sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 28 "Nawet jeśli już się nie spotkamy, ja nigdy o tobie nie zapomnę."

Roz­sta­nia by­wają trud­ne. W szczególności, gdy nie jes­teś pew­ny jut­ra i trud­no Ci kreować jakąkol­wiek przyszłość. Roz­sta­nia by­wają trud­ne. Ale ludzie się roz­stają... Spraw­dzają połącze­nia, pa­kują ba­gaże, od­pro­wadzają się na po­ciąg, pat­rzą w smugę od­la­tujące­go sa­molo­tu... Roz­sta­nia by­wają trud­ne. Lecz trze­ba trwać. To je­dyne an­ti­dotum. Prze­cież z niektórych podróży kiedyś w końcu się wraca. 


Przyjemne ciepło promieni słonecznych ogrzewało moją twarz. Powoli uniosłam powieki, które wydały mi się dzisiaj wyjątkowo lekkie. Pod jedną z dłoni poczułam czyjeś ciało. Mój wzrok natomiast powędrował na twarz posiadacza, tego dobrze zbudowanego ciała. Popatrzyłam na piłkarza delikatnie się przy tym uśmiechając. Od kiedy się obudziłam mam w głowie pustkę, jakby czarną dziurę. Mam przeświadczenie, że już spotkałam tych ludzi, ale ich nie pamiętam. Nic, zero. Żadnych przebłysków, sama biel lub czerń. Okropne uczucie, którego nie mogę się pozbyć. Wszyscy opowiadają o mnie. Jaka byłam, co robiłam, ale nikt nie mówi o wypadku. Czyżby to było coś poważnego? Nie wiem nic, jedynie to co powiedział mi lekarz, czyli że byłam w śpiączce prawie dwa tygodnie i mam złamane trzy żebra. Ból jest okropny, ale zapewne wytrzymuję tylko dlatego, że dostaję końskie dawki leków przeciwbólowych. Popatrzyłam na twarz wciąż śpiącego Argentyńczyka. Lekko się uśmiechał. Z wielkim trudem udało mi się wstać nie budząc go przy tym. Wiem, że siedział przy moim łóżku cały czas, gdy byłam w śpiączce i bardzo mu za to dziękuję, mimo że go nie pamiętam jestem mu wdzięczna za to co dla mnie robi. Jest aniołem w postaci mężczyzny. Czułam czyjąś bliskość, czułam jego dłonie i dotyk jego ust na przywitanie. Dopiero dzisiaj przed snem zaczęłam sobie przypominać wszystko co słyszałam lub czułam, gdy spałam. Kroczek za kroczkiem podeszłam do okna. Usiadłam na ogromnym parapecie, który znajdował się dość nisko, przez co nie sprawiło mi to większego problemu. Oparłam głowę o ramę i patrzyłam na krajobraz. Było pięknie. Słońce ogrzewało ludzi, którzy w krótkich ubraniach chodzili po ulicach. Byli szczęśliwi, a mi wydawało się, że ja nie mogłam taka być. Coś poważnego stało się przed wypadkiem, jednak nie wiem co. Nie wiedziałam jaką osobą byłam. Czy zraniłam kogoś? Czy byłam szczęśliwa? Popatrzyłam na złoty pierścionek z diamentowym oczkiem, który widniał na mojej dłoni. Był piękny, lecz nie pamiętałam momentu oświadczyn. Czy było nagle, romantycznie, a może w szalonym miejscu... Swoją drogą nie wiem, czy tego chcę. Nie znam go, w sumie nie pamiętam, a to co innego. Nie wiem, czy jest ze mną stuprocentowo szczery. Boję się komukolwiek zaufać. Lecz staram się z całych sił. Nagle usłyszałam ruch białej pościeli. Natychmiast spojrzałam w tamtą stronę.  Leo jeszcze z zamkniętymi oczami przytulał kołdrę. Uśmiechnęłam się szeroko na jego widok, a on nagle uniósł jedną powiekę do góry.
- A ty co się ze mnie śmiejesz?- zapytał podśmiewając się.
- Bo mogę.- pokazałam mu język.
- Jak ty się tam znalazłaś. Wracaj do łóżka.- wstał ze szpitalnego mebla i zaczął iść w moją stronę. Zatrzymał się obok mnie. Przykucnął, przez co był ode mnie niższy. Chwilę lustrował moją twarz. Pocałował moja dłoń, a ja poczułam, jak ciepło rozlewa się po całym moim organizmie, a w miejscu dotyku jego ust powstają ciarki. Nie wiem, jak to robił, ale panował nad moim ciałem lepiej niż ja. To chyba powinno znaczyć, że był dla mnie ważny. A może tylko tak mi się wydawało. Nie wiem... Już nic nie wiem... Podniósł się po czym wziął mnie na ręce, niosąc na łóżko.
- Ale ja już nie chcę tu leżeć. Nam dosyć. Chcę wyjść na dwór, chcę poczuć to świeże powietrze.- westchnęłam z rozmarzeniem.
- Jeśli tylko lekarz pozwoli zbiorę cię stąd.- uśmiechnął się ciepło. - O ile będziesz tego chciała.- dodał po chwili.
- Oczywiście, że tak.- uśmiechnęłam się lekko, a on delikatnie odłożył mnie na łóżko.

~*~

Siedzieliśmy na szpitalnym łóżku grając w karty. Jej dźwięczny śmiech roznosił się echem po całej sali, jak nie po piętrze.
- To jest nie fair! Oszukiwałeś!- pisnęła rzucając karty na łóżko.
- Ja?! Skądże takie pomysły?- Uniosłem dłonie w geście niewinności. - A teraz nagroda.- uśmiechnąłem się na samą myśl. Wskazałem palcem na policzek, gdzie niedługo później znalazły się jej usta. W sali zapanowała cisza. Można by niemal usłyszeć nasze bijące serca. Przyglądała się mi jakby chciała o coś spytać, ale się bała.
- Leo...- zaczęła drżącym głosem. Spuściła wzrok, bawiąc się nerwowo palcami. - Jak doszło do wypadku?- wyszeptała pełna obaw. Westchnąłem na samo wspomnienie tamtego dnia.
- Lecieliśmy do mojej rodziny. Chciałem pokazać ci Rosario.- zacząłem niepewnie. - Gdy startowaliśmy powiedziałaś mi, że masz złe przeczucia, a później zasnęłaś. Po kilku godzinach coś zaczęło dziać się z samolotem. Poczułem wstrząsy, następnie jak mocno ściskasz moją dłoń, a później okropny ból przeszywający całe moje ciało. Więcej nie pamiętam.
- A wiesz co spowodowało lądowanie?
- Jeszcze niczego nie ustalono. Prawdopodobnie to problemy z silnikiem. -uśmiechnąłem się, aby dodać jej otuchy. Nie było powodów do radości, ale nie chciałem żeby się zamartwiała. 

Ostatnie cztery dni spędziłem u Emilii w szpitalu. Przekonywała się do mnie, choć to co zdarzyło się tamtej nocy już się nie powtórzyło. Pragnąłem znów poczuć jej usta na swoich, ale nie mogłem tego od niej oczekiwać.
Na dworze robiło się ciemno, a ja jeszcze siedziałem w pokoju Polki. Już dawno powinno mnie tu nie być ze względu na mój jutrzejszy wyjazd.
- Muszę się zbierać.- zacząłem leniwie. Nie chciałem stąd wychodzić, ale czas płynął, na moją niekorzyść, nieubłaganie.
- Przyjdziesz jutro?- spytała z nadzieją. Każdego dnia zadawała mi to pytanie. Widziałem jak się cieszyła, gdy pojawiałem się w jej sali. Ze smutkiem na twarzy pokręciłem przecząco głową. Pragnąłem być przy niej, ale był mundial... Decyzja o wzięciu w nim udziału wcale nie była prosta. Wiedziałem, że mamy szansę i muszę pomoc reprezentacji.
- Niestety nie dam rady. Jutro lecę do Brazylii zaczynam przygotowania do mistrzostw świata.- westchnąłem. Spuściła ze smutkiem głowę.
- Jak długo tam będziesz?- spytała niepewnie unosząc wzrok i kierując go wprost na mnie.
- Mam nadzieję, że do finału, czyli niecały miesiąc.
- To znaczy, że już się nie spotkamy?- spytała ze smutkiem. Widziałem jak jej oczy się zaszkliły. Spojrzała na mnie, a mi aż serce zaczęło pękać. Usiadłem na brzegu szpitalnego łóżka. Położyłem dłoń na jej policzku, a palcem starłem łzę, która po nim spływała.
- Obiecuję, że jeszcze się spotkamy. Jeśli nie wyjdziesz ze szpitala przed zakończeniem mistrzostw to przylecę tutaj, albo spotkamy się w Barcelonie.- ucałowałem jej czoło. - W razie potrzeby dzwoń do mnie, a ja natychmiast wsiadam do samolotu i lecę do ciebie gdziekolwiek będziesz.- oznajmiłem. Byłem pewien swoich słów. Nie chciałem jej zawieść. Gdyby rzeczywiście potrzebowała mojej pomocy, byłem gotowy uciec nawet z boiska żeby do niej przylecieć. Oparła czoło o mnie, trąciła mój nos swoim noskiem, po czym złączyła nasze wargi. Na początku całowała nieśmiało, a później  coraz czulej . Rozłączyła nasze usta, wtulając się we mnie.
- Będę za tobą tęskniła. Nawet jeśli już się nie spotkamy, ja nigdy o tobie nie zapomnę.- oznajmiła ze łzami w oczach. Nie miałem serca stamtąd wychodzić, ale musiałem to zrobić. Musnąłem jej usta na pożegnanie i wstałem. Zatrzymałem się dopiero przy drzwiach. Musiałem jeszcze utrwalić jej cudowny widok w swojej pamięci.
- Obiecuję, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie.- uśmiechnąłem się, po czym wyszedłem. Zatrzymałem się dopiero pod szpitalem, a po moich policzkach spłynęły łzy. Rozstania bywają trudne, szczególnie w takim momencie, gdy martwisz się o ukochaną osobę. Zostawiam ją w dobrych rękach i mam nadzieję, że o mnie nie zapomni.

Wysiadłem z samolotu i od razu skierowałem się po mój bagaż, a po jego odebraniu, wcześniej zamówioną taksówką, udałem się do hotelu naszej reprezentacji. Jako jedyny nie leciałem z drużyną. Wszystko ze względu namoją obecną sytuację. Trener nie miał nic przeciwko żebym dołączył dzień później, za co jestem mu wdzięczny. Recepcjonistka uśmiechnęła się do mnie, po czym wydała kartę do pokoju. Przejechałem nią w czytniku, co pozwoliło mi otworzyć drzwi. Wszedłem do środka, nie zdążyłem nawet odstawić walizki, gdy poczułem na sobie ciężar przyjaciela.
- Kun złaź ze mnie.- jęknąłem przez śmiech.- Jesteś za ciężki.- przeszedłem do wnętrza pokoju z Sergio uwiesznonym na moich plecach. Zeskoczył ze mnie dopiero obok łóżka.
- Świetnie, że już jesteś. Wszyscy na ciebie czekali.- oznajmił z szerokim uśmiechem.
- Super.- odpowiedziałem bezuczuciowo, wracając po walizkę.
- Coś złego się stało?- jego ton stał się poważniejszy. - Coś z Emi?- dorzucił kolejne pytanie. Pokręciłem przecząco głową.
- Wszystko dobrze, ale mundial bez niej to nie to samo. Nie chciałem jej tam zostawiać. Wolałbym mieć ją teraz przy sobie.
- A odzyskała pamięć?- spytał pełen nadziei.
- Nie, wciąż niczego nie pamięta. Przypominają jej się jedynie słowa i nasze czyny w czasie, gdy spała.- wytłumaczyłem mu podchodząc do okna. Wyjrzałem przez nie wpatrując się w to niezwykłe miejsce. Widok był piękny i jestem przekonany, że Emilia również byłaby zachwycona. - Spodobałoby jej się tutaj.- westchnąłem czując, że już za nią tęsknię. Jestem uzależniony od widoku jej cudownego uśmiechu i oczu, w których mieszczą się wszystkie kiedykolwiek skradzione z nieba gwiazdy. Połyskują, gdy się śmieje, a gdy płacze z nieba spada deszcz.
- Też tak sądzę.- podszedł do mnie, kładąc dłoń na moje ramię. - Musisz być dla niej silny, a teraz chodź za pół godziny zbieramy się na pierwszy trening. Pomachamy reszcie świata z boiska, gdy będziemy wznosić puchar. 
- Zdecydowanie jesteś zbyt dużym optymistą, ale tym razem się z tobą zgodzę.- zaśmiałem się głośno.
Będąc na murawie poczułem jak bardzo brakowało mi piłki. Stęskniłem się za grą. Piłka nożna była moją pierwszą miłością i pozostanie w moim życiu bardzo ważna.  Te kilka godzin spędzonych na treningu pozwoliło mi się odstresować. Mogłem zapomnieć o złych rzeczach i zająć się tylko grą. Porzuciłem problemy ze szpitala i zająłem się swoją drugą miłością - piłką nożną.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz