sobota, 21 marca 2015

Rozdział 20 "Katalonia zmienia życie każdego człowieka."

Szczęśli­wy ten, który jest czyjąś miłością, wy­mienianą przez wszys­tkie przypadki. 

Poczułam zimno, które wpadało pod koc i nerwowo się podniosłam. Przetarłam oczy rozglądając się dookoła. Wszyscy jeszcze spali. Spojrzałam również na Leo w ramionach, którego się obudziłam. Wczoraj zaproponował mi żebym razem z nim została kokonem. Zaśmiałam się z jego propozycji, lecz bez wahania ją przyjęłam. Mogłam się bezkarnie do niego przytulać. Wyjęłam telefon z kieszeni jeansów, przesuwając palcem po ekranie. Jasna cholera! Za pięć godzin mamy samolot, a ja muszę się jeszcze spakować. Szturchnęłam Messiego, aby się przebudził, lecz on tylko przekręcił się na drugi bok i spał dalej. Zrobiłam tak z każdym piłkarzem, a ich reakcja również była taka sama, w zasadzie to nie było żadnej reakcji. Poszłam do kuchni, z szafki wyjęłam dzbanek, który napełniłam zimną wodą. Stanęłam w salonie i powoli oblewałam nią pilkarzy. Po domu rozniósł się głośny jęk.
- Oszalałaś?!- jęknął Alexis.
- Za pięć godzin mamy samolot. Radzę wam wstawać jeśli nie chcecie się spóźnić.- oznajmiłam spokojniej, a oni zerwali się z podłogi.
Pożegnaliśmy się z dziewczynami, które z resztą zaprosiliśmy do Katalonii i ruszyliśmy w stronę kamienicy dziadków.
- Trzymajcie się mocno.- powiedziała babcia, gdy staliśmy w przedpokoju. Podeszła i ucałowała policzek każdego piłkarza. - Emilia pozdrów rodziców i Adama, a wy odwiedźcie nas jeszcze kiedyś.- Teraz mnie mocno wyściskała.
- Napewno przylecimy.- zapewnił Pique. Ten jak zwykle pierwszy do podróży.
- Miłej podróży.- dodał dziadek. - Anders mam jeszcze coś dla ciebie.- oświadczył Inieście, który nie krył zaskoczenia. Dziadek wyjął zza pleców butelkę bordowej cieczy. - Wiem, że mogą was nie wpuścić z tym do samolotu, ale koniecznie musisz spróbować.- podarował mu ją.
- Dziękuję bardzo.- odebrał i schował głęboko w torbie podróżnej.

- Samolot do Barcelony odleci za dwie godziny. Przepraszamy za opóźnienie i życzymy miłej podróży.- usłyszeliśmy głos speakerki. Siedzieliśmy na lotnisku już trzecią godzinę, a powinniśmy właśnie wysiadać w stolicy Katalonii.
- Idę do baru, kupić wam coś?- spytał znudzony Neymar wstając z niewygodnego krzesełka.
- Zaczekaj pójdziemy z tobą.- zgłosili się Alexis, Cristian oraz Marc.
- Ja chcę sok pomarańczowy.- oznajmił Lio.
- Ja chcę jabłkowy.- wtrącił się Pique.
- Ja wodę.- dodał Xavi.
- Ja też wodę.- zakończył składanie zamówień Iniesta.
- Emi, a ty?- spytał Brazylijczyk, rozciągając się.
- Dzięki, nic nie chcę.- oznajmiłam, a oni odeszli.
- Zawsze tak tu macie?- spytał piłkarz z numerem "6".
- Niestety tak. Teraz jeszcze nie jest tak źle, czasem można czekać nawet pół dnia.
- Powinni coś z tym zrobić.- Hiszpan zmienił swoją pozycję.
- Xavi zostań premierem, a na pewno coś tu zmienisz.- zaśmiałam się.
- Xavi na prezydenta!- krzyknęli chórem i znudzonym głosem pozostali piłkarze.
- Chyba tylko klubu.- zaśmiał się cicho i rozmarzył.
Po kilkunastu minutach pojawiła się obok nas zagubiona czwórka.
- Trochę wam się zeszło.- zaśmiał się Gerard.
- Kilka osób nas rozpoznało, więc zrobiliśmy sobie zdjęcia.- oznajmił Neymar, rzucając butelkami. - Dla ciebie też coś mam.- kilka sekund później poczułam na swojej twarzy jakąś gazetę. Podniosłam ją i spojrzałam na pierwszą stronę. - Nie umiałem przeczytać, więc kupiłem i czekam na tłumaczenie.- zaśmiał się. Zaczęłam się jej przyglądać. Mój wczorajszy wyskok okazał się trochę zbyt spontaniczny. Na tytułowej stronie było wydrukowane zdjęcie, na którym całuję Leo po wczorajszym meczu oraz nagłówek "Młoda Polka z laureatem złotej piłki". Otworzyłam na wybranej stronie i zaczęłam czytać.
- Możesz nam powiedzieć o co tam chodzi?- spytał Brazylijczyk, który już nie mógł się doczekać aż dowie się o czym jest artykuł.
- Napisali tu mniej więcej tak: Po wczorajszym meczu reprezentacji Polski, nowy jej nabytek, czyli ja.- wskazałam dumnie na siebie. - Nie będę wam tego tłumaczyła. Głównie chodzi o to, że cała  Polska nagle dowiedziała się o moim istnieniu, a oni, uwaga cytuję "są pod wrażeniem pięknej i zdolnej dziewczyny, najlepszego piłkarza na świecie Lionela Messiego.". No to tak w skrócie.- zakończyłam niezbyt długi monolog.
Po półtorej godziny mogliśmy wchodzić do samolotu. Chłopcy zajęli swoje miejsca w klasie biznes, a ja zostałam sama w strefie dla przeciętnych zjadaczy chleba. Obok mnie siedział jakiś mężczyzna, na oko miał ze trzydzieści, może mniej lat. Samolot wystartował, a ja poczułam pewną ulgę. Tęskniłam za Hiszpanią,  można powiedzieć, że nawet bardzo. Nie chciałam czekać, aż wylądujemy. Chciałam tam być natychmiast.
- Cześć jestem Eryk.- przerwał moje zamyślenie mężczyzna.
- Hej Emilia.- uścisnęłam jego dłoń.
- Przepraszam, że pytam bo może nie chcesz o tym mówić, ale chciałem jakoś nawiązać temat.- od razu się usprawiedliwił, a ja nawet nie wiedziałam o co chodzi.
- Pytaj.- zaśmiałam się.
- Po co lecisz do Barcelony?
- Wracam do rodziców, szkoły, treningów i oczywiście przyjaciół. A ty?
- Ja lecę na studia. Zostałem wybrany do wymiany, na co z chęcią się zgodziłem.
- A co studiujesz?
-  Jestem na ostatnim roku chemii. A ty już studiujesz?
- Nie, ja jeszcze uczę się w liceum.
- Naprawdę? A ile masz lat?
- Za dwa miesiące osiemnaście.- zaśmiałam się. - A ty?
- Dwadzieścia pięć. Mówiłaś, że wracasz do treningów, a co ćwiczysz?
- Gram w piłkę nożną. Wiem, mało kobiecy sport.
- Ja też kiedyś grałem, ale doznałem kontuzji i już od prawie dziesięciu lat nie mogę zbyt długo biegać. Wypadła mi rzepka.
- To faktycznie nie fajnie.- skrzywiłam się. - Ja zaczęłam we wrześniu.
- Grasz w Espanolu czy Barcelonie?
- W Barcelonie. Jeśli chcesz to zapraszam na mecz. Niedługo powinien jakiś być.
- To może wymienimy się numerami, to jakoś się zgadamy na miejscu.
- Myślałem, że może siedzisz sama i wpadłem do towarzystwa.- usłyszałam znajomy głos. Spojrzałam na Leo, który opierał się o sąsiedni fotel.
- Jak widzisz mam towarzystwo.- zmieniłam język. - W ogóle zapomniałam was sobie przedstawić. Leo - Eryk, Eryk - Leo.- wskazałam ręką.
- Przecież wiem kto to jest.- powiedział po polsku. - Skąd znasz Messiego?- spytał ledwo mogąc wypowiedzieć jakieś słowo.
- To mój chłopak.- zaśmiałam się cicho. Popatrzyłam na Argentyńczyka, którego zaczynała denerwować ta sytuacja. - Leoś nie złość się.
- Ale ja się wcale nie złoszczę.- wzruszył ramionami. Pociągnęłam go za koszulę, tak że nachylił się nade mną. Całe szczęście, że siedziałam od wewnętrznej strony.
- Nie musisz być zazdrosny.- wyszeptałam.
- Wcale nie jestem.- patrzył w każde miejsce, oczywiście pomijając mnie, a o mrożącym krew w żyłach spojrzeniu na studenta, też nie mogę zapomnieć.
- To spójrz na mnie i to powiedz.
- Nie jestem.- spojrzał na mnie i wymamrotał niewyraźnie.
- W Barcelonie jestem tylko twoja.- szepnęłam, a po drodze zostawiłam na jego policzku buziaka.
- Ale ja chcę teraz.- brzmiał zupełnie jak mały chłopiec, gdy ktoś zabierze mu piłkę lub samochodzik.
- Jeszcze godzinę wytrzymasz.- zaśmiałam się. - Pozdrów chłopców.- dodałam, gdy odchodził.
- Jak to możliwe, że jesteś jego dziewczyną?
- Tak jakoś wyszło. Od spotkania do spotkania i się w sobie zakochaliśmy.
- Gdybym wiedział, nie zaczynałbym rozmowy.
- Oj nie przesadzaj. Przynajmniej nam się nie nudzi.
- Wiesz, pomyślałem, że jesteś bardzo ładna więc do ciebie zagadam, ale z mojego podrywu nici, prawda?- podrapał się po karku.
- Może w innym wcieleniu.- zaśmiałam, się, a on do mnie dołączył.
- Co miałaś na myśli mówiąc, żeby pozdrowił chłopaków.
- Bo znam całą drużynę Barcy, a w klasie biznes leci dziewięciu piłkarzy. Jest tam jeszcze Neymar, Pique, Alexis, Cristian, Marc, Xavi oraz Iniesta.
- Jak myślisz zrobią sobie ze mną zdjęcie?
- Coś wykombinuję.- zaśmiałam się. - Wstawaj i idziemy.- pociągnęłam go za rękaw. Odsłoniłam zasłonę, która rozdzielała bogatych i biednych, bo tak to można nazwać. - Panowie mam do was prośbę. Mam tu ze sobą waszego fana. Zrobicie sobie z nim po jednym zdjęciu? Proszę...- wszyscy spojrzeli na Leo. Czyli już im powiedział. - To nie jest mój kochanek, nie zdradzam Lio, spokojnie.- zażartowałam. Ostatecznie się zgodzili i wykonali kilka pamiątkowych zdjęć.
- Pasażerowie lotu 386 z Warszawy do Barcelony proszeni są o zajęcie miejsc i zapięcie pasów. Przygotowujemy się do lądowania.- usłyszałam wyczekiwane słowa stewardessy. Niczym błyskawica wybiegłam z ich przedziału i zajęłam swoje miejsce, jakby to miało przyspieszyć całą procedurę.
- Aż tak ci się spieszy?- spytał chłopak dopiero zajmując miejsce obok mnie.
- Mieszkam w Barcelonie od siedmiu miesięcy i niesamowicie pokochałam to miasto. Wszystko się tu zmieniło, w tym ja. Gdy tylko trochę tam pomieszkasz od razu zrozumiesz moje zachowanie. Katalonia zmienia życie każdego człowieka.
- Mam nadzieje, że mówisz prawdę. Mówiąc szczerze, mam już dość tej monotonii. W Polsce tylko studia, praca, nauka i tak w kółko.
- Tutaj nie będzie Ci się tak nudziło. Gwarantuję, że poznasz świetną dziewczynę.
- Obyś miała rację.
- Zawsze mam rację.- puściłam mu oczko.
Kilkanaście minut później samolot się zatrzymał, a my wreszcie mogliśmy wyjść. Przeszłam przez tunel, zabrałam walizkę i pognałam do wyjścia. Pod drodze usłyszałam, jak ktoś woła moje imię. Zatrzymałam się, dokładnie rozglądając. Niedaleko wyjścia stali tata i Adam. Podbiegłam do nich i mocno przytuliłam.
- Tęskniłam za wami.
- My za tobą też.
- Nareszcie jesteś.
- Już nie mogłam się doczekać.- powtórnie ich wyściskałam. Zobaczyłam Leo, który ze spuszczoną głową prowadził walizkę do wyjścia. - Wybaczcie, ale muszę coś jeszcze załatwić.- przelotnie pocałowałam tatę w policzek i pobiegłam do Argentyńczyka. Zatrzymałam się przed nim, a on niemal na mnie wpadł. - Lio, możemy porozmawiać?
- Spieszę się, jestem trochę zmęczony. Porozmawiamy jutro.- powiedział, nawet na mnie nie patrząc. Chciał mnie ominąć, lecz zagrodziłam mu drogę.
- Nie, nie będziemy rozmawiać jutro. Przede wszystkim spójrz na mnie.- podniosłam jego głowę. - Co ci się stało?
- Wszystko jest w porządku.
- Nie jest, widzę to. Chodzi ci o Eryka?- spytałam, a on spuścił wzrok. - Leo proszę cię jesteś o niego zazdrosny? Przecież wiesz, że kocham tylko ciebie, a z nim rozmawiałam.
- Nie jestem zazdrosny. Po prostu się boję, że znów coś się stanie. Nie chcę cię już więcej tracić.- położył dłoń na mojej twarzy. - Kocham cię.- słysząc te słowa rzuciłam mu się na szyję. Głupie kocham cię, a co potrafi zrobić z człowiekiem.
- Poza tym spałam z tobą pod kocem, a to już wiele znaczy.- zaśmiałam się, targając jego włosy. - Między nami okej?
- Tak.- pocałował mnie krótko. - Do zobaczenia jutro.- wyminął mnie i wyszedł. My również wyszliśmy, od razu kierując się do domu. W tej chwili marzyłam tylko o ciepłym łóżku...