poniedziałek, 26 stycznia 2015

Rozdział 10 "Czułam, jakby świat wokół mnie oszalał."


Bała się kolejnego dnia. Spojrzenia mu w oczy, by nie wyczytać z nich "zawiodłem cię...". Jedyne na co było go stać to przepraszam wypowiedzi wypowiedziane z głębi serca. 

Wszystko spiepszyłem. Jestem idiotą. To co się wczoraj wydarzyło... Nie mieści mi się to w głowie. Kocham ją, przysięgam. Jak mam jej wytłumaczyć to, co wczoraj zaszło. To naprawdę nie było tak.
- Uwaga! Piłka!- usłyszałem krzyk Mascherano. Nie zdążyłem zrobić kroku, gdy nią dostałem. Uderzenie było bardzo bolesne, ale należało mi się.
- Leo co się z tobą dzieje?!- krzyknął biegnący do mnie z drugiego końca boiska Xavi.
- Wszystko jest w porządku.- odparłem, gdy był bliżej.
- Od rana jesteś nieobecny. Pokłóciliście się?- spytał Pique. Uniosłem głowę, a wokół nas stali już wszyscy, włącznie z trenerem.
- Mówiłem już, że jest ok.- powtórzyłem szorstko.
- Nie wiem, jak wy ale ja wyczuwam Manitę ma horyzoncie.- stwierdził Gerard. 
- Zamknij sie.- warknąłem.
- Co się z tobą dzieje? Odbiło ci?- tym razem słowa skierował do mnie Fabregas.
- Chłopcy na dzisiaj koniec bo jeszcze się tu pobijecie. Jutro widzimy się na meczu Femina.- oznajmił trener, a my zaczęliśmy schodzić z boiska. Gdy doszliśmy do szatni, usiadłem na ławce obok mojej szafki i bezmyślnie patrzyłem przed siebie. Nagle poczułem na sobie cień. Już wiedziałem kto to.
- Nie możesz nam powiedzieć, co się stało?- spytał Pique.
- Miałeś rację, Manita wróciła.
- Gdzie się pojawi, tam są problemy. Co to za człowiek?!- powiedział Alves.
- Kłóciliśmy się, a ona się na mnie rzuciła. Zaczęła całować...- tłumaczyłem.
- Poddałeś się jej?! Cholera jasna, Leo!- krzyknął Gerard. - Postradałeś zmysły?!
- Daj mi dokończyć.- krzyknąłem. - Właśnie w tym momencie do domu wbiegła Emilka. Zaczęła krzyczeć, nie dała mi dojść do słowa... Uciekła, zostawiła mnie.
- Dziwisz się? A co zrobiłeś z tamtą?
- Zacząłem się na nią drzeć i wywaliłem za drzwi.
- Choć tyle z tego dobrego...
- Jaką masz pewność, że nie wróci?
- Na jej miejscu też byś się już nie pokazał.- odparłem z lekkim uśmiechem. Cieszyłem się, że dopiekłem tej zołzie. Z całego serca jej nienawidzę. - Chciałem porozmawiać z Emi, ale ona nawet nie chce o tym myśleć. Wszystko stracone...
- Nie do końca.- przerwał mi Neymar. - Pamiętasz, że rozmawialiśmy przez telefon? Chyba zapomniałeś się rozłączyć, a ja słyszałem całą kłótnie, a potem Emi. Masz jeszcze szansę.- oznajmił, pocieszając mnie tym.
- Jutro gra Femina. Pójdziecie tam i wszystko jej powiecie.
- To nie takie proste. Wiesz, jaka ona jest. Uparta, jak nikt inny.
- Nawet najtwardsza skała kiedyś się skruszy.
W ten oto sposób zaczęliśmy obmyślać plan działania. Szczerze mówiąc, nie wiem czy to się powiedzie, ale warto spróbować. W końcu nic nie tracę. Gorzej już być nie może. 

~*~

Usłyszałam drzwi i otworzyłam powieki. Kilka minut temu udało mi się zasnąć, jak widać nie na długo. Zobaczyłam Adama, nie uśmiechał się, był zamyślony i nieobecny. Zmartwiłam się.
- Jak się czujesz?- spytał.
- Bez zmian, ale ciebie coś gryzie.- odparłam.
- Myślę, czy mam ci to mówić.
- Ale co?- spojrzałam pytającym wzrokiem.
- Cała szkoła huczy od plotek na temat twój i Leo. Podobno byliście w jakiejś gazecie.
- Czyli wszyscy już wiedzą... Moja popularność wzrośnie. Ale trochę za późno się tym zainteresowali. Masz poczytaj.- z torby treningowej wyjęłam gazetę, którą wczoraj kupiliśmy i rzuciłam na łóżko. -  Czytaj te chore domysły.- wziął do ręki gazetę i zaczął  czytać artykuł.
- Co to jest?!- rzucił ją na podłogę.
- Życie twojej bliźniaczki.- odparłam wzruszając ramionami.
- Nie ważne. Byłem u Alonso, powiedziałem, że się zatrułaś i boli cię brzuch. Obiecałem, że jutro do wieczora ci pomogę i powiedział, że wystawi cię w pierwszym składzie.
- Naprawdę?!- przytuliłam go mocno.
Z torbą na ramieniu weszłam do szatni. Wszystkie oczy skierowały się w moją stronę. Poza Daniell, która mnie przytuliła, gdy odstawiłam torbę.
- Adam wszystko mi powiedział. Tak ci współczuję.- wyszeptała mi do ucha. - Nie myśl o nim. Wiem, że to nic ci nie pomoże, ale wszystko będzie dobrze.
- Jak się czuje nasza gwiazdka?- spytała kąśliwie Lona. - Cała szkoła o tobie mówi, cieszysz się? Stałaś się popularna. Zerwiesz z nim dzisiaj, czy jeszcze trochę się nim pobawisz?
- Nic o mnie nie wiesz.- syknęłam. - Nie masz prawa mnie oceniać.- podniosłam głos. - Jesteś zazdrosna bo ja wychodzę od pierwszej minuty. Wypadłaś żebym mogła wejść.- odwróciłam się do niej i zaczęłam przebierać. Zmieniłam bluzkę, spodnie, a ona coś do mnie mówiła. Wyłączyłam się i żadne jej słowo do mnie nie docierało. Jej zdanie miałam w głębokim poważaniu. Związałam włosy po czym zaczęłam wiązać korki.
- Czy ty mnie słuchasz?!- krzyknęła, a ja na nią spojrzałam.
- Nie.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wzruszając po raz kolejny ramionami. - Już ci mówiłam, gdzie mam twoje zdanie. Mam to powtórzyć przy całej szatni?- spojrzała na mnie wrogo, a ja się zaśmiałam. Nie znoszę jej z całego serca, które swoją drogą jest złamane. Poszłyśmy do tunelu. W środku dziewczyny zaczęły rozmawiać z koleżankami z drużyn narodowych, a ja stałam sama.
- Hej, Ania.
- Hej, Ola.- usłyszałam polski. A może mi się przesłyszało. Obróciłam głowę i zobaczyłam dwie dziewczyny.
- Hej, Emilia.- uśmiechnęłam się.
- Miło nam poznać siostrę Adama.
- Znacie mojego brata?- zdziwiłam się.
- Nie wiesz, że grał w reprezentacji Polski?- popatrzyły na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Wcześniej go nienawidziłam, ostatnio zmieniłam co do niego zdanie. Długo gracie w Realu?
- Ja gram drugi sezon, a Ola grzeje ławę.
- W lato zmieniam barwy klubowe. Anglia, może zostanę w Hiszpanii. Wszystko przede mną.- zaśmiała się.
- Idzie sędzia. Powodzenia Emi.- życzyła mi Anka.
- Powodzenia. Ale my wygramy.
- Marzenia.- odpowiedziała, a ja się zaśmiałam. Po chwili zaczęłyśmy wychodzić na murawę. Chyba nigdy wcześniej się tak nie stresowałam. Zaraz umrę na zawał. Pierwszy raz miałam szansę obejrzeć Camp Nou z perspektywy boiska. Dziś wyjątkowo gramy na tym stadionie bo podobno dużo osób chce zobaczyć damskie Gran Derbi. Przeleciałam wzrokiem po trybunach. Rzeczywiście wszystkie miejsca były zajęte. W trybunie VIP zobaczyłam Adama. Patrzył to na mnie to na Daniell i ściskał kciuki. Odśpiewałyśmy hymn, kapitanki poszły wybrać połowy, a chwilę później usłyszałam pierwszy gwizdek. Zaczynały dziewczyny z Madrytu. Mój pierwszy odbiór nieudany, drugi, trzeci, czwarty... Minęło piętnaście minut, a ja nie wykonałam nawet jednego celnego podania. Zauważyłam, że potykam się o własne nogi. Co się ze mną dzieje?! Emilia ogarnij się! Nagle usłyszałam obok siebie głos Daniell. Położyła dłonie na moich ramionach i spojrzała na mnie.
- Wyłącz myślenie. Liczy się tylko piłka. Wiem, że potrafisz. Jesteś najlepsza. Pomyśl, że jesteś na treningu.- zaczęła mnie motywować.
- Dziękuję Dani, ale one już zaczęły grę.- zaśmiałam się do niej. Odbiegła ode mnie, klepiąc po plecach. Dobra, teraz pokaż na co cię stać. Pokaż Lonie, że jesteś lepsza. Dawaj, dawaj, dawaj! Nie pamiętam, kiedy i jak zabrałam piłkę jednej z dziewczyn. Zaczęłam biec z nią przed siebie. Mur, nie dam rady. Tak biegnie Lorena. Podałam ją do niej, a ona umieściła ją w siatce. Podbiegła do mnie i zaczęłyśmy się ściskać.
- Jest trzydziesta siódma minuta, a ty zaliczyłaś właśnie pierwszą asystę w życiu.- powiedziała, a chwilę później poczułyśmy ciężar dziewczyn.
Zaczęła się kolejna akcja. Tym razem Anna biegła z piłką, próbowałyśmy ją zatrzymać, jednak z marnym skutkiem. Na szczęście udało się to Noelle. Pokazuje dzisiaj ogromną formę. Jest jak ten bramkarz reprezentacji Hiszpanii Iker... Iker... Casillas. Pamiętam. Do końca pierwszej połowy nic się nie wydarzyło. Wróciłyśmy do szatni, gdzie Alonso zmotywował nas do jeszcze większej walki. Po piętnastu minutach znów wybiegłyśmy na boisko. Stanęłam na środku naprzeciwko Loreny. Prawą nogę trzymałam na piłce, aby za chwilę podać do koleżanki z drużyny i wznowić grę. Pierwsze dwadzieścia minut należało do Realu. Ich forma wzrosła, nie wiem co się stało w szatni, ale były zupełnie inne. Więcej dynamiki, prędkość, drybligni... Niestety jeden z nich był za skuteczny i piłka znalazła się w naszej bramce. Noelle wyraźnie posmutniała. Nie zważając na nic pobiegłam do niej.
- Wszystko jest ok. Zaraz to odrobimy, obiecuję.- oznajmiłam, po czym wróciłam na miejsce. Daniell biegła z piłką, gdy trzy przeciwniczki ją okrążyły. Kopnęła piłkę, ona przeleciała między nogami jednej z nich i przyjęłam ją ja. Droga do bramki była prawie pusta. Stały tam dwie defensorki. Przedryblowałam je, tak jak nauczył mnie Enrique i kopnęłam futbolówkę. Całe Camp Nou zaczęło krzyczeć, a ja stałam bez ruchu. Nie wiedziałam co się dzieje. Czułam, jakby świat wokół mnie oszalał. Po części tak było. Właśnie prowadziłyśmy 2:1.
- Dlaczego się nie cieszysz?- pierwsza podbiegła do mnie Lorena. - Strzeliłaś gola, zobacz.- pokazała mi ekran. Strzał był piękny. Trafiłam idealnie w lewy, dolny róg.
- Strzeliłam! Strzeliłam pierwszego gola!- zaczęłam krzyczeć, po czym skoczyłam na Daniell, przytulając się do niej. Po chwili radości zaczęłyśmy grę. Około siedemdziesiątej minuty Luise zamieniła Lona. No to pięknie. Już po meczu. Nie zdziwię się, gdy pomoże przeciwnicznom byle tylko mi dopiec... Gra toczy się dalej. Carmen biegła z piłką, gdy nagle jedna z defensorek Realu podcieła ją. Żółta kartka i rzut wolny. Ustawiają się do niego Lona i Daniell. Gdy siedziałam na ławce zauważyłam, że to zawsze one go wykonują. Do tej pierwszej podbiegła Mia, która zastąpiła Carmen.
- Lona trener karze ci odejść. Emilia ma wykonać wolny.
- Co?! Nigdy!
- Ogłuchłaś?!- spytała Fernández, gdy ta się nie ruszała. Z założonymi na piersi rękami odeszła, a w zamian na dwudziestym pierwszym metrze pojawiłam się ja. Dani wyszeptała mi taktykę i tak zrobiliśmy. Ona wykonała wolny lekko podając do mnie, a ja umieściłam piłkę idealnie pod poprzeczką. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam. Tego się nie spodziewały osiemdziesiąta trzecia minuta i 3:1 dla nas. Za chwilę gra znów zostaje wznowiona. Była dziewięćdziesiąta pierwsza minuta. Ostatnia nasza akcja. Lona biegła z piłką, a ja stałam idealnie ustawiona. Wystarczyło delikatne kopnięcie, a futbolówka leżałaby w siatce. Ale co ją obchodzi dobro drużyny. Lepiej stracić piłkę niż mi podać, oczywiście. Oddała strzał stojąc między czteroma piłkarkami, poza tym zupełnie niecelny. W tej chwili sędzia dmuchnął  w gwizdek i gra była skończona. Zabrałam piłkę i żegnając się z rywalkami, a szczególnie z Anną schodziłam z futbolówką pod pachą.
- Szepnę trenerowi kilka słów i mam nadzieję, że zobaczymy się w reprezentacji.- puściła mi oczko, po czym zniknęła. Wszystkie dziewczyny były już w szatni, kibiców zostało niewielu, a ja siedziałam na środku boiska z piłką w dłoniach i cieszyłam się z naszego zwycięstwa. Po godzinie wstałam z murawy i udałam się w stronę przebieralni. W tunelu było zupełnie ciemno, ale zauważłam postać, która stała pod ścianą. Wszędzie go poznam. Patrząc przed siebie szłam, unikając jego wzroku. Zatrzymał mnie dopiero, gdy znajdowaliśmy się niedaleko źródła światła. Emilia nie patrz w jego oczy! Nie wolno ci, rozumiesz?! Biłam się z myślami. Nie mogę na niego spojrzeć bo wiem, że przegram.
- Możesz mnie puścić?- spytałam, gdy trzymał mnie za nadgarstek, ale nic nie mówił. Nie chciałam żeby mnie dotykał. Zranił mnie i jeszcze chce ze mną rozmawiać. - Nie zrozumiałeś, co ci wczoraj powiedziałam?- spytałam głośniej.
- Daj mi to wytłumaczyć.- prosił.
- I co mi powiesz, że byłeś pijany, że to jej wina, że to wyszło przypadkiem. Co by się stało gdybym przyszła kilka minut później? Wolę o tym nie myśleć.- spojrzałam na jego twarz. - Boże, Leo co ci się stało?- dotknęłam jego policzka, lecz szybko zabrałam rękę.
- Dostałem od twojego brata.
- Adam, coś ty zrobił?!- powiedziałam do siebie, łapiąc się za głowę. Przecież obiecał, że nie zrobi nic głupiego.
- Należało mi się. Skoro mnie nie chcesz słuchać, to wysłuchaj chociaż jego.- nagle pojawił się Neymar.
- Dobrze, ale jest on twoją ostanią szansą.- oznajmiłam i zaprosiłam go do szatni. Sprawdziłam, czy napewno nikogo nie ma i poleciłam mu mówić.
- Piękny mecz.- zaczął.
- Nie przyszedłeś tu chyba, żeby mówić o meczu, ale jeśli chcesz ja chętnie zmienię temat. Nie chcę słuchać bajek o tym dupku.- oznajmiłam. - Oszust.- dodałam pod nosem.
- Tego wieczoru rozmawiałem z Leo przez telefon, gdy zadzwonił dzwonek. Przeprosił mnie i poszedł otworzyć drzwi. Chwilę później usłyszałem kobiecy głos, chciałem się rozłączyć bo myślałem, że to ty, ale oni zaczęli się kłócić. Ona mówiła, że za nim tęskni, że bez niego cierpi i takie tam. Z resztą pewnie kłamała. Nagle usłyszałem, jak Leo pyta się jej: "Co ty robisz" a ona "To co mi się należy, napewno za tym tęskniłeś". Nastała cisza i wbiegłaś ty. Później była awantura, znów cisza, a później Leo wrócił do domu. Znowu zaczęli krzyczeć. Wydaje mi się, że on płakał. Zaczął jej mówić, że nigdy nie będą razem, że jest dziwką, że zniszczyła jego związek, że cię kocha, a teraz nie chcesz go znać. Coś tam jeszcze powiedział, ale nie pamiętam co, a ona wyszła trzaskając drzwiami. O tym co teraz ci powiem Leo nie wie. Postanowiłem jeszcze się nie rozłączać. Słyszałem, tym razem jestem pewien, że płakał. Mówił, że wszystko spiepszył, że jest beznadziejny, że już nigdy nie zazna smaku twoich ust, że już nigdy nie będzie mógł wziąć cię w ramiona i tak po prostu, bez powodu przytulić. Stwierdził, że życie bez ciebie nie ma sensu. Powiedział, że nawet piłka jest bez ciebie niczym. Emi proszę cię, wybacz mu. On nie potrafi bez ciebie funkcjonować.- opowiedział mi wszystko ze szczegółami, a ja zaczęłam płakać. Byłam rozdarta. Serce krzyczało "wróć", a rozum "przecież cię zdradził". Chciałam wierzyć sercu, ale w życiu zazwyczaj kieruję się głową. To ona podejmuje lepsze decyzje.
- Dlaczego mam ci zaufać? Ta historia jest niewiarygodna.- odparłam.
- Mogłem kłamać i podejrzewam, że skorzystałbym na tym.
- Nie rozumiem...
- Mogłem zataić prawdę, zerwałabyś z nim, a ja spokojnie bym mógł...- zatrzymał się. Nie rozumiałam go. O co mogło mu chodzić.
- O co chodzi?- dopytywałam.
- Emilia bo... Bo ty mi się podobasz.- oznajmił, a ja prawie spadłam z ławki. - Nie jest to miłość, ale jesteś naprawdę świetną dziewczyną. Nigdy wcześniej takiej nie spotkałem. Z resztą nie tylko mi się podobasz, Alexisowi i tak dalej.
- Ney, nie wiem co mam ci odpowiedzieć.
- Po prostu idź teraz do niego i mu wybacz.
- Ale to nie jest rozwiązanie. Ja nie mogę się wam podobać. Boże, stawiacie nie w trudnej sytuacji.
- Zapomnij o tym ostatnim i przemyśl to pierwsze. Musisz mu wybaczyć.
- Nie Ney, nie muszę. Widziałam jak ją całuje...
- Nie Emi.- przerwał mi. - To ona całowała jego. On, by ci tego nie zrobił.- zakończył. Zbyt dużo się teraz dowiedziałam. Za dużo, jak na moją głowę.
- Przutulisz mnie?- spytałam, a on wykonał moją prośbę.
- Przemyśl to jak najszybciej. Z nim jest coraz gorzej.- dodał. - Muszę się zbierać. Mam nadzieje do zobaczenia.
- Pa Ney.- odpowiedziałam cicho. Wyszedł, a ja zabrałam ręcznik i poszłam pod prysznic. Szybko się umyłam po czym przebrałam i wróciłam do domu.

~*~

Pojawienie się na tym meczu wiele mnie kosztowało. Patrzenie na nią i świadomość, że już nigdy nie będzie moja bardzo boli. Nie umiałem sobie z tym poradzić. To jest zbyt trudne. Chłopcy próbują mnie pocieszyć, ale przy nich udaję, że jest dobrze. Czekałem pod szatnią na Neymara. Niecierpliwiłem się jak dziecko, które czeka na rożka wypełnionego lodami. Wyszedł ze spuszczoną głową.
- Nie wiem, czy to wypali. Jeśli o to chodzi, to nie da się jej przekonać.
- Dlaczego otworzyłem Manicie te cholerne drzwi.
- Nie przejmuj się. Może wszystko się ułoży. Powiedziała, że to przemyśli. Ale jej mina nie wskazywała nic dobrego. Rozpłakała się. Jest bezsilna. Chodźmy stąd.- powiedział i zabrał nie stamtąd. W domu jedyną rzecz jaką zrobiłem to położenie się na łóżku.

~*~

Znów leżę na łóżku i płaczę. Nie wiem co mam o tym myśleć. To wszystko jest takie niewiarygodne, ale z drugiej strony jest bardzo prawdopodobne. Jeszcze ten tekst "Podobasz mi się". Co to miało znaczyć. Jestem, a właściwie byłam dziewczyną jego kumpla. Powiedział, że to nie miłość, ale z miłością nigdy nic nie wiadomo. Mam dość, idę spać. Nawet wygrana mnie nie cieszy...


niedziela, 25 stycznia 2015

rozdział 9 "Ale jeśli ty byś mi to zrobił, bolałoby mnie jeszcze bardziej"

Wierność jest pierwszą z cnót; to ona nadaje naszemu życiu jedolitość. W przeciwnym wypadku rozprysnęłoby się na tysiące chwilowych wrażeń, jak na tysiąc szklanych odłamków. 


Otworzył drzwi, a to co tam zobaczył chyba mocno go zszokowało... 
Przed drzwiami stała dziewczyna z dwiema walizkami.
- No hej!- krzyknęła. Starałam na schodach patrząc na to co tam się dzieje. Kim była do cholery ta dziewczyna?! Jej słodki głosik zwiastował coś złego.
- Co ty tu robisz?- spytał.
- Jak to, co? Wróciłam. Tęskniłeś, prawda? Dlaczego twoja gosposia chodzi półnaga?
- Nie wrócisz tu, nigdy. A to nie jest gosposia. To moja dziewczyna.- słyszałam w jego głosie wzburzenie.
- Zdradzasz mnie!- krzyknęła. Że co?! Kto to jest i jakim prawem wygaduje takie bzdury.
- Zastanów się, co ty w ogóle mówisz. Nie jestem z tobą już ponad rok.- zaczął krzyczeć. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Ale skarbie, myślałam, że chcesz żebym wróciła.
- Nie chcę, nigdy nie będę chciał. Wolałbym być sam niż z taką osoba, jak ty.
- Skarbie...- nie dokończyła, bo Leo zamknął jej drzwi przed nosem. Oboje staliśmy jak zamurowani.
- Kto to był?- spytałam szeptem. W głębi duszy bałam się odpowiedzi. W końcu jestem tylko siedemnastolatką z Polski.
- Manita, opowiadałem ci o niej.- odpowiedział uspokajając się. 
- Ta, o której właśnie pomyślałam?
- Niestety. Ale nie przejmuj się, proszę.- podszedł i przytulił się do mnie.
- Po co tu przyszła?
- Tak, jak słyszałaś, chciała do mnie wrócić.
- Czyli już mogę pakować się z twojego życia...- odwróciłam się z zamiarem ucieczki, lecz Leo złapał mnie za nadgarstek, sprawiając jednocześnie, że się do niego obróciłam.
- Nigdy na to nie pozwolę. Teraz w moim sercu jesteś tylko ty. Na zawsze. Emilka z tobą moje życie się zmieniło, stałem się lepszym człowiekiem.- spojrzał mi głęboko w oczy i pocałował. Podniósł mnie i posadził dopiero na kanapie. Usiadł naprzeciwko mnie, trzymając moje dłonie.
- Uwierz mi. Nic już mnie z nią nie łączy.
- Byłam kilka razy zdradzana. Wiem jak to boli. Ale jeśli ty byś mi to zrobił, bolałoby mnie jeszcze bardziej.
- Nigdy bym cię nie zdradził.
- Możesz mieć tyle kobiet, a wybrałeś nastolatkę z Polski. Poza tym ona jest ode mnie starsza i dzieli was mniejsza różnica wieku. W dodatku jest ładniejsza.
- Wybrałem najlepszą, najpiękniejszą i najcudowniejszą kobietę na świecie. W dodatku gra w piłkę, czyli robi to co ja. Wiek nie gra roli. Dobrze wiesz, że kocham cię za to jaka jesteś.- powiedział i otarł jedną samotną łzę, która właśnie spływała po moim policzku.
- Nie płacz.
- Nie mogę, jeśli wiem, że jest szansa, że cię stracę. 
- Nie ma takiej szansy. Głuptasie nawet tak nie myśl. 
- Jesteś dla mnie bardzo ważny.
- Ty dla mnie też...- oparłam o niego głowę, a on gładził moje włosy. Nie odzywaliśmy się ani słowem. Po prostu oboje musieliśmy w ciszy przemyśleć, to co właśnie się stało. 
- Za godzinę mam trening, jedziesz?- przerwał milczenie, które trwało już pół godziny. 
- Nie mogę, ja też mam trening. 
- W takim razie może pojedziemy razem?
- Dobrze, ale najpierw musimy wstąpić po moją torbę.- odrazu po wyjściu z domu, udałyśmy się po mój strój. Na parkingu Ciutat Esportiva byliśmy jakieś dziesięć minut przed rozpoczęciem treningów. Udaliśmy się do swoich szatni rozdzielając się przed ostatnim korytarzem. Usiadłam na ławce obok swojej szafki. Wpatrywałam się w jeden punkt oddalony ode mnie. Wciąż miałam w głowie Manitę. Nurtowało mnie jedno pytanie: Po co wróciła? Dla rozgłosu? Aby namieszać w jego życiu? A może rzeczywiście go kochała i chciała do niego wrócić. Sama nie wiem. Spojrzałam na zegarek. Mam cztery minuty, a jeśli się spóźnię Alonso mnie zabije. Do mojego debiutu zostało kilka dni i chciał przygotować mnie do tego jak najlepiej. Przebrałam się najszybciej jak potrafiłam i wybiegłam z szatni. Z korkami w dłoniach wbiegłam na murawę. Rozejrzałam się wokoło,  nigdzie nie zauważyłam trenera więc usiadłam na trawie powoli wiążąc sznurówki. Daniell zaczęła iść w moją stronę. Chyba wyczuła moje przygnębienie. Szykuje się grubsza rozmowa. 
- Hej.- uprzedziłam ją posłając wymuszony uśmiech. 
- Nie udawaj, przecież widzę, że coś jest nie tak. Pokłóciłaś się z Leo?
- Ciszej. Nie mów o nim tak głośno, przecież one nic nie wiedzą.- jednak spytała, lecz ja dalej próbowałam odwrócić kota ogonem.
- Już niedługo się dowiedzą.- odparła wzruszając ramionami. - Dlaczego zmieniasz temat? Co się między wami stało? 
- Dziś rano w jego drzwiach stanęła niejaka Manita.- odparłam szeptem, na co Daniell zareagowała kaszlem i duszeniem się. Poklepałam ją po plecach. Usiadła obok mnie. - Lepiej?- spytałam zatroskana. 
- Tak dziękuję.- wzięła kilka głębokich oddechów. - Czy ja dobrze usłyszałam? Manita?!- niemal krzyczała, a ja szybko zakryłam jej usta dłonią. 
- Ciszej.- odparłam zdenerwowana. - Tak Manita.
- Czego chciała?
- Sama bym chciała się dowiedzieć. Kłócili się. Mówiła coś o powrocie, ale zamknął jej drzwi przed nosem. 
- Szmata.- syknęła Hiszpanka. Czy tylko ja nie wiem o co tu do jasnej cholery chodzi?! Co się stało, że aż tak wszyscy jej nienawidzą?! - Przepraszam. Ale się zdenerwowałam. Wyrządziła mu tyle krzywdy i jeszcze ma czelność pokazywać się w jego domu. Podła jędza...- naszą rozmowę przerwał krzyk trenera, który wchodził właśnie na boisko i zapraszał nas na zbiórkę.
- W piątek gracie mecz z damską sekcją Realu. Czeka was ciężkie zadanie i mam nadzieję, że wszystko skończy się po naszej myśli. Na początek piętnaście kółek.- zaczęłyśmy jęczeć. - No raz, dwa! Raz, dwa!- klasnął w dłonie, a my pobiegłyśmy. Truchtałam u boku Daniell, jednak w ogóle nie mogłam się skupić. Nagle poczułam, jak ktoś mnie unosi. To nie mogło skończyć się dobrze...

~*~

Pojawienie się Manity całkowicie wtrąciło mnie z równowagi. Czego ona tu jeszcze chciała?! Już zapomniała, jak rok temu traktowała mnie jak śmiercia i zdradzała. Nigdy jej tego nie wybaczę. Widziałem, że Emilkę również to nurtowało. Sprawa była dość delikatna. Musiałem odreagować, a trening był do tego idealną okazją. Rozgrzewaliśmy się, gdy ujrzałem dziewczyny z FC Barcelona Femina. Wśród nich była moja kochana szatynka. Siedziała na murawie i chyba wiązała korki. Była bardzo zamyślona. Wciąż myślała o mojej byłej. Nie chciałem jej ranić, ale nie miałem również wpływu na zachowanie Manity. 
- Chłopcy popatrzcie tam.- uśmiechnąłem się i wskazałem na nią palcem. Ney od razu spojrzał w tamtą stronę. 
- Nasza malutka Emi!- krzyknął. 
- Femina ma teraz trening? Przecież my nigdy nie mamy treningów w tym samym czasie.- spostrzegł Xavi, który zawsze miał głowę na karku. 
- Chodźcie po nią!- wtrącił się Alexis.
- Alonso jej nie puści. Nawet o tym nie marz.- Hernandez przygasił jego entuzjazm. - Tym bardziej, że zbliża się damskie Gran Derbi. 
- Założymy się?- spytał z głupim uśmieszkiem Neymar. - Chodźmy wszyscy razem. 
- Martino jest u Rossela wiec mamy jakieś dziesięć minut.- wtrącił się Pique, a już po chwili słychać było tupot korków odbijających się o beton. Szliśmy w stronę sąsiadującego boiska. Zatrzymaliśmy się obok trenera Alonso, który stał przypatrując się biegającym piłkarkom. Na nasz widok zatrzymały się otwierając szeroko usta. Tylko Emilia wraz z Daniell nie zważały na nas i biegły dalej. Była tak zamyślona, że nie zmieniała nawet tempa, a jej wzrok był utkwiony daleko przed siebie. 
- Dzień dobry.- uśmiechnął się Neymar. 
- No biegamy, biegamy!- krzyknął do dziewczyn, a one wznowiły rozgrzewkę. -Witajcie, co was do mnie sprowadza? Rozumiem, że nie przychodzicie bezinteresownie w czasie swojego treningu.- tym razem zwrócił się do nas, nie zmieniając kierunku wzroku. 
- Czy trener odda nam jedną z tych dziewczyn?- spytał Alexis.
- Jak zawsze bezinteresowni. Zależy którą. 
- Tą z niebieską przepaską na włosach.- wskazał na moją dziewczynę.
- Emilkę?- zdziwił się. - Nie mogę się na to zgodzić. W piątek mam zamiar wystawić ją w pierwszym składzie. To ma być jej debiut. Jeśli chcecie mogę wam oddać Lonę albo Mercedes. 
- Nie, my chcemy Emilkę.- odparł bez namysłu Neymar. Uparci są. Cóż mojej dziewczyny po prostu nie da się nie lubić.
- Ale wam na niej zależy.- zaśmiał się. - Dlaczego?
- Wygląda na dobrą.- wtrąciłem się przed Alexisa, który o mały włos czegoś nie wychlapał. Spojrzałem na niego wrogo.
- Możemy? Będzie bezpieczna.- tym razem stawił się z nami Xavi, któremu ostatecznie uległ Alonso. Chłopcy ucieszyli się. Już mieli biec w jej stronę, gdy ja ich zatrzymałem. Stanęliśmy w kółku i zaczęliśmy się nagradzać. 
- Możemy jeszcze tą z różową frotką na prawej ręce?- spytał Alexis.
- Daniell? Chcecie zabrać mi najlepsze zawodniczki?- zaśmiał się. - Dobrze bierzcie je obie. Ale mają wrócić w nienaruszonym stanie. Niedługo ważny mecz.- również wyraził zgodę. Chłopcy pobiegli po dziewczyny, szczerząc się niczym głupi do sera wpatrywałem się w Emi, niczego nie rozumiejącą i bijącą Neymara, który niósł ją przerzuconą przez ramię. Za nim podążał Alexis trzymający w takiej samej pozycji Daniell. Obie były zszokowane. 

~*~

Byłam wściekła. Biłam Neymara z całych sił, ale on nie wykazywał żadnej reakcji. Rozumiecie, żadnej! Szedł dalej. Idioci! Czego oni ode mnie chcą?! Nie mam humoru na żarty. To wszystko przez tą pieprzoną Manitę. Nie mogę przestać o niej myśleć. Co jeśli Leo do niej wróci? Może dalej ją kocha. Emilia, idiotko uspokój się!
- Możecie mi powiedzieć, co tu się tak właściwie dzieje?- spytałam, gdy wchodziliśmy na boisko chłopców. Właściwie to oni wchodzili, my byłyśmy wnoszone. Nie żebym miała coś przeciwko, ale wolę ramiona Lio.
- Dzisiaj będziecie trenować z nami.- stwierdził radośnie Brazylijczyk. 
- Ale niedługo mam ważny mecz.- odparłam z oburzeniem. - Wiecie ile pracowałam, aby wyjść wreszcie w pierwszym składzie?!
- Uspokój się maleńka... 
- Sam jesteś maleńka.- odpowiedziałam oburzona. Co on sobie myślał. - Nie mam dziś ochoty na żarty.
- Dobrze, już dobrze.- zaśmiał się. - To tylko jeden trening, w dodatku z nami. To będzie dużo wyższy poziom i będziecie mogły się sprawdzić. Zobacz, jak tamte dziewczyny na was patrzą.- zdjął mnie ze swojego ramienia. To samo uczynił Alexis z Daniell. Spojrzałam w miejsce, które wskazywał. Faktycznie stały wlepiając w nas swój wzrok. 
- To jak? Gracie, czy wymiękacie?- spytał rozbawiony Pique. Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Fernández.
- Sam wymiękasz! Cieniasy!- krzyknęłam, a on zaczął mnie gonić. Uciekałam najszybciej jak mogłam, lecz w pewnym momencie wpadłam na Leo. Oboje upadliśmy na murawę. On leżał na plecach, a ja na nim. Uśmiechnął się do mnie, a ja skradłam mu szybkiego buziaka. Było to trochę bezmyślne z mojej strony bo przecież dziewczyny mogły to widzieć, ale nie mogłam się powstrzymać. Chwilę później poczułam, jak znów ktoś przerzuca mnie przez ramię.
- I kto tu jest cieniasem?- zaśmiał się głośno Pique.
- Nienawidzę cię Gerard.- próbowałam udawać złą. Popsuł romantyczną atmosferę. 
- Ja też cię kocham.- odparł zapewne z szerokim uśmiechem. 
- Co się tutaj dzieje?!- krzyknął Martino, kończąc nasze wygłupy. - Javier wam pozwolił?- zgodnie pokiwali głowami. Widziałam bo odchyliłam się lekko. Moje serce biło bardzo szybko. Chciałam zeskoczyć z ramion Pique, jednak z marnym skutkiem. Zbyt mocno mnie trzymał. - Że wy się na to zgodziłyście.- zaśmiał się radośnie trener. - Na waszym miejscu nigdy, bym tego nie zrobił.- powtórnie się zaśmiał. Jednak nie był taki straszny, jak myślałam. Był miły. - Skoro są wszyscy bierzmy się do pracy. Podzielcie się na składy.- oznajmił. Mi przypadło miejsce w drużynie z Leo, Neymarem, Iniestą, Xavim, Pique oraz Bartrą. 
- To jest nie fair!- krzyknął Alexis niczym małe dziecko. On był w drużynie z Daniell, Fabregasem, Danim, Jordim, Pedro oraz Valdesem. 
- Ale wy macie Valdesa!- odkrzyknęłam. - Alexis nie bądź, jak baba i...- nie dokończyłam bo Chilijczyk zaczął mnie gonić. Uciekałam przed nim po całym boisku, by na koniec schować się za Messim.
- Leo odejdź bo muszę ją udusić.- oznajmił cały czerwony. Argentyńczyk patrzył to na mnie, to na Sancheza. 
- A co będę z tego miał?- spytał, a ja oniemiałam. On chciał mu ustąpić.
- Głupku, chcesz mnie wydać na rychłą śmierć?- zaśmiałam się do niego. Ten wzruszył ramionami i czekał na odpowiedź. 
- Więc... oddam ci moje porsche, albo nie to czerwone ferrari. Do tego będę ci asystował przez najbliższe trzy miesiące i oddam ci jedną z moich dziewczyn.- Argentyńczyk jeszcze raz na mnie popatrzył łobuzersko się przy tym uśmiechając. 
- Okej.- odrzekł po czym podali sobie ręce.
- Leoś proszę nie rób mi tego.- mocno się do niego przytuliłam. - Jak już umrę to będę przychodziła do ciebie codziennie w nocy i już nie zaznasz spokoju. Przemyśl to jeszcze.- zbliżyłam się do niego, stanęłam na palcach i pocałowałam go krótko zasłaniając nas włosami.
- Sorry Alexis zmieniam zdanie. Przekonała mnie.- zaśmiał się głośno, po czym cała ekipa wybuchła niepohamowanym śmiechem wraz ze mną i Sanchezem. Gdy się trochę uspokoiliśmy podeszłam do niego z zamiarem podania sobie dłoni na zgodę, lecz on przerzucił mnie przez ramię i pomaszerował do bramki.
- Ej ty, Messi! Jeśli chcesz ją z powrotem to musicie z nami wygrać!- krzyknął do mojego chłopaka. 
- A co jeśli przegramy?- spytał.
- Wtedy ja ją zabieram.- odpowiedział poruszając brwiami. Nie podoba mi się to. Oj nie podoba.
- Ej! Nie jestem waszym kolejnym trofeum do wgrania.- teatralnie założyłam ręce na piersi. Posadził mnie nieopodal swojej bramki.
- Nie ruszaj się stąd.- zabawnie pogroził mi palcem. Piłkarze i piłkarka zaczęli mecz o mnie(?). Dziwnie się z tym czuję. Dziecinada. W sumie to dobrze, że nie muszę biegać. Od rana w głowie mam tylko Manitę. Tak wiem... Leo zapewniał mnie o swoich uczuciach, ale nie wierzę tej dziewczynie. Ona coś kombinuje. Inaczej nie zjawiłaby się w Barcelonie po roku i w dodatku bez słowa. Z zamyślenia wyrwał mnie krzyk Alexisa. 
- Szykuj się na randkę z boskim Chile. 
- Chyba w snach.- odparłam. Wstałam ze zdenerwowania. Lubię Sancheza, ale to tylko kolega, nic więcej. Kocham Leo. Muszę mu jakoś pomóc wygrać. Tylko jak? Zaczęłam zastanawiać się nad formą pomocy. Byłam pochłonięta chęcią zemsty, gdy rozległ się kolejny krzyk.
- Jeszcze nie wszystko stracone, pamiętaj!- krzyknął znajomy mi głos. Tak! Leo zremisował, a ja wpadłam na genialny pomysł, który miałam zaraz wykonać. Musiałam wyczuć idealny moment. Po pięciu minutach bez zmiany wyniku, takowy się nadarzył. Ney rozpędzał się z piłką przy nodze lecz nie miał komu podać. Kopnął do mnie, a ja niespodziewanie umieściłam piłkę idealnie w prawym okienku. Całe szczęście, że byłam blisko przeciwnej bramki. Tego Alexis nie przewidział. Przytuliłam Neymara, dziękując jednocześnie za podanie po czym podbiegł do mnie uradowany Lio.
- Świetnie to wymyśliłaś.- przytulił mnie i pocałował w policzek. Kurcze, czułam się dumna z siebie bo strzeliłam bramkę nie byle komu bo Valdesowi, ale byłam również dumna z nas. Ze mnie i Leo. 
- To się nie liczyło!- krzyknął oburzony Sanchez.
- Nie powiedziałeś, że nie mogę kopać.- zaśmiałam się. Gerardo widząc nasze wygłupy złapał się za głowę i z bezsilności nią pokręcił. Po czym poprowadził dalej trening. W dalszej części przebiegał spokojnie. Rozegraliśmy jeszcze kilka meczów z czego Alexis był niezmiernie szczęśliwy bo mógł być ze mną w drużynie. Nie powiem schlebiało mi to, ale czułam się też niezręcznie. Sanchez to naprawdę miły gość i zasługuje na kogoś równie dobrego. A ja raczej się nie nadaję. Poza tym kocham Leo i to z nim uwielbiam spędzać czas. Po skończonym treningu wraz z Daniell udałam się do szatni. Weszłyśmy do środka i nagle zapanowała cisza. Słychać było tylko nasze nierówne oddechy. 
- Łączy cię coś z Leo?- z tłumu wyszła Lona. Niedobrze, one już wiedzą.
- Jakim Leo?- spytałam chcąc udawać idiotkę. Cóż może zadziała. Zawsze warto próbować, prawda?
- Nie udawaj.- odpowiedziała z politowaniem w głosie. - Mówię o Messim.
- To ten wysoki z niebieskimi oczami?- ponownie zadałam jej pytanie. Musiałam brnąć w to dalej. Oczywiście, że Pique to Leo... Tak, tak jesteś coraz bardziej wiarygodna.
- Ten, z którym się całowałaś, i z którym leżałaś na boisku.
- Aaa, ten. Wypraszam sobie. Z nikim się nie całowałam, a to, że na niego wpadłam to zwykły przypadek. Spotykam ich pierwszy raz.- odpowiedziałam z politowaniem i podeszłam do szafki po ubrania oraz ręcznik.
- Nie kłam. I teraz powiedz, że Neymar cię nie znał i od tak sobie wybrali ciebie i Daniell. Wolne żarty. 
- Jesteś zazdrosna.- zakpiłam jej prosto w twarz. Musiałam jakoś odbić piłeczkę, a to była najlepsza metoda. Jak to mówią: najlepszą obroną jest atak. - Jesteś zazdrosna.- powtórzyłam. - Bo Alonso wybrał nas, a nie ciebie. Żałosne. Skończmy już tą bezsensowną rozmowę. Nic mnie z nimi nie łączy, a z resztą nie musze ci się tłumaczyć.- Włożyłam torbę na ramię i bez przebierania się oraz w korkach wyszłam z szatni. Od razu udałam się do gabinetu ojca. Podejrzewam, że w całym ośrodku słychać było moje kroki. Ze złości mocno tupałam butami. W dodatku były to korki więc i dźwięk był głośny. Całe szczęście mogłam się tam spokojnie przebrać bo nie miał żadnych pacjentów. Szybko napisałam również do Leo żeby nie szukał mnie w lewym skrzydle...

~*~




Po treningu poszedłem do szatni, zamieniłem tam kilka zdań z przyjaciółmi i wyszedłem. Szedłem w kierunku gabinetu jej ojca, lecz po drodze się spotkaliśmy. Zatrzymałem ją pod ścianą i pocałowałem.
- Co to było?- spytała przygryzając dolną wagę.
- Nagły przypływ emocji. Co dziś robimy?
- Muszę wracać do domu. Rodzice pewnie są wściekli. Niby ojciec nic nie mówił, ale jego spojrzenie...
- Chyba mnie znienawidzili.-  odparłam smutno.
- Spokojnie, nic nie wiedzą.
- Jak udało ci się to ukryć przez tyle czasu.
- Ma się sposoby. Rodzice może nie wiedzą, ale dziewczyny widziały nas na treningu.
- Mistrzami dyskrecji to my nie jesteśmy... A właściwie ty.
- Ej!- uderzyła mnie w ramię. 
- Dobrze już, dobrze. Objąłem ją ramieniem po czym wyszliśmy z ośrodka treningowego. Wsiedliśmy do samochodu. Ona oparła głowę o szybę, a ja kierowałem co jakiś czas na nią spoglądając. Postanowiłem zabrać ją na plażę. Była ładna pogoda więc czemu, by z tego nie skorzystać. 
Szliśmy właśniealeją wzdłuż wybrzeża. Nagle mój wzrok przyciągnął duży, czerwony napis, znajdujący się na czasopiśmie w kiosku. Kim jest tajemnicza wybranka Lionela Messiego? Pokazałem ją Emilii, a ona się roześmiała. Uwielbiam jej śmiech. Wracając do tematu kupiliśmy gazetę i gdy doszliśmy na plażę otworzyliśmy na poświęconym nam artykule. Było to aż dwie strony. Kilka naszych zdjęć i znów napis z okładki. Wziąłem ją do ręki i zacząłem czytać. Ostatnimi czasy, u boku piłkarza dumy Katalonii widywano ładną, młodą szatynkę. Nikt narazie nie poznał jej tożsamości. […] Warto przypomnieć, że ponad rok temu Argentyńczyk rozstał się ze słynną fotomodelką Manitą Rodriguez. Wydawali się dobraną parą. Do dnia dzisiejszego nikt nie poznał powodu ich rozstania. […] Czyżby Leo znalazł kobietę, którą pokocha równie mocno, jak piłkę nożną? Niebawem się przekonamy. Zamknąłem ten szmatławiec. Nie mogąc przestać się śmiać. Popatrzyłem na Emilkę, która również głośno się śmiała trzymając ręce na brzuchu. 
- No to muszę o wszystkim powiedzieć rodzicom. To koniec bycia anonimową osobą. Od teraz będzie tak już zawsze.
- Nie przeszkadza mi to. Spodziewałam się takiego obrotu spraw. Musiało to kiedyś nastąpić.- przytuliła mnie. - Niedługo wszystkiego się dowiedzą, przecież w piątek mój debiut.- jeszcze przez chwilę rozmawialiśmy na ten temat po czym odwiozłem ją do domu. Na dworze robiło się coraz ciemniejsze, a ja nie chciałem narażać się jej rodzicom... 

~*~ 

Po pożegnaniu Leo weszłam do domu. Zdjęłam buty i zauważyłam coś niepokojącego. Było cicho, zbyt cicho. W tym domu nigdy nie było tak spokojnie. 
- Jest tu ktoś?- krzyknęłam, a po chwili zobaczyłam Daniell wraz z Adamem zbiegających po schodach. 
- Jesteście sami? Gdzie rodzice?
- Nie ma ich od kiedy wróciłem. Minąłem się tylko z mamą.- oznajmił, a pewnien szczegół przykuł moją uwagę. Daniell stała w koszulce mojego brata. Jestem pewna, to była koszulka Adama. Dodam, że ulubiona. Często mu ją zabierałam, gdy chciałam go zdenerwować. Zaraz, zaraz co oni tutaj...? Okej, chyba pora się wycofać. 
- Może ja sobie pójdę.- odparłam i wyszłam nie czekając na odpowiedź. Szłam podziwiając uliczki Barcelony. Na dworze robiło się coraz ciemniej, więc chciałam jak najszybciej dojść do upragnionego celu. Gdy dochodziłam do domu Leo, usłyszałam krzyki, nie czekając na zaproszenie otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Dosłownie w tym samym czasie krzyki ucichły. Biegiem skierowałam się do salonu i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To była kpina, marny żart, sama nie wiem co. Poczułam ogromny ból. Moje serce krwawiło, a rana się powiększała widząc dumny uśmiech... Manity. Wchodząc, a właściwie wbiegając do salonu zobaczyłam, jak Leo stoi oparty o ścianę, a ona go całuje. Jakby tego było mało był bez koszulki. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Wpadłam w histerię. 
- Nienawidzę cię! Jesteś taki sam jak wszyscy. Oszukałeś mnie! Fajnie było się mną pobawić?! Ja też mam uczucia!- wykrzyczałam i wybiegłam. Dogonił mnie na podjeździe i złapał za nadgarstek. 
- Puść mnie!
- Daj mi wszystko wytłumaczyć. Błagam.
- Tu nie ma co tłumaczyć. Nie dotykaj mnie. Brzydze się tobą!- Krzyczałam próbując wyrwać rękę z jego uścisku. Przelotnie na niego spojrzałam. Nie Emilia! Nie patrz w jego oczy. Oparta o drzwi wejściowe stała ona, Manita. Uśmiechała się szyderczo. 
- Ale to nie tak.
- A jak?! Myślisz, że ja nie wiem nic o życiu, że jestem gówniarą, która niczego nie rozumie?! Mylisz się, a teraz mnie puść! Nie mogę znieść twojego dotyku.- wypuścił moją rękę, a ja roztarłam nadgarstek, który powoli zaczynał mnie boleć. - Zawiodłam się na tobie Lio.- powiedziałam spokojniej i uciekłam. Nie mogłam go dłużej znosić. Co by się stało, gdybym przyszła kilka minut później. Może leżeliby w sypialni, albo na kanapie. Tego się po nim nie spodziewałam. Po wszystkich, ale nie po Leo. Kochałam go, oddałam swoje serce, a on całuje się z tą podłą małpą, która go nieraz zdradzała. Niczego się nie nauczył. Z resztą są siebie warci. Biegłam uliczkami Barcelony, która szykowała się do snu. Na ulicach robiło się cicho, a na chodnikach nie było prawie nikogo. Nie zwalniałam nawet na chwilę. Wiatr zwiewał łzy z moich policzków, a kolana się pode mną uginały. Ostatkami sił wbiegłam do domu. Trzasnęłam drzwiami i położyłam się na swoim łóżku, wtulając głowę w poduszkę. Moje życie znów się zawaliło i znów przez chłopaka. Ile razy się jeszcze pomylę? Może powinnam zostać zakonnicą. Jednak Hiszpania niszczy życie. Zawiodłam się na nim. Nie rozumiałam, dlaczego mi to zrobił. Byłam bezsilna. Jedyne o czym teraz marzyłam to zostać sama. Nie miałam ochoty na towarzystwo kogokolwiek, gdy drzwi się otworzyły. Wszedł przez nie Adam. 
- Emilia, co się stało?- odrazu do mnie podszedł.
- Gdzie Daniell?- spytałam.
- Dziesięć minut temu poszła do domu. Nie zmieniaj tematu.
- Nic się nie stało. Po prostu oczy mi się pocą. 
- Lepszej wymówki nie masz?- zapytał ironicznie.
- Zależy co chcesz usłyszeć. Przewróciłam się, skaleczyłam, kroiłam cebulę...
- Przestań. Powiedz mi wreszcie, co się stało.- podniósł głos.
- Co mam ci powiedzieć?! Że twój idol, wzór, jest kłamcą i pieprzonym oszustem, że potrafi nie tylko bawić się z piłką, ale także ludźmi, że go kochałam, a on mnie zranił?! 
- Co cię zrobił?- Jego głos nieco się uspokoił, lecz mięśnie się napięły. 
- Kojarzysz Manitę? 
- Każdy fan Leo ją zna. To jego była...- przerwałam mu.
- Widziałam, jak się z nią całował. 
- Co?!- krzyknął.
- Tak, twój idealny Leo Messi mnie zdradził.
- Myślałem, że jest inny.
- Ja też tak myślałam.
- Zabiję gnojka przysięgam.- podciągnął rękawy swojej bluzy i z zaciśniętymi pięściami zaczął iść w stronę wyjścia. W ostatniej chwili zdążyłam zagrodzić mu przejście. - Daj mi przejść.
- Nie rób żadnych głupot, błagam cie Adam. Chcesz do końca życia zarabiać na jego ubezpieczenie. Prasa cię zniszczy. Już nigdy nie zagrasz, a oboje wiemy jak bardzo to kochasz.
- Nie obchodzi mnie to, rozumiesz? Ty jesteś najważniejsza. Zranił cię i musi za to zapłacić. 
- Uspokój się, proszę.- przytuliłam się do niego. Czułam, jak jego mięśnie nieco się rozluźniają. - Obiecaj, że nie zrobisz niczego głupiego. 
- Ale...
- Obiecaj.
- Dobrze.- odparł i objął mnie szczelnie ramionami. Mocno się w niego wtuliłam. Później zaprowadził mnie do mojego pokoju, położył na łóżku, a następnie ułożył się obok mnie. Głaskał mnie po głowie, co jakiś czas przerywając, aby złożyć pocałunek na czubku głowy. To była jedna z najgorszych nocy w moim życiu. Długo nie mogłam zasnąć. Gdy tylko zamykałam powieki, widziałam ich. Widziałam jak on stoi pod ścianą, a ona zachłannie go całuje, jak dotyka jego ciało. Nie mogłam tego znieść. Czułam, że Adam również nie śpi. Jego mięśnie wciąż były napięte. Bałam się o niego. Nie chciałam, żeby narobił sobie problemów. 
Wstałam bardzo wcześni,  bowiem po godzinie snu. Spojrzałam na brata, który jeszcze spał. Otuliłam się w koc, który dostałam od babci na święta i wyszłam na balkon, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Złapałam kilka oddechów po czym u boku zobaczyłam Adam.
- Już się ogarniam i idziemy do szkoły.- próbowałam zgrywać, że wszystko ze mną w porządku. Było wręcz przeciwnie. Byłam wrakiem człowieka, a moje serce się rozpadło. 
- Zostaniesz dziś w domu. Naściemniam coś matce, połóż się na łóżko bo się zaziębisz.- powiedział troskliwie. 
- A co z treningiem? Alonso mnie zabije...
- Nim też się nie przejmuj. Obiecuję, że wybiegniesz jutro w pierwszym składzie, oczywiście jeśli tego chcesz.
- Chcę, ale czy będę w stanie? 
- Dasz radę w końcu jesteś moją siostrą. Gdy spojrzysz na trybuny, zobaczysz mnie trzymającego za ciebie kciuki. A teraz do łóżka.- zaśmiał się. Na chwilę poprawił mi humor. Położyłam się zakopując się po uszy w kołdrze, a on wyszedł. Słyszałam jak kłócił się z matką. Nie słyszałam o co, ale byłam niemal pewna, że o mnie. Chwilę później zobaczyłam go z tacą. 
- Zrobiłem ci kakao i kanapki, gdybyś zgłodniała.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się, a on znów zniknął. Po pół godzinie w domu zrobiło się cicho. Siedziałam oparta o zagłówek łóżka, otulona kołdrą i pijąca jeszcze ciepłe kakao, a po moich policzkach spływały łzy. Nie hamowałam się. Nie byłam w stanie. Bo jak można nie płakać, gdy traci się jedną z najważniejszych osób w swoim i tak marnym życiu...