piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 29 "No chodź, będzie śmiesznie"


Nadzieja is­tnieje zaw­sze, do os­tatniej chwi­li. Dlatego właśnie jest nadzieją. Nie możemy jej zo­baczyć, ale ona jest dos­ta­tecznie blis­ko naszych twarzy, byśmy poczu­li po­wiew po­ruszo­nego po­wiet­rza. Jest zaw­sze tuż obok i niekiedy uda­je się nam ją schwy­tać i przyt­rzy­mać na ty­le długo, by wyg­nała z nas piekło.





Dzisiaj graliśmy pierwszy mecz na mistrzostwach świata. Przed nami stała drużyna z Europy, a dokładniej Bośnia i Hercegowina. Ubrany w biało-niebieskie barwy z dumą wyszedłem na murawę. Stałem dzisiaj jako pierwszy w roli kapitana. Zaśpiewaliśmy hymny narodowe, wymieniliśmy się proporczykami, wybraliśmy połowy i byliśmy gotowi do rozpoczęcia rozgrywki. Już w pierwszej połowie Bośniacy zanotowali bramkę samobójczą. Do końca nie działo się już nic ciekawszego. Podania, w których więcej było chęci niż celności, bezsensowne strzały z obu stron. Po przerwie również było ciężko. Starłem się ze wszystkich sił. Podawałem, dryblowałem, nawet rzut wolny się przydarzył, ale kopnąłem nad poprzeczką. Zbyt bardzo chciałem coś strzelić. Moje chęci nie przetwarzały się na skuteczność. Nie rozumiałem dlaczego w klubie zawsze mi wychodzi, a gdy chcę zasłużyć się dla kraju coś we mnie pęka.
Była 65 minuta, gdy mocno uderzyłem futbolówkę, a ona zatrzepotała w siatce. Ucieszyłem się, tym bardziej, że od miesiąca nie mam powodów do radości. Zawodnicy rzucili się na mnie, mocno ściskając. Gdy dali mi trochę wolnej przestrzeni, zrobiłem z palców literkę "E" mając nadzieję, że Emi mnie ogląda. Przebiegłem obok trybuny VIP instynktownie na nią spoglądając. Wśród tłumu ludzi, którzy zasiadali dziś na Maracanie ujrzałem drobną szatynkę i wysokiego chłopaka. Zatrzymałem się, przecierając oczy ze zdumienia. Uśmiechnęła się szeroko, a ja natychmiast podbiegłem do trybuny. Wspiąłem się na barierkę, gdzie stała moją kochana Polka bijąc brawo. Niewiele myśląc pocałowałem ją czule. Nie wiedziałem jak się tu znalazła, ale byłem przeszczęśliwy. Mecz już dawno wznowiono, a ja stałam tam, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście.
- Leo powinieneś grać.- zachichotała wskazując na boisko. Spojrzałem w tamtą stronę, migiem zeskakując z balustrady. Z powrotem wbiegłem na boisko i włączyłem się we właśnie rozpoczętą akcję. Nie potrafiłem wypowiedzieć słowa. To było... To uczucie nie do opisania. Była tam! Była jak zawsze w Barcelonie.
Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla nas. Uradowani wróciliśmy do szatni,  gdzie cieszyliśmy się wygraną. Po dłuższym czasie w środku zostaliśmy tylko Kun i ja. Opleciony ręcznikiem w pasie opadłem na ławkę przy zajmowanej przeze mnie szafce. Ze zmierzwionych włosów spadały mi kropelki wody. Niedługo później obok mnie pojawił się Aguero z szerokim uśmiechem. Doskonale znałem ten wyraz twarzy. Kombinował coś, jestem tego stuprocentowo pewny.
- A ty co się tak szczrzysz?- zacząłem rozmowę, tracącając go łokciem w brzuch.
- Nie mogę się uśmiechać?- spytał udając, że nie wie o co mi chodzi.
- Masz coś na sumieniu.- zauważyłem.
- Zapewne cieszysz się, że Emilka jest tu z tobą, co?- jak gdyby nigdy nic zmienił temat. Spojrzałem na niego dziwnie i niepewnie potwierdziłem skinieniem głowy. - Teraz możesz mi dziękować. Całuj rączki.- wystawił ręce w moją stronę, a ja migiem się od niego odsunąłem i popatrzyłem jak na obłąkanego. Aguero chyba nigdy nie przestanie mnie szokować. Znamy się wiele lat, a on wciąż mnie zaskakuje.
- Wszystko z tobą w porządku? Zaczynam się bać o twoją głowę.- zaśmiałem się lustrując go wzrokiem. Wciąż jednak zastanawiałem się nad sensem jego wypowiedzi. - Wiesz choroba psychiczna to nic złego...
- Nie martw się o moje zdrowie psychiczne tylko zakładaj gacie i biegiem na zewnątrz.- rozkazał głośno się śmiejąc. - Emilia na ciebie czeka.- dodał po chwili.
- Wiesz tak bardzo się cieszę, że tu jest.- powtórzyłem odpowiedź na jego wcześniejsze pytanie. - Mam ochotę ją przytulić i już nigdy nie wypuścić, aby nie stała jej się żadna krzywda. Nie wiem jednak jak się tu znalazła. Lekarz zabronił jej opuszczać szpital.
- Widocznie nie jesteś tak przystojny jak ja.- poruszył brwiami przeczesując swoje ciemne włosy. Teraz już wszystko stało się dla mnie jasne jak 2+2=4.
- To ty ją tu sprowadziłeś.- wypowiedziałem zdumiony. - Ale jak?
- Bilety na mecz, ponadprzeciętna uroda i pani dyrektor się zgodziła.- tłumaczył ze stoickim spokojem, przeciągając się.
- Jesteś genialny. Nie wiem jak mam ci dziękować.- podbiegłem do niego i z radości go podniosłem.
- Ja wiem, że mnie kochasz, ale Leo skarbeńku postaw mnie na ziemi.- zaśmiał się głośno, a ja popatrzyłam na niego wrogo. - Ubieraj się, bo ukochana na ciebie czeka.- popędził mnie.
Najszybciej jak to możliwe zmieniłem ubrania i z torbą na ramieniu wyszedłem na korytarz. Siedziała na ławce pod ścianą w towarzystwie swojego brata. Natychmiast do nich podbiegłem. Nachyliłem się nad nią, przytulając ją do siebie. Tęskniłem za nią, za ciepłem jej drobnego ciała. Poczułem jak samotna łza spływa po moim policzku.
- Dziękuję, że jesteś.- wyszeptałem, po czym popatrzyłem na jej twarz. Brązowe włosy otaczały zarumienione policzki. Wyglądała pięknie, a na sobie miała koszulkę reprezentacji Argentyny z moim nazwiskiem. Muszę przyznać, że Kun rozegrał to perfekcyjnie. - Na jak długo zostajesz?- spytałem z obawą. Bałem się, że znów ja stracę, a tego bym sobie nie wybaczył.
- Do końca. Sergio wynajął nam pokój w waszym hotelu. Nawet fajny ten twój przyjaciel.- przyznała z uśmiechem.
- Skąd wiesz, że jest moim przyjacielem? Odzyskałaś pamięć?- zapytałem pełen nadziei. Nie wspominałem jej o przyjaźni z Aguero. Spuściła głowę i pokręciła nią. Usiadłem na ławce, zamykając ją w uścisku. Jej policzki zrobiły się mokre, a ciało zaczęło delikatnie drgać. - Emi, proszę cię, nie płacz. Wszystko się ułoży. Obiecuję ci to.- głaskałem ją po głowie. Nim się obejrzałem leżała na moim ramieniu, spojrzałem na jej twarz, która pogrążona była we śnie. Uniosłem ją delikatnie i skierowaliśmy się do wyjścia. Wsiedliśmy do zaparkowanej nieopodal taksówki  po czym ruszyliśmy w stronę hotelu. Mimo że budynek był blisko, bardzo długo staliśmy w korku. Miasto wciąż żyło naszym meczem, a przecież jutro jest kolejny.
- Gdy tylko dowiedziała się, że jest możliwość, aby tu z tobą była, od razu się zdecydowała. Sergio wszystko załatwił i godzinę przed meczem wylądowaliśmy w Brazylii.- Adam przerwał panującą w samochodzie ciszę.
- Cieszę się, że tu jesteście.- oznajmiłem zgodnie z prawdą. - Ciągle o niej myślałem.- spojrzałem na opartą o mnie dziewczynę.
- Domyślam się.- zaśmiał się lekko. - Jeszcze nie widziałem takiej pary jak wy.
- Ale ona mnie nie pamięta.- wyjrzałem za okno, a następnie popatrzyłem.na Polaka.
- Ma przeczucia w stosunku do nas wszystkich i chyba dobrze jej się wydaje.
- Mieliście jakieś problemy w szpitalu?- zmieniłem temat, gdy poczułem, że kończy nam się rozmowa.
- Lekarze nie byli przeciwni, na wszystko się zgodzili, jedynie kazali jej po powrocie do Barcelony zrobić badania.
- Oczywiście się tym zajmę. Po tym całym szaleństwie chciałbym z nią zamieszkać. Myślisz, że się zgodzi?
- Jestem przekonany, że ci nie odmówi. Jedyny problem możesz mieć z naszą matką. W szpitalu dała ci już pokaz swoich umiejętności.- spojrzał na mnie z pokrzepiającym uśmiechem.
- Pamiętam, pamiętam.- westchnąłem na samo wspomnienie. Ogarnęła mnie ogromna wściekłość.
- W gruncie rzeczy, oboje jesteście dorośli i ona nie ma żadnego wpływu na miejsce zamieszkania Emi.- właśnie zatrzymaliśmy się pod hotelem. Zapłaciłem taksówkarzowi oraz dałem mu autograf, o który prosił. Trzymając narzeczoną na rękach weszliśmy do środka.
- Który macie pokój?- spytałem, gdy jechaliśmy windą.
- 213, dziesiąte piętro.
Wniosłem ją do ich pokoju i położyłem na łóżku. Skuliła się w kulkę, a ja uklęknąłem obok niej. Przeczesałem jej ciemne włosy i ucałowałem czoło.
- Śpij dobrze skarbie.- wyszeptałem, po czym pożegnałem się z Adamem i wróciłem do swojego pokoju.
Zaraz po przekroczeniu progu ujrzałem Aguero, który rozmawiał z kimś przez telefon.
- To pozdrów go ode mnie.- uśmiechnął się do siebie, po czym na mnie popatrzył. - I od wujka Leo też. Trzymajcie się.- zakończył rozmowę. Z jej fragmentu domyśliłem się, że rozmawiał z byłą żoną, a wcześniej z Benjaminem. Mimo że ich małżeństwo się rozpadło, utrzymują ze sobą przyjacielskie stosunki. Na początku było im ciężko, szczególnie przez Diego, ale dla dobra ich synka postanowili się pogodzić.
Piłkarz odłożył urządzenie na szafkę nocną.
- Uczciliście wygraną?- poruszył brwiami, za co miałem ochotę mu coś zrobić.
- Nie, wspomnieliśmy o jej amnezji, a ona się rozpłakała. Później zasnęła na moim ramieniu więc wraz z Adamem wróciliśmy do hotelu.
- Czyli w dalszym ciągu niczego nie pamięta?- zadał pytanie retoryczne. Pokręciłem ze smutkiem głową.
- Tracę nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie tak jak dawniej. Boję się, że nie odzyska pamięci.- podszedłem do okna, a następnie za nie wyjrzałem. Zapatrując się w migoczące światła lamp.
- Nie możesz się załamywać. Musisz jej pokazać, że wierzysz w jej powrót do zdrowia. Jeśli nie ty, to kto?- popatrzyłem na niego ze smutkiem w oczach. - Jeśli ty w to uwierzysz wszystko stanie się możliwe.- położył dłoń na moim ramieniu. - No a teraz do spania.- zaśmiał się i wygonił na łóżko.
Rozmawialiśmy przez prawie całą noc. Brakowało mi tego głupka, muszę to przyznać. Jest moim najlepszym przyjacielem i traktuję go jak trzeciego brata.  

~*~

Każdy dzień w tym miejscu jest magiczny. Cała Brazylia jest cudowna. Uwodzi swoimi krajobrazami, niczym Mario Cassas w filmie "Trzy metry nad niebiem". W dodatku jestem tu z Leo, który wspiera mnie na każdym kroku. Troszczy się o mnie i martwi. Schlebia mi to, choć wciąż go nie pamiętam. Nie pamiętam nic, a tak bardzo bym chciała. Te wszystkie wspomnienia... one muszą wrócić. Gdyby nie Adam i on, już dawno bym się załamała. To oni trzymają moją psychikę. Smutne jest to, że przypomniałam sobie tylko to co słyszałam lub czułam podczas snu. Głos, słowa i delikatne pocałunki skradanie Lio.
- Emi, jesteś tu?- Piłkarz machnął ręką przed moją twarzą. Potrząsnęłam głową i zamrugałam kilka razy.
- Jestem, jestem.- posłałam mu niepewny uśmiech.
- Coś się stało? Źle się czujesz? Zatrzymał się chwytając moją dłoń. Jego oczy były przepełnione obawą i troską.
- Wszystko w porządku.- uśmiechnęłam się pewniej.
- Napewno?- dopytywał.
- Tak, ale...- zamyśliłam się na chwilę. Rozejrzałam się wokoło. Na plaży nikogo już nie było, zapewne zważając na fakt, że było już bardzo późno. Wszyscy młodzi ludzie bawili się w klubach, podczas gdy my tak po prostu spacerowaliśmy brzegiem morza. - Złap mnie!- krzyknęłam i zaczęłam uciekać. Spojrzałam do tyłu. Zdezorientowany Leo stał wciąż na swoim miejscu. Dopiero po chwili zrozumiał co się stało. Z uśmiechem na twarzy zaczął mnie gonić. Pomysł z ucieczką był z mojej strony idiotyzmem. Bo kto normalny chce wygrać z zawodowym piłkarzem. Nie minęło pół minuty, gdy poczułam dłonie, oplatające moje biodra. Zaśmiałam się głośno, a on mnie uniósł i obrócił kilka razy.
- Już ode mnie uciekasz?- zawtórował mi. Opuścił mnie na ziemię, a ja poczułam pod stopami jeszcze ciepłe fale, uderzające o nogi. Nasze oddechy były nierówne, z uwagi na wcześniejszy bieg. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższy okres czasu, gdy poczułam dotyk jego ciepłych warg. Oddawałam każdy jego pocałunek z coraz to większą czułością. Czułam się przy nim jak księżniczka i wiedziałam, że jestem bezpieczna. Zarzuciłam dłonie na jego szyję, a on przysunął mnie od siebie. Od kiedy się obudziłam był to już nasz czwarty pocałunek. Może to głupie, że liczę pocałunki, ale nie potrafię przestać. Rozłączyliśmy nasze wargi. Spojrzał w morze, a później spuścił głowę.
- Przepraszam.- wyszeptał.
- Ale za co? Za pocałunek?- popatrzyłam na niego zdumiona. - Oboje jesteśmy dorosłymi ludźmi i za coś takiego, chyba nie musimy się przepraszać.- uniósł wzrok i skierował go na mnie. Splotłam nasze dłonie, patrząc w jego ciemne oczy. - Leo, ja cię chyba kocham.- wyszeptałam. - Zakochałam się w tobie po raz drugi.- uśmiechnęłam się do niego. W jego oczach błyszczały iskierki radości, a ja położyłam dłoń na jego policzku.
- Tym razem nie będę przepraszał.- powiedział niskim głosem, łącząc nasze usta w długim pocałunku.

- Jesteś salony!- krzyknęłam przez śmiech.
- No chodź, będzie śmiesznie.- zawołał ciągnąc mnie za rękę.
Zatrzymaliśmy się przed ogromnym stadionem. Popatrzyłam na niego, nie ogarniając jego wielkości. Był olbrzymi. Rozejrzałam się wokoło. Wszędzie było pełno ochrony. Nie wiem jak Leo to sobie wyobrażał. On chciał się włamać na Maracanę! Przecież gdyby nas zatrzymali nie mógłby zagadać w półfinale. Złapał moją dłoń i pognaliśmy do budki ochrony. Kucając przeszliśmy pod szybą i szlabanem. Czułam, jak adrenalina buzuje w moich żyłach. Później pobiegliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się pod wysokimi barierkami. Chwilę zastanawiał się nad przejściem. Wyglądał jakby obmyślał plan kradzieży miliarda dolarów z najlepiej strzeżonego banku na świecie. Zachichotałam cicho, aby tego nie usłyszał.
- Ja cię podsadzę, ty tam wejdziesz, a  później ja. Następnie zeskoczę i cię złapię.- oznajmił, jakby to było najprostszą czynnością na świecie, porównywalną do wiązania butów. Jak powiedział, tak zrobiliśmy i po kilku minutach byliśmy na ciemnozielonej murawie. Jupitery delikatnie oświetlały boisko, a my staliśmy na samym jego środku. - Mówiłem, że nam się uda.- zaśmiał się obejmując mnie w pasie.
- Wcale w to nie wątpiłam.- popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
- A kto mówił, że nas złapią?- zmrużył oczy, przyciągając mnie do siebie. Instynktownie położyłam dłonie na jego klatce piersiowej. Czułam, jak bije jego serce. Nachylił się nade mną i złożył czuły pocałunek. Szósty. Nagle poczuliśmy jak spadają na nas krople zimnej wody. Oderwaliśmy się od siebie, rozglądając po stadionie. Okazało się, że włączyły się zraszacze nawadniające trawę. Zaśmialiśmy się głośno, a w wejściu na boisko ukazał nam się szczupły mężczyzna z wąsem pod nosem. Miał może z 50 lat i nie wydawał się źle nastawiony w stosunku do nas.
- A wy dzieciaki, co tutaj robicie?- krzyknął w naszą stronę. - Stadion jest już dawno zamknięty.- dodał. Podeszliśmy w jego stronę.
- Pan nam wybaczy.- zaśmiał się nerwowo Leo. - Chciałem pokazać dziewczynie stadion w nocy.
- Panie Messi...- pokręcił głową z dezaprobatą i śmiechem. - Mało panu jeszcze piłki? Na kolację pan ją lepiej by zabrał niż na stadion, w dodatku o północy.- wskazał na tablicę, na której wyświetlona była godzina. - Gdyby ktoś mi powiedział, że o północy na Maracanie, gdy pójdę sprawdzić nawodnienie, będzie stał Lionel Messi z narzeczoną, zacząłbym się śmiać.- dodał. Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań, Leo dał mu autograf i dzięki pomocy ogrodnika udało nam się wyjść niezauważonym. Rozstaliśmy się dopiero przed moim pokojem.
Objął mnie w pasie i przysunął do siebie. Czułam ciepło bijące od jego ciała.
- Adam nie będzie na ciebie zły? W końcu nie było cię kilka dobrych godzin, a jest już środek nocy.- spytał z obawą w głosie.
- Dobrze wie, że byłam z tobą. Skoro ci ufa to chyba nie powinien się o mnie bać.- spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki. Błyszczały w nich małe iskierki szczęścia. - Nie chcę się jeszcze z tobą rozstawać.- wyszeptałam spoglądając w nie.
- Lekarz kazał ci dużo odpoczywać, a ja i tak już za bardzo cię wymęczyłem. Do zobaczenia jutro.- pochylił się nade mną i złożył na moich ustach czuły pocałunek.
- Do zobaczenia.- zachichotałam po czym odszedł, a ja wróciłam do pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi, a następnie podeszłam do łóżka i z szerokim uśmiechem się na nie rzuciłam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz