piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 29 "No chodź, będzie śmiesznie"


Nadzieja is­tnieje zaw­sze, do os­tatniej chwi­li. Dlatego właśnie jest nadzieją. Nie możemy jej zo­baczyć, ale ona jest dos­ta­tecznie blis­ko naszych twarzy, byśmy poczu­li po­wiew po­ruszo­nego po­wiet­rza. Jest zaw­sze tuż obok i niekiedy uda­je się nam ją schwy­tać i przyt­rzy­mać na ty­le długo, by wyg­nała z nas piekło.





Dzisiaj graliśmy pierwszy mecz na mistrzostwach świata. Przed nami stała drużyna z Europy, a dokładniej Bośnia i Hercegowina. Ubrany w biało-niebieskie barwy z dumą wyszedłem na murawę. Stałem dzisiaj jako pierwszy w roli kapitana. Zaśpiewaliśmy hymny narodowe, wymieniliśmy się proporczykami, wybraliśmy połowy i byliśmy gotowi do rozpoczęcia rozgrywki. Już w pierwszej połowie Bośniacy zanotowali bramkę samobójczą. Do końca nie działo się już nic ciekawszego. Podania, w których więcej było chęci niż celności, bezsensowne strzały z obu stron. Po przerwie również było ciężko. Starłem się ze wszystkich sił. Podawałem, dryblowałem, nawet rzut wolny się przydarzył, ale kopnąłem nad poprzeczką. Zbyt bardzo chciałem coś strzelić. Moje chęci nie przetwarzały się na skuteczność. Nie rozumiałem dlaczego w klubie zawsze mi wychodzi, a gdy chcę zasłużyć się dla kraju coś we mnie pęka.
Była 65 minuta, gdy mocno uderzyłem futbolówkę, a ona zatrzepotała w siatce. Ucieszyłem się, tym bardziej, że od miesiąca nie mam powodów do radości. Zawodnicy rzucili się na mnie, mocno ściskając. Gdy dali mi trochę wolnej przestrzeni, zrobiłem z palców literkę "E" mając nadzieję, że Emi mnie ogląda. Przebiegłem obok trybuny VIP instynktownie na nią spoglądając. Wśród tłumu ludzi, którzy zasiadali dziś na Maracanie ujrzałem drobną szatynkę i wysokiego chłopaka. Zatrzymałem się, przecierając oczy ze zdumienia. Uśmiechnęła się szeroko, a ja natychmiast podbiegłem do trybuny. Wspiąłem się na barierkę, gdzie stała moją kochana Polka bijąc brawo. Niewiele myśląc pocałowałem ją czule. Nie wiedziałem jak się tu znalazła, ale byłem przeszczęśliwy. Mecz już dawno wznowiono, a ja stałam tam, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście.
- Leo powinieneś grać.- zachichotała wskazując na boisko. Spojrzałem w tamtą stronę, migiem zeskakując z balustrady. Z powrotem wbiegłem na boisko i włączyłem się we właśnie rozpoczętą akcję. Nie potrafiłem wypowiedzieć słowa. To było... To uczucie nie do opisania. Była tam! Była jak zawsze w Barcelonie.
Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla nas. Uradowani wróciliśmy do szatni,  gdzie cieszyliśmy się wygraną. Po dłuższym czasie w środku zostaliśmy tylko Kun i ja. Opleciony ręcznikiem w pasie opadłem na ławkę przy zajmowanej przeze mnie szafce. Ze zmierzwionych włosów spadały mi kropelki wody. Niedługo później obok mnie pojawił się Aguero z szerokim uśmiechem. Doskonale znałem ten wyraz twarzy. Kombinował coś, jestem tego stuprocentowo pewny.
- A ty co się tak szczrzysz?- zacząłem rozmowę, tracącając go łokciem w brzuch.
- Nie mogę się uśmiechać?- spytał udając, że nie wie o co mi chodzi.
- Masz coś na sumieniu.- zauważyłem.
- Zapewne cieszysz się, że Emilka jest tu z tobą, co?- jak gdyby nigdy nic zmienił temat. Spojrzałem na niego dziwnie i niepewnie potwierdziłem skinieniem głowy. - Teraz możesz mi dziękować. Całuj rączki.- wystawił ręce w moją stronę, a ja migiem się od niego odsunąłem i popatrzyłem jak na obłąkanego. Aguero chyba nigdy nie przestanie mnie szokować. Znamy się wiele lat, a on wciąż mnie zaskakuje.
- Wszystko z tobą w porządku? Zaczynam się bać o twoją głowę.- zaśmiałem się lustrując go wzrokiem. Wciąż jednak zastanawiałem się nad sensem jego wypowiedzi. - Wiesz choroba psychiczna to nic złego...
- Nie martw się o moje zdrowie psychiczne tylko zakładaj gacie i biegiem na zewnątrz.- rozkazał głośno się śmiejąc. - Emilia na ciebie czeka.- dodał po chwili.
- Wiesz tak bardzo się cieszę, że tu jest.- powtórzyłem odpowiedź na jego wcześniejsze pytanie. - Mam ochotę ją przytulić i już nigdy nie wypuścić, aby nie stała jej się żadna krzywda. Nie wiem jednak jak się tu znalazła. Lekarz zabronił jej opuszczać szpital.
- Widocznie nie jesteś tak przystojny jak ja.- poruszył brwiami przeczesując swoje ciemne włosy. Teraz już wszystko stało się dla mnie jasne jak 2+2=4.
- To ty ją tu sprowadziłeś.- wypowiedziałem zdumiony. - Ale jak?
- Bilety na mecz, ponadprzeciętna uroda i pani dyrektor się zgodziła.- tłumaczył ze stoickim spokojem, przeciągając się.
- Jesteś genialny. Nie wiem jak mam ci dziękować.- podbiegłem do niego i z radości go podniosłem.
- Ja wiem, że mnie kochasz, ale Leo skarbeńku postaw mnie na ziemi.- zaśmiał się głośno, a ja popatrzyłam na niego wrogo. - Ubieraj się, bo ukochana na ciebie czeka.- popędził mnie.
Najszybciej jak to możliwe zmieniłem ubrania i z torbą na ramieniu wyszedłem na korytarz. Siedziała na ławce pod ścianą w towarzystwie swojego brata. Natychmiast do nich podbiegłem. Nachyliłem się nad nią, przytulając ją do siebie. Tęskniłem za nią, za ciepłem jej drobnego ciała. Poczułem jak samotna łza spływa po moim policzku.
- Dziękuję, że jesteś.- wyszeptałem, po czym popatrzyłem na jej twarz. Brązowe włosy otaczały zarumienione policzki. Wyglądała pięknie, a na sobie miała koszulkę reprezentacji Argentyny z moim nazwiskiem. Muszę przyznać, że Kun rozegrał to perfekcyjnie. - Na jak długo zostajesz?- spytałem z obawą. Bałem się, że znów ja stracę, a tego bym sobie nie wybaczył.
- Do końca. Sergio wynajął nam pokój w waszym hotelu. Nawet fajny ten twój przyjaciel.- przyznała z uśmiechem.
- Skąd wiesz, że jest moim przyjacielem? Odzyskałaś pamięć?- zapytałem pełen nadziei. Nie wspominałem jej o przyjaźni z Aguero. Spuściła głowę i pokręciła nią. Usiadłem na ławce, zamykając ją w uścisku. Jej policzki zrobiły się mokre, a ciało zaczęło delikatnie drgać. - Emi, proszę cię, nie płacz. Wszystko się ułoży. Obiecuję ci to.- głaskałem ją po głowie. Nim się obejrzałem leżała na moim ramieniu, spojrzałem na jej twarz, która pogrążona była we śnie. Uniosłem ją delikatnie i skierowaliśmy się do wyjścia. Wsiedliśmy do zaparkowanej nieopodal taksówki  po czym ruszyliśmy w stronę hotelu. Mimo że budynek był blisko, bardzo długo staliśmy w korku. Miasto wciąż żyło naszym meczem, a przecież jutro jest kolejny.
- Gdy tylko dowiedziała się, że jest możliwość, aby tu z tobą była, od razu się zdecydowała. Sergio wszystko załatwił i godzinę przed meczem wylądowaliśmy w Brazylii.- Adam przerwał panującą w samochodzie ciszę.
- Cieszę się, że tu jesteście.- oznajmiłem zgodnie z prawdą. - Ciągle o niej myślałem.- spojrzałem na opartą o mnie dziewczynę.
- Domyślam się.- zaśmiał się lekko. - Jeszcze nie widziałem takiej pary jak wy.
- Ale ona mnie nie pamięta.- wyjrzałem za okno, a następnie popatrzyłem.na Polaka.
- Ma przeczucia w stosunku do nas wszystkich i chyba dobrze jej się wydaje.
- Mieliście jakieś problemy w szpitalu?- zmieniłem temat, gdy poczułem, że kończy nam się rozmowa.
- Lekarze nie byli przeciwni, na wszystko się zgodzili, jedynie kazali jej po powrocie do Barcelony zrobić badania.
- Oczywiście się tym zajmę. Po tym całym szaleństwie chciałbym z nią zamieszkać. Myślisz, że się zgodzi?
- Jestem przekonany, że ci nie odmówi. Jedyny problem możesz mieć z naszą matką. W szpitalu dała ci już pokaz swoich umiejętności.- spojrzał na mnie z pokrzepiającym uśmiechem.
- Pamiętam, pamiętam.- westchnąłem na samo wspomnienie. Ogarnęła mnie ogromna wściekłość.
- W gruncie rzeczy, oboje jesteście dorośli i ona nie ma żadnego wpływu na miejsce zamieszkania Emi.- właśnie zatrzymaliśmy się pod hotelem. Zapłaciłem taksówkarzowi oraz dałem mu autograf, o który prosił. Trzymając narzeczoną na rękach weszliśmy do środka.
- Który macie pokój?- spytałem, gdy jechaliśmy windą.
- 213, dziesiąte piętro.
Wniosłem ją do ich pokoju i położyłem na łóżku. Skuliła się w kulkę, a ja uklęknąłem obok niej. Przeczesałem jej ciemne włosy i ucałowałem czoło.
- Śpij dobrze skarbie.- wyszeptałem, po czym pożegnałem się z Adamem i wróciłem do swojego pokoju.
Zaraz po przekroczeniu progu ujrzałem Aguero, który rozmawiał z kimś przez telefon.
- To pozdrów go ode mnie.- uśmiechnął się do siebie, po czym na mnie popatrzył. - I od wujka Leo też. Trzymajcie się.- zakończył rozmowę. Z jej fragmentu domyśliłem się, że rozmawiał z byłą żoną, a wcześniej z Benjaminem. Mimo że ich małżeństwo się rozpadło, utrzymują ze sobą przyjacielskie stosunki. Na początku było im ciężko, szczególnie przez Diego, ale dla dobra ich synka postanowili się pogodzić.
Piłkarz odłożył urządzenie na szafkę nocną.
- Uczciliście wygraną?- poruszył brwiami, za co miałem ochotę mu coś zrobić.
- Nie, wspomnieliśmy o jej amnezji, a ona się rozpłakała. Później zasnęła na moim ramieniu więc wraz z Adamem wróciliśmy do hotelu.
- Czyli w dalszym ciągu niczego nie pamięta?- zadał pytanie retoryczne. Pokręciłem ze smutkiem głową.
- Tracę nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie tak jak dawniej. Boję się, że nie odzyska pamięci.- podszedłem do okna, a następnie za nie wyjrzałem. Zapatrując się w migoczące światła lamp.
- Nie możesz się załamywać. Musisz jej pokazać, że wierzysz w jej powrót do zdrowia. Jeśli nie ty, to kto?- popatrzyłem na niego ze smutkiem w oczach. - Jeśli ty w to uwierzysz wszystko stanie się możliwe.- położył dłoń na moim ramieniu. - No a teraz do spania.- zaśmiał się i wygonił na łóżko.
Rozmawialiśmy przez prawie całą noc. Brakowało mi tego głupka, muszę to przyznać. Jest moim najlepszym przyjacielem i traktuję go jak trzeciego brata.  

~*~

Każdy dzień w tym miejscu jest magiczny. Cała Brazylia jest cudowna. Uwodzi swoimi krajobrazami, niczym Mario Cassas w filmie "Trzy metry nad niebiem". W dodatku jestem tu z Leo, który wspiera mnie na każdym kroku. Troszczy się o mnie i martwi. Schlebia mi to, choć wciąż go nie pamiętam. Nie pamiętam nic, a tak bardzo bym chciała. Te wszystkie wspomnienia... one muszą wrócić. Gdyby nie Adam i on, już dawno bym się załamała. To oni trzymają moją psychikę. Smutne jest to, że przypomniałam sobie tylko to co słyszałam lub czułam podczas snu. Głos, słowa i delikatne pocałunki skradanie Lio.
- Emi, jesteś tu?- Piłkarz machnął ręką przed moją twarzą. Potrząsnęłam głową i zamrugałam kilka razy.
- Jestem, jestem.- posłałam mu niepewny uśmiech.
- Coś się stało? Źle się czujesz? Zatrzymał się chwytając moją dłoń. Jego oczy były przepełnione obawą i troską.
- Wszystko w porządku.- uśmiechnęłam się pewniej.
- Napewno?- dopytywał.
- Tak, ale...- zamyśliłam się na chwilę. Rozejrzałam się wokoło. Na plaży nikogo już nie było, zapewne zważając na fakt, że było już bardzo późno. Wszyscy młodzi ludzie bawili się w klubach, podczas gdy my tak po prostu spacerowaliśmy brzegiem morza. - Złap mnie!- krzyknęłam i zaczęłam uciekać. Spojrzałam do tyłu. Zdezorientowany Leo stał wciąż na swoim miejscu. Dopiero po chwili zrozumiał co się stało. Z uśmiechem na twarzy zaczął mnie gonić. Pomysł z ucieczką był z mojej strony idiotyzmem. Bo kto normalny chce wygrać z zawodowym piłkarzem. Nie minęło pół minuty, gdy poczułam dłonie, oplatające moje biodra. Zaśmiałam się głośno, a on mnie uniósł i obrócił kilka razy.
- Już ode mnie uciekasz?- zawtórował mi. Opuścił mnie na ziemię, a ja poczułam pod stopami jeszcze ciepłe fale, uderzające o nogi. Nasze oddechy były nierówne, z uwagi na wcześniejszy bieg. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższy okres czasu, gdy poczułam dotyk jego ciepłych warg. Oddawałam każdy jego pocałunek z coraz to większą czułością. Czułam się przy nim jak księżniczka i wiedziałam, że jestem bezpieczna. Zarzuciłam dłonie na jego szyję, a on przysunął mnie od siebie. Od kiedy się obudziłam był to już nasz czwarty pocałunek. Może to głupie, że liczę pocałunki, ale nie potrafię przestać. Rozłączyliśmy nasze wargi. Spojrzał w morze, a później spuścił głowę.
- Przepraszam.- wyszeptał.
- Ale za co? Za pocałunek?- popatrzyłam na niego zdumiona. - Oboje jesteśmy dorosłymi ludźmi i za coś takiego, chyba nie musimy się przepraszać.- uniósł wzrok i skierował go na mnie. Splotłam nasze dłonie, patrząc w jego ciemne oczy. - Leo, ja cię chyba kocham.- wyszeptałam. - Zakochałam się w tobie po raz drugi.- uśmiechnęłam się do niego. W jego oczach błyszczały iskierki radości, a ja położyłam dłoń na jego policzku.
- Tym razem nie będę przepraszał.- powiedział niskim głosem, łącząc nasze usta w długim pocałunku.

- Jesteś salony!- krzyknęłam przez śmiech.
- No chodź, będzie śmiesznie.- zawołał ciągnąc mnie za rękę.
Zatrzymaliśmy się przed ogromnym stadionem. Popatrzyłam na niego, nie ogarniając jego wielkości. Był olbrzymi. Rozejrzałam się wokoło. Wszędzie było pełno ochrony. Nie wiem jak Leo to sobie wyobrażał. On chciał się włamać na Maracanę! Przecież gdyby nas zatrzymali nie mógłby zagadać w półfinale. Złapał moją dłoń i pognaliśmy do budki ochrony. Kucając przeszliśmy pod szybą i szlabanem. Czułam, jak adrenalina buzuje w moich żyłach. Później pobiegliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się pod wysokimi barierkami. Chwilę zastanawiał się nad przejściem. Wyglądał jakby obmyślał plan kradzieży miliarda dolarów z najlepiej strzeżonego banku na świecie. Zachichotałam cicho, aby tego nie usłyszał.
- Ja cię podsadzę, ty tam wejdziesz, a  później ja. Następnie zeskoczę i cię złapię.- oznajmił, jakby to było najprostszą czynnością na świecie, porównywalną do wiązania butów. Jak powiedział, tak zrobiliśmy i po kilku minutach byliśmy na ciemnozielonej murawie. Jupitery delikatnie oświetlały boisko, a my staliśmy na samym jego środku. - Mówiłem, że nam się uda.- zaśmiał się obejmując mnie w pasie.
- Wcale w to nie wątpiłam.- popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
- A kto mówił, że nas złapią?- zmrużył oczy, przyciągając mnie do siebie. Instynktownie położyłam dłonie na jego klatce piersiowej. Czułam, jak bije jego serce. Nachylił się nade mną i złożył czuły pocałunek. Szósty. Nagle poczuliśmy jak spadają na nas krople zimnej wody. Oderwaliśmy się od siebie, rozglądając po stadionie. Okazało się, że włączyły się zraszacze nawadniające trawę. Zaśmialiśmy się głośno, a w wejściu na boisko ukazał nam się szczupły mężczyzna z wąsem pod nosem. Miał może z 50 lat i nie wydawał się źle nastawiony w stosunku do nas.
- A wy dzieciaki, co tutaj robicie?- krzyknął w naszą stronę. - Stadion jest już dawno zamknięty.- dodał. Podeszliśmy w jego stronę.
- Pan nam wybaczy.- zaśmiał się nerwowo Leo. - Chciałem pokazać dziewczynie stadion w nocy.
- Panie Messi...- pokręcił głową z dezaprobatą i śmiechem. - Mało panu jeszcze piłki? Na kolację pan ją lepiej by zabrał niż na stadion, w dodatku o północy.- wskazał na tablicę, na której wyświetlona była godzina. - Gdyby ktoś mi powiedział, że o północy na Maracanie, gdy pójdę sprawdzić nawodnienie, będzie stał Lionel Messi z narzeczoną, zacząłbym się śmiać.- dodał. Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań, Leo dał mu autograf i dzięki pomocy ogrodnika udało nam się wyjść niezauważonym. Rozstaliśmy się dopiero przed moim pokojem.
Objął mnie w pasie i przysunął do siebie. Czułam ciepło bijące od jego ciała.
- Adam nie będzie na ciebie zły? W końcu nie było cię kilka dobrych godzin, a jest już środek nocy.- spytał z obawą w głosie.
- Dobrze wie, że byłam z tobą. Skoro ci ufa to chyba nie powinien się o mnie bać.- spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki. Błyszczały w nich małe iskierki szczęścia. - Nie chcę się jeszcze z tobą rozstawać.- wyszeptałam spoglądając w nie.
- Lekarz kazał ci dużo odpoczywać, a ja i tak już za bardzo cię wymęczyłem. Do zobaczenia jutro.- pochylił się nade mną i złożył na moich ustach czuły pocałunek.
- Do zobaczenia.- zachichotałam po czym odszedł, a ja wróciłam do pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi, a następnie podeszłam do łóżka i z szerokim uśmiechem się na nie rzuciłam.




sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 28 "Nawet jeśli już się nie spotkamy, ja nigdy o tobie nie zapomnę."

Roz­sta­nia by­wają trud­ne. W szczególności, gdy nie jes­teś pew­ny jut­ra i trud­no Ci kreować jakąkol­wiek przyszłość. Roz­sta­nia by­wają trud­ne. Ale ludzie się roz­stają... Spraw­dzają połącze­nia, pa­kują ba­gaże, od­pro­wadzają się na po­ciąg, pat­rzą w smugę od­la­tujące­go sa­molo­tu... Roz­sta­nia by­wają trud­ne. Lecz trze­ba trwać. To je­dyne an­ti­dotum. Prze­cież z niektórych podróży kiedyś w końcu się wraca. 


Przyjemne ciepło promieni słonecznych ogrzewało moją twarz. Powoli uniosłam powieki, które wydały mi się dzisiaj wyjątkowo lekkie. Pod jedną z dłoni poczułam czyjeś ciało. Mój wzrok natomiast powędrował na twarz posiadacza, tego dobrze zbudowanego ciała. Popatrzyłam na piłkarza delikatnie się przy tym uśmiechając. Od kiedy się obudziłam mam w głowie pustkę, jakby czarną dziurę. Mam przeświadczenie, że już spotkałam tych ludzi, ale ich nie pamiętam. Nic, zero. Żadnych przebłysków, sama biel lub czerń. Okropne uczucie, którego nie mogę się pozbyć. Wszyscy opowiadają o mnie. Jaka byłam, co robiłam, ale nikt nie mówi o wypadku. Czyżby to było coś poważnego? Nie wiem nic, jedynie to co powiedział mi lekarz, czyli że byłam w śpiączce prawie dwa tygodnie i mam złamane trzy żebra. Ból jest okropny, ale zapewne wytrzymuję tylko dlatego, że dostaję końskie dawki leków przeciwbólowych. Popatrzyłam na twarz wciąż śpiącego Argentyńczyka. Lekko się uśmiechał. Z wielkim trudem udało mi się wstać nie budząc go przy tym. Wiem, że siedział przy moim łóżku cały czas, gdy byłam w śpiączce i bardzo mu za to dziękuję, mimo że go nie pamiętam jestem mu wdzięczna za to co dla mnie robi. Jest aniołem w postaci mężczyzny. Czułam czyjąś bliskość, czułam jego dłonie i dotyk jego ust na przywitanie. Dopiero dzisiaj przed snem zaczęłam sobie przypominać wszystko co słyszałam lub czułam, gdy spałam. Kroczek za kroczkiem podeszłam do okna. Usiadłam na ogromnym parapecie, który znajdował się dość nisko, przez co nie sprawiło mi to większego problemu. Oparłam głowę o ramę i patrzyłam na krajobraz. Było pięknie. Słońce ogrzewało ludzi, którzy w krótkich ubraniach chodzili po ulicach. Byli szczęśliwi, a mi wydawało się, że ja nie mogłam taka być. Coś poważnego stało się przed wypadkiem, jednak nie wiem co. Nie wiedziałam jaką osobą byłam. Czy zraniłam kogoś? Czy byłam szczęśliwa? Popatrzyłam na złoty pierścionek z diamentowym oczkiem, który widniał na mojej dłoni. Był piękny, lecz nie pamiętałam momentu oświadczyn. Czy było nagle, romantycznie, a może w szalonym miejscu... Swoją drogą nie wiem, czy tego chcę. Nie znam go, w sumie nie pamiętam, a to co innego. Nie wiem, czy jest ze mną stuprocentowo szczery. Boję się komukolwiek zaufać. Lecz staram się z całych sił. Nagle usłyszałam ruch białej pościeli. Natychmiast spojrzałam w tamtą stronę.  Leo jeszcze z zamkniętymi oczami przytulał kołdrę. Uśmiechnęłam się szeroko na jego widok, a on nagle uniósł jedną powiekę do góry.
- A ty co się ze mnie śmiejesz?- zapytał podśmiewając się.
- Bo mogę.- pokazałam mu język.
- Jak ty się tam znalazłaś. Wracaj do łóżka.- wstał ze szpitalnego mebla i zaczął iść w moją stronę. Zatrzymał się obok mnie. Przykucnął, przez co był ode mnie niższy. Chwilę lustrował moją twarz. Pocałował moja dłoń, a ja poczułam, jak ciepło rozlewa się po całym moim organizmie, a w miejscu dotyku jego ust powstają ciarki. Nie wiem, jak to robił, ale panował nad moim ciałem lepiej niż ja. To chyba powinno znaczyć, że był dla mnie ważny. A może tylko tak mi się wydawało. Nie wiem... Już nic nie wiem... Podniósł się po czym wziął mnie na ręce, niosąc na łóżko.
- Ale ja już nie chcę tu leżeć. Nam dosyć. Chcę wyjść na dwór, chcę poczuć to świeże powietrze.- westchnęłam z rozmarzeniem.
- Jeśli tylko lekarz pozwoli zbiorę cię stąd.- uśmiechnął się ciepło. - O ile będziesz tego chciała.- dodał po chwili.
- Oczywiście, że tak.- uśmiechnęłam się lekko, a on delikatnie odłożył mnie na łóżko.

~*~

Siedzieliśmy na szpitalnym łóżku grając w karty. Jej dźwięczny śmiech roznosił się echem po całej sali, jak nie po piętrze.
- To jest nie fair! Oszukiwałeś!- pisnęła rzucając karty na łóżko.
- Ja?! Skądże takie pomysły?- Uniosłem dłonie w geście niewinności. - A teraz nagroda.- uśmiechnąłem się na samą myśl. Wskazałem palcem na policzek, gdzie niedługo później znalazły się jej usta. W sali zapanowała cisza. Można by niemal usłyszeć nasze bijące serca. Przyglądała się mi jakby chciała o coś spytać, ale się bała.
- Leo...- zaczęła drżącym głosem. Spuściła wzrok, bawiąc się nerwowo palcami. - Jak doszło do wypadku?- wyszeptała pełna obaw. Westchnąłem na samo wspomnienie tamtego dnia.
- Lecieliśmy do mojej rodziny. Chciałem pokazać ci Rosario.- zacząłem niepewnie. - Gdy startowaliśmy powiedziałaś mi, że masz złe przeczucia, a później zasnęłaś. Po kilku godzinach coś zaczęło dziać się z samolotem. Poczułem wstrząsy, następnie jak mocno ściskasz moją dłoń, a później okropny ból przeszywający całe moje ciało. Więcej nie pamiętam.
- A wiesz co spowodowało lądowanie?
- Jeszcze niczego nie ustalono. Prawdopodobnie to problemy z silnikiem. -uśmiechnąłem się, aby dodać jej otuchy. Nie było powodów do radości, ale nie chciałem żeby się zamartwiała. 

Ostatnie cztery dni spędziłem u Emilii w szpitalu. Przekonywała się do mnie, choć to co zdarzyło się tamtej nocy już się nie powtórzyło. Pragnąłem znów poczuć jej usta na swoich, ale nie mogłem tego od niej oczekiwać.
Na dworze robiło się ciemno, a ja jeszcze siedziałem w pokoju Polki. Już dawno powinno mnie tu nie być ze względu na mój jutrzejszy wyjazd.
- Muszę się zbierać.- zacząłem leniwie. Nie chciałem stąd wychodzić, ale czas płynął, na moją niekorzyść, nieubłaganie.
- Przyjdziesz jutro?- spytała z nadzieją. Każdego dnia zadawała mi to pytanie. Widziałem jak się cieszyła, gdy pojawiałem się w jej sali. Ze smutkiem na twarzy pokręciłem przecząco głową. Pragnąłem być przy niej, ale był mundial... Decyzja o wzięciu w nim udziału wcale nie była prosta. Wiedziałem, że mamy szansę i muszę pomoc reprezentacji.
- Niestety nie dam rady. Jutro lecę do Brazylii zaczynam przygotowania do mistrzostw świata.- westchnąłem. Spuściła ze smutkiem głowę.
- Jak długo tam będziesz?- spytała niepewnie unosząc wzrok i kierując go wprost na mnie.
- Mam nadzieję, że do finału, czyli niecały miesiąc.
- To znaczy, że już się nie spotkamy?- spytała ze smutkiem. Widziałem jak jej oczy się zaszkliły. Spojrzała na mnie, a mi aż serce zaczęło pękać. Usiadłem na brzegu szpitalnego łóżka. Położyłem dłoń na jej policzku, a palcem starłem łzę, która po nim spływała.
- Obiecuję, że jeszcze się spotkamy. Jeśli nie wyjdziesz ze szpitala przed zakończeniem mistrzostw to przylecę tutaj, albo spotkamy się w Barcelonie.- ucałowałem jej czoło. - W razie potrzeby dzwoń do mnie, a ja natychmiast wsiadam do samolotu i lecę do ciebie gdziekolwiek będziesz.- oznajmiłem. Byłem pewien swoich słów. Nie chciałem jej zawieść. Gdyby rzeczywiście potrzebowała mojej pomocy, byłem gotowy uciec nawet z boiska żeby do niej przylecieć. Oparła czoło o mnie, trąciła mój nos swoim noskiem, po czym złączyła nasze wargi. Na początku całowała nieśmiało, a później  coraz czulej . Rozłączyła nasze usta, wtulając się we mnie.
- Będę za tobą tęskniła. Nawet jeśli już się nie spotkamy, ja nigdy o tobie nie zapomnę.- oznajmiła ze łzami w oczach. Nie miałem serca stamtąd wychodzić, ale musiałem to zrobić. Musnąłem jej usta na pożegnanie i wstałem. Zatrzymałem się dopiero przy drzwiach. Musiałem jeszcze utrwalić jej cudowny widok w swojej pamięci.
- Obiecuję, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie.- uśmiechnąłem się, po czym wyszedłem. Zatrzymałem się dopiero pod szpitalem, a po moich policzkach spłynęły łzy. Rozstania bywają trudne, szczególnie w takim momencie, gdy martwisz się o ukochaną osobę. Zostawiam ją w dobrych rękach i mam nadzieję, że o mnie nie zapomni.

Wysiadłem z samolotu i od razu skierowałem się po mój bagaż, a po jego odebraniu, wcześniej zamówioną taksówką, udałem się do hotelu naszej reprezentacji. Jako jedyny nie leciałem z drużyną. Wszystko ze względu namoją obecną sytuację. Trener nie miał nic przeciwko żebym dołączył dzień później, za co jestem mu wdzięczny. Recepcjonistka uśmiechnęła się do mnie, po czym wydała kartę do pokoju. Przejechałem nią w czytniku, co pozwoliło mi otworzyć drzwi. Wszedłem do środka, nie zdążyłem nawet odstawić walizki, gdy poczułem na sobie ciężar przyjaciela.
- Kun złaź ze mnie.- jęknąłem przez śmiech.- Jesteś za ciężki.- przeszedłem do wnętrza pokoju z Sergio uwiesznonym na moich plecach. Zeskoczył ze mnie dopiero obok łóżka.
- Świetnie, że już jesteś. Wszyscy na ciebie czekali.- oznajmił z szerokim uśmiechem.
- Super.- odpowiedziałem bezuczuciowo, wracając po walizkę.
- Coś złego się stało?- jego ton stał się poważniejszy. - Coś z Emi?- dorzucił kolejne pytanie. Pokręciłem przecząco głową.
- Wszystko dobrze, ale mundial bez niej to nie to samo. Nie chciałem jej tam zostawiać. Wolałbym mieć ją teraz przy sobie.
- A odzyskała pamięć?- spytał pełen nadziei.
- Nie, wciąż niczego nie pamięta. Przypominają jej się jedynie słowa i nasze czyny w czasie, gdy spała.- wytłumaczyłem mu podchodząc do okna. Wyjrzałem przez nie wpatrując się w to niezwykłe miejsce. Widok był piękny i jestem przekonany, że Emilia również byłaby zachwycona. - Spodobałoby jej się tutaj.- westchnąłem czując, że już za nią tęsknię. Jestem uzależniony od widoku jej cudownego uśmiechu i oczu, w których mieszczą się wszystkie kiedykolwiek skradzione z nieba gwiazdy. Połyskują, gdy się śmieje, a gdy płacze z nieba spada deszcz.
- Też tak sądzę.- podszedł do mnie, kładąc dłoń na moje ramię. - Musisz być dla niej silny, a teraz chodź za pół godziny zbieramy się na pierwszy trening. Pomachamy reszcie świata z boiska, gdy będziemy wznosić puchar. 
- Zdecydowanie jesteś zbyt dużym optymistą, ale tym razem się z tobą zgodzę.- zaśmiałem się głośno.
Będąc na murawie poczułem jak bardzo brakowało mi piłki. Stęskniłem się za grą. Piłka nożna była moją pierwszą miłością i pozostanie w moim życiu bardzo ważna.  Te kilka godzin spędzonych na treningu pozwoliło mi się odstresować. Mogłem zapomnieć o złych rzeczach i zająć się tylko grą. Porzuciłem problemy ze szpitala i zająłem się swoją drugą miłością - piłką nożną.



środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 27 "Nie znam cię."

Lecz choćby oczy jej były na niebie, a owe gwiaz­dy w op­ra­wie jej oczu, blask jej ob­licza zaw­stydziłby gwiazdy.

Za kilka dni zaczynamy treningi z reprezentacją, a ja nawet o tym nie myślę.  Powinienem się cieszyć, przecież mam szansę dokonać to, co Diego Maradona. Wierzę, że mamy szansę wygrać ten mundial. Ale na tą chwilę nie wychodzę ze szpitala na dłużej niż godzinę. Przylecieliśmy tu ponad dwa tygodnie temu, a ona wciąż jest w śpiączce. Lekarze mówią, że jej stan z dnia na dzień się poprawia. Poza tym nie mówią nic więcej. Wiele razy starałem się czegoś dowiedzieć, lecz na marne. Z resztą Adam i pan Bartosz też tego próbowali.
Wróciłem właśnie z dworu. Musiałem nabrać świeżego powietrza. Przywitałem się z nią, swoim zwyczajem delikatnie dotykając jej ust. Pośród bieli pościeli wciąż wyglądała niesamowicie. Widać, że jest słaba, a mimo to jakiś miły blask bije od jej drobnego ciała. Uścisnąłem jej dłoń, wcześniej ją całując.
- Cześć skarbie. Mam nadzieję, że czujesz się lepiej i niedługo do nas wrócisz. Wszyscy za tobą tęsknimy...- nagle poczułem delikatny uścisk dłoni. Był niewielki, ale na pewno był to uścisk. Nie wyobraziłem sobie tego. Uśmiechnąłem się szeroko. Powoli otwierała swoje brązowe oczy. Nacisnąłem przycisk, który miał przywołać lekarzy. Jej powieki uniosły się. Rozejrzała się po całym pomieszczeniu uważnie je oglądając.
- Jesteś w szpitalu, nie bój się.- powiedziałem spokojnym tonem, a dopiero wtedy Emilka mnie dostrzegła. Z ogromnym skupieniem lustrowała moją twarz. - Już wszystko jest w porządku.- pocałowałem jej dłoń.
- Kim jesteś?- spytała wystraszona. Widziałem w jej oczach, że się mnie bała. Niestety nie dane nam było dłużej porozmawiać. W sali zjawił się lekarz z eskortą pielęgniarek.
- Przepraszam Pana, ale musimy zbadać pacjentkę.- oznajmił mi, a ja posłusznie wykonałem jego polecenie. Stanąłem za szybą, uważnie przyglądając się ich czynom. Analizowałem jej słowa. Ona mnie nie pamiętała. Zapomniała o mnie. Poczułem ukłucie w sercu. Nie było to miłe uczucie. Świadomość, że osoba, którą kochasz cię nie pamięta, że może już nigdy cię nie pokochać. Po dwudziestu minutach doktor wyszedł z pomieszczenia, a ja poderwałem się z miejsca.
- Proszę się nie martwić wszystko jest w porządku. Dostała silne leki przeciwbólowe więc może być trochę osowiała.- oznajmił posyłając mi pokrzepiający uśmiech.
- Doktorze, ona mnie nie poznała.
- To bardzo prawdopodobne. Ma amnezję, niestety nie wiemy czy jest to trwały, czy tymczasowy zanik pamięci. Będziemy musieli zrobić tomografię.
- Mogę do niej wejść?
- Proszę bardzo, ale niech pan uważa. Jest wystraszona i zmęczona.
- Oczywiście, dziękuję.- pożegnaliśmy się, a ja wróciłem do jej sali. Patrzyła za okno, a następnie w skupieniu skierowała swoje piękne, brązowe oczy na mnie. Jej wzrok wędrował po każdej partii mojego ciała. Lustrowała mnie jakby chciała dowiedzieć się czegoś więcej bez zadawania pytań.
- Witaj Emi.- uśmiechnąłem się.
- Jestem Emilia, nie Emi. Pomyliłeś mnie z kimś innym. Tak w ogóle to skąd wiesz jak mam na imię? Nie znam cię.- wystraszona szybko mi odpowiedziała.
- W klubie wszyscy tak do ciebie mówią.
- W jakim klubie? Jacy wszyscy? Kim ty jesteś?- zasypała mnie pytaniami. Pokoi zaczynała ją denerwować ta sytuacja. Była zdezorientowana.
- W naszym klubie.
- Nie rozumiem.- pokręciła głową.
- Może powiem ci wszystko od początku.- zaproponowałem. Patrzyła na mnie swoimi dużymi, brązowym oczami.
- A nie będziesz kłamał?- spytała z nadzieją w głosie. Bała się mnie. Bolało, cholernie bolało.
- Oczywiście, że nie.- posłałem jej pokrzepiający uśmiech. - Nazywasz się Emilia Borkowska, jesteś z Polski, ale mieszkasz w Barcelonie. Masz osiemnaście lat.
- Gdzie jest Barcelona?
- To takie miasto w Hiszpanii. Przeprowadziłaś się tam z rodziną we wrześniu, bo twój tata został fizjoterapeutą pierwszej drużyny.
- A teraz co mamy?
- Połowę czerwca.- oznajmiłem, a ona pokiwała głową, na znak, że mnie rozumie. - Opowiadać dalej?
- Tak.
- W Barcelonie grasz w piłkę nożną. W drużynie femini.
- Ja i piłka nożna?- zaśmiała się. - Żartujesz.- pokręciłem przecząco głową. - Ja, piłka, klub? Nie, to niemożliwe. Przecież ja nie lubię piłki. Poza tym ci mężczyźni, może niektórzy są przystojni, ale tak biegają po boisku, a później są cali mokrzy.
- Ja jestem piłkarzem.- zaśmiałem się zmieniając na chwilę temat.
- A to przepraszam.- uśmiechnęła się do mnie promienie. - Nie wiedziałam. Opowiedz mi coś jeszcze.- poprosiła próbując usiąść. Syknęła z bólu, natychmiast poderwałem się z miejsca pomagając jej w wykonaniu czynności. - Dziękuję.- posłała mi ciepły uśmiech. Pierwszy raz tego dnia.
- Co jeszcze chcesz wiedzieć?
- Powiedz mi coś o sobie.
- Nazywam się Leo Messi, jestem piłkarzem. Gramy w tym samym klubie.- zacząłem.
- Dlaczego siedzisz obok mnie? Tylko ty tu jesteś?
- Narazie jestem tylko ja, twoja rodzina wróciła do hotelu. Byli zmęczeni więc ich o to poprosiłem. Wszyscy twoi przyjaciele codziennie dzwonią i pytają o twoje zdrowie.
- Nie znam ich, ale jestem pewna, że bardzo dobrze zrobiłeś.- uśmiechnęła się szeroko. Zaczęła oglądać swoje palce. Jej wzrok zatrzymał się na złotym pierścionku. - Piękny pierścionek. Jestem zakręcona?- spytała, a ja pokiwałem głową. - Mam tylko osiemnaście lat. Zgodziłam się na to bez przymusu?- zaśmiała się.
- Tak.
- Jak długo?
- Dwa miesiące.
- Chyba jestem nienormalna.- pokręciła głową z uśmiechem na ustach. - Z kim? Jaki on jest? Jak długo go znam? Mieszkam z nim? Powiedz mi o nim wszystko co wiesz. Dobrze go znasz?
- Dobrze, ba ja wiem o nim wszystko. Znacie się od września. Jest Argentyńczykiem i ma 24 lata. Również jest piłkarzem, gra na pozycji napastnika. Wiele razem przeszliście. Mieliście kilka kryzysów, ale walczył o ciebie i nie podawał się. Znajomi mówią, że jest spokojny, skromny, dużo się uśmiecha i mocno cię kocha. Często mówisz, że jest uparty, potrafi cię również zaskoczyć. Rodzina i przyjaciele odgrywają w jego życiu bardzo ważną rolę. Myślę, że nie jest najgorszą partią na męża.- zaśmiałem się, kończąc opowiadać jej o sobie. Nigdy nie potrafiłem mówić na temat swojego charakteru.
- Kto to taki?- spytała, obserwując moją twarz. Zestresowałem się i poczułem, że jakaś siła odbiera mi zdolność mówienia. Popatrzyłem za okno, a później na nią. Wciąż na mnie spoglądała, nawet na chwilę nie przerwała. Wziąłem głęboki oddech.
- To ja.- powiedziałem ledwo słyszalnie. Spuściłem głowę wlepiając wzrok w czubki swoich butów.
- Ty?- zdziwiła się. Próbowała się położyć, lecz sprawiało jej to wiele trudności.
- Zaczekaj, pomogę ci.- wstałem z miejsca, a następnie jej pomogłem. Wpatrywała się w biały sufit, myśląc zapewne o moich słowach. Nie prosiła żebym wychodził, a mi samemu nigdzie się nie spieszyło. Siedziałem na krzesełku co jakiś czas spoglądając na nią ukradkiem.
- Leo...- odezwała się cicho, po ponad godzinie. Uniosłem wzrok, aby na nią spojrzeć. Jej długie, ciemne włosy opadły na białą pościel, idealnie z nią kontrastując. Była niczym anioł pośród szpitalnej pościeli. Zmieszała się i odwróciła wzrok za okno. - W jakim mieście jestem?
- Jesteśmy w Argentynie, w Buenos Aries.
- Jaka jest pogoda?
- Jest ciepło około 25 stopni, świeci słońce i wieje delikatny wiaterek.
- Dziwnie się czuję wiedząc, że jestem twoją narzeczoną, ale cię nie pamiętam.
- To nic nie szkodzi.- uśmiechnąłem się lekko. Skłamałem. Bolało mnie to, że o mnie zapomniała, ale przecież nie mogę jej za to winić. Nie miała wpływu na wypadek i utratę pamięci.
- Chciałabym cię lepiej poznać.- powiedziała niepewnie, a mnie od środka zaczęła rozpierać radość. Poczułem cień nadziei na odbudowę naszej relacji.
- Mogę pokazać ci kilka zdjęć...- naszą rozmowę przerwało pojawienie się trzech osób w jej sali. Matka podbiegła do niej, a Emilia spojrzała na nią przerażona. Potem spojrzała na mnie.
- Nie bój się. To twoja mama, to tata, a to Adam, twój brat bliźniak.- wytłumaczyłem wstając z krzesełka. Ująłem jej dłoń w swoją, składając na niej delikatny pocałunek. - Pójdę już, do zobaczenia.- odwróciłem się, kierując w stronę drzwi.
- Leo.- zawołała mnie. Natychmiast na nią spojrzałam. Uśmiechała się lekko. - Dziękuję.
- Nie ma za co.
- Kiedy przyjdziesz?
- A kiedy chcesz?
- Wpadnij dziś wieczorem.- oznajmiła z uśmiechem. Odpowiedziałem jej tym samym gestem oraz skinieniem głowy na znak, że rozumiem, po czym wyszedłem z sali.
W szpitalu pojawiłem się przed 21. Wiedziałem, że nie zastanę tam jej matki, a oddział będzie pusty. Teoretycznie pora odwiedzin już dawno się skończyła, ale poznałem miłą pielęgniarkę, która w zamian za koszulkę z podpisami reprezentacji codziennie mnie tam wpuszczała. Tak było i dzisiaj. Uchyliłem drzwi i wyjrzałem zza nich. Na mój widok Emi nieśmiało się uśmiechnęła, co dodało mi odwagi, aby wejść do środka. Usiadłem na krzesełku, wcześniej całując jej drobną dłoń. Na jej policzki wkradł się rumieniec, a głowę schowała we włosach. Zapewne nie chciała żebym ją zobaczył. A ja uwielbiam jak się rumnini, jest wtedy taka urocza.
- Miło z twojej strony, że przyszedłeś.
- Obiecałem, a Lionel Messi zawsze dotrzymuje słowa.- zaśmiałem się. - Co robiłaś?- spytałem aby rozluźnić atmosferę.
- Prawie cały dzień spędziłam z rodziną. Wiele mi opowiadali. Wiesz... Chciałabym to wszystko pamiętać. To takie dziwne uczucie, gdy masz wrażenie, że coś przeżyłeś, ale nie masz pojęcia co.
- Nie przejmuj się. Jest duża szansa, że jeszcze wszystko sobie przypomnisz.- ująłem jej dłoń w swoją. Nie zabrała jej, jedynie lekko się zawstydziła. - Przyniosłem zdjęcia.- wskazałem na torbę z laptopem, która leżała przy moich nogach.
- Pomożesz mi usiąść?- spytała niepewnie. Bez zastanowienia wykonałem jej prośbę. Postanowiłem laptopa na jej kolanach, a sam usiadłem tak, abym mógł opowiadać jej o fotografiach.

Po raz kolejny tej nocy wybuchła głośnym śmiechem.
- Naprawdę przylecieliście do Polski specjalnie dla mnie?- skinąłem twierdząco głową w odpowiedzi na jej pytanie.
- W dodatku oni się zgubili, a ty musiałaś ich szukać po całej Warszawie.- dodałem, a ona znowu się roześmiała, przewijając na kolejne zdjęcie.
- Tutaj jest Gerard, Neymar, tu... tu jest ten... No Ale... Alexis, tutaj Xavi.- wymieniała po kolei wszystkich piłkarzy, wskazując na ich twarze. Kliknęła strzałkę w prawo i ukazało jej się nasze zdjęcie. Siedzieliśmy całując się na ławce przy la Rambla. Zawstydzona spuściła głowę.
- Tego dnia przez przypadek spotkałem cię na la Rambla. Pomogłaś mi wybrać prezent urodzinowy dla mojej siostry, a później jedliśmy rurki z kremem. Dlatego masz pół policzka brudnego.- wskazałem na ekran. Spojrzała na moją twarz. Przyglądała się chwilę.
- Wiesz mam takie wrażenie, że cię znam.- oznajmiła, a mi od razu zrobiło się cieplej na sercu. Pragnąłem, aby sobie choć trochę przypomniała.
- To zdjęcie zrobiłaś nam w pokoju u twojej babci. W dziesiątkę spaliśmy w pomieszczeniu mniejszym niż to.- rozejrzałem się dookoła.
- Neymar i ty wyglądacie pięknie. Dwa słodziaki.- zaśmiała się.
- Tylko nie słodziaki.- pogroziłem jej palcem. Zrobiło mi się zimno. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, więc potarłem ramiona, by się troszkę rozgrzać.
- Jest ci zimno?- zapytała troskliwie.
- To pewnie od klimatyzacji.- spojrzałem na wywietrzniki znajdujące się pod sufitem. Chwilę nad czymś myślała, po czym nieśmiało się do mnie uśmiechnęła.
- Połóż się ze mną.- zaproponowała. Zdziwiłem się jej słowami, a ona na widok mojej miny cichutko zachichotała. - Nie bój się. Skoro byłeś... Znaczy jesteś moim narzeczonym to chyba się mnie nie wstydzisz.
- Nie chcę zrobić ci krzywdy.
- Nic się nie stanie, chodź.- podniosła kołdrę. Nieśmiało i z oporem położyłem się obok niej. Przykryła mnie, po czym się uśmiechnęła. - Opowiedz mi coś więcej o sobie.- poprosiła. - O nas.- dodała spoglądając w moje oczy.
- Jak już wspomniałem wcześniej, jestem piłkarzem. Gram w FC Barcelonie jako napastnik. Mam dwadzieścia cztery lata i jestem Argentyńczykiem. Babcia zaprowadziła mnie na pierwszy trening. Dlatego teraz po strzelaniu bramki unoszę ręce, na znak, że są dla niej. Gdy miałem kilkanaście lat zdiagnozowano u mnie karłowatość przysadkową. Ani mój klub, ani rodzice nie mieli pieniędzy na hormony. Wtedy pojawił się mężczyzna z Katalonii. Oni sprowadzili mnie do Barcelony, płacili za kurację, a ja rozwijałem się grając w piłkę.
- Niezwykłe, że tyle przyszedłeś.- niepewnie objąłem ją ramieniem. Nie chciałem jej wystraszyć, ale tego co zrobiła się nie spodziewałem. Przysunęła się bliżej mnie i położyła głowę na mojej klatce piersiowej. Pocałowałem ją w czubek głowy, następnie przeczesałem jej włosy. - Przykryj się porządnie, jesteś zimny.- zaśmiała się lekko, okrywając mnie kołdrą. - Gdy spałam miałam wrażenie, że jest mi chłodno, być może właśnie od klimatyzacji.- spojrzała przed siebie rozmyślając.

Rozmawialiśmy już kolejną godzinę. Opowiadałem jej o wszystkim, co chciała wiedzieć. Jej cichy śmiech roznosił się echem po całej sali.
- Która godzina?- przetarła oczy piąstkami. Jej powieki powoli zaczynały się zamykać.
- 4.30- odpowiedziałem. - Zobacz już wschodzi słońce.- wskazałem na okno. Wyjrzała przez nie, aby móc zobaczyć niebo. Dzisiaj wyglądało ono wyjątkowo pięknie. Pomarańcz, róż, błękit rozlewały się nad horyzontem, aby stworzyć tak wyjątkowe arcydzieło. Było ono piękniejsze niż niejeden obraz Michała Anioła, czy Leonardo da Vinci.
- Jest piękne.- westchnęła, po czym powtórnie przetarła oczy i ziewnęła.
- Chyba powinnaś iść spać. Potrzebujesz odpoczynku, a gdyby lekarz dowiedział się, że tyle nie śpisz na pewno, by mnie stąd wyrzucił.
- Pomagałeś mi tylko odzyskać trochę wspomnień. Dziękuję.- uśmiechnęła się, a następnie wtuliła we mnie. Spojrzała w moje oczy, uniosła ciało na łokciu i musnęła moje wargi. Byłem zaskoczony. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Wszystkiego, ale nie tego. - Ty też tak robiłeś. Czułam to.- oznajmiła szeptem. Nic więcej nie powiedziała tylko z uśmiechem na ustach położyła się na moim ramieniu, mocno wtulając się w moje ciało, a po kilku minutach zasnęła...