wtorek, 28 lipca 2015

Epilog


Zapraszam do zapoznania się z notką pod rozdziałem. :)

~~~

"Oto jest miłość. Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, a okazuje się, że czekali na siebie całe życie".


~ Barcelona 2024 ~

Stałam w łazience przed dużym lustrem kończąc makijaż, gdy usłyszałam wołanie Leo z dołu. Westchnęłam bezsilnie kręcąc przy tym głową.
- Skarbie długo jeszcze? Zaraz się spóźnimy! Neymar się na nas obrazi, jeśli nie przyjdziemy. Dobrze wiesz jak mu na tym zależy.- poganiał mnie. Jeśli chce żebym jakoś wyglądała to musi poczekać troszkę dłużej. Czy to takie trudne?
- Już idę.- jęknęłam, by mieć chwilę spokoju. Już od pięciu minut mnie pospiesza.
Nałożyłam tusz do rzęs oraz pomalowałam usta i gotowa zeszłam do salonu, w którym czekał mój zniecierpliwiony mąż. Spojrzał w moją stronę trzymając na rękach naszą czteroletnią córeczkę ubraną w czerwoną sukieneczkę. Wyglądała niczym cukiereczek. Obok niego stał nasz pięcioletni synek, wyglądający w garniturze wyjątkowo przystojnie.
- Już możemy iść.- powiedziałam chwytając rączkę Thiago, lecz moje słowa jakby nie dotarły do piłkarza. Machnęłam dłonią przed jego twarzą. - Panie Messi, jest tam pan?- zaśmiałam się. Zamrugał powiekami kilka razy, czym mnie rozbawił. Postawił córkę na ziemi.
- Dzieciaki biegnijcie do samochodu.- zaśmiał się wskazując na auto, wcześniej otwierając je pilotem. Natomiast mnie zatrzymał i objął w pasie. Przyciągnął bliżej siebie, trzymając dłonie na moich biodrach.
- Zaraz się spóźnimy.- zaśmiałam się cwaniacko patrząc mu przy tym w oczy oraz obejmując jego szyję dłońmi.  - Przecież Neymar się obrazi.- dodałam.
- Wybaczy mi, jak zawsze z resztą.- spojrzał na mnie z pożądaniem, a następnie złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Tą miłą chwilę przerwało nam głośne "fuu" dobiegające z wnętrza samochodu oraz mój uśmiech, od którego nie mogłam się powstrzymać. Natychmiast się od siebie oderwaliśmy. Leo chwycił moją dłoń i powędrowaliśmy do samochodu. Mnie otworzył drzwi, a dzieci zapiął w fotelikach.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, żebyśmy jechali samochodem. Dobrze wiesz, że nie wrócimy trzeźwi.- powiedziałam, gdy odpalił silnik.
- W najgorszym przypadku wrócimy taksówką, albo zatrzymamy się na miejscu.- odpowiedział przekręcając kluczyki, a następnie ruszając z podjazdu.
Oparłam głowę o szybę i wpatrywałam się w widoki za nią. Nie miałam jeszcze okazji, aby powiedzieć wam, gdzie tak w ogóle jedziemy. Pamiętacie jak mówiłam, że zeswatam Neymara z Igą? W sumie udało im się prawie bez mojej pomocy. Plotki okazały się prawdą i dzień po moim powrocie z Brazylii dowiedziałam się, że przyjaciółka będzie naszą zawodniczką. Później już jakoś poleciało, a teraz jedziemy na ślub właśnie tej dwójki. Dwoje tak żywiołowych ludzi i dwa równie silne charaktery, czyli mieszanka wybuchowa, namiętna i kochająca się. Jeszcze nigdy nie widziałam takiej pary.
Wysiadłam z samochodu po czym poprawiłam sukienkę. Chwyciłam malutką rączkę Thiago i ruszyłam w kierunku katedry, gdzie miał odbyć się ślub. Przywitałam się szybko ze wszystkimi znajomymi.
- Zostaniecie na chwilkę z ciocią Shaki i wujkiem Gerardem, a mamusia i tatuś zaraz wrócą.- nachyliłam się do dzieci i ucałowałam ich policzki. Leo chwycił moją dłoń i powędrował do środka. W zakrystii czekali już na nas ksiądz oraz przyszli małżonkowie.
- Czekamy na was już od pięciu minut. Choć raz mógłbyś się nie spóźnić.- powiedział z dezaprobatą Neymar.
- Powiedział to ten, który spóźnił się na mój ślub.- odpowiedział mój mąż z szerokim uśmiechem na ustach. Brazylijczyk pokazał mu język, Leo znów pokazał mu jakiś gest i w ten sposób zaczęli się droczyć. Mężczyźni na zawsze pozostaną dziećmi.
- Uspokójcie się. Nie mamy czasu na gadanie i głupie kłótnie.- przerwałam, a dalej potoczyła się rozmowa z księdzem.
Ceremonia była piękna i muszę przyznać, że o mały włos się nie rozpłakałam. Szczególnie, gdy ich dwuletna córeczka wraz z Davim niosła poduszeczkę z obrączkami. Jako że byłam druchną miałam świetny widok na da Silvę. Widziałam, jak mała łza spływa po jego policzku. Niezauważalnie ją starł, a przez dalszą część starał się nie uronić ani jednej więcej. Jeśli chodzi o Igę, wyglądała wprost przepięknie. Miała na sobie długą suknię, w której wyglądała niczym księżniczka. Ona również uroniła kilka łez.
We wnętrzu hotelu impreza trwała w najlepsze. Takie wydarzenia to idealny moment, aby wszyscy piłkarze spotkali się i zaczęli robić to, co najlepiej potrafią, czyli głupoty.
Nasze dzieci już od godziny śpią w pokoju na górze, a Leo i ja siedzimy na huśtawce w pięknym ogrodzie usytuowanym z tyłu budynku. Opierałam głowę o jego obojczyki, jednocześnie wtulałam się w niego, a on we mnie.
- Nie miałem jeszcze okazji, żeby ci powiedzieć, jak pięknie wyglądasz w tej sukience.- przerwał panującą między nami ciszę.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się, a czerwień zalała moje policzki. Mimo upływu tylu lat spędzonych razem, ja wciąż reaguję na niego tak samo. Można powiedzieć, że nic się nie zmieniło. Jedynie nasz wiek.
- Nie uważasz, że ostatnie dziesięć lat było szalone?- zaśmiał się pod nosem. - I pomyśleć, że spotkaliśmy się zupełnym przypadkiem, gdy na ciebie wpadłem... A raczej ty na mnie. Dwa lata po tamtym wydarzeniu wzięliśmy ślub...

Młoda dziewczyna stała przed lustrem przeglądając się w nim już setny raz, sprawdzając czy na pewno wygląda dobrze. Tego dnia pragnęła być najładniejszą kobietą na świecie tylko dla tego jedynego mężczyzny. Czuła się szczęśliwa. Chciała czuć to już zawsze u jego boku. Budzić się i być witana czułym pocałunkiem w policzek, czoło, czy w usta. Kochała go i wiedziała, że chce spędzić resztę życia właśnie u jego boku.
Wszystko było gotowe, a goście czekali tylko na nią. Aż zobaczą ją w białej sukni idącej w stronę ołtarza, gdzie stał on - przyszły mąż. Stał patrząc jak ojciec prowadzi ją pod rękę. W jego oczach widać było jedynie czystą miłość płynącą z wnętrza serca. Oboje bardzo się kochali, a każda przeszkoda zbliżała ich do siebie, choć mogło się to wydawać niemożliwe. 
Po wypowiedzeniu słów przysięgi ułożonych przez młodą parę, wymienili się obrączkami. W ich wnętrzu był grawer "más de dos personas - amor. Para siempre".* Musnął delikatnie jej usta. Był to krótki pocałunek, lecz tak inny od wszystkich. W kilka sekund pokazali sobie, jak ogromną ilością miłości się darzą. 
Wesele trwało aż dwa dni. Wszyscy świetnie się bawili, a między rodzinami nie istniała bariera językowa. Dziesiątki litrów alkoholu, godziny tańców i wszechobecna miłość. Każdy bawił się z każdym. Nawet za dnia spokojni Andres oraz Xavi robili tak głupie rzeczy, o których nawet Gerard, czy Dani by nie pomyśleli.

Trzy lata później urodził się Thiago, a w następnym roku Maria...
- Pamiętam jak się zdenerwowałam, że nie wracam do piłki, a kolejny rok spędzę w domu. Brakowało mi tego.- westchnęłam na samo wspomnienie tamtego czasu.

Już od kilku tygodni czułam się osłabiona. Rodzice oraz Lio powtarzali mi, że to ze zmęczenia. W końcu zaczęłam im w to wierzyć, miałam ku temu powody. Wróciłam do treningów, a jako dodatkowy etat miałam pracę w roli pani domu. Mój mąż bardzo mi wtedy pomagał. Pewnego dnia postanowiłam zrobić test ciążowy. Nie wiem dlaczego. To wyszło jakoś spontanicznie. Zobaczyłam na nim dwie kreski i zsunęłam się po ścianie. Zaczęłam cicho płakać, a niedługo później obok mnie pojawił się Leo. Ukucnął naprzeciwko mnie, a ja od razu się w niego wtuliłam, głośniej przy tym szlochając, wręcz zanosząc się płaczem. Byłam przerażona. 
- Skarbie co się stało?- zapytał z troską w głosie. Przełknęłam ślinę, wzięłam kilka głębokich oddechów i powiedziałam mu prawdę.
- Leoś będziemy mieli drugie dziecko.- łkałam, a on wstał trzymając mnie na rękach zakręcił się kilka razy. Był szczęśliwy w przeciwieństwie do mnie.  
- Dlaczego płaczesz? Przecież to świetna wiadomość.- otarł moje policzki z łez. 
- Ale ja chcę wrócić do gry. Chcę biegać po boisku, kopać piłkę, dryblować przeciwniczki i zdobyć te cholerne mistrzostwo.- wybuchnęłam głośnym płaczem wtulając się mocniej w jego ramiona. Byłam załamana. Miałam wrócić, do gry, a jedyne co mogłam to wrócić do domu. W moim stanie wejście na stadion było możliwe tylko na trybuny i to nie zawsze. Leo nie chciał, bym się denerwowała, ale przed telewizorem przeżywałam każdą akcje jeszcze bardziej.
- Zobaczysz jeszcze je zdobędziesz, ale teraz ponownie będziesz mamą i musisz o siebie dbać. Zobaczysz pomogę ci ze wszystkim.- ucałował mnie w policzek, co pozwoliło choć na chwilę odejść moim zmarwieniom. 

- A teraz zobacz jakie mamy aniołki.
- Ja bym ich tak nie nazwała.- zaśmiałam się głośno. - Przypomnij mi kto zbił ukochany wazon twojej mamy? Kto bawił się moim telefonem w basenie? I na koniec kto włożył dwie pary twoich korków do kosza, a trzecią pomalował markerami?- Nie mogłam przestać się śmiać. Natychmiast tamte sytuację stanęły mi przed oczami. Leo dołączył do mnie i tak oboje głośno się śmialiśmy. Jeszcze zabawniejsze było to iż mój mąż zagrał w kilku meczach właśnie w tej pokolorowanej parze. Nawet zabrał ją na kolejny mundial.
- Też to pamiętam...
- Ciekawe do kogo oni się wrodzili, do mnie napewno nie.- od razu uniosłam ręce w geście niewinności.
- Do mnie tym bardziej. Ja zawsze jestem grzeczny.- zrobił niewinną minę, którą doskonale znałam. Zawsze widziałam ją na jego twarzy, gdy coś przeskrobał.
- Mogłabym teraz z tobą polemizować.- spojrzał się cwaniacko, a następnie czule mnie pocałował. Przerwały nam głosy i oklaski. Rozłączyliśmy usta, a oni zatrzymali się obok nas.
- Skarbie my też będziemy tak wyglądać, gdy będziemy ze sobą dziesięć lat?- spytał piłkarz przyciągając do siebie swoją nową żonę.
- Oj Neymar, Neymar.- westchnęła. - Przecież jesteśmy razem już dziewięć.- trąciła go łokciem w brzuch.
- Tak chcesz pogrywać?!- nim się spostrzegliśmy, przerzucił Igę przez ramię i nawet nie miał zamiaru jej odstawić.
- Neymar postaw mnie.- pisnęła.
- Nie.
- Ney proszę...
- Nie.
- Neymuś...
- Nie.
- Skarbie...
- Nie.
- Kochanie...
- Nie.
- Neymarze da Silva Santosie Juniorze proszę natychmiast odstawić swoją kochaną żonę na ziemię.- oznajmiła próbując się nie roześmiać.
- Nie.
- Szybko mnie postaw, bo z nocy poślubnej nici.- To zdanie perfekcyjnie na niego zadziałało. Odstawił ją równie szybko, jak podniósł. Podczas ich ważnej rozmowy nie zauważyli nas śmiejących się w niebogłosy. Brzuch tak mnie bolał, że aż musiałam się za niego trzymać.

~*~

Szalone życie w Barcelonie minęło im niczym jeden dzień. Były wzloty, były upadki... Ale zawsze przeciwstawiali się problemom. Dla rodziny z Camp Nou nie istniało takie słowo "problem". Radzili sobie sami lub całym gronem. Wiele razy Emila dziękowała losowi za przeprowadzkę. Najpierw jej nie chciała, lecz jak się okazało dzięki niej zmieniła się na lepsze, zyskała prawdziwych przyjaciół oraz rodzinę. Męża Lionela oraz dwójkę dzieci - Celię i Thiago.
Zapewne zastanawiacie się, co się u nich działo, gdy ich tu nie było. Więc zacznijmy od początku...
Po powrocie do Barcelony Emilia w pełni odzyskała pamięć oraz dowiedziała się, że jedna z jej przyjaciółek będzie grała z nią w klubie. Iga zaczęła spotykać się z Neymarem, a Emi zamieszkała z Leo. Dwa lata później, bo w roku 2016 polsko-argentyńska para wzięła ślub. Zabawa była tak huczne, że wesele trwało dwa dni. Pół roku później Emilia wygrała drugą złotą piłkę Fifa, a Leo piątą. W 2019 roku urodziło się ich pierwsze dziecko - Thiago. Chłopiec, który swoją urodą podbił serca wszystkich kobiet świata. Mimo że nie najlepiej grał w piłkę nożną, był świetnym i cenionym szczypiornistą. Grał w FC Barcelonie i odnosił z nią sukcesy. Kolejny rok to narodziny ich córki - Celii. Dziewczyna została wizażystką Vogue oraz co roku malowała kobiety na karnawale w Rio de Janeiro.
Leo i Emilia wspólnie zamieszkali w Barcelonie i byli tam aż do śmierci.
Adam poślubił Daniell w 2015 roku i doczekali się oni dwóch cudownych córek. Państwo Bartosz i Anna Borkowscy zostali na stałe w Katalonii.
Zapomniałam o najważniejszym... Czy Emilia pogodziła się z matką?
Tak, nastąpiło do po powrocie z Bazylii. Emilia udała się do domu, aby zabrać ostatnie swoje rzeczy. Była przekonana, że nikogo nie ma w domu, lecz niespodziewanie napotkała tam swoją matkę. 

Przekręciłam klucz w zamku, a drzwi pod wpływem mojego nacisku na klamkę ustąpiły. Od razu sterowałam się do mojego starego pokoju. Musiałam zabrać stamtąd resztę rzeczy. Byłam pewna, że nikogo nie ma w środku. Wyjęłam kartony, które miałam na dnie szafy i zaczęłam pakować albumy oraz ubrania. Niespodziewanie usłyszałam, jak drzwi do mojego pokoju się otwierają. Odwróciłam się w ich stronę. Myślałam, że to Adam, nie spodziewałam się, że tą osobą będzie moja matka. Nie rozumiałam czego jeszcze ode mnie chciała. Między nami wszystko było jasne.
- Czyli to prawda co mówił Adam.- zaczęła smutnym tonem. Byłam w szoku, że potrafiła powiedzieć coś w moim kierunku nie podnosząc głosu. Posłałam jej pytające spojrzenie, ponieważ zupełnie nie wiedziałam o co mogło jej chodzić. - Podobno przeprowadzasz się do Leo.- westchnęła.
- Tobie nic do tego.- odpowiedziałam oschle, wracając od szafy do biurka, gdzie stał karton. Po drodze posłałam jej wrogie spojrzenie. 
- Emilia... Naprawdę każda nasza rozmowa musi wyglądać w ten sposób?- spytała. 
- Nie, ale do tego mnie zmusiłaś. Przecież nie rzucę ci się na szyję po tym jak mnie wyzywałaś od najgorszych.- odpowiedziałam oparta o drewniany blat, wpatrując się w nią. Przez dłuższy czas milczała, więc postanowiłam ulżyć jej w tych cierpieniach. - Jeśli to wszystko to wyjdź, bo chcę w spokoju dokończyć pakowanie. Nie mam ochoty przychodzić tu kolejny raz po rzeczy, o których zapomniałam.- mówiłam składając kolejne bluzki i pakując je do ogromnego kartonu.
- Chciałam tylko przeprosić.- wyszeptała drżącym głosem. Spojrzałam w jej stronę. Zauważyłam jak po jej policzku powoli spływają łzy. - Wybacz mi. Wiem, że byłam okropną matką, ale chciałbym to zmienić. Uwierz, że już nigdy, nigdy nie powiem złego słowa o tobie czy Leo. Nie wiem dlaczego tak mówiłam. Wybacz...- powiedziała łamiącym się głosem. Chciałam jej wierzyć, chciałam stamtąd uciec, chciałam jej nienawidzić. Nie wiedziałam czego chciałam... Usiadłam na łóżku chowając twarz w dłonie. To było zbyt trudne, by jej wybaczyć. Po niedługim czasie poczułam jak mnie obejmuje. Zadziałała moja podświadomość i uczyniłam to samo przytuliłam ją i rozpłakałam się niczym małe dziecko. 
- Tyle lat mnie nie chciałaś. Byłam dla ciebie ciężarem i tak nagle zmieniłaś zdanie? Jak mam ci ufać, jeżeli byłam dla ciebie nikim...- łkałam dławiąc się łzami. 
- Wiem, wiem, że byłam okropną matką i nie zasługuję na wybaczenie, ale mam nadzieję, że kiedyś to zrobisz...
- Jak? Jak mam to zrobić? Wiesz jak cierpiałam?
- Wiem. Przepraszam...
- Obiecaj, przysięgnij, że już nigdy tak o mnie nie powiesz, że będziesz szanowała Leo.- mój płacz nie ustępował nawet na moment.
- Obiecuję... Kocham cię.- wyszeptała, co wywołało we mnie jeszcze większy napływ łez. 

Życie rodziny Messi było pełne miłości. Mimo że czasem zdarzały się im problemy, oni dzielnie z nimi walczyli.
A to wszystko za sprawą Gran Cambio. Wystarczyła jedna zmiana, która niczym domino zamiast psuć budowała ich szczęśliwe życie.


"Co to jest miłość ? To spacer podczas bardzo drobniutkiego deszczu. Człowiek idzie, idzie i dopiero po pewnym czasie orientuje się, że przemókł do głebi serca."



*"más de dos personas - amor. Para siempre". - Więcej niż dwoje ludzi. Na zawsze. 





~~~
Nadeszła chwila, którą starannie odwlekałam w czasie, co mogliście zauważyć po odstępie czasowym mieczy ostatnim rozdziale, a epilogiem.
To już koniec mojej ponad rocznej przygody z tym blogiem. Cieszę się, że zdecydowałam się go poprawić. Tak bardzo mi się to spodobało, że wydłużyłam go o szesnaście rozdziałów oraz częściowo zmieniłam kilka wątków.
Choć policzki mam suche to wewnętrznie płaczę i już wiem, że będę za nim tęskniła. Wszystko przez sentyment. Może i trochę zmieniony, ale pozostanie moim pierwszym blogiem.
Chciałabym jeszcze was przeprosić za błędy, których przez zwykłą nieuwagę zapomniałam usunąć. Doskonale wiem, że utrudniają one czytanie.
Na koniec chcę was zaprosić na dwa inne moje blogi. Nie wiem, jak będzie wyglądało udostępnienie na nich rozdziałów. Oba są gotowe, lecz muszę wprowadzić kilka poprawek oraz dopisać jakieś rozdziały. Niestety moja wena jakby powoli znikała :(
Mam nadzieję, że zobaczymy się na tych dwóch blogach ------>  Thiago  Marc i Neymar

Zostawcie po sobie jakiś komentarz (pozytywny, negatywny) chcę zobaczyć ilu was było, bo mam nadzieję, że nie jestem tu sama ;)

wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 30 "Leoś..."


Nadzieja ma skrzydła, przysiada w duszy i śpiewa pieśń bez słów, która nigdy nie ustaje, a jej najsłodsze dźwięki słychać nawet podczas wichury.

Nadszedł dzień finału. Leo już od wczoraj chodzi poddenerwowany, a ja nie wiem jak mam mu pomóc. Wiem jak bardzo chciałby wygrać. Marzy, aby dokonać tego co Maradona. Moim zdaniem on i tak jest od niego lepszy. Nie rozumiem dlaczego Argentyńczycy mają takie parcie na puchar. Być może dlatego, że są narodem Ameryki Południowej, a tu piłką jest na pierwszym miejscu. Cóż nie mnie to osądzać. Ja trzymam za niego kciuki. Z resztą za wszystkich: Kuna, Lavezziego, Higuain'a, Romero, Rojo, Mascherano i całą resztę. Polubiłam ich i szkoda mi będzie ich zostawić. Szczególnie Rojo, z którym się zaprzyjaźniłam. Mistrzostwa w Brazylii zbliżają się do końca, a moja pamięć nawet nie drgnęła. Wciąż mam w głowie czarną dziurę. Mimo wszystko nikt tego ode mnie nie oczekuje. Wszyscy dobrze wiedzą, że nie jest to dla mnie prosta sprawa i nie naciskają, za co jestem im ogromnie wdzięczna.
Siedzę właśnie na Maracanie i czekam na wznowienie meczu. Minęła już pierwsza połowa, a wynik nawet nie drgnął. Martwiłam się, ale przecież jeszcze nie wszystko jest przesądzone. Najważniejsza jest wiara w wygraną. Chociaż ja i tak będę ich uwielbiała, nawet gdy przegrają. Dla mnie zawsze będą mistrzami świata.
Super... Dogrywka. Te 90 minut czasu podstawowego to największa nerwica, jaką kiedykolwiek czułam. Bałam się o nich. Zaczynało brakować im sił, a Niemcy wcale nie ustępowali. Było ciężko, trzeba to przyznać.
Powoli zaczynał się robić bałagan. Abiceleste biegali bez ładu i składu. Jestem tu, a to sobie podam. W pewnym momencie europejczycy zabrali im piłkę. Ruszyli wprost pod ich bramkę. Minuta, zamieszanie w polu karnym i... I gol dla Niemców. Po moim policzku spłynęła łza. Do końca pozostało już niewiele czasu. Otarłam policzek i zaczęłam głośniej krzyczeć. Dla mnie nie liczyło się już nic. Chciałam żeby czuli moje wsparcie, jak na każdym treningu.
Koniec...
Płacz...
Rozczarowanie...
I jakaś pustka w sercu...
To zdecydowanie były słowa, które opisywały uczucia kibiców Argentyny z całego świata, jak i samych piłkarzy. Nawet mój brat uronił kilka łez. Starał się, ale nie dawał rady. Wszyscy wokoło płakali kibice, rodziny piłkarzy, oni sami, sztab szkoleniowy... Tego nie dało się opisać słowami. Być tak blisko i jednocześnie tak daleko pucharu. Szczerze mówiąc przestałam myśleć o tym cholerym mundialu. Ja po prostu nie mogłam patrzeć na twarz Leo. Z jego policzków pociekło kilka łez, lecz natychmiast je starł i starał się być silny, jak na kapitana przystało.

Ludzie na ulicach płakali ze szczęścia, jak i ze smutku. Przechadzali się plażą, tak jak my. My - Lio i ja. Udało mi się namówić go na spacer, choć przyznam, że łatwo nie było. Zatrzymaliśmy się przy brzegu. Jeszcze ciepła, morska woda podmywała nam piasek spod stóp. Miał spuszczoną głowę i wydawało mi się, że lada chwila może się rozpłakać. Podniosłam jego brodę do góry. Patrzył na mnie tymi smutnymi, czekoladowymi tęczówkami, a ja wnet jakbym dostała olśnienia. Wszystko stało się wyraźniejsze. Złapałam się jego koszulki, gdyż poczułam jak kręci mi się w głowie.
- Emi! Skarbie, wszystko w porządku?- zapytał przejęty.
- Tak, tak. Spokojnie zaraz mi przejdzie.- próbowałam go pocieszyć. Nie chciałam żeby przejmował się moim chwilowym brakiem sił.
- Na pewno? To nie wyglądało zbyt dobrze. Może jednak wrócimy do hotelu?-posadził mnie na piasku, a sam usiadł naprzeciwko mnie.

~*~

Wystraszyłem się. Tak nagle opadła z sił. Nie wiedziałem, co się mogło stać i bardzo się o nią bałem. Posadziłem ją na piasku oraz zaproponowałem powrót, lecz ona się nie zgodziła. Wpatrywała się w moje oczy, otworzyła usta, a po chwili je zamknęła. Chyba chciała mi coś powiedzieć. Może rzeczywiście coś złego się z nią działo.
- Leoś...- zaczęła. Położyła dłoń na moim policzku. Po czym szeroko się uśmiechnęła. Niczego nie rozumiałem. Choć zastanowiła mnie jedna rzecz. Po wypadku jeszcze nigdy nie powiedziała do mnie Leoś. Robiła to sporadycznie i tylko przed tym feralnym lotem. - Leoś, nie martw się tym meczem. Zobaczysz będzie dobrze. Zawsze wychodzimy na prostą tak, jak po sytuacji z Manitą. Za cztery lata będziesz mistrzem świata.- potarła kciukiem mój policzek.
- Zaraz, zaraz skąd wiesz o Manicie? Nie mówiłem ci o tym.- zastanowiłem się nad jej słowami. Litera po literze je analizowałem. - Czy to oznacza, że...
- Tak Leoś, już wszystko pamiętam!- przerwała mi. Krzyknąłem z radości po czym namiętnie ją pocałowałem. Oddawała każdy pocałunek, aż zabrakło nam tchu.
- Ja też się cieszę.- uśmiechnęła się szeroko. Przytuliłem ją mocno i nie miałem zamiaru puścić. Nareszcie wróciła jej pamięć. Miałem ochotę szaleć z radości. - Zaraz mnie udusisz.- zaśmiała się głośno. Natychmiast rozliźniłem uścisk.
- Przepraszam.- zaśmiałem się cicho. - Tak bardzo się o ciebie martwiłem.- przeczesałem jej ciemne włosy.
- To akurat pamiętam.- zachichotała. - Może nie wszystkie wspomnienia wróciły, ale większość chyba jest na miejscu.- oboje uśmiechaliśmy się do siebie jak głupi. - Chciałabym zadzwonić do taty. Koniecznie muszę mu o tym powiedzieć.
- Dobrze, skoro tego chcesz. Zadzwonisz teraz czy w hotelu?
- Myślę, że w hotelu.- oznajmiła po chwili namysłu. Ziewnęła przecierając przy tym oczy piąstkami.
- Chyba jesteś już zmęczona.- bardziej oznajmiłem niż zapytałem. Pokiwała twierdząco głową. Pomogłem jej wstać, po czym wziąłem ją na ręce.
- Co ty robisz?- zaśmiała się nieco zawstydzona.
- Niosę moją księżniczkę.- odpowiedziałem z dumą. Kto nie cieszyłby się, że ma tak wspaniałą kobietę u swego boku?
- Mówiłam ci, że nie jestem księżniczką.- znów się zawstydziła, chowając twarz we włosy.
- Nie?- zrobiłem smutną minę. - To od teraz jesteś. Będę cię rozpieszczał, zobaczysz.- ucałowałem ją w czoło.
- Nie zgadzam się.- pokręciła przecząco głową.
- Nie będziesz miała wyboru.
- Przecież nie mieszkamy razem.
- Jeszcze... Chciałbym żebyś po powrocie ze mną zamieszkała.- popatrzyła na mnie z uwagą. Była zaskoczona moją propozycją.
- Ale ja... Ja nie mogę...- jąkała się unikając mojego wzroku.
- Dlaczego? Nic nie stoi nam na przeszkodzie.- spytałem zdezorientowany, jak mało kiedy. Nie rozumiałem, dlaczego tego nie chciała.
- Nie sądzisz, że to zbyt poważny krok?- popatrzyła na mnie w skupieniu. Posadziłem ją na murku, obok którego właśnie szliśmy. Obróciłem się w jej stronę i wpatrywałem w jej ciemne zatroskane oczy.
- Kiedy byłaś w szpitalu zrozumiałem, że bez ciebie moje życie nie miałoby sensu. Pragnę żebyś ze mną mieszkała, bo chcę wiedzieć, że jesteś bezpieczna, że nic ci się nie stanie. Jeśli nie chcesz tego robić, zrozumiem. Masz osiemnaście lat i nie mogę oczekiwać, że od razu zgodzisz się na wspólne mieszkanie. Dzieli nas siedem lat i rozumiem, że chcesz się wyszaleć. Zaczekam jeśli tego oczekujesz.- oznajmiłem nie odrywając od niej oczu. Jak zawsze wyglądała ślicznie. Akurat teraz lekki wiatr rozwiewał jej długie włosy, a jej ciemne oczy błyszczały niczym unoszące się iskierki.
- Nie chciałam żeby to tak zabrzmiało. Nie przeszkadza mi nasza różnica wieku. Ja się po prostu boję.- oparła głowę o mój obojczyk i cicho przy tym westchnęła. - Poznaliśmy się tak niedawno. Kiedy zobaczyłam jak klękasz na Camp Nou... Nie spodziewałam się, że możesz mi się oświadczyć. Byłam szczęśliwa, jak nigdy przedtem. Za każdym razem, gdy patrzyłam na ten piękny pierścionek próbowałam sobie coś przypomnieć, jednak wszystko kończyło się fiaskiem. Dopiero kiedy zobaczyłam twoją smutną twarz wszystko wróciło. Leoś jesteś dla mnie jednym z najważniejszych mężczyzn. Chcę z tobą zamieszkać, ale tak bardzo się boję.- jej głos się łamał, a ja mocno ją do siebie przytuliłem. Nie chciałem, by znów była smutna. Przecież teraz, gdy choć częściowo odzyskała pamięć miała być radosna.
- Emi nie płacz.- westchnąłem po czym starłem łzy z jej policzków. - Nie musisz się niczego bać. No może pomijając niezapowiedziane wizyty chłopców.- zaśmiałem się lekko, aby rozładować atmosferę, a ona mi zawtórowała. - To zgadzasz się?- spytałem ponownie pełen obaw. Bałem się, że znowu mi odmówi. Pokiwała twierdząco głową na co zareagowałem szerokim uśmiechem.
- Co ja bym teraz robiła bez ciebie? Przyjazd do Barcelony to najlepsze, co mnie w życiu spotkało.- westchnęła.
- Najlepsze jeszcze przed tobą.- zaśmiałem się muskając skórę na jej szyi. Zachichotała cicho i podniosła mój podbródek.
- Kocham cię.- oznajmiła, a następnie złączyła nasze wargi w czułym i długim pocałunku.

~*~

W hotelu byliśmy po północy. Według naszych obliczeń w Barcelonie był wieczór, więc bez obaw mogłam zadzwonić do taty. Usiedliśmy w hallu, wyjęłam telefon i wybrałam jego numer. Odebrał po kilku sygnałach.
- Emiś?- spytał lekko zdziwiony. - Stało się coś? Przecież u was jest po północy.
- Nie... Znaczy tak. Ale to dobra wiadomość.- Zaraz się usprawiedliwiłam. - Tatusiu pamięć wróciła.- oznajmiłam z entuzjazmem.
- Naprawdę?!- spytał z niedowierzaniem. - Tak bardzo się cieszę.- miałam wrażenie, że zaczął skakać. Nie dziwiłam mu się nawet przez chwilę. Ja sama byłam najszczęśliwszą dziewczyną na Ziemi.
Zamieniliśmy jeszcze parę zdań po czym się rozłączyłam. Wraz z Leo udaliśmy się do mojego pokoju. Musiałam o wszystkim powiedzieć Adamowi. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami. Argentyńczyk przyparł mnie do nich i złożył pocałunek na mojej szyi. Instynktownie odchyliłam głowę, kładąc jednocześnie dłonie na jego klatkę piersiową. Nagle poczułam, jak drzwi się otwierają, a ja tracę równowagę. W ostatniej chwili Lio mnie złapał, dzięki czemu nie wylądowałam na podłodze. W progu stał mój bliźniak z dość dziwną miną. Zapewne nie spodziewał się takiego widoku. Niewiele myślałam o tej sytuacji, od razu rzuciłam się na szyję brata.
- Adam pamięć wróciła!- pisnęłam niczym mała dziewczynka na widok różowej sukienki księżniczki.
- To nie jest śmieszne.- położył ręce na biodra, kręcąc przy tym z dezaprobatą głową. Chyba myślał, że żartuję.
- Ale ja mówię prawdę. Pamiętasz ten dzień, gdy byliśmy na wakacjach u babci i skaleczyłeś mnie nożem, a później uciekliśmy do pobliskiego lasu?- ledwo skończyłam opowiadać, gdy Adam krzyknął z radości i zaczął mnie ściskać.
- Ale się cieszę!
Niedługo później pożegnałam się z Leo. Całą noc spędziłam z bratem na wspominaniu przeszłości, naszych dziecięcych czasów, gdy wyjeżdżało się na wieś do babci na całe dwa tygodnie.
Moje życie wróciło do normy. W sumie amnezja niczego nie zmieniła. Przekonałam się jedynie, jak bardzo bliskim na mnie zależy. Byłam szczęśliwa, pomijając kwestię stosunków matka - córka. Nie miałam nawet zamiaru o tym myśleć. Chciałam już na zawsze być szczęśliwa u boku Lionela Messiego...



piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 29 "No chodź, będzie śmiesznie"


Nadzieja is­tnieje zaw­sze, do os­tatniej chwi­li. Dlatego właśnie jest nadzieją. Nie możemy jej zo­baczyć, ale ona jest dos­ta­tecznie blis­ko naszych twarzy, byśmy poczu­li po­wiew po­ruszo­nego po­wiet­rza. Jest zaw­sze tuż obok i niekiedy uda­je się nam ją schwy­tać i przyt­rzy­mać na ty­le długo, by wyg­nała z nas piekło.





Dzisiaj graliśmy pierwszy mecz na mistrzostwach świata. Przed nami stała drużyna z Europy, a dokładniej Bośnia i Hercegowina. Ubrany w biało-niebieskie barwy z dumą wyszedłem na murawę. Stałem dzisiaj jako pierwszy w roli kapitana. Zaśpiewaliśmy hymny narodowe, wymieniliśmy się proporczykami, wybraliśmy połowy i byliśmy gotowi do rozpoczęcia rozgrywki. Już w pierwszej połowie Bośniacy zanotowali bramkę samobójczą. Do końca nie działo się już nic ciekawszego. Podania, w których więcej było chęci niż celności, bezsensowne strzały z obu stron. Po przerwie również było ciężko. Starłem się ze wszystkich sił. Podawałem, dryblowałem, nawet rzut wolny się przydarzył, ale kopnąłem nad poprzeczką. Zbyt bardzo chciałem coś strzelić. Moje chęci nie przetwarzały się na skuteczność. Nie rozumiałem dlaczego w klubie zawsze mi wychodzi, a gdy chcę zasłużyć się dla kraju coś we mnie pęka.
Była 65 minuta, gdy mocno uderzyłem futbolówkę, a ona zatrzepotała w siatce. Ucieszyłem się, tym bardziej, że od miesiąca nie mam powodów do radości. Zawodnicy rzucili się na mnie, mocno ściskając. Gdy dali mi trochę wolnej przestrzeni, zrobiłem z palców literkę "E" mając nadzieję, że Emi mnie ogląda. Przebiegłem obok trybuny VIP instynktownie na nią spoglądając. Wśród tłumu ludzi, którzy zasiadali dziś na Maracanie ujrzałem drobną szatynkę i wysokiego chłopaka. Zatrzymałem się, przecierając oczy ze zdumienia. Uśmiechnęła się szeroko, a ja natychmiast podbiegłem do trybuny. Wspiąłem się na barierkę, gdzie stała moją kochana Polka bijąc brawo. Niewiele myśląc pocałowałem ją czule. Nie wiedziałem jak się tu znalazła, ale byłem przeszczęśliwy. Mecz już dawno wznowiono, a ja stałam tam, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście.
- Leo powinieneś grać.- zachichotała wskazując na boisko. Spojrzałem w tamtą stronę, migiem zeskakując z balustrady. Z powrotem wbiegłem na boisko i włączyłem się we właśnie rozpoczętą akcję. Nie potrafiłem wypowiedzieć słowa. To było... To uczucie nie do opisania. Była tam! Była jak zawsze w Barcelonie.
Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla nas. Uradowani wróciliśmy do szatni,  gdzie cieszyliśmy się wygraną. Po dłuższym czasie w środku zostaliśmy tylko Kun i ja. Opleciony ręcznikiem w pasie opadłem na ławkę przy zajmowanej przeze mnie szafce. Ze zmierzwionych włosów spadały mi kropelki wody. Niedługo później obok mnie pojawił się Aguero z szerokim uśmiechem. Doskonale znałem ten wyraz twarzy. Kombinował coś, jestem tego stuprocentowo pewny.
- A ty co się tak szczrzysz?- zacząłem rozmowę, tracącając go łokciem w brzuch.
- Nie mogę się uśmiechać?- spytał udając, że nie wie o co mi chodzi.
- Masz coś na sumieniu.- zauważyłem.
- Zapewne cieszysz się, że Emilka jest tu z tobą, co?- jak gdyby nigdy nic zmienił temat. Spojrzałem na niego dziwnie i niepewnie potwierdziłem skinieniem głowy. - Teraz możesz mi dziękować. Całuj rączki.- wystawił ręce w moją stronę, a ja migiem się od niego odsunąłem i popatrzyłem jak na obłąkanego. Aguero chyba nigdy nie przestanie mnie szokować. Znamy się wiele lat, a on wciąż mnie zaskakuje.
- Wszystko z tobą w porządku? Zaczynam się bać o twoją głowę.- zaśmiałem się lustrując go wzrokiem. Wciąż jednak zastanawiałem się nad sensem jego wypowiedzi. - Wiesz choroba psychiczna to nic złego...
- Nie martw się o moje zdrowie psychiczne tylko zakładaj gacie i biegiem na zewnątrz.- rozkazał głośno się śmiejąc. - Emilia na ciebie czeka.- dodał po chwili.
- Wiesz tak bardzo się cieszę, że tu jest.- powtórzyłem odpowiedź na jego wcześniejsze pytanie. - Mam ochotę ją przytulić i już nigdy nie wypuścić, aby nie stała jej się żadna krzywda. Nie wiem jednak jak się tu znalazła. Lekarz zabronił jej opuszczać szpital.
- Widocznie nie jesteś tak przystojny jak ja.- poruszył brwiami przeczesując swoje ciemne włosy. Teraz już wszystko stało się dla mnie jasne jak 2+2=4.
- To ty ją tu sprowadziłeś.- wypowiedziałem zdumiony. - Ale jak?
- Bilety na mecz, ponadprzeciętna uroda i pani dyrektor się zgodziła.- tłumaczył ze stoickim spokojem, przeciągając się.
- Jesteś genialny. Nie wiem jak mam ci dziękować.- podbiegłem do niego i z radości go podniosłem.
- Ja wiem, że mnie kochasz, ale Leo skarbeńku postaw mnie na ziemi.- zaśmiał się głośno, a ja popatrzyłam na niego wrogo. - Ubieraj się, bo ukochana na ciebie czeka.- popędził mnie.
Najszybciej jak to możliwe zmieniłem ubrania i z torbą na ramieniu wyszedłem na korytarz. Siedziała na ławce pod ścianą w towarzystwie swojego brata. Natychmiast do nich podbiegłem. Nachyliłem się nad nią, przytulając ją do siebie. Tęskniłem za nią, za ciepłem jej drobnego ciała. Poczułem jak samotna łza spływa po moim policzku.
- Dziękuję, że jesteś.- wyszeptałem, po czym popatrzyłem na jej twarz. Brązowe włosy otaczały zarumienione policzki. Wyglądała pięknie, a na sobie miała koszulkę reprezentacji Argentyny z moim nazwiskiem. Muszę przyznać, że Kun rozegrał to perfekcyjnie. - Na jak długo zostajesz?- spytałem z obawą. Bałem się, że znów ja stracę, a tego bym sobie nie wybaczył.
- Do końca. Sergio wynajął nam pokój w waszym hotelu. Nawet fajny ten twój przyjaciel.- przyznała z uśmiechem.
- Skąd wiesz, że jest moim przyjacielem? Odzyskałaś pamięć?- zapytałem pełen nadziei. Nie wspominałem jej o przyjaźni z Aguero. Spuściła głowę i pokręciła nią. Usiadłem na ławce, zamykając ją w uścisku. Jej policzki zrobiły się mokre, a ciało zaczęło delikatnie drgać. - Emi, proszę cię, nie płacz. Wszystko się ułoży. Obiecuję ci to.- głaskałem ją po głowie. Nim się obejrzałem leżała na moim ramieniu, spojrzałem na jej twarz, która pogrążona była we śnie. Uniosłem ją delikatnie i skierowaliśmy się do wyjścia. Wsiedliśmy do zaparkowanej nieopodal taksówki  po czym ruszyliśmy w stronę hotelu. Mimo że budynek był blisko, bardzo długo staliśmy w korku. Miasto wciąż żyło naszym meczem, a przecież jutro jest kolejny.
- Gdy tylko dowiedziała się, że jest możliwość, aby tu z tobą była, od razu się zdecydowała. Sergio wszystko załatwił i godzinę przed meczem wylądowaliśmy w Brazylii.- Adam przerwał panującą w samochodzie ciszę.
- Cieszę się, że tu jesteście.- oznajmiłem zgodnie z prawdą. - Ciągle o niej myślałem.- spojrzałem na opartą o mnie dziewczynę.
- Domyślam się.- zaśmiał się lekko. - Jeszcze nie widziałem takiej pary jak wy.
- Ale ona mnie nie pamięta.- wyjrzałem za okno, a następnie popatrzyłem.na Polaka.
- Ma przeczucia w stosunku do nas wszystkich i chyba dobrze jej się wydaje.
- Mieliście jakieś problemy w szpitalu?- zmieniłem temat, gdy poczułem, że kończy nam się rozmowa.
- Lekarze nie byli przeciwni, na wszystko się zgodzili, jedynie kazali jej po powrocie do Barcelony zrobić badania.
- Oczywiście się tym zajmę. Po tym całym szaleństwie chciałbym z nią zamieszkać. Myślisz, że się zgodzi?
- Jestem przekonany, że ci nie odmówi. Jedyny problem możesz mieć z naszą matką. W szpitalu dała ci już pokaz swoich umiejętności.- spojrzał na mnie z pokrzepiającym uśmiechem.
- Pamiętam, pamiętam.- westchnąłem na samo wspomnienie. Ogarnęła mnie ogromna wściekłość.
- W gruncie rzeczy, oboje jesteście dorośli i ona nie ma żadnego wpływu na miejsce zamieszkania Emi.- właśnie zatrzymaliśmy się pod hotelem. Zapłaciłem taksówkarzowi oraz dałem mu autograf, o który prosił. Trzymając narzeczoną na rękach weszliśmy do środka.
- Który macie pokój?- spytałem, gdy jechaliśmy windą.
- 213, dziesiąte piętro.
Wniosłem ją do ich pokoju i położyłem na łóżku. Skuliła się w kulkę, a ja uklęknąłem obok niej. Przeczesałem jej ciemne włosy i ucałowałem czoło.
- Śpij dobrze skarbie.- wyszeptałem, po czym pożegnałem się z Adamem i wróciłem do swojego pokoju.
Zaraz po przekroczeniu progu ujrzałem Aguero, który rozmawiał z kimś przez telefon.
- To pozdrów go ode mnie.- uśmiechnął się do siebie, po czym na mnie popatrzył. - I od wujka Leo też. Trzymajcie się.- zakończył rozmowę. Z jej fragmentu domyśliłem się, że rozmawiał z byłą żoną, a wcześniej z Benjaminem. Mimo że ich małżeństwo się rozpadło, utrzymują ze sobą przyjacielskie stosunki. Na początku było im ciężko, szczególnie przez Diego, ale dla dobra ich synka postanowili się pogodzić.
Piłkarz odłożył urządzenie na szafkę nocną.
- Uczciliście wygraną?- poruszył brwiami, za co miałem ochotę mu coś zrobić.
- Nie, wspomnieliśmy o jej amnezji, a ona się rozpłakała. Później zasnęła na moim ramieniu więc wraz z Adamem wróciliśmy do hotelu.
- Czyli w dalszym ciągu niczego nie pamięta?- zadał pytanie retoryczne. Pokręciłem ze smutkiem głową.
- Tracę nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie tak jak dawniej. Boję się, że nie odzyska pamięci.- podszedłem do okna, a następnie za nie wyjrzałem. Zapatrując się w migoczące światła lamp.
- Nie możesz się załamywać. Musisz jej pokazać, że wierzysz w jej powrót do zdrowia. Jeśli nie ty, to kto?- popatrzyłem na niego ze smutkiem w oczach. - Jeśli ty w to uwierzysz wszystko stanie się możliwe.- położył dłoń na moim ramieniu. - No a teraz do spania.- zaśmiał się i wygonił na łóżko.
Rozmawialiśmy przez prawie całą noc. Brakowało mi tego głupka, muszę to przyznać. Jest moim najlepszym przyjacielem i traktuję go jak trzeciego brata.  

~*~

Każdy dzień w tym miejscu jest magiczny. Cała Brazylia jest cudowna. Uwodzi swoimi krajobrazami, niczym Mario Cassas w filmie "Trzy metry nad niebiem". W dodatku jestem tu z Leo, który wspiera mnie na każdym kroku. Troszczy się o mnie i martwi. Schlebia mi to, choć wciąż go nie pamiętam. Nie pamiętam nic, a tak bardzo bym chciała. Te wszystkie wspomnienia... one muszą wrócić. Gdyby nie Adam i on, już dawno bym się załamała. To oni trzymają moją psychikę. Smutne jest to, że przypomniałam sobie tylko to co słyszałam lub czułam podczas snu. Głos, słowa i delikatne pocałunki skradanie Lio.
- Emi, jesteś tu?- Piłkarz machnął ręką przed moją twarzą. Potrząsnęłam głową i zamrugałam kilka razy.
- Jestem, jestem.- posłałam mu niepewny uśmiech.
- Coś się stało? Źle się czujesz? Zatrzymał się chwytając moją dłoń. Jego oczy były przepełnione obawą i troską.
- Wszystko w porządku.- uśmiechnęłam się pewniej.
- Napewno?- dopytywał.
- Tak, ale...- zamyśliłam się na chwilę. Rozejrzałam się wokoło. Na plaży nikogo już nie było, zapewne zważając na fakt, że było już bardzo późno. Wszyscy młodzi ludzie bawili się w klubach, podczas gdy my tak po prostu spacerowaliśmy brzegiem morza. - Złap mnie!- krzyknęłam i zaczęłam uciekać. Spojrzałam do tyłu. Zdezorientowany Leo stał wciąż na swoim miejscu. Dopiero po chwili zrozumiał co się stało. Z uśmiechem na twarzy zaczął mnie gonić. Pomysł z ucieczką był z mojej strony idiotyzmem. Bo kto normalny chce wygrać z zawodowym piłkarzem. Nie minęło pół minuty, gdy poczułam dłonie, oplatające moje biodra. Zaśmiałam się głośno, a on mnie uniósł i obrócił kilka razy.
- Już ode mnie uciekasz?- zawtórował mi. Opuścił mnie na ziemię, a ja poczułam pod stopami jeszcze ciepłe fale, uderzające o nogi. Nasze oddechy były nierówne, z uwagi na wcześniejszy bieg. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższy okres czasu, gdy poczułam dotyk jego ciepłych warg. Oddawałam każdy jego pocałunek z coraz to większą czułością. Czułam się przy nim jak księżniczka i wiedziałam, że jestem bezpieczna. Zarzuciłam dłonie na jego szyję, a on przysunął mnie od siebie. Od kiedy się obudziłam był to już nasz czwarty pocałunek. Może to głupie, że liczę pocałunki, ale nie potrafię przestać. Rozłączyliśmy nasze wargi. Spojrzał w morze, a później spuścił głowę.
- Przepraszam.- wyszeptał.
- Ale za co? Za pocałunek?- popatrzyłam na niego zdumiona. - Oboje jesteśmy dorosłymi ludźmi i za coś takiego, chyba nie musimy się przepraszać.- uniósł wzrok i skierował go na mnie. Splotłam nasze dłonie, patrząc w jego ciemne oczy. - Leo, ja cię chyba kocham.- wyszeptałam. - Zakochałam się w tobie po raz drugi.- uśmiechnęłam się do niego. W jego oczach błyszczały iskierki radości, a ja położyłam dłoń na jego policzku.
- Tym razem nie będę przepraszał.- powiedział niskim głosem, łącząc nasze usta w długim pocałunku.

- Jesteś salony!- krzyknęłam przez śmiech.
- No chodź, będzie śmiesznie.- zawołał ciągnąc mnie za rękę.
Zatrzymaliśmy się przed ogromnym stadionem. Popatrzyłam na niego, nie ogarniając jego wielkości. Był olbrzymi. Rozejrzałam się wokoło. Wszędzie było pełno ochrony. Nie wiem jak Leo to sobie wyobrażał. On chciał się włamać na Maracanę! Przecież gdyby nas zatrzymali nie mógłby zagadać w półfinale. Złapał moją dłoń i pognaliśmy do budki ochrony. Kucając przeszliśmy pod szybą i szlabanem. Czułam, jak adrenalina buzuje w moich żyłach. Później pobiegliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się pod wysokimi barierkami. Chwilę zastanawiał się nad przejściem. Wyglądał jakby obmyślał plan kradzieży miliarda dolarów z najlepiej strzeżonego banku na świecie. Zachichotałam cicho, aby tego nie usłyszał.
- Ja cię podsadzę, ty tam wejdziesz, a  później ja. Następnie zeskoczę i cię złapię.- oznajmił, jakby to było najprostszą czynnością na świecie, porównywalną do wiązania butów. Jak powiedział, tak zrobiliśmy i po kilku minutach byliśmy na ciemnozielonej murawie. Jupitery delikatnie oświetlały boisko, a my staliśmy na samym jego środku. - Mówiłem, że nam się uda.- zaśmiał się obejmując mnie w pasie.
- Wcale w to nie wątpiłam.- popatrzyłam w jego czekoladowe oczy.
- A kto mówił, że nas złapią?- zmrużył oczy, przyciągając mnie do siebie. Instynktownie położyłam dłonie na jego klatce piersiowej. Czułam, jak bije jego serce. Nachylił się nade mną i złożył czuły pocałunek. Szósty. Nagle poczuliśmy jak spadają na nas krople zimnej wody. Oderwaliśmy się od siebie, rozglądając po stadionie. Okazało się, że włączyły się zraszacze nawadniające trawę. Zaśmialiśmy się głośno, a w wejściu na boisko ukazał nam się szczupły mężczyzna z wąsem pod nosem. Miał może z 50 lat i nie wydawał się źle nastawiony w stosunku do nas.
- A wy dzieciaki, co tutaj robicie?- krzyknął w naszą stronę. - Stadion jest już dawno zamknięty.- dodał. Podeszliśmy w jego stronę.
- Pan nam wybaczy.- zaśmiał się nerwowo Leo. - Chciałem pokazać dziewczynie stadion w nocy.
- Panie Messi...- pokręcił głową z dezaprobatą i śmiechem. - Mało panu jeszcze piłki? Na kolację pan ją lepiej by zabrał niż na stadion, w dodatku o północy.- wskazał na tablicę, na której wyświetlona była godzina. - Gdyby ktoś mi powiedział, że o północy na Maracanie, gdy pójdę sprawdzić nawodnienie, będzie stał Lionel Messi z narzeczoną, zacząłbym się śmiać.- dodał. Wymieniliśmy jeszcze kilka zdań, Leo dał mu autograf i dzięki pomocy ogrodnika udało nam się wyjść niezauważonym. Rozstaliśmy się dopiero przed moim pokojem.
Objął mnie w pasie i przysunął do siebie. Czułam ciepło bijące od jego ciała.
- Adam nie będzie na ciebie zły? W końcu nie było cię kilka dobrych godzin, a jest już środek nocy.- spytał z obawą w głosie.
- Dobrze wie, że byłam z tobą. Skoro ci ufa to chyba nie powinien się o mnie bać.- spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki. Błyszczały w nich małe iskierki szczęścia. - Nie chcę się jeszcze z tobą rozstawać.- wyszeptałam spoglądając w nie.
- Lekarz kazał ci dużo odpoczywać, a ja i tak już za bardzo cię wymęczyłem. Do zobaczenia jutro.- pochylił się nade mną i złożył na moich ustach czuły pocałunek.
- Do zobaczenia.- zachichotałam po czym odszedł, a ja wróciłam do pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi, a następnie podeszłam do łóżka i z szerokim uśmiechem się na nie rzuciłam.




sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 28 "Nawet jeśli już się nie spotkamy, ja nigdy o tobie nie zapomnę."

Roz­sta­nia by­wają trud­ne. W szczególności, gdy nie jes­teś pew­ny jut­ra i trud­no Ci kreować jakąkol­wiek przyszłość. Roz­sta­nia by­wają trud­ne. Ale ludzie się roz­stają... Spraw­dzają połącze­nia, pa­kują ba­gaże, od­pro­wadzają się na po­ciąg, pat­rzą w smugę od­la­tujące­go sa­molo­tu... Roz­sta­nia by­wają trud­ne. Lecz trze­ba trwać. To je­dyne an­ti­dotum. Prze­cież z niektórych podróży kiedyś w końcu się wraca. 


Przyjemne ciepło promieni słonecznych ogrzewało moją twarz. Powoli uniosłam powieki, które wydały mi się dzisiaj wyjątkowo lekkie. Pod jedną z dłoni poczułam czyjeś ciało. Mój wzrok natomiast powędrował na twarz posiadacza, tego dobrze zbudowanego ciała. Popatrzyłam na piłkarza delikatnie się przy tym uśmiechając. Od kiedy się obudziłam mam w głowie pustkę, jakby czarną dziurę. Mam przeświadczenie, że już spotkałam tych ludzi, ale ich nie pamiętam. Nic, zero. Żadnych przebłysków, sama biel lub czerń. Okropne uczucie, którego nie mogę się pozbyć. Wszyscy opowiadają o mnie. Jaka byłam, co robiłam, ale nikt nie mówi o wypadku. Czyżby to było coś poważnego? Nie wiem nic, jedynie to co powiedział mi lekarz, czyli że byłam w śpiączce prawie dwa tygodnie i mam złamane trzy żebra. Ból jest okropny, ale zapewne wytrzymuję tylko dlatego, że dostaję końskie dawki leków przeciwbólowych. Popatrzyłam na twarz wciąż śpiącego Argentyńczyka. Lekko się uśmiechał. Z wielkim trudem udało mi się wstać nie budząc go przy tym. Wiem, że siedział przy moim łóżku cały czas, gdy byłam w śpiączce i bardzo mu za to dziękuję, mimo że go nie pamiętam jestem mu wdzięczna za to co dla mnie robi. Jest aniołem w postaci mężczyzny. Czułam czyjąś bliskość, czułam jego dłonie i dotyk jego ust na przywitanie. Dopiero dzisiaj przed snem zaczęłam sobie przypominać wszystko co słyszałam lub czułam, gdy spałam. Kroczek za kroczkiem podeszłam do okna. Usiadłam na ogromnym parapecie, który znajdował się dość nisko, przez co nie sprawiło mi to większego problemu. Oparłam głowę o ramę i patrzyłam na krajobraz. Było pięknie. Słońce ogrzewało ludzi, którzy w krótkich ubraniach chodzili po ulicach. Byli szczęśliwi, a mi wydawało się, że ja nie mogłam taka być. Coś poważnego stało się przed wypadkiem, jednak nie wiem co. Nie wiedziałam jaką osobą byłam. Czy zraniłam kogoś? Czy byłam szczęśliwa? Popatrzyłam na złoty pierścionek z diamentowym oczkiem, który widniał na mojej dłoni. Był piękny, lecz nie pamiętałam momentu oświadczyn. Czy było nagle, romantycznie, a może w szalonym miejscu... Swoją drogą nie wiem, czy tego chcę. Nie znam go, w sumie nie pamiętam, a to co innego. Nie wiem, czy jest ze mną stuprocentowo szczery. Boję się komukolwiek zaufać. Lecz staram się z całych sił. Nagle usłyszałam ruch białej pościeli. Natychmiast spojrzałam w tamtą stronę.  Leo jeszcze z zamkniętymi oczami przytulał kołdrę. Uśmiechnęłam się szeroko na jego widok, a on nagle uniósł jedną powiekę do góry.
- A ty co się ze mnie śmiejesz?- zapytał podśmiewając się.
- Bo mogę.- pokazałam mu język.
- Jak ty się tam znalazłaś. Wracaj do łóżka.- wstał ze szpitalnego mebla i zaczął iść w moją stronę. Zatrzymał się obok mnie. Przykucnął, przez co był ode mnie niższy. Chwilę lustrował moją twarz. Pocałował moja dłoń, a ja poczułam, jak ciepło rozlewa się po całym moim organizmie, a w miejscu dotyku jego ust powstają ciarki. Nie wiem, jak to robił, ale panował nad moim ciałem lepiej niż ja. To chyba powinno znaczyć, że był dla mnie ważny. A może tylko tak mi się wydawało. Nie wiem... Już nic nie wiem... Podniósł się po czym wziął mnie na ręce, niosąc na łóżko.
- Ale ja już nie chcę tu leżeć. Nam dosyć. Chcę wyjść na dwór, chcę poczuć to świeże powietrze.- westchnęłam z rozmarzeniem.
- Jeśli tylko lekarz pozwoli zbiorę cię stąd.- uśmiechnął się ciepło. - O ile będziesz tego chciała.- dodał po chwili.
- Oczywiście, że tak.- uśmiechnęłam się lekko, a on delikatnie odłożył mnie na łóżko.

~*~

Siedzieliśmy na szpitalnym łóżku grając w karty. Jej dźwięczny śmiech roznosił się echem po całej sali, jak nie po piętrze.
- To jest nie fair! Oszukiwałeś!- pisnęła rzucając karty na łóżko.
- Ja?! Skądże takie pomysły?- Uniosłem dłonie w geście niewinności. - A teraz nagroda.- uśmiechnąłem się na samą myśl. Wskazałem palcem na policzek, gdzie niedługo później znalazły się jej usta. W sali zapanowała cisza. Można by niemal usłyszeć nasze bijące serca. Przyglądała się mi jakby chciała o coś spytać, ale się bała.
- Leo...- zaczęła drżącym głosem. Spuściła wzrok, bawiąc się nerwowo palcami. - Jak doszło do wypadku?- wyszeptała pełna obaw. Westchnąłem na samo wspomnienie tamtego dnia.
- Lecieliśmy do mojej rodziny. Chciałem pokazać ci Rosario.- zacząłem niepewnie. - Gdy startowaliśmy powiedziałaś mi, że masz złe przeczucia, a później zasnęłaś. Po kilku godzinach coś zaczęło dziać się z samolotem. Poczułem wstrząsy, następnie jak mocno ściskasz moją dłoń, a później okropny ból przeszywający całe moje ciało. Więcej nie pamiętam.
- A wiesz co spowodowało lądowanie?
- Jeszcze niczego nie ustalono. Prawdopodobnie to problemy z silnikiem. -uśmiechnąłem się, aby dodać jej otuchy. Nie było powodów do radości, ale nie chciałem żeby się zamartwiała. 

Ostatnie cztery dni spędziłem u Emilii w szpitalu. Przekonywała się do mnie, choć to co zdarzyło się tamtej nocy już się nie powtórzyło. Pragnąłem znów poczuć jej usta na swoich, ale nie mogłem tego od niej oczekiwać.
Na dworze robiło się ciemno, a ja jeszcze siedziałem w pokoju Polki. Już dawno powinno mnie tu nie być ze względu na mój jutrzejszy wyjazd.
- Muszę się zbierać.- zacząłem leniwie. Nie chciałem stąd wychodzić, ale czas płynął, na moją niekorzyść, nieubłaganie.
- Przyjdziesz jutro?- spytała z nadzieją. Każdego dnia zadawała mi to pytanie. Widziałem jak się cieszyła, gdy pojawiałem się w jej sali. Ze smutkiem na twarzy pokręciłem przecząco głową. Pragnąłem być przy niej, ale był mundial... Decyzja o wzięciu w nim udziału wcale nie była prosta. Wiedziałem, że mamy szansę i muszę pomoc reprezentacji.
- Niestety nie dam rady. Jutro lecę do Brazylii zaczynam przygotowania do mistrzostw świata.- westchnąłem. Spuściła ze smutkiem głowę.
- Jak długo tam będziesz?- spytała niepewnie unosząc wzrok i kierując go wprost na mnie.
- Mam nadzieję, że do finału, czyli niecały miesiąc.
- To znaczy, że już się nie spotkamy?- spytała ze smutkiem. Widziałem jak jej oczy się zaszkliły. Spojrzała na mnie, a mi aż serce zaczęło pękać. Usiadłem na brzegu szpitalnego łóżka. Położyłem dłoń na jej policzku, a palcem starłem łzę, która po nim spływała.
- Obiecuję, że jeszcze się spotkamy. Jeśli nie wyjdziesz ze szpitala przed zakończeniem mistrzostw to przylecę tutaj, albo spotkamy się w Barcelonie.- ucałowałem jej czoło. - W razie potrzeby dzwoń do mnie, a ja natychmiast wsiadam do samolotu i lecę do ciebie gdziekolwiek będziesz.- oznajmiłem. Byłem pewien swoich słów. Nie chciałem jej zawieść. Gdyby rzeczywiście potrzebowała mojej pomocy, byłem gotowy uciec nawet z boiska żeby do niej przylecieć. Oparła czoło o mnie, trąciła mój nos swoim noskiem, po czym złączyła nasze wargi. Na początku całowała nieśmiało, a później  coraz czulej . Rozłączyła nasze usta, wtulając się we mnie.
- Będę za tobą tęskniła. Nawet jeśli już się nie spotkamy, ja nigdy o tobie nie zapomnę.- oznajmiła ze łzami w oczach. Nie miałem serca stamtąd wychodzić, ale musiałem to zrobić. Musnąłem jej usta na pożegnanie i wstałem. Zatrzymałem się dopiero przy drzwiach. Musiałem jeszcze utrwalić jej cudowny widok w swojej pamięci.
- Obiecuję, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie.- uśmiechnąłem się, po czym wyszedłem. Zatrzymałem się dopiero pod szpitalem, a po moich policzkach spłynęły łzy. Rozstania bywają trudne, szczególnie w takim momencie, gdy martwisz się o ukochaną osobę. Zostawiam ją w dobrych rękach i mam nadzieję, że o mnie nie zapomni.

Wysiadłem z samolotu i od razu skierowałem się po mój bagaż, a po jego odebraniu, wcześniej zamówioną taksówką, udałem się do hotelu naszej reprezentacji. Jako jedyny nie leciałem z drużyną. Wszystko ze względu namoją obecną sytuację. Trener nie miał nic przeciwko żebym dołączył dzień później, za co jestem mu wdzięczny. Recepcjonistka uśmiechnęła się do mnie, po czym wydała kartę do pokoju. Przejechałem nią w czytniku, co pozwoliło mi otworzyć drzwi. Wszedłem do środka, nie zdążyłem nawet odstawić walizki, gdy poczułem na sobie ciężar przyjaciela.
- Kun złaź ze mnie.- jęknąłem przez śmiech.- Jesteś za ciężki.- przeszedłem do wnętrza pokoju z Sergio uwiesznonym na moich plecach. Zeskoczył ze mnie dopiero obok łóżka.
- Świetnie, że już jesteś. Wszyscy na ciebie czekali.- oznajmił z szerokim uśmiechem.
- Super.- odpowiedziałem bezuczuciowo, wracając po walizkę.
- Coś złego się stało?- jego ton stał się poważniejszy. - Coś z Emi?- dorzucił kolejne pytanie. Pokręciłem przecząco głową.
- Wszystko dobrze, ale mundial bez niej to nie to samo. Nie chciałem jej tam zostawiać. Wolałbym mieć ją teraz przy sobie.
- A odzyskała pamięć?- spytał pełen nadziei.
- Nie, wciąż niczego nie pamięta. Przypominają jej się jedynie słowa i nasze czyny w czasie, gdy spała.- wytłumaczyłem mu podchodząc do okna. Wyjrzałem przez nie wpatrując się w to niezwykłe miejsce. Widok był piękny i jestem przekonany, że Emilia również byłaby zachwycona. - Spodobałoby jej się tutaj.- westchnąłem czując, że już za nią tęsknię. Jestem uzależniony od widoku jej cudownego uśmiechu i oczu, w których mieszczą się wszystkie kiedykolwiek skradzione z nieba gwiazdy. Połyskują, gdy się śmieje, a gdy płacze z nieba spada deszcz.
- Też tak sądzę.- podszedł do mnie, kładąc dłoń na moje ramię. - Musisz być dla niej silny, a teraz chodź za pół godziny zbieramy się na pierwszy trening. Pomachamy reszcie świata z boiska, gdy będziemy wznosić puchar. 
- Zdecydowanie jesteś zbyt dużym optymistą, ale tym razem się z tobą zgodzę.- zaśmiałem się głośno.
Będąc na murawie poczułem jak bardzo brakowało mi piłki. Stęskniłem się za grą. Piłka nożna była moją pierwszą miłością i pozostanie w moim życiu bardzo ważna.  Te kilka godzin spędzonych na treningu pozwoliło mi się odstresować. Mogłem zapomnieć o złych rzeczach i zająć się tylko grą. Porzuciłem problemy ze szpitala i zająłem się swoją drugą miłością - piłką nożną.



środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 27 "Nie znam cię."

Lecz choćby oczy jej były na niebie, a owe gwiaz­dy w op­ra­wie jej oczu, blask jej ob­licza zaw­stydziłby gwiazdy.

Za kilka dni zaczynamy treningi z reprezentacją, a ja nawet o tym nie myślę.  Powinienem się cieszyć, przecież mam szansę dokonać to, co Diego Maradona. Wierzę, że mamy szansę wygrać ten mundial. Ale na tą chwilę nie wychodzę ze szpitala na dłużej niż godzinę. Przylecieliśmy tu ponad dwa tygodnie temu, a ona wciąż jest w śpiączce. Lekarze mówią, że jej stan z dnia na dzień się poprawia. Poza tym nie mówią nic więcej. Wiele razy starałem się czegoś dowiedzieć, lecz na marne. Z resztą Adam i pan Bartosz też tego próbowali.
Wróciłem właśnie z dworu. Musiałem nabrać świeżego powietrza. Przywitałem się z nią, swoim zwyczajem delikatnie dotykając jej ust. Pośród bieli pościeli wciąż wyglądała niesamowicie. Widać, że jest słaba, a mimo to jakiś miły blask bije od jej drobnego ciała. Uścisnąłem jej dłoń, wcześniej ją całując.
- Cześć skarbie. Mam nadzieję, że czujesz się lepiej i niedługo do nas wrócisz. Wszyscy za tobą tęsknimy...- nagle poczułem delikatny uścisk dłoni. Był niewielki, ale na pewno był to uścisk. Nie wyobraziłem sobie tego. Uśmiechnąłem się szeroko. Powoli otwierała swoje brązowe oczy. Nacisnąłem przycisk, który miał przywołać lekarzy. Jej powieki uniosły się. Rozejrzała się po całym pomieszczeniu uważnie je oglądając.
- Jesteś w szpitalu, nie bój się.- powiedziałem spokojnym tonem, a dopiero wtedy Emilka mnie dostrzegła. Z ogromnym skupieniem lustrowała moją twarz. - Już wszystko jest w porządku.- pocałowałem jej dłoń.
- Kim jesteś?- spytała wystraszona. Widziałem w jej oczach, że się mnie bała. Niestety nie dane nam było dłużej porozmawiać. W sali zjawił się lekarz z eskortą pielęgniarek.
- Przepraszam Pana, ale musimy zbadać pacjentkę.- oznajmił mi, a ja posłusznie wykonałem jego polecenie. Stanąłem za szybą, uważnie przyglądając się ich czynom. Analizowałem jej słowa. Ona mnie nie pamiętała. Zapomniała o mnie. Poczułem ukłucie w sercu. Nie było to miłe uczucie. Świadomość, że osoba, którą kochasz cię nie pamięta, że może już nigdy cię nie pokochać. Po dwudziestu minutach doktor wyszedł z pomieszczenia, a ja poderwałem się z miejsca.
- Proszę się nie martwić wszystko jest w porządku. Dostała silne leki przeciwbólowe więc może być trochę osowiała.- oznajmił posyłając mi pokrzepiający uśmiech.
- Doktorze, ona mnie nie poznała.
- To bardzo prawdopodobne. Ma amnezję, niestety nie wiemy czy jest to trwały, czy tymczasowy zanik pamięci. Będziemy musieli zrobić tomografię.
- Mogę do niej wejść?
- Proszę bardzo, ale niech pan uważa. Jest wystraszona i zmęczona.
- Oczywiście, dziękuję.- pożegnaliśmy się, a ja wróciłem do jej sali. Patrzyła za okno, a następnie w skupieniu skierowała swoje piękne, brązowe oczy na mnie. Jej wzrok wędrował po każdej partii mojego ciała. Lustrowała mnie jakby chciała dowiedzieć się czegoś więcej bez zadawania pytań.
- Witaj Emi.- uśmiechnąłem się.
- Jestem Emilia, nie Emi. Pomyliłeś mnie z kimś innym. Tak w ogóle to skąd wiesz jak mam na imię? Nie znam cię.- wystraszona szybko mi odpowiedziała.
- W klubie wszyscy tak do ciebie mówią.
- W jakim klubie? Jacy wszyscy? Kim ty jesteś?- zasypała mnie pytaniami. Pokoi zaczynała ją denerwować ta sytuacja. Była zdezorientowana.
- W naszym klubie.
- Nie rozumiem.- pokręciła głową.
- Może powiem ci wszystko od początku.- zaproponowałem. Patrzyła na mnie swoimi dużymi, brązowym oczami.
- A nie będziesz kłamał?- spytała z nadzieją w głosie. Bała się mnie. Bolało, cholernie bolało.
- Oczywiście, że nie.- posłałem jej pokrzepiający uśmiech. - Nazywasz się Emilia Borkowska, jesteś z Polski, ale mieszkasz w Barcelonie. Masz osiemnaście lat.
- Gdzie jest Barcelona?
- To takie miasto w Hiszpanii. Przeprowadziłaś się tam z rodziną we wrześniu, bo twój tata został fizjoterapeutą pierwszej drużyny.
- A teraz co mamy?
- Połowę czerwca.- oznajmiłem, a ona pokiwała głową, na znak, że mnie rozumie. - Opowiadać dalej?
- Tak.
- W Barcelonie grasz w piłkę nożną. W drużynie femini.
- Ja i piłka nożna?- zaśmiała się. - Żartujesz.- pokręciłem przecząco głową. - Ja, piłka, klub? Nie, to niemożliwe. Przecież ja nie lubię piłki. Poza tym ci mężczyźni, może niektórzy są przystojni, ale tak biegają po boisku, a później są cali mokrzy.
- Ja jestem piłkarzem.- zaśmiałem się zmieniając na chwilę temat.
- A to przepraszam.- uśmiechnęła się do mnie promienie. - Nie wiedziałam. Opowiedz mi coś jeszcze.- poprosiła próbując usiąść. Syknęła z bólu, natychmiast poderwałem się z miejsca pomagając jej w wykonaniu czynności. - Dziękuję.- posłała mi ciepły uśmiech. Pierwszy raz tego dnia.
- Co jeszcze chcesz wiedzieć?
- Powiedz mi coś o sobie.
- Nazywam się Leo Messi, jestem piłkarzem. Gramy w tym samym klubie.- zacząłem.
- Dlaczego siedzisz obok mnie? Tylko ty tu jesteś?
- Narazie jestem tylko ja, twoja rodzina wróciła do hotelu. Byli zmęczeni więc ich o to poprosiłem. Wszyscy twoi przyjaciele codziennie dzwonią i pytają o twoje zdrowie.
- Nie znam ich, ale jestem pewna, że bardzo dobrze zrobiłeś.- uśmiechnęła się szeroko. Zaczęła oglądać swoje palce. Jej wzrok zatrzymał się na złotym pierścionku. - Piękny pierścionek. Jestem zakręcona?- spytała, a ja pokiwałem głową. - Mam tylko osiemnaście lat. Zgodziłam się na to bez przymusu?- zaśmiała się.
- Tak.
- Jak długo?
- Dwa miesiące.
- Chyba jestem nienormalna.- pokręciła głową z uśmiechem na ustach. - Z kim? Jaki on jest? Jak długo go znam? Mieszkam z nim? Powiedz mi o nim wszystko co wiesz. Dobrze go znasz?
- Dobrze, ba ja wiem o nim wszystko. Znacie się od września. Jest Argentyńczykiem i ma 24 lata. Również jest piłkarzem, gra na pozycji napastnika. Wiele razem przeszliście. Mieliście kilka kryzysów, ale walczył o ciebie i nie podawał się. Znajomi mówią, że jest spokojny, skromny, dużo się uśmiecha i mocno cię kocha. Często mówisz, że jest uparty, potrafi cię również zaskoczyć. Rodzina i przyjaciele odgrywają w jego życiu bardzo ważną rolę. Myślę, że nie jest najgorszą partią na męża.- zaśmiałem się, kończąc opowiadać jej o sobie. Nigdy nie potrafiłem mówić na temat swojego charakteru.
- Kto to taki?- spytała, obserwując moją twarz. Zestresowałem się i poczułem, że jakaś siła odbiera mi zdolność mówienia. Popatrzyłem za okno, a później na nią. Wciąż na mnie spoglądała, nawet na chwilę nie przerwała. Wziąłem głęboki oddech.
- To ja.- powiedziałem ledwo słyszalnie. Spuściłem głowę wlepiając wzrok w czubki swoich butów.
- Ty?- zdziwiła się. Próbowała się położyć, lecz sprawiało jej to wiele trudności.
- Zaczekaj, pomogę ci.- wstałem z miejsca, a następnie jej pomogłem. Wpatrywała się w biały sufit, myśląc zapewne o moich słowach. Nie prosiła żebym wychodził, a mi samemu nigdzie się nie spieszyło. Siedziałem na krzesełku co jakiś czas spoglądając na nią ukradkiem.
- Leo...- odezwała się cicho, po ponad godzinie. Uniosłem wzrok, aby na nią spojrzeć. Jej długie, ciemne włosy opadły na białą pościel, idealnie z nią kontrastując. Była niczym anioł pośród szpitalnej pościeli. Zmieszała się i odwróciła wzrok za okno. - W jakim mieście jestem?
- Jesteśmy w Argentynie, w Buenos Aries.
- Jaka jest pogoda?
- Jest ciepło około 25 stopni, świeci słońce i wieje delikatny wiaterek.
- Dziwnie się czuję wiedząc, że jestem twoją narzeczoną, ale cię nie pamiętam.
- To nic nie szkodzi.- uśmiechnąłem się lekko. Skłamałem. Bolało mnie to, że o mnie zapomniała, ale przecież nie mogę jej za to winić. Nie miała wpływu na wypadek i utratę pamięci.
- Chciałabym cię lepiej poznać.- powiedziała niepewnie, a mnie od środka zaczęła rozpierać radość. Poczułem cień nadziei na odbudowę naszej relacji.
- Mogę pokazać ci kilka zdjęć...- naszą rozmowę przerwało pojawienie się trzech osób w jej sali. Matka podbiegła do niej, a Emilia spojrzała na nią przerażona. Potem spojrzała na mnie.
- Nie bój się. To twoja mama, to tata, a to Adam, twój brat bliźniak.- wytłumaczyłem wstając z krzesełka. Ująłem jej dłoń w swoją, składając na niej delikatny pocałunek. - Pójdę już, do zobaczenia.- odwróciłem się, kierując w stronę drzwi.
- Leo.- zawołała mnie. Natychmiast na nią spojrzałam. Uśmiechała się lekko. - Dziękuję.
- Nie ma za co.
- Kiedy przyjdziesz?
- A kiedy chcesz?
- Wpadnij dziś wieczorem.- oznajmiła z uśmiechem. Odpowiedziałem jej tym samym gestem oraz skinieniem głowy na znak, że rozumiem, po czym wyszedłem z sali.
W szpitalu pojawiłem się przed 21. Wiedziałem, że nie zastanę tam jej matki, a oddział będzie pusty. Teoretycznie pora odwiedzin już dawno się skończyła, ale poznałem miłą pielęgniarkę, która w zamian za koszulkę z podpisami reprezentacji codziennie mnie tam wpuszczała. Tak było i dzisiaj. Uchyliłem drzwi i wyjrzałem zza nich. Na mój widok Emi nieśmiało się uśmiechnęła, co dodało mi odwagi, aby wejść do środka. Usiadłem na krzesełku, wcześniej całując jej drobną dłoń. Na jej policzki wkradł się rumieniec, a głowę schowała we włosach. Zapewne nie chciała żebym ją zobaczył. A ja uwielbiam jak się rumnini, jest wtedy taka urocza.
- Miło z twojej strony, że przyszedłeś.
- Obiecałem, a Lionel Messi zawsze dotrzymuje słowa.- zaśmiałem się. - Co robiłaś?- spytałem aby rozluźnić atmosferę.
- Prawie cały dzień spędziłam z rodziną. Wiele mi opowiadali. Wiesz... Chciałabym to wszystko pamiętać. To takie dziwne uczucie, gdy masz wrażenie, że coś przeżyłeś, ale nie masz pojęcia co.
- Nie przejmuj się. Jest duża szansa, że jeszcze wszystko sobie przypomnisz.- ująłem jej dłoń w swoją. Nie zabrała jej, jedynie lekko się zawstydziła. - Przyniosłem zdjęcia.- wskazałem na torbę z laptopem, która leżała przy moich nogach.
- Pomożesz mi usiąść?- spytała niepewnie. Bez zastanowienia wykonałem jej prośbę. Postanowiłem laptopa na jej kolanach, a sam usiadłem tak, abym mógł opowiadać jej o fotografiach.

Po raz kolejny tej nocy wybuchła głośnym śmiechem.
- Naprawdę przylecieliście do Polski specjalnie dla mnie?- skinąłem twierdząco głową w odpowiedzi na jej pytanie.
- W dodatku oni się zgubili, a ty musiałaś ich szukać po całej Warszawie.- dodałem, a ona znowu się roześmiała, przewijając na kolejne zdjęcie.
- Tutaj jest Gerard, Neymar, tu... tu jest ten... No Ale... Alexis, tutaj Xavi.- wymieniała po kolei wszystkich piłkarzy, wskazując na ich twarze. Kliknęła strzałkę w prawo i ukazało jej się nasze zdjęcie. Siedzieliśmy całując się na ławce przy la Rambla. Zawstydzona spuściła głowę.
- Tego dnia przez przypadek spotkałem cię na la Rambla. Pomogłaś mi wybrać prezent urodzinowy dla mojej siostry, a później jedliśmy rurki z kremem. Dlatego masz pół policzka brudnego.- wskazałem na ekran. Spojrzała na moją twarz. Przyglądała się chwilę.
- Wiesz mam takie wrażenie, że cię znam.- oznajmiła, a mi od razu zrobiło się cieplej na sercu. Pragnąłem, aby sobie choć trochę przypomniała.
- To zdjęcie zrobiłaś nam w pokoju u twojej babci. W dziesiątkę spaliśmy w pomieszczeniu mniejszym niż to.- rozejrzałem się dookoła.
- Neymar i ty wyglądacie pięknie. Dwa słodziaki.- zaśmiała się.
- Tylko nie słodziaki.- pogroziłem jej palcem. Zrobiło mi się zimno. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, więc potarłem ramiona, by się troszkę rozgrzać.
- Jest ci zimno?- zapytała troskliwie.
- To pewnie od klimatyzacji.- spojrzałem na wywietrzniki znajdujące się pod sufitem. Chwilę nad czymś myślała, po czym nieśmiało się do mnie uśmiechnęła.
- Połóż się ze mną.- zaproponowała. Zdziwiłem się jej słowami, a ona na widok mojej miny cichutko zachichotała. - Nie bój się. Skoro byłeś... Znaczy jesteś moim narzeczonym to chyba się mnie nie wstydzisz.
- Nie chcę zrobić ci krzywdy.
- Nic się nie stanie, chodź.- podniosła kołdrę. Nieśmiało i z oporem położyłem się obok niej. Przykryła mnie, po czym się uśmiechnęła. - Opowiedz mi coś więcej o sobie.- poprosiła. - O nas.- dodała spoglądając w moje oczy.
- Jak już wspomniałem wcześniej, jestem piłkarzem. Gram w FC Barcelonie jako napastnik. Mam dwadzieścia cztery lata i jestem Argentyńczykiem. Babcia zaprowadziła mnie na pierwszy trening. Dlatego teraz po strzelaniu bramki unoszę ręce, na znak, że są dla niej. Gdy miałem kilkanaście lat zdiagnozowano u mnie karłowatość przysadkową. Ani mój klub, ani rodzice nie mieli pieniędzy na hormony. Wtedy pojawił się mężczyzna z Katalonii. Oni sprowadzili mnie do Barcelony, płacili za kurację, a ja rozwijałem się grając w piłkę.
- Niezwykłe, że tyle przyszedłeś.- niepewnie objąłem ją ramieniem. Nie chciałem jej wystraszyć, ale tego co zrobiła się nie spodziewałem. Przysunęła się bliżej mnie i położyła głowę na mojej klatce piersiowej. Pocałowałem ją w czubek głowy, następnie przeczesałem jej włosy. - Przykryj się porządnie, jesteś zimny.- zaśmiała się lekko, okrywając mnie kołdrą. - Gdy spałam miałam wrażenie, że jest mi chłodno, być może właśnie od klimatyzacji.- spojrzała przed siebie rozmyślając.

Rozmawialiśmy już kolejną godzinę. Opowiadałem jej o wszystkim, co chciała wiedzieć. Jej cichy śmiech roznosił się echem po całej sali.
- Która godzina?- przetarła oczy piąstkami. Jej powieki powoli zaczynały się zamykać.
- 4.30- odpowiedziałem. - Zobacz już wschodzi słońce.- wskazałem na okno. Wyjrzała przez nie, aby móc zobaczyć niebo. Dzisiaj wyglądało ono wyjątkowo pięknie. Pomarańcz, róż, błękit rozlewały się nad horyzontem, aby stworzyć tak wyjątkowe arcydzieło. Było ono piękniejsze niż niejeden obraz Michała Anioła, czy Leonardo da Vinci.
- Jest piękne.- westchnęła, po czym powtórnie przetarła oczy i ziewnęła.
- Chyba powinnaś iść spać. Potrzebujesz odpoczynku, a gdyby lekarz dowiedział się, że tyle nie śpisz na pewno, by mnie stąd wyrzucił.
- Pomagałeś mi tylko odzyskać trochę wspomnień. Dziękuję.- uśmiechnęła się, a następnie wtuliła we mnie. Spojrzała w moje oczy, uniosła ciało na łokciu i musnęła moje wargi. Byłem zaskoczony. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Wszystkiego, ale nie tego. - Ty też tak robiłeś. Czułam to.- oznajmiła szeptem. Nic więcej nie powiedziała tylko z uśmiechem na ustach położyła się na moim ramieniu, mocno wtulając się w moje ciało, a po kilku minutach zasnęła...



sobota, 23 maja 2015

Rozdział 26 "Coraz bardziej docierało do mnie, że mogę już nigdy nie zobaczyć Emiś."

Zas­kocze­nie jest ele­men­tem bu­dującym całą za­bawę. Myśli­my so­bie, że dob­rze jest jak jest, a tu nag­le świat od­wra­ca się do góry no­gami. Nie poj­mu­jemy ciągów następujących po so­bie wy­darzeń...Bez­miar myśli ogar­nia nasze ciało... Po­tem zbiera­my się, przyj­mu­jemy wszys­tko z po­korą, bo być może już ko­niec niespodzianek...


"Wczorajszego wieczoru, około godziny 20 czasu lokalnego na rzekę la Plata niedaleko Buenos Aries spadł samolot pasażerski Boeing 787. Na razie nie ustalono ile osób przeżyło, ani kto nim leciał. Musimy zaczekać jeszcze co najmniej kilka godzin, aby śledczy mogli ustalić kto nim podróżował oraz jak do tego doszło..."

Słowa dziennikarki obijały się po mojej głowie. Doskonale wiedziałem, że siedziała w nim moja siostra wraz z Leo. Strach opanował całe moje ciało. Nie potrafiłem wykonać, żadnego ruchu. Nawet próba przywołania rodziców do salonu zakończyła się fiaskiem. Jeszcze nigdy nie bałem się tak, jak w tej chwili. Nie wiedziałem nic. Czy moja kochana siostrzyczka żyje? Czy jeszcze ją zobaczę? W salonie pojawił się ojciec, a ja wskazałem na telewizor. Wciąż nie potrafiłem nic powiedzieć. Zatrzymał się z kluczykami do auta w dłoni i zaczął wsłuchiwać się w głos dziennikarzy.
- Czy to nim leciała...- jego głos się łamał. Nawet nie dokończył zdania. Potwierdziłem skinieniem głowy. - Czy ona...
- Nic nie wiadomo. Oni sami jeszcze o niczym nie wiedzą.- odparłem, gdy choć na chwilę odzyskałem panowanie nad sobą.
- Anno!- krzyknął głośno, a chwilę później w największym pokoju pojawiła się matka ze scierką w dłoni.
- Pali się, czy co?- spytała swoim zwyczajem.
- W Argentynie, na rzekę la Plata spadł samolot.- zaczął. Przełknął ślinę, przymykając powieki. - Emiś nim leciała.- dokończył, a po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Mama stała, jakby nie rozumiejąc co właśnie usłyszała.
- Jaki samolot? Jaki lot? Jaka Argentyna?- pytała sama siebie. - Adam o co tu chodzi?
- Emilia miała wypadek. Samolot, którym leciała się zepsuł. Nie wiadomo, czy żyje.- wytłumaczyłem jej podniesionym tonem. Stała w miejscu analizując moje słowa. Ja sam wciąż nie wierzyłem, że coś takiego mogło się stać. - Mamo nie wiadomo, czy ona żyje!- krzyknąłem, aby wreszcie zrozumiała. Nagle po jej policzkach spłynęły łzy. Jedna za drugą, w szybkim tempie.
- Lecimy tam. Musimy dowiedzieć się w jakim jest stanie.- oznajmił tata ścierając słone kropelki.
"Mamy już wstępne informacje. W samolocie znajdowało się 170 osób w tym załoga. Narazie nie ustalono ile osób jest rannych oraz ile przeżyło. Poszkodowani są zabierani do szpitali w Buenos Aries. Według naszych informatorów, wśród nich są Lionel Messi oraz jego narzeczona Emilia. Ich stan jest owiany tajemnicą. Ratownicy nie powiedzieli również, do którego szpitala zostali odwiezieni."
Po usłyszeniu najnowszych informacji spakowaliśmy kilka koszulek na zmianę i pognaliśmy na lotnisko ciągle słuchając wiadomości, lecz nie było wiadomo nic nowego. Coraz bardziej docierało do mnie, że mogę już nigdy nie zobaczyć Emiś. Że moja siostrzyczka... Nie, to nawet nie przejdzie mi przez gardło... Ona musiała żyć...

~*~

Otworzyłem oczy, a chwilę później oślepił mnie blask promieni słonecznych. Odbijały się one od sterylnie białych ścian. Zamknąłem powieki, a później powoli je otwierałem, aby przyzwyczaić się do światła. Zobaczyłem dwie kobiety ubrane w zielone stroje.
- Panie Messi, jest pan w szpitalu. Proszę się nie podnosić. Zaraz przyjdzie lekarz.- oznajmiła mi jedna z nich. Dopiero teraz dotarło do mnie co się stało. Lecieliśmy do Argentyny i nagle poczułem mocny uścisk Emilii, a później ból. Tyle pamiętałem, nic więcej. Zaraz, zaraz co z nią? Co z moją Emilką?! Podniosłem się, a chwilę później zobaczyłem obok siebie mężczyznę w podeszłym wieku ubranego w biały kitel.
- Proszę się położyć.- oznajmił, a ja posłusznie wykonałem jego polecenie. - Jest pan w szpitalu w Buenos Aries.
- Co z moją narzeczoną? Jak ona się czuje?- przerwałem pytaniem, które było teraz ważniejsze niż ja. Nie obchodziło mnie gdzie byliśmy.
- Ma pan niewielkie wstrząśnienie mózgu. Poza tym wszystko jest w porządku i jutro wpiszemy pana do domu. Dobrą wiadomością jest również to, że może Pan wziąć udział w mundialu.- zakończył, jakby lekceważąc moje pytanie. Poderwałem się i spojrzałem na niego wrogo.
- Pytałem co z moją narzeczoną.- powtórzyłem, a jego twarz przybrała skupioną minę. - Może mi pan do jasnej cholery powiedzieć co z Emilią?!- krzyknąłem. Już nawet nie próbowałem się opanować. Liczyła się tylko ona.
- Proszę za mną.- powiedział cicho. Wstałem z łóżka, po czym wyszliśmy z sali. - Pańska narzeczona jest w stanie krytycznym, dlatego utrzymujemy ją w śpiączce farmakologicznej. Ma wstrząśnienie mózgu i złamane trzy żebra. Można powiedzieć, że miała dużo szczęścia.- wytłumaczył, a ja musiałem na chwilę przystanąć.
- O jakim szczęściu pan mówi?! Przecież ona może umrzeć!- z bezradności uderzyłem pięścią w ścianę. Przeszliśmy kilka korytarzy, aby zatrzymać się pod pokojem jednoosobowym. Można było dostrzec ją przez szybę, jednak mi pozwolono do niej wejść. Zatrzymałem się przy jej łóżku. Leżała podłączona do różnych aparatur medycznych. Wyglądała niczym anioł pomiędzy tymi kolorowymi kabelkami. Jej ciemne włosy opadły na twarz, która teraz była wyjątkowo blada. Podszedłem bliżej. Odsunąłem z jej twarzy kosmyki włosów i pocałowałem najpierw jej czoło, a później  musnąłem lekko różowe usta. Usiadłem na krześle obok, ująłem jej dłoń w swoje, położyłem głowę na jej udach przykrytych białą kołdrą i rozpłakałem się niczym małe dziecko. To wszystko... To nie mogła być prawda. Byliśmy szczęśliwi, a teraz mogę ją stracić. Mogę już nigdy nie zobaczyć jej cudownego uśmiechu, zasmakować jej malinowych ust, ani zobaczyć jej z piłką przy nodze, czy chociażby nie poczuć jej wtulonej w moje ciało.
- Musisz walczyć. Jesteś najsilniejszą kobietą, jaką znam. Wiem, że dasz radę.- w kółko powtarzałem te trzy zdania. Jeszcze nigdy tak się nie bałem. Nie mogłem jej stracić. Emi jest dla mnie wszystkim, jest nawet ważniejsza niż piłka nożna. Ona nie może mnie tu zostawić. Nie poradzę sobie bez niej. Uzależniłem się od jej uśmiechu, czy dotyku. Bez niej nie dam rady.

Na dworze zapadał zmrok, a ja siedziałem przy jej łóżku już kolejną godzinę, ale szczerze mówiąc nie obchodziło mnie to, ile tam jestem. Musiałem przy niej trwać. W każdej chwili mogła się obudzić.
- Panie Messi proszę wrócić do siebie. Jeśli się obudzi natychmiast pana tutaj poproszę.- powiedziała pielęgniarka, kładąc na moich plecach dłoń. Spojrzałem na nią zaszklonymi oczyma, po czym pokręciłem głową. Nie mogłem jej zostawić. - Pan doktor będzie zły. Może pan sobie zaszkodzić.
- Chcę tu zostać.- odpowiedziałem szorstko, a dziewczyna chyba się wystraszyła mojego tonu, gdyż już nie próbowała się odzywać, zmieniła kroplówkę i bez słowa wyszła.
Cisza w sali nie trwała jednak zbyt długo. W środku zjawiła się rodzina Borkowskich. Spojrzałem na nich załzawionymi oczami. Nie potrafiłem nic powiedzieć. Pierwszy podszedł do niej ojciec. Przykucnął obok łóżka i pocałował jej delikatną dłoń. Była taka krucha, wydawało się, że najmniejszy gest może sprawić jej ogromny ból.
- Słońce błagam cię nie zostawiaj nas.- wyszeptał łamiącym się głosem. - Nie możesz nam tego zrobić.- mówił płacząc. Z drugiej strony podszedł Adam. Pocałował jej czoło, przeczesując ciemne włosy.
- Młoda masz się obudzić. Musimy nadrobić stracony czas. Zabiorę cię na pączki i przez cały dzień będziemy się nimi objadać na ławce w parku.- obaj mężczyźni płakali, a ja razem z nimi. Została tylko jej matka. Kobieta, która nie szanowała mojej Emi przez całe życie. Nie potrafiłem patrzeć na nią inaczej niż z pogardą.
- Błagam cię obudź się. Przysięgam zmienię się, przysięgam ci. Emiś nie możesz nas zostawić.- łkała.
- Przepraszam państwa, musicie wyjść. Zaraz przyjdzie lekarz, aby zbadać panią Borkowską.- oznajmiła, przerywając tę niezwykle ważną chwilę. Posłusznie, choć niechętnie wykonaliśmy jej polecenie. Zatrzymaliśmy się przed szybą, a chwilę później wszedł do sali młody, lecz widać, że doświadczony mężczyzna. Usiadłem na krześle skrywając twarz w dłonie. Z każdą godziną bałem się coraz bardziej. Nie mogłem jej stracić.
- To twoja wina.- niespodziewanie usłyszałem głos pani Anny. Uniosłem głowę, aby móc na nią spojrzeć. - To przez ciebie tutaj jest.- podniosła ton. - Dlaczego nie zostawisz jej w spokoju? Po co ją tu zabierałeś? Ona szybko się tobą znudzi. Jesteś dla niej za stary.- robiła mi wyrzuty. Nie dowierzałem w jej słowa. Ona ma czelność mówić mi takie rzeczy?! Śmiechu warte.
- Anno uspokój się.- pan Bartosz położył dłoń na jej ramieniu. Powoli podniosłem się z krzesełka. Spojrzałem na nią wrogo.
- Pani mnie poucza?- spytałem z wyrzutem. - Może jestem od niej dużo starszy, ale ja ją szanuję. Nie traktuję jej przedmiotowo w przeciwieństwie do pani. Wiele razy płakała właśnie przez panią i to ja wtedy przy niej byłem. To ja się nią opiekowałem. Gdzie pani była przez ostatnie pół roku?- Nie mogłem wytrzymać. Jakim prawem miała czelność to powiedzieć. Kim do jasnej cholery była?! Przecież matką nie mogła się nazwać.
- Leo spokojnie.- Adam położył dłonie na moich ramionach. - Wszyscy się o nią martwimy. Dla nas jest równie ważna, jak dla ciebie. Mama nie chciała tego powiedzieć.- usprawiedliwiał matkę.
- Nie Adam.- pokręciłem głową z dezaprobatą. - Wasza matka chciała to powiedzieć. Może nie za dobrze znam panią Annę, ale za to wiele o niej słyszałem i jestem tego pewien.- emocje buzujące we mnie trochę się uspokoiły, więc odwróciłem się w stronę szyby i patrzyłem, jak lekarz starannie sprawdza parametry życiowe Emilki. Łzy spływały po moich policzkach, gdy patrzyłem na nią taką bezbronną, delikatną i kruchą. Bałem się, bardzo się bałem. Gdy tylko stąd wyjdzie zabiorę ją do Barcelony. Zamieszka u mnie, będzie mogła w spokoju odpoczywać, a ja będę miał swoją księżniczkę przy sobie.
- Wszyscy państwo z rodziny?- spytał lekarz, który właśnie opuścił salę szatynki. Zgodnie pokiwaliśmy głowami.
- Ten pan nie jest z rodziny.- wskazała na mnie palcem jej matka. Nie dowierzałem w to całe szaleństwo. Tak kobieta jest jakaś chora. Nie wiem, jak pan Bartosz z nią wytrzymał tyle lat, ale jestem pod wrażeniem.
- Panie Messi, zdaje się, że to pańska narzeczona, prawda?- skinąłem twierdząco. - W takim razie pan też może być obecny.- uśmiechnął się pokrzepiająco, a ja poczułam jak kamień spada mi z serca. Szepnąłem ciche dziękuję. - Jak już zapewne państwo wiecie Emilia jest w stanie krytycznym, utrzymujemy ją w śpiączce farmakologicznej, aby nie czuła bólu. Ma złamane kilka żeber oraz wstrząśnienie mózgu. Miała szczęście, że to przeżyła, spokojnie możemy mówić o cudzie. Jej stan powoli się normuje, ale pierwsze dwie, trzy doby są tutaj kluczowe.- zatrzymał się, wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze z płuc. - Jest jeszcze coś... Istnieje możliwość, że gdy się obudzi, nie będzie was pamiętała. Zdarza się to rzadko, aczkolwiek muszę państwa poinformować o takiej możliwości. Tomografia jednoznacznie tego nie potwierdza. Tymczasem muszę już iść. Wszystko będzie dobrze, proszę się nie martwić. Jest jeszcze młoda, ma silny organizm. Do widzenia.- Zakończył swój dość długi monolog, po czym odszedł. Wróciliśmy do sali, ująłem jej dłoń w swoją i złożyłem na niej krótki pocałunek. Byłem rozbity wewnętrznie. Nic w moim organizmie nie pracowało jak powinno.
- Skarbie musisz walczyć. Ja wierzę, że ci się uda.- wyszeptałem.
Niedługo później pielęgniarka zabrała mnie do mojej sali. Niechętnie wykonałem jej polecenie, nie miałem ochoty się z nią kłócić. Nie miałem ochoty nawet na życie. Przy swoim łóżku zobaczyłem mamę, która na mój widok od razu podbiegła, mocno mnie przy tym przytulając.
- Synu ty żyjesz. Dzięki Bogu.- ucieszyła się i przeczesała moje włosy. - Wszystko z tobą w porządku?- spytała zatroskana.
- Tak, jest okej.- burknąłem. Siadając na łóżku.
- Nie jest dobrze. Lio nie kłam przecież cię znam. Mam iść po lekarza?
- Nie mamo. Ze mną na prawdę wszystko w porządku.- posłałem jej wymuszony uśmiech, aby się nie martwiła.
- Emilia?- spytała niepewnie. Skinąłem głową. - Żyje, prawda?- znów potwierdziłem gestem.
- Nie wiadomo, czy to przeżyje. Jest w stanie krytycznym.- po poliku zaczęły spływać mi łzy. - Mamo tak bardzo się o nią boję.- rozpłakałem się wtulając w nią. - Nie dam rady żyć bez niej.- cieszyłem się, że wreszcie mogę powiedzieć komuś o swoich uczuciach.
- Spokojnie Lio, przejdziecie przez to. Jest silna, da radę. Zobaczysz.- uspokajała mnie.
- To ja powinienem tam teraz leżeć. To moja wina, nie musiałem jej ze sobą zabierać. Gdy siedzieliśmy w samolocie powiedziała mi, że ma złe przeczucia. Gdybym tylko wiedział...
- Lionel...- nieznacznie podniosła głos. - Nie mów tak. Nie wolno ci. Niczym nie zawiniłeś i oboje nie powinniście tu być. Ona też by się o ciebie martwiła. Macie przed sobą całe życie. Musisz być silny dla niej. Na pewno nie chciałaby żebyś się poddał. Dopóki jest szansa nie można tracić nadziei.
- Wiem mamo, ale ja tak bardzo ją kocham...
Rozmowa z mamą bardzo mi pomogła. Mogłem bez skrępowania powiedzieć jej wszystko, co leżało mi na sercu. Opuściła moją sale, gdy było już ciemno. A ja wciąż leżę i nie mogę spać. Usiadłem na łóżku, przez chwilę patrząc za okno. Po chodniku szli weseli ludzie, podczas gdy ja byłem na skraju załamania. Po cichu przemknąłem pomiędzy korytarzami, by znaleźć się pod salą Emi. Wszedłem do środka. Delikatnie pocałowałem jej usta. Usiadłem na krześle, które znajdowało się przy jej łóżku. Położyłem głowę na jej udach i znów zacząłem płakać.
- Kocham cię, wiesz? Nie poradzę sobie bez ciebie. Musisz walczyć. Gdy się obudzisz natychmiast zabiorę cię do Barcelony. Mundial już mnie nie interesuje. Będę się tobą opiekował, abyś jak najszybciej wróciła do zdrowia.- Zacząłem opowiadać. Ktoś kiedyś powiedział, że osoby w śpiączce słyszą nas i takie rozmowy im pomagają. - Cieszę się, że cię poznałem. Pamiętam jak się spotkaliśmy po raz pierwszy. Szczerze mówiąc trochę przytłaczałaś wyglądem, ale gdzieś w twoich oczach dostrzegłem małą, zagubioną dziewczynkę, która ma jakiś ogromny problem. Później nie mogłem normalnie funkcjonować. Ciągle o tobie myślałem, a gdy straciłem nadzieję, że jeszcze kiedyś cię zobaczę, ty pojawiłaś się tak nagle. Wybiegłaś, a ja nawet nie miałem okazji żeby spytać cię o imię. Później udało mi się zaprosić cię na spacer. Pamiętam jak zarumieniłaś się, gdy zapomniałaś mojego nazwiska. Pamiętam niemal wszystkie godziny spędzone w twoim towarzystwie. Dzięki tobie moje życie nabrało kolorów. I nie próbuj mnie tu zostawiać samego. Chłopcy również nie byliby z tego zadowoleni. Napewno już czekają kiedy zobaczą cię w Sao Paolo. Ta podróż miała wyglądać inaczej. Mieliśmy teraz spacerować po Rosario. Tak wiele chciałem ci pokazać.- opowiadałem jej o wszystkim i liczyłem, że mnie słyszy.

- Panie Messi, co pan tu robi?- poczułem czyjąś dłoń na plecach i głos młodej dziewczyny. Otworzyłem oczy i popatrzyłem na nią uważnie. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że spałem z głową na materacu Emi. Nawet nie pamiętam kiedy zasnąłem. - Proszę wrócić do sali. Zaraz zjawi się tam lekarz z wypisem.- skinąłem głową i grzecznie wykonałem polecenie pielęgniarki. To pierwsza osoba z tutejszego personelu, która jest życzliwa. Usiadłem na łóżku i nagle rozdzwonił się mój telefon. Nie patrząc na wykonawcę połączenia odebrałem.
~ Żyjesz.- usłyszałem w słuchawce, sam nie wiem, czy pytanie, czy stwierdzenie radosnego Kuna.
~ Jak słyszysz...
~ Wszystko w porządku?- spytał przejęty.
~ Nie, nic nie jest w porządku.
~ Możesz mi wreszcie powiedzieć co jest grane. Przestań rozmawiać ze mną jak z Sherlockiem Holmes'em.
~ Nie krzycz na mnie.
~ Nie krzyczę, jestem zdenerwowany. Znam cię dobrze i wiem, że musiało stać się coś strasznego. Więc przestań trzymać mnie w niepewności.
~ Emilia jest w śpiączce. Nie wiadomo czy przeżyje.
~ Co?! Boże, Leo trzymaj się, a ja zaraz tam będę. Przyślij mi adres SMSem.- rozłączył się, nie czekając nawet na moją odpowiedź. Wystukałem wiadomość, a po chwili w sali pojawił się lekarz.
- Dzień dobry panie Messi. Mam pański wypis, ale zanim go panu oddam musimy zrobić rutynowe badania.- oznajmił, na co przytaknąłem.
Siedziałem przed salą, w której leżała Emi. Nie chciałem tam wchodzić ze względu na jej matkę, która ewidentnie mnie nie toleruje.
- Leo.- usłyszałem głos najlepszego przyjaciela. - Gdy tylko dowiedziałem się, gdzie możesz być od razu tu przyszedłem. Jak się trzymasz?
- Ze mną wszystko w porządku. Nic mnie nie boli, mogę się ruszać, jak widzisz.
- A Emilia?
- Jej stan nie uległ poprawie. Cały czas czekamy.- wstałem z miejsca, obracając się w stronę szyby, za którą leżała moja ukochana.
- Dlaczego nie jesteś tam z nią?
- Ta kobieta obok łóżka to jej matka. Wczoraj się pokłóciliśmy. Wiesz, co ona śmiała mi powiedzieć?!- kpiąco się uśmiechnąłem. - Najpierw wytknęła mi, że to moja wina, a później powiedziała, że dzieli nas zbyt duża różnica wieku i Emilia szybko się mną znudzi.- pokręciłem głową z niedowierzaniem. Oboje patrzyliśmy na leżącą Polkę. Niedawno lekarz poinformował mnie, że jej stan się nie poprawia, co nie wpływa dobrze na jej zdrowie.
- Tak po prostu?
- Nie, z efektami specjalnymi.- uśmiechnąłem się lekko, a on zmierzył mnie wzrokiem. - Naskoczyła na mnie niespodziewanie i zaczęła krzyczeć.- oznajmiłem, a z pomieszczenia wyszedł Adam. Uśmiechnął się do mnie, czym dodał mi otuchy.
- Chodź, wiem, że chcesz tam wejść.- oznajmił spokojnym tonem.
- Nie będę przeszkadzał waszej matce. Nienawidzi mnie, więc czemu mam się jej tam pokazywać?
- Bo kochasz moją siostrę.
- Ale...
- Powiedz mi, gdzie podział się Messi z boiska? Gdzie jest mój idol, który jest zawsze gotowy do walki?
- Jest gdzieś w tym ciele, ale zagubił się tam w środku.- odpowiedział Kun. Znów popatrzyliśmy przez szybę. Faktycznie straciłem wolę walki, ale bez Emilki byłem nikim. Opadłem bezsilnie na krzesełko, a oni zajęli miejsca obok.
- Musisz być silny dla niej.
- Ale nie potrafię tak funkcjonować. Boję się, że ona już się nie obudzi.- wyznałem, czując jak po policzkach powoli zaczynają spływać łzy.
- Każdy z nas się boi. Ona do nas wróci, jestem tego pewien. Jest silna i potrafi wiele znieść. Wiem o tym, w końcu to moja mała siostrzyczka.- zaśmiał się Adam, pokrzepiająco klepiąc mnie po ramieniu.




~~~
Nigdy nie dodawałam notek pod rozdziałem, ale nadeszła chwila, w której jest ona potrzebna.
Nie wiem czy ktokolwiek czyta tego blog.  Żyję nadzieją, że jest tam kilka osób :) mam też nadzieję, że wam się podoba. Bardzo się staram.
Przejdźmy do puenty, dla której w ogóle zaczęłam tą wypowiedź.
Chciałabym podziekwekowac Xaviemu za wiele lat pięknego futbolu w jego wykonaniu. El Maestro jest niesamowity i niepowtarzalny. Będzie nam go brakowało. Wraz z jego odejściem kończy się pewna era w Barcelonie, a nawet w całej europejskiej piłce, bo jak teraz będzie wyglądała la Liga lub liga mistrzów? Mam nadzieję, że wróci na Camp Nou jako trener i znów będziemy mogli cieszyć się jego widokiem.
Łza kręci mi się w oku, ale musimy zaakceptować jego decyzję. DLA CULES ZAWSZE POZOSTANIE WIELKIM EL MAESTRO.