poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 10 "Czułam, jakby świat wokół mnie oszalał."


Bała się kolejnego dnia. Spojrzenia mu w oczy, by nie wyczytać z nich "zawiodłem cię...". Jedyne na co było go stać to przepraszam wypowiedzi wypowiedziane z głębi serca. 

Wszystko spiepszyłem. Jestem idiotą. To co się wczoraj wydarzyło... Nie mieści mi się to w głowie. Kocham ją, przysięgam. Jak mam jej wytłumaczyć to, co wczoraj zaszło. To naprawdę nie było tak.
- Uwaga! Piłka!- usłyszałem krzyk Mascherano. Nie zdążyłem zrobić kroku, gdy nią dostałem. Uderzenie było bardzo bolesne, ale należało mi się.
- Leo co się z tobą dzieje?!- krzyknął biegnący do mnie z drugiego końca boiska Xavi.
- Wszystko jest w porządku.- odparłem, gdy był bliżej.
- Od rana jesteś nieobecny. Pokłóciliście się?- spytał Pique. Uniosłem głowę, a wokół nas stali już wszyscy, włącznie z trenerem.
- Mówiłem już, że jest ok.- powtórzyłem szorstko.
- Nie wiem, jak wy ale ja wyczuwam Manitę ma horyzoncie.- stwierdził Gerard. 
- Zamknij sie.- warknąłem.
- Co się z tobą dzieje? Odbiło ci?- tym razem słowa skierował do mnie Fabregas.
- Chłopcy na dzisiaj koniec bo jeszcze się tu pobijecie. Jutro widzimy się na meczu Femina.- oznajmił trener, a my zaczęliśmy schodzić z boiska. Gdy doszliśmy do szatni, usiadłem na ławce obok mojej szafki i bezmyślnie patrzyłem przed siebie. Nagle poczułem na sobie cień. Już wiedziałem kto to.
- Nie możesz nam powiedzieć, co się stało?- spytał Pique.
- Miałeś rację, Manita wróciła.
- Gdzie się pojawi, tam są problemy. Co to za człowiek?!- powiedział Alves.
- Kłóciliśmy się, a ona się na mnie rzuciła. Zaczęła całować...- tłumaczyłem.
- Poddałeś się jej?! Cholera jasna, Leo!- krzyknął Gerard. - Postradałeś zmysły?!
- Daj mi dokończyć.- krzyknąłem. - Właśnie w tym momencie do domu wbiegła Emilka. Zaczęła krzyczeć, nie dała mi dojść do słowa... Uciekła, zostawiła mnie.
- Dziwisz się? A co zrobiłeś z tamtą?
- Zacząłem się na nią drzeć i wywaliłem za drzwi.
- Choć tyle z tego dobrego...
- Jaką masz pewność, że nie wróci?
- Na jej miejscu też byś się już nie pokazał.- odparłem z lekkim uśmiechem. Cieszyłem się, że dopiekłem tej zołzie. Z całego serca jej nienawidzę. - Chciałem porozmawiać z Emi, ale ona nawet nie chce o tym myśleć. Wszystko stracone...
- Nie do końca.- przerwał mi Neymar. - Pamiętasz, że rozmawialiśmy przez telefon? Chyba zapomniałeś się rozłączyć, a ja słyszałem całą kłótnie, a potem Emi. Masz jeszcze szansę.- oznajmił, pocieszając mnie tym.
- Jutro gra Femina. Pójdziecie tam i wszystko jej powiecie.
- To nie takie proste. Wiesz, jaka ona jest. Uparta, jak nikt inny.
- Nawet najtwardsza skała kiedyś się skruszy.
W ten oto sposób zaczęliśmy obmyślać plan działania. Szczerze mówiąc, nie wiem czy to się powiedzie, ale warto spróbować. W końcu nic nie tracę. Gorzej już być nie może. 

~*~

Usłyszałam drzwi i otworzyłam powieki. Kilka minut temu udało mi się zasnąć, jak widać nie na długo. Zobaczyłam Adama, nie uśmiechał się, był zamyślony i nieobecny. Zmartwiłam się.
- Jak się czujesz?- spytał.
- Bez zmian, ale ciebie coś gryzie.- odparłam.
- Myślę, czy mam ci to mówić.
- Ale co?- spojrzałam pytającym wzrokiem.
- Cała szkoła huczy od plotek na temat twój i Leo. Podobno byliście w jakiejś gazecie.
- Czyli wszyscy już wiedzą... Moja popularność wzrośnie. Ale trochę za późno się tym zainteresowali. Masz poczytaj.- z torby treningowej wyjęłam gazetę, którą wczoraj kupiliśmy i rzuciłam na łóżko. -  Czytaj te chore domysły.- wziął do ręki gazetę i zaczął  czytać artykuł.
- Co to jest?!- rzucił ją na podłogę.
- Życie twojej bliźniaczki.- odparłam wzruszając ramionami.
- Nie ważne. Byłem u Alonso, powiedziałem, że się zatrułaś i boli cię brzuch. Obiecałem, że jutro do wieczora ci pomogę i powiedział, że wystawi cię w pierwszym składzie.
- Naprawdę?!- przytuliłam go mocno.
Z torbą na ramieniu weszłam do szatni. Wszystkie oczy skierowały się w moją stronę. Poza Daniell, która mnie przytuliła, gdy odstawiłam torbę.
- Adam wszystko mi powiedział. Tak ci współczuję.- wyszeptała mi do ucha. - Nie myśl o nim. Wiem, że to nic ci nie pomoże, ale wszystko będzie dobrze.
- Jak się czuje nasza gwiazdka?- spytała kąśliwie Lona. - Cała szkoła o tobie mówi, cieszysz się? Stałaś się popularna. Zerwiesz z nim dzisiaj, czy jeszcze trochę się nim pobawisz?
- Nic o mnie nie wiesz.- syknęłam. - Nie masz prawa mnie oceniać.- podniosłam głos. - Jesteś zazdrosna bo ja wychodzę od pierwszej minuty. Wypadłaś żebym mogła wejść.- odwróciłam się do niej i zaczęłam przebierać. Zmieniłam bluzkę, spodnie, a ona coś do mnie mówiła. Wyłączyłam się i żadne jej słowo do mnie nie docierało. Jej zdanie miałam w głębokim poważaniu. Związałam włosy po czym zaczęłam wiązać korki.
- Czy ty mnie słuchasz?!- krzyknęła, a ja na nią spojrzałam.
- Nie.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wzruszając po raz kolejny ramionami. - Już ci mówiłam, gdzie mam twoje zdanie. Mam to powtórzyć przy całej szatni?- spojrzała na mnie wrogo, a ja się zaśmiałam. Nie znoszę jej z całego serca, które swoją drogą jest złamane. Poszłyśmy do tunelu. W środku dziewczyny zaczęły rozmawiać z koleżankami z drużyn narodowych, a ja stałam sama.
- Hej, Ania.
- Hej, Ola.- usłyszałam polski. A może mi się przesłyszało. Obróciłam głowę i zobaczyłam dwie dziewczyny.
- Hej, Emilia.- uśmiechnęłam się.
- Miło nam poznać siostrę Adama.
- Znacie mojego brata?- zdziwiłam się.
- Nie wiesz, że grał w reprezentacji Polski?- popatrzyły na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Wcześniej go nienawidziłam, ostatnio zmieniłam co do niego zdanie. Długo gracie w Realu?
- Ja gram drugi sezon, a Ola grzeje ławę.
- W lato zmieniam barwy klubowe. Anglia, może zostanę w Hiszpanii. Wszystko przede mną.- zaśmiała się.
- Idzie sędzia. Powodzenia Emi.- życzyła mi Anka.
- Powodzenia. Ale my wygramy.
- Marzenia.- odpowiedziała, a ja się zaśmiałam. Po chwili zaczęłyśmy wychodzić na murawę. Chyba nigdy wcześniej się tak nie stresowałam. Zaraz umrę na zawał. Pierwszy raz miałam szansę obejrzeć Camp Nou z perspektywy boiska. Dziś wyjątkowo gramy na tym stadionie bo podobno dużo osób chce zobaczyć damskie Gran Derbi. Przeleciałam wzrokiem po trybunach. Rzeczywiście wszystkie miejsca były zajęte. W trybunie VIP zobaczyłam Adama. Patrzył to na mnie to na Daniell i ściskał kciuki. Odśpiewałyśmy hymn, kapitanki poszły wybrać połowy, a chwilę później usłyszałam pierwszy gwizdek. Zaczynały dziewczyny z Madrytu. Mój pierwszy odbiór nieudany, drugi, trzeci, czwarty... Minęło piętnaście minut, a ja nie wykonałam nawet jednego celnego podania. Zauważyłam, że potykam się o własne nogi. Co się ze mną dzieje?! Emilia ogarnij się! Nagle usłyszałam obok siebie głos Daniell. Położyła dłonie na moich ramionach i spojrzała na mnie.
- Wyłącz myślenie. Liczy się tylko piłka. Wiem, że potrafisz. Jesteś najlepsza. Pomyśl, że jesteś na treningu.- zaczęła mnie motywować.
- Dziękuję Dani, ale one już zaczęły grę.- zaśmiałam się do niej. Odbiegła ode mnie, klepiąc po plecach. Dobra, teraz pokaż na co cię stać. Pokaż Lonie, że jesteś lepsza. Dawaj, dawaj, dawaj! Nie pamiętam, kiedy i jak zabrałam piłkę jednej z dziewczyn. Zaczęłam biec z nią przed siebie. Mur, nie dam rady. Tak biegnie Lorena. Podałam ją do niej, a ona umieściła ją w siatce. Podbiegła do mnie i zaczęłyśmy się ściskać.
- Jest trzydziesta siódma minuta, a ty zaliczyłaś właśnie pierwszą asystę w życiu.- powiedziała, a chwilę później poczułyśmy ciężar dziewczyn.
Zaczęła się kolejna akcja. Tym razem Anna biegła z piłką, próbowałyśmy ją zatrzymać, jednak z marnym skutkiem. Na szczęście udało się to Noelle. Pokazuje dzisiaj ogromną formę. Jest jak ten bramkarz reprezentacji Hiszpanii Iker... Iker... Casillas. Pamiętam. Do końca pierwszej połowy nic się nie wydarzyło. Wróciłyśmy do szatni, gdzie Alonso zmotywował nas do jeszcze większej walki. Po piętnastu minutach znów wybiegłyśmy na boisko. Stanęłam na środku naprzeciwko Loreny. Prawą nogę trzymałam na piłce, aby za chwilę podać do koleżanki z drużyny i wznowić grę. Pierwsze dwadzieścia minut należało do Realu. Ich forma wzrosła, nie wiem co się stało w szatni, ale były zupełnie inne. Więcej dynamiki, prędkość, drybligni... Niestety jeden z nich był za skuteczny i piłka znalazła się w naszej bramce. Noelle wyraźnie posmutniała. Nie zważając na nic pobiegłam do niej.
- Wszystko jest ok. Zaraz to odrobimy, obiecuję.- oznajmiłam, po czym wróciłam na miejsce. Daniell biegła z piłką, gdy trzy przeciwniczki ją okrążyły. Kopnęła piłkę, ona przeleciała między nogami jednej z nich i przyjęłam ją ja. Droga do bramki była prawie pusta. Stały tam dwie defensorki. Przedryblowałam je, tak jak nauczył mnie Enrique i kopnęłam futbolówkę. Całe Camp Nou zaczęło krzyczeć, a ja stałam bez ruchu. Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam, jakby świat wokół mnie oszalał. Po części tak było. Właśnie prowadziłyśmy 2:1.
- Dlaczego się nie cieszysz?- pierwsza podbiegła do mnie Lorena. - Strzeliłaś gola, zobacz.- pokazała mi ekran. Strzał był piękny. Trafiłam idealnie w lewy, dolny róg.
- Strzeliłam! Strzeliłam pierwszego gola!- zaczęłam krzyczeć, po czym skoczyłam na Daniell, przytulając się do niej. Po chwili radości zaczęłyśmy grę. Około siedemdziesiątej minuty Luise zamieniła Lona. No to pięknie. Już po meczu. Nie zdziwię się, gdy pomoże przeciwnicznom byle tylko mi dopiec... Gra toczy się dalej. Carmen biegła z piłką, gdy nagle jedna z defensorek Realu podcieła ją. Żółta kartka i rzut wolny. Ustawiają się do niego Lona i Daniell. Gdy siedziałam na ławce zauważyłam, że to zawsze one go wykonują. Do tej pierwszej podbiegła Mia, która zastąpiła Carmen.
- Lona trener karze ci odejść. Emilia ma wykonać wolny.
- Co?! Nigdy!
- Ogłuchłaś?!- spytała Fernández, gdy ta się nie ruszała. Z założonymi na piersi rękami odeszła, a w zamian na dwudziestym pierwszym metrze pojawiłam się ja. Dani wyszeptała mi taktykę i tak zrobiliśmy. Ona wykonała wolny lekko podając do mnie, a ja umieściłam piłkę idealnie pod poprzeczką. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam. Tego się nie spodziewały osiemdziesiąta trzecia minuta i 3:1 dla nas. Za chwilę gra znów zostaje wznowiona. Była dziewięćdziesiąta pierwsza minuta. Ostatnia nasza akcja. Lona biegła z piłką, a ja stałam idealnie ustawiona. Wystarczyło delikatne kopnięcie, a futbolówka leżałaby w siatce. Ale co ją obchodzi dobro drużyny. Lepiej stracić piłkę niż mi podać, oczywiście. Oddała strzał stojąc między czteroma piłkarkami, poza tym zupełnie niecelny. W tej chwili sędzia dmuchnął  w gwizdek i gra była skończona. Zabrałam piłkę i żegnając się z rywalkami, a szczególnie z Anną schodziłam z futbolówką pod pachą.
- Szepnę trenerowi kilka słów i mam nadzieję, że zobaczymy się w reprezentacji.- puściła mi oczko, po czym zniknęła. Wszystkie dziewczyny były już w szatni, kibiców zostało niewielu, a ja siedziałam na środku boiska z piłką w dłoniach i cieszyłam się z naszego zwycięstwa. Po godzinie wstałam z murawy i udałam się w stronę przebieralni. W tunelu było zupełnie ciemno, ale zauważłam postać, która stała pod ścianą. Wszędzie go poznam. Patrząc przed siebie szłam, unikając jego wzroku. Zatrzymał mnie dopiero, gdy znajdowaliśmy się niedaleko źródła światła. Emilia nie patrz w jego oczy! Nie wolno ci, rozumiesz?! Biłam się z myślami. Nie mogę na niego spojrzeć bo wiem, że przegram.
- Możesz mnie puścić?- spytałam, gdy trzymał mnie za nadgarstek, ale nic nie mówił. Nie chciałam żeby mnie dotykał. Zranił mnie i jeszcze chce ze mną rozmawiać. - Nie zrozumiałeś, co ci wczoraj powiedziałam?- spytałam głośniej.
- Daj mi to wytłumaczyć.- prosił.
- I co mi powiesz, że byłeś pijany, że to jej wina, że to wyszło przypadkiem. Co by się stało gdybym przyszła kilka minut później? Wolę o tym nie myśleć.- spojrzałam na jego twarz. - Boże, Leo co ci się stało?- dotknęłam jego policzka, lecz szybko zabrałam rękę.
- Dostałem od twojego brata.
- Adam, coś ty zrobił?!- powiedziałam do siebie, łapiąc się za głowę. Przecież obiecał, że nie zrobi nic głupiego.
- Należało mi się. Skoro mnie nie chcesz słuchać, to wysłuchaj chociaż jego.- nagle pojawił się Neymar.
- Dobrze, ale jest on twoją ostanią szansą.- oznajmiłam i zaprosiłam go do szatni. Sprawdziłam, czy napewno nikogo nie ma i poleciłam mu mówić.
- Piękny mecz.- zaczął.
- Nie przyszedłeś tu chyba, żeby mówić o meczu, ale jeśli chcesz ja chętnie zmienię temat. Nie chcę słuchać bajek o tym dupku.- oznajmiłam. - Oszust.- dodałam pod nosem.
- Tego wieczoru rozmawiałem z Leo przez telefon, gdy zadzwonił dzwonek. Przeprosił mnie i poszedł otworzyć drzwi. Chwilę później usłyszałem kobiecy głos, chciałem się rozłączyć bo myślałem, że to ty, ale oni zaczęli się kłócić. Ona mówiła, że za nim tęskni, że bez niego cierpi i takie tam. Z resztą pewnie kłamała. Nagle usłyszałem, jak Leo pyta się jej: "Co ty robisz" a ona "To co mi się należy, napewno za tym tęskniłeś". Nastała cisza i wbiegłaś ty. Później była awantura, znów cisza, a później Leo wrócił do domu. Znowu zaczęli krzyczeć. Wydaje mi się, że on płakał. Zaczął jej mówić, że nigdy nie będą razem, że jest dziwką, że zniszczyła jego związek, że cię kocha, a teraz nie chcesz go znać. Coś tam jeszcze powiedział, ale nie pamiętam co, a ona wyszła trzaskając drzwiami. O tym co teraz ci powiem Leo nie wie. Postanowiłem jeszcze się nie rozłączać. Słyszałem, tym razem jestem pewien, że płakał. Mówił, że wszystko spiepszył, że jest beznadziejny, że już nigdy nie zazna smaku twoich ust, że już nigdy nie będzie mógł wziąć cię w ramiona i tak po prostu, bez powodu przytulić. Stwierdził, że życie bez ciebie nie ma sensu. Powiedział, że nawet piłka jest bez ciebie niczym. Emi proszę cię, wybacz mu. On nie potrafi bez ciebie funkcjonować.- opowiedział mi wszystko ze szczegółami, a ja zaczęłam płakać. Byłam rozdarta. Serce krzyczało "wróć", a rozum "przecież cię zdradził". Chciałam wierzyć sercu, ale w życiu zazwyczaj kieruję się głową. To ona podejmuje lepsze decyzje.
- Dlaczego mam ci zaufać? Ta historia jest niewiarygodna.- odparłam.
- Mogłem kłamać i podejrzewam, że skorzystałbym na tym.
- Nie rozumiem...
- Mogłem zataić prawdę, zerwałabyś z nim, a ja spokojnie bym mógł...- zatrzymał się. Nie rozumiałam go. O co mogło mu chodzić.
- O co chodzi?- dopytywałam.
- Emilia bo... Bo ty mi się podobasz.- oznajmił, a ja prawie spadłam z ławki. - Nie jest to miłość, ale jesteś naprawdę świetną dziewczyną. Nigdy wcześniej takiej nie spotkałem. Z resztą nie tylko mi się podobasz, Alexisowi i tak dalej.
- Ney, nie wiem co mam ci odpowiedzieć.
- Po prostu idź teraz do niego i mu wybacz.
- Ale to nie jest rozwiązanie. Ja nie mogę się wam podobać. Boże, stawiacie nie w trudnej sytuacji.
- Zapomnij o tym ostatnim i przemyśl to pierwsze. Musisz mu wybaczyć.
- Nie Ney, nie muszę. Widziałam jak ją całuje...
- Nie Emi.- przerwał mi. - To ona całowała jego. On, by ci tego nie zrobił.- zakończył. Zbyt dużo się teraz dowiedziałam. Za dużo, jak na moją głowę.
- Przutulisz mnie?- spytałam, a on wykonał moją prośbę.
- Przemyśl to jak najszybciej. Z nim jest coraz gorzej.- dodał. - Muszę się zbierać. Mam nadzieje do zobaczenia.
- Pa Ney.- odpowiedziałam cicho. Wyszedł, a ja zabrałam ręcznik i poszłam pod prysznic. Szybko się umyłam po czym przebrałam i wróciłam do domu.

~*~

Pojawienie się na tym meczu wiele mnie kosztowało. Patrzenie na nią i świadomość, że już nigdy nie będzie moja bardzo boli. Nie umiałem sobie z tym poradzić. To jest zbyt trudne. Chłopcy próbują mnie pocieszyć, ale przy nich udaję, że jest dobrze. Czekałem pod szatnią na Neymara. Niecierpliwiłem się jak dziecko, które czeka na rożka wypełnionego lodami. Wyszedł ze spuszczoną głową.
- Nie wiem, czy to wypali. Jeśli o to chodzi, to nie da się jej przekonać.
- Dlaczego otworzyłem Manicie te cholerne drzwi.
- Nie przejmuj się. Może wszystko się ułoży. Powiedziała, że to przemyśli. Ale jej mina nie wskazywała nic dobrego. Rozpłakała się. Jest bezsilna. Chodźmy stąd.- powiedział i zabrał nie stamtąd. W domu jedyną rzecz jaką zrobiłem to położenie się na łóżku.

~*~

Znów leżę na łóżku i płaczę. Nie wiem co mam o tym myśleć. To wszystko jest takie niewiarygodne, ale z drugiej strony jest bardzo prawdopodobne. Jeszcze ten tekst "Podobasz mi się". Co to miało znaczyć. Jestem, a właściwie byłam dziewczyną jego kumpla. Powiedział, że to nie miłość, ale z miłością nigdy nic nie wiadomo. Mam dość, idę spać. Nawet wygrana mnie nie cieszy...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz