Nadzieja ma skrzydła, przysiada w duszy i śpiewa pieśń bez słów, która nigdy nie ustaje, a jej najsłodsze dźwięki słychać nawet podczas wichury.
Nadszedł dzień finału. Leo już od wczoraj chodzi poddenerwowany, a ja nie wiem jak mam mu pomóc. Wiem jak bardzo chciałby wygrać. Marzy, aby dokonać tego co Maradona. Moim zdaniem on i tak jest od niego lepszy. Nie rozumiem dlaczego Argentyńczycy mają takie parcie na puchar. Być może dlatego, że są narodem Ameryki Południowej, a tu piłką jest na pierwszym miejscu. Cóż nie mnie to osądzać. Ja trzymam za niego kciuki. Z resztą za wszystkich: Kuna, Lavezziego, Higuain'a, Romero, Rojo, Mascherano i całą resztę. Polubiłam ich i szkoda mi będzie ich zostawić. Szczególnie Rojo, z którym się zaprzyjaźniłam. Mistrzostwa w Brazylii zbliżają się do końca, a moja pamięć nawet nie drgnęła. Wciąż mam w głowie czarną dziurę. Mimo wszystko nikt tego ode mnie nie oczekuje. Wszyscy dobrze wiedzą, że nie jest to dla mnie prosta sprawa i nie naciskają, za co jestem im ogromnie wdzięczna.
Siedzę właśnie na Maracanie i czekam na wznowienie meczu. Minęła już pierwsza połowa, a wynik nawet nie drgnął. Martwiłam się, ale przecież jeszcze nie wszystko jest przesądzone. Najważniejsza jest wiara w wygraną. Chociaż ja i tak będę ich uwielbiała, nawet gdy przegrają. Dla mnie zawsze będą mistrzami świata.
Super... Dogrywka. Te 90 minut czasu podstawowego to największa nerwica, jaką kiedykolwiek czułam. Bałam się o nich. Zaczynało brakować im sił, a Niemcy wcale nie ustępowali. Było ciężko, trzeba to przyznać.
Powoli zaczynał się robić bałagan. Abiceleste biegali bez ładu i składu. Jestem tu, a to sobie podam. W pewnym momencie europejczycy zabrali im piłkę. Ruszyli wprost pod ich bramkę. Minuta, zamieszanie w polu karnym i... I gol dla Niemców. Po moim policzku spłynęła łza. Do końca pozostało już niewiele czasu. Otarłam policzek i zaczęłam głośniej krzyczeć. Dla mnie nie liczyło się już nic. Chciałam żeby czuli moje wsparcie, jak na każdym treningu.
Koniec...
Płacz...
Rozczarowanie...
I jakaś pustka w sercu...
To zdecydowanie były słowa, które opisywały uczucia kibiców Argentyny z całego świata, jak i samych piłkarzy. Nawet mój brat uronił kilka łez. Starał się, ale nie dawał rady. Wszyscy wokoło płakali kibice, rodziny piłkarzy, oni sami, sztab szkoleniowy... Tego nie dało się opisać słowami. Być tak blisko i jednocześnie tak daleko pucharu. Szczerze mówiąc przestałam myśleć o tym cholerym mundialu. Ja po prostu nie mogłam patrzeć na twarz Leo. Z jego policzków pociekło kilka łez, lecz natychmiast je starł i starał się być silny, jak na kapitana przystało.
Ludzie na ulicach płakali ze szczęścia, jak i ze smutku. Przechadzali się plażą, tak jak my. My - Lio i ja. Udało mi się namówić go na spacer, choć przyznam, że łatwo nie było. Zatrzymaliśmy się przy brzegu. Jeszcze ciepła, morska woda podmywała nam piasek spod stóp. Miał spuszczoną głowę i wydawało mi się, że lada chwila może się rozpłakać. Podniosłam jego brodę do góry. Patrzył na mnie tymi smutnymi, czekoladowymi tęczówkami, a ja wnet jakbym dostała olśnienia. Wszystko stało się wyraźniejsze. Złapałam się jego koszulki, gdyż poczułam jak kręci mi się w głowie.
- Emi! Skarbie, wszystko w porządku?- zapytał przejęty.
- Tak, tak. Spokojnie zaraz mi przejdzie.- próbowałam go pocieszyć. Nie chciałam żeby przejmował się moim chwilowym brakiem sił.
- Na pewno? To nie wyglądało zbyt dobrze. Może jednak wrócimy do hotelu?-posadził mnie na piasku, a sam usiadł naprzeciwko mnie.
Siedzę właśnie na Maracanie i czekam na wznowienie meczu. Minęła już pierwsza połowa, a wynik nawet nie drgnął. Martwiłam się, ale przecież jeszcze nie wszystko jest przesądzone. Najważniejsza jest wiara w wygraną. Chociaż ja i tak będę ich uwielbiała, nawet gdy przegrają. Dla mnie zawsze będą mistrzami świata.
Super... Dogrywka. Te 90 minut czasu podstawowego to największa nerwica, jaką kiedykolwiek czułam. Bałam się o nich. Zaczynało brakować im sił, a Niemcy wcale nie ustępowali. Było ciężko, trzeba to przyznać.
Powoli zaczynał się robić bałagan. Abiceleste biegali bez ładu i składu. Jestem tu, a to sobie podam. W pewnym momencie europejczycy zabrali im piłkę. Ruszyli wprost pod ich bramkę. Minuta, zamieszanie w polu karnym i... I gol dla Niemców. Po moim policzku spłynęła łza. Do końca pozostało już niewiele czasu. Otarłam policzek i zaczęłam głośniej krzyczeć. Dla mnie nie liczyło się już nic. Chciałam żeby czuli moje wsparcie, jak na każdym treningu.
Koniec...
Płacz...
Rozczarowanie...
I jakaś pustka w sercu...
To zdecydowanie były słowa, które opisywały uczucia kibiców Argentyny z całego świata, jak i samych piłkarzy. Nawet mój brat uronił kilka łez. Starał się, ale nie dawał rady. Wszyscy wokoło płakali kibice, rodziny piłkarzy, oni sami, sztab szkoleniowy... Tego nie dało się opisać słowami. Być tak blisko i jednocześnie tak daleko pucharu. Szczerze mówiąc przestałam myśleć o tym cholerym mundialu. Ja po prostu nie mogłam patrzeć na twarz Leo. Z jego policzków pociekło kilka łez, lecz natychmiast je starł i starał się być silny, jak na kapitana przystało.
Ludzie na ulicach płakali ze szczęścia, jak i ze smutku. Przechadzali się plażą, tak jak my. My - Lio i ja. Udało mi się namówić go na spacer, choć przyznam, że łatwo nie było. Zatrzymaliśmy się przy brzegu. Jeszcze ciepła, morska woda podmywała nam piasek spod stóp. Miał spuszczoną głowę i wydawało mi się, że lada chwila może się rozpłakać. Podniosłam jego brodę do góry. Patrzył na mnie tymi smutnymi, czekoladowymi tęczówkami, a ja wnet jakbym dostała olśnienia. Wszystko stało się wyraźniejsze. Złapałam się jego koszulki, gdyż poczułam jak kręci mi się w głowie.
- Emi! Skarbie, wszystko w porządku?- zapytał przejęty.
- Tak, tak. Spokojnie zaraz mi przejdzie.- próbowałam go pocieszyć. Nie chciałam żeby przejmował się moim chwilowym brakiem sił.
- Na pewno? To nie wyglądało zbyt dobrze. Może jednak wrócimy do hotelu?-posadził mnie na piasku, a sam usiadł naprzeciwko mnie.
~*~
Wystraszyłem się. Tak nagle opadła z sił. Nie wiedziałem, co się mogło stać i bardzo się o nią bałem. Posadziłem ją na piasku oraz zaproponowałem powrót, lecz ona się nie zgodziła. Wpatrywała się w moje oczy, otworzyła usta, a po chwili je zamknęła. Chyba chciała mi coś powiedzieć. Może rzeczywiście coś złego się z nią działo.
- Leoś...- zaczęła. Położyła dłoń na moim policzku. Po czym szeroko się uśmiechnęła. Niczego nie rozumiałem. Choć zastanowiła mnie jedna rzecz. Po wypadku jeszcze nigdy nie powiedziała do mnie Leoś. Robiła to sporadycznie i tylko przed tym feralnym lotem. - Leoś, nie martw się tym meczem. Zobaczysz będzie dobrze. Zawsze wychodzimy na prostą tak, jak po sytuacji z Manitą. Za cztery lata będziesz mistrzem świata.- potarła kciukiem mój policzek.
- Zaraz, zaraz skąd wiesz o Manicie? Nie mówiłem ci o tym.- zastanowiłem się nad jej słowami. Litera po literze je analizowałem. - Czy to oznacza, że...
- Tak Leoś, już wszystko pamiętam!- przerwała mi. Krzyknąłem z radości po czym namiętnie ją pocałowałem. Oddawała każdy pocałunek, aż zabrakło nam tchu.
- Ja też się cieszę.- uśmiechnęła się szeroko. Przytuliłem ją mocno i nie miałem zamiaru puścić. Nareszcie wróciła jej pamięć. Miałem ochotę szaleć z radości. - Zaraz mnie udusisz.- zaśmiała się głośno. Natychmiast rozliźniłem uścisk.
- Przepraszam.- zaśmiałem się cicho. - Tak bardzo się o ciebie martwiłem.- przeczesałem jej ciemne włosy.
- To akurat pamiętam.- zachichotała. - Może nie wszystkie wspomnienia wróciły, ale większość chyba jest na miejscu.- oboje uśmiechaliśmy się do siebie jak głupi. - Chciałabym zadzwonić do taty. Koniecznie muszę mu o tym powiedzieć.
- Dobrze, skoro tego chcesz. Zadzwonisz teraz czy w hotelu?
- Myślę, że w hotelu.- oznajmiła po chwili namysłu. Ziewnęła przecierając przy tym oczy piąstkami.
- Chyba jesteś już zmęczona.- bardziej oznajmiłem niż zapytałem. Pokiwała twierdząco głową. Pomogłem jej wstać, po czym wziąłem ją na ręce.
- Co ty robisz?- zaśmiała się nieco zawstydzona.
- Niosę moją księżniczkę.- odpowiedziałem z dumą. Kto nie cieszyłby się, że ma tak wspaniałą kobietę u swego boku?
- Mówiłam ci, że nie jestem księżniczką.- znów się zawstydziła, chowając twarz we włosy.
- Nie?- zrobiłem smutną minę. - To od teraz jesteś. Będę cię rozpieszczał, zobaczysz.- ucałowałem ją w czoło.
- Nie zgadzam się.- pokręciła przecząco głową.
- Nie będziesz miała wyboru.
- Przecież nie mieszkamy razem.
- Jeszcze... Chciałbym żebyś po powrocie ze mną zamieszkała.- popatrzyła na mnie z uwagą. Była zaskoczona moją propozycją.
- Ale ja... Ja nie mogę...- jąkała się unikając mojego wzroku.
- Dlaczego? Nic nie stoi nam na przeszkodzie.- spytałem zdezorientowany, jak mało kiedy. Nie rozumiałem, dlaczego tego nie chciała.
- Nie sądzisz, że to zbyt poważny krok?- popatrzyła na mnie w skupieniu. Posadziłem ją na murku, obok którego właśnie szliśmy. Obróciłem się w jej stronę i wpatrywałem w jej ciemne zatroskane oczy.
- Kiedy byłaś w szpitalu zrozumiałem, że bez ciebie moje życie nie miałoby sensu. Pragnę żebyś ze mną mieszkała, bo chcę wiedzieć, że jesteś bezpieczna, że nic ci się nie stanie. Jeśli nie chcesz tego robić, zrozumiem. Masz osiemnaście lat i nie mogę oczekiwać, że od razu zgodzisz się na wspólne mieszkanie. Dzieli nas siedem lat i rozumiem, że chcesz się wyszaleć. Zaczekam jeśli tego oczekujesz.- oznajmiłem nie odrywając od niej oczu. Jak zawsze wyglądała ślicznie. Akurat teraz lekki wiatr rozwiewał jej długie włosy, a jej ciemne oczy błyszczały niczym unoszące się iskierki.
- Nie chciałam żeby to tak zabrzmiało. Nie przeszkadza mi nasza różnica wieku. Ja się po prostu boję.- oparła głowę o mój obojczyk i cicho przy tym westchnęła. - Poznaliśmy się tak niedawno. Kiedy zobaczyłam jak klękasz na Camp Nou... Nie spodziewałam się, że możesz mi się oświadczyć. Byłam szczęśliwa, jak nigdy przedtem. Za każdym razem, gdy patrzyłam na ten piękny pierścionek próbowałam sobie coś przypomnieć, jednak wszystko kończyło się fiaskiem. Dopiero kiedy zobaczyłam twoją smutną twarz wszystko wróciło. Leoś jesteś dla mnie jednym z najważniejszych mężczyzn. Chcę z tobą zamieszkać, ale tak bardzo się boję.- jej głos się łamał, a ja mocno ją do siebie przytuliłem. Nie chciałem, by znów była smutna. Przecież teraz, gdy choć częściowo odzyskała pamięć miała być radosna.
- Emi nie płacz.- westchnąłem po czym starłem łzy z jej policzków. - Nie musisz się niczego bać. No może pomijając niezapowiedziane wizyty chłopców.- zaśmiałem się lekko, aby rozładować atmosferę, a ona mi zawtórowała. - To zgadzasz się?- spytałem ponownie pełen obaw. Bałem się, że znowu mi odmówi. Pokiwała twierdząco głową na co zareagowałem szerokim uśmiechem.
- Co ja bym teraz robiła bez ciebie? Przyjazd do Barcelony to najlepsze, co mnie w życiu spotkało.- westchnęła.
- Najlepsze jeszcze przed tobą.- zaśmiałem się muskając skórę na jej szyi. Zachichotała cicho i podniosła mój podbródek.
- Kocham cię.- oznajmiła, a następnie złączyła nasze wargi w czułym i długim pocałunku.
- Leoś...- zaczęła. Położyła dłoń na moim policzku. Po czym szeroko się uśmiechnęła. Niczego nie rozumiałem. Choć zastanowiła mnie jedna rzecz. Po wypadku jeszcze nigdy nie powiedziała do mnie Leoś. Robiła to sporadycznie i tylko przed tym feralnym lotem. - Leoś, nie martw się tym meczem. Zobaczysz będzie dobrze. Zawsze wychodzimy na prostą tak, jak po sytuacji z Manitą. Za cztery lata będziesz mistrzem świata.- potarła kciukiem mój policzek.
- Zaraz, zaraz skąd wiesz o Manicie? Nie mówiłem ci o tym.- zastanowiłem się nad jej słowami. Litera po literze je analizowałem. - Czy to oznacza, że...
- Tak Leoś, już wszystko pamiętam!- przerwała mi. Krzyknąłem z radości po czym namiętnie ją pocałowałem. Oddawała każdy pocałunek, aż zabrakło nam tchu.
- Ja też się cieszę.- uśmiechnęła się szeroko. Przytuliłem ją mocno i nie miałem zamiaru puścić. Nareszcie wróciła jej pamięć. Miałem ochotę szaleć z radości. - Zaraz mnie udusisz.- zaśmiała się głośno. Natychmiast rozliźniłem uścisk.
- Przepraszam.- zaśmiałem się cicho. - Tak bardzo się o ciebie martwiłem.- przeczesałem jej ciemne włosy.
- To akurat pamiętam.- zachichotała. - Może nie wszystkie wspomnienia wróciły, ale większość chyba jest na miejscu.- oboje uśmiechaliśmy się do siebie jak głupi. - Chciałabym zadzwonić do taty. Koniecznie muszę mu o tym powiedzieć.
- Dobrze, skoro tego chcesz. Zadzwonisz teraz czy w hotelu?
- Myślę, że w hotelu.- oznajmiła po chwili namysłu. Ziewnęła przecierając przy tym oczy piąstkami.
- Chyba jesteś już zmęczona.- bardziej oznajmiłem niż zapytałem. Pokiwała twierdząco głową. Pomogłem jej wstać, po czym wziąłem ją na ręce.
- Co ty robisz?- zaśmiała się nieco zawstydzona.
- Niosę moją księżniczkę.- odpowiedziałem z dumą. Kto nie cieszyłby się, że ma tak wspaniałą kobietę u swego boku?
- Mówiłam ci, że nie jestem księżniczką.- znów się zawstydziła, chowając twarz we włosy.
- Nie?- zrobiłem smutną minę. - To od teraz jesteś. Będę cię rozpieszczał, zobaczysz.- ucałowałem ją w czoło.
- Nie zgadzam się.- pokręciła przecząco głową.
- Nie będziesz miała wyboru.
- Przecież nie mieszkamy razem.
- Jeszcze... Chciałbym żebyś po powrocie ze mną zamieszkała.- popatrzyła na mnie z uwagą. Była zaskoczona moją propozycją.
- Ale ja... Ja nie mogę...- jąkała się unikając mojego wzroku.
- Dlaczego? Nic nie stoi nam na przeszkodzie.- spytałem zdezorientowany, jak mało kiedy. Nie rozumiałem, dlaczego tego nie chciała.
- Nie sądzisz, że to zbyt poważny krok?- popatrzyła na mnie w skupieniu. Posadziłem ją na murku, obok którego właśnie szliśmy. Obróciłem się w jej stronę i wpatrywałem w jej ciemne zatroskane oczy.
- Kiedy byłaś w szpitalu zrozumiałem, że bez ciebie moje życie nie miałoby sensu. Pragnę żebyś ze mną mieszkała, bo chcę wiedzieć, że jesteś bezpieczna, że nic ci się nie stanie. Jeśli nie chcesz tego robić, zrozumiem. Masz osiemnaście lat i nie mogę oczekiwać, że od razu zgodzisz się na wspólne mieszkanie. Dzieli nas siedem lat i rozumiem, że chcesz się wyszaleć. Zaczekam jeśli tego oczekujesz.- oznajmiłem nie odrywając od niej oczu. Jak zawsze wyglądała ślicznie. Akurat teraz lekki wiatr rozwiewał jej długie włosy, a jej ciemne oczy błyszczały niczym unoszące się iskierki.
- Nie chciałam żeby to tak zabrzmiało. Nie przeszkadza mi nasza różnica wieku. Ja się po prostu boję.- oparła głowę o mój obojczyk i cicho przy tym westchnęła. - Poznaliśmy się tak niedawno. Kiedy zobaczyłam jak klękasz na Camp Nou... Nie spodziewałam się, że możesz mi się oświadczyć. Byłam szczęśliwa, jak nigdy przedtem. Za każdym razem, gdy patrzyłam na ten piękny pierścionek próbowałam sobie coś przypomnieć, jednak wszystko kończyło się fiaskiem. Dopiero kiedy zobaczyłam twoją smutną twarz wszystko wróciło. Leoś jesteś dla mnie jednym z najważniejszych mężczyzn. Chcę z tobą zamieszkać, ale tak bardzo się boję.- jej głos się łamał, a ja mocno ją do siebie przytuliłem. Nie chciałem, by znów była smutna. Przecież teraz, gdy choć częściowo odzyskała pamięć miała być radosna.
- Emi nie płacz.- westchnąłem po czym starłem łzy z jej policzków. - Nie musisz się niczego bać. No może pomijając niezapowiedziane wizyty chłopców.- zaśmiałem się lekko, aby rozładować atmosferę, a ona mi zawtórowała. - To zgadzasz się?- spytałem ponownie pełen obaw. Bałem się, że znowu mi odmówi. Pokiwała twierdząco głową na co zareagowałem szerokim uśmiechem.
- Co ja bym teraz robiła bez ciebie? Przyjazd do Barcelony to najlepsze, co mnie w życiu spotkało.- westchnęła.
- Najlepsze jeszcze przed tobą.- zaśmiałem się muskając skórę na jej szyi. Zachichotała cicho i podniosła mój podbródek.
- Kocham cię.- oznajmiła, a następnie złączyła nasze wargi w czułym i długim pocałunku.
~*~
W hotelu byliśmy po północy. Według naszych obliczeń w Barcelonie był wieczór, więc bez obaw mogłam zadzwonić do taty. Usiedliśmy w hallu, wyjęłam telefon i wybrałam jego numer. Odebrał po kilku sygnałach.
- Emiś?- spytał lekko zdziwiony. - Stało się coś? Przecież u was jest po północy.
- Nie... Znaczy tak. Ale to dobra wiadomość.- Zaraz się usprawiedliwiłam. - Tatusiu pamięć wróciła.- oznajmiłam z entuzjazmem.
- Naprawdę?!- spytał z niedowierzaniem. - Tak bardzo się cieszę.- miałam wrażenie, że zaczął skakać. Nie dziwiłam mu się nawet przez chwilę. Ja sama byłam najszczęśliwszą dziewczyną na Ziemi.
Zamieniliśmy jeszcze parę zdań po czym się rozłączyłam. Wraz z Leo udaliśmy się do mojego pokoju. Musiałam o wszystkim powiedzieć Adamowi. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Argentyńczyk przyparł mnie do nich i złożył pocałunek na mojej szyi. Instynktownie odchyliłam głowę, kładąc jednocześnie dłonie na jego klatkę piersiową. Nagle poczułam, jak drzwi się otwierają, a ja tracę równowagę. W ostatniej chwili Lio mnie złapał, dzięki czemu nie wylądowałam na podłodze. W progu stał mój bliźniak z dość dziwną miną. Zapewne nie spodziewał się takiego widoku. Niewiele myślałam o tej sytuacji, od razu rzuciłam się na szyję brata.
- Adam pamięć wróciła!- pisnęłam niczym mała dziewczynka na widok różowej sukienki księżniczki.
- To nie jest śmieszne.- położył ręce na biodra, kręcąc przy tym z dezaprobatą głową. Chyba myślał, że żartuję.
- Ale ja mówię prawdę. Pamiętasz ten dzień, gdy byliśmy na wakacjach u babci i skaleczyłeś mnie nożem, a później uciekliśmy do pobliskiego lasu?- ledwo skończyłam opowiadać, gdy Adam krzyknął z radości i zaczął mnie ściskać.
- Ale się cieszę!
Niedługo później pożegnałam się z Leo. Całą noc spędziłam z bratem na wspominaniu przeszłości, naszych dziecięcych czasów, gdy wyjeżdżało się na wieś do babci na całe dwa tygodnie.
Moje życie wróciło do normy. W sumie amnezja niczego nie zmieniła. Przekonałam się jedynie, jak bardzo bliskim na mnie zależy. Byłam szczęśliwa, pomijając kwestię stosunków matka - córka. Nie miałam nawet zamiaru o tym myśleć. Chciałam już na zawsze być szczęśliwa u boku Lionela Messiego...
- Emiś?- spytał lekko zdziwiony. - Stało się coś? Przecież u was jest po północy.
- Nie... Znaczy tak. Ale to dobra wiadomość.- Zaraz się usprawiedliwiłam. - Tatusiu pamięć wróciła.- oznajmiłam z entuzjazmem.
- Naprawdę?!- spytał z niedowierzaniem. - Tak bardzo się cieszę.- miałam wrażenie, że zaczął skakać. Nie dziwiłam mu się nawet przez chwilę. Ja sama byłam najszczęśliwszą dziewczyną na Ziemi.
Zamieniliśmy jeszcze parę zdań po czym się rozłączyłam. Wraz z Leo udaliśmy się do mojego pokoju. Musiałam o wszystkim powiedzieć Adamowi. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Argentyńczyk przyparł mnie do nich i złożył pocałunek na mojej szyi. Instynktownie odchyliłam głowę, kładąc jednocześnie dłonie na jego klatkę piersiową. Nagle poczułam, jak drzwi się otwierają, a ja tracę równowagę. W ostatniej chwili Lio mnie złapał, dzięki czemu nie wylądowałam na podłodze. W progu stał mój bliźniak z dość dziwną miną. Zapewne nie spodziewał się takiego widoku. Niewiele myślałam o tej sytuacji, od razu rzuciłam się na szyję brata.
- Adam pamięć wróciła!- pisnęłam niczym mała dziewczynka na widok różowej sukienki księżniczki.
- To nie jest śmieszne.- położył ręce na biodra, kręcąc przy tym z dezaprobatą głową. Chyba myślał, że żartuję.
- Ale ja mówię prawdę. Pamiętasz ten dzień, gdy byliśmy na wakacjach u babci i skaleczyłeś mnie nożem, a później uciekliśmy do pobliskiego lasu?- ledwo skończyłam opowiadać, gdy Adam krzyknął z radości i zaczął mnie ściskać.
- Ale się cieszę!
Niedługo później pożegnałam się z Leo. Całą noc spędziłam z bratem na wspominaniu przeszłości, naszych dziecięcych czasów, gdy wyjeżdżało się na wieś do babci na całe dwa tygodnie.
Moje życie wróciło do normy. W sumie amnezja niczego nie zmieniła. Przekonałam się jedynie, jak bardzo bliskim na mnie zależy. Byłam szczęśliwa, pomijając kwestię stosunków matka - córka. Nie miałam nawet zamiaru o tym myśleć. Chciałam już na zawsze być szczęśliwa u boku Lionela Messiego...


*.*.*.*.* super rozdział. Czekam na nowy.
OdpowiedzUsuńP.S
http://vas-a-aprender-a-amarme.blogspot.com/2015/07/prolog.html?m=1 zapraszam liczę na szczere opinie😝😃☺