Lecz choćby oczy jej były na niebie, a owe gwiazdy w oprawie jej oczu, blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy.
Za kilka dni zaczynamy treningi z reprezentacją, a ja nawet o tym nie myślę. Powinienem się cieszyć, przecież mam szansę dokonać to, co Diego Maradona. Wierzę, że mamy szansę wygrać ten mundial. Ale na tą chwilę nie wychodzę ze szpitala na dłużej niż godzinę. Przylecieliśmy tu ponad dwa tygodnie temu, a ona wciąż jest w śpiączce. Lekarze mówią, że jej stan z dnia na dzień się poprawia. Poza tym nie mówią nic więcej. Wiele razy starałem się czegoś dowiedzieć, lecz na marne. Z resztą Adam i pan Bartosz też tego próbowali.
Wróciłem właśnie z dworu. Musiałem nabrać świeżego powietrza. Przywitałem się z nią, swoim zwyczajem delikatnie dotykając jej ust. Pośród bieli pościeli wciąż wyglądała niesamowicie. Widać, że jest słaba, a mimo to jakiś miły blask bije od jej drobnego ciała. Uścisnąłem jej dłoń, wcześniej ją całując.
- Cześć skarbie. Mam nadzieję, że czujesz się lepiej i niedługo do nas wrócisz. Wszyscy za tobą tęsknimy...- nagle poczułem delikatny uścisk dłoni. Był niewielki, ale na pewno był to uścisk. Nie wyobraziłem sobie tego. Uśmiechnąłem się szeroko. Powoli otwierała swoje brązowe oczy. Nacisnąłem przycisk, który miał przywołać lekarzy. Jej powieki uniosły się. Rozejrzała się po całym pomieszczeniu uważnie je oglądając.
- Jesteś w szpitalu, nie bój się.- powiedziałem spokojnym tonem, a dopiero wtedy Emilka mnie dostrzegła. Z ogromnym skupieniem lustrowała moją twarz. - Już wszystko jest w porządku.- pocałowałem jej dłoń.
- Kim jesteś?- spytała wystraszona. Widziałem w jej oczach, że się mnie bała. Niestety nie dane nam było dłużej porozmawiać. W sali zjawił się lekarz z eskortą pielęgniarek.
- Przepraszam Pana, ale musimy zbadać pacjentkę.- oznajmił mi, a ja posłusznie wykonałem jego polecenie. Stanąłem za szybą, uważnie przyglądając się ich czynom. Analizowałem jej słowa. Ona mnie nie pamiętała. Zapomniała o mnie. Poczułem ukłucie w sercu. Nie było to miłe uczucie. Świadomość, że osoba, którą kochasz cię nie pamięta, że może już nigdy cię nie pokochać. Po dwudziestu minutach doktor wyszedł z pomieszczenia, a ja poderwałem się z miejsca.
- Proszę się nie martwić wszystko jest w porządku. Dostała silne leki przeciwbólowe więc może być trochę osowiała.- oznajmił posyłając mi pokrzepiający uśmiech.
- Doktorze, ona mnie nie poznała.
- To bardzo prawdopodobne. Ma amnezję, niestety nie wiemy czy jest to trwały, czy tymczasowy zanik pamięci. Będziemy musieli zrobić tomografię.
- Mogę do niej wejść?
- Proszę bardzo, ale niech pan uważa. Jest wystraszona i zmęczona.
- Oczywiście, dziękuję.- pożegnaliśmy się, a ja wróciłem do jej sali. Patrzyła za okno, a następnie w skupieniu skierowała swoje piękne, brązowe oczy na mnie. Jej wzrok wędrował po każdej partii mojego ciała. Lustrowała mnie jakby chciała dowiedzieć się czegoś więcej bez zadawania pytań.
- Witaj Emi.- uśmiechnąłem się.
- Jestem Emilia, nie Emi. Pomyliłeś mnie z kimś innym. Tak w ogóle to skąd wiesz jak mam na imię? Nie znam cię.- wystraszona szybko mi odpowiedziała.
- W klubie wszyscy tak do ciebie mówią.
- W jakim klubie? Jacy wszyscy? Kim ty jesteś?- zasypała mnie pytaniami. Pokoi zaczynała ją denerwować ta sytuacja. Była zdezorientowana.
- W naszym klubie.
- Nie rozumiem.- pokręciła głową.
- Może powiem ci wszystko od początku.- zaproponowałem. Patrzyła na mnie swoimi dużymi, brązowym oczami.
- A nie będziesz kłamał?- spytała z nadzieją w głosie. Bała się mnie. Bolało, cholernie bolało.
- Oczywiście, że nie.- posłałem jej pokrzepiający uśmiech. - Nazywasz się Emilia Borkowska, jesteś z Polski, ale mieszkasz w Barcelonie. Masz osiemnaście lat.
- Gdzie jest Barcelona?
- To takie miasto w Hiszpanii. Przeprowadziłaś się tam z rodziną we wrześniu, bo twój tata został fizjoterapeutą pierwszej drużyny.
- A teraz co mamy?
- Połowę czerwca.- oznajmiłem, a ona pokiwała głową, na znak, że mnie rozumie. - Opowiadać dalej?
- Tak.
- W Barcelonie grasz w piłkę nożną. W drużynie femini.
- Ja i piłka nożna?- zaśmiała się. - Żartujesz.- pokręciłem przecząco głową. - Ja, piłka, klub? Nie, to niemożliwe. Przecież ja nie lubię piłki. Poza tym ci mężczyźni, może niektórzy są przystojni, ale tak biegają po boisku, a później są cali mokrzy.
- Ja jestem piłkarzem.- zaśmiałem się zmieniając na chwilę temat.
- A to przepraszam.- uśmiechnęła się do mnie promienie. - Nie wiedziałam. Opowiedz mi coś jeszcze.- poprosiła próbując usiąść. Syknęła z bólu, natychmiast poderwałem się z miejsca pomagając jej w wykonaniu czynności. - Dziękuję.- posłała mi ciepły uśmiech. Pierwszy raz tego dnia.
- Co jeszcze chcesz wiedzieć?
- Powiedz mi coś o sobie.
- Nazywam się Leo Messi, jestem piłkarzem. Gramy w tym samym klubie.- zacząłem.
- Dlaczego siedzisz obok mnie? Tylko ty tu jesteś?
- Narazie jestem tylko ja, twoja rodzina wróciła do hotelu. Byli zmęczeni więc ich o to poprosiłem. Wszyscy twoi przyjaciele codziennie dzwonią i pytają o twoje zdrowie.
- Nie znam ich, ale jestem pewna, że bardzo dobrze zrobiłeś.- uśmiechnęła się szeroko. Zaczęła oglądać swoje palce. Jej wzrok zatrzymał się na złotym pierścionku. - Piękny pierścionek. Jestem zakręcona?- spytała, a ja pokiwałem głową. - Mam tylko osiemnaście lat. Zgodziłam się na to bez przymusu?- zaśmiała się.
- Tak.
- Jak długo?
- Dwa miesiące.
- Chyba jestem nienormalna.- pokręciła głową z uśmiechem na ustach. - Z kim? Jaki on jest? Jak długo go znam? Mieszkam z nim? Powiedz mi o nim wszystko co wiesz. Dobrze go znasz?
- Dobrze, ba ja wiem o nim wszystko. Znacie się od września. Jest Argentyńczykiem i ma 24 lata. Również jest piłkarzem, gra na pozycji napastnika. Wiele razem przeszliście. Mieliście kilka kryzysów, ale walczył o ciebie i nie podawał się. Znajomi mówią, że jest spokojny, skromny, dużo się uśmiecha i mocno cię kocha. Często mówisz, że jest uparty, potrafi cię również zaskoczyć. Rodzina i przyjaciele odgrywają w jego życiu bardzo ważną rolę. Myślę, że nie jest najgorszą partią na męża.- zaśmiałem się, kończąc opowiadać jej o sobie. Nigdy nie potrafiłem mówić na temat swojego charakteru.
- Kto to taki?- spytała, obserwując moją twarz. Zestresowałem się i poczułem, że jakaś siła odbiera mi zdolność mówienia. Popatrzyłem za okno, a później na nią. Wciąż na mnie spoglądała, nawet na chwilę nie przerwała. Wziąłem głęboki oddech.
- To ja.- powiedziałem ledwo słyszalnie. Spuściłem głowę wlepiając wzrok w czubki swoich butów.
- Ty?- zdziwiła się. Próbowała się położyć, lecz sprawiało jej to wiele trudności.
- Zaczekaj, pomogę ci.- wstałem z miejsca, a następnie jej pomogłem. Wpatrywała się w biały sufit, myśląc zapewne o moich słowach. Nie prosiła żebym wychodził, a mi samemu nigdzie się nie spieszyło. Siedziałem na krzesełku co jakiś czas spoglądając na nią ukradkiem.
- Leo...- odezwała się cicho, po ponad godzinie. Uniosłem wzrok, aby na nią spojrzeć. Jej długie, ciemne włosy opadły na białą pościel, idealnie z nią kontrastując. Była niczym anioł pośród szpitalnej pościeli. Zmieszała się i odwróciła wzrok za okno. - W jakim mieście jestem?
- Jesteśmy w Argentynie, w Buenos Aries.
- Jaka jest pogoda?
- Jest ciepło około 25 stopni, świeci słońce i wieje delikatny wiaterek.
- Dziwnie się czuję wiedząc, że jestem twoją narzeczoną, ale cię nie pamiętam.
- To nic nie szkodzi.- uśmiechnąłem się lekko. Skłamałem. Bolało mnie to, że o mnie zapomniała, ale przecież nie mogę jej za to winić. Nie miała wpływu na wypadek i utratę pamięci.
- Chciałabym cię lepiej poznać.- powiedziała niepewnie, a mnie od środka zaczęła rozpierać radość. Poczułem cień nadziei na odbudowę naszej relacji.
- Mogę pokazać ci kilka zdjęć...- naszą rozmowę przerwało pojawienie się trzech osób w jej sali. Matka podbiegła do niej, a Emilia spojrzała na nią przerażona. Potem spojrzała na mnie.
- Nie bój się. To twoja mama, to tata, a to Adam, twój brat bliźniak.- wytłumaczyłem wstając z krzesełka. Ująłem jej dłoń w swoją, składając na niej delikatny pocałunek. - Pójdę już, do zobaczenia.- odwróciłem się, kierując w stronę drzwi.
- Leo.- zawołała mnie. Natychmiast na nią spojrzałam. Uśmiechała się lekko. - Dziękuję.
- Nie ma za co.
- Kiedy przyjdziesz?
- A kiedy chcesz?
- Wpadnij dziś wieczorem.- oznajmiła z uśmiechem. Odpowiedziałem jej tym samym gestem oraz skinieniem głowy na znak, że rozumiem, po czym wyszedłem z sali.
- Jesteśmy w Argentynie, w Buenos Aries.
- Jaka jest pogoda?
- Jest ciepło około 25 stopni, świeci słońce i wieje delikatny wiaterek.
- Dziwnie się czuję wiedząc, że jestem twoją narzeczoną, ale cię nie pamiętam.
- To nic nie szkodzi.- uśmiechnąłem się lekko. Skłamałem. Bolało mnie to, że o mnie zapomniała, ale przecież nie mogę jej za to winić. Nie miała wpływu na wypadek i utratę pamięci.
- Chciałabym cię lepiej poznać.- powiedziała niepewnie, a mnie od środka zaczęła rozpierać radość. Poczułem cień nadziei na odbudowę naszej relacji.
- Mogę pokazać ci kilka zdjęć...- naszą rozmowę przerwało pojawienie się trzech osób w jej sali. Matka podbiegła do niej, a Emilia spojrzała na nią przerażona. Potem spojrzała na mnie.
- Nie bój się. To twoja mama, to tata, a to Adam, twój brat bliźniak.- wytłumaczyłem wstając z krzesełka. Ująłem jej dłoń w swoją, składając na niej delikatny pocałunek. - Pójdę już, do zobaczenia.- odwróciłem się, kierując w stronę drzwi.
- Leo.- zawołała mnie. Natychmiast na nią spojrzałam. Uśmiechała się lekko. - Dziękuję.
- Nie ma za co.
- Kiedy przyjdziesz?
- A kiedy chcesz?
- Wpadnij dziś wieczorem.- oznajmiła z uśmiechem. Odpowiedziałem jej tym samym gestem oraz skinieniem głowy na znak, że rozumiem, po czym wyszedłem z sali.
W szpitalu pojawiłem się przed 21. Wiedziałem, że nie zastanę tam jej matki, a oddział będzie pusty. Teoretycznie pora odwiedzin już dawno się skończyła, ale poznałem miłą pielęgniarkę, która w zamian za koszulkę z podpisami reprezentacji codziennie mnie tam wpuszczała. Tak było i dzisiaj. Uchyliłem drzwi i wyjrzałem zza nich. Na mój widok Emi nieśmiało się uśmiechnęła, co dodało mi odwagi, aby wejść do środka. Usiadłem na krzesełku, wcześniej całując jej drobną dłoń. Na jej policzki wkradł się rumieniec, a głowę schowała we włosach. Zapewne nie chciała żebym ją zobaczył. A ja uwielbiam jak się rumnini, jest wtedy taka urocza.
- Miło z twojej strony, że przyszedłeś.
- Obiecałem, a Lionel Messi zawsze dotrzymuje słowa.- zaśmiałem się. - Co robiłaś?- spytałem aby rozluźnić atmosferę.
- Prawie cały dzień spędziłam z rodziną. Wiele mi opowiadali. Wiesz... Chciałabym to wszystko pamiętać. To takie dziwne uczucie, gdy masz wrażenie, że coś przeżyłeś, ale nie masz pojęcia co.
- Nie przejmuj się. Jest duża szansa, że jeszcze wszystko sobie przypomnisz.- ująłem jej dłoń w swoją. Nie zabrała jej, jedynie lekko się zawstydziła. - Przyniosłem zdjęcia.- wskazałem na torbę z laptopem, która leżała przy moich nogach.
- Pomożesz mi usiąść?- spytała niepewnie. Bez zastanowienia wykonałem jej prośbę. Postanowiłem laptopa na jej kolanach, a sam usiadłem tak, abym mógł opowiadać jej o fotografiach.
- Miło z twojej strony, że przyszedłeś.
- Obiecałem, a Lionel Messi zawsze dotrzymuje słowa.- zaśmiałem się. - Co robiłaś?- spytałem aby rozluźnić atmosferę.
- Prawie cały dzień spędziłam z rodziną. Wiele mi opowiadali. Wiesz... Chciałabym to wszystko pamiętać. To takie dziwne uczucie, gdy masz wrażenie, że coś przeżyłeś, ale nie masz pojęcia co.
- Nie przejmuj się. Jest duża szansa, że jeszcze wszystko sobie przypomnisz.- ująłem jej dłoń w swoją. Nie zabrała jej, jedynie lekko się zawstydziła. - Przyniosłem zdjęcia.- wskazałem na torbę z laptopem, która leżała przy moich nogach.
- Pomożesz mi usiąść?- spytała niepewnie. Bez zastanowienia wykonałem jej prośbę. Postanowiłem laptopa na jej kolanach, a sam usiadłem tak, abym mógł opowiadać jej o fotografiach.
Po raz kolejny tej nocy wybuchła głośnym śmiechem.
- Naprawdę przylecieliście do Polski specjalnie dla mnie?- skinąłem twierdząco głową w odpowiedzi na jej pytanie.
- W dodatku oni się zgubili, a ty musiałaś ich szukać po całej Warszawie.- dodałem, a ona znowu się roześmiała, przewijając na kolejne zdjęcie.
- Tutaj jest Gerard, Neymar, tu... tu jest ten... No Ale... Alexis, tutaj Xavi.- wymieniała po kolei wszystkich piłkarzy, wskazując na ich twarze. Kliknęła strzałkę w prawo i ukazało jej się nasze zdjęcie. Siedzieliśmy całując się na ławce przy la Rambla. Zawstydzona spuściła głowę.
- Tego dnia przez przypadek spotkałem cię na la Rambla. Pomogłaś mi wybrać prezent urodzinowy dla mojej siostry, a później jedliśmy rurki z kremem. Dlatego masz pół policzka brudnego.- wskazałem na ekran. Spojrzała na moją twarz. Przyglądała się chwilę.
- Wiesz mam takie wrażenie, że cię znam.- oznajmiła, a mi od razu zrobiło się cieplej na sercu. Pragnąłem, aby sobie choć trochę przypomniała.
- To zdjęcie zrobiłaś nam w pokoju u twojej babci. W dziesiątkę spaliśmy w pomieszczeniu mniejszym niż to.- rozejrzałem się dookoła.
- Neymar i ty wyglądacie pięknie. Dwa słodziaki.- zaśmiała się.
- Tylko nie słodziaki.- pogroziłem jej palcem. Zrobiło mi się zimno. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, więc potarłem ramiona, by się troszkę rozgrzać.
- Jest ci zimno?- zapytała troskliwie.
- To pewnie od klimatyzacji.- spojrzałem na wywietrzniki znajdujące się pod sufitem. Chwilę nad czymś myślała, po czym nieśmiało się do mnie uśmiechnęła.
- Połóż się ze mną.- zaproponowała. Zdziwiłem się jej słowami, a ona na widok mojej miny cichutko zachichotała. - Nie bój się. Skoro byłeś... Znaczy jesteś moim narzeczonym to chyba się mnie nie wstydzisz.
- Nie chcę zrobić ci krzywdy.
- Nic się nie stanie, chodź.- podniosła kołdrę. Nieśmiało i z oporem położyłem się obok niej. Przykryła mnie, po czym się uśmiechnęła. - Opowiedz mi coś więcej o sobie.- poprosiła. - O nas.- dodała spoglądając w moje oczy.
- Jak już wspomniałem wcześniej, jestem piłkarzem. Gram w FC Barcelonie jako napastnik. Mam dwadzieścia cztery lata i jestem Argentyńczykiem. Babcia zaprowadziła mnie na pierwszy trening. Dlatego teraz po strzelaniu bramki unoszę ręce, na znak, że są dla niej. Gdy miałem kilkanaście lat zdiagnozowano u mnie karłowatość przysadkową. Ani mój klub, ani rodzice nie mieli pieniędzy na hormony. Wtedy pojawił się mężczyzna z Katalonii. Oni sprowadzili mnie do Barcelony, płacili za kurację, a ja rozwijałem się grając w piłkę.
- Niezwykłe, że tyle przyszedłeś.- niepewnie objąłem ją ramieniem. Nie chciałem jej wystraszyć, ale tego co zrobiła się nie spodziewałem. Przysunęła się bliżej mnie i położyła głowę na mojej klatce piersiowej. Pocałowałem ją w czubek głowy, następnie przeczesałem jej włosy. - Przykryj się porządnie, jesteś zimny.- zaśmiała się lekko, okrywając mnie kołdrą. - Gdy spałam miałam wrażenie, że jest mi chłodno, być może właśnie od klimatyzacji.- spojrzała przed siebie rozmyślając.
Rozmawialiśmy już kolejną godzinę. Opowiadałem jej o wszystkim, co chciała wiedzieć. Jej cichy śmiech roznosił się echem po całej sali.
- Która godzina?- przetarła oczy piąstkami. Jej powieki powoli zaczynały się zamykać.
- 4.30- odpowiedziałem. - Zobacz już wschodzi słońce.- wskazałem na okno. Wyjrzała przez nie, aby móc zobaczyć niebo. Dzisiaj wyglądało ono wyjątkowo pięknie. Pomarańcz, róż, błękit rozlewały się nad horyzontem, aby stworzyć tak wyjątkowe arcydzieło. Było ono piękniejsze niż niejeden obraz Michała Anioła, czy Leonardo da Vinci.
- Jest piękne.- westchnęła, po czym powtórnie przetarła oczy i ziewnęła.
- Chyba powinnaś iść spać. Potrzebujesz odpoczynku, a gdyby lekarz dowiedział się, że tyle nie śpisz na pewno, by mnie stąd wyrzucił.
- Pomagałeś mi tylko odzyskać trochę wspomnień. Dziękuję.- uśmiechnęła się, a następnie wtuliła we mnie. Spojrzała w moje oczy, uniosła ciało na łokciu i musnęła moje wargi. Byłem zaskoczony. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Wszystkiego, ale nie tego. - Ty też tak robiłeś. Czułam to.- oznajmiła szeptem. Nic więcej nie powiedziała tylko z uśmiechem na ustach położyła się na moim ramieniu, mocno wtulając się w moje ciało, a po kilku minutach zasnęła...
- Neymar i ty wyglądacie pięknie. Dwa słodziaki.- zaśmiała się.
- Tylko nie słodziaki.- pogroziłem jej palcem. Zrobiło mi się zimno. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, więc potarłem ramiona, by się troszkę rozgrzać.
- Jest ci zimno?- zapytała troskliwie.
- To pewnie od klimatyzacji.- spojrzałem na wywietrzniki znajdujące się pod sufitem. Chwilę nad czymś myślała, po czym nieśmiało się do mnie uśmiechnęła.
- Połóż się ze mną.- zaproponowała. Zdziwiłem się jej słowami, a ona na widok mojej miny cichutko zachichotała. - Nie bój się. Skoro byłeś... Znaczy jesteś moim narzeczonym to chyba się mnie nie wstydzisz.
- Nie chcę zrobić ci krzywdy.
- Nic się nie stanie, chodź.- podniosła kołdrę. Nieśmiało i z oporem położyłem się obok niej. Przykryła mnie, po czym się uśmiechnęła. - Opowiedz mi coś więcej o sobie.- poprosiła. - O nas.- dodała spoglądając w moje oczy.
- Jak już wspomniałem wcześniej, jestem piłkarzem. Gram w FC Barcelonie jako napastnik. Mam dwadzieścia cztery lata i jestem Argentyńczykiem. Babcia zaprowadziła mnie na pierwszy trening. Dlatego teraz po strzelaniu bramki unoszę ręce, na znak, że są dla niej. Gdy miałem kilkanaście lat zdiagnozowano u mnie karłowatość przysadkową. Ani mój klub, ani rodzice nie mieli pieniędzy na hormony. Wtedy pojawił się mężczyzna z Katalonii. Oni sprowadzili mnie do Barcelony, płacili za kurację, a ja rozwijałem się grając w piłkę.
- Niezwykłe, że tyle przyszedłeś.- niepewnie objąłem ją ramieniem. Nie chciałem jej wystraszyć, ale tego co zrobiła się nie spodziewałem. Przysunęła się bliżej mnie i położyła głowę na mojej klatce piersiowej. Pocałowałem ją w czubek głowy, następnie przeczesałem jej włosy. - Przykryj się porządnie, jesteś zimny.- zaśmiała się lekko, okrywając mnie kołdrą. - Gdy spałam miałam wrażenie, że jest mi chłodno, być może właśnie od klimatyzacji.- spojrzała przed siebie rozmyślając.
Rozmawialiśmy już kolejną godzinę. Opowiadałem jej o wszystkim, co chciała wiedzieć. Jej cichy śmiech roznosił się echem po całej sali.
- Która godzina?- przetarła oczy piąstkami. Jej powieki powoli zaczynały się zamykać.
- 4.30- odpowiedziałem. - Zobacz już wschodzi słońce.- wskazałem na okno. Wyjrzała przez nie, aby móc zobaczyć niebo. Dzisiaj wyglądało ono wyjątkowo pięknie. Pomarańcz, róż, błękit rozlewały się nad horyzontem, aby stworzyć tak wyjątkowe arcydzieło. Było ono piękniejsze niż niejeden obraz Michała Anioła, czy Leonardo da Vinci.
- Jest piękne.- westchnęła, po czym powtórnie przetarła oczy i ziewnęła.
- Chyba powinnaś iść spać. Potrzebujesz odpoczynku, a gdyby lekarz dowiedział się, że tyle nie śpisz na pewno, by mnie stąd wyrzucił.
- Pomagałeś mi tylko odzyskać trochę wspomnień. Dziękuję.- uśmiechnęła się, a następnie wtuliła we mnie. Spojrzała w moje oczy, uniosła ciało na łokciu i musnęła moje wargi. Byłem zaskoczony. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Wszystkiego, ale nie tego. - Ty też tak robiłeś. Czułam to.- oznajmiła szeptem. Nic więcej nie powiedziała tylko z uśmiechem na ustach położyła się na moim ramieniu, mocno wtulając się w moje ciało, a po kilku minutach zasnęła...


Śmierć przychodzi nieoczekiwanie i czasami odbiera nam najważniejsze dla nas osoby. Nie liczy sie wiek, płeć ani to, co robią na codzień i czy są dobrymi ludźmi, czy może tym złymi.
OdpowiedzUsuńNie umierają jednak do końca, bowiem cząstke nich samych nosimy w swoich sercach zapewniając im tym samym nieśmiertelność. Żyją także w naszych wspomnieniach.
To prawda. O tym wszystkim mają okazję przekonać się: Gerard Pique - mężczyzna, który prawdopodobnie nigdy nie dorośnie i Julia Hernandez - niepozorna, młoda kobieta, która skrywa ciekawą tajemnicę i stara się zatuszować swoją przeszłość.
Jak owa dwójka poradzi sobie w opiece nad małą Lią, która w tak tragiczny sposób straciła rodziców?
#Pique #Fabregas #Lia #FCBarcelona
para-siempre-fcb.blogspot.com
Ona opuszcza Turyn, on rezygnuje z dlaszej gry w Chelsea. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - oboje uciekają przed przeszłością. A gdzie? Do Madrytu. To własnie tam chcieliby zacząć od nowa. Oboje wiedzą, że mają zbyt wiele do stracenia jeśli znowu coś pójdzie nie tak. Czy zdecydują się na bycie razem? Czy miłość przezwycięży lęki i bolesne wspomnienia?
Humorystyczne opowiadanie o szalonych i pociesznych zawodnikach Realu jak i również nieco kłopotliwym trójkącie miłosnym w którego skład wchodzą: Iker, Anastasia i Michael.
#RealMadrid #Ballack #Casillas
te-quiero-para-siempre.blogspot.com
Powracam po długiej nieobecności. Jeśli masz ochotę, serdecznie zapraszam, na nowe rozdziały
Co knuje brat bliźniak Fabregasa? Do czego doprowadzą kłótnie Julii i Gerarda?
Co się stało z Mesutem? Co jest powodem dziwnego zachowania Michaela i co na to Anastasia?
Namiary do siebie możesz zostawić w Spamie. Chętnie zajrzę. Pozdrawiam ;)
Tak po krótce zapoznałam się z treścią bloga i musze przyznać, że to całkiem fajna historia. Postaram się szybko nadrobić. ;) zapraszam równiez do mnie jesli masz ochote. :)
UsuńFajny blog ;) zapraszam do siebie i czekam na next ;)
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie i zapraszam do mnie xd
OdpowiedzUsuń