piątek, 30 maja 2014

rozdział 4 "On jest niemożliwy".

Znajdź w swoim życiu choć trochę optymizmu i rozdawaj go przypadkowym ludziom. 

Siedziałam w szatni kręcąc telefonem lub sprawdzając godzinę.
- Powiesz mi co się dzieje?
- Nieważne.
- Nie, "nie ważne" tylko gadaj. Po treningu zabieram cię do naszej ulubionej kawiarni.
Daniell próbowała wypytać mnie o powód mojego rozbicia. Jednak nie mam najprostszego charakteru i wydobycie ze mnie jakiejś informacji o stanie mojej psychiki to nielada wyczyn. Cały trening Hiszpanka przyglądała mi się, dobrze to widziałam. Z resztą dzisiejsze ćwiczenia to tragedia. Byłam rozkojarzona, w dodatku nie myślałam, większość moich podań było niecelne. Za karę trener kazał mi biegać 10 kółek. Nagroda pocieszenia na poprawę humoru. Brawo panie Alonso.
- Przebieraj się szybko.
- Ja nigdzie nie idę.
- Idziesz i nie ma odmowy.- powiedziała stanowczo. 
Wchodziłyśmy właśnie do kawiarni, gdy spojrzałam na miejsce pierwszego oficjalnego spotkania z Leo. Przypomniałam sobie wszystko. Okropnie go potraktowałam, a on przecież tak się dla mnie starał. Łza zakręciła mi się w oku. Zamrugałam kilka razy, aby się jej pozbyć. Po wejściu zajęłyśmy nasz ulubiony stolik.
- Podać coś paniom?- spytał jeden z przystojnych kelnerów.
- Dla mnie latte, a dla tej pani duże, czekoladowe ciastko na poprawę humoru.
- Już się robi.- odpowiedział uśmiechając się do mnie zalotnie. Na podryw mu się zebrało. Jakbym miała mało swoich problemów. Ja myślałam tylko o jednej osobie i o moim okropnym zachowaniu. Daniell próbowała się czegoś dowiedzieć, ale na marne. Spuściłam głowę. Dochodzę do wniosku, że moje dłonie są bardzo interesujące... 
- Powiesz mi w końcu co się dzieje?
- Nic takiego.- wymamrotałam.
- Jak nic? Przez cały trening myślałaś o niebieskich migdałach. Nawet Alonso to zauważył.
- No bo... bo poznałam kogoś...
Świetnie... Jak zaczęłam się zwierzać to przyszedł kelner. Podał kawę Daniell i stawiając czekoladowe ciastko wsunął dyskretnie małą karteczkę " czekam na telefon 543 182 739". Spojrzałam na niego, jak na obłąkaniego. Uważaj bo się doczekasz. 
- Ty to masz branie. Enrique, Diego teraz on.
- Ja? Ty jesteś lepsza. W końcu jesteś z moim bratem.- pierwszy raz tego dnia pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Emilia robisz postępy, brawo.
- Właśnie nie dokończyłaś...
- Nie ma czego dokańczać.
- Uch. Czy ja muszę z ciebie wszystko wyciągać?- podniosła na mnie głos. Ups... Chyba zdenerwowałam Daniell. Swoją drogą, nie wiedziałam, że ona jest taka stanowcza.
- No, bo ostatnio kogoś poznałam. Zabrał mnie wczoraj na plażę. Było bardzo miło i w ogóle, dopóki nie zadzwoniła do mnie matka. Zdenerwowałam się na nią i go źle potraktowałam. Byłam strasznie oschła, a on tak się starał. Nawet przygotował piknik.
- Kim on jest?
- O kurde, zapomniałam.- Daniell spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. - Napisał mi wczoraj, jak szłam spać, żebyśmy się spotkali po treningu, a ja zapomniałam...
- To biegnij, szybko.
- A ty?
-Nie martw się o mnie, zadzwonię po Adama.- Wstałam z miejsca i zaczęłam biec w stronę Ciutat Esportiva. Nagle poczułam, jak coś we mnie uderza i upadam na ziemię... 

~*~

Wyjeżdżłem właśnie z parkingu. Byłem zdenerwowany i zmęczony. Czekałem na nią pół godziny, a ona nawet nie raczyła przyjść. Po co się łudziłem, że ona też coś do mnie czuje. Jestem idiotą. Nagle poczułem, jak w coś uderzam, a raczej w kogoś. Przez dłuższą chwilę myślałem, że to żart. Wysiadłam z samochodu i ujrzałem ją na chodniku. Na szczęście była przytomna. Wziąłem ją na ręce i zawiozłem do najlepszego szpitala w Barcelonie. 
Czekałem przed salą już którąś godzinę z kolei. Gdzie ten cholerny lekarz?! Ile można robić kilka badan?! Ręce trzęsły mi się ze strachu o nią. Wciąż nie mogłem uwierzyć w zaistniałą sytuację. Nie raz jeździłem zdenerwowany, ale pierwszy raz w życiu kogoś potrąciłem. Chodziłem nerwowo po korytarzu. Emocje wewnątrz mnie aż kipiały. W głębi białego, nieprzyjemnego korytarza ujrzałem ją. Podbiegłem do niej, tak szybko, jak tylko potrafię. Widząc, że może chodzić i jest "cała i zdrowa" uniosłem ją okręcając wokół siebie.
 -Ał...- syknęła próbując się uśmiechnąć.
- Przepraszam zapomniałem- spuściłem głowę. Gratulacje geniuszu. - Wiadomo co ci jest?
- Tak to tylko kilka stłuczeń. Za 3 dni znikną. Ale ja już muszę iść.
- Nie na mowy, ostatnio cię puściłem i jak się to skończyło? Podwiozę cię.- zaśmialiśmy się oboje.
- No dobrze, dobrze. Niech ci będzie.-Wyszliśmy ze szpitala, otworzyłem drzwi do samochodu i delikatnie pomogłem jej wsiąść do środka. Przez całą drogę wpatrywała się w widoki za oknem. Miałem szczęście, że nie przyłapała mnie na spoglądani na nią ukradkiem. Była naprawdę piękna.
- Jesteśmy na miejscu.
- Może pomogę ci wysiąść?
- Nie trzeba dam sobie sama rade.
- Trzeba!- wyskoczyłem z samochodu, otworzyłem drzwi, wziąłem ją delikatnie na ręce i zaprowadziłem pod dom.
- Może wejdziesz?- spytała z uśmiechem.
- Nie, może innym razem...
- Nie daj się prosić.- przerwała mi. Weszliśmy i od progu krzyknęła - Mamo już jestem i przyprowadziłam gościa.-  po tych słowach w przejściu pojawili się zaciekawieni rodzice dziewczyny.
- Leo?- mina naszego fizjoterapeuty była niesamowita. Nigdy jej nie zapomnę.
- Witam doktorze.- uśmiechnąłem się.
- No, to mamo poznaj Leo, bo tata już go zna. To mój kolega.
- Witam serdecznie.- powiedziałem całując jednocześnie rękę pani Borkowskiej.
- Dość tych czułości, bo poczuje się zazdrosna.- zaśmiała się głośno. Oj, nie masz najmniejszych powodów. - My idziemy na górę. Jak przyjdzie Adam to powiedz mu niech wpadnie, mam dla niego niespodziankę.- wszyscy spojrzeliśmy z ciekawością na Emilkę, po czym udaliśmy się do jej pokoju. 

~*~

Otworzyłam drzwi, a Leo stanął z otwartymi ustami.
- Tak bardzo lubisz Barce?
- Dopiero zaczynam wdrążać się w temat piłki, a ten herb to napływ mojej artystycznej weny.- zaśmiałam się otwierając jednocześnie drzwi na balkon.
- Chodź, pokarze ci coś.- wzięłam go za rękę i zaprowadziłam na zewnątrz. - Zobacz, poznajesz to miejsce?- pokazałam palcem na plażę.
- To jest to miejsce, w którym wczoraj byliśmy...- kończąc zdanie objął mnie w pasie. Byłam w szoku, ale starałam się to ukryć. Spojrzałam w jego oczy jednocześnie zatracając się w nich. Leo schowaj oczy, są zbyt piękne. Niestety tę cudowną chwilę przerwał mój brat, który jak zwykle wszedł bez pukania. Naucz się pukać no! Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. 
- Kazałaś mi przy...przy...jść.- nie mógł wypowiedzieć żadnego słowa na widok gościa w moim pokoju.
- No to masz niespodziankę...- Adam spojrzał na mnie i aż usiadł z wrażenia na środku podłogi. Po chwili jednak piłkarz podszedł do niego i pomógł wstać.
- Sorry za reakcje, ale zawsze marzyłem o tej chwili, jednak miała ona wyglądać nieco inaczej.
- Spoko, przyzwyczaiłem się.- zaśmiał się.
- Podpiszesz mi się na koszulce?
- Oczywiście.
Adam pobiegł po T-shirt ulubionej drużyny z nazwiskiem idola, a ten złożył na nim autograf. Podekscytowany chłopak wyszedł z pokoju, zostawiając nas samych. Leo spojrzał na mnie dziwnym spojrzeniem.
- Przepraszam, ale to było jego marzenie...- zaczęłam, lecz on mi przerwał.
- Nic się nie stało, nie przepraszaj. Taki mam zawód.- powiedział wychodząc na balkon z widokiem na morze. Poszłam w jego ślady zatrzymując się przy barierce. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Moje serce zaczęło szybciej bić, a w brzuchu czułam coś dziwnego. Czyżby to były te słynne motylki? Spojrzał mi w oczy i nieśmiało musnął moje usta. Było niesamowicie. Jego usta są idealne, tak jak on. Poczułam się wyjątkowo. 
- Teraz ja przepraszam, za ten wypadek. Naprawdę nie chciałam nawet nie wiem jak to się stało...
- Nie musisz przepraszać. Nic mi nie jest.- przerwałam, uśmiechając się do niego.
- Muszę to nie jest "byle co". W zamian zapraszam cię jutro na kolację, będę tu o 19.00.
- Ale.. ale spójrz tylko... jak ja wyglądam.
- Nie ma żadnych "ale", wyglądasz pięknie.- powiedział dając mi buziaka w policzek, a ja zarumieniłam się. Leo przestań tak na mnie działać.
- O której kończysz jutro trening?- spytał zaciekawiony
- Hmm...  chyba o 17, a co?-
- A nic, ale muszę już uciekać. Twoi rodzice nie będą zadowoleni.
Zeszliśmy na dół. Odprowadziłam go pod samą furtkę. Na pożegnanie pomachałam mu, gdy wsiadał do samochodu. Wróciłam do swojego pokoju po czym położyłam się na łóżku. Dotknęłam ust i uśmiechnęłam się. On jest niemożliwy. Tak po prostu mnie pocałował i teraz nie mogę przestać o tym myśleć. Oj, Leo co ty ze mną zrobiłeś?

Dziś wstałam o 7.00. Szybko się ubrałam i niemal wybiegłam z domu. Mało brakowało, a spóźniłabym się na lekcje. Minęły mi one bardzo szybko, choć siedziałam na krześle jakby ktoś wysypał na nie dwa pudełka szpilek. Zaraz po pojawieniu się w Ciutat weszłam do szatni, w której było prawej pusto. Zobaczyłam tam tylko Daniell siedzącą obok mojej szafki. 
- I jak randka?- spytała znacząco. Moja droga, czy ty mi coś sugerujesz?
- Nie widzisz cała w siniakach jestem.- zaśmiałam się.
- Co się stało?- spytała przejęta podchodząc do mnie. Opowiedziałam jej całą historię pomijając jeden mały szczegół. Może nie taki mały, ale ominęłam jego imię i nazwisko. Nie chciałam się tym chwalić bo i nie ma czym. Zapewne was to dziwi, ale ja nie potrzebowałam rozgłosu. Trening przebiegł bez zakłóceń. Schodziłyśmy własnie z boiska zajęte rozmową, gdy zobaczyłam znajomą postać. Uśmiechnęłam się szeroko, jak chora psychicznie. Moje serce tańczyło właśnie sambę, a razem z nim wirowały motyle w brzuchu. Wzięłam telefon i wysłałam do niego SMS-a. "Czekaj na mnie, zaraz będę". Weszłyśmy do szatni, przebrałam się najszybciej jak umiałam i wyszłam z pomieszczenia po czym do niego podbiegłam. Chciałam dać mu buziaka w policzek, lecz on niespodziewanie przekręcił głowę i nim spostrzegłam tkwiliśmy w delikatnym pocałunku. Swoją drogą nieźle to sobie wykombinował. 
- Niespodzianka!- krzyknął z szerokim uśmiechem.
- Najlepsza w ostatnim czasie.- odparłam.
Po krótkiej rozmowie Leo niestety musiał iść na zabiegi, a ja wróciłam do domu by się trochę przygotować. Musiałam jakoś wyglądać, tym bardziej, że wieczór spędzałam w towarzystwie nie byle kogo bo samego Leo Messiego.

Zdenerwowana biegałam po całym domu. Przebierałam się chyba dziesięć razy, aby w końcu postawić na klasykę. Włożyłam beżową koszulę i czarną spódniczkę.
"Czekam L."
"Już zakładam buty".
Wymieniliśmy kilka SMSów po czym zeszłam na dół i wyszłam z domu. Stał oparty o samochód. Wyglądał po prostu idealnie. Miał na sobie eleganckie spodnie, białą koszulę i marynarkę.
- Pięknie wyglądasz- powiedział dając mi buziaka w policzek.
- Ty też niczego sobie.- odpowiedziałam zauroczona jego wyglądem.
Otworzył mi drzwi, jak przystało na dżentelmena po czym sam wsiadł i ruszyliśmy w stronę najlepszej restauracji w Barcelonie. Zatrzymaliśmy się pod budynkiem, szofer otworzył nam drzwi, wziął kluczyki od Leo i odjechał na parking. Było mi trochę głupio, jeszcze nikt nigdy nie był moim szoferem. Usiedliśmy, jak się domyślam, przy wcześniej zarezerwowanym stoliku. Oczywiście nie obyło się bez spojrzeń przypadkowych gości w stronę Messiego. 
- Czy ciebie to nie denerwuje, te wszystkie spojrzenia?- spytałam zaciekawiona.
- Wiesz, po pewnym czasie się do tego przyzwyczaiłem, taka praca. Ale nie rozmawiajmy już o moim zawodzie. Mam coś dla ciebie.- powiedział nieśmiało i położył na stoliku kopertę. - Wiem, że to nie jest prezent marzeń, ale mam nadzieje, że przyjdziesz razem z Adamem.- odebrałam ją i otworzyłam.
- Bilety na Champion League. Super, nareszcie zobaczę cię w akcji i jeszcze się czegoś nauczę.- odpowiedziałam podekscytowana. Pierwszy raz zobaczę mecz na żywo. Zamówiliśmy dania, rozmawialiśmy i jedliśmy. Czas mijał nam szybko i przyjemnie. Zanim się obejrzeliśmy było już bardzo późno. Leo odwiózł mnie do domu. Przyznam, że smutno mi było przerywać ten wieczór. Gdy wysiedliśmy zaczynało padać. Mój pierwszy deszcz w Hiszpanii. Był ciepły i przyjemny. Miałam właśnie przechodzić przez furtkę, gdy poczułam delikatny uścisk na nadgarstku, który sprawił, że się obróciłam, a on pocałował mnie namiętnie, tak jak w komediach romantycznych. Wsiadł do samochodu, a ja uśmiechnęłam się przygryzając dolną wargę. Właśnie całowałam się z Lionelem Messim tak na poważnie...




niedziela, 25 maja 2014

rozdział 3 "Pamiętasz co mi mówiłaś... mówiłaś, że trzeba zaryzykować."

I te nieznajome oczy stają się codziennością, którą próbujesz złapać, aby nacieszyć się szczęściem.
- To gdzie jedziemy?- spytał Pique
- Chyba nie mam ochoty nigdzie wychodzić.- odpowiedział Leo, który w myślach układał sobie różne scenariusze spotkania z nieznajomą.
- To chociaż pojedź do mnie, obejrzymy coś, pogadamy z Shaki. Ona na pewno ci powie, co dalej zrobić.
Tak też się stało. Przyjaciele pojechali do domu Gerarda. Otworzył on drzwi i z przejścia krzyknął do piosenkarki.
- Kochanie już jestem i przeprowadziłem gościa.- zza ściany pokazał się Leo.
- Kogo innego mogłabym się spodziewać.- zaśmiała się. Faktem było, że młody piłkarz bywał u przyjaciela prawie codziennie.
- Chodźcie. Chcecie coś do picia?- zapytała z uśmiechem Kolumbijka.
- Nie dzięki.- odpowiedzieli chórem, zasiadając na kanapie
- Shaki mogłabyś przyjść, bo mamy mały problem?- spytał Pique
Kobieta usiadła i wysłuchała opowieści stałego bywalca. Była pod ważeniem tej historii.
- Co mam teraz zrobić?- spytał niepewny siebie Argentyńczyk.
- Przede wszystkim musisz z nią porozmawiać.
- Nie wiem, chyba nie potrafię, a jeśli jutro nie przyjdzie?
- Nie możesz tak myśleć. Musisz wierzyć, że wszystko ci się uda. Zaproś ją na początku na plażę, albo do kawiarni. Porozmawiaj, ale delikatnie i powoli. Z twoich opowiadań wynika, że jest nieśmiała. Nie naciskaj. A dalej to już się samo potoczy. W końcu jesteś najlepszym piłkarzem, masz być taki jak na boisku - bądź sobą.- delikatnie uderzyła Leo pięścią w ramię, roześmiała się piosenkarka a mężczyźni razem z nią.
- Już się tak nie przejmuj. Włączamy TV i szukamy jakiegoś meczu.- powiedział Pique. Cały wieczór oglądali mecz. Po wszystkim Leo wrócił do domu.



~*~
Roztargniona wróciłam do domu. Zamknęłam się w swoim pokoju i siedziałam w ciszy. Tego było mi właśnie teraz potrzeba. Gdzieś w środku skakałam z radości niczym mała dziewczynka. Wreszcie go spotkałam. Poza pięknymi oczyma ma ciepły ton głosu. Byłam na siebie zła. Zamiast tam zostać, albo chociaż zaczekać na zewnątrz, wybiegłam stamtąd jak poparzona. Wszystko zepsułam... Nagle drzwi do mojego pokoju otworzyły się, a przez nie wszedł Adam. Czy on się nauczy pukać? Chyba przede mną nowe zadanie. Podszedł do mnie i mocno przytulił.
- Powiesz mi co się stało?- spytał. Jednak zauważył mój nastrój.
- Nikomu o tym nie mówiłam i nie wiem, czy mogę ci powiedzieć. Wiesz, że nie lubię o sobie mówić.- zaczęłam. Musiałam wreszcie się komuś wygadać. Los chciał, że padło akurat na niego.
- Nie gadaj głupot tylko opowiadaj.- podsumował. Opowiedziałam mu całą historię związaną z tajemniczym piłkarzem. Czułam się niezręcznie. Nigdy wcześniej nie rozmawiałam z nim tak szczerze. 
- Ale wiesz, jak on się nazywa?- spytał, wciąż trzymając mnie w swoim uścisku.
- W tym problem, że nie mam zielonego pojęcia.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Spotkaj się z nim. Co to za problem?
- Serio...-spojrzałam na niego dziwnie, a mój głos przepełniała ironia. On naprawdę jest idiotą. Jak on sobie to wyobraża?
- Pamiętasz co mi mówiłaś...  mówiłaś, że trzeba zaryzykować.- zakończył dialog i znowu mocno mnie przytulił.
- Właśnie... tak w ogóle po co ty tu przyszedłeś?- spytałam lekko unosząc głowę.
- Chciałem ci opowiedzieć o spotkaniu z Daniell. Ale teraz ty jesteś ważniejsza.
- To opowiadaj, a ja słucham.- Adam streścił mi całe spotkanie wraz z najdrobniejszymi szczegółami. Jestem pod wrażeniem. Nie poznaję go. Siebie z resztą też.
- Tobie idzie łatwiej niż mi.- zaśmiałam się gorzko. Rozmawialiśmy jeszcze przez moment. Po czym Adam wyszedł, a ja położyłam się spać. Śniło mi się spotkanie z piłkarzem. Jak siedzieliśmy na ławce w parku wtuleni w siebie. Sen przerwał mi budzik. Wstałam z lekkim grymasem na ustach. Na dobry początek spadłam z łóżka. To staje się tradycją, gdy jestem zdenerwowana. Ubrałam się, spakowałam i wyszłam pieszo do szkoły, a później na trening. Miałam nadzieję, że świeże powietrze choć trochę mi pomoże. W szkole nie było źle, choć zauważyłam niebezpieczną rzecz. Zaczynam rysować serduszka w zeszycie, a to zdecydowanie nie wróży nic dobrego. Odrazu po szkole wraz z Daniell udałam się do ośrodka. Podczas ćwiczeń byłam bardzo skupiona. Bynajmniej próbowałam zachować pozory. Słuchałam każdej rady trenera. Po treningu dziewczyny zaproponowały mi wyjście na miasto, lecz odmówiłam. Nie miałam ochoty na spotkania.
Siedziałam w gabinecie od ponad 3 godzin. Rysowałam w jednym z zeszytów jakieś niezidentyfikowane obrazki. Jak tak dalej pójdzie to zostanę artystą. Nagle otworzyły się drzwi. Usłyszałam ten cudowny głos. Po moim ciele przeszły ciarki i rozlało się przyjemne ciepło, serce zaczęło szybciej bić, a uśmiech się poszerzał. Starałam się, aby mnie nie zauważył. Bałam się tego co może się stać. A jeśli on zaraz pojawi się przede mną, albo mnie wyśmieje? Nie wytrzymam ze stresu.  
- Na początku masaż, a później pole magnetyczne...- zaczął wymieniać mój ojciec.
Zabiegi przebiegały sprawnie, aż do momentu, gdy miał pole magnetyczne. Nagle wyłączył się prąd i maszyna przestała działać.
- Kolejny raz dzisiaj. Ja pójdę  spytać ci się stało, a ty się nie ruszaj.- Drzwi za ojcem zamknęły się. O nie tylko nie to. Zostałam tu sama. A jeśli on jest seryjnym mordercą albo gwałcicielem?
- Jesteś tu?- usłyszałam jego głos. Otworzyłam usta, aby coś odpowiedzieć, lecz zaraz je zamknęłam. Postanowiłam być cicho, choć bicie mojego serca pewnie zdradzało moją obecność. - Jeśli mnie słyszysz to proszę porozmawiaj ze mną. Dziś o 17.00 pod tą  kawiarnią  za rogiem.- Zdążył wypowiedzieć ostatnie słowa i w drzwiach pojawił się ojciec. Zamarłam. On chciał ze mną porozmawiać. Zabieg się skończył, a on wyszedł z pomieszczenia. O 16.30 z gabinetu wyszłam również ja. Nie chciałam się spóźnić, chociaż wiele razy chciałam zawrócić. Miałam mnóstwo wątpliwości, a moją głowę przepełniały myśli. Stanęłam przed wejściem i nagle pojawił się on. Znów zamarłam. Nogi zrobiły mi się jak z waty. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Jeszcze nigdy się tak nie czułam. Bałam się tego spotkania, jak nigdy wcześniej. Pierwszy raz mój organizm zachowywał się w taki sposób na widok mężczyzny.

Piłkarz zdjął okulary przeciwsłoneczne i spojrzeliśmy sobie w oczy. Po moich plecach przebiegły przyjemne ciarki.
- A jednak mnie słyszałaś, miałem taką nadzieje. Masz ochotę się przejść? Tu, po okolicy.- uśmiechnął się do mnie.
- Emm... no dobrze.- odpowiedziałam próbując zapanować nad swoim zachowaniem. Emilia do cholery, co się z tobą dzieje?! Ruszyliśmy w drogę, a on zaczął rozmowę.
- Tyle razy się spotkaliśmy, a ja nadal nie wiem, jak masz na imię.- zaczął delikatnie. On chyba też był zestresowany.
- Emilia.- odpowiedziałam z uśmiechem. - Może teraz ty się przedstawisz?
- Leo...
- Jak ten sławny piłkarz.- przerwałam mu. - Brat mi o nim dużo mówił. Wiesz w jakim klubie on gra? Jakoś wypadło mi to z głowy.- zaśmiałam się, a on wraz ze mną. - Jak on miał na nazwisko... Missi, Massi...- próbowałam sobie przypomnieć, ale z marnym skutkiem.
- Messi.- odrzekł i zaczął się głośno śmiać. Świetnie zaczęłaś Emilia, świetnie. Pogratulować ci inteligencji.
- Uch... tylko się upokorzyłam...- odparłam. Obróciłam się z zamiarem ucieczki i prawie mi się to udało, gdyby nie delikatny uścisk na moim nadgarstku. Znów mnie obrócił, tak bym na niego patrzyła. Dlaczego ty mi to robisz? Daj mi odejść.
- Nie odchodź, przepraszam. Chyba źle zaczęliśmy naszą znajomość.- wyjął telefon i zaczął coś tam wpisywać. Po chwili pokazał mi ekran. Oniemiałam. Mój wyraz twarzy zapewne musiał być prze zabawy. Stałam obok Lionela Messiego, zakochana w jego oczach. Tak strasznie się zbłaźniłam. Chciałam zapaść się pod ziemię. Nawet nie znałam jego nazwiska. Co prawda Adam mi o nim opowiadał, ale nie pokazywał zdjęć. 
- To... to ty? Tak się wygłupiłam. Nawet nie znałam twojego nazwiska. Przepraszam... Jestem głupia.
- Nie jesteś głupia.- powiedział czule, i delikatnie splótł nasze palce. Błagam nie rób tego... To się nie skończy dobrze. - Ty nie wiedziałaś, a ja skorzystałem z tego, że mnie nie znasz. To miłe, gdy poznaję kogoś, a ta osoba nie wie jak się nazywam. Bycie rozpoznawalnym czasem męczy.- kontynuował. - Zacznijmy jeszcze raz, ale teraz bez ukrywania tożsamości.- zaproponował. Zaśmiałam się, w końcu co innego mi pozostało. 
- Emilka jestem.- wyciągnęłam do niego rękę.
- A ja Leo, tak ten Leo- uścisnął ją delikatnie. Jejku, jego dotyk jest taki niesamowity. Miałam ochotę wtulić się w niego. - To ruszamy dalej.- dokończył i ruszyliśmy w drogę. Szliśmy już ze 20 minut, a moje nogi zaczynały odmawiać pouszeństwa.
- Gdzie ty mnie ciągniesz?- spytałam z uśmiechem.
- Zaraz zobaczysz, jesteśmy blisko.- wędrowaliśmy jeszcze kilka minut. Usłyszałam szum morza i zobaczyłam plażę.
- Jesteśmy na miejscu.- między wielkimi głazami miał schowany koszyk piknikowy i jedzenie, które zaraz zaczął rozkładać. A to spryciarz. Zaplanował to.
- Nie trzeba było się kłopotać.- powiedziałam nieco zawstydzona. Pierwszy raz chłopak robił coś takiego specjalnie dla mnie. Tym bardziej, że się nie znamy.
- Dla ciebie musiałem.- odparł ciepło, a ja spojrzałam wprost w jego brązowe tęczówki, które nie dawały mi spokoju i rozpłynęłam się. Ocknął mnie dopiero jego głos. - Siadajmy.
- Już, już.- próbowałam nie dać po sobie poznać tego, co właśnie działo się wewnątrz mnie.
- Nie chciałbym być nie miły, ale skąd jesteś. Masz taki słodki akcent.- na moje policzki wkradł się rumieniec. Kolego, przestań tak na mnie działać. Ale zaraz po tym posmutniałam. Wróciłam wspomnieniami do tego, co działo się kilkanaście dni temu. Bolało, nie powiem, że nie. 
- Przepraszam, chyba nie powinienem był pytać...- zmieszał się, a mi zrobiło się go żal.
- Nic się nie stało, wszyscy o to pytają.- potarłam jego ramię. Zdecydowanie był to zły uczynek. - Jestem z Polski.- od razu pokazałam mu mapę kraju na ekranie telefonu. Tkwiliśmy w milczeniu aż do momentu, gdy wziął mnie na ręce. Przestań błagam! Bo się zakocham, a nie chcę tego. Za jest za wcześnie. Rozpędził się i zrzucił mnie do wody. Roześmiałam się głośno. Znowu dałam się nabrać. 
 Wyciągnęłam do niego rękę.
- Pomożesz mi wstać.- spytałam posyłając mu słodki uśmiech.
- Ooo nie, nie nabiorę się na to.- odpowiedział. Niech to szlak. Pierwszy raz ktoś nie podał mi ręki.
- Ale na co?- spytałam udając , że nie wiem o co chodzi. Nagle Leo rzucił się do wody i oboje siedzieliśmy już na dnie.  Po kilku minutach wyszliśmy z wody. Piłkarz okrył mnie ręcznikiem i znów zaczęliśmy rozmawiać. Wymieniliśmy się numerami telefonu, wiecie tak na wszelki wypadek. Zatraciliśmy się w rozmowie. Nagle zadzwonił mój telefon. Matka, świetnie. 

  • Gdzie ty się tyle podziewasz?
  • Przecież nie ma mnie tylko chwilę.
  • Jaką chwile? Wiesz, która jest godzina?- pokazał mi telefon. Była już  20. 52 
  • Już wracam...
Zaraz oszaleję! Jak ona mnie wkurza. Już nie denerwuje, a wkurza. Nagle zaczęła się martwić. W Polsce miała mnie w nosie, a tu taka zmiana. Zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam w drogę powrotną. 
- Czekaj, odprowadzę cię...
- Lepiej nie.- przerwałam mu. Wiem, że chciał dobrze, ale gdyby mnie z nim zobaczyli to byłby koniec. Podbiegł do mnie. Chłopaku przestań. Nie wiesz w co się pakujesz. 
- Chcesz sama wracać przez pół Barcelony? Twoi rodzice nigdy nie zgodziliby się na to.
- Ich nie obchodzi to, co robię.- odpowiedziałam mu sucho. Nie chciałam sprawiać mu przykrości, ale tak było lepiej. Dla mnie, dla niego, dla nas.

~*~

Ona odeszła, a ja patrzyłem na jej znikającą postać. Nie rozumiałem co się stało. Przecież było nam dobrze. Rozmawialiśmy, śmiała się. Nie wiem o co chodzi. Ale jeszcze ją spotkam. Jest niesamowita...

~*~ 

-Już jestem. Pasuje?- krzyknęłam od progu. Matka podeszła do mnie bliżej.
- Jak ty wyglądasz?!
- To tylko kąpiel w morzu. Nic takiego.
 Pobiegłam do pokoju i spojrzałam przez okno. Z daleka widziałam to miejsce, w którym kilkanaście minut temu razem siedzieliśmy. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Usiadłam na balkonie i wpatrywałam się bezmyślnie w plażę. Wzięłam laptopa i wpisałam w wyszukiwarkę imię i nazwisko piłkarza, z którym spędziłam kilka cudownych godzin. "Brak goli? Leo to zmieni", "Zdobywca złotej piłki", "Młody gwiazdor Barcelony", "Lionel Messi pobił kolejny rekord". To nieliczne nagłówki jakie zobaczyłam. Byłam w szoku, że poznałam kogoś tak sławnego. W dodatku czułam się w jego obecności niesamowicie. Moje serce biło szybciej, a jego dotyk to poezja. Usłyszałam dźwięk SMS-a. "Nie wiem co się stało, ale czekam na ciebie jutro przy bramie głównej, przyjdź po treningu. L". 
Zakłopotałam się. Z jednej strony chciałam spędzać z nim każdą wolną chwilę. Z drugiej bałam się, wciąż pamiętam, co zrobił mi Przemek poza tym moi rodzice... Gdyby matka dowiedziała się, że z kimś się spotykam. Wystarczy, ze na każdym kroku powtarza mi jacy są Hiszpanie i inni latynosi. Jest jeszcze coś... On może mieć każdą, a zdecydował się na mnie... 






wtorek, 20 maja 2014

rozdział 2 "Wow, nowa dziewczyna w szatni...

Spotykasz ją, a ona ucieka ci niczym Kopciuszek i na nowo zaczynasz jej szukać.


Młody mężczyzna stał jeszcze przez moment. Myślał o dziewczynie, którą potrącił. Widział w jej oczach zagubienie i smutek. Pragnął dowiedzieć się, co było tego powodem. Czuł, że jej wygląd nie pasuje do jej charakteru. Marzył, by jeszcze raz ją zobaczyć, poznać, porozmawiać. To spotkanie go zaczarowało. Nie myślał, że kiedykolwiek coś takiego mu się zdarzy. Roztargniony wrócił do załatwiania spraw związanych z podpisaniem nowego kontraktu, które przerwało mu to niezwykłe i dziwne spotkanie.

~*~

Biegłam jeszcze kawałek nie mogąc przestać o nim myśleć. Jego brązowe oczy były magiczne, a jego spojrzenie sprawiało, że rozpłynęłabym się bez zbędnych słów. Było w nim coś, o czym nie będzie mi łatwo zapomnieć. Już dawno nie czułam czegoś podobnego, a może ja nigdy tego nie doznałam. Doszłam wreszcie do upragnionego celu. Zostawiłam dokumenty i wróciłam do gabinetu, a później razem z tatą do domu. Siedziałam w jeszcze pustym pokoju i rozmyślałam o dzisiejszym dniu. Nawet nie poczułam, kiedy zasnęłam.
Rano wstałam z obolałym kręgosłupem. Przysięgam już nigdy nie zasnę oparta o ścianę albo na tej twardej podłodze. Ubrałam się, zeszłam na dół, by zjeść śniadanie i pojechać z tatą do pracy. Może nie znałam się na piłce, ale pragnęłam dostać się do tej drużyny. Chcę pokazać wszystkim, że mogę być w tym dobra. Chciałabym również poznać te dziewczyny, co prawda ich styl jest fatalny, ale coś mnie w nich intrygowało. Gdy tylko dojechaliśmy wysiadłam z samochodu i pobiegłam wprost do recepcji. Czekałam na sekretarkę, która łaskawie zjawiła się tam po 15 minutach. Ale oczywiście co się stało? Tych durnych wyników jeszcze nie było. Ich tempo jest wprost zadziwiające. Aż trudno uwierzyć, że to klub piłkarski. Zdenerwowana wróciłam do gabinetu ojca.

Każdy dzień mijał mi tak samo. Dom - sprawdzanie, czy się dostałam - siedzenie godzinami w gabinecie - dom. Przy okazji rodzice zapisali mnie do jakiegoś liceum. Matematyka po hiszpańsku to pewnie jeszcze większa czarna magia. Do szkoły mam zacząć chodzić za dwa tygodnie.
Tydzień później, jak co dzień pojechałam z tatą, by zobaczyć wyniki. W recepcji odebrałam koperty- swoją i Adama. Co by było gdyby tak przez przypadek podarła mi się jego koperta. Oczywiście mówię czysto teoretyczne. Żebyście nie myśleli, że jestem potworem. No dobra, jestem potworem. Ręce trzęsły się mi ze strachu. Od kiedy ja się tak przejmuję sportem? Zaniosłam ją do gabinetu, położyłam na biurku i powiedziałam cicho do ojca.
- Otwórz.- wziął kopertę, wyciągnął kartki i zaczął czytać w myślach.
- I co? - spytałam podekscytowana.
- Sama zobacz. - odpowiedział tata z kamienną twarzą.
,, [...] Uprzejmie informujemy, iż pani Emilia Borkowska dostała się do żeńskiej drużyny piłki nożnej FC Barcelona Femina [...]"
Nie wiem czemu, ale momentalnie zaczęłam skakać i biegać po całym gabinecie z radości. Trochę dziwna reakcja, jak na kogoś, kto nie lubi piłki. Skoro już się tam dostałam to może pora na zmiany. Ostatni tydzień dał mi sporo do myślenia. Chyba rzeczywiście przesadzałam z makijażem i ubraniami. Razem ze zmianą wyglądu otworzę nowy rozdział tutaj, w Barcelonie, a o tym złym, polskim zapomnę. Zebrałam dokumenty, wzięłam torebkę i oznajmiając ojcu, że nie wiem kiedy wrócę wyszłam z gabinetu. Ruszyłam w kierunku najbliższej galerii handlowej. Weszłam do środka i aż oniemiałam z wrażenia. Tyle tu pięknych sukienek... Emilio opanuj się, nie po to tu przyszłaś. Koniec z tandetą, od dziś jestem inną osobą. Usiadłam na jednej z ławek, wzięłam kopertę do ręki i od nowa zaczęłam czytać ważne pismo. "[...] zaczyna pani już w najbliższy poniedziałek [...]". Wciąż na nie mogę w to uwierzyć. Jakim cudem to zrobiłam, nikt normalny nie porawałby się na to. Do odważnych świat należy. Zaśmiałam się pod nosem. Muszę wszystko zmienić. Zaczniemy od tego siana. Przeczesałam włosy. Wstałam i udałam się do salonu fryzjerskiego. Usiadłam w fotelu rozpoczynając dialog z miłą fryzjerką. 
- To co robimy z włosami?- spytała około dwudziestoparolatka.
- Obcinamy i zmieniamy kolor na mój naturalny.- odpowiedziałam z uśmiechem.
Zaczęła się metamorfoza. Byłam nieco przerażona. To prawda bałam się tego, co mogę zobaczyć. Po wszystkim odsłonięto lustro. Byłam w szoku. Blond siano zniknęło z mojej głowy, teraz widnieje tam jasny brąz. Poza tym ich długość... Wcześniej były po pas, a teraz trochę za ramiona. Zapłaciłam po czym kontynuowałam metamorfozę. Nawet zdjęłam tipsy. Wchodziłam do kolejnych sklepów, kupując nowe ubrania. Pierwszy raz od roku miałam na sobie t-shirt oraz jeansy. Co za ironia losu. To miasto kompletnie mnie zmieniło, a to dopiero tydzień. Poza tym moją głowę zaprzątały myśli o klubie. Wciąż nie mogę w to uwierzyć... Nawet kupiłam korki. Tak z innej beczki, kto normalny je wymyślił? Okropnie się w nich chodzi, choć można się przyzwyczaić. Już miałam wracać do domu, gdy przechodziłam obok kawiarni. Postanowiłam wstąpić na chwilę na ciastko i mrożoną kawę. Delektowałam się rozmyślając o tych brązowych oczach przypadkowego mężczyzny. Dlaczego nie mogę o nich zapomnieć? Widzę je codziennie przed snem, o poranku, pod prysznicem, wszędzie... Popatrzyłam na zegarek. Była już 15.00 więc ruszyłam w drogę powrotną do domu.
Weszłam do mieszkania, gdzie czekali zniecierpliwieni rodzice. Spojrzeli na mnie i chyba doznali wielkiego szoku.
- Wooooow. Jaka ty ładna jesteś.- powiedział zdziwiony Adam. Na bycie miłym mu się zebrało. Oh! Ale ty jesteś sympatyczny. Przestań udawać.
- Gdzie ty byłaś tyle czasu? Nie ważne. Później nam wszystko opowiesz. Zaraz jedziemy po meble wybierzesz sobie jakieś do pokoju.- powiedziała mama. Nareszcie, jeszcze kilka nocy na podłodze, a mój kręgosłup nie nadawałby się do niczego.
- Już, już czekajcie tylko zostawię zakupy.
Po kilku godzinach wróciliśmy do domu wyładowani różnego rodzaju farbami, taśmami i innymi przedmiotami potrzebnymi do remontu. Ruszyłam na górę. Umyłam się i położyłam spać.
Następnego dnia obudził mnie huk kruszonego betonu. To tata zaczął z rana burzyć jedną ze ścian. Hello?! Kto normalny zaczyna przebudowę o 8.00 rano. No tak, przecież to moja kochana rodzinka... 
Remont trwał 4 dni. Weszłam do swojego odnowionego pokoju. Jasne kolory, idealnie pasujące meble, a na środku jednej ze ścian herb mojego nowego klubu - FC Barcelony. Szybko podeszłam do łóżka i położyłam się na nim. Efekt końcowy był lepszy niż bym się tego spodziewała.
Przez kolejne dni żyłam ciekawością, zaniepokojeniem i radością. Ale moją największą obawą było to jak zareagują te dziewczyny z szatni. Przeczytałam w internecie chyba wszystkie wiadomości o piłce. Nawet nauczyłam się co to jest spalony! Robię postępy. Jesteście ze mnie dumni? Poza tym zaczynam naukę w liceum. Kolejne wyzwanie, które jest nie do pokonania.

- Wstawaj!- usłyszałam i zaraz poczułam uderzenie poduszką. Adam momentalnie wybuchnął śmiechem.
- Oszalałeś?!- krzyknęłam. Co ten idiota znów wymyślił? Mówiłam, że go nienawidzę?
- Rodzice czekają. Ubieraj się. Szybko!- powiedział dalej się śmiejąc.
- Już. - odpowiedziałam zaspanym głosem.
Wstałam powoli z łózka przeciągając się niczym rasowa kotka. Ubrałam luźny t-shirt oraz jeansowe szorty. Spakowałam strój, buty na trening i plecak do szkoły. Zjadłam śniadanie i wraz bratem oraz tatą udaliśmy się w stronę budynku liceum. Po godzinie byliśmy na miejscu, przy okazji zaliczając wszystkie korki w mieście. Infrastruktury drogowej tylko pozazdrościć. Choć w porównaniu z Warszawą jest dużo, dużo lepiej. Wysiadłam z samochodu, zarzucając na ramię plecak. Torbę treningową zabrał tata. Po szkole miałam ją od niego odebrać. Weszłam do środka, a zewsząd usłyszałam hiszpański. Nie mam nic do tego języka, ale tyle słów ze wszystkich stron to dla mnie za dużo. Usiadłam pod salą i czekałam na rozpoczęcie się lekcji. Pierwszy raz aż tak stresowałam się w szkole. Ludzie zaczynali się schodzić. Nie denerwowało mnie to, lecz ich wzrok. Czułam się dziwnie. Jak maskotka lub bluzka na wieszaku. Każdy musiał na mnie spojrzeć. Czy ja się czymś od nich różnię? Może jestem kosmitą. Tak, to by wszystko tłumaczyło. Już miałam wypowiedzieć w ich stronę kilka niemiłych epitetów, gdy pojawił się przed nami nauczyciel matematyki. Świetnie się zaczyna...

Pierwszy dzień w szkole jakoś przeżyłam. Nie było rewelacyjnie, ale nie mogę też narzekać. Rozmawiałam z kilkoma chlopcami. Dziewczyny były jakieś dziwne. Spoglądały na mnie bez słowa. Postanowiłam się nimi nie przejmować i w ten oto sposób mam kilku kolegów. Doszłam właśnie do Ciutat Esportiva. To mój pierwszy dzień i mam nadzieję, że będzie dobrze. Udałam się w stronę szatni, po drodze zabierając od taty torbę ze strojem. Weszłam do środka, a wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę. O ho! Znów to samo. Wow, nowa dziewczyna w szatni... Czy ja jestem nową kolekcją od Chanel lub Armaniego? To prawda zmieniłam nieco swój wygląd, ale to chyba nie powód do takich spojrzeń. Mam nadzieje, że to się kiedyś skończy. Cześć z nich widziałam dzisiaj w szkole, w dodatku chodzę z nimi do klasy. Podeszłam do pustej szafki i zaczęłam się przebierać. Wiązałam właśnie korki, gdy podeszła do mnie szatynka średniego wzrostu.
- To ty byłaś tu tydzień temu?- spytała z uśmiechem. To chyba był szczery uśmiech, chyba, że jest taką dobrą aktorką.
- Tak.- odpowiedziałam też się uśmiechając.
- Widzę, że się dostałaś. Jestem Lona i pełnię tu role kapitana.- powiedziała o swoim "tytule" pokazując króliczki.
- Emilka, miło mi.- przedstawiłam się im. W końcu wypadało to zrobić. Od dzisiaj gramy w jednej drużynie.
- Ja jestem Daniell.- podeszła inna niewysoka,  ładna szatynka, a za nimi reszta drużyny i zaczęły się przedstawiać. Lona spojrzała na zegar. Była już 15.50, a my siedziałyśmy jeszcze w szatni.
- Ej, szybko na boisko bo karne kółka będziemy robić!- krzyknęła.
Wybiegłyśmy z przebieralni, na szczęście udało nam się być tuż przed trenerem. Przyszedł spóźniony jakieś pięć minut, a my zaczęłyśmy się śmiać. Poprosił mnie do siebie. Nieco zestresowana i z obawą, że już zrobiłam coś źle, powoli do niego podeszłam.
- To jest Emilia. Będzie od dzisiaj z wami trenować. Mam nadzieje, że już się poznałyście i pomożecie jej się zaklimatyzować.- powiedział do drużyny, a z mojego serca właśnie spadł głaz. Nie kamień, ogromy głaz.
- Na początek 15 kółek. Emilia zostań na chwile.- lekko zdziwiona wróciłam do trenera.
-Widzę, że zmieniłaś trochę wygląd. Teraz naprawdę wyglądasz jak piłkarka. Ale nie ma czasu na gadanie, biegnij do reszty i rozgrzewaj się. Od dzisiaj zaczynasz ciężką harówkę.
Słowa Alonso trochę mnie zdziwiły. Choć przyznam, że były bardzo miłe. Warto było zmienić swój styl. Ruszyłam w stronę nowej drużyny. 
Przez cały trening dziewczyny pilnie mnie obserwowały, zapewne chciały zobaczyć z kim będą musiały grać. Osobiście byłam z siebie bardzo zadowolona. Nie wiedziałam, że potrafię aż tak dobrze grać. Wróciłyśmy do szatni. Pierwsze co zrobiłam to klapnęłam na ławce. Wyciągnęłam ręcznik z torby i usłyszałam głos Dnaiell. 
- Lona chyba masz konkurencję.- zaśmiała się. Spojrzałam na Lonę, Lona na mnie i obie parsknęłyśmy głośnym śmiechem. Założę się, że słyszało nas pół ośrodka.
- To może uczcimy jakoś twój pierwszy trening?- spytała Noelle
- No zgódź się Emi. Chyba możemy tak  na ciebie mówić?- krzyknęła Daniell z drugiego końca pomieszczenia.
-Oczywiście, nie musisz się pytać. A co do wyjścia to nie wiem...- zawahałam się
- Nie daj się prosić.- drążyła dalej temat Noelle.
- No dobrze, dobrze. Tylko pójdę zanieść torbę do gabinetu taty.- zgodziłam się. Najwyższa pora poznać lepiej te dziewczyny. Muszę znać swojego sprzymierzeńca lub wroga.
- Twój tata tu pracuje?- spytała jedna z dziewczyn.
- Tak od niedawna. Ale to już później wam opowiem.
Po wyjściu z szatni pobiegłam do gabinetu ojca, zostawiłam torbę i oznajmiłam, że wychodzę.


Dziewczyny zabrały mnie na plażę. Rozłożyłyśmy ręczniki i usiadłyśmy.
- Skąd jesteś? Jak tu trafiłaś?- spytała jedna z koleżanek. 
Moja mina z uśmiechu zmieniła się w lekki grymas na samo wspomnienie. Nie chciałam pamiętać tego, co ostatnio działo się w moim życiu. Głównie Przemka i Wiktorii.
- Przyjechałam z Polski.- dziewczyny popatrzyły na mnie zdziwione. Czyżby nie wiedziały o istnieniu takiego państwa. - Tak to jest w Europie.- zaśmiałam się i pokazałam im kraj na mapie w telefonie.- Wracając do tematu. Mój tata dostał bardzo korzystną ofertę pracy. Jest teraz fizjoterapeutą pierwszej drużyny. Musiałam porzucić dawne życie i przyjechać tu.- tłumaczyłam.
- Nie było ci smutno...- Przerwały jednej z dziewczyn krzyki. Piłkarki, które były najdłużej w zespole poznały te głosy. Obróciłam się i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Mój ukochany braciszek właśnie tu idzie. Co za idiota. Wszędzie muszę go widzieć, jakby czas w domu mi nie starczał.
- Co ty tutaj robisz?- spytałam zdziwiona.
- Miałem właśnie pytać o to samo.- naszą rozmowę przerwała Daniell.
- Emi może nam przedstawisz kolegę?
- Jego? Szkoda gadać.- zaśmiałam się głośno. Uwierz dziewczyno, nie chcesz go znać... Oj nie chcesz. - To mój brat bliźniak, Adam. A to jest Daniell.
- Bardzo miło mi cię poznać.- Adam jak zwykle był szarmancki. Szarmancki?! To kretyn, on nie potrafi taki być. No może trochę przesadziłam... Ciekawe, czy tylko ja zauważyłam, jak na siebie patrzą.
- To może ja nie będę wam przeszkadzać- odrzekłam z uśmiechem, odeszłam i usiadłam na ręczniku. Reszta ludzi przyglądająca się nietypowemu zdarzeniu, rozproszyła się po plaży.
Grałyśmy właśnie w siatkówkę plażową, gdy poczułam jak ktoś mnie podnosi. Nie zdążyłam zareagować bo już po chwili leżałam cała w wodzie. Spojrzałam w górę, a nade mną stało dwóch przystojnych Hiszpanów, którzy śmiali się ze mnie wniebogłosy. Spojrzałam na piasek i zobaczyłam, jak mój kretyn obejmuje Daniell, oni też mieli ze mnie niezły ubaw. Super. Tak na dobry początek leżę w wodzie, a dwie drużyny śmieją się ze mnie. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że ja nie pozostaję nigdy dłużna. Szybko wymyśliłam pewnien plan.
- Pomożecie mi wstać?- wyciągnęłam do nich ręce. Byli tacy naiwni... Teraz to ja pociągnęłam ich  do wody, a sama wstałam. Zrewanżowałam się im pięknym za nadobne. Znowu wszyscy śmiali się, tak głośno, że ludzie siedzący najbliżej nas przenieśli się w inne miejsce.
Wieczór upłynął nam (tak dobrze myślicie, spędziłam go również w towarzystwie brata. Robię postępy prawda?) bardzo szybko. Spakowałam rzeczy z zamiarem powrotu, jednak podeszłam jeszcze do Adama, aby mu to oznajmić. Może nie jest między nami najlepiej, ale bądź co bądź nie chcę żeby się martwił.
- Wracam do domu. Idziesz, czy zostajesz?- spytałam, a Adam popatrzył na Daniell, wstał, pociągnął mnie kawałek dalej.
- Odprowadzę ją i wrócę sam. Ale mam nadzieje, że ty sama nie wracasz?- nasze ostatnie słowa usłyszeli Enrique i Diego. Ci sami, którzy wrzucili mnie do wody.
- My cię odprowadzimy!- usłyszeliśmy krzyk. Roześmiałam się pod nosem.
- Widzisz braciszku, nie musisz się o mnie bać.- odpowiedziałam pewna siebie.- To lecę, do zobaczyska w domu!- odeszłam razem z parą młodych Hiszpanów. Całą drogę gadaliśmy, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Na koniec wymieniliśmy się numerami telefonu. Pożegnali się ze mną przytuleniem po czym weszłam do domu.
W domu zrobiłam sobie coś do jedzenia i poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam myśleć o dzisiejszym dniu. Tyle się działo. Niesamowite, ale zaczyna mi się tu podobać. Poznałam tyle świetnych osób. Mam nawet kolegów w Barcy B, a to podobno druga drużyna. Tylko się ze mnie nie śmiejcie, że tego nie wiem. Dopiero się uczę. Po odświeżeniu się, położyłam się na łóżku, przymykając powieki. W myślach ujrzałam te piękne brązowe oczy... Należące do tego chłopaka z korytarza. Nie rozumiem, dlaczego nie mogę przestać o nim myśleć. Moje rozmyślania przerwał Adam, który wbiegł do mojego pokoju niczym huragan. Hello?! Czy ty nie wiesz, że się puka? Nie wiesz o istnieniu drzwi?
- Możemy pogadać?- spytał bez owijania w bawełnę. Jaka nagła zmiana. Nie mówi do mnie z pogardą. Cóż chyba dam mu szansę. Niech się chłopak wykaże.
- No jak już tu wparowałeś to siadaj. Co się stało?
- Chodzi mi o Daniell. No bo... bo...
- Mhm...- Chyba wiem po co tu przyszedł. Jak zawsze bezinteresowny.
- Kurde chyba się zakochałem.- parsknęłam śmiechem. Serio?! Nie wierzę w to.
-Ty i miłość? Pamiętasz te wszystkie laski w Polsce...
- To było kiedyś. Teraz to co innego. Po za tym poczułem takie dziwne uczucie jak na mnie spojrzała.- produkował się, a mi przypomniały się te cudne oczy. Emilia hamuj się. Błagam. 
- Czy ty mnie słuchasz? - pomachał mi dłonią przed oczami.
- Tak, tak słucham. Mów dalej.- odpowiedziałam...
Rano obudziłam się przytuliła do... Zaraz, zaraz ja spadam wtulona w Adama. To się nie dzieje naprawdę. Przegadaliśmy całą noc. Pierwszy raz zdarzyło nam się coś takiego. Zazwyczaj nasze rozmowy to kłótnie, albo wymiany ostrych spojrzeń. Adam opowiedział mi o piłce i FC Barcelonie, ja natomiast mówiłam mu o Daniell, z którą złapałam niezły kontakt. Podczas drogi na plażę nasze usta prawie się nie zamykały. Nie powiedziałam mu natomiast o tych magicznych tęczówkach. Dotknęłam ekranu telefonu i omal nie spadłam z łóżka. Była 7.00, a za godzinę mamy lekcje. Szturchnęłam Adama w ramię.
- Wstawaj, już 9.00 zaraz się spóźnimy!
- Co? Która?!- poderwał się.
Zaczął się zamęt. Biegaliśmy po całym domu, by się ogarnąć. Zdążyliśmy złapać tylko kanapkę przed wyjściem. Tego dnia musieliśmy iść pieszo, a mamy tam spory kawałek drogi. Idąc wspominaliśmy jeszcze naszą nocną rozmowę. Lekcje nie minęły nadwyraz zaskakująco. No może poza tym, że dziewczyny były dla mnie miłe, a nawet Daniell usiadła ze mną w ławce. Na trening poszłam wraz z Adamem. Gdy doszliśmy i rozdzieliliśmy się przed korytarzami. Trening zaczął się punktualnie. Nic nadzwyczajnego się nie działo. Po wszystkim umówiłam się z Daniell. 
Poszłyśmy do jakiejś kawiarenki. Zamówiłyśmy ogromne lody z polewą czekoladową i owocami. Rozmawiałyśmy ze sobą kilka godzin. Oczywiście temat Adama też się wkradł. Nie było mi to zbytnio na rękę ponieważ dopiero teraz zaczynaliśmy się dogadywać. Fernández zwierzyła mi się, że mój brat jej się podoba. Lampka zapaliła mi się w głowie. Akcja swatka rozpoczęta. Napisałam mu SMSa, a ten pojawił się już po dziesięciu minutach. Daniell zarumieniła się, gdy dosiadł się do naszego stolika. Pożegnałam się z nimi i ruszyłam w kierunku wyjścia. Przekraczałam właśnie próg, lecz zatrzymał mnie uścisk mojego nadgarstka. Obróciłam się i ujrzałam brata.
- Dziękuje za wszystko. Oboje wiemy, że nie musiałaś tego robić.- uśmiechnął się i mnie przytulił. Nagły przypływ emocji w stosunku do mnie. To jakieś podejrzane.
- Jeszce nie masz za co.- zaśmiałam się ciepło. Kibicowałam im z całego serca, mimo że Adam wyrządził mi wiele złego. Chciałam żeby był szczęśliwy. Chociaż on... 
Wyszłam z kawiarni, aby udać się z powrotem do ośrodka. Ciekawe, czy ja mogłabym wyglądać jak on, z moim nieznajomym.
W gabinecie od razu usiadłam za zasłonką. Nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa. Grunt, że nic nie widać. Opowiedziałam ojcu o treningu i dziewczynach. Oczywiście byłam powściągliwa. Nagle w gabinecie pojawił się jeden z piłkarzy. Moje serce zaczęło szybciej bić. Nie widziałam go, nie znałam. Ale miałam takie wrażenie, że po drugiej stronie zasłonki siedzi ktoś sławny.
- Witaj, co się stało?
- Ach szkoda gadać...- zażartował mimo bólu. Jego głos wskazywał na dość młody wiek. Wytłumaczył fizjoterapeucie zaistniałą sytuację i zapewne pokazał miejsce urazu.
- Nie za dobrze to wygląda. Myślę, że będziesz stopował jakiś tydzień.
- No nie...- odpowiedział zmartwiony, a ja cicho chichotałam. On był naprawdę zabawny.
- Tato może pójdę, nie przeszkadzam ci?- powiedziałam. Nie chciałam być problemem.
- Nie, zostań. Nie musisz wychodzić.- odpowiedział ojciec. Zabieg trwał już ponad pół godziny, a mi znudziło się już kręcenie na krześle.
- Tato ja wychodzę. Wrócę do domu pieszo. Już nie wytrzymam z nudów.- wzięłam torbę i wyszłam zza zasłonki. Nagle zobaczyłam jego... tego, który nie pozwalał mi racjonalnie myśleć o niczym innym, jak tylko o tych magicznych oczach. Zaczerwieniłam się i wybiegłam bez słowa. To nie możliwe. Chłopak, którego spotkałam na korytarzu jest piłkarzem... 

~*~

A on, śmiejący się podczas rozmowy z terapeutą nagle posmutniał. Mimo radykalnej zmiany wyglądu poznał ją. To była ta dziewczyna... ta, którą widział kilka dni temu pod recepcją. Teraz wyglądała o niebo lepiej niż podczas ich pierwszego spotkania. Na jego nieszczęście sytuacja znów się powtórzyła. Ona wybiegła bez słowa, a on... ani nie miał odwagi, ani czasu, by się do niej odezwać.
- To pańska córka?- spytał z zaciekawieniem.
- Tak. Zaczęła tu treningi kilka dni temu i wpada do mnie od czasu do czasu.- Odparł pan Bartosz.
- Czyli jest piłkarką?- Coraz bardziej zaczynała mu się podobać. Czyżby łączyła ich wspólna pasja?
- Nie nazwałbym tak tego. Nigdy nie znała się na piłce. Postanowiliśmy z żoną ją tu zapisać bo była nieodpowiedzialna. Poza tym w jej wyglądzie już widać zmiany, niestety w charakterze jeszcze nie bardzo... Ale nie będę cię zanudzał moim życiem.- wytłumaczył - To koniec zabiegu, do zobaczenia jurto.- odparł ściągając rękawiczki.
- Nie zanudzał mnie pan.- zaśmiał się piłkarz. Ojciec Emilii wcale go nie zanudzał wręcz przeciwnie, był zadowolony, że dowiedział się czegoś o nieznajomej. Czuł mieszane uczucia. Był smutny, bo nie mógł grać, ale szczęśliwy z faktu, że zobaczył tajemniczą dziewczynę.
- Poczekaj jeszcze moment. Muszę wypełnić twoją kartę. Przypomnij mi, jak się nazywasz i możesz iść.
- Lionel Messi. Do zobaczenia.- wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi. Przed gabinetem czekał jego zmartwiony przyjaciel.
- Stary co to za dziewczyna, która wybiegła?- spytał zdziwiony i zaciekawiony Pique.
- To ta, o której ci opowiadałem tydzień temu.
- Czemu z nią nie porozmawiałeś?
- Na początku jej nie widziałem, a później spojrzała na mnie i wybiegła.
- Musisz ją odnaleźć.
- Wiem, że ten rehabilitant jest jej ojcem. Jutro też mam zabieg...





~~~~

No i jest 2 rozdział. Obiecałam, że zadedykuje go Paulinie i Kubie. Słowa dotrzymuje i was pozdrawiam :D Miał być szybciej, ale nastąpiły małe problemy z internetem. Wyszedł trochę długi i średnio mi się podoba.
Zapraszam do zostawiania komentarzy. :)

poniedziałek, 12 maja 2014

rozdział 1 " Bo co? Bo ona? Zapomnij."

Czasem trzeba zapomnieć o przeszłości tylko po to, aby znów stać się szczęśliwym i dostrzec, jak bardzo łudziliśmy się, że tacy właśnie jesteśmy. 

Wysiadłam z samolotu, a na moją twarz padły promienie hiszpańskiego słońca. Po raz pierwszy poczułam, że ten wyjazd nie jest taki zły. Rozkoszowałam się ciepłem. Idąc z walizką, a później jadąc do nowego domu. Oglądałam te piękne widoki, które już nie były tylko "google grafiką", którą mogłam ustawić sobie jako pulpit. Ja miałam tu mieszkać. Mijaliśmy zielone parki, w których pełno było ludzi z dziećmi, bawiącymi się na karuzelach i w piaskownicy. Pierwszy raz żałowałam, że moje dzieciństwo tak nie wyglądało. Ojca nigdy nie było w domu. Ciągle pracował w tej swojej klinice. Zawsze chciałam być córeczką tatusia, ale jestem tylko czarną owcą tej rodziny. Kulą u nogi państwa Borkowskich. To Adam jest tym lepszym, mądrzejszym. To jego bardziej kochają. Dlaczego muszę być jego bliźniacznką? Chciałbym być szczęśliwa, ale jestem tu sama. Nie mam nikogo, a mój idealny brat zalicza się do składu powietrza. 78% azot, 21% tlen, 1% inne gazy, w tym Adam i jego podwyższone ego 0,00001%.
Po godzinie zatrzymaliśmy się pod pewnym domem. Nieduży, biały, z ogródkiem i basenem. To jakiś żart, prawda? Kolejny w przeciągu tych dwóch dni. Odbierzemy klucze od właściciela i pojedziemy do siebie. Ale dlaczego oni wysiadają? Halo! Co się w wami stało? Ta cała Barcelona wypaczyła wasze mózgi. Przeszłam przez próg, a moje obawy z każdym krokiem się powiększały. Jak to możliwe? On jest taki mały. Przecież to 2/3 naszego domu w Polsce. Moja dusza zaczęła krzyczeć z rozpaczy i tęsknoty za domem, przyjaciółmi i moim wygodnym, uporządkowanym życiem. Time to say goodbye Polsko. 
Rodzice pokazali nam nowe pokoje. Jedynym plusem mojego był widok na morze. Mimo że każde wakacje spędziliśmy nad morzem Śródziemnym, zawsze jest ono tak samo piękne. 
Otworzyłam drzwi i usiadłam na balkonie. Oparłam głowę o ścianę rozkoszując się ciepłem. Więc tak: na uczczenie naszego przyjazdu pójdę jutro do galerii. W końcu muszę jakoś wyglądać. Tyle u hiszpańskich przystojniaków. Jakaś sukienka, nie lepiej dwie, nowe szpilki, tusz do rzęs, podkład...
Z zamyślenia wyrwał mnie głos ojca. 
- Emilia, obiad!- krzyknął. O ho! Ciekawe co teraz wymyślą. Gorzej już być nie może. Na schodach minęłam się z Adamem, który jako przykładny syn właśnie po mnie kroczył. Zderzyliśmy się ramionami na co fuknął i zaczął wracać zaraz za mną.
Jedliśmy w idealnej ciszy, którą przerwała szeptająca matka.
- Możesz im już powiedzieć?!
Popatrzyliśmy na siebie pytającym wzrokiem.
- Mam dla was wiadomość.- zaczął ojciec, a my skierowaliśmy na niego wzrok.
- Będziecie chodzili do liceum, a poza tym musicie chodzić na zajęcia sportowe w Ciutat Esportiva.- Adam wstał od stołu i momentalnie zaczął biegać po domu. Nie mógł trzymać w sobie tej euforii radości. Czy ten debil, napewno jest moim bratem? Czy on ma coś nie tak z głową? Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. 
-Tato, ale co to jest to jest Ciutat Esportiva? Dlaczego on tak się cieszy?- spytałam chcąc dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego nagłego wybuchu jego emocji.
- Jak możesz nie wiedzieć, co to jest.- krzyknął dalej szczęśliwy Adam.
- Jest to szkółka piłkarska FC Barcelony. Będziecie grali w piłkę nożną.- odpowiedział ojciec. Że co proszę? Zaczęłam się głośno śmiać, nie mogąc tego opanować. Dobra teraz to już przesadziliście z tą ukrytą kamerą. Wejdźcie i przestańcie mnie męczyć. To przestaje się robić zabawne.
- Ja i piłka? Jak wy sobie to wyobrażacie? To jakiś żart? - targały mną dziwne uczucia od śmiechu, aż po rozpacz. Nie ma mowy, że tam pójdę. Nie będę grała w piłkę to sport dla mężczyzn, poza tym to obrzydliwe tak się pocić.
- Mamy nadzieję, że to cię czegoś nauczy.- odpowiedziała mama z pewnością w głosie, a tata jej przytakiwał. Ciekawe czego mnie tam nauczą? Jak kopnąć piłkę? Każdy głupi to umie. Poderwałam się z miejsca z zamiarem ucieczki, lecz zatrzymał mnie głos, ten, którego się bałam. Głos ojca, poważnego i pewnego tego co robi. Tak bardzo nie lubiłam tego tonu. Wróciłam na miejsce. Tak z innej beczki mógłby zmienić ten ton. Nie jestem w wojsku. Chwileczkę... Gorzej jestem w więzieniu i to w pełni legalnie.
- Jutro o 12.30 macie testy sprawnościowe, jeśli się wam uda je przejść zaczynacie od przyszłego tygodnia. A ty droga panno nie próbuj oszukiwać - ostrzegam. Teraz możecie już odejść. 
Pobiegłam do pokoju, oparłam się o zimną ścianę i powolnie zjechałam po niej plecami. Podkuliłam nogi, a łzy leciały mi po policzkach. Nienawidzę ich, dzisiejszego dnia, tego domu oraz tej cholernej Hiszpanii. Tęskniłam za Polską i wszystkim, co się z nią wiązało. Na jedynej szafce w tym cholernym, pustym pokoju zauważyłam swój telefon. Musze zadzwonić do Wiki. Tylko ona mnie rozumie. Odblokowałam go, wybrałam numer, kliknęłam zieloną słuchawkę. Po chwili usłyszałam sygnał i dźwięk odbieranego telefonu, już miałam się przywitać, gdy nagle usłyszałam znajome głosy.
  • Przemek nie możemy się spotykać.
  • Bo co? Bo ona? Zapomnij.
  •  Była moją przyjaciółką...
  • Właśnie była, nie pamiętasz już jak nas zostawiła i teraz pewnie siedzi nad basenem, albo jest na zakupach.
  • Ale... ale to złe... choć jest trochę prawdy w tym co mówisz.
  • Nie myśl o niej, ona już nie wróci.- głos Przemka był taki obojętny, nigdy nie słyszałam takiego tonu w stosunku do siebie.
Zaraz, zaraz czy on ją właśnie pocałował? Skończony idiota! I pomyśleć, że chciałam układać sobie z nim życie. Jak mogli! Moja najlepsza przyjaciółka i chłopak. Czuję się, jak w brazylijskiej telenoweli. Nie chcę ich znać! Zdradzili mnie, podczas, gdy moje życie w dwa dni się rozwaliło. Rozpłakałam się. Tusz z najwyższej półki zaczął spływać po moich policzkach. Co ja mam teraz zrobić? Pewne jest to, że muszę o nich zapomnieć. Muszę pokazać wszystkim, że jestem silna, że wytrzymam. 
Siedziałam w ciszy jeszcze przez dłuższy czas, a w głowie miałam pustki, żadnego radykalnego pomysłu. Chwilę... Już wiem! Jestem genialna! No dobra, nie jestem to głupi pomysł. Chociaż może są jakieś szanse... Pójdę na ten durny test sprawnościowy i zdam go z jednym z najlepszych wyników w historii tego klubu. Co prawda ostatni raz ćwiczyłam na w-fie trzy miesiące temu, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. To było wysoko postawione wyzwanie. Czasem się zastanawiam, czy nie przesadzam. Przecież ja nie mam żadnych szans. Oj tam! Przekonamy się jutro. Postanowiłam się nie poddawać i spróbować. Spojrzałam na ekran telefonu. Oczy tak zapuchły mi od płaczu, że ledwo coś widziałam, lecz udało się dostrzec godzinę. Było już późno więc położyłam się spać.

- Emilia!- obiegało mnie wołanie ojca. Ocknęłam się. Wtem przypomniało mi się coś ważnego. Na śmierć zapomniałam o tych testach. Zrobiłam face plam, spadłam z materaca, który pełnił rolę łóżka i pobiegłam się przebrać.
- Już biegnę, czekajcie moment!- krzyknęłam  tak dla pewności.
Ubrałam się jak zawsze: krótka sukienka, a buty na wysokim obcasie były dopięciem mojej stylizacji. Tylko takie ubrania mam w szafie. Wzięłam torbę i spakowałam do niej jakąś bluzkę i spodenki sportowe. Zbiegłam na dół. Nagle Adam wybuchł śmiechem. Ten idiota znów się ze mnie śmieje. Czego on ode mnie chce tym razem? Ciekawe, czy on jest taki idealny.
- Na imprezę idziesz?- spytał z ironią w głosie. Postanowiłam go zlekneważyć. Z głupim się nie dyskutuje bo najpierw sprowadzi cię na swój poziom, a potem pokona doświadczeniem. Usiadłam do stołu i zjadłam śniadanie. Wyszliśmy z domu, po czym wsiedliśmy do samochodu, który wczoraj ojciec dostał od klubu. Swoją drogą niezłe cacko. Audi Q7 w kolorze czarnym, przyciemnione szyby, a w środku jasna tapicerka. Wprost idealnie. Chyba zacznie mi się tu podobać. Po 30 minutach byliśmy pod ośrodkiem treningowym. Wysiadłam z samochodu, a moja głowa od razu powędrowała w górę "FC Barcelona Ciutat Esportiva Joan Gamper". Umówiliśmy się z tatą, że przyjdziemy po wszystkim do jego gabinetu.
Weszłam do szatni, w której siedział tłum młodych dziewczyn. Ubrane były w stroje blaugrany. Włosy miały związane w kucyki albo warkocze. No to się fajnie zaczęło... Tragedia. To miasto nie przestanie mnie zaskakiwać. Zawsze coś. Jak ja przy nich wyglądam. Jak Angelina Jolie. Krótka sukienka i szpilki do tego mój makijaż. Ja przynajmniej o siebie dbam. Stanęłam w drzwiach. Nagle wybuchł śmiech. Takiej fali pogardy nigdy nie doznałam. Zawahałam się. Nie, nie będą mnie tak traktować. Weszłam dalej i zajęłam miejsce obok wolnej szafki. Zaczęłam się przebierać. Czułam na sobie ich palący wzrok, który zapewne lustrował moje ciało od góry do dołu. Czy one są takimi idiotkami i myślą, że ich nie słyszę? Chyba pokocham dyskrecję tych dziewczyn. 
Po chwili one wyszły na trening, a ja zostałam sama. Przebrałam się, postanowiłam zmyć make-up i pobiegłam na testy. Mijałam zegar, niestety byłam już spóźniona. Otworzyłam drzwi i z lekką zadyszką wbiegłam do sali testowej. Znowu poczułam na sobie palący wzrok ludzi. 
- A pani to gdzie się tak śpieszy? - usłyszałam miły i lekko rozbawiony głos.
- Ja przyszłam na testy, ale trochę się spóźniłam.- odpowiedziałam zmieszana.
Mężczyzna jeszcze raz uśmiechną się i podał mi rękę.
- Jestem Javier Alonso i trenuje tu dziewczyny. A to moi pomocnicy. Miło mi. A ty pewnie jesteś Emilia Borkowska.
- Tak.- roześmiałam się. Mój stres na chwilę ustąpił. - Jeszcze raz bardzo przepraszam.-odparłam. Głos trenera spoważniał.
- No dobrze tym razem ci daruje, bo jesteś tu pierwszy raz. Ale zaczynajmy już.- Przez resztę czasu trener nie był tak miły.
- Wyniki i decyzja będą za kilka dni.- Dodał na koniec Alonso.
Po 40 minutach wyszłam z sali. Kompletnie wykończona. To dobry znak? Udałam się do szatni, ogarnęłam się trochę i poszłam do gabinetu taty. 

~*~

W tym samym czasie Adam wszedł do szatni. W drzwiach został przywitany głośnym "siema!". Usiadł obok wolnej szafki i zaczął się przebierać. Nie miał za dużo czasu więc szybko wybiegł z pomieszczenia. Na testach w przeciwieństwie do siostry był punktualnie. Po wszystkim umówił się z nowymi kolegami by gdzieś wyjść. Już na początku złapał dobry kontakt z chłopakami. Mieli oprowadzić Polaka po Barcelonie. Egzaminy minęły mu tak jak się spodziewał, szybko. Lecz nie był pewny swojego wyniku, a musiał czekać jeszcze kilka dni. Wrócił do szatni, przebrał się i pobiegł szybko do gabinetu. Zostawił ojcu torbę ze strojem i oznajmił, że wychodzi z chłopakami i wróci sam do domu.

~*~

W gabinecie siedziałam już ponad godzinę. Było mi tak strasznie nudno. Aż zaczęłam robić origami. To chyba nie jest normalne, prawda? Kręciłam się na obrotowym krześle raz w prawo, raz w lewo. 
- Emilka mogłabyś coś dla mnie zrobić? Bo widzę, że ci się nudzi.- Spojrzałam na ojca z zaciekawieniem.
- No dobrze. - odparłam znudzonym głosem.
- Zanieś, proszę te dokumenty do pokoju nr 236.
Wyszłam z pomieszczenia i powolnym krokiem kierowałam się w stronę danego pokoju. Przy okazji, jak na mnie przystało zabłądziłam kilka razy w gąszczu korytarzy. Nagle poczułam trącenie, dokumenty wypadły mi z rąk i rozsypały się wokół mnie. Przykucnęłam aby je pozbierać. Właśnie miałam wypowiedzieć niemiłą wiązankę epitetów, gdy zobaczyłam, że mężczyzna schyla się, by mi pomóc. Uniosłam wzrok do góry i właśnie wtedy nasze spojrzenia się skrzyżowały. W bezruchu zaczęłam gapić się w jego czekoladowe oczy. Były piękne, a ich odcień niby brązowy, ale taki niesamowity. Po chwili ocknęłam się, odebrałam papiery i niemal biegiem stamtąd uciekłam, nie odwracając się nawet na moment...



sobota, 3 maja 2014

Prolog

Emilka- miała 17 lat i była typową materialistką, dla niej liczyło się tylko to, by ładnie wyglądać. Codzienne nakładanie dużej ilości makijażu, skąpe ubrania, zagrożenia w szkole, to tylko krótki jej opis. Nie przeczuwała jednak tego, co miało się stać. Jej życie miało się obrócić o 180- stopni za sprawą "ukochanego tatusia".

Jak co dzień wyszłam z domu i udałam się w kierunku szkoły. Jak zwykle niesamowicie mi się tam nudziło, nauczyciel matematyki wykazał się niezwykłą głupotą robiąc nam kolejną kartkówka, z której i tak dostanę jedynkę. Nienawidzę go, mimo że co drugi dzień robi nam kartkówkę to jeszcze wystawił mi zagrożenie na koniec semestru. Pozazdrościć inteligencji. Dzień dobry, nazywam się Zenon Kowalczyk i jestem idiotą. W dodatku mój ukochany ojczulek popsuł moje plany. Razem w Wiktorią miałyśmy iść na zakupy zaraz po lekcjach. Ale, nie... Po co?!  Lepiej zadzwonić i krzyczeć żebym wracała do domu. Pierwsze co zobaczyłam po przekroczeniu progu to niezliczona ilość kartonów wypełnionych naszymi rzeczami. O ho! Co on znowu wymyślili?! Czy powinnam zacząć się bać?
Usiedliśmy do obiadu, samo to nie mogło wróżyć nic dobrego. Tę okropną ciszę przerwał tata.
- Musimy porozmawiać.- powiedział. Mama wiedziała, o co chodziło, widziałam to po jej minie. Popatrzyłam to na Adama to na rodziców. Nie podoba mi się to. Oj bardzo mnie się to nie podoba...
- Przeprowadzamy się.- oznajmił, a ja omal nie zadławiłam się kawałkiem rukoli, którą właśnie miałam w ustach.
- Jak to? gdzie?- Adam wyrwał się pierwszy.
- Dostałem propozycję lepiej płatnej pracy jako fizjoterapeuta pierwszego zespołu FC Barcelony. Jutro o 12.00 mamy samolot. - wytłumaczył spokojnie jedząc obiad.
Adamowi zaświeciły się oczy, zawsze marzył by tam wyjechać, trenować i poznać piłkarzy. 
A ja? Ja byłam w ogromnym szoku. To jakiś marny żart. Czy to jest ukryta kamera?! Halo! Możecie już się pokazać. Prawie się nabrałam. Zaczęłam się śmiać pod nosem. Nie mogę zostawić Przemka i Wiki. Tutaj jest nam wygodnie. A mój hiszpański to jakaś kpina. Nie widzę tam przyszłości. 
-Wszystko jest już załatwione. Dom, w którym będziemy mieszkać i szkoła.- odparła mama. Wspierała go. Dlaczego nie sprzeciwiła mu się. Jak zawsze... 
Wstałam od stołu i nic nie mówiąc uciekłam do pokoju. Co za okropni ludzie. Jak mogli mi to zrobić?! Nienawidzę ich! Skryłam głowę w moją puchatą, różową poduszkę. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Wiktorii. Musiałam się komuś wygadać. A ona jest moją przyjaciółką. Tylko jej mogę zaufać. Po piętnastu minutach zjawiła się w moim pokoju. Zaczęłyśmy rozmawiać. Nasz dialog kręcił się wkoło przeprowadzki do Barcelony. Pocieszała mnie jak tylko mogła, ale na nic jej się to zdawało. Byłam załamana, a moje serce pękało...

Obudziłam się jakoś po 7.00. Na dobry początek spadam z łóżka. Doczłapałam się jakoś do łazienki i stanęłam przed lustrem. Niemal krzyknęłam widząc tego potwora. Moje oczy były zapuchnięte od płaczu, a twarz blada niczym ściana. Jak ja to zatuszuję?! Może mam dobry podkład, ale to jest jakiś dramat! Ubrałam się, nałożyłam makijaż, spakowałam ostatnie rzeczy i zeszłam do kuchni. Nalałam soku do szklanki, raczyłam się nim próbując nie myśleć o tej katastrofie. Rodzice oraz Adam biegali po domu upewniając się, czy aby napewno wszystko wzięli. 
Spojrzałam na zegarek, wybiła 10.00. Właśnie moje życie się rujnuje. Emilia Borkowska od teraz najbardziej nieszczęśliwe dziecko. Wsiedliśmy do wcześniej zamówionej taksówki. Po jakimś czasie byliśmy na lotnisku. Oczywiście swoje musieliśmy odstać w warszawskich korkach. Usiadłam na krzesełku z kapryśną miną. Zapewne wyglądałam jak naburmuszone dziecko. Zaraz, zaraz taka była prawda. Siedziałam obrażona na cały świat z rękoma założonymi na piersi. Znudzona obróciłam głowę. Przetarłam oczy nie mogąc uwierzyć w to co widzę. Przede mną stali Wiki i Przemek. Czy mówiłam już, że ich kocham?
- Co ty tu robicie?- spytałam natychmiastowo podnosząc się z miejsca.
-Przyjechaliśmy się pożegnać- odpowiedziała.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?- oburzył się. Spuściłam głowę. Wiem, że powinnam to zrobić, ale najzwyczajniej w świecie bałam się jego straty. Kocham go mocno i wydaję mi się, że to ten jedyny.
-Bałam się.- odrzekłam zgodnie z prawdą.
-Przecież będziemy rozmawiać na skype i odwiedzać się. Fakt nie będzie łatwo, ale się uda.- podszedł i przytulił mnie mocno.
- Naprawde? -spytałam z niedowierzaniem.
-Tak.- odpowiedział bez chwili namysłu. - A teraz leć już, bo się spóźnisz.
Pocałował mnie czule, a do moich oczu napłynęły łzy. Otarłam je delikatnie chusteczką. Nie chciałam się rozmazać. W końcu jestem w towarzystwie tysięcy ludzi i mojego ukochanego. Wzięłam w dłoń mój bagaż podręczny i zaczęłam iść w stronę bramki. Tuż przy niej odwróciłam się do przyjaciół machając dłonią, na co oni odpowiedzieli mi pokrzepiającym uśmiechem...




~~~~~~~~
Jest to mój pierwszy blog i pierwszy post, z góry przepraszam za błędy. Liczę, że będzie się miło czytać i zachęcam do zostawiania komentarzy :)

Blog jest w trakcie poprawy. Po przeczytaniu go doszłam do wniosku, że to jakaś tragedia i musze to zrobić. Główną zmianą jest narracja. Poprzednio była trzecioosobowa, ale uznałam, że pierwszoosobowa lepiej będzie tutaj pasowała. Poza tym poprawiam te okropne błędy językowe. Co prawda mogą się one pojawić i tutaj (błędy językowe to mój znak rozpoznawczy xd) ale nie będzie ich aż tyle. 

Rozdziały będą się pojawiały, jak tylko je poprawię.  Nie ustala konkretnego dnia bo mogłabym nie zdążyć. Obecnie piszę blog o Thiago więc nie mam za dużo czasu. :)