba, babciu. Dam sobie sama radę. Do zawsze radzę sobie sama. Przywykłam.
- Dobrze, dobrze.- babcia zawahała się przez moment.- Podejdź no tu do mnie.
Zdziwiona podeszłam bliżej. Nie wiedziałam, o co mogło chodzić.
- Co ty masz na ustach?
- To?- wskazałam palcem. No to już wszystko wiem. A teraz wymyśl jakieś kłamstwo na poczekaniu. - To od piłki.- To powinno przejść... Raczej.
- Od czego?- zdziwiła się. To ona o niczym nie wie?
- Ja też gram w piłkę nożną w tym samym klubie co Adam, tylko w damskiej drużynie.
- Dziewczyna i gra w piłkę. Do czego to doszło. Wy młodzi i te wasze pomysły.
- Oj, bez przesady. Mam tam dużo znajomych i szkołę.
Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść śniadanie. Podobno to najważniejszy posiłek dnia. Nagle podbiegł do mnie Adam, składając na moim policzku powitalnego buziaka i kradnąc mi łyżkę płatków. Udałam oburzenie na co głośno się zaśmiał.
- Emilka, idziesz ze mną na boisko?- spytał z torbą na ramieniu.
- Nie wiem...- zawahałam się. Bałam się wyjść z domu. Wiadomo co temu idiocie strzeli do głowy.
- Spokojnie, będzie okej.- uspokajał mnie.
- Dobrze tylko zjem i się przebiorę.- oznajmiłam wciąż pełna obaw.
Przez całą drogę śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak prawdziwe rodzeństwo. Zawsze mówiłam, że wolałabym nie mieć brata. A tu taka niespodzianka. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego. Bardzo mi pomaga. Zaczynam odkrywać w nas podobieństwo.
Byliśmy na boisku i czekaliśmy na kolegów Adama, którzy jak zwykle się spóźniali. Typowe. A gdy już się pojawili zaczęli rozmawiać, ale nie słyszałam o czym. Tylko piąte przez dziesiąte. 

~*~

- Ej, stary. Kto to?  Dobra jest...- zachwycił się Oskar.
- Nie pamiętacie jej? Przecież to moja siostra Emilka.
- A ona nie była hm... No... Ten... Pusta?!- zakłopotał się Piotrek.
- Wiesz, dużo się zmieniło od tamtej pory. Gra w damskiej drużynie Barcy. A ja gram w Barcy B. Sam jeszcze tego nie pojmuję. 
- Gratulacje stary.
- Byłeś już na meczu?
- Nawet w loży VIP- zachwycił się. - Zgadnijcie  kogo tam poznałem.
- Leo.- palnął od niechcenia Dawid.
- Żeby tylko. Poznałem wszystkich. Nawet Shakirę.
- Żartujesz, prawda?!
- Ja bym kłamał?- żartowali sobie koledzy.
- Jak przylecimy to nas zabierzesz, przekonamy się. Umowa stoi?- stwierdził Kuba podając rękę Adamowi. 
- Stoi.- uścisnął ją. 
- Dobra pogadamy później, idziemy grać?- zniecierpliwił się Michał.
- No już. Emilka grasz?- spytał Adam, a koledzy spojrzeli się na niego dziwnie
- Jasne.
Podzielili się na drużyny. Dziewczyna położyła piłkę na środku boiska i zaczęła się rywalizacja. Na początku nikt jej nie podawał, jednak któryś z chłopców bez możliwości innego ruchu zagrał w jej stronę. Ona przyjęła piłkę, okiwała dwóch innych i strzeliła gola. Koledzy Adama zatrzymali się z wrażenia. Dalej gra dla Emilii była ciekawsza, cały czas dostawała podania, a każdy przeciwnik był o nią zazdrosny. Po kilkunastu minutach gry usiedli, by odpocząć.

~*~ 

Gra była męcząca i początkowo nie zapowiadała się dla mnie miło. Nikt nie chciał mi podawać, lecz gdy strzeliłam gola rozruszali się trochę.
- Ile lat grasz?- spytał Michał
- Dwa miesiące.
- Ile?- zakrztusił się Piotrek, pijący wodę.
- No dwa miesiące.- powtórzyłam.
- Stary, siostrę to ty masz zaje...- Oskar spotkał się z wrogim spojrzeniem Adama. Nawet zabawnie to wyglądało. - Zajefajną.- dokończył.
- Uważaj bo się zakochasz.- odpowiedział mój dumny brat. Uważaj bo z dumy zostaniesz pawiem. Wszyscy zaczęli się śmiać. Nagle podszedł do nas Przemek, a moje serce stanęło. Tylko nie on...
- Znowu się spotykamy.- spojrzałam na niego lekko przerażona, lecz nie chciałam mu tego pokazać.
- Nikt cię tu nie zapraszał.- odpowiedziałam mocnym głosem.
- Może trochę więcej szacunku, co?- On chce szacunku, on?! Dobre sobie.
- Może byś stąd spadał. Ona nie chce z tobą rozmawiać.- wtrącił się Adam, który prawie płonął ze złości.
- Ty się nie odzywaj. Widzę, że imprezy zamieniłaś na sport. To przez tego twojego piłkarzynę?- drwił ze mnie dalej, a ja w środku poczułam jakąś moc. Momentalnie wstałam z ziemi i z całej siły, a jej przez treningi mam nie mało, kopnęłam go tam, gdzie mężczyzn boli najbardziej. Upadł na ziemię, a ja stanęłam nad nim, odczuwając wyważenie. Ciekawa jestem, co teraz powiesz?
- Nie będziesz drwił, ani z niego, ani ze mnie. Leo osiągnął więcej niż tylko zdołasz w ciągu całego swojego życia. Zrozumiałeś, czy mam powtórzyć?- Jego mina przypominała kota na pustyni, który nie ogarnia tej kuwety. Bezcenne, mówię wam, musicie kiedyś spróbować. Polecam.
- Pytam się czy zrozumiałeś?- krzyknęłam dalej będąc wściekła. On tylko potwierdzająco skinął głową. Tak ma być!
- To ma być ostatni raz, kiedy się widzimy. Kiedyś mną pomiatałeś, ale teraz ten, jak go nazwałeś piłkarzyna, nauczył mnie szacunku do samej siebie. Nie masz prawa go oczerniać, nigdy. Nawet w jednym procencie nie jesteś taki, jak on i nigdy nie będziesz.- wykrzyczałam podnosząc głowę po czym bez słowa odeszłam.

~*~

Byliśmy w szoku. Przemek podniósł się z ziemi, wyglądał przekomicznie. Jego mina była nie do opisania. Spojrzał się na nas jak morderca. Przez chwilę myślałem, że nas pozabija. Na jego miejscu też bym to zrobił. Odszedł, a my wybuchliśmy głośnym, niepohamowanym śmiechem. 
- Ona nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.- podsumowałem.
- Stary, o jakim Leo ona mówiła.- spytał Kuba,  który zawsze był spostrzegawczy. Zawahałem się. I co ja mam im teraz powiedzieć. Hej, moja siostra jest dziewczyną Lionela Messiego. Chyba wzięliby mnie za idiotę.
- Ode mnie z drużyny.- szybko coś wymyśliłem i modliłem się żeby nie zauważyli, że skłamałem.
- A spoko.
- Gramy dalej?
- Ja już pójdę, spotkamy się jutro.- ogromny kamień właśnie spadł mi z serca. Pożegnałem się i jak najszybciej wróciłem do domu. W środku nie zastałem nikogo. Było zupełnie pusto. Zadziwiło mnie to. Dziadków zawsze ktoś odwiedzał, ten dom nigdy nie stał pusty. Z kieszeni wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Emi. Martwię się o nią. Nie wiadomo, co temu idiocie strzeli do głowy. Mogłem z nią pójść, a tak to siedzę tu sam i się zamartwiam. Nagle usłyszałem otwierające się drzwi, gdzie od razu podbiegłem. Stała w progu cała i zdrowa. Poczułem ulgę po czym bez namysłu podszedłem mocno ją przytulając.
- Dlaczego nie odbierałaś?- spytałem po chwili.
- Dzwoniłeś? Nie zauważyłam.
- Wiesz jak się martwiłem.
- Bez przesady. Tak w ogóle to od kiedy jesteś taki czuły?- spytała śmiejąc się.
- Dla ciebie od wczoraj, dla Daniell od zawsze.- Odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Rzeczywiście tak było. Dzięki znajomości z Fernández bardzo się zmieniłem.
- Słodko, ale puszczaj już.- zaśmiała się.
- Nie puszczę, zaraz cię zgniotę.- zażartowałem łaskocząc siostrę.
- Głupi jesteś.- powiedziała głośno się śmiejąc. Uwielbiam ją torturować. Kilka minut zabrało jej wydostanie się z mojego uścisku po czym poszła do kuchni, usiadła na krześle i wzięła ogromnego łyka jakiegoś napoju, który stał na stole. Oparłem się o ścianę jednocześnie na nią patrząc. Nie poznaję nas. Oboje się zmieniliśmy. Cieszyłem się na wieść o przeprowadzce do stolicy Katalonii, ale teraz już wiem, że powinienem cieszyć się bardziej. To niesamowite co dzieje się ostatnimi czasy w naszym życiu. Najzabawniejsze jest to, że nigdy nie pomyślałbym, że będę miał tak dobry kontakt z Emilką. Stała się moją małą siostrunią, którą chcę się opiekować do końca życia.
- Kiedy my się tak zbliżyliśmy do siebie...
- Nawet nie wiem...- rozmyślaliśmy razem.

~*~

Przyjęcie urodzinowe się udało. Babcia była zadowolona z prezentów, a każdej osobie opowiadała o nas i o tym, jak bardzo jest z nas dumna. W sumie jej w to wierzę w przeciwieństwie do moich rodziców. Do dnia dzisiejszego odzywają się do mnie "służbowo". Codziennie starałam się dzwonić do Daniell oraz Leo. Wysyłałam im również zdjęcia. Chciałam im choć w jednym procencie pokazać Polskę. To wciąż moja ojczyzna.
Nadszedł dzień wylotu do Hiszpanii. Siedziałam jak na szpilkach, już nie mogłam się doczekać kiedy wylondujemy na lotnisku el Prat. Gdy wybiła 18.00 byłam prze szczęśliwa. Nareszcie wracałam do przyjaciół i tego "lepszego" życia. Tęsknię za nimi, już nie mogę się doczekać, kiedy ich zobaczę. Ojciec zamówił taksówkę, a po godzinie byliśmy na lotnisku. Odprawę przeszliśmy bez problemu. Kilka minut po 20 wystartowaliśmy. Jak zwykle miałam szczęście i moje miejsce przypadało obok starszej kobiety, która bez przerwy na mnie patrzyła. Kobieto, czy ty Polki nie widziałaś?! Mam coś na twarzy? Brudna jestem? Byłam tak ciekawa, że przejrzałam się w telefonie. 
- Proszę zapiąć pasy za chwilę lądujemy.- usłyszałam miły głos stewardessy. Nareszcie!  Bogu dzięki. Lądowaliśmy więc mogłam się przyjrzeć Barcelonie, która nawet nie zamierzała zasypiać. Kocham to miasto. Przeprowadzka to najlepsze, co podarowali mi rodzice. Wysiadłam z samolotu, czując na sobie powiew świeżego, katalońskiego powietrza. Brakowało mi tego... Udałam się do luku bagażowego po odbiór walizki. Nagle poczułam, jak ktoś łapie mnie w pasie. Zamarłam. Uspokój się, przecież to nie może być Przemek. Nie tracąc ani sekundy uderzyłam tę osobę łokciem w brzuch. Usłyszałam jękniecie... 


~~~
No to mamy 7 rozdział. Zostawiam was w małej niepewności. :D
Tekst pochodzi z piosenki Bon Jovi - "All about loving you".
Bon Jovi - All about loving you

czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział 6 " Dziś pijemy za to cholerne szczęście w miłości."

Wracają złe wspomnienia, to właśnie one mogą zniszczyć, coś nad czym pracowałeś. 

W drzwiach stali już zdenerwowani rodzice. Przedstawienie czas zacząć. Będzie, będzie się działo...
- Jak wy wyglądacie... Gdzie wy byliście?
- Na imprezie po meczu.- krzyknął Adam. Słychać było, że plątał mu się język. Zamknij się idioto bo pogorszysz sytuację.
- Czy ty jesteś pijany?! Emilia, jak zwykle się nim nie zajęłaś.- krzyczeli zbulwersowani rodzice. Oczywiście ja się nim nie zajęłam, jak zwykle ta sama gatka.
- Czy ja wyglądam na jego niańkę? Mam tego dosyć. Niech on sam o siebie dba. Czy on ma pięć lat? Nie, ma prawie osiemnaście!
- Jak ty się do nas odzywasz?!
- Mam tego dosyć! Idę na górę, jak wam przejdzie to możecie do mnie przyjść.
- Masz szlaban.- po tych słowach weszłam do pokoju trzaskając drzwiami. Mam dosyć takiego traktowania. Od kiedy pamiętam muszę uważać nie tylko na siebie, ale też na Adama. Do cholery on ma ponad siedemnaście lat. Niech zacznie o siebie dbać. Chodziłam po pokoju próbując się w jakiś sposób uspokoić, jednak z marnym skutkiem. Aż do momentu, kiedy wpadłam na genialny pomysł. To była jedyna możliwość na wyładowanie złości bez użycia czyjejś twarzy.
Założyłam strój sportowy i buty, w torbę spakowałam korki oraz piłkę. Wyszłam z domu pisząc SMSa do Daniell. "Wychodzisz ze mną na boisko?". Za chwilę otrzymałam odpowiedź "Ok, zaraz tam będę". Była dopiero 9.00 a ja już szłam grać w piłkę, lecz była to jedyną metoda na wżycie się. Fernández uczyła mnie kiwać, dryblować i wykonywać lepsze rzuty rożne. Zmęczone usiadłyśmy z boku boiska. Weszłam na Facebooka, aby sprawdzić, czy dzieje się coś ciekawego. Ale to co tam zobaczyłam zupełnie mnie zaskoczyło. Ujrzałam siebie całującą Leo po wczorajszym meczu. Chyba pora, aby ona się o tym dowiedziała. Skoro jest moją przyjaciółką musi o tym wiedzieć. 
- Daniell...- zaczęłam, lecz to nie było tak proste, jak mogłoby się wydawać. - Muszę ci coś powiedzieć...
Tak rozpoczęłam opowiadać Hiszpance o swoim życiu. Przyszedł też moment, by wspomnieć o Leo.- No bo wiesz, wtedy, jak wybiegłam, byłam na spotkaniu z Leo Messim.
- Z kim?! Żartujesz, prawda?-zawahała się. Spuściłam głowę i pokręciłam przecząco. Na potwierdzenie moich słów pokazałam jej nasze zdjęcie z wczorajszego meczu. Nie mogła w to uwierzyć, oswajała się z tą myślą podczas, gdy ja kontynuowałam opowieść. Doszłam do imprezy. Łzy pojawiły się w moich oczach, a Daniell przytuliła się do mnie.  
- Spokojnie, nie przejmuj się.- próbowała mnie pocieszyć, lecz na marne. Rozpłakałam się w środku dnia, w miejscu gdzie co chwila ktoś przechodzi.
- Ale to jeszcze nie koniec...- zaczęłam. Opowiedziałam jej o konkursie i rozmowie z Shakirą. Wypowiedziałam ostatnie zdanie, gdy nagle rozdzwonił się jej telefon.

  • Hej
  • Część
  • Masz ochotę dziś, gdzieś wyjść. Mam dla ciebie niespodziankę.
  • No dobrze.
  • O 18.00 będę pod twoim domem. 

Zakończyła rozmowę, a mnie jakby oświeciło. Ja tu ryczę i niszczę jej urodziny.
- Zapoznałam zupełnie o twoich urodzinach. Wszystkiego najlepszego skarbie.- powiedziałam, mocniej się do niej przytulając.
- Dziękuje.- odpowiedziała dając mi buziaka w policzek.
- Ale zapomniałam o prezencie.
- Nic się nie stało.- zaśmiała się.
Spojrzałam na zegarek, spędziłyśmy na orliku trzy godziny, a przecież jestem umówiona na zakupy z Shaki.
- Ja muszę się zbierać, za godzinę mam czekać pod domem Pique.- zakończyłam i przytuliłam przyjaciółkę na pożegnanie. 
- Jeszcze raz dziękuje za rozmowę.
- Nie ma za co, baw się dobrze.
- Ty również z Adamem.
Pożegnałyśmy się i po czym udałam się w stronę domu. Na miejscu wzięłam prysznic, przebrałam się, nałożyłam delikatny makijaż i wyszłam w stronę willi Gerarda i Shakiry.
Na miejsce doszłam kilka minut przed czasem. Zadzwoniłam dzwonkiem, drzwi otworzył mi Pique.
- Wchodź, zapraszam.- uśmiechnął się. Widziałam, że zrobił to z ogromnym trudem. Zawołał piosenkarkę, która kilka sekund później witała się ze mną.
- Gotowa?
- Jasne.
-No to wychodzimy. Gerard będę późno. Kilka godzin później byłyśmy już w szale zakupowym. Chodziłyśmy z jednego butiku do drugiego. Trochę za tym tęskniłam, ale tylko odrobinkę. Kupiłyśmy kilka modnych ubrań. Zmęczone usiadłyśmy w jednej z kawiarni.
- Jak się czujesz, lepiej trochę?- spytała z troską.
- Nie jest dobrze, ale lepiej.- uśmiechnęłam się, a raczej próbowałam.
- Gerard dziś z nim rozmawiał, ale nie chciał mi nic powiedzieć, był bardzo tajemniczy.
- Nie ważne, dam mu kilka dni. Ja sobie przemyślałam kilka spraw i on też dobrze żeby sobie to przemyślał.
- No dobrze nie rozmawiamy o tym. Jak ci się podoba w Barcelonie?
- Jest pięknie, ludzie są mili i uśmiechnięci, słońce ciągle świeci, prawie jak w snach.- bawiłyśmy się świetnie, a czas płynął nam bardzo szybko. Była 19.40 czyli najwyższa pora wracać do domu. Przekroczyłam próg swojego domu jednak nikogo w nim nie zastałam. A to dziwne. Pierwszy raz zdarzyło się coś takiego. Poszłam na górę i włączyłam laptopa. Na szczęście nigdzie nie znalazłam zdjęcia z Lio. Mam nadzieję, że mało osób je widziało. To mogłoby się źle skończyć. Surfowałam po internecie. Nim się obejrzałam była 22.00. Zdziwiłam się samotnością w domu. W sumie było mi to na rękę. Nie musiałam oglądać ich twarzy. Co zapewne doprowadziłoby mnie do białej gorączki. Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i położyłam spać...

~*~

Poszła na górę, a ja bez słowa wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i ze zdenerwowania uderzyłem ręką o kierownicę wyładowując swoją złość. Oparłem o nią głowę, a jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. Ogarnij się Leo. Nie możesz o niej myśleć. Zraniła mnie jak Manita. Muszę zapomnieć. Przekręciłem kluczyk w stacyjce, odpaliłem samochód i z piskiem opon ruszyłem z podjazdu. Wszedłem do domu trzaskając drzwiami. Pierwsze kroki skierowałem do barku. Otworzyłem go i wyjąłem kilka butelek oraz szklankę. Usiadłem na kanapie, włączając telewizor. Zacząłem oglądać jakiś durnowaty program. W sumie nie wiem o co w nim chodziło. Postawiłem szklankę zapełniając ją alkoholem. Dziś Messi pijemy za to cholerne szczęście w miłości. Twoje zdrowie. Uniosłem ją od ust upijając spory łyk. Na co moja twarz zareagowała skrzywieniem. Lałem szklankę za szklanką. Co raz bardziej upijając się. I po co się tak starałem?! Żeby było tak, jak rok temu? Miłość nie ma sensu. Tylko piłka ma sens. Wtedy przed recepcją myślałem, że...  nawet nie wiem co myślałem. Widziałem w jej oczach ból, chęć bycia inną osobą lepszą, ale dziś...  ach, Messi naiwny jesteś. Myślałem, że jestem rozsądniejszy. Po prostu jestem idiotą. Myślałem, pijąc dalej... 
Założę się, że było dobrze po dwunastej, gdy ktoś zapukał do moich drzwi. Kogo tu do cholery znowu niesie?! Dajcie mi spokój. Pukanie nie ustępowało, a wręcz nasilało się. Jęknąłem głośno i obolały wstałem z kanapy.
- Kto tam?- spytałem z ogromnym bólem głowy.
- Ja.- usłyszałam głos Pique. No tak, kogo innego mogłem się spodziewać.
- Nie ma mnie.
- Otwórz!
- Nie ma mnie.- powtórzyłem
- Jak zwykle uparty.- Gerard nacisnął klamkę i nim się obejrzałem stał już w środku. Kultury trochę. Czego ja wymagam od Pique. Uch!
- Stary coś ty robił całą noc? Dobra już widzę.-powiedział patrząc na puste butelki leżące wokół kanapy.
- Mówiłem, że mnie nie ma.
- Może byś tu posprzątał.
- Nie mam czasu.- odpowiedziałem kładąc się na sofę. Nie miałem ochoty ani siły na głębsze rozmowy. Chciałem tylko świętego spokoju.
- Znów będziesz się nad sobą użalał? Weź się w garść.- wygłaszał te swoje morały jednocześnie przynosząc mi wodę i tabletki na kaca. - Weź.
- Nie chcę. To nie ma sensu.
- Ogarnij się. Wiem, że ją kochasz, idź do niej i jej to powiedz.
- Nie kocham. Będzie jak Manita.
- Gdybyś jej nie kochał, nie wyglądałbyś tak teraz. Skąd wiesz? Po Manicie widać było, że leci na kasę. A ona? Ona cię nawet nie znała. Pokochała takiego jakim jesteś.
- Nie mów mi o niej. Widziałeś wczoraj co zrobiła, wszystkie wspomnienia wróciły. Nie mam siły, ani ochoty przechodzić tego samego po raz kolejny.
- Stary, ale ty już to przechodzisz. Szalejesz na jej punkcie niesamowicie. Za kilkanaście minut Shaki wraca że spotkania z Emilką możesz pójść ze mną i jej powiedzieć, że przepraszasz...- przerwałem mu wzburzony.
- Za co mam przepraszać, hmm?!
- Zachowujesz się jak dzieciak, może masz 24 lata, ale twoje zachowanie tego nie pokazuje. Ubieraj się i idziesz ze mną...
- Nie.- odpowiedziałem kategorycznie.
- Na trening.
- Powiedz, że jestem chory.
- Uparty jesteś. Jak cię znienawidzi, wtedy już będzie za późno.
- Zraniła mnie, a ty mówisz, że mnie znienawidzi. Słuchaj mnie czasem. Gerard kocham ją, ale tak cholernie się boję, boję się, że będzie jak rok temu z Manitą. Nie mam na to siły.- wykrzyczałem przyjacielowi wszystkie swoje żale.
- To zrób coś, a nie siedzisz zalany w trupa na kanapie i kłamiesz. Dziś powiem trenerowi, że cię nie będzie, ale ostatni raz kryje ci dupę, pamiętaj - ostatni.
- Dobra, dobra.
Gerard wyszedł, a ja wróciłam do poprzedniej czynności. Czyli do leżenia na kanapie. Jednak nie było to najprzyjemniejsze uczucie. Ból rozsadzał mi głowę od środka. Zaraz oszaleję!

~*~

Dni mijały mi powoli, można powiedzieć bardzo powoli. Wstawałam, przebierałam się i bez słowa wychodziłam z domu. Nie miałam ochoty na rozmowę z ludźmi, którzy ranią mnie na każdym kroku i nie zauważają tego. Na treningach byłam bardzo skupiona, a raczej próbowałam być. Rozmawiałam z dziewczynami, ale najwięcej z Daniell. Z jednej strony byłam szczęśliwa bo nikt nie zauważył mojego zdjęcia z Leo. Z drugiej tęskniłam i myślałam o nim każdego dnia. Wiem, że go zraniłam, ale każdy ma prawo do błędu. Chciałam mu powiedzieć, ale on nie chciał mnie słuchać. Nie będę robiła tego na siłę. Nie chce to nie. 
Całe dnie spędzałam na boisku, przez co bardziej poznałam Diego i Enrique, z którymi dawno nie rozmawiałam, co było moim sporym błędem. Można powiedzieć, że stali się moimi męskimi przyjaciółmi. Czułam, że mogę na nich polegać. Ja pomagałam im z chemią i fizyką, a oni uczyli mnie grać. Ćwiczenia z nimi bardzo dużo mi dały. Wiem, że teraz gram lepiej... Lepiej?! Gram świetnie, nie chcąc się chwalić, oczywiście. Wracając do lekcji. Nie mówiłam wam chyba o mojej poprawie. Więc od jakiegoś czasu moje oceny polepszyły się i to nie mało. Oj Hiszpanio zmieniłaś mnie na lepszą. Sama się nie poznaję...

~*~

Każdego dnia siedziałem z telefonem w dłoniach i myślałem nad rozmową z Emi. Biłem się z myślami. Chciałem do niej zadzwonić, a zaraz potem byłem wściekły.
Aż do czwartku rano. Tegoż oto dnia dostałem  propozycje od zarządu, która mogła zmienić tą sytuację.
Wszedłem do gabinetu prezydenta klubu witając się z nim uściskiem ręki.
- Prosił pan żebym przyszedł.
- Siadaj. Mam prośbę nie do odrzucenia. Czy mógłbyś dziś pójść na trening dziewczyn. Opowiesz im, jak wyglądają wasz mecze od strony szatni, pokarzesz kilka tricków, doradzisz... Wiesz o co chodzi.
- Oczywiście. O której?
- O 16.00 czyli za pół godziny. Z góry dziękuje.
- Nie ma problemu, dla mnie to przyjemność.- wstałem ruszając w kierunku drzwi.
- Do widzenia Leo. Tylko się nie spóźnij.
- Spokojnie, do widzenia.
Wyszedłem z gabinetu udając się w stronę korytarza. Usiadłem na jednej z ławek i zacząłem myśleć. Jednak ta chwila nie trwała długo. Już po pięciu minutach otrzymałem telefon od trenera Alonso. Wstałem, udając się spokojnym krokiem w stronę boiska...

~*~
  
Jak zwykle przed treningiem siedziałyśmy w szatni czekając na jego rozpoczęcie.
- Ej, słyszeliście nową plotkę o Leo Messim? Podobno ma dziewczynę.- powiedziała Lona. Daniell spojrzała na mnie, a mi momentalnie zrobiło się gorąco. Czyżby o wszystkim wiedziały? Myślałam, że nikt o tym nie wie.
- Coś słyszałam, ale to na pewno plotka, nie pamiętasz już ile ich tworzą brukowce.- odpowiedziała inna z dziewczyn.
- To głupota. On nie ma czasu na dziewczyny, jest zajęty grą.-  powiedziała inna.
- Skąd możecie to wiedzieć. Przecież go nie znacie, nie spędzacie z nim czasu. Prawdę zna tylko on i ta dziewczyna, o ile istnieje.- tym razem to ja zabrałam głos.
- Oj tam, oj tam, nie ważne. To jego życie, ale chyba musimy już wychodzić.- zakończyła temat Daniell. Ruszyłyśmy na murawę. Trening się zaczął i przebiegał, jak zawsze, lecz tylko do pewnego momentu. Trener wykonał telefon. Niby to normalne. Ale mówił szeptem, a to ze względu na jego ton głosu było bardzo dziwne.
- Dziewczyny, podejdzie na chwilę.- krzyknął, a my zdążyły do niego przebiec. Nagle obok Alonso pojawił się pewien piłkarz. Niewysoki, szczupły, lecz dobrze zbudowany. - Założę się, że znacie tego pana. Oto Leo Messi przed wami. Będzie wam dziś pomagał na treningu.- dziewczyny prawie rzuciły się na idola, a ja stałam nieruchomo. Przepraszam bardzo, czy to jest jakiś żart?! Nie mam zamiaru z nim grać, rozmawiać, nawet na niego patrzeć. Niedoczekanie...

- Spokojnie dziewczyny, z każdą z was porozmawia.- próbował je uspokajać. Czym wy się tak podniecacie? Człowiek, jak każdy inny. No może z małym wyjątkiem. Ma śliczne brązowe oczy... Stop! Zatrzymaj mózg bo zaczynasz od nim marzyć. Pora się ogarnąć.
- No właśnie, dajcie mi chwilę.- zaśmiał się Leo. Poczułam małe ukucie w sercu. Przyznam, brakowało mi tego głosu, tego śmiechu. Najnormalniej w świecie tęskniłam za nim.
- Wracajcie do treningu. My porozmawiajmy i każdą dziewczynę będziemy osobno do siebie prosić.- powiedział głośno Alonso. Tak też się stało. Ćwiczyłyśmy spokojnie, a oni każdą po kolei zabierali 'na stronę'. Przyszedł czas i na mnie. Byłam ostatnia, co zdecydowanie było mi na rękę. Jak już mówiłam. Nie mam zamiaru z nim rozmawiać.
- Emilia!
- Nigdzie nie idę.- krzyknęłam do trenera odbijając futbolówkę i robiąc dookoła świata. Tego też nauczyli mnie Enrique i Diego.
- Emilia, ja ci karzę przyjść, to nie jest prośba.- podeszłam do nich. Powoli kroszek za kroczkiem nie spiesząc się wcale. A co mi tam, zagram na zwłokę. Stanęłam naprzeciwko nich nie patrząc na piłkarza.
- Pokaż co potrafisz.- kontynuował trener. Czy ja jestem na castingu do top model, że mówią do mnie jak do zabawki. Pokaż co potrafisz! Siad! Aport! Leżeć! Popatrzyłam na nich wrogo i położyłam piłkę na boisku. A teraz patrz piłkarzyku. Strzeliłam karnego, pokazałam kilka sztuczek. Po wszystkim wzięłam futbolówkę do rąk i uderzając nią o klatkę piersiową piłkarza oddałam mu ją mocnym ruchem. Na koniec ukłoniłam się nisko chcąc pokazać swoją wyższość.
- Trochę więcej szacunku. Co się dziś z tobą dzieje?- spytał mocno wzburzony Alonso na co wzruszyłam ramionami.
- Nic się nie stało. Chodź zagramy.- zaproponował. Pff... Ja mam z tobą grać? Wypowiedziałam się już na ten temat.
- Nie mam ochoty.
- Teraz nie masz ochoty, tak...- przerwałam mu zabierając futbolówkę i stawiając ją na środku boiska. Sprowokował mnie! Jak to mówią: kobieta zmienną jest.
- No dobrze, 1 na 1.- odparłam obojętnie, a on uśmiechnął się i pochylił się w moją stronę. Nie zapędzasz się? To, że zgodziłam się z tobą zagrać nie zmienia faktu, że jestem zła. 
- Spotkaj się dziś ze mną. W tej kawiarni na rogu. Po treningu będę na ciebie czekał.- wyszeptał mi do ucha. Poczułam jego ciepły, miętowy oddech ma szyi i niemal rozpłynęłam się na środku boiska. Opanuj się bo jeszcze ktoś coś zauważy.
- Gramy!- krzyknęłam wybijając piłkę, którą po chwili mi odebrał, sprytnie mnie okiwał i kopnął do siatki. Leo 1, Emilia 0. Nie podoba mi się to... Swoją drogą zdolna bestia z niego.
Wyjęłam futbolówkę z siarki znowu położyłam ją na środku.
- Zacznij.- powiedziałam szybko. A co mi tam, niech stracę. Piłkarz kopnął piłkę, lecz ja szybko go zablokowałam odbierając ją i nim się podniósł ja dobiegłam do jego bramki, spokojnie zmierzyłam i wpakowałam piłkę w prawe okienko.  Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie z zadzadroscią?! Serio? Co prawda tylko ja zabgałam z nim sparing, który zakończył się wynikiem 3:3. Jedynie Daniell stała z boku i chyba się ze mnie śmiała. No wiesz, co? Śmiać się z przyjaciółki. Zna mnie dość dobrze i zapewne była rozbawiona moim 'wrogim' zachowaniem. Trening się zakończył, a my znów zaczęłyśmy gadać. Ale z nas plociuchy.
- Emi powiedz mi, jak to jest? Jesteś tu najkrócej, grasz prawie najlepiej i jeszcze sam Leo Messi zagrał z tobą mini mecz.- spytała Noelle.
- Ma się to coś.- zaśmiałam się głośno, a reszta dziewczyn dołączyła do mnie. Skromność to moje drugie imię, nieprawdaż? Przebrałam się i wyszłam. Przypomniałam sobie o propozycji Leo. Zaryzykuję, zobaczę co ma mi do powiedzenia. Stanęłam przed drzwiami kawiarenki, wzięłam głęboki oddech. Będzie, co będzie. Złapałam za klamkę i otworzyłam drzwi. Rozejrzałam się do okoła znajdując go przy jednym stolików.
- Czeka pan na kogoś?- spytałam. Dlaczego jestem taka miła? Powinnam być wściekła. Usiadłam po drugiej stronie próbując zachować poważny wyraz twarzy.
- Na pewną panią, ale widzę, że już przyszła. Zamówić ci coś?
- Nie dziękuje. Przyszłam, jak prosiłeś.
- Skoro nic nie zamawiasz to może pójdziemy się przejść?
- No dobrze...- odpowiedziałam. Czy on za każdym razem zaprasza mnie do kawiarni żeby iść na spacer? Logika faceta...
  Doszliśmy na plaże w to samo miejsce co za pierwszym razem. Między nami panowała niezręczna cisza, Leo rozłożył koc.
- Musimy porozmawiać...- zaczął. Co ty nie powiesz? Może będziesz milczał jeszcze przez kilka dni. Nie krępuj się, śmiało.
- Chciałam to zrobić dwa tygodnie temu, ale ty nie chciałeś mnie wysłuchać...- powiedziałam obojętnie.
- Tak, to prawda. Pozwól, że teraz ja ci coś wyjaśnię. Rok temu rozstałem się z dziewczyną. Na początku było miło. Bardzo ją kochałem, aż do czasu. Wszystko zaczęło się na jednej z imprez po meczu, tak jak ostatnio. Zaczęła pić z chłopakami. Coraz więcej i więcej, prawie co noc była na imprezie. Tamtego dnia, jak zobaczyłem cię pijącą, wystraszyłem się, że będziesz taka jak ona. Wiem każdy może się napić, ale powróciły do mnie wspomnienia... bardzo bolesne. Gdy przychodziła zalana to robiła mi ciągle awantury. Mówiła, że ją zdradzam z fankami. Bardzo mnie to bolało. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Wróciłem dzień wcześniej że zgrupowania z Argentyny. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ją na kanapie z jakimś obcym facetem...- przerwał. Powstrzymywał uczucia. Niby nie był z tą dziewczyną już rok, ale nadal wzbudzało to w nim złe emocje. Usiadłam tak, by spojrzeć mu w oczy. Już nie mogłam być na niego zła. Zrozumiałam wszystko. Mimo to zrobiło mi się przykro, że tak szybko mnie ocenił.
- Rozumiem, ale powiedz mi. Dlaczego myślisz, że będę taka jak ona?
- Sam nie wiem. Dlatego tak bardzo boję się zaangażować.
- Wiesz, bo ja też muszę ci coś powiedzieć. Jak byłam jeszcze w Polsce zachowywałam się okropnie. Prawdą było to co mówił Adam na tej imprezie. Takich konkursów było nawet kilkanaście jednej nocy. Dla mnie najlepszą imprezą była ta, po której mało pamiętałam. Co tydzień to samo. Wszystko zmieniło się wraz z moim przyjazdem do Barcelony. To było pierwszego dnia, gdy dowiedziałam się, że muszę grać w piłkę. Załamałam się więc zadzwoniłam do mojej dawnej przyjaciółki, by się jej wypłakać. Usłyszałam, jak rozmawiała z moim byłym chłopakiem. Mówili, że ich olałam, że są parą. Załamałam się. Moje życie w dwa dni obróciło się o 180 stopni. Wtedy postanowiłam pójść na testy sprawnościowe do drużyny, zdałam je, zmieniłam swój wygląd. Z tandetnej blondynki stałam się taka, jaka jestem teraz. Tamtej nocy zaraz po tym nieszczęśliwym konkursie przyszłam żeby ci to powiedzieć, ale ty milczałeś. Wolałam żebyś na mnie krzyczał, a ty nie zareagowałeś. Wiesz, jak okropnie się czułam przez ostatnie tygodnie? Trzymałam się tylko dzięki piłce. Codzienne wychodziłem z Diego i Enrique grać. To oni nauczyli mnie tego co dzisiaj widziałeś, a mogłeś to być ty...- nagle mi przerwał.
- Czyli ty chciałaś żebym cię czegoś nauczył, czekałaś na mój telefon, a ja? Ja myślałem tylko sobie. Jestem dupkiem, nie zasługuje na ciebie.- powiedział i zaczął wstawać. Że co?! W ostatniej chwili złapałam rękaw jego bluzy przez co znowu usiadł. Zbliżyłam do niego swoją twarz i nieśmiało musnęłam jego wargi. Dopiero teraz zrozumiałam, jak bardzo za nim tęskniłam. Brakowało mi jego dotyku.
- Wiesz, że bardzo cię kocham?- powiedział wpatrując się w moje oczy, w których pojawiły się łzy. Otarłam je rękawem swojej ciepłej, błękitnej bluzy. Leo delikatnie pocałował mnie w policzek, a ja mocno się w niego wtuliłam. Wyciągnęłam rękę i pokazałam mały palec.
- Obiecajmy sobie, że będziemy o wszystkim rozmawiać, że teraz będzie para siempre.- on uczynił ten sam gest. Zahaczył swój palec.
- Na zawsze.- zbliżył swoją twarz, tak że dzieliło nas zaledwie kilka milionów i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Siedzieliśmy na plaży kilka godzin. Pływaliśmy chwilę w morzu, potem głównie rozmawialiśmy na bliżej nie określone tematy. Opowiadałam mu o swoim życiu w Polsce, a on o trudnym dzieciństwie i chorobie. Oparłam się o jego tors, a w odpowiedzi objął mnie ramieniem. Czułam się przy nim szczęśliwa i bezpieczna.
- Widziałeś to zdjęcie z meczu?
- Tak, to ja kazałem je usunąć.
- Dziękuje. Nie wstydzę się związku z tobą, ale nie chce żeby cały świat o tym wiedział.- od razu wyjaśniłam.
- Myślę tak samo, ale prędzej, czy później wszyscy się dowiedzą.- dodał. 
- Wiem, ale nie jestem jeszcze na to gotowa.
- Nie rozmawiamy o tym. Za kilka miesięcy mam zgrupowanie, jedziesz ze mną do Argentyny?
- Bardzo bym chciała, ale nie wiem, czy rodzice mi pozwolą... Kiedy to będzie?
- Chyba 28 maja.
- No to idealnie, bo 20 kończę 18 lat.
- Świetnie. Skoro rozmawiamy o piłce, to może masz ochotę wybrać się do mnie na trening?
- No nie wiem, nie wiem.- powiedziałam ironicznie.- Co będę z tego miała?
- Zobaczysz mnie.- zaśmiał się.
- Kusząca propozycja...  to kiedy?
- Jutro o 17.00.
- Mogę zabrać ze sobą Daniell?
- Oczywiście.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie. Nagle zadzwonił  mój telefon. Matka. Znów to samo. Pozazdrościć wyczucia czasu.

  •  Kiedy masz zamiar wrócić do domu?
  •  Nieważne, teraz to was interesuje?
  •  Jak ty się do mnie odzywasz?
  •  Jak? Powinnam już dawno to zrobić. 

Kończąc zdanie rozłączyłam się. Nagle ich obchodzę? Całe życie mieli mnie gdzieś. Liczył się tylko Adam. A teraz sobie o mnie przypomnieli?
- Może jednak cię odwiozę?- spytał, patrząc na mnie z troską.
- Jeszcze nie.- rozpłakałam się i znowu przytuliłam do chłopaka. - Leo powiedz mi, dlaczego to ja mam takiego pecha. Od kiedy pamiętam muszę zajmować się sobą i Adamem. Przecież on ma tyle lat, co ja. Nie nam już siły.
- Skarbie, nie przejmuj się.- pocałował mnie w czoło.- To nie twoja wina. Starasz się. Jeśli chcesz odwiozę cię do domu, jeśli nie, możesz nocować u mnie.
- Nie, lepiej nie. Wtedy dopiero będzie awantura. Posiedźmy jeszcze chwilę i odwieziesz mnie.
- Jak sobie życzysz.- powiedział próbując rozweselić atmosferę. Posiedzieliśmy jeszcze moment i zaczęliśmy zbierać się z plaży. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Stanęliśmy pod drzwiami.
- Lepiej już idź, jak cię tu zobaczą będą wściekli. Wydaje mi się, że przestaną cię lubić.- dałam mu buziaka w policzek. On odszedł machając, a ja zrobiłam to samo i weszłam do środka.
- Gdzie byłaś?
- Na treningu.
- Tyle godzin?!
- Teraz was obchodzę, tak?
- Nie zaczynaj. Siadaj mamy dość ważną wiadomość, którą musimy ci przekazać.- W tym domu wspólne siedzenie przy stole mogło oznaczać jedynie złą wiadomość. Usiedliśmy i zaczęli jeść. Ja natomiast spędzałam bawiąc się widelcem, dzięki któremu poznawałam anatomię sałatki.
- Lecimy do Polski.- powiedział ojciec, a ja zakrztusiłam się pomidorkiem koktajlowym.
- Co?! Znowu przeprowadzka?!- krzyknęłam zdziwiona nie mogąc pohamować emocji. Nie mogą mi tego zrobić. Ucieknę do Leo, przysięgam ucieknę do niego.



wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 5 "A miało być para siempre"

Nic nie trwa wiecznie, niebezpieczne, jest wierzyć, że coś trwa wiecznie.*

Minęły 2 tygodnie. Dni do meczu, na który dostałam wejściówki płynęły z zawrotną prędkością. W ciągu tego czasu spotkałam się z Leo jeszcze kilka razy.
- Gotowa jesteś?
- No czekaj, co się gorączkujesz.- W całym domu słychać było nasze wrzaski.
- Już, wychodzimy.
- Nareszcie...
Ruszyliśmy w stronę Camp Nou. Gdy doszliśmy, zobaczyliśmy olbrzymi stadion o bordowo-granatowych barwach. Robił ogromne wrażenie. Był piękny. Znaleźliśmy swoje miejsca, jak się okazało w loży VIP. Siadając widzieliśmy wszystkie Wag's. O matko! Czy tam siedzi Shakira?! Czy ona się mi przygląda? Zaraz zemdleję. Nagle dostałam SMSa "Przyjdź pod szatnie. L". Migiem ruszyłam w to miejsce, gdy doszłam Leo już na mnie czekał. Oparty o ścianę bawił się telefonem, na mój widok uśmiechnął się i podbiegł w moją stronę.
- Chodź.- złapał mnie za rękę i pociągnął do schowka na miotły. Staliśmy w półciemnym pomieszczeniu. Co on chce ze mną zrobić? Błagam nie bądź gwałcicielem albo seryjnym mordercą. Byłam trochę wystraszona, lecz to uczucie minęło, gdy przytulił się do mnie. 
- Mam coś dla ciebie.- wyciągnął zza pleców ładnie opakowane pudełko.- Otwórz, proszę.- wzięłam je do reki i wykonałam to o co prosił. W środku znajdowała się klubowa koszulka z napisem "Messi 10". Jednak największym zaskoczeniem był napis przy kołnierzyku "Para siempre" znaczący - na zawsze. Wzruszyłam się, a jedna łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz- powiedział przytulając mnie i ocierając łzę.
- To ze szczęścia.- odpowiedziałam mocniej się w niego wtulając.
- Chciałbym ci coś powiedzieć.- jąkał się ze stresu. Nawet zaczął wyłamywać palce. Przestań, nie lubię tego. Powiedz mi to w końcu bo oszaleję. - Ale nie wiem jak mam to zrobić... Kocham cię. -mówiąc ostatnie zdanie spojrzał mi głęboko w oczy. Chyba się przesłyszałam. On mnie kocha! Miałam ochotę zacząć krzyczeć, skakać i biegać.
- Może to głupie, bo znamy się tak krótko, ale... ja ciebie też.- przysunął mnie do siebie tak, że dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Objął moją twarz dłonią i złożył na ustach czuły pocałunek. Byłam w siódmym niebie. To nie mogło dziać się naprawdę. Marzyłam, by ta chwila nigdy się nie skończyła. Niestety za kilkanaście minut mecz... Wyszliśmy z pomieszczenia, udałam się do łazienki, aby zmienić koszulkę i wróciłam na miejsce.
- Skąd to masz?- spytał zaciekawiony Adam. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Pokazałam palcem na piłkarza, który wchodził własnie na murawę i uśmiechnęłam się szeroko.
- Od niego.- Leo spojrzał na trybuny i puścił do mnie oczko, a ja mu pomachałam.
Sędzia dmuchnął w gwizdek zaczynając mecz. Akcja była wartka, ciekawa i bardzo emocjonująca, co widać było po Adamie. Cieszył się każdym przejęciem i jednocześnie tłumaczył mi wszystko co się działo na boisku. Pierwsza polowa zakończyła się wynikiem 0:0. Podczas przerwy podeszła do nas Shakira.
- Hej, jestem Shaki. To o tobie Leo nam opowiadał.- Zaraz, zaraz co?! Podchodzi do mnie sama Shakira i mówi, że Leo o mnie opowiadał. Chyba umrę. Tu się dzieje zbyt dużo, jak na tak krótki czas. 
- To... to chyba ja.- zaśmiałam się nerwowo.
- Po meczu robimy małą imprezę z Gerardem, mam nadzieje, ze wpadniecie ty i twój...
- To mój brat, zresztą widać podobieństwo.- przyciągnęłam go do siebie po czym zaśmialiśmy się głośno. - To jak braciszku idziemy?
- Jeszcze się pytasz? Oczywiście.
- To świetnie, będziemy na was czekali.
Rozmowę przerwał nam gwizdek sędziego, obwołujący początek drugiej polowy. Wczułam się w mecz i reagowałam jak każdy na tym stadionie. Nawet śpiewałam przyśpiewki. Marnie bo marnie. Ale liczą się dobre chęci. Była 66 minuta, gdy Leo wpakował piłkę do siatki. Ludzie na trybunach poderwali się i  skandowali "Messi! Messi! Messi", a my przyłaczyliśmy się do nich. Dwie minuty później sytuacja powtórzyła się. Tym razem bramkę strzelił Neymar. Mecz ciągle trzymał w napięciu. Było kilka akcji, które mogły zagrozić wynikowi, lecz w 89 minucie Argentyńczyk znowu strzelił gola, po czym podbiegli do niego koledzy z drużyny i zaczęli się cieszyć. Za chwile sędzia odgwizdał koniec meczu, a szczęśliwi piłkarze zaszli z boiska. Piłkarz podszedł do trybun, a ja zbiegłam w w jego stronę. Dzieliła nas tylko barierka. Nachyliłam się i pocałowałam Leo. W tym czasie Adam zobaczywszy całe zdarzenie stal z otwartymi ustami, jak zamurowany. Lio pomógł mi zejść na murawę i razem z nim, trzymając się za ręce weszliśmy do tunelu.
- Wiesz, że jestem z ciebie bardzo dumna?
- Czym sobie na to zasłużyłem?
- Tymi pięknymi golami.- powiedziałam z rozbawieniem w głosie.
- Idziesz do Shaki i Gerarda?
- Tak, będę z Adamem.
- Czekajcie tu na mnie za 15 minut.- pokiwałam twierdząco głową.
Piłkarz odszedł zamykając za sobą drzwi do szatni,  z której dobiegały okrzyki radości, a ja poszłam po Adama.
Zgodnie z umową czekaliśmy na Leo pod szatnią.
- Co to było, to na boisku?- spytał lustrując mnie wzrokiem. No i się zaczęło...
- Ale co?- próbowałam udawać głupią.
- Ty i Messi. Nie wierzę...
- Co w tym dziwnego?
- Nic, porostu się dziwie, ze jesteś z najlepszym piłkarzem na świecie. Od razu wiedziałem, ze przyjazd tu będzie świetną przygodą.
- Interesujesz się mną, lepiej powiedz jak z Daniell.- odbiłam piłeczkę.
- Powiem ci szczerze, że mam pewne plany co do niej.
- Mmm... ciekawe, ciekawe...
- Jutro ma urodziny i z tej okazji chciałbym zabrać ją na plaże, na której będzie dużo palących się lampionów, tort i szampan.
- Normalnie cię nie poznaję. Ja nic nie powiem, buzia na kłódkę.- zaśmiałam się i już nie moglibyśmy dokończyć rozmowy, bo z szatni wyszedł Leo.
- Gotowi?
- Jasne!
Weszliśmy na parking i wsiedliśmy do samochodu. Adam usiadł w fotelu pasażera tuż obok swojego idola, a ja byłam skazana na tylne siedzenie. Czy ty sobie nie pozwalasz na za wiele?! Dzięki komu tu jesteś drogi Adamie? Przypomnieć ci. Leo wjechał do dzielnicy, w której znajdował się dom Pique. Zaparkował pod ogromną willą, zapukał do drzwi. Otworzyła nam Shakira.




- Nareszcie jesteście, zapraszam.- weszliśmy do środka, momentalnie wszyscy piłkarze podeszli do nas. Przez moment poczułam się jak eksponat w muzeum, albo zwierzę w zoo.
- A co to za piękna pani?- usłyszeliśmy w wejściu. Moje policzki zapewne przybrały kolor buraka.
- To Emilka, sorry Ney, ale jest ze mną.- zaśmiał się Leo - A to jest jej brat, Adam. Gra w Barcy B.
- Hej.- przywitał się z niedowierzaniem. Pierwszy raz widzi swoich idoli i jeszcze jest z nimi na imprezie.
- uuu Leo to konkurencja ci rośnie.- kontynuował Brazylijczyk. Adam momentalnie wybuchł śmiechem.
- Ja następcą mistrza... nie w tym wcieleniu. Ale ty masz jakieś szanse.- odpowiedział Polak, a Leo delikatnie się zawstydził i wziął mnie za rękę.
- Chodź bo się głupotą od nich zarazisz.- wybuchłam śmiechem.
- Za to Adam idzie z nami.- krzyknęli chórem piłkarze. I odeszli. Zostaliśmy sami, jednak ta chwila nie trwała długo. Nagle pojawiła się Shakira i Gerard.
- Siema gołąbeczki!- krzyknął mężczyzna i znacząco poruszył brawami. Czyżbym o czymś nie wiedziała?
- Pique ogarnij się.- odpowiedziała jego partnerka. - Chyba chciał w ten sposób powiedzieć, że wam gratuluje i rzeczy powodzenia.
- Dziękujemy.- odpowiedziałam uśmiechając się do piosenkarki.
- Mam takie małe pytanie. Znalazłabyś jutro trochę czasu? Chciałabym cię zabrać na zakupy, jeśli się zgodzisz, oczywiście.
- Pewnie, że znajdę czas.- odparłam bez namysłu. O mój Boże, czy wy to słyszycie? Shakira zaprasza mnie na zakupy. Nie mogę w to uwierzyć.
- Świetnie. Pogadamy potem. No Gerard spadamy.- odeszli, a ja obróciłam się w stronę Leo.
- Idziemy tańczyć!
- Ale ja nie umiem.
- Umiesz, ja cię nauczę.- naciskałam. Chwilę później byliśmy już na parkiecie i wirowaliśmy w tańcu. Przetańczyliśmy ze sobą kilka piosenek, lecz musieliśmy chwilę odpocząć. Chłopak przyniósł przyniósł mi coś do picia.
- Mówiłeś, że nie umiesz tańczyć.
- No, bo to prawda.
- Skoro to się nazywa brak talentu do tańca to ja jestem Leo Messi
- W takim razie, jesteś pięknym Messim.- zaśmialiśmy się oboje.
- Idę poszukać Adama.
- Zaczekaj pójdę z tobą.
Ruszyliśmy i znaleźliśmy go siedzącego w kuchni, pijanego oraz grającego w karty z drużyną. Mężczyźni śmiali się że wszystkiego, a wokół nich leżało kilka pustych butelek.
- O! Emilka, chodź do mnie.- krzyknął w moją stronę. Już w jego głosie słyszałam, że jest nawalony w trzy dupy. W domu będzie awantura. Lepiej się tam dziś nie pokazywać.
- Adam, jak ty wrócisz do domu?- załamałam się.
- Będziecie spali u nas.- powiedział Pique. Uważaj bo to takie proste.
- No właśnie. Wyluzuj!- krzyknął mój bliźniak.
- Lepsze to niż słuchanie morałów matki.- powiedziałam pod nosem i odeszłam. Znowu poszliśmy na parkiet, jednak tym razem leciała wolna piosenka. Piłkarz położył dłonie na moich biodrach, a ja objęłam rękami jego szyję. Wpatrywał się moje w oczy, a ja nie mogłam się powstrzymać, aby nie zrobić tego samego. Kołysaliśmy się w spokojny rytm piosenki. Później zatańczyliśmy kilka szybszych kawałków. Gdy nagle podszedł do nas całkiem pijany Adam.
- Ej, siostra napijmy się.- zaproponował
- Nie.- uciełam krótko. Nie mogłam do tego dopuścić, nie w towarzystwie Messiego.
- No dawaj. Wymiękasz? Nie pamiętasz tych imprez w Polsce?
- Kiedyś to było kiedyś.- nagle cały tłum zaczął krzyczeć- Dawaj, dawaj, dawaj... Pozostało mi tylko się zgodzić. Jeden kieliszek chyba nie zaszkodzi, prawda. Zasiadłam z bratem do stołu.
- Leo leje.- krzyknął Alexis, który był 'sędzią', a piłkarz wziął butelkę w dłoń i jednym ruchem napełnił wszystkie kieliszki. Siedziałam naprzeciw niego, wpatrując się z wściekłością. Przed nami stała nalana wódka.

- 3...2...1... pijemy!- krzyknął Pique. Po raz ostatni spojrzałam na Argentyńczyka, miał smutną minę. Było już za późno żeby się wycofać. Zaczęłam przechylać kieliszek za kieliszkiem.
- Wygrywa Emi!- krzyknął Alexis unosząc moją rękę niczym sędzia zawodnikowi na ringu po wygranej walce. - Leo, ale sobie laskę wybrałeś.- kontynuował. Jednak Messi stał z boku ze smutkiem w oczach. Mimo wygranej nie byłam z siebie dumna. Odszedł do innego pokoju. Po chwili podeszłam do niego, nachyliłam się, by go przytulić, a on odsunął się milcząc.
- Powiesz mi o co chodzi.- spytałam, lecz on tkwił wpatrzony w ścianę przed sobą.
- Aha... czyli teraz nie będziesz się do mnie odzywał...- on dalej nie reagował.- Dobrze, ja nie będę naciskać, nie chcesz rozmawiać, to nie. A przyszłam tu żeby ci coś wyjaśnić, jak widać na próżno.- odeszłam, a piłkarz nawet się nie spojrzał. Czyli teraz będziemy się unikać. Po co mnie w sobie rozkoszowałeś? Teraz zostawisz mnie bo raz się napiłam, tak? Dziecinada. Gdzieś w tłumie znalazłam Shakirę.
- Shaki pokarzesz mi, gdzie mam spać?
- Oczywiście, chodź za mną.
Poszłyśmy na górę. Kolumbijka pokazała mi pokoik i łazienkę, naszykowała pościel oraz ręczniki. Wychodziła właśnie z pokoju, lecz zatrzymała się zawróciła.
- Pokłóciliście się, prawda?- spytała. W moich oczach pojawiły się łzy. Gdy zaczęło mi na nim zależeć, on tak po prostu przestał się do mnie odzywać. Chciałam mu opowiedzieć o moim życiu w Polsce, ale nawet nie dał mi szansy. Naprawdę...
- Słyszysz mnie?
- Tak, tak. Przepraszam zamyśliłam się.
- Siadaj, muszę ci coś powiedzieć. Znam Leo jak mało kto. W końcu jest przyjacielem Gerarda i częstym gościem w naszym domu. Daj mu trochę czasu. Ma trudny charakter. Jest zamknięty w sobie, skryty. Jestem w szoku, że w ogóle z nim jesteś. Nie ma śmiałości do kobiet, poprzednia dziewczyna bardzo go zraniła. Gdy przyjdzie czas, on się do ciebie odezwie, daj mu go trochę. On już taki jest.- wytłumaczyła mi wszystko.
- Mhm... Rozumiem, ale ta jego obojętność. Wolałabym żeby krzyczał, a on nawet na mnie nie spojrzał.
- Wiem, że to trudne, ale spróbuj. Mam nadzieję, że jutrzejsze zakupy są aktualne? Ja już idę, śpij dobrze.
- Nic innego mi nie pozostało. Oczywiście, że aktualne. Dziękuje, do jutra.- zakończyłam, Shaki pocałowała mnie w czoło i wyszła. Zostałam całkiem sama, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Nie potrafiłam udawać, że nic się się stało. Zranił mnie i to bardzo. A miało być para siempre...

Rano zwlekłam się z łóżka. Męczył mnie straszny ból głowy i morderczy kac. Na samą myśl o wczorajszych wydarzeniach chciało mi się płakać, jednak nie mogłam pokazać po sobie tej słabości. Przebrałam się i zeszłam na dół. W salonie zobaczyłam kilku piłkarzy śpiących na kanapie, Adam natomiast, spał na podłodze mocno przytulony do Gerarda. Podeszłam do nich na paluszkach i lekko trąciłam nogą bliźniaka. Ten zląkł się.
- Wstawaj, musimy wracać do domu.- szepnęłam do niego.
- Ale mnie głowa boli.- jęknął. Trzeba było więcej wypić. Jak rodzice zobaczą go w takim stanie to chyba mnie zabiją.
- Nic dziwnego. Ogarnij się trochę, a ja ci przyniosę coś do picia.- weszłam do kuchni, w której siedziała już Kolumbijka, pijąca poranną kawę.
- Nie śpisz już? Ja przyszłam tylko się napić i spadamy do domu.
- Co tak szybko? Nie napijesz się ze mną kawy?
- Musimy wracać do domu, rodzice będą wściekli. Leo nie ma, prawda?
- Niestety nie, jak wróciłam wczoraj od ciebie z góry, to już go nie widziałam. Przyjedź do mnie o 13.00 to pojedziemy na zakupy.
- Dobrze, a teraz to naprawdę idę.- wymusiłam uśmiech.

Ruszyłam w stronę drzwi, przy okazji zabierając ze sobą brata. Bylibyśmy już blisko domu.
- Znowu będę miała przez ciebie problemy.
- Oj, nie ważne...- jęknął Adam, tak bardzo bolała go głowa. Jak zwykle przejmował się tylko czubkiem własnego nosa. Dlaczego mu zaufałam? Wciąż jest takim samym idiotą, jak dawniej. Nic się nie zmieniło.
- Ważne, ważne.- kończąc te słowa znaleźliśmy się pod domem. Otworzyłam drzwi...

~~~
* Sidney Polak "Otwieram wino".